Autorką opowiadania jest MrsEdwardCullen, ja tylko tłumaczę tą historię.
Natomiast postacie należą do Stephenie Meyer.
Rozdział 12
Beta: TruskawowySzampan
To już trzy dni odkąd William się obudził. Nie było słów, by wyrazić jak zadowolony się po tym czułem. To było dziwne na początku, ale na szczęście nie trwało długo. Will przeraził mnie pierwszego dnia...
- Teraz już wiesz...
Uśmiechnąłem się i zacząłem płakać przed nim jak pieprzone dziecko. – T-tak – wydusiłem. – Wiem, i jestem bardziej szczęśliwy niż kiedykolwiek – dokończyłem i pocałowałem jego dłoń. – Byłem taki przerażony, Willu.
Wytarł łzę z mojego policzka i uśmiechnął się. – Będziesz bardziej przerażony, jeśli nie obudzimy Ma. Zagryzie nas – powiedział.
Trąciłem ramię Belli, a ona lekko chrapnęła. – Bells – zachichotałem. – Obudź się.
- Mmhmm – mruknęła.
- Bella, ktoś chce cię zobaczyć – uśmiechnąłem się i mrugnąłem do mojego syna.
- Kuurwa! Moja szyja mnie zabija – narzekała.
- Szkoda, że nie mogę uziemić cię do końca życia – powiedział Will. Bella natychmiast wstała z krzesła.
- O mój Boże! – piszczała i przytuliła się do niego, ostrożnie, aby go nie zranić. – Umarłam tysiącem śmierci – płakała i całowała go po twarzy. Oczy Williama zaszły łzami, ale kiedy spotkały moje, przewrócił nimi. Potrząsnąłem głową i zachichotałem.
- Jak się masz? – zapytała Bella.
- Mam mały ból głowy, ale jest dobrze – powiedział i ziewnął. – Sunny? – zapytał.
- Emmett go ma. Pomyślał, że będzie lepiej, jeśli go weźmie zanim ci się poprawi. Ma podwórko, więc... – kontynuowałem.
- Dziękuję, Edwardzie – powiedział i szczerze nie lubiłem sposobu, w jaki do mnie mówił. Nie byłem przygotowany, aby usłyszeć od niego „tato", ale wciąż...
- Nie martw się. W pewien sposób go wykorzystuje. Również chce mieć psa, ale Rose się nie zgadza. Myśli, że Sunny zmiękczy Rose – uśmiechnąłem się. – Zresztą, pójdę...
- Nie! Proszę nie odchodź – nalegał.
- Nie odchodzę – powiedziałem. – Nigdy, chciałem tylko pójść po twojego lekarza.
- Zostań tutaj, a ja pójdę – zaoferowała Bella i wyszła.
William oczyścił delikatnie gardło i mocno przełknął. Musiał być spragniony. – Chcesz trochę wody? – zapytałem go.
- Poproszę – powiedział grzecznie.
Otworzyłem małą butelkę i włożyłem do niej słomkę. Emmett przyniósł je wcześniejszego wieczora myśląc, że wkrótce będziemy ich potrzebować. - Proszę – powiedziałem i podałem mu ją do ust. – Weź tylko kilka małych łyków. Nie chcemy, żebyś zwymiotował. – Kiwnął głową i wypił.
Kiedy skończył, położyłem butelkę na jego szafce i usiadłem na krześle. Nie mogłem oderwać od niego oczu. Wiedziałem, że to sprawia, iż jest mu niewygodnie, ale nie mogłem przestać. Był taki piękny i był... częścią mnie – dobrego mnie.
- Przepraszam – wyszeptał.
Zmarszczyłem brwi. – Za co?
- Za kłamstwa.
Potrząsnąłem głową. – Nie chcę, żebyś myślał w ten sposób. Nie ma za co przepraszać. To, co stało się z twoją mamą było pechowe. Oboje popełniliśmy błędy – powiedziałem. – Ona, bo nie powiedziała mi wszystkiego, co się stało, a ja, ponieważ pozwoliłem złej osobie zrobić sobie pranie mózgu. Błędy są po to, by je popełniać i uczyć się z nich. Obiecuję wszystko naprawić, Will. Tylko daj mi czas, dobrze?
- Dobrze – powiedział i lekko się zatrząsł.
- Zimno ci? – Natychmiast byłem zatroskany. Czy to normalne?
- Trochę – potwierdził.
Wstałem, podszedłem do szafy i wziąłem koc. Kiedy odwróciłem się, jego oczy były ponownie zamknięte. Na początku pomyślałem, że je odciąża, ale kiedy go zawołałem nie dostałem odpowiedzi.
- Will?
Nic.
- Will? – powiedziałem trochę głośniej. Wciąż nic. Cholera! Nie, nie, nie!
Rzuciłem koc na kanapę, pośpieszyłem do niego i wcisnąłem szybko przycisk pielęgniarki. – Will, proszę. Dziecko, otwórz swoje oczy. Nie rób mi tego ponownie – płakałem.
Drzwi się otworzyły i weszła Bella, zaraz za nią Sarah i pielęgniarka. – O-on tylko m-mówił i teraz...
Bella podeszłą do mnie i umieściła dłoń na moich plecach. – Edwardzie, uspokój się. To normalne, że znowu zasnął. Pacjenci, którzy wychodzą ze śpiączki na początku czują się bardzo śpiący...
Dzisiaj jest dzień, gdy całe piekło wyrwie się na wolność. Dzisiaj przyjeżdżała Ma z tym małym kawałkiem skurwysyńskiego gówna. Nie chciałem opuszczać szpitala, ale nie mogłem zmierzyć się z tym sukinsynem tutaj. Nie wiedziałem, jaka będzie moja reakcja, kiedy go zobaczę, i na pewno nie chciałem, żeby William widział mnie takiego. Sprawy na pewno będą paskudne.
Emmett ledwo się trzymał. Po wyznaniu Rosalie był poza kontrolą. Nigdy wcześniej nie widziałem go tak wkurzonego, dlatego poprosiłem Charliego, żeby tutaj był. Emmett próbował sprowadzić również Marcusa, ale ten musiał zająć się Victorią. Odmówiła rozmowy z kimkolwiek poza mną, miałem zamiar z nią porozmawiać, ale najpierw chciałem zająć się sprawami związanymi z nim. Czułem się taki zdradzony przez nią, myślałem, że była moją współpracownicą i przyjaciółką. Wziąłem ją pod moje skrzydła i nauczyłem jej sekretów naszej pracy, i co ona zrobiła w zamian? Dźgnęła mnie w plecy, teraz może iść i się pieprzyć, tyle mnie to obchodzi.
Mój brat wziął wolne w pracy. Prawdę powiedziawszy, potrzebował tego. Spędził wiele godzin z nami, nawet poza godzinami wizyt, pielęgniarki nie miały nic przeciwko, skoro tam pracował. Zakochał się w Wlliamie. Spędzali godziny rozmawiając o filmach i sztukach walki, nie wspominając Michaela Jacksona...
- Jaki jest twój ulubiony zespół? – zapytał Emmett.
- Z której dekady? – zapytał Will.
Emmett odwrócił się, aby na mnie spojrzeć. – Kolejny muzyczny ekspert w rodzinie? – zapytał i zachichotał.
- Um, siedemdziesiąte? – zapytał Em.
- AC/DC – powiedział dumnie.
- Hardcore – uśmiechnął się Emmett. – Podoba mi się. To jest również Edwarda.
- Wiem – powiedział Will z uśmiechem.
- Hej, Em, zapytaj go o ulubionego piosenkarza – powiedziałem. Zesra się w gacie.
Emmett spojrzał na Willa i czekał na jego odpowiedź.
- Michael Jackson? – odpowiedział Will, ale to w zamian brzmiało bardziej jak pytanie.
- Cholera, taaak! – zawołał Em i zaczął się śmiać. – Wiedziałem, że ten dzieciak ma w sobie trochę ze mnie!
Potrząsnąłem głową z rozbawienia. – Emmett też jest fanem. Obsesyjny jest prawdopodobnie lepszym opisem. Pokaż mu – powiedziałem i Emmett wstał. Ściągnął swoją koszulkę i pokazał mu tatuaż. Była to czarna sylwetka Michaela Jacksona stojącego na palcach.
- To jest świetne! – powiedział Will.
- Poczekaj, aż zobaczysz moją kolekcje CD. Otóż, to jest świetnie!
- Czemu się uśmiechasz? – zapytała Bella, gdy weszła do pokoju, trzymając dwa kubki kawy.
Przez ostatnie kilka dni zdecydowaliśmy, że w najlepszym interesie Williama będzie, jeśli będziemy zachowywać się normalnie. Nie chcieliśmy przygniatać go kłótniami i dziwnymi spojrzeniami. Mogłem być lepszy niż to. Zasługiwał na to. Spojrzałem na jego śpiącą postać.
- Emmett. Will owinął go sobie wokół płaca – wyszeptałem.
- Wczoraj, kiedy byłeś na obiedzie z Jasperem, przyniósł mu tak wiele rzeczy: nowego iPoda pełnego piosenek AC/DC i Michaela Jacksona, i DVD z ich koncertami. Naprawdę go rozpieszcza – uśmiechnęła się Bella.
Zwęziłem oczy na chwilę. – Cóż, jeśli William miałby swoją rodz...
- Dzień dobry – powiedział William, przerywając mi zanim mogłem skończyć.
- Dobry, dziecko – powiedziałem i uśmiechnąłem się. – Dobrze spałeś?
- Tak – powiedział. – Ma, mogłabyś dać nam chwilę, proszę?
- Jasne, dziecko – powiedziała i spojrzała na mnie zanim wyszła. – Będę czekać na zewnątrz, dobrze? – Kiwnął głową i wyszła.
Przez chwilę, albo dwie, był cicho i spojrzał na mnie. – Spójrz, wiem, że nawet, jeśli starasz się być spokojny, wciąż jesteś zły – zaczął. – Rozumiem, że to, iż istnieję, jest dla ciebie szokiem. Przeszedłeś przez, wiele, ale ona również, i jest moją mamą. Tak bardzo was kocham, ale wspieram ją. Nie była odpowiedzialna i wiesz to. Więc, nie bądź na nią zły, że starała się robić to, co uważała za najlepsze. Mogę mieć trzynaście lat, ale nie jestem już małym chłopcem, rozumiem rzeczy lepiej, niż wam się wydaje – zakończył uparcie.
Byłem pewien, że moja szczęka leżała na podłodze. – Nie wspominając – zaczął ponownie, trochę głośniej – że, jeśli chcesz być zły na moją mamę, to również musisz być zły na mnie. Również ci skłamałem. Idziemy, jako paczka, więc jeśli jesteś na nią zły, wtedy również i na mnie. Nie ją tu powinieneś obwiniać! Jeśli chcesz kogoś obwiniać, obwiń swojego głupiego ojca!
Odrzwi się otworzył i Bella weszła do środka, zła. – William Anthony Swan!
- Co? – zapytał, nie spuszczając ze mnie wzroku.
- Natychmiast przeproś swojego ojca – powiedziała ostro.
- Nie! – powiedział zły i spojrzał na nią. – Nie zrobię tego, mamo. Myli się będąc złym na ciebie.
Z szoku nie mogłem całkowicie sklecić słowa. Otwierałem i zamykałem usta kilka razy, ale nic nie wyszło. Spojrzałem na Bellę, a ona patrzyła na mnie przepraszająco. Chłopak miał jaja i mógł stanąć przed wszystkimi, kiedy czuł, że jego matka była obrażana. To było wspaniałe, ale i niepokojące, wspierał Bellę, nawet jeśli myślałem, że jego uczucia będą przynajmniej trochę pasować do moich.
- Bella – powiedziałem i spojrzałem na nią, kręcąc głowa, aby to zostawiła.
- Nie kręć głową, Edwardzie! Był lekceważący, a ja go wychowałam lepiej niż to. Teraz przeproś, albo pocałuj swoje Playstation na do widzenia – powiedziała, z ręką na tali.
- Nie chcę, żeby przepraszał za coś, za co wyraźnie nie jest mu przykro – powiedziałem spokojnie. – Więc, po prostu zapomnijmy o tym, dobrze? – Bella otworzyła usta, aby coś powiedzieć, ale podniosłem rękę i zatrzymałem ją. – Ma rację, Bello – powiedziałem i zwróciłem swój wzrok na Willa. – Gli spacco il culo a quel maledetto1! – powiedziałem z uśmiechem
Oczy Willa rozszerzyły się. – Parli italiano2?
- O nie, nie będziecie mówić w języku, którego nie znam – powiedziała Bella surowo.
Uśmiechnąłem się do niej i mrugnąłem do Williama. – Certo che sì. Cerchiamo solo di non farla incazzare più di così, va bene3?
- Okej – powiedział i zaczął się śmiać. – Przepraszam – kontynuował William. – Nie zamierzałem mówić do ciebie w ten sposób. Trochę się denerwuje, gdy ktoś mówi źle o mojej rodzinie.
Przypominając sobie pierwszą noc, kiedy go zobaczyłem, potwierdziłem. – W porządku. Łapię – zacząłem i spojrzałem na Bellę. Uśmiechała się do nas. Boże, jaka była piękna, kiedy się uśmiechała. – Przyniosłaś to, o co prosiłem?
- Tak – Bella westchnęła i podała mi białą kopertę, która zawierała trzynaście zdjęć Willa, po jednym z każdego roku jego życia. Spojrzałem na nie i byłem dumny z chłopca, którego stworzyliśmy. – Słodka mała rzecz, prawda? - zapytała Bella.
- O Jezuuu – powiedział Will, rumieniąc się.
Zachichotałem i odłożyłem je do koperty. – Kiedy jedziemy? – zapytała.
- Jasper i Alice będą tu w każdej chwili. Kiedy przyjdą, my pójdziemy – wstałem z mojego krzesła i usiadłem na łóżku. – Will, twoja mama i ja, prawdopodobnie nie wrócimy do południa. Czy chcesz, abyśmy ci coś przynieśli? – Will otworzył i zamknął swoje usta kilka razy i w końcu się zmarszczył. – Co to jest?
- Ja, um... – zaczął i spojrzał na mnie. – Czy ty... czy myślisz, że twoja Ma będzie chciała tutaj przyjść?
- Czy tego chcesz? – zapytałem, a on potwierdził. – Dzieciaku, nie sądzę, że ona będzie chciała czekać do południa, aby przyjść i cię zobaczyć – powiedziałem, a jego oczy zaświeciły się.
- Super! – Zmierzwiłem jego włosy i wstałem.
W tej chwili, drzwi się otworzyły i weszła Alice, a za nią Jasper. Rozmawialiśmy przez kilka minut, a wtedy spojrzałem na zegarek. Samolot lądował za trzydzieści minut. Musieliśmy się pośpieszyć.
- Jesteś gotowa, Bello?
Potwierdziła, podeszła do Williama i głośno pocałowała go w policzek. – Obrzydlistwo, mamo!
- Taaa, taaa – chichotała i wkrótce byliśmy w drodze do mojego domu.
Zaskakująco jazda była cicha, pomimo burzy, która miała nastać. Byłem przerażony, nie dlatego, że ponownie go zobaczę, ale z powodu rzeczy, które mu zrobię. Ten skurwiel nie wyjdzie z mojego domu żywy. Zrobił tak wiele strasznych rzeczy; zabrał Bellę z dala ode mnie, manipulował mną, próbował również przekupić Rose, i ostatnie, ale nie mniej ważne, wykorzystywał Esme. Mój Boże, ona będzie zdewastowana rzeczami, które usłyszy. Jej serce pęknie i nie będzie sposobu, aby je naprawić. Nie ważne czym ten sukinsyn był, nie ważne jak ją traktował, Esme go kochała. Była staroświecka...
Westchnąłem. Jedna rzecz, jakiej byłem pewien to, to, że ona nie wróci do Forks. Po tym, jeśli powiem nie, Ma tego nie zrobi. Kochała nas zbyt mocno, aby coś takiego popuścić. Stawała się złą tygrysicą, kiedy ktoś z nami zaczynał.
- Edwardzie, co się stało? – zapytała zatroskana i podbiegła do mnie.
- Nic, mamo – skłamałem. – Upadłem na schodach wejściowych do szkoły.
- Moja dupa, nie wejściowe schody! – syknął Emmett. – Newton pchnął go i „przypadkowo" potrącił jego nos swoją stopą.
- Zamknij się, Emmett! – krzyczałem.
Ma stała przez chwilę i przysięgam, że jej twarz była tak czerwona, iż bałem się, że eksploduje. Pośpiesznie weszła do domu, wzięła swoją torebkę i kluczyki do samochodu. Złapała moją rękę i wkrótce wyjeżdżaliśmy.
- Mamo, jest dobrze – wyszeptałem. – To tylko zadraśnięcie. – Nic nie powiedziała.
Mama zaparkowała przed sklepem Newtona i wysiadła, poleciła mi zrobić to samo. Gdy weszliśmy do sklepu, napotkaliśmy szarą twarz Mike, gdy jego mama uśmiechała się do nas.
- Dzień dobry, pani Cull...
- Słuchaj mnie, ponieważ nie powiem tego dwa razy. Następnym razem, gdy twój syn dotknie mojego chłopaka, upewnię się, że dostanie dużo gorzej, niż to, co zrobił Edwardowi. Nie ma prawa, by go zastraszać albo bić. Nigdy nie położyłam na nim ręki i nie będę tolerować, jeśli on zrobić to ponownie. – Ma w połowie krzyczała, powodując, że kilkoro klientów spojrzała w naszą stronę. – Czy kiedykolwiek słyszałaś o słowie „dyscyplina", pani Newton? – kontynuowała, gdy matka Mike'a patrzyła na nią z szeroko otwartymi oczami. – Upewnij się, że nauczyłaś się najpierw tego słowa, a później spróbuj również nauczyć tego swojego syna! Jeśli Edward kiedykolwiek wróci do domu ze szkoły, choćby z brakującym guzikiem w koszuli i twój syn będzie za to odpowiedzialny, pójdę do władz. Kilka tygodni w szkole wychowawczej dla nieletnich dobrze mu zrobi. Żegnam – powiedziała, złapała moją rękę i wyszła.
- Czy mogę coś zrobić, aby powstrzymać cię przed tym? – wyszeptała Bella.
Zaparkowałem potwora i odwróciłem się, aby na nią spojrzeć. – Jak możesz w ogóle pytać? Straciłem siebie przez niego. Straciłem moje życie, moje marzenia i mojego syna przez niego. Stra... – zatrzymałem się. – Odeszłaś przez niego. Ten skurwiel musi ponieść konsekwencje swoich działań, i wierz mi, kiedy mówię, że nie będzie dobrze. To skończy się dziś wieczorem, Belli, czy tego chcesz czy nie – powiedziałem i wysiadłem z samochodu.
Charlie przywitał nas, gdy weszliśmy do domu. – Chcecie trochę kawy? – zapytał. Bella i ja potwierdziliśmy.
Wyciągnąłem papierosy i zapaliłem jednego, gdy siadałem na kanapie. Właśnie miałem usunąć szkło, które przykrywało stół, Bella sięgnęła i złapała z drugiej strony. – Nie zacząłeś jeszcze swojej fizjoterapii i nie możesz podnosić ciężkich rzeczy.
- Podniosłem biblioteczkę, Bello. Kawałek szkła mnie nie zrani – mruknąłem, a ona wciąż pomogła.
Umieściliśmy ją po jednej stronie stołu i wyciągnąłem zdjęcia Williama. Rozmieściłem zdjęcia w kwadracie, zaczynając od najmłodszego i kończąc na jednym, które zostało zrobione na jego ostatnich urodzinach, układając je dokładnie na środku stołu. Podnieśliśmy szkoło i umieściliśmy je na stole. Przez chwile stałem, patrząc na zdjęcia i zapamiętując każde z nich. Był taki piękny.
- Poczekaj, aż zobaczysz filmy – powiedział Charlie nade mną, strasząc mnie.
- Nie mogę się doczekać – powiedziałem i delikatnie się uśmiechnąłem.
- Synu zrobisz coś dla mnie? – zapytał Charlie, a ja potwierdziłem.
- Chcę, abyś teraz wstał z kanapy i podał mi swoje pistolety – powiedział.
- Nie zamierzam go zabić, Charlie. Prawdopodobnie pobić go, ale nie zastrzelę go.
- Wierzę ci, ale chcę twoje pistolety. Dalej! Przynieś je.
Gdy wszedłem do sypialni, wiedziałem, że ma rację. Nie mogłem przewidzieć jak ten dzień pójdzie, ale byłem prawie pewien, że nie skończy się dobrze. Otworzyłem małe ukryte pudełko w szafie i wyciągnąłem mój Sig wraz z małym rewolwerem, upewniając się, że oba są zabezpieczone. W drodze powrotnej, podniosłem plakietkę, którą William dał mi na święta. Chciałem, aby ozdobiła mój salon.
- Proszę – powiedziałem, wręczając Charliemu broń. Natychmiast schował je w małej walizce.
Rozejrzałem się dookoła i starałem się znaleźć odpowiednie miejsce na plakietkę. Zaraz obok okna, była mała półka, gdzie miałem zdjęcie Rose, Emmetta, Jaspera i siebie. Ściągnąłem zdjęcie i umieściłem tam plakietkę, po tym jak wyczyściłem ją moim rękawem. Bella wstała, przyłączyła się do mnie i pociągnęła nosem.
- Więc to było dla ciebie – wyszeptała i spojrzałem na nią. – Kilka dni przed wyjazdem z Alice, powiedział, że chce kupić Charliemu plakietkę „najlepszy dziadek", zabrałam go do małego sklepu, kilka bloków od naszego mieszkania. Rozglądał się dookoła, a kiedy ją zobaczył, wziął ją i zapytał czy może kupić ją jednemu przyjacielowi.
Przerwano nam, kiedy zadzwonił mój telefon. Otworzyłem go i zobaczyłem, że była to wiadomość Emmetta mówiąca, że są blisko.
- Będą tu w każdej chwili – powiedziałem i rzuciłem telefon na kanapę.
Oczy Belli rozszerzyły się i potrząsnęła głową. – Proszę, proszę, Edwardzie.
Charlie podszedł do nas i owinął swoje ramiona wokół niej. – Będzie w porządku, dziecinko. Zaufaj nam.
Łzy uformowały się w jej oczach. – On was skrzywdzi, proszę.
Widziałem, że mówiła o Charliem i mnie, ale Charlie myślał, że chodzi tylko o mnie. – Nic się nie stanie Edwardowi. Nie pozwolę na to.
- Tatusiu – powiedziała i spojrzała desperacko w jego oczy. – Proszę.
- Jeszcze mu nie powiedziałaś? – zapytałem jej. Wstrząs był oczywisty w jej twarzy i trzęsącym ciele.
- Powiedziała mi, co? – zapytał. Westchnąłem i szarpnąłem lekko za włosy. Bella spojrzała na mnie proszącymi oczami, cicho błagając mnie, abym mu nie mówił.
- Kiedy te skurwysyny zaszantażowały ją, nie chodziło tylko o mnie – zacząłem, a Charlie natychmiast zesztywniał. – Powiedzieli jej, że jeśli mnie nie zostawi upewnią się, że oboje – kontynuowałem pokazując między Charliem a mną – będziemy cierpieć.
Nigdy nie widziałem oczu Charliego takich ciemnych z gniewu. Zacieśnił swój uchwyt na ramieniu Belli i zacisnął pięści. Zamknął szybko oczy i wydał z siebie mały jęk. Charlie był naprawdę wkurwiony.
- Bella – zaczął. – Dlaczego mi nie powiedziałaś? – Zaczęła płakać, ale nic nie powiedziała. – Wszystko będzie dobrze. Obiecuję ci to, dobra? – zapytał, a ona go przytuliła i wyszeptała jak bardzo go kocha.
Zadzwonił dzwonek do drzwi, a ona lekko podskoczyła i spojrzała na mnie. Charlie pocałował jej skroń i puścił ją.
- Chwila – krzyknąłem, patrząc w jej oczy i przez chwilę zatraciłem się w jej spojrzeniu. Mogłem zobaczyć tak wiele rzeczy. – Idź i zostań w mojej sypialni. Przyjdę i przyprowadzę cię, dobrze? – Potwierdziła, nie patrząc na mnie. Była tak przerażona. Mój umysł krzyczał, abym ją dotknął i wytarł jej łzy, ale nie mogłem. Wszystko, co mogłem jej dać, to mały uśmiech na pocieszenie. – Idź – powiedziałem. – Pierwsze drzwi po prawej.
Gdy usłyszałem delikatne pukanie w drzwi, wziąłem głęboki oddech i poszedłem do wejścia. Charlie oparł się o ścianę i złożył ręce na klatce. Z ostatnim kiwnięciem, otworzyłem drzwi.
Ma pisnęła i rzuciła się na mnie. – Moje dziecko – powiedziała i odetchnęła głęboko, gdy ja trzymałem ją w miażdżącym kości uścisku. – Tęskniłam za tobą – trzymałem ją ciasno w ramionach.
- Też za tobą tęskniłem, Ma – powiedziałem.
Odwróciłem głowę i gapiłem się na Carlisle'a, ale był zamrożony, blady jak pieprzony duch, patrząc wprost na Charliego. Puściłem Ma i podeszła przywitać się z Charliem. Ten skurwiel wciąż stał jak posąg. Nie mogłem czekać, aż wejdzie do środka.
- Wchodź do środka! – syknął Emmett.
Tak jakby czytał w moich myślach, pchnął Carlisle'a do środka, sprawiając, że się potknął i upadł na kanapę. Ma nie ruszyła się z miejsca. Tylko patrzyła.
- Szczur – mruknęła Rose, gdy przeszła koło niego.
Usiadłem na kanapie i Ma podeszła, aby usiąść koło mnie. – Więc, powiedz mi jak się masz.
- Zadziwiająco dobrze, Ma – uśmiechnąłem się do niej. – Kiedy rozwiążemy kilka niepokojących spraw, będziemy mogli pójść dalej. – Ma zmarszczyła brwi, ale nic nie powiedziała.
- Odwiedzasz Edwarda, Charlie? Mam nadzieję, że jest dobrym gospodarzem – powiedziała i klasnęła w ręce.
Zwęził oczy na Carlisle'a, a potem uśmiechnął się do Esme. – Taa, można tak powiedzieć. – Uśmiechnąłem się, uświadamiając sobie, że on jest jeszcze bardziej blady.
- Będziemy mieli bliźniaki – nagle zaćwierkała Rosalie. Mama wydała z siebie mały krzyk i rzuciła się na Rose i Emmetta.
- To wspaniale! Znacie płeć? – zapytała szczęśliwa.
- Doktor nie jest pewien, ale myśli, że to chłopcy. Za kilka tygodni będziemy wiedzieli na pewno.
- Och, nie mogę się doczekać tych szlachetnych serduszek! Moje pierwsze wnuki!
Emmett mruknął – Tak myślisz – obok mnie. Usiadła z powrotem koło mnie i klepnęła moją nogę.
- Jak na komisariacie Charlie? – zapytała Ma.
- Teraz? Pracowicie. Pracujemy nad sprawą wymuszenia. Bogaty dupek szantażował młodą kobietę, zagrażając życiu jej ojca i chłopaka– warknął. Przysięgam ten skurwiel przez chwilę przestał oddychać.
- O mój! Nie mogę uwierzyć, że tacy ludzie żyją na świecie. Czy on jest z Forks?
- Mmhmm – mruknał.
- Biedactwo. Przynajmniej poprosiła o pomoc – westchnęła.
- Nie zrobiła tego – zacząłem. – Odeszła, ale pewne okoliczności sprawiły, że stanęła twarzą w twarz z mężczyzną, którego zostawiła i wszystko wypłynęło – syknąłem w jego kierunku. – Zabawne jak się spotkali... Widzisz, kobieta jest lekarzem. Mężczyzna musiał iść do szpitala i ona była tą, która mu pomogła – kontynuowałem. W pokoju panowała cisza mogłem usłyszeć upadek igły.
- Dobry Boże. To szok dla obojga – powiedziała zdumiona Esme.
- Rzeczywiście szok – powtórzyłem. – Chcesz usłyszeć najbardziej szokującą rzecz tej historii? – wrzałem.
Szybko to traciłem.
- Co? – zapytała, gdy Carlisle wstał z kanapy i podszedł w kierunku okna.
Skurwiel nie miał nawet jaj, aby na mnie spojrzeć. Wiedział, że złapaliśmy go tak szybko jak wszedł do mieszkania. – Młody mężczyzna miał brata. Jego ojciec również szantażował kobietę drugiego syna – powiedziałem i również wstałem. – Druga kobieta się nie poddała. Widzisz, nie była nawiną nastolatką. Wiedziała, czego chce i nie dbała o jego sztuczki. Jest dorosła i w średnim wieku, teraz około dwudziestu pięciu, nie przyjmowała jego gówna. Była odważna – powiedziałem i powoli podszedłem, aby za nim stanąć. – Zgodzisz się, tato?
Odwrócił się by spojrzeć na mnie, ale nie powiedział ani słowa. W jednym spojrzeniu mogłem zobaczyć odpychającą nienawiść, jaką mnie darzył. I dlaczego? Ponieważ zakochałem się w dziewczynie, która nie dbała o moje pieniądze... tylko o mnie.
- Przez lata, ten skurwiel mamił swojego syna o niej. Że była poszukiwaczką złota, dążąca do nieosiągalnych celów, dziwką, małą kurwą. Największym błędem chłopaka było to, że mu wierzył i stracił swoją wiarę. Chłopak wierzył mu, ponieważ jego ojciec nigdy nie skłamałby o czymś takim. Chłopak musiał czekać trzynaście pieprzonych lat, aby uświadomić sobie, że jego ojciec dbał tylko o pieniądze i reputację.
Potrzebowałem czegoś się napić. Kawa nie była wystarczająca. Podszedłem do małego barku i nalałem trochę whiskey do szklanki, wypiłem wszystko naraz i zapaliłem papierosa. Ten dupek nienawidził, kiedy palę.
- Przez lata, chłopak prowadził bardzo nieetyczne życie. Pił, walczył i zaliczał każdą dostępną dla niego kobietą. Przysiągł, że nigdy więcej nikogo nie pokocha. Dlaczego kochać kogoś, kiedy to tak bardzo rani? Wypierał się radości z życia, ponieważ jego ojciec myślał, że wyświadcza synowi przysługę. Nie chciał, aby jego syn popełniał jego błędy; poślubił kobietę, która tylko pasowała do niego – kontynuowałem i zaciągnąłem się papierosem. Carlisle patrzył na mnie; jeśli wzrok mógłby zabijać, właśnie byłbym martwy.
- Pewnej nocy, gdy młodym mężczyzna pracował, zobaczył małego chłopca walczącego z wandalami. Nie wiedział jeszcze, że chłopiec wywróci jego życie do góry nogami – uśmiechnąłem się. – Zaprzyjaźnił się z chłopcem. Dzieciak sprawiał, że się śmiał i czasami płakał, zwłaszcza, kiedy dziecko mówiło jak jego matka cierpi z dala od mężczyzny, którego kocha. Jak było lepiej, że jego ojciec nie jest w pobliżu i jakby cierpiał, gdyby dowiedział się, że ma syna. W ciągu kilku miesięcy, mężczyzna pokochał tego chłopca każdą cząstką siebie. Kilka dni temu, oboje, mężczyzna i chłopiec, byli przetrzymywani przez bezdusznego kryminalistę, gangstera. Kiedy ten chory skurwiel zaatakował mężczyznę, chłopiec próbował ocalić swojego przyjaciela i został ranny bardzo mocno. Ten mężczyzna zabił napastnika i pośpieszył ratować dziecko. Wyobraź sobie szok, kiedy uświadomił sobie, że dziecko, które krwawiło było jego synem. Dziecko miało znamię, które pasowało do jego.
W tej chwili, Ma westchnęła głośno i upadła na kolana. Emmett podszedł do niej, kiedy pochylił się, zobaczył, że patrzy na zdjęcia. Spojrzała na mnie, a potem z powrotem na zdjęcia, podnosząc rękę do ust. Byłem tak pochłonięty przez historię, że nie zobaczyłem, iż Bella stoi za Charliem.
- E-Edwardzie? – płakała Ma. – K-kt... kto t-to jest? – zapytała, gdy przejeżdżała palcami po szkle.
Gdy otworzyłem usta, aby odpowiedzieć, ale skurwiel otworzył swoje. – Czy on w ogóle wie, czy bachor jest jego?
W tym momencie wszystko się załamało. – Ty sukinsynie! – wrzałem i uderzałem w niego, przyciskając go do ściany.
- Edwardzie, nie – wrzasnęła Bella i podbiegła do mnie.
- Zamierzam cię, kurwa, zabić! Jak mogłeś mi to zrobić? Jak śmiałeś zabrać mi moje pieprzone życie? – krzyczałem i uderzałem go w twarz. Podniosłem ponownie rękę, aby go uderzyć, ale Bella stanęła między nami.
- Proszę, Edwardzie, pomyśl o Williamie, proszę – płakała, a ten dupek zaczął się śmiać.
Wszystko stało się tak szybko. Charlie pchnął Bellę w moim kierunku, sprawiając, że się potknęliśmy i wtedy złapał Carlisle. – Powodem, czemu przez te wszystkie lata nie pociąłem cię żywcem, jest to, iż nie wiedziałem jednej kluczowej rzeczy. Szantażowałeś moją córkę, pomysłem, że ja będę cierpiał. Czy ty masz w ogóle pojęcie, co zrobiłeś. Otworzyłeś pieprzoną puszkę Pandory, panie Wszechpotężny. Jedynym powodem, dla którego nie pozwalam mu cię zabić, jest to, że nie jesteś tego wart. To było by zbyt, kurwa, łatwe! Chcę, abyś cierpiał. Chcę, żebyś wiedział jak to jest czuć się opuszczonym i odrzuconym! Chcę, abyś zwijał się ze swojej nędzy! – syknął i stanął z dala od niego, jakby ten dupek był zarażony.
Carlisle polizał swoją pękniętą wargę i spojrzał na Bellę. – Ty głupia dziwko! Jeśli nie rozłożyłabyś swoich pieprz...
Nie skończył. – Nie waż się mówić nigdy więcej w ten sposób o mojej córce! – wrzasnął Charlie i uderzył go z kolana w brzuch. Powietrze opuściło jego płuca i upadł na podłogę zaciskając swój bok, aby złapać oddech. Gdy Charlie miał zacząć go kopać, Emmett odsunął go.
- Larwa ma więcej dumy niż on – powiedział z obrzydzeniem. Zniżył się do poziomu Carlisle'a. – Zanieczyszczasz świat przez sam swój oddech – powiedział i uderzył go.
- Ty niewdzięczniku! – krzyczał skurwiel. – Dałem ci wszy...
- Wystarczy! – pisnęła Esme, sprawiając, że wszyscy stanęliśmy. Skurwiel wstał i wytarł ręce w spodnie. Ma podeszła i stanęła przed nim. – Przez lata tolerowałam jak do mnie mówiłeś. Lata i lata mówiłeś mi, jaka niewdzięczna byłam. Znosiłam fizyczne nadużycia, ponieważ nie byłam sama. Miałam dzieci, którymi musiałam się zająć, kiedy wszystko, co robiłeś, to ignorowałeś je! Zabrałeś szczęście od mojego syna, za co? – krzyczała.
- Nie chciałem, aby popełnił ten sam błąd, co ja! Nie chciałem, aby czuł się nieszczęśliwy przez każdą kolejną sekundę do końca swojego życia. Nie chciałem mieć kolejnej pijawki bez grosza w rodzinie, wysysającą mnie do sucha, ponieważ chce pomóc biednym. Nie chciałem, aby nienawidził siebie, za poślubienie kobiety, która nie mogła dać mu nic w zamian – wyrzucił.
Nagle podniosła swoją dłoń i uderzyła go tak mocno, że jego głowa odwróciła się w drugą stronę. – Mam nadzieję, że pewnego dnia Bóg ci wybaczy, bo ja nie – warknęła. – Nie mam ci nic więcej do powiedzenia. Usłyszysz wieści od mojego prawnika i niech będzie jasne. Zabiorę ci wszystko, co zdobyłeś przez ostatnie trzydzieści lat. Resztę możesz sobie wsadzić w dupę! A teraz zejdź mi z oczu! – syknęła. Z siłą, jaką nie wiedziałem, że posiada, mama wzięła go za kołnierz i wyrzuciła za drzwi mojego domu.
Zatrzasnęła drzwi chwilę przed ciężkim upadkiem, Emmett i ja pośpieszyliśmy do niej. Zatopiliśmy się w podłodze i zaczęła płakać, trzymając nas, jakby jej życie od tego zależało. Mogłem poczuć jej ból, jej desperację. Wiedziałem jak to jest stracić kogoś, kogo się kocha. Posadziłem ją na moich kolanach i mocno ją przytuliłem, pragnąc zabrać jej ból. Łzy zaczęły spływać po mojej twarzy.
Płakałem za moją matkę...
- Znam ból, który czujesz – wyszeptałem jej do ucha. – Nigdy nie będę w stanie całkowicie go zabrać, ponieważ zawsze będzie częścią ciebie. Musisz wiedzieć, że kochamy cię i nic tego nie zmieni. Rozumiesz?
Spojrzała na mnie czerwonymi oczyma i uśmiechnęła się. – Tak.
Zwróciła swój wzrok do Emmetta i otworzyła swoje ramiona dla niego. Em, zatopił się w jej objęciach i umieścił moje ramię na swoim ramieniu. – Kocham cię, mamo – westchnął.
Spojrzałem w górę i zobaczyłem jak reszta naszej imprezy gapi się na nas. Rose wydmuchiwała nos i przeklinała swoje hormony, że robią z niej taką dziewczynkę, a Bellę pochłonęły ramiona Charliego, jej oczy nigdy nie opuściły moich.
- Kocham cię – powiedziała bezgłośnie, a ból z jej słów rozerwał mnie na pół. Tak bardzo chciałem sięgnąć po nią i przykuć ją do mojego boku, ale nie mogłem. Zamknąłem oczy, aby zapobiec wypływaniu łez.
Ma wstała i wytarła łzy. – Przepraszam, że musieliście być świadkami tego – wyszeptała i przebiegła rękoma przez włosy, poprawiając kosmyki, które spadły jej na twarz. Podeszła do Belli i uklęknęła przed nią. – Nigdy nie będę wstanie wyrazić smutku jaki czuję, przez to, co musiałaś przejść. Naprawdę zrozumiem, jeśli nie będziesz chciała mieć ze mną do czynienia, ale wiedz to, że gdybym wtedy wiedziała co zrobił, powstrzymałabym go. Przepraszam, że w ciebie nie wierzyłam.
- Och, Esme – płakała Bella i przytuliła ją.
- Cii – Ma nuciła nad jej uchem. – Teraz wszystko będzie dobrze, obiecuję – powiedziała i pocałowała jej czoło. – Teraz – kontynuowała. – Pozwólcie mi pójść się odświeżyć i później chce, żebyście zabrali mnie do mojego cudownego wnuka.
Kiedy Ma była w łazience, Bella wstała i poszła do sypialni. Chwilę później, przyszła i poszła do kuchni. Podchodząc do mnie w drodze powrotnej.
- Proszę – powiedziała i dała mi leki przeciwbólowe wraz ze szklanką wody. – Weź to, ponieważ twoje ramię będzie później boleć.
- Dziękuję...
-Ж-
Godzinę później przyjechaliśmy do szpitala. Ma nie była szczęśliwa, że odwiedza wnuka nic mu nie przynosząc. Po wielu rozmowach się poddała, ale wcześniej obiecała nam, że wynagrodzi te trzynaście lat, które opuściła w rozpieszczaniu wnuka.
Gdy podeszliśmy do drzwi, usłyszeliśmy śmiech Williama. Uśmiechnąłem się.
- Czy to on? – zapytała Ma.
- Tak – powiedziała Bella. – Dalej. Chce cię poznać – powiedziała, gdy sięgnęła po klamkę.
- Czekaj – krzyknęła Ma. – Co jeśli mnie nie polubi? Co jeśli myśli, że jestem odpowiedzialna...
- Ma – uśmiechnąłem się, gdy przejechałem moimi kostkami po jej policzku. – Nie ma mowy. William wie wszystko. Jest bardzo dojrzały i rozumie wiele rzeczy. Już cię kocha, dobrze?
Kiwnęła głową i otworzyłem drzwi, zaglądając do środka. Kiedy William mnie zobaczył, cała jego twarz rozpromieniła się, rozświetlając cały cholerny pokój jeszcze bardziej. Właśnie skończył lunch i jadł swój pudding. Natychmiast uświadomił sobie, że Ma jest ze mną.
- Ciociu Allie, szybko. Zabierz to! – szybko wyszeptał i podał jej tacę. Chichotała i odłożyła ją na mały stoik. Szybko wytarł swoje usta papierowym ręcznikiem i poprawił swój bałagan na głowie, gdy Alice prostowała jego koc.
- Dobrze? – spytałem go bezgłośnie, a on potwierdził.
Otworzyłem drzwi i puściłem kobiety przodem. Ma stanęła obok mnie, gdy Bella podeszła do naszego syna i pocałowała go. Wziąłem dłoń Ma w swoją i pocałowałem ją, dając jej znać, że wszystko będzie dobrze. Podszedłem do łóżka i pocałowałem Willa w głowę.
- Jak się masz, dzieciaku?
- Perfetto! – grzmiał. Zachichotałem i spojrzałem na Bellę.
- Wiem, co to znaczy – skarciła żartobliwie i wszyscy zaczęli się śmiać.
- Willu, chciałbym, abyś kogoś poznał – powiedziałem i spojrzałem na moją mamę. Miała łzy w oczach, które polecą w każdej chwili. Pocałowałem ją w czoło i zwróciłem do niego. – Ta cudowna kobieta tutaj to...
- Moja Nana – powiedział, przerywając mi. Ma lekko szlochała i w mgnieniu oka trzymała go w ramionach.
Odsunąłem się do tyłu, aby podziwiać widok, a Bella stanęła obok mnie. Westchnąłem i spojrzałem w dół, aby spotkać jej oczy. Świeciły się ze szczęścia i miłości.
Czy zostało coś niezniszczonego, co pozwoli nam zacząć od nowa?
Czy będę w stanie zostawić to gówno za sobą?
Westchnąłem, leniwie się do niej uśmiechając i wziąłem jej rękę w swoją...
1Skopię jego nędzny tyłek!
2Mówisz po włosku?
3 Tak, mówię. Teraz lepiej jej bardziej nie denerwujmy, dobrze?
