Światło nocnej lampki odbijało się w resztce kawy, skutecznie rozpraszając jej uwagę na parę sekund od wykonywanej pracy. Oparła brodę na przedramieniu i patrzyła tępym wzrokiem w naczynie, ignorując bielącą się pod nim kartkę z terminem nadchodzącej bitwy. Cenne sekundy przerodziły się w cenne minuty, aż w końcu światełko zamigotało i kontakt został przerwany, zamrugała i natychmiast podniosła głowę, przypominając sobie o swoim zadaniu. Drzwi zaskrzypiały, wpuszczając do pokoju kolejną wiązkę światła.

- Skarbie, późno już...

Skrzywiła się i wsunęła między zęby końcówkę ołówka automatycznego, wbijając poirytowane spojrzenie w leżący przed nią notes. Ojciec najwyraźniej był zdziwiony i nieco zmartwiony obecnością światła w jej pokoju, wszak było już mocno po północy. A jego córka była przykładną uczennicą i miała głowę nie od parady, ale niewystarczająca ilość snu mogła się odbić na jej zdrowiu i na ocenach.

- Jeszcze chwila, nie skończyłam. - warknęła, wykreślając z kartki parę niepotrzebnych zdań. Irytował ją fakt, że główkowała nad tym już czwarty dzień i wciąż nie mogła wymyślić niczego sensownego. Niczego, co okazałoby się skuteczne w starciu z Akashim.

- To niedobre dla twojej cery, powinnaś się wysy...

Urwał, widząc twarde spojrzenie i pokaźny tom w dłoni, wymierzony prosto w szczelinę, pomiędzy którą znajdowała się jego głowa. Grzecznie wycofał się za drzwi, pokornie życząc jej dobrej nocy. Z każdym rokiem coraz bardziej przypominała swoją matkę, przerażająca siła genów.

Po odczekaniu stosownej chwili, odłożyła ciężki przedmiot na półkę i westchnęła ciężko, rozmasowując obolały nadgarstek. Zmierzwiła palcami włosy i odchyliła się w krześle, ignorując przeciągły jęk mebla. Strategie dla rozgrywek były trudne, ale do codziennych sytuacji, jeszcze trudniejsze.

Wspólne treningi kłopotliwej dwójki ze względów bezpieczeństwa zostały tymczasowo odwołane, a ona miała coraz większe wątpliwości co do słuszności wcześniejszych decyzji. Musiała je na nowo przeanalizować, ale to później. Priorytetem była nadchodząca niedziela i oszacowanie szans, jakie miała na to żeby wyjść z niej zwycięsko.

Ostatecznie rzuciła okiem na zabazgrane zdania i z jeszcze jednym westchnięciem, zamknęła notes, bezpowrotnie akceptując plan działania i wszelkie nałożone poprawki. Co ma być to będzie.

Plan, pieczołowicie dopracowywany przez Riko przez ostatni tydzień, wszedł w życie już w następną niedzielę. Po wyjaśnieniu najpotrzebniejszych spraw w możliwie jak najkrótszej formie, udali się w piątkę do kawiarni, w której już jakiś czas temu zaplanowano kolejne spotkanie. W piątkę, bo zamiast grupy stworzonej jedynie z gołąbeczków i przyzwoitki, Riko znajdowała się obowiązkowo w obstawie Kiyoshiego i Hyuugi, choć ci siedzieli parę stolików dalej, obserwując rozwój sytuacji z bezpiecznej odległości.

- Macie patrzeć i się uczyć, nie ruszać się i nie przeszkadzać. - poleciła im stanowczym tonem, odchodząc do osobnego stolika. A ten znajdował się zaledwie trzy metry od nich i dwa metry od obiektu obserwacji, także miała znakomity obraz na najważniejsze miejsca.

Akashi skomentował jej obecność lekkim uniesieniem brwi i sięgnął po kartę zamówień, przekartkowując ją bez większego zaangażowania. Nawet na nią nie spojrzał, kawałek tektury stanowił jedynie zajęcie dla jego rąk, ale głowę zaprzątało coś zgoła innego, choć niewątpliwie związanego z nową przeszkodą.

Stoliki były dwuosobowe, a ona siedziała całkiem niedaleko nich, bo jakieś dwa dalej. I nie spuszczała z nich wzroku, nawet wtedy, kiedy kelner przyniósł jej posiłek. Zamówiła kawę i ciasteczko, para unosząca się z naczynia rozwiewała się lekko przez bębniące w drewniany blat palce.

Zamknął kartę i podniósł wzrok, zauważając pytanie w oczach swojego towarzysza. Odchrząknął, a jego spojrzenie natychmiast złagodniało i na moment uciekła z niego cała irytacja.

- Wybrałeś już coś, Kouki?

- Nie, jeszcze nie... - wymamrotał, wsadzając nos w kartę. Niechęć i złość, jaka promieniowała ze stolika Aidy była tak wyczuwalna, tak przytłaczająca, że powoli tracił ochotę na jakikolwiek posiłek. Kiedy zjawił się kelner, wybrał pierwszą rzecz z menu jaka mu przyszła do głowy, czyli ciasto z truskawkami. Zauważył dziwny uśmiech na ustach Akashiego, ale nie miał pojęcia, o co konkretnie mogło mu chodzić. Zamówił dokładnie to samo.

- Lubisz truskawki? - zapytał Akashi, wbijając widelczyk w owoc.

- Hm? - Furihata podniósł głowę znad swojej porcji. - A, lubię. - pokiwał głową, ostrożnie odkrawając kawałek warstwy. Swoją postanowił zostawić na koniec, na bardziej dogodny moment. Swoista wisienka na torcie?

Seijurou obrócił widelec w dłoni, przyglądając się nabitej truskawce. Czyżby ich nie lubił? Odpowiedź przyszła dość szybko i sprawiła, że omal nie zakrztusił się jedzonym ciastem, kiedy owoc znalazł się parę centymetrów od jego nosa.

- Proszę, jest twoja. - powiedział, przybliżając truskawkę do jego ust. Furihata odruchowo spojrzał z paniką przez ramię i od razu padło na Aidę. Przełknął ślinę na gest ucinanej głowy i kciuk skierowany w dół, mający mu uświadomić, jakie będą konsekwencje jego zachowania, jeśli zgodzi się na truskawkę.

Akashi zauważył ten gest, ale zlekceważył go, sprawdzając na jaki wybór zdecyduje się Furihata. Nagroda czy kara?

- N-nie lubisz ich? - zapytał, coraz trudniej zachowując prawidłową odległość między owocem a swoimi ustami.

- Lubię. Ale ty lubisz je o wiele bardziej, więc oddaję ci swoją. - wyjaśnił, zakreślając widelcem okrąg w powietrzu. - No już, otwórz usta.

Jadł wiele truskawek w życiu, ale ta Akashiego wyglądała wyjątkowo zachęcająco. Mimo to nie mógł jej przyjąć, nie teraz, kiedy ciążyła na nim groźba i czujne spojrzenie trenerki na plecach.

- Niestety, ale muszę odmówić...

- Kouki. - wzdrygnął się, czując w pojedynczym słowie wyraźny rozkaz. Popatrzył na boki, jakby oczekiwał nadejścia pomocy, ale ta nie nadchodziła. Nie było tutaj nikogo, kogo mógłby poprosić o pomoc w wybrnięciu z tej sytuacji. Riko źle, Akashi jeszcze gorzej, ewentualnie Kiyoshi i Hyuuga mogliby mu jakoś pomóc, ale przeszkodą była odległość. Przełknął ślinę, niepewnie decydując się na otwarty protest.

- Ale... - Akashi wykorzystał przerwę w jego ustach i wepchnął tam truskawkę. Furihata zakrztusił się przez chwilę, ale przełknął truskawkę, patrząc z przerażeniem na Akashiego, który wyglądał na szczerze zadowolonego z tego ruchu. Gdzieś z tyłu huknęło i drgnął w krześle, patrząc ze strachem przez ramię. Na szczęście nie zobaczył tam rozwścieczonej Riko, a zastawę jednego z klientów, sprawcę hałasu.

- I jak? Smaczna?

Zaczepny uśmiech Akashiego wywołał w nim nagłą irytację. Prawie mnie nią udusiłeś!

- Bardzo... - burknął, wracając do swojego ciasta. Dziwił się jednak, dlaczego Riko nie zareagowała na ten ruch. Ich rozmowa trwała na tyle długo i równie tyle wzbraniał się przed przyjęciem "podarunku". Dostrzegł przyczynę, kiedy odłożył widelec i znalazł czas, żeby rozejrzeć się uważnie po sali.

Poza nimi gdzieś dalej siedzieli Kagami i Kuroko, a jeszcze dalej Nebuya z Reo i parę innych osób. Nie przypominał sobie, żeby Riko czy Akashi zaprosili jeszcze kogoś, musieli zjawić się w sali na własną rękę. Wszyscy zdawali się czekać na ostateczne starcie.

Riko zauważyła to nienaturalne nagromadzenie znajomych osób i stresowało ją to, za to Akashi wydawał się być bardziej odprężony niż zwykle, tak jakby jego wygrana była już z góry przesądzona. Niewzruszony jej morderczym spojrzeniem, wyciągnął telefon z kieszeni marynarki i wystukał w nią parę klawiszy, bezgłośnie poruszając ustami. Przyłożył słuchawkę do ucha, wsłuchując się w miarowy sygnał.

- Czego?

Furihata mimowolnie przełknął głośno ślinę, bez trudu rozpoznając głos wydobywający się z urządzenia. Właściciel głosu najwyraźniej nie był do końca świadomy osoby, która właśnie się do niego dodzwoniła, w przeciwnym razie z pewnością postarałby się o odrobinę milszy ton. Chociaż w sumie...

- Wyrażaj się grzeczniej, Daiki.

Atak kaszlu z drugiej strony podpowiedział mu, że ten wcale nie spodziewał się telefonu od niego, ba, być może był ostatnią osobą, którą mógłby o coś takiego podejrzewać. A może dopiero co wstał?

- Hę? Czego chcesz, Akashi?

- Potrzebuję numeru Satsuki. Czy mógłbyś mi go udostępnić? - zapytał uprzejmie, ale Furihata wiedział, że Aomine nie da się łatwo zwieść jego uprzejmości i w tej chwili niewątpliwie marszczył brwi, zastanawiając się do czego konkretnie jest mu potrzebny.

- Po co? A co za to dostanę? Jesteś z tym chihuahua, że nagle jesteś taki grzeczny?

- Nie interesuj się sprawami, które ciebie nie dotyczą. Numer.

- ...no dobra, masz - burknął, po czym posłusznie podyktował mu numer. Szybko stało się jasne, co zamierzał z tym zrobić. Chwilę później Akashi wykonał jeszcze jeden telefon, a Furihata siedział w ciszy, słuchając jego głosu. Po skończonej rozmowie odchylił się w krześle, przymykając oczy z zadowoleniem. Teraz wystarczyło czekać.

Nie minął nawet kwadrans, a już usłyszeli znajomy, dziewczęcy pisk, dochodzący gdzieś z wejścia do kawiarni.

- Riko-san!

Riko wzdrygnęła się ze strachu na dźwięk swojego imienia i na tę chwilę oderwała od nich wzrok, powoli obracając się za siebie. Różowa smuga na moment przesłoniła jej pole widzenia, bezceremonialnie się do niej przytulając.

- Eee...

- Co za niespodzianka, co tutaj robisz? - zaszczebiotała Momoi, zaciskając palce na jej ramionach. - Jesteś tutaj sama?

- Właściwie... - zerknęła niepewnie na zadbana paznokcie, niebezpiecznie schodzące na jej obojczyki. Kompletnie nie uwzględniła jej w swoim planie, bo... jak? Włącznie zamieniły słówko nie więcej niż trzy razy, przygotowała nawet ewentualne podpunkty, gdyby jakimś cudem zjawiło się pokolenie, ale ona? Tego nie było w planach.

- Świetnie się składa, ja również jestem tutaj sama. - udała smutek ale zaraz nieco się rozweseliła. Cóż za aktorstwo. - To nic, we dwie możemy się dobrze zabawić!

Rumieniec zakłopotania na twarzy Riko z każdą sekundą rozlewał się coraz bardziej, Momoi mrugnęła rozpoznawczo do Akashiego, pomachała Furihacie i ujęła swoją ofiarę pod ramię, ciągnąc ją gdzieś w stronę wyjścia z kawiarni.

- Musimy cię jakoś ładnie ubrać!

- Niedobrze, Riko zbladła... - zauważył Kiyoshi, odnotowując nagłą zmianę koloru na jej twarzy. - Poradzi sobie?

- No cóż, ubrania i typowo babskie sprawy nigdy nie były jej mocną stroną...

Odprowadzili je wzrokiem. Furihata ze współczuciem pomyślał o trenerce, którą niebawem czekał maraton po sklepach z ubraniami. Akashi zasugerował takowe rozwiązanie i spotkało się ono z entuzjazmem Momoi. Nawet nie wiedział, że ona również zasilała jego szeregi i to w taki sposób.

- Czyli już mogę mówić, że cię zdobyłem?