Przepraszam bardzo za opóźnienie. Dlatego nie przedłużam tylko zapraszam na…
Rozdział czternasty, w którym coś się kończy, a coś zaczyna, czyli słodko – gorzko – słodko.
Innymi słowy – epilog.
Był już koniec czerwca. Uczniowie właśnie wyruszali na stacje w Hogsmeade, aby powrócić do swych domów na wakacje. Severusowi ciężko było uwierzyć, że minęło już tyle czasu od jego pierwszego pocałunku z Harrym. Myślał o tym jak zmieniło się jego życie od tego czasu.
Po pierwsze przestał być Postrachem Hogwarckich Lochów. Zamiast tego stał się Ślizgońskim Seksownym Draniem. Kto by pomyślał, że dopuszczenie uczniów do odrobiny informacji z jego osobistego życia doprowadzi do tak diametralnej zmiany ich nastawienia do jego osoby. Mogły się też do tego przyczynić artykuły tej potwornej kobiety przedstawiające go jako skrzywdzonego przez życie wrażliwego mężczyznę, który zamknął swoje serce w skrzyni i dopiero bohaterowi czarodziejskiego świata udało się dopasować klucz i rozkochać w sobie byłego szpiega.
Od tego czasu śniadanie w Wielkiej Sali stało się dla niego torturą, ponieważ dzień w dzień każdego poranka otrzymywał on całą masę listów od wielbicieli i wielbicielek z całej magicznej Anglii. Jego najlepszy przyjaciel cały czas mu dokuczał, że teraz ma on pewnie więcej fanów od swojego kochanka.
Właśnie! Severus miał teraz najlepszego przyjaciela! Pierwszy raz od śmierci Lily znalazł osobę, której mógł powierzyć swoje najgłębsze sekrety. Neville nigdy go nie oceniał. Oczywiście, czasami po przyjacielsku nazywał go idiotą, kiedy Snape pokłócił się z Harrym o jakiś głupi drobiazg i nie chciał przeprosić. Ale nigdy nie próbował go kontrolować.
Z Harrym to całkiem inna historia. Mistrz eliksirów uśmiechnął się. Wiedział, że gryfoni są okropnie wręcz żywiołowi i temperamentni, ale nigdy sobie nie wyobrażał, że Potter może być takim zaborczym i dominującym kochankiem. Nie, żeby Snape'owi to przeszkadzało. Lubił od czasu do czasu poddać się i pozwolić się rozpieszczać swojemu partnerowi.
To właśnie dzięki Harry'emu udało mu się zmienić tak swoje życie. Gdyby nie on ukrywałby się teraz zapewne w swojej komnacie z butelką jakiegoś mocnego trunku rozpamiętując przeszłość. Natomiast obecnie wyruszał on właśnie do kwater swojego najlepszego przyjaciela, aby się pożegnać. Razem z Harrym postanowił te wakacje spędzić na zwiedzaniu miejsc, których nigdy nie mogli odwiedzić ze względu na wojnę z Voldemortem. A co potem… ? Jeszcze zobaczą.
Parę dni później w Proroku ukazała się krótka notka:
Dnia 5 lipca 2006 roku urodził się pierwszy syn pana Dracona Lucjusza Malfoya i pani Luny Malfoy ( z domu Lovegood). Chłopcu nadano imiona Scorpius Lorcan. Gratulujemy szczęśliwym rodzicom.
Neville Longbottom, ukrywając się przed wszystkimi w swojej komnacie, sięgnął po kolejnego drinka.
Dziś był 31 lipca. Nawet teraz, tyle lat po wojnie, w ministerstwie świętowali ten dzień jako Dzień Urodzin Chłopca - Który – Przeżył. Sam bohater od kilku lat spędzał ten dzień na pisaniu podziękowań na życzenia od znajomych, a następnie upijaniu się do nieprzytomności. Jednak ten rok był wyjątkowy, ponieważ pierwszy raz miał spędzić ten szczególny dzień razem ze swoim partnerem. Aktualnie przebywali we Francji w jednej z wielu posiadłości należącej do Malfoya, który z chęcią wypożyczył im ją na tak długi czas, jaki tylko zechcą.
Kiedy Harry obudził się, odkrył, że Severus już wstał. Po chwili usłyszał odgłos stukania talerzami z kuchni. Już miał dołączyć do swojego kochanka, gdy ten pojawił się w drzwiach z ogromną tacą zastawioną najróżniejszymi potrawami i niedużym tortem z jedną dużą świeczką.
- Gdzie się wybierasz? – zapytał groźnie Snape. Harry'emu przypominał w tej chwili jego dawnego profesora eliksirów.
- Do kuchni – odparł niepewnie.
- Nigdzie nie idziesz. To twoje urodziny i zjesz śniadanie w łóżku.
- Dobrze – poddał się Potter, uśmiechając się w duchu.
Po posiłku Severus wręczył młodszemu mężczyźnie niewielkie pudełko. W środku był wisiorek z wężem owiniętym wokół lwa. Harry wyczuł bijącą z niego silną magię ochronną. Z uśmiechem poprosił Snape'a o to, by ten zapiął mu naszyjnik.
Następnie wybrali się na spacer po okolicy, a potem zjedli obiad w eleganckiej restauracji. Po zakończeniu posiłku wznieśli kieliszki do toastu. Gdy tylko szkło uderzyło o szkło Harry poczuł, że świat zaczyna wokół niego wirować. Rozejrzał się i odkrył, że nie znajdują się już we Francji, ale w tym samym wesołym miasteczku, w którym pocałowali się po raz pierwszy. Z uśmiechem zapytał swojego towarzysza:
- Jak udało ci się załatwić międzynarodowy świstoklik?
- Wiesz, bycie chłopakiem zbawcy czarodziejskiego świata ma pewne plusy – Severus odparł z psotnym uśmieszkiem.
Harry roześmiał się i podał rękę Snape'owi. Obaj spędzili wspaniałe, beztroskie popołudnie.
Po kolacji Harry usiadł przy biurku, aby napisać podziękowania za prezenty i życzenia. Wyciągnął z szuflady wieczne pióro, które dostał od Malfoyów, kiedy zgodził się na zostanie ojcem chrzestnym małego Scorpiusa.
- Harry – powiedział Severus, siadając na krawędzi biurka. – Mam dla ciebie jeszcze jeden prezent, ale odpakuj go dopiero, gdy skończysz pracę. – To powiedziawszy ruszył w stronę sypialni.
Kiedy Harry wreszcie uporał się z listami, wziął do ręki podłużne, leciutkie pudełeczko. Otworzył je i odkrył, że w środku leży prawdziwe feniksie pióro. Było duże i czerwono-złote. Potter dokładnie je obejrzał i zaczął się zastanawiać po co kochanek mógłby je mu wręczyć. Po chwile jego oczy rozszerzyły się. Z drapieżnym uśmiechem wkroczył do sypialni.
Widok, który tam zastał utwierdził go w przekonaniu, że dobrze odczytał intencje swojego partnera. Severus leżał na łóżku, odziany jedynie w kusy, zielony szlafroczek. Blada odsłonięta skóra wspaniale kontrastowała z krwiście czerwoną pościelą. Do tego ręce Severeusa były przywiązane do zagłówka.
Widok prawie nagiego, bezbronnego, zdanego całkowicie na jego łaskę mężczyny pozbawił Harry'ego resztek samokontroli. Podszedł do Snape'a i rozsunął jego strój przy okazji masując też jego klatkę piersiową. Mężczyzna jęknął. Następnie Harry przesunął piórkiem po wrażliwej skórze rozkoszując się odgłosami wydobywającymi się z gardła swojego kochanka. Patrząc na bladą skórę pomyślał, że bardzo chce jej posmakować. Uśmiechnął się do siebie. Przecież to jego prezent i może używać go jak zechce! Z uśmieszkiem na ustach nachylił się nad drżącym ciałem kochanka i językiem zaczął wytyczać po nim mokre szlaki zsuwając się coraz niżej i niżej, drażniąc wijącego się w węzłach partnera. Kiedy zauważył, że jego kochanek jest już na granicy spełnienia, Harry powstrzymał okrutną pieszczotę i przesunął się wyżej, aby zagrabić wargi mężczyzny do namiętnego pocałunku. Kiedy oderwali się od siebie, aby zaczerpnąć powietrza, Harry wyszeptał zaklęcie, a po chwili na jego ręku pojawiła się śliska, chłodna substancja. Drugą ręką uniósł biodra Severusa, a następnie wsunął jeden palec w potrzebujące ciało kochanka, które szarpnęło się na to wtargnięcie. Moment później Potter zaczął przygotowywać ciało swojego partnera, aby po paru chwilach się w nie wsunąć.
Po krótkiej chwili dyskomfortu Harry zaczął się poruszać całkowicie biorąc w posiadanie ciało kochanka. Po pewnym czasie wypełnionym błogą rozkoszą obaj mężczyźni osiągnęli spełnienie. W tym samym momencie węzły, które do tej pory ograniczały ruchy Snape opadły. Ten wykorzystując to momentalnie wtulił się w Pottera.
Leżeli trochę w swoich objęciach, aż w końcu Severus nachylił się nad swoim młodym kochankiem i delikatnie go pocałował.
- Wszystkiego najlepszego Harry.
Nie wiedzieli, jaką przyszłość zaplanował dla nich kapryśny los, ale póki co, nie martwili się tym. Wiedzieli, że póki będą razem, póty będą szczęśliwi.
Dziękuję wszystkim, którzy komentowali to opowiadanie, śledzili je lub dodali do ulubionych. Dzięki Wam miałam motywacje, aby pisać kolejne rozdziały. Sequel z Nevillem i Scorpiusem w rolach głównych zacznę wstawiać niedługo, choć te niedługo to pojęcie dosyć względne ;-)
Pozdrawiam wszystkich czytelników,
Ta O Zbyt Wielu Nickach
