W poniedziałek Harry wstał z łóżka we wspaniałym humorze. Nie pamiętał, kiedy ostatnio tak dobrze mu się spało. Żadnych koszmarów, złych wspomnień, wizji. Być może dlatego, że – do czego Harry absolutnie się nie przyznawał, skądże znowu! – przed pójściem spać przyglądał się fotografii Dracona, życząc mu w duchu słodkich snów?

Po porannym prysznicu Harry wyjrzał na moment przez okno, radując się na widok zielonej trawy u podnóża zamku. Cóż za piękny dzień!

Z uśmiechem na ustach i radością w sercu zbiegł do pokoju wspólnego, gdzie już czekali na niego Fred i George.

- Witam! – zawołał wesoło.

- Cześć! – odpowiedzieli bliźniacy, lekko zaskoczeni wspaniałym humorem kolegi.

- Dziś będzie wspaniały dzień. Czuję to w kościach – oznajmił pogodnie Harry. – Jest tak pięknie i słonecznie, powietrze wręcz orzeźwia…

- O tak – zarechotali bliźniacy. – My również mamy przeczucie, że będziesz dziś bardzo orzeźwiony.

- No to co dzisiaj dla mnie macie?

- Herbatę Miętową. – George wręczył Harry'emu pucharek.

Harry wypił herbatę, nie mogąc się powstrzymać od komentarza:

- Ale to smakuje jak serowe chrupki!

- Naprawdę? – Zdumiony Fred zapisał uwagę Harry'ego w notesie.

- Naprawdę. Dziwne, myślałem, że miętowa herbata powinna smakować miętą…

- No bo powinna … dziwne, dziwne.

We trójkę usiedli i pogrążyli się w dyskusji na temat poprzednich herbat i ich działania, czekając na pozostałych kolegów. Gdy dołączyli do nich Neville, Ron i Hermiona, cała szóstka udała się wspólnie na śniadanie.

- Mam nadzieję, że dzisiaj nie będziesz już fiksował – zażartował Neville.

- Oj nie, dzisiaj chyba będę w miarę normalny. – Harry wyszczerzył zęby w uśmiechu i sięgnął po bekon, rozkoszując się jego smakiem i tym, że nie musi już być karmiony. Smak mięsa pomógł zabić smak serowych chrupek.

O dziwo, miętowa herbata wydawała się nie mieć żadnych efektów. I tak też było, ale tylko do czasu, kiedy do Wielkiej Sali wkroczył Severus Snape. W chwili, gdy minął siedzącego przy stole Harry'ego, ten wbił w niego wzrok, śledząc każdy ruch profesora.

Po drugiej stronie sali Draco Malfoy gapił się na czarnowłosego Gryfona.

Nastąpiła dosyć ciekawa reakcja łańcuszkowa. Ślizgoni przyglądali się Draconowi, ten patrzył na Harry'ego, a ten z kolei nie spuszczał wzroku z Mistrza Eliksirów. Napięcie rosło. Przyglądający się spożywali śniadanie, nie patrząc na to, co wkładają do ust i macając dłońmi po stole w poszukiwaniu jedzenia.

Gdy Snape skończył posiłek i odstawił pucharek, Harry wziął głęboki oddech. Profesor wstał i opuścił Wielką Salę. Harry natychmiast podążył za nim, rzucając przyjaciołom jakąś wymówkę. Nie wiedział, że podąża za nim wiedziony ciekawością Draco. Harry przemykał się korytarzami niczym rasowy szpieg, jak przystało na kogoś, kto miał na koncie pięć lat bezkarnego wałęsania się dokoła po ciszy nocnej.

Snape stanął przed drzwiami klasy eliksirów i sięgnął dłonią do klamki. W tym momencie Harry wyciągnął różdżkę i mruknął:

- Drętwota!

Trafiony celnym „strzałem" Mistrz Eliksirów runął na ziemię jak worek ziemniaków. Harry, cały w skowronkach, szybko schował różdżkę do kieszeni, chwycił Snape'a za nogę i zaciągnął go do klasy, zapominając zupełnie o zaryglowaniu drzwi.

Ponownie wyciągnął różdżkę i chwytając leżące na biurku pióro oraz kawałek pergaminu, szybko transmutował je w niezbędne mu akcesoria. Znakomicie. Miał już wszystko, czego potrzebował. Odłożył różdżkę na bok i trzymając w lewej dłoni nowiusieńką szczoteczkę do zębów, wycisnął na nią odpowiednią ilość miętowej pasty do zębów.

Teraz był gotów przystąpić do działania. Otworzył usta leżącemu bez ruchu mężczyźnie i rozpoczął atak. Szuru-buru. Ciachu-machu. Lewa-prawa. A potem ruchy okrężne. Harry pracował w pocie czoła, dbając, aby każdy skrawek profesorskiego uzębienia został należycie dopieszczony. I w końcu się doczekał. Zęby Mistrza Eliksirów zalśniły oszałamiająco.

Wprawdzie był to bardziej połysk wyglancowanego żółtego sera, niż perełek, ale dobre i to. Zęby lśniły, a z otworu gębowego wydobywał się przyjemny zapach mięty. Harry starannie przepłukał profesorowi usta, pilnując, aby pacjent nie nałykał się pasty.

Gdy skończył, wyrzucił zużytą szczoteczkę w kąt, usatysfakcjonowany dobrze wykonaną robotą. Prawdę mówiąc przyszło mu do głowy również nitkowanie w opcji full wypas, ale to byłoby zdecydowanie zbyt czasochłonne. Poza tym bolały go ręce od pieczołowitego usuwania pozostałości po posiłkach z ostatnich trzech lat.

Zadowolony z siebie Harry opuścił klasę w podskokach, nie zdając sobie sprawy, że Draco, Fred i George byli świadkami całej akcji.

Herbata Miętowa wzbudza zapędy mugolskiego dentysty, skrupulatnie zanotował Fred.

Draco przyglądał się całej sytuacji w osłupieniu. Gdy wreszcie wrócił do swego dormitorium, zamknął się w nim na cztery spusty i świadom, że jest zupełnie sam, zaczął ryczeć ze śmiechu.

Harry Potter właśnie spenetrował najintymniejsze zakątki boskiego ciała profesora Severusa Snape'a.

Cóż, że ze szczoteczką do zębów.