Rozdział 14
- Co się dzieje? – wrzeszczała Rose łapiąc się poręczy TARDIS i starając się utrzymać równowagę w ogromnych wstrząsach – Czy tak miało być? Czy te wstrząsy są normalne?
- Wlatujemy w czarną dziurę – powiedział Doktor,nie patrząc na nią,tylko wciskając kolejne przyciski na panelu kontrolnym – Myślisz, że wiem co jest wtedy normalne?
- A co będzie jak… - znów zatrzęsło i dziewczyna musiała zaprzeć się porządnie rękami by nie upaść – jak plan A zawiedzie? Jest jakiś B?
- Rose! Nie narzekaj! Pomyśl o tym jak o rodeo!
Rose uśmiechnęła się lekko pod nosem. Zabawa się zaczyna.
Doktor biegał wokół panelu ustawiając liczniki. Maszyna zbliżała się coraz bardziej do wnętrza dziury, a co za tym szło wszystko coraz bardziej się trzęsło.
- Złap tutaj i przytrzymaj 32 sekundy! – zawołał Doktor,nie patrząc na dziewczynę – Ale już Rose! – wrzasnął chwilę później,gdy przez wstrząsy dziewczyna miała problem z dotarciem do przycisku .
- Idę już! – krzyknęła starając się przekrzyczeć alarm, który właśnie się włączył – Doktorze to czerwony alarm! Czy to czerwony alarm?
- Czerwony, pomarańczowy czy zielony co za różnica… Trzymaj się będzie trzęsło!
- Nic nowego – zdołała odkrzyknąć Rose trzymając kurczowo przycisk.
- Jak miną te 32sekundy zamknij oczy i trzymaj się!
6,5…
- Pamiętaj zamknij oczy Rose! – krzyknął Doktor
4,3…
Doktor podniósł na nią wzrok i dziewczyna spojrzała mu prosto w oczy. „Teraz wszystko zależy od szczęścia" – pomyślała zaciskając mocno powieki.
2,1..
Chwilę później rozległ się rozbłysk tak jasny, że Rose zobaczyła go mimo mocno zamkniętych oczu. Tak jasny, że aż piekł. Później nastała ciemność.
- Pani Tyler tutaj! – zawołała Martha łapiąc Jackie pod rękę i pędząc z nią do pobliskiego schronu – Niech pani zabierze Kate do tamtego budynku. Jak zrzucą bombę to będzie jedyne bezpieczne miejsce!
- Rose jest w mieście! – krzyknęła Jackie ze łzami w oczach. Na jej rękach płakała głośno mała Kate,przerażona krzykami ludzi dokoła i wyciem syren alarmowych . Tłum pędził w kierunku schronu porywając wszystkich i wszystko dookoła.
- Boże gdzie jest mój ojciec? – wołała młoda kobieta przedzierając się przez tłum.
- Fred! Fred! Kochanie biegnij w stronę schronu! – wołała jakaś staruszka do małego chłopca.
- Mamo, mamo pomóż! – płakał mały chłopiec porwany gwałtownie przez pędzący tłum i oderwany od matki, która została gdzieś z tyłu.
- Ludzie tu jest ranny! – wrzeszczał gdzieś z tłumu kobiecy głos, ale pędzący by uratować swoje życie tłum nie zatrzymywał się ani na moment.
Martha stała na środku i patrzyła na to wszystko jakby w zwolnionym tempie. Wiedziała,że wszystkim nie pomoże. W jej kierunku biegł Tom krzycząc coś czego nie mogła dosłyszeć.
„Boże niech to się już skończy" – pomyślała Martha nagle tracąc siły. Zachwiała się ledwie utrzymując się na nogach – „Nie pomogę im wszystkim Boże… Proszę pomóż jakoś, bo inaczej to już koniec…"
- Proszę pani – poczuła delikatną, ciepłą rączkę dziecka która dotknęła jej dłoni – Moja mama się zgubiła… Proszę niech mi pani pomoże ją znaleźć….
Martha spojrzała w ufną twarz dziewczynki i zobaczyła w jej oczach nadzieje,że ta obca pani pomoże jej znaleźć mamę.
„ Wszyscy potrzebujemy pomocy… A ja chce zostać lekarzem,by tą pomoc nieść" – pomyślała chwytając rączkę małej
– Znajdziemy twoją mamę skarbie, potem pomożemy tez innym. Chodźmy!
Nagle ze strony miasta dobiegł głośny odgłos. Rozległ się okrzyk tłumu, który zatrzymał się i spojrzał na miasto. Kilka sekund później w oddali rozległ się ogromny rozbłysk i ziemia zaczęła drżeć. Znów rozległy się krzyki tłumu i wycie syren. Po chwili wszystko ustało i zapanowała głucha cisza. Oczy wszystkich skierowane były na niebo nad miastem, gdzie w zawieszony w powietrzu znajdował się niewielki, świecący niebieskim światłem punkt.
Martha Jones spojrzała na niebo i zaczęła się śmiać. Śmiała się z całych sił.
- Rose… - do uszu dziewczyny dotarł odległy dźwięk – Rose…. – poczuła,że ktoś gładzi ja po włosach.
- Co… Co się stało? – spytała,nadal z całej siły zaciskając powieki
- Już po wszystkim – dotarł do niej wesoły głos Doktora – co znaczy, że możesz otworzyć oczy.
- Boję się że oślepłam – powiedziała dziewczyna słabym, trzęsącym się głosem
- Otwórz oczy Rose – powiedział cicho Doktor
Rose uniosła powieki. Zobaczyła twarz Doktora wpatrującego się w nią z powagą. Jej głowa leżała oparta na jego kolanach. Uśmiechnęła się do niego lekko,a on podniósł ją i uścisnął z całych sił.
- Już dobrze – powiedział do niej z uśmiechem,gdy oderwali się od siebie – Jesteśmy nad miastem. Wciągnęliśmy energie dziury. Zaraz wylądujemy. Spotkamy się z twoim ojcem, a potem pójdziemy sprawdzić co z Martha, twoją matką i siostrą. Dobrze już?
- Jak zawsze – zawołała z uśmiechem
- To lądujemy – zawołał Doktor podnosząc się z podłogi i podchodząc do panelu kontrolnego.
- Doktorze! – Martha rzuciła się mu pół godziny później w ramiona – Wiedziałam, że żyjesz!
- Wspaniale cię widzieć Martho – zawołał Doktor przytulając ją mocno do siebie – Pete mówił,że spisałaś się bardzo dzielnie.
- Była świetna – odezwał się Tom stojący obok nich – Nigdy nie spotkałem kogoś tak zorganizowanego.
Doktor puścił Marthe. Zaraz później podeszła do nich Rose, odciągając dziewczynę od reszty rozmawiającego towarzystwa.
- Mama powiedziała mi,że zajęłaś się nią i Kate jak własną rodziną, dziękuje ci – wyszeptała szczerze Rose patrząc jej w oczy
- To nic takiego…. – wyszeptała zarumieniona Martha
- Wiem,że było to dla ciebie trudne… Znaczy ten mój powrót. Wiem… Wiem co czujesz do Doktora – Rose spojrzała na nią niepewnie – I musze przyznać,że zawczasu się do ciebie uprzedziłam. Miałam ci to za złe. Ale teraz widzę że jesteś naprawdę wspaniałą dziewczyną i Doktor miał naprawdę szczęście,że ma cię na pokładzie.
- Dziękuję… - Martha zawahała się chwilkę – On zawsze wolał ciebie. On cię kocha. A ja muszę się z tym pogodzić. Teraz jednak widzę,że ty tez go kochasz… Może nawet bardziej niż ja. Jest twój – uśmiechnęła się Martha.
Rose podeszła do niej i objęła ją mocno. Potem spojrzała jej w oczy.
- TARDIS to teraz mój dom. Ale pamiętaj,że zawsze jest tu też miejsce dla ciebie.
- To dobrze,bo na razie nigdzie się nie wybieram – zaśmiała się Martha
- Co z wami? – zapytał Doktor podchodząc do nich i przyglądając się im niepewnie
- Plotkujemy o tobie- powiedziała z uśmiechem Martha
- O mnie?
- Chciałbyś, co? – spytała Rose – Możemy zostać u mamy chociaż ze 2 dni zanim ruszymy dalej?
- heh – zajęczał Doktor – a mam jakieś wyjście?
Rose zaśmiała się, a Martha spojrzała na miasto w oddali.
- Co z miastem? Co z ludźmi? – zapytała
- Wrócą do domów. Pete zorganizuje odpowiednie służby. Między innymi zajmie się tym twój nowy chłopak. – Doktor uśmiechnął się patrząc na Toma – Dziura była duża, ale zniszczyła tylko cześć miasta. Poradzą sobie.
- Przynajmniej się czegoś nauczą… - wyszeptała z przekonaniem Rose
- Rose – rozległ się z oddali głos Jackie – rozmawiałaś z nim ? Zgodził się? Wracamy do domu póki jeszcze stoi?
