[Jordin Sparks – Walking on snow]
Grudzień nadszedł niesamowicie szybko. Gdzie się nie obejrzeć tam przygotowywania do Gwiazdki, tony prezentów, ozdób świątecznych i choinek. Aż chce się żyć. Problem jest wtedy, gdy ktoś nie żyje, ale przemilczmy tę kwestię.
Razem z grudniem nadeszły moje urodziny, więc zbytnio nie cieszyłam się tym. Co prawda, niby już przemieniłam się w wampira, ale nie wiadomo czy ta przemiana jest stała. Przecież jeszcze coś może się zmienić. Czy nie za dużo filozofuję? Możliwe, ale nie do konca. Prawdopodobnie tylko marzę. Ale co z tego? Marzenia nie są złe, utwierdzają nas tylko w poczuciu odmienności, tęsknoty za tym czego nie mamy. W moim wypadku Jaspera.
Niby rozmawiamy, niby nic wielkiego, ale dla mnie to jednak jest coś. Małe coś co daje gwarancję na przyszłość. Co ja znowu pieprzę? Jaką gwarancję na przyszłość? Przecież wiem, że Jasper jest z Alice i nic tego nie zmieni. Oni są razem już od tak dawna. Nie mogę się pojawić tak nagle i wszystko poprzestawiać, prawda?
[Emily Osment – Found out about you]
- Idziesz? – usłyszałam głos Jesse'a, kiedy zatracona we własnych myślach nie ruszyłam się z samochodu, gdy dojechaliśmy pod szkołę. Devonna przyglądnęła mi się badawczo spod grzywy blond włosów. Czyżby kilka dni nie widzenia Jaspera spowodowały u mnie taką tęsknotę?
Kilka dni? A no właśnie. W ostatnim tygodniu wyjechali na Alaskę do jakichś swoich znajomych, z tego co pamiętam chodzi o jakiś Denali. Ale nie jestem pewna. I z tego co wiem to już wrócili, tylko szukają dla mnie prezentu i przygotowują imprezę. Znając Aly, można się tego było spodziewać. Rose na pewno się dołączy.
- Tak, tak – powiedziałam nieobecnym tonem i ruszyłam w kierunku szkoły wampirzym krokiem. Deva natychmiast do mnie podbiegła i pociągnęła za rękę sycząc:
- Co ty robisz?
- Idę – odparłam niezbyt myśląc. Czyżby zbliżająca się wielkimi krokami przerwa świąteczna działała na mnie aż tak niekorzystnie?
- Tak, po wampirzemu - syknęła cicho z całej siły ciągnąc mnie za rękaw i posyłając mordercze spojrzenie. Dopiero po dłuższej chwili doszło do mnie o czym mówi. Zakryłam sobie usta ręką i szybko zaczęłam rozglądać się po bokach czy nikt tego nie zauważył. Na moje szczęście nikogo w pobliżu nie było. – Co ci odbija?
- Sama już nie wiem – skłamałam.
- Kłamiesz, Dezzy – powiedziała patrząc mi w oczy. Przełknęłam głośno ślinę ignorując wielką chęć wyrwania się jej i ucieknięcia jak najdalej. W niektórych chwilach była strasznie przerażająca, a ta chwila z pewnością do nich należała. – Chodzi o Jaspera, prawda?
Zawsze mnie ciekawiło jak ona potrafi mnie przejrzeć. Czyżbym była jak otwarta księga, tak łatwo można ze mnie czytać?
- De… – zaczęłam, ale nie dała mi dokończyć. Zauważyłam, że Jesse ulotnił się jakiś czas temu zapewne nie chcąc brać udziału w naszej rozmowie. Tchórz.
- Nie Devuj mi tutaj – powiedziała ostro. – To widać i widzę to nie tylko ja. Widzi to też Edward, dlatego z nim zerwij
- Mam z nim zerwać zanim on zrobi to ze mną? – zapytałam głupio. Nie widziałam w tym najmniejszego sensu. Oczywiście nie pomyślałam, że takim nastawieniem tylko bardziej ją zdenerwuję.
- Gdzie ty masz oczy? – warknęła. – Zawsze mam myśleć za ciebie? On cię wykorzystuje!
Zamrugałam oczami i czekałam, aż dojdzie do mnie ukryty sens tej wypowiedzi. Jednak tak się nie stało, więc powiedziałam:
- Hej, Devonna, ale chyba pomyliłaś osoby. To JA JEGO wykorzystuję
Ona tylko zaśmiała się ironicznie, jakby rozmawiała z niezbyt rozgarniętym dzieckiem. Zaprzeczę, nie jestem nim.
- Prawdą jest, że oboje wykorzystujecie siebie nawzajem. Problem polega na tym, że ty ranisz siebie, a on nie - wygłosiwszy tę wspaniałą teorię ruszyła w kierunku szkoły, a mi nie pozostało nic innego jak ruszyć za nią.
[Miley Cyrus – Talk is cheap]
Pierwsza lekcja nie była taka zła. O ile ktoś lubi matematykę. Ja na szczęście nie miałam zamiaru skupiać się całej na tej lekcji, dla mnie wystarczyła tylko mała setna skupienia. Nie zwróciłam również uwagi, gdy razem z nauczycielką do klasy wszedł nowy uczeń, który już na samym początku powinien zwrócić moją uwagę. Niestety byłam zajęta gapieniem się w okno i rozmyślaniem o Jasperze, dopiero nauczycielka sprowadziła mnie na ziemię.
- To jest Luke Barney, nowy uczeń naszej szkoły – przedstawiła go, a ja rzuciłam mu tylko przelotne spojrzenie. Wróć, byłoby przelotne, gdyby nie ten charakterystyczny zapach. Wampir.
Patrzyłam na niego i zastanawiałam się co tutaj robi. Nie widziałam jego oczu, ponieważ miał na nosie ciemne okulary, które i tak nie były mu potrzebne. Słońce nie świeciło tutaj odkąd przemieniłam się w wampira. Czy to nie jest nieco dziwne?
On również na mnie patrzył, o tyle, o ile zdołałam wywnioskować. Moim darem nie jest raczej patrzenie przez przedmioty.
- Luke, usiądź przed Destiny
Łatwo było się domyśleć, że siądzie przede mną. W końcu to jedyna wolna ławka. Minusem jest to, że teraz wie jak mam na imię, co wcale mi nie odpowiada, gdyż wie już, że jestem wampirem. Takie rzeczy się wyczuwa.
- Luke – powiedział obracając się do mnie i uśmiechając przy okazji ukazując rządek białych, równych zębów. A może by je tak wybić? Taa, gdyby tylko się dało. – Dhampir w Madler, nie myślałem, że spotkam takie stworzenie
Gdybyś Barney wiedział jakim cudaśnym stworzonkiem jesteś, bardziej by cię to zaciekawiło. Ale milczałam.
- Chyba nie lubisz obcych – stwierdził zerkając na mnie spod okularów. Zamarłam. Jego oczy były koloru krwi.
Kiss and tell everything I say
Stuck inside your little web
Everybody wants to know…
