Noc Duchów
Zgodnie z moimi przewidywaniami, profesor McGonagall nie zgodziła się, by Harry mógł pójść do Hogsmeade mimo niepodpisanego formularza. Dean Thomas zaproponował, że podrobi podpis pana Dursleya, ale już było za późno. Przynajmniej Hermiona i Ron przestali się kłócić, tak bardzo mu współczuli.
Rozważałam, czy nie odwołać z tego powodu randki z Paulem, ale wszyscy, których pytałam o radę, zgodnie twierdzili, że to byłoby głupie. Nawet Harry stwierdził, że powinnam na nią pójść. Dlatego w sobotę rano, jeszcze przed śniadaniem, Claudia znów wybrała, co powinnam założyć, uczesała mi włosy oraz zrobiła delikatny makijaż. Latika i Hermiona przyglądały się temu w ciszy, a ich twarze były obojętne. Nie wiedziałam, co o tym myślały. Cały czas przypominałam sobie, że Claudia już wcześniej chciała być moją przyjaciółką, zanim w ogóle mnie poznała, pewnie ze względu na moje nazwisko i pochodzenie. Chociaż mnie to dziwiło, a i częściowo przerażało, zastanawiałam się, czy nie warto jednak dać jej szansy.
Śniadanie zjadłam razem z Harrym, Ronem i Hermioną. Obiecaliśmy przynieść mu sporo rzeczy z Hogsmeade. Chociaż starał się to ukryć, widziałam jego smutek. Zastanawiałam się, co będzie robić przez cały dzień.
W drzwiach frontowych Filch sprawdzał uczniów, którzy chcieli wyjść do Hogsmeade. Najpierw wyszukiwał nazwiska na długiej liście, upewniając się, że na pewno mamy pozwolenie, przyglądał nam się, czy na pewno nie próbujemy się pod kogoś podszyć. Staliśmy w kolejce ponad dwadzieścia minut, zanim udało nam się wyjść z zamku. W końcu podążyliśmy ścieżką, którą kilka miesięcy wcześniej szłam z Severusem.
Jedyne, co się zmieniło, to wyjście z terenu Hogwartu. Było tam chłodno i czułam się nieswojo. Chociaż dementorzy, wyraźnie na polecenie dyrektora albo kogoś innego, trzymali się z daleka od uczniów, mogłam ich dostrzec oraz przede wszystkim poczuć. Gdy tylko ich wyczuliśmy, Paul złapał mnie za rękę, co nie tylko mi nie przeszkadzało, ale i dzięki temu poczułam się bezpieczniejsza. Nawet gdy już minęliśmy dementorów, nie wyrwałam ręki z jego uścisku, tylko rozkoszowałam się ciepłem jego dłoni podczas całej drogi do wioski.
Paul wiedział, że już wcześniej byłam w Hogsmeade, więc nie zwiedzaliśmy wszystkiego, jak robiła to zdecydowana większość trzecioklasistów. Wstąpiliśmy tylko do kilku sklepów, gdzie mogłam kupić coś dla siebie albo Harry'ego. W Miodowym Królestwie spędziliśmy mnóstwo czasu, ponieważ Paul nie mógł się zdecydować, co wziąć. Ja doskonale pamiętałam, co najbardziej mi smakowało, więc bez wahania zrobiłam mały zapas tych słodkości i dorzuciłam do tego kilka nowości.
W końcu około południa dotarliśmy do Pubu pod Trzema Miotłami. Chociaż było w nim mnóstwo uczniów, udało nam się znaleźć wolny stolik. Paul szybko kupił dwa kremowe piwa oraz ciasto karmelowe, które podobno było specjalnością madame Rosmerty.
— Wszyscy wiele tracą, ignorując jej wypieki — powiedział Paul, obserwując tłum, który rozkoszował się tylko kremowym piwem oraz podjadał słodkości z Miodowego Królestwa.
Podniosłam brew do góry, ale milczałam. Ciasto wyglądało wspaniale, a po skosztowaniu okazało się, że smakuje równie dobrze, jak wygląda.
— Masz rację — powiedziałam, po przełknięciu pierwszego kęsa. — Jest przepyszne — dodałam i w milczeniu zjadłam resztę. Chociaż czułam się syta, mogłam zjeść jeszcze trochę. Po godzinie rozmowy i popijaniu kremowego piwa zdecydowaliśmy się na drugi kawałek ciasta.
.
Robiło się już szaro, gdy postanowiliśmy wrócić do Hogwartu. Ścieżką podążał tłum uczniów, większość z nich niosła spore zakupy. Ponieważ i my kupiliśmy wiele rzeczy, wracając, nie trzymaliśmy się już za ręce. Każde z nas miało je zajęte. Paul proponował, że poniesie moje rzeczy, ale nie chciałam go fatygować, sama dawałam sobie z nimi radę.
Tym razem nie wyczułam dementorów. Nadal z daleka obserwowały tłum uczniów, ale były w takiej odległości, że nie miały na nas żadnego wpływu. Dopiero po przejściu przez bramę zauważyłam, że Severus oraz profesor Flitwick pilnowali, by strażnicy nie podeszli zbyt blisko.
Uśmiechnęłam się do Seva, a on odetchnął z ulgą, gdy mnie zobaczył. Nie mogłam uwierzyć, że aż tak się o mnie martwił.
— Poczekaj chwilę — powiedziałam do Paula i podeszłam do Severusa. — Wszystko w porządku?
— Tak, oczywiście — odpowiedział. — Randka się udała?
Skinęłam głową.
— Gdyby nie była udana, nie wracalibyśmy razem — mruknęłam. Myślałam, że to go rozśmieszy, ale ku mojemu zdziwieniu, nie był rozbawiony.
— I sama wracałabyś do zamku? — zapytał ostro.
— Oczywiście, że nie — odparłam. — Przecież teraz wraca mnóstwo ludzi, więc nie byłabym sama! Poza tym starałabym się znaleźć Hermionę i Rona albo kogoś innego z mojego domu.
Severus chwilę mi się przyglądał.
— Draco był u mnie kilka dni temu — powiedział w końcu.
— I co z tego? — zapytałam, unosząc brew do góry.
— Pytał, czy są jakieś szanse, że kiedykolwiek mu wybaczysz. — Zaskoczyło mnie. Poszedł z tym do Seva? Draco proszący dorosłego o pomoc? To było coś nowego. — Powiedziałem mu, że potrzebujesz czasu.
— I dobrze — odparłam, wzdychając z ulgą. Tylko tego mi brakowało, by Draco podejmował jakieś działania, którymi miałby mnie odzyskać, podczas gdy sama nie wiedziałam, czy w ogóle byłam w stanie mu wybaczyć.
Sev obserwował mnie przez chwilę, ale o nic nie zapytał.
— Idź — odezwał się w końcu. — Twoja randka czeka, a za niedługo kolacja, jeszcze masz szansę zdążyć zanieść zakupy do dormitorium… Mam nadzieję, że nie zjesz wszystkiego za jednym razem?
Zachichotałam.
— Oczywiście, że nie — odpowiedziałam. — Poza tym połowa z tego jest dla Harry'ego.
Severus nie skomentował tego w żaden sposób, więc pożegnałam się z nim i wróciłam do Paula.
.
W Pokoju Wspólnym było niewiele osób. Harry siedział samotnie w fotelu przy kominku i czytał książkę. Pożegnałam się z Paulem, a następnie podeszłam do kuzyna.
— Jak ci minął dzień? — zapytałam. Harry podskoczył wystraszony.
— Ach, to ty. Nie zauważyłem, kiedy weszłaś — uśmiechnął się. — Właściwie nic ciekawego nie zrobiłem, poza tym, że byłem u profesora Lupina na herbacie.
Skinęłam głową i uważnie obserwowałam chłopaka. Czułam, że jeszcze nie skończył.
Nie myliłam się. Nie minęło nawet pięć sekund, a zaczął opowiadać o spotkaniu z Lupinem. Streścił mi rozmowę o boginie, bardzo podobną do tej, którą sama przeprowadziłam z profesorem. Następnie Harry powiedział o eliksirze, który Sev przyniósł Lupinowi. Uspokoiłam go, mówiąc, że Sev na pewno nie chce go otruć. Chyba mi uwierzył.
Pełnia była poprzedniej nocy i wiedziałam, że profesor Lupin musi pić ten eliksir przede wszystkim przed przemianą, ale gdy wypija go po niej, pomaga mu szybciej się zregenerować. Przemiany w wilkołaka były bardziej męczące od tych w jednorożca. Przez to, że Gremi nie mógł mi towarzyszyć przez całą noc, niewiele ćwiczyłam oraz przespałam pół nocy, więc nie musiałam odsypiać i mogłam rozkoszować się całym dniem w Hogsmeade.
Dałam Harry'emu siatkę ze słodyczami, a chwilę później do Pokoju Wspólnego weszli Hermiona i Ron. Gdy opowiadali Harry'emu, gdzie byli i co widzieli, ja poszłam do dormitorium zanieść swoje rzeczy.
— Jak było? — zapytała Claudia, gdy ledwie przekroczyłam próg pomieszczenia. — Opowiadaj!
Dziewczyna patrzyła na mnie z wyczekiwaniem. Krótko opisałam moją randkę z Paulem, ale ona wydawała się zawiedziona. Chyba spodziewała się jakiejś romantycznej historii.
— Ale dobrze się bawiłaś? — zapytała.
— O tak, było wspaniale! — odpowiedziałam z przesadzonym entuzjazmem, dzięki czemu Claudia trochę się rozpromieniła.
.
Kilkanaście minut później wszyscy uczniowie siedzieli w Wielkiej Sali, gdzie w powietrzu unosiły się setki wydrążonych dyń z płonącymi wewnątrz świecami, chmary żywych nietoperzy i mnóstwo płonących pomarańczowych serpentyn, które płynęły leniwie poprzez pochmurne sklepienie jak wspaniałe węże wodne.
Jedzenie było tak przepyszne, że mimo zjedzenia dwóch kawałków ciasta madame Rosmerty i dość sporej ilości słodyczy, nakładałam sobie dokładkę wszystkiego. Od czasu do czasu spoglądałam na stół nauczycielki i zauważyłam, że profesor Lupin wyglądał zdrowiej niż zwykle. Eliksir działał. Natomiast bawił mnie Severus, który zerkał na niego częściej, niż można by to uznać za naturalne. Przecież wiedział, że dziś profesor Lupin nie zmieniłby się w wilkołaka, nawet gdyby nie wypił eliksiru.
Ucztę zakończyło widowisko zorganizowane przez duchy Hogwartu. Powyskakiwały ze ścian i stołów, tworząc barwny korowód. Prawie Bezgłowy Nick wzbudził ogólny podziw, znakomicie odgrywając scenę pozbawiania go głowy.
Zabawa była tak wspaniała, że dobrych nastrojów – mojego i Harry'ego – nie mógł zepsuć nawet Draco, którzy przekazał pozdrowienia od dementorów dla Harry'ego.
Właściwie mój nastrój nie był aż tak wyśmienity. Chociaż to był wspaniały dzień i wspaniała uczta, nie umknęło mojej uwadze, że Paul przyszedł do Wielkiej Sali z jakąś dziewczyną. Kojarzyłam ją z widzenia, wiedziałam, że była Gryfonką na pierwszym roku. Przez całą ucztę rozmawiali, co chwilę prosiła go o podanie czegoś. Dopiero po uczcie, w drodze do Wieży Gryffindoru zrozumiałam, że byłam zazdrosna.
Nie miałam zbyt wiele czasu na zastanawianie się nad własnymi uczuciami, ponieważ kilka minut później atmosfera w zamku całkowicie się zmieniła i co innego zaprzątało moje myśli.
.
Już w korytarzu prowadzącym do portretu Grubej Damy, zobaczyliśmy, że coś jest nie tak. Był on zatłoczony uczniami, którzy już dawno powinni być w Pokoju Wspólnym.
— Dlaczego nikt nie wchodzi? — zapytał Ron.
Żadne z nas mu nie odpowiedziało.
— Proszę mnie przepuścić — rozległ się głos Percy'ego, który przepychał się przez tłum. — Co to za korek? Przecież wszyscy nie mogli zapomnieć hasła… Przepraszam, jestem prefektem naczelnym…
Nagle zapadła niepokojąca cisza.
— Niech ktoś pójdzie po profesora Dumbledore'a. Szybko. — Ostry głos Percy'ego sprawił, że włosy mi się zjeżyły.
Nie musieliśmy długo czekać, po chwili pojawił się dyrektor. Gryfoni stłoczyli się, by zrobić mu przejście, co wykorzystaliśmy, by znaleźć się bliżej portretu.
Z niedowierzaniem patrzyłam na płótno. Gruba Dama zniknęła, a obraz został pocięty jakimś ostrym narzędziem. Nie tylko wyglądało to strasznie, najgorsza była myśl, że wiedziałam, kto to zrobił.
— Musimy ją odnaleźć — profesor Dumbledore powiedział do spieszących ku niemu Seva, profesor McGonagall i profesora Lupina. Następnie zwrócił się do opiekunki Gryfonów: — Proszę iść zaraz do Filcha i powiedzieć mu, żeby przeszukał wszystkie obrazy w zamku.
— Powodzenie murowane! — rozległ się skrzekliwy głos Irytka. Był zachwycony, jak zawsze na widok zniszczenia lub czyjegoś zmartwienia.
— Co masz na myśli, Irytku? — zapytał spokojnie Dumbledore, a roześmiany od ucha do ucha poltergeist nieco spoważniał, bo czuł przed nim respekt.
— Jest zawstydzona, wasza dyrektorska mość — odpowiedział przymilnym głosem. — Nie chce, by ją ktokolwiek zobaczył. Jest w okropnym stanie. Zobaczyłem ją, jak przebiegała przez landszaft na czwartym piętrze, chowając się wśród drzew. Wykrzykiwała coś okropnego — Irytek nie potrafił ukryć swojej radości. — Biedaczka… — dodał niezbyt przekonującym tonem.
— Mówiła, kto to zrobił? — zapytał cicho Dumbledore.
— Och tak, wasza profesorsko-dyrektorska mość — odpowiedział Irytek takim tonem, jakby trzymał w objęciach wielką bombę. — Bardzo się rozzłościł, kiedy nie pozwoliła mu wejść.
Irytek wywinął kozła i wyszczerzył zęby spomiędzy własnych nóg.
— Ale się wściekł ten Syriusz Black.
Westchnęłam ciężko, niestety moje przypuszczenie się potwierdziło.
Profesor Dumbledore nie marnował czasu. Wysłał nas wszystkich do Wielkiej Sali, gdzie po chwili znaleźli się również uczniowie innych domów. Wszyscy byli podekscytowani.
— Ja i nauczyciele musimy gruntownie przeszukać cały zamek — oznajmił dyrektor, kiedy wszystkie drzwi były już zamknięte. Mieliśmy zostać tam przez całą noc, a prefekci mieli stanąć na straży. Gdy już miał wychodzić, machnął różdżką – stoły natychmiast ustawiły się pod ścianami, a dzięki kolejnemu machnięciu na podłodze pojawiły się setki purpurowych puchowych śpiworów.
.
Przez kolejne kilka minut panował chaos. Widząc Amandę, przystanęłam, żeby jej wyjaśnić całą sytuację i przez to straciłam z oczu Harry'ego, Rona i Hermionę. Ponieważ Percy kazał nam się położyć, znalazłyśmy dwa wolne śpiwory obok Luny Lovegood i szybko je zajęłyśmy.
Tuż przez zgaszeniem świateł zauważyłam, że obok nas leżały pierwszoklasistki z Gryffindoru. Wśród nich była dziewczyna, z którą Paul spędził ucztę. Chciałam się jej przyjrzeć bliżej, ale w tym momencie Percy zgasił światło. Zwróciłam uwagę tylko na jej zielone czy i długie czarne włosy.
Chociaż światło było zgaszone, nie oznaczało to, że uczniowie chcieli już iść spać. Wszędzie nadal rozlegały się rozmowy. Również obok nas.
— Co to za chłopak, z którym byłaś dziś na uczcie? — zapytała jedna z pierwszoklasistek, gdy w końcu przestały rozmawiać o Syriuszu.
— Paul Lewis, jest na piątym roku — odpowiedziała czarnowłosa.
— Masz chłopaka z piątego roku? — zapytała inna uczennica.
— Co? — Dziewczyna się roześmiała. — Oczywiście, że nie!
Odetchnęłam z ulgą i dalej przysłuchiwałam się ich rozmowie.
— Ale… Alexis, dlaczego nie?
— Paul jest moim kuzynem, naprawdę nie zauważyłyście podobieństwa między nami? — odpowiedziała rozbawiona. Nie dziwiłam się jej koleżankom, ja też nie byłam w stanie dostrzec, że byli rodziną. Ale to się zdarza, w końcu między mną a Harrym trudno było dostrzec jakiekolwiek podobieństwo. Chociaż paradoksalnie ja byłam jak skóra zdjęta z mamy, a on bardzo podobny do ojca, ale oni też się bardzo różnili.
— Poznasz mnie z nim? — zapytała jedna z dziewczyn błagalnym tonem.
— Po co? — zapytała Alexis.
— Cztery lata różnicy to nie dużo, a on jest przystojny…
— Zapomnij — przerwała jej. — Nie masz u niego szans.
— Ma już dziewczynę? — Usłyszałam inny głos, który do tej pory milczał.
— Nie, nie ma — odpowiedziała. — Ale świata nie widzi poza Potter…
— Potter? Podoba mu się córka Sama-Wiesz-Kogo?
— Ta… zakochał się w niej. Tylko nie wiadomo, co ona czuje… Pewnie go lubi, bo czasem się spotykają, dziś byli razem w Hogsmeade…
— Ale jak on może się zadawać z Jego córką? Pewnie jest taka sama jak ojciec… — przerwała jej koleżanka.
— Skąd to możesz wiedzieć? Nie znacie jej! — warknęła Alexis.
— Na pewno będzie śmierciożercą…
— Nie wiesz, co się wydarzy, gdy On wróci, kto będzie po jego stronie… Paul mi mówił, że ona jest inna, że jest dobra i nie wierzy, by kiedykolwiek miała przejść na stronę Ciemności. Rodziny się nie wybiera. Poza tym jest w Gryffindorze…
— Co z tego? Black też był Gryfonem. Też podobno był inny niż jego rodzina, a okazało się, że jednak nie daleko pada jabłko od jabłoni…
Po głosie Alexis domyśliłam się, że już miała dość tej rozmowy:
— Też mi się nie podoba, że ze wszystkich dziewczyn wybrał akurat ją. Jakby nie mógł zakochać się w Granger czy innej dziewczynie… Ale to jego decyzja. Jestem zmęczona, idę spać.
Dziewczyny chwilę milczały, po czym kontynuowały swoją rozmowę szeptem, tak, by nie obudzić Alexis. Ponieważ leżały blisko mnie, nadal je słyszałam.
— Podobno interesuje się czarną magią…
Poczułam, jak moje uszy robią się gorące.
— A ja słyszałam, że w zeszłym roku zamieniła w świnię chłopaka ze Slytherinu i nawet nie dostała za to kary…
— Podobno otworzyła Komnatę Tajemnic, a potem opowiedziała bajeczkę, z której wynikało, że jej ojciec opętał Ginny Weasley, a oni ją porwali… Oczywiście wszyscy nauczyciele jej uwierzyli…
— To pewnie nie było trudne, przecież wszyscy wiedzą, że jest blisko ze Snape'em…
Miałam dość słuchania tych bzdur na mój temat. W ciemności widziałam, że Amanda i Luna również słyszały całą rozmowę.
— Nie przejmuj się nimi — powiedziała cicho Luna. — Są zbyt głupie, by dostrzec prawdę, którą mają przed samym nosem.
Byłam tak zaskoczona jej słowami, że nie byłam w stanie zareagować w żaden sposób. Jednak wydawało się, że Luna doskonale to rozumiała.
Redakcja & korekta: as_ifwhat
