Alfi biznes kontynuował się nadal, ponieważ Grace warczała na każdego, kto zbliżał się do niego za blisko. Ojciec jednej z jej koleżanek rozwiódł się rok wcześniej i najwyraźniej sądził, że to będzie doskonały pomysł, aby się mu przedstawić pod szkołą. Grace spoglądała na niego tak długo, aż mężczyzna zabrał się z jej oczu. Danny był za to wdzięczny tylko częściowo. W pewien sposób nawet go to bawiło, bo jeszcze do niedawna sądził, że będzie musiał radzić sobie z dupkami sam.
Mała ruszyła do szkoły o wiele wcześniej. Rachel miała jakieś spotkanie wcześnie rano, więc przynajmniej dzisiaj zostało mu oszczędzone spotkanie z byłą. Nie miał pojęcia jak długo to wytrzyma. Rachel nie starała się na siłę być złośliwą, ale wycierała mu w twarz za każdym razem jak dobrze się jej powodziło. Nigdy nie miał ciągotek do pieniędzy i może to irytowało ją najbardziej w ich małżeństwie. Zarabiał tyle, aby czuli się bezpiecznie. Nie potrzebował luksusów i Grace chyba miała podobnie, bo szybko wpadli w cudowną rutynę w ich małym mieszkanku.
To smakowało prawie jak szczęście.
Kono czekała na niego pod drzwiami, niezapowiedziana. I jej mina nie świadczyła o niczym dobrym.
- Hejo Danny – zaczęła.
- Niech zgadnę, byłaś w okolicy? – zakpił.
To był ich dzień wolny, ale nie planował malowania. Chciał trochę odsapnąć, zanim weźmie się za kolejny etap remontu. Poza tym celował bardziej w kupno szafek, bo otwarte pudła pod ścianą zaczynały go irytować. Kolor jego salonu przestawał być problemem w porównaniu do braku szuflad i wieszaków.
- Znasz mnie – prychnęła Kono. – Idziemy z Chinem popływać i nie zmuszam, ale mógłbyś w końcu zobaczyć ciężarówkę Kamekony – rzuciła.
Grubas zapraszał go niemal od samego początku. Chciał zajrzeć do niego, ale jego czas był mocno ograniczony przez Grace, pracę i sen. I to dokładnie w tej kolejności.
- Mogłaś zadzwonić – powiedział.
- Żebyś mnie olał? Wiesz, że Chin czeka za rogiem, żeby zastosować przemoc? – rzuciła i nie był nawet pewien czy żartowała.
- Porwania są nielegalne – przypomniał jej jak ostatni idiota i zaczęła się śmiać.
- Nie daj się prosić – jęknęła.
- Nie lubię nawet plaży – przypomniał jej.
- Możesz zostać na trawniku albo z Kamekoną koło ciężarówki. Robi naprawdę świetne krewetki. I daje świetne rabaty znajomym – dodała.
Prychnął z niedowierzaniem.
- Kame? Bardziej płacimy podwójne – zakpił, ponieważ beta był zdolny do wszystkiego i chyba jeszcze bardziej skąpy od niego, a to wiele mówiło.
Danny nigdy nie lubił wyrzucania pieniędzy w błoto, a teraz kiedy nie miał ich zbyt wiele – to mógł nawet się usprawiedliwiać. Rachel twierdziła, że powinni wziąć Grace na wspólne zakupy, odkąd ich szafy nie zostały uzupełnione. Mała rosła jak na drożdżach i zaczynał się obawiać, że będzie od niego wyższa. Rachel nigdy nie pozwoliła mu zapomnieć o tych kilku centymetrach, które dzieliły ich samych.
Kono spoglądała na niego swoimi wielkimi brązowymi oczami, jakby próbowała udać jedną z tych min, które Grace robiła, aby przekonać go do swoich racji.
- Żadnego umawiania z omegami, młoda damo i masz być przed wieczorynką w łóżku – powiedział i Kalakaua wyszczerzyła się jak głupia. – Będziesz wymywać piasek z moich włosów – ostrzegł ją.
- Trochę zboczone, ale co mi tam – prychnęła Kono.
ooo
Plaża nie była pełna turystów, najwyraźniej miejscowi mieli swoje tajne miejsca, którymi nie dzielili się z przyjezdnymi. Fale były przerażająco wysokie, nawet z tego miejsca, z którego obserwował je teraz. Ciężarówka Kamekony stała zaparkowana na niewielkim placu, zapraszając egzotycznymi zapachami. Kono niemal od razu przedstawiła go swojej rodzinie i nie spodziewał się spotkania kolejnych członków klanu Kalakaua-Kelly. Miał wrażenie, że połowa Oahu należała do tej familii i nie mógł nie zastanawiać się na ile to mafia.
- Williams, powiedziałeś? – spytał alfa, przysiadając się do niego.
- Dokładnie – odparł, obserwując nalaną twarz mężczyzny.
- Sierżant Hanamoa – przedstawił się facet. – Meka dla przyjaciół. Mówiono o twoim transferze z kontynentu.
Danny poczuł jak całe jego ciało się napina.
- Jesteś kuzynem Kono? – spytał wprost, nie wiedząc w co mężczyzna pogrywa.
- Moja żona jest kuzynką China – wyjaśnił alfa. – Chin też był gliną. Nie wiem czy ci mówił.
Danny potrząsnął przecząco głową.
- Nie dziwię się. Ta sprawa nadal boli. Chciałem tylko powiedzieć, że szkoda, że cię do nas nie przyjęli. Słyszałem o twoich statystykach – ciągnął dalej Meka. – Dobra robota w New Jersey. Nie cierpię, kiedy dobre gliny siedzą w domu. Prawo nie jest doskonałe.
- Prawo nie jest doskonałe – zgodził się i uniósł swoją butelkę z piwem do góry.
Nie bardzo wiedział co dodać jeszcze. Facet go nie znał, ale najwyraźniej miał potrzebę wyrażenia swojego niezadowolenia, co stawiało go w grupie tych, którzy potrafili dostrzec dobrą policyjną robotę, kiedy taką widzieli. I status nie miał dla nich znaczenia. Żona Meki zresztą była omegą, więc musiał wiedzieć, że nie są jedynie świetnymi ozdóbkami u czyjegoś ramienia.
- Dzięki – powiedział, bo to cholernie wiele znaczyło.
Meka skinął głową, kiedy stukali się szyjkami butelek.
ooo
Nie miał pojęcia dlaczego Kono kochała ten sport. Lądowała w wodzie na jego oczach przynajmniej cztery razy. Przerażało go, kiedy wspinała się z powrotem na swoją deskę, pomimo tego, że cholerstwo musiało być śliskie od wody. Ocean wydawał mu się nagle bardzo niebezpiecznym miejscem. Zaczynał cieszyć się, że nie zdążył jeszcze kupić deski dla Grace. Może istniały szanse, że wykorzysta alfi biznes przeciwko niej. To nie byłaby czysta gra, ale posunąłby się do manipulacji, żeby uratować swojemu dziecku życie, a nawet dalej, jeśli to byłoby konieczne.
Kono musiała go nienawidzić, skoro przekonywała go jeszcze niedawno, że to perfekcyjnie bezpieczny sport. Siniak na jej udzie dowodził czego innego.
Przyglądał się jej z pewną fascynacją, bo otoczona rodziną i znajomymi zachowywała się zupełnie inaczej niż w klubie, co nie powinno go dziwić. Zawsze rozluźniali się w towarzystwie bliskich. On pewnie jeszcze bardziej niż pozostali, bo nadal miał w sobie to skrępowanie, kiedy ściągał koszulę i zostawał w spodenkach na kilka godzin pracy. Nie był przyzwyczajony do spojrzeń, które posyłały mu alfy. Ostatnio obiektem czysto seksualnym był jeszcze w czasie studiów, ale był kilka kilogramów lżejszy, jego klatka piersiowa nie wyglądała, jakby wytarzał się na niej kot i nie miał znikającej blizny po ugryzieniu.
Czuł się zużyty i pewnie to męczyło go najbardziej. Młodość i radość, która biła od Kono tylko pokazywała mu co miał za sobą. Nie chciał skończyć jako samotna omega z córką, która kiedyś znajdzie swoją własną połówkę. Nie chciał myśleć o tym jak o zdradzie, ale miał zostać sam. Trudno było mu się jednak z tym pogodzić.
Kono ruszyła w stronę oceanu, bo najwyraźniej nie miała dość walki, a potem zamarła, kiedy podszedł do niej dość wysoki mężczyzna. Danny wyczuwał alfę na kilometr i instynktownie podniósł się ze swojego miejsca. Chin był zajęty rozmową z Kamekoną w środku ciężarówki, a on miał złe przeczucia. Kono wyglądała na spiętą, chociaż nie potrafił zrozumieć na co patrzył. Alfa rozkładał dłonie, jakby był bezradny i to nie był obraz, który często widywał. Tym bardziej zaskoczyło go, że Kono odepchnęła faceta i wtedy wszystko wróciło do normy, bo koleś ruszył w jej stronę emanując irytacją i złością.
Danny nie podbiegł do nich, ale przyspieszył kroku, bo omega wydawała się coś wykrzykiwać, ewidentnie wściekła.
- Wszystko w porządku? – spytał, stając między nimi.
- Danny – westchnęła, jakby nie spodziewała się niczego innego.
Ulżyło mu, kiedy dostrzegł, że Chin i Kamekona przyglądali im się ciekawie.
Alfa obrzucił go nieprzyjemnym spojrzeniem, ale stał nadal na swoim miejscu kilka kroków od niego.
- Adam Noshimuri – przedstawił się facet, wyciągając nawet dłoń w jego kierunku. – Jesteś nowy. Nie znam cię.
Danny zerknął na jego rękę i nie uścisnął jej. Ostatni raz, kiedy dał się nabrać na taki numer, wylądował twarzą w ziemi ku uciesze dupków z komisariatu. Potrafił walczyć, ale to nie oznaczało, że lubił uciekać się do przemocy na każdym kroku. Pisanie raportów z takich zajść nie było przyjemnością. A teraz nie chroniła go żadna odznaka. Miał też wrażenie, że Adama akurat widział już w barze.
- Włóczysz się za Kono – stwierdził, marszcząc brwi.
Kono zaśmiała się za jego plecami.
- Danny, naprawdę nic się nie dzieje – powiedziała. – Pokłóciliśmy się.
- Chryste, to jakiś kolejny twój chłopak? – spytał z niedowierzaniem.
Adam spojrzał na nią wściekły.
- Ktoś cię zaatakował?! – warknął alfa i wydawał się faktycznie zaniepokojony.
- Tak, Steve mnie dotknął i Danny prawie oderwał mu rękę od korpusu, więc na twoim miejscu nie pogrywałabym z naszym obronnym omegą – prychnęła Kono. – Nikt mnie nie dotyka, kiedy tego nie chcę.
- Mówiłem, że praca tam jest niebezpieczna – zaczął Adam. – Mówiłem ci, że…
- Nie odejdę z pracy – warknęła Kono.
- Możesz znaleźć inną – powiedział Adam.
Kono zaśmiała się cierpko.
- Gdzie? – spytała wprost. – Gdzie przyjmują omegi? W klubie ze striptizem? – warknęła.
I totalnie popierał jej złość. Twarz alfy jednak pociemniała, jakby dostał w twarz.
- Kono, mogłabyś zostać moją żoną, a wtedy… - zaczął Adam.
Kono przewróciła oczami.
- I wtedy przede mną otworzą się wszystkie drzwi – syknęła. – Już to słyszałam – warknęła.
Danny zamarł.
- Hej, wy tutaj chyba nie macie tego zwyczaju, gdzie rodzina sprzedaje omegę jakiemuś alfie? – upewnił się przerażony, bo Kono wspominała, że ich klan podzielił się jakiś czas temu.
Znał jej matkę oraz ojca, ale kuzyni, z którymi się widywała byli przede wszystkim od strony China. Nie był pewien co jest grane, ale nawet jeśli ten Noshimuri nie rzucał się od razu do niczyjego gardła, to nie musiało oznaczać niczego dobrego. Może próbował wygrać Kono, co przecież było śmieszne, bo Kalakaua była najbardziej niezależną osobą, jaką znał.
Adam spojrzał na niego w czystym szoku.
- Nie, ten zwyczaj wymarł – odparła spokojnie Kono.
- Chyba mi ulżyło – stwierdził.
- Oświadczyłem się jej normalnie – dodał Adam pospiesznie.
Danny prawie mu współczuł.
- A ona powiedziała nie i dalej tutaj jesteś – zauważył spokojnie.
Alfa otworzył usta, a potem zamknął je pospiesznie i spojrzał na Kono z jakąś taką dziwną desperacją. Danny rozstawił nogi szerzej, przygotowując się w zasadzie na wszystko, ale Noshimuri skinął tylko głową, jakby dotarło do niego w czym leżał problem.
- Przepraszam – powiedział mężczyzna całkiem szczerze, a potem odwrócił się na pięcie i po prostu odszedł.
Danny nie był do końca pewien jak się z tym czuł. Noshimuri był pewne z dziesięć lat młodszy od niego, ale nie był dzieciakiem. Alfy jednak miały tendencję do jednotorowego myślenia i niezauważania oczywistości. Stwierdzanie faktów czasami pomagało im się ogarnąć, ale Danny akurat tego nie lubił. Skopywanie tyłków dupków było o wiele przyjemniejsze niż obserwowanie jak zakochany szczeniak się oddalał, aby lizać swoje rany.
Spojrzał na Kono, która spoglądała na oddalającego się Adama i westchnął.
- Nie rozmawiajmy o tym - poprosiła go cicho.
ooo
McGarrett nie pojawił się w klubie, ale Danny podejrzewał, że to miało wejść mu w nawyk, skoro mieli już menadżera. Victoria zaczynała się zadomawiać i już wprowadziła swoje zasady, które dotyczyły głównie dyżurów przy zmywaku. Najwyraźniej kiedy odsyłali tam Maxa, robili ogromny błąd, chociaż Danny nie potrafił dostrzec, w którym miejscu. Charlie nie cierpiał machania się po łokcie w płynie, więc z chęcią oddawał swoje dyżury przy myciu szkła. Nikt nie widział w tym problemu. Nawet Kamekona czasami pomagał.
Stali w niewielkim półkolu, obserwując Victorię, na której granatowa sukienka leżała doskonale. Kono twierdziła, że wcześniej beta zajmowała się jednym z hoteli, ale nie pytał o szczegóły ani skąd Kalakaua miała te informacje. Część jej klanu zapewne pracowała dla McGarretta. Może ten biznes był nawet pokoleniowy. Do takich fortun nie dochodziło się w pojedynkę, a przynajmniej tak podpowiadało mu doświadczenie.
- Musimy sobie wyjaśnić parę rzeczy – zaczęła Victoria, tonem, który nie przypadł do gustu, odkąd użyła go po raz pierwszy. – Nie miał kto wami kierować przez ten cały czas, ale Steve powierzył mi to zadanie i zamierzam uczynić z tego klubu jeden z najlepszych na wyspie – ciągnęła dalej, spoglądając na ich twarze.
Imię McGarretta wypowiedziała takim tonem, jakby zażyłość między nimi dotyczyła czegoś więcej niż jednorazowego numerku w samochodzie. Danny nie wierzył jej ani przez jedną minutę. Alfy były dość łatwe do rozszyfrowania, jeśli chodziło o seks. I McGarrett tylko raz przyszedł do klubu z Victorią wyglądając na odprężonego.
Jeśli robili to, to po pracy. A z dzieckiem Victorii i ich szalonymi godzinami zajęć, nie sądził, aby pozostawało jej wiele czasu. To było fizycznie niemożliwe.
- Musimy zmienić kilka rzeczy, bo większość z was chyba nie zdaje sobie sprawy, że znajduje się w pracy – podjęła beta. – Przede wszystkim jesteście w pracy, więc nie załatwiacie prywatnych spraw. Nie odbieracie komórek, kiedy żywnie się wam podoba i nie wychodzicie wcześniej, ponieważ to odbije się na waszej pensji. Wybraliście tę pracę, więc nie chcę słyszeć, że ktokolwiek z was ma problem z serwowaniem drinków z osobistych powodów – dodała, patrząc wymownie w stronę Maxa, który zaczerwienił się po same koniuszki uszu.
Danny nie nazwałby cudzego dziewictwa 'osobistym problemem', ale najwyraźniej to zależało od interpretacji.
- Nie uczymy się na zapleczu, nie podrywamy klientów i nie odszczekujemy się im – dodała Victoria.
Tym razem wpatrywała się wprost na niego.
Danny nie mrugnął nawet okiem.
- Zrozumiano? – spytała szorstko.
I najwyraźniej nie retorycznie, bo po jej słowach zapadła długa cisza. Czekała na jakąś odpowiedź od nich i czuł jak bardzo spięta jest Kono obok niego.
- Zrozumiano – powiedział za nich wszystkich.
ooo
Lori wydawała się nerwowa jak nigdy. Victoria stała kilka metrów od niej, więc zachowywali względne milczenie. Nikt nie miał jakoś ochoty do prowadzenia rozmów, chociaż nie pracowali w każdej minucie, bo studenci zaczęli zamawiać piwo w kuflach i sami się obsługiwali przy stolikach. Większość i tak nie było stać na alkohol, więc tańczyli po prostu na środku sali. Kono i Max starali się zbierać szkło, ale ponieważ czwartki ssały, podłoga pokrywała się warstwą potłuczonego szkła. Charlie latał z miotłą kilka razy, robiąc sobie miejsce łokciami. Dzieciaki nie przejmowały się tym, że mogły pociąć stopy o odłamki. Alkohol miał fatalny wpływ na ich mózgi.
Wydawało mu się, że dostrzegł Adama, ale to mogło być przewidzenie. Kono była zresztą całkiem spokojna, chociaż odnosił wrażenie, że coś się w niej zmieniło. Chin wspominał o tym, że Noshimuri przestał do niej dzwonić. Danny spodziewał się, że dziewczyna się odpręży, ale w jej oczach malowały się dość nieprzyjemne emocje. Gdyby nie znał jej lepiej – pomyślałby, że ktoś ukradł jej deskę. A wiedział, że dorwałaby każdego, kto dotknąłby jej sprzętu i połamałaby mu palce.
Otworzył usta, żeby spytać Lori czy nie chciałaby następnym razem do nich dołączyć na plaży. Jej siostrzenica i Grace znały się ze szkoły. Wspólne wyjście na plażę mogło był całkiem przyjemne, ale nie powiedział ani słowa, bo Victoria spojrzała na niego ostro.
Rozłożył dłonie w obronnym geście i zabrał się za wycieranie szkła.
Zapowiadała się naprawdę długa noc.
