Witam! Wybaczcie tak długą nieobecność. Mam dużo na głowie ostatnimi dniami a i rzadko mam internet, ale obiecałam sobie że jak tylko będę mogła to znajdę parę sekund dla Was. Dziękuję tym którzy ciągle są ze mną, liczę na Wasze komentarze i do następnego rozdziału! ;)
ROZDZIAŁ 13
Z każdym kolejnym dniem życie wydawało mu się coraz bardziej absurdalne. Jego dawni współdomownicy i przyjaciele unikali go jak ognia. Jego aktualni współlokatorzy z całych sił próbowali wydobyć z niego kim jest jego ojciec, mimo próśb i gróź by jednak tego nie robili. Dyrektor usiłował go złapać od paru dni i gruntownie przepytać, a opiekun Slytherinu uważnie go obserwował na każdym kroku. W dodatku już zdążył się pokłócić ze swoją niedoszłą dziewczyną o jakąś całkowitą bzdurę, a młody Malfoy czerwienił się kiedy tylko wychodził w ręczniku z łazienki. No, doprawdy! Ojcu po usłyszeniu decyzji swojego Mistrza Eliksirów poprawił się humor i z nudy zagadywał do niego kiedy tylko miał okazję. Teraz, kierował się do gabinetu dyrektora w towarzystwie McGonnagal i Snape'a. Dyrektorowi w końcu udało się zmusić go do rozmowy, a Tom z radością gawędził z nim w myślach, podśmiewając się z Dumble'a, przez co Kserten idąc ciągle chichotał mimo zdumionego i oburzonego wzroku dwójki nauczycieli.
- Och Harry, mój chłopcze, jakże miło cię w końcu widzieć. Nie wiedziałem, że początek roku jest tak trudnym czasem do umówienia się z ulubionym uczniem – odezwał się dyrektor, kiedy chłopak usiadł w podstawionym dla niego krześle. - Minewro, Severusie możecie nas na chwilę zostawić. Dziękuję za fatygę – zwrócił się do nauczycieli, którzy bez słowa opuścili biuro.
- Popatrz, mnie oskarża o to, że mam sługi, a sam sobie nieźle ich wytrenował – usłyszał Kserten myśli ojca i uśmiechnął się krzywo
- Witam dyrektorze. Bardzo bym prosił o zwracanie się do mnie właściwym imieniem.
- Ależ oczywiście chłopcze, wybacz moją pomyłkę, jednak przez tak długi czas zdążyłem się przyzwyczaić do tamtego imienia. Powiedz mi mój drogi, jak spędziłeś wakacje.
- Z całym szacunkiem dyrektorze, ale czy każdego ucznia zaprasza pan by porozmawiać o jego wakacjach? - spytał chłopak bezczelnie się uśmiechając.
- Dobrze wiesz, że nie jesteś zwykłym uczniem, a po tym co się stało w czerwcu bardzo się o ciebie martwiłem.
- To, co się stało w czerwcu było pańską winą! - podniósł głos chłopak po czym szybko się uspokoił – Ale muszę panu za to podziękować. Gdyby nie tamte wydarzenia, pewnie nigdy nie poznałbym prawdziwej natury mojego ojca.
- Chłopcze – odezwał się smutnym głosem dyrektor – muszę cię rozczarować, ale on nie jest twoim ojcem. Zostałeś oszukany i naprawdę nie wiem jak mogłeś uwierzyć w te bzdury.
- Zaraz się zdenerwuję i tam przyjdę – warknął Tom w myślach Ksertena.
- Poradzę sobie. - odparł nastolatek.
- Dyrektorze, przykro mi że jest pan niedoinformowany. Mam swoje powody wierzyć w prawdę przedstawioną mi przez mojego ojca.
- Postaram się jednak byś poznał fakty, a nie te brednie – odparł dyrektor.
- Radzę panu nie obrażać mojego ojca w mojej obecności, jest to oznaką najwyższego braku kultury. - odezwał się zdenerwowany chłopak – A tymczasem chciałbym zakończyć tą bezsensowną rozmowę. Nic pan ze mnie nie wyciągnie.
W tym momencie Kserten poczuł że rzucono na niego niewerbalną i bezróżdżkową Drętwotę i mimo że ją od razu zwalczył, postanowił pograć z tym wkurzającym starcem, ojciec mimo wściekłości obiecał mu nie wtrącać się jeżeli nie będzie wyraźnego zagrożenia.
- Legilimens – rzucił dyrektor patrząc Ksetenowi w oczy. Po chwili zdziwił się widząc bezczelny i arogancki uśmiech na twarzy chłopaka. Żadne wspomnienie nie popłynęło, wręcz wyglądało to jakby żadne zaklęcie nie zostało rzuconye. Po chwili cofnął się kiedy poczuł napór na swój umysł i nieznośny ból w potylicy. Chłopak powoli wstał z krzesła.
- Naprawdę myśli pan, że ojciec wysłał mnie tu bez przygotowania? Myli się pan wobec tego. Nie powtórzymy już tej rozmowy i mam nadzieję, że nie będę zmuszony do ponownego odwiedzenia tego gabinetu, a teraz żegnam – wyszedł trzaskając drzwiami, a dyrektor powoli usiadł w swoim fotelu ciężko oddychając.
- Nie doceniłem Toma – mruknął pocierając skronie. - Będę musiał podejść do tego inaczej .Chłopak musi być po mojej stronie, albo zginie wraz ze swoim ojcem.
Kserten szedł szybko korytarzami, a ludzie schodzili mu z drogi widząc jego wściekłość. W gabinecie dyrektora zachował zimną krew, ale teraz wszystko się w nim gotowało. Wypadł na dziedziniec szkoły i szybko skierował się w stronę błoni.
- Kserten panuj nad sobą bo pozabijasz te dzieciaki. A nie po to marnowałem na ciebie tyle czasu – usłyszał ojca.
- Och wybacz, już nie będziesz musiał marnować na mnie czasu! - wrzasnął na głos a wszyscy w około się na niego spojrzeli.
- Gratulacje, właśnie przyprawiłeś sobie łatkę chorego psychicznie – zaśmiał się ojciec po czym zamknął połączenie. Kserten zazgrzytał zębami.
- Czego się tak gapicie? - warknął i ruszył powolnym ale nerwowym krokiem w stronę Zakazanego Lasu, musiał znaleźć sobie cel do pozbycia się nadmiaru energii. Nagle jakimś szóstym zmysłem wyczuł lecące w jego stronę zaklęcie. Uchylił się przed nim i odwrócił z morderczą miną. Zobaczył uśmiechającego się Syriusza.
- No, Młody, widzę że potrzebujesz porządnej walki. Co powiesz na mały sparing?
- Przegrasz - uśmiechnął się niebezpiecznie do swojego chrzestnego.
- Zobaczymy. Chodź na boisko, tam łatwiej nałożyć osłony, spodziewam się nie małej widowni – wskazał ruchem głowy coraz bardziej przysłuchujących się uczniów.
Ruszyli razem w stronę boiska do quidditcha, a za nimi powoli poszli wszyscy świadkowie ich rozmowy oraz inni zainteresowani tym małym pochodem. Ktoś pobiegł do szkoły zwołać innych uczniów i po chwili na stadionie znajdowała się większość uczniów i kilku nauczycieli, którzy na prośbę Syriusza pomogli oddzielić trybuny od walczących. Kserten stanął naprzeciw Syriusza spokojnie czekając na znak rozpoczęcia pojedynku, starszy czarodziej trzymał różdżkę w dłoni i obserwował wyraźnie rozbawionego chrześniaka. Wiedział, że młody potrzebuje tej walki, żeby spuścić trochę pary. Na znak dany przez Snape'a że trybuny są już bezpieczne ukłonili się lekko sobie i zaczęli krążyć wokół siebie. Ktoś z trybun krzyknął, żeby już zaczynali bo robi się to nudne. Kserten uśmiechnął się niebezpiecznie i wyciągnął różdżkę z kieszeni rzucając pierwszy lekki urok w kierunku Black'a. Syriusz zrobił lekki krok w bok unikając leniwie lecącego płomienia.
- Są jakieś ograniczenia? - zawołał Kserten
- Niewybaczalne nadal są niewybaczalne – odparł beztrosko Syriusz.
Kserten przypuścił więc powolny atak zaklęciami żywiołów. Po kolei w jego ojca chrzestnego poleciały zaklęcia mrożące, parzące i inne. Syriusz spokojnie uskakiwał, osłaniał się tarczą, bądź odbijał zaklęcia. Po paru minutach ochrona wokół boiska oddzielająca widownie jarzyła się wieloma barwami odbijanych zaklęć. Kiedy jedno z zaklęć klujących Syriusz drasnęło Ksertenowi ramię postanowił przestać się wygłupiać i zacząć walczyć na serio. Przeszedł do zaklęć które ledwie kwalifikowały się w szarej strefie magii, zdecydowanie bliżej im było do tej ciemnej strony. Syriusz również przeszedł z obrony do ataku. Po kolejnych paru minutach widzowie usłyszeli nieprzyjemny szum i zobaczyli wylatujące z różdżki Kserten owady przypominające osy. Syriuszowi na ten widok otwarły się szerzej oczy w zdumieniu. Snape krzyknął coś z widowni ale było już za późno. Rój otoczył Syriusza i zaczął pikowanie ku przerażonemu mężczyźnie. W ostatnim momencie Kserten przerwał zaklęcie z niebezpiecznym uśmiechem. Jedynie kilka osób z widowni wiedziało, że dla ich nauczyciela Obrony, ten atak mógł zakończyć się ciężkim paraliżem, lub nawet śmiertelnie, przekazywali tą wiadomość dalej aż wszyscy umilkli w zdumieniu. Syriusz przyglądał się chwile Ksertenowi, po czym odrzucił różdżkę i pochylił głowę w geście szacunku. Kserten wyciągnął rękę i przywołał jego różdżkę.
- Wiesz, że mogłeś się obronić? - zapytał lekko zwracając wzrok z oglądanej różdżki na swojego ojca chrzestnego.
- Musiałbym zabić każdą z nich osobno. To praktycznie niemożliwe w tak krótkim czasie.
- Mógłbyś je spalić. Lub chociażby podtopić. Może dopadła by cię jednak, czy dwie, ale z tego da się wyjść.
- Następnym razem...
- Nie będzie następnego razu! - krzyknął dyrektor, który właśnie wpadł wściekły na boisko. - Co to ma znaczyć? Czy wyście powariowali? Dobrze wiecie, że w Hogwarcie Czarna Magia jest zakazana! - rozejrzał się po widowni która ciągle z zapartym tchem wpatrywała się w przedstawienie. - Wszyscy jazda do szkoły. Snape, Black i ty Riddle do mojego gabinetu natychmiast. - odwrócił się i odszedł nie czekając na wezwanych, którzy spojrzeli na siebie zaskoczeni i lekko rozbawieni. Snape podszedł do walczących.
- Dobra walka. - uścisnął rękę Ksertenowi a potem zadziwionemu Blackowi. - Nie patrz się tak na mnie – powiedział do Syriusza. - Teraz stoimy po jednej stronie.
- Dokładnie. Ciekawe czym dyrektor będzie nam groził – odparł rozbawiony chłopak. - Może powinienem poprosić ojca o uczestnictwo w tej rozmowie.
- Nie ma takiej potrzeby – usłyszeli głos postaci nadchodzącej od strony bramy. - Znakomita walka muszę przyznać, chociaż proponowałbym Black poćwiczyć nad okiełznaniem strachu, mogłeś z tego wybrnąć.
- Ojcze – uśmiechnął się Kserten i schylił głowę w geście powitania. - Stęskniłeś się za mną czy za dyrektorem?
- Wyobraź sobie, że dostałem sowę. - odparł tamten tonem najwyższego zdumienia. Wyciągnął rękę w kierunku Syriusza, który uścisnął ją zdziwiony i jednocześnie rozbawiony miną Snape'a. - Severusie ja nie gryzę. - spojrzał na zdumionego Snape'a i swoją wyciągniętą dłoń, którą tamten zdecydował się w końcu uścisnąć – Przy świadkach. - dodał a Snape zbladł.
- Co to znaczy, że dostałeś sowę? - spytał Kserten.
- Siedziałem w gabinecie, a biedna sowa wpadła do mnie przez kominek i wylądowała na moim biurku. Ktoś ją musiał przepchać przez Fiuu. - wytłumaczył rozbawiony Tom. - To trochę desperacja zapraszać swojego największego wroga, żeby utemperował syna, nie uważacie?
- Powodzenia – parsknął Syriusz i ruszyli w czwórkę w kierunku gabinetu dyrektora.
- Dumbledore, czyżbyś się już za mną stęsknił? - zapytał Tom wchodząc do gabinetu.
- Witaj Tom. Usiądźcie wszyscy. - wskazał krzesła stojące przed biurkiem.
- Mam nadzieję, że to nie potrwa długo, twoja sowa nieco popsuła moje dzisiejsze plany – odpadł Riddle.
- Wpierw chciałbym waszych wyjaśnień. - spojrzał w kierunku dwójki nauczycieli i ucznia. - Później porozmawiamy o karze dla twojego syna. - dodał w kierunku rozbawionego mężczyzny. - Słucham więc.
- Nie ma czego tłumaczyć. Młody potrzebował się wyżyć, a ja postanowiłem mu w tym pomóc. Pojedynek miał jedynie ograniczenie co do Niewybaczalnych. - na te określenie starszy Riddle prychnął rozbawiony ale nic nie powiedział.
- Trzeba był mnie nie atakować, dyrektorze - warknął Kserten ponownie czując cały gniew na Dumbledore'a.
- Jakie ty masz wytłumaczenie Severusie? Wyraźnie udzieliłeś zgody na tą sytuacje. - Albus zignorował wypowiedź chłopca i zwrócił się do Mistrza Eliksirów.
- Z całym szacunkiem dyrektorze, i tak bym ich nie powstrzymał, a tak przynajmniej nie ucierpiał nikt poza nimi.
- Wiecie, że w Hogwarcie Czarna Magia jest zakazana. Muszę wobec tego ukarać każdego z was. - odezwał się po chwili milczenia dyrektor.
- Dumbledore, czy możesz mi pokazać w którym miejscu w statucie szkoły znajduje się informacja o zakazie użycia tego rodzaju magii w pojedynkach? - odezwał się nagle niebezpiecznym tonem starszy Riddle. Dyrektor spojrzał na niego wściekły.
- Ja jej zakazuje! - podniósł głos starzec – Prawa dyrektora są na równi ważne ze statusem szkoły.
- Ach tak? - odparł Tom – To proszę, oświeć mnie, jaką kare przygotowałeś dla mojego syna.
- Zostanie zawieszony w prawach ucznia na dwa tygodnie z zakazem opuszczenia szkoły na miesiąc – odezwał się zadowolonym głosem dyrektor.
- Zapomnij Dumbledore. Prawem ucznia jest mieszkać w Hogwarcie, a skoro go w tych prawach zawieszasz to zabieram go do domu.
- Jego domem jest mieszkanie wujostwa! - warknął starzec w reakcji na podniesienie się Toma z krzesła. Na to stwierdzenie wszyscy w pokoju wciągnęli powietrze i zamarli. Po chwili starszy Riddle obrzucił spojrzeniem gotującego się syna a następnie spojrzał na dyrektora.
- Tylko w twoim mniemaniu tam znajduje się jego dom. Gdyby nie twoje manipulacje, już dawno mój syn byłby ze mną. Daje ci ostatnia szanse na zdecydowanie się co do kary chłopaka. Równie dobrze mogę go stąd zabrać wraz z dużą ilością dzieciaków i stracisz swoja szkołę Dumbledore.
- Zawieszony w prawach ucznia na tydzień. - warknął dyrektor czując ze nie wygra tej bitwy. - A wy, Syriuszu i Severusie również zostajecie zawieszeni w swoich prawach na tydzień.
- Dyrektorze – zaczął Snape oburzonym tonem, w końcu nie tylko on uczestniczył w tym zdarzeniu, ale przerwało mu podniesienie reki przez Albusa.
- Wystarczy, to ostateczna decyzja. Możecie zostać w zamku przez ten czas jeśli taka wasza wola. Zegnam panów.
Riddle pierwszy ruszył w stronę drzwi uśmiechając się ironicznie, za nim podążył nadal wściekły nastolatek. Tom nakazał chłopakowi pójść po swoje rzeczy.
- Jeżeli chcecie możecie przez ten tydzień cieszyć się nasza gościną – rzucił w kierunku mężczyzn. - Chociaż ty Severusie i tak chyba podjąłeś taka decyzje – uśmiechnął się prawie milo. - Oczekuje cię tak czy inaczej jutro wieczorem.
- Riddle – odezwał się Syriusz – tak właściwie to gdzie jest ta wasza gościna?
Godzinę później w czwórkę stali na dziedzińcu zamku.
- Witajcie w naszym domu.- uśmiechnął się Riddle. - Kserten idziesz ze mną na dziedziniec treningowy. Severusie możesz zając swoje komnaty gościnne, a ty Black pozwól z nami, później odprowadzi cię skrzat.
- Ojcze nie zamierzam teraz ćwiczyć. Jestem wykończony.
- Nie interesuje mnie twoje zdanie. Nie po to tyle cie uczyłem i ciągle powtarzałem o cierpliwości i żebyś nad sobą panował, żebyś ty w pierwszym tygodniu szkoły urządził taki pokaz. Dobrze wiedziałeś czego się spodziewać po Dumbledorze. Dokładnie to omówiliśmy. Więc teraz właśnie będziesz ćwiczył. I lepiej zrób to z własnej woli, żebyś potem nie skomlał że cie do czegoś zmuszam. - wywarzał wyraźnie wściekły Tom. Kserten spojrzał na niego morderczo.
- Dobrze. Co mam robić? - odezwał się po chwili mordowania wzrokiem.
- Standardowo, to co zawsze.
Kserten wyczarował sobie mate na środku placu i usiadł na niej, a Tom stanął obok.
- Black, możesz się dołączyć albo iść ze skrzatem do swojej komnaty. Nie wolno ci się wtrącać. Musisz wierzyć, że wiem co robię.
Syriusz popatrzył na niego zdziwiony ale nie odszedł. W momencie kiedy Crucio uderzyło w jego chrześniaka chciał cisnąć zaklęciem w Riddle'a ale w tym samym momencie uświadomił sobie, że Kserten nie zareagował na uderzenie nawet jękiem. Spojrzał zdziwiony na Riddle'a.
- Przez pierwsze kilka minut nawet nie jęknie. - odpowiedział tamten na niezadane pytanie. - Nauczyłem go jak izolować ból od ciała. Teraz prawdopodobnie nawet nie słyszy o czym rozmawiamy. Medytuje a zaklęcie ma go rozproszyć. Tak długo jak uda mu się wyciszyć, tak długo nie poczuje bólu. Zwykle traci koncentracje po kilku minutach. Chciałbym żebyś mi trochę pomógł. Mimo wszystko wciąż nie potrafię rzucać kilku Cruciatusów jednocześnie – wytłumaczył z ironią.
- Nie ma mowy! - odpowiedział Syriusz. - Nie będę torturował własnego chrześniaka.
- W takim razie możesz odejść, bo ja mam zamiar torturować swojego syna – warknął Tom. Syriusz musiał dojrzeć w jego tonie coś więcej niż chęć skrzywdzenia dzieciaka. Mimo drastycznych metod mężczyzna wyraźnie chciał pomóc młodemu w panowaniu nad sobą. Wyciągnął różdżkę.
- Tormenta – rzucił cicho w kierunku chłopca. Tom parsknął rozbawiony.
- No tak. Gryfon nie skala się Niewybaczalnymi.
- Lepiej zamilcz. - warknął Black patrząc na grymas na twarzy chłopca.
Nie minęło kilka minut kiedy tamten nagle zawył z bólu. Syriusz od razu cofnął zaklęcie, jednak Riddle jeszcze chwile torturował nastolatka. Po chwili również cofnął zaklęcie.
- Zrób dziesięć kółek dookoła placu i próbujemy ponownie. Albo aż nam tu zemdlejesz, albo aż uda ci się zapanować nad bólem dłużej.
- Nienawidzę cię – warknął Kserten, jednak w jego tonie nie było słychać urazy do metod ojca.
- Twoje metody, Panie, są drastyczne, jeśli wolno mi wyrazić swoją opinię – odezwał się Severus, kiedy zasiedli już do kolacji bo trzech godzinach znęcania się nad Młodym. Przy stole, w gościnnej komnacie, siedzieli Tom, Kserten, Severus, Syriusz i Rosalie. Kserten lekko poturbowany i naburmuszony, jednak apetyt dopisywał mu znakomicie.
- Drastyczne, lecz skuteczne. - odpowiedział. - I nie, Rosalie, nie uda ci się mnie przekonać, że jest inaczej – dodał na widok otwierającej się buzi cioci Ksertena.
- Tom nie chciałam powiedzieć oczywistego, ale powinieneś dać chłopakowi spokój, przynajmniej dzisiaj. - zerknęła ostrożnie na Severusa, który zbladł domyślając się powodu tej rozmowy. Tom również na niego zerknął, po czym uśmiechnął się drapieżnie.
- Zebranie będzie jutro. Muszę wpierw ustalić z synem kilka spraw. W sumie Dumbel poszedł nam na rękę tym waszym zawieszeniem. Black czy mógłbyś dołączyć do mnie i Ksertena po kolacji?
- Skoro mnie tak ładnie prosisz Riddle. - zaśmiał się Syriusz.
Posiłek zakończyli w milczeniu. Severus i Rosalie odeszli w kierunku komnat kobiety, natomiast Riddle'owie wraz z Syriuszem udali się do pokojów Toma.
- Jutro będziesz karał Severusa. - zwrócił się Lord do syna, po chwili milczenia, kiedy zasiedli już w fotelach w jego salonie.
- Domyśliłem się tego. Jakieś ograniczenia? - spytał chłopak patrząc na ojca.
- Rosalie poda mu eliksiry, które w razie niebezpieczeństwa wprowadzą go w magiczną śpiączkę, ale jeśli zobaczysz że sinieje z braku krwi możesz skończyć. Chcę, żeby żył, ale równocześnie nie chcę, żeby któryś z reszty śmierciożerców pomyślał że się nad nim litujemy, mimo zdrady. Nie możemy sobie na to pozwolić.
- Rozumiem. - pokiwał ze spokojem głową.
- Black, zdecydowałeś po której jesteś stronie? - Tom zwrócił się do mężczyzny.
- Nie po stronie Dumbledore'a, jeśli o to pytasz. Ale jakoś średnio chce się kłaniać przez tobą.
- A jeśli musiałbyś się kłaniać tylko przed Ksertenem – zapytał z lekkim uśmiechem. Na to stwierdzenie chłopak podniósł wzrok i spojrzał na ojca z lekkim zdziwieniem wyczytując z jego umysłu mniej więcej jaki miał plan. Syriusz nie odpowiedział tylko patrzył się pytająco. - Przeszedłbyś wpierw normalną inicjację, jednak głównie odpowiedzialny byłbyś przed Ksertenem. Zamierzam stworzyć oddziały, za które odpowiadałby mój syn. Wpierw jako nabycie doświadczenia, a później zapewne mu się przydadzą. Nie wierzę, że na przykład Bella z radością będzie cię słuchać – spojrzał na młodego z uśmiechem.
- Nie sądzisz, że fajnie by było wpierw to ze mną przedyskutować? - powiedział chłopak. - Poza tym, nie widzę tego. Mogę kierować jakąś grupą, ale uważam, że jedynie uda się ich utrzymać w ryzach kiedy wszyscy będą tak samo pod twoimi jak i moimi rozkazami. Mogę co najwyżej wybrać kilku ochotników, którym będę ufał, jeśli chcesz mi zlecić jakąś misje.
- Na to mamy na razie czas. Jeszcze to dopracujemy. Na razie chciałbym, żebyś ty, Black, przeszedł inicjacje na śmierciożercę.
- Jak to wygląda? - odpowiedział z wahaniem Syriusz.
- Są trzy testy. Trzeba przejść co najmniej dwa z nich żeby dostać znak, i co najmniej jeden żeby móc wykonywać dla mnie zadania, bez znaku. Osoby, które przejdą wszystkie trzy testy trafiają po jakimś czasie do Wewnętrznego Kręgu. - wyjaśnił Tom. - Jednak nie chcę, żebyś miał znak. Dumbledore musi mieć do ciebie pełne zaufanie, a ukrywanie tatuażu w tym nie pomoże. Przejdziesz przez wszystkie testy, jeśli podołasz, ale znak dostaniesz raczej w formie bransolety lub wisiorka.
- Na czym polegają te testy? - spytał z wahaniem mężczyzna.
- Pierwszy sprawdza wyłącznie poziom mocy. Musisz rzucić kilkanaście zaklęć transmutujących, torturujących, wpływających na umysł. Najlepiej niewerbalnie, a jeszcze lepiej bezróżdżkowo. Ale takich osób jest bardzo niewiele. Następnym testem jest poziom umysłowy. Stosuję legilimecję żeby określić twój stan umysłu i poziom inteligencji. Dobrze, jeżeli osoba potrafi się obronić chociaż przez kilka minut. Po tym sprawdzianie chętny na przyjęcie znaku musi wykazać się chociaż szczątkowymi umiejętnościami magii umysłu, takiej jak obliviate i legilimecja. Do trzeciego etapu przystępują jedynie wybrani przeze mnie śmierciożercy. Wewnętrzny Krąg liczy aktualnie trzynaście osób i przewiduję dla ciebie w nim miejsce. Da ci to możliwość nie zgadzania się na pewne misje, pewną władzę nad resztą śmierciożerców i możliwości zgłaszania się wyłącznie na spotkania Kręgu.
- Czym jest ten ostatni etap?
- Misja indywidualna, najczęściej zdobycie informacji, które są mi niezbędne. Czasem śledzenie kogoś. Zawsze wymaga to nieprzeciętnego umysłu i mistrzostwa w wykorzystywaniu magii. Bywa również że jest to rozkaz pozbycia się jakiegoś Feniksa.
- A jak wygląda sam rytuał nadania znaku? - zapytał Syriusz.
- Po przejściu dwóch pierwszych etapów, wybierasz trzy osoby z Wewnętrznego Kręgu, które mają w tym uczestniczyć. Wtłaczam w ciebie znak, a te osoby dodają zaklęcia chroniące twoje ciało i umysł. Czyni cię to bardziej odpornym na tortury, czy przesłuchania. Po nadaniu znaku przez dwadzieścia cztery godziny pozostajesz w zamknięciu, gdyż powoduje to wielki ból a nie możesz być pod wpływem żadnych środków znieczulających, nawet mugolskich, gdyż zakłóca to przyjęcie się znaku.
- Były takie przypadki? - wtrącił się Kserten – Ktoś odrzucił znak?
- Tak, było kilka, mimo ostrzeżeń byli pod wpływem alkoholu lub eliksirów uspakajających, znak przejął nad nimi całkowitą kontrolę.
- Kontrolę? - spytał chłopak.
- Tak, normalnie to ja kontroluje znaki. Jednak właśnie w takich przypadkach nie mogę mieć tej kontroli, gdyż osoby te nie mają władzy całkowitej nad swoim ciałem. Ból, jest częścią uzyskiwania przeze mnie kontroli nad śmierciożercami, bez niego znak byłby tylko tatuażem. Jednak przy braku kontroli nad swoim ciałem, znak zaczyna walczyć sam o władzę i osoba po tych kilkunastu godzinach męczarni traci rozum.
- Co się z nimi dzieje? - odezwał się Syriusz, chociaż raczej spodziewał się odpowiedzi.
- Są od razu mordowani. Są w stanie gorszym niż wilkołaki w czasie pełni. Ich rozumu już nie ma, chociaż są podstawowe instynkty i magia. Ale ty się nie musisz tym martwić, bo znaku nie dostaniesz. Na pewno nie w czasie kiedy żyje Dumbledore.
- Dobra rozumie, mogę się zgodzić na te etapy.
- Ojcze? A czy ja mogę dostać znak? - spytał Kserten. Obydwaj mężczyźni spojrzeli na niego zdziwieni.
- Syriusz myślę że już czas żebyś poszedł, jutro czeka cię ciężki dzień. - Tom wstał wskazując Blackowi drzwi. Kiedy tamtej w końcu wyszedł, spojrzał z nieokreśloną miną na syna. - Dlaczego? Przecież nie chciałeś być moim sługą.
- Nadal nie chcę. Chcę być na równi z tobą. Chce mieć władzę nad nimi. Chcę twój znak. - przy ostatnim słowach skierował wzrok z oczu ojca na jego ramię.
