Jestem robotem, to samo w sobie jest epickie

- Chcesz mi powiedzieć, że postrzeliłaś samotną, nieuzbrojoną femme!?

Arcee spięła się pod słowami medyka, ściągając ramiona razem. Dosłownie przed chwilą była zmuszona zdać raport z dzisiejszego dnia, co nie należało do najprzyjemniejszych - zważywszy co się wydarzyło, a fembotka jak widać wypadła na tym słabo.

- Wiesz przecież, że przydałaby się nam każda możliwa pomoc! W dodatku pomyśl jakie robimy wrażenie! Powinniśmy być znani jako ci, gdzie Autoboty jak i bez frakcyjni mogą czuć się bezpiecznie!

Botka stała sztywno nie bardzo wierząc w to co dochodzi to jej procesorów słuchowych. Postąpiła tak, jak zareagowałby każdy.

- Zaatakowała mnie! Skąd miałam znać jej motyw!? - Tłumaczyła się granatowa femme.

- Ale dlaczego cię zaatakowała!? Powtórz Jack! - Nakazał medyk, kierując się w stronę chłopaka, który do tej chwili opierał się wyluzowany o balustradę. Teraz natomiast podskoczył nieznacznie rozszerzając oczy.

- Ratchet, przyjacielu... - Zaczął potulnie Optimus, ale medyk chyba nawet go nie usłyszał w swojej starczej furii.

- No nie wstydź się Jack - Ponaglał, ale dzieciak skulił się tylko zauważając bardziej niż morderczy wzrok fembotki.

- Każdy z was ma trochę racji, dlatego powinniśmy rozwiązać to jak cywilizowani... - Próbował dowódca, ale miał zbyt małą siłę przebicia.

- Równie dobrze mógł być to decepticon! - Krzyczała Arcee.

- Przemoc i agresja do niczego nas nie doprowadzą, jedynie sprawi, że oddalimy się od siebie i...

- Podobno Jack próbował ją do nas doprowadzić, czemu nie słuchasz własnego podopiecznego? - Ratchet położył swoje dłonie na biodrach, co dało mu wygląd ganiącej matki.

Arcee wydała oburzone westchnienie - Może dlatego, że przez cały czas wciskał mi kit, że to tylko zwykły pojazd! - Wycelowała oskarżająco palcem w chłopaka, który wyglądał jakby miał ochotę być w każdym możliwym innym miejscu.

- Wystarczy! - Nakazał Optimus surowym tonem, na co wszyscy wzdrygnęli się zamilkli posłusznie.

Prime westchnął cicho i skierował optykę w stronę ludzkiego chłopca. - Dlaczego chowałeś przed nami tą informację? - Zapytał głosem, którego używa się do uspokajania dzieci, albo debilów.

Jack zamrugał.

- Wiesz, że gdyby stało się tak jak podejrzewała Arcee, mógłbyś być w wielkim niebezpieczeństwie. Nie bez powodu staramy się was ochraniać - Mówił dalej czekając, aż chłopak postanowi coś powiedzieć.

- Cóż... - Zaczął nieprzekonany - Obiecałem jej to... Powiedziała, że sama chce zdecydować o tym kiedy dowiecie się o jej istnieniu... - Wyznał, zabierając wzrok od dowódcy.

Arcee prychnęła i już miała zamiar coś powiedzieć, ale Prime uciszył ją podnosząc rękę.

- Myślisz, że byłaby jeszcze skłonna do nas dołączyć? - Dopytywał, na co Jack wzruszył ramioami.

- Może... - Rzucił niepewnie, ale zaraz się poprawił - Raczej tak.

Optimus pokiwał głową.

- Wiesz gdzie mogła się udać?

Dzieciak zastanowił się przez chwilę po czym strzelił palcami. - Złomowisko na skraju miasta. - Podał konkret, po czym zwrócił się do swojej opiekunki - Byłaś tam! Pamiętasz?

Femme zmrużyła optykę.

- Dobrze... - Mruknął dowódca, a potem zastanowił się przez chwilę po czym wycelował optykę w femme. - Arcee i ja za niedługo się tam udamy.

Botka zamrugała zdziwiona, ale nic nie powiedziała wykazując posłuszeństwo dowódcy. Medyk jednak nie szczędził sobie uwag.

- Czy to dobry pomysł Optimusie? Nie wiem czy sam byłbym ufny w stosunku do kogoś, kto mnie postrzelił...

Oślepiające palenie w mojej prawej ręce, zdecydowanie utrudniało poprawne postrzeganie wszechświata. Może właśnie dlatego zdecydowałam się, wrócić po moje ukryte kostki energonu - by uzupełnić to co się ze mnie wylewało.

Klęczałam właśnie na złomowym pagórku, zdrową ręką próbując odsunąć sterty gruzu. Zranioną za to trzymałam skuloną na moim podwoziu, przeklinając cicho.

Szczerze, jedyne na co miałam teraz ochotę to położenie się i rozpłakanie jak mała dziecko. Musiałam jednak pilnie uzupełnić straconą energię i nic mnie nie powstrzymało od grzebania w tych śmieciach. Nawet fakt, że kostki energonu zdawały się w tajemniczych okolicznościach zaginąć.

Wydałam dziki okrzyk by zaraz wstać z klęczek i przerąbać nogą w stertę gruzu. Niestety stałam na jakimś niestabilnym kawałku i zaraz potem wylądowałam twarzą w śmieciach.

Jęknęłam cicho gdy zraniona ręka zetknęła się z podłożem, ale silnie zacisnęłam zęby i podniosłam się sprawnie.

Nie denerwuj się. Może zostawiłaś je w środku.

Moja optyka prześlizgnęła się mozolnie w stronę złomowego pagórka.

I tak za jakiś czas umrę, więc nie zaszkodzi sprawdzić.

Westchnęłam cicho i udałam się w stronę mojego byłego lokum.

Można powiedzieć, że przewróciłam to miejsce do góry nogami. Prawdopodobnie nie nadawało się już do dłuższego zamieszkiwania. Nigdzie jednak nie znalazłam napoju bogów, a mój optymizm też miał swoje granice.

Cofnęłam się do wejścia i z całej siły uderzyłam zdrową pięścią w ścianę.

Z rozpaczy wyciągnęło mnie lekkie smyrnięcie w ramię, które szybkim ruchem ręki próbowałam znieść jednak niczego nie napotkałam. Prawdopodobnie przeciąg musiał poruszyć przywieszonym do sufitu Supermenem.

Kiedy łaskotanie powtórzyło się, bardziej nerwowo pomachałam ręką jakbym odganiała się od upierdliwej muchy.

- Durny plastik. - Przęklnęłam.

Nagle uświadomiłam sobie, że przecież nie mam w tym pomieszczeniu manekina. A raczej uświadomiło mnie o tym oburzone westchnienie zza moich pleców.

Wydałam dziki kwik i odwróciłam się gwałtownie, wizualizując sobie Boba, który spragniony zemsty przyszedł pozbawić mnie iskry. Napastnik jednak był szybszy. Zacisnął moją szyję w pięści twarzą do siebie, sprawnie mnie unieruchamiając.

Szczerze to nie wiem czy bardziej byłam zaskoczona faktem, że dwa razy większy ode mnie mech przycisnął mnie do ściany, czy tym, że nie był to Bob.

Nie, abym miała wiele czasu na analizowanie jego wyglądu, ale w głównej mierze był srebrny z czerwonym porożem na czubku głowy. Wraz z budową jego ciała przypominał trochę rzutkę.

Mech zacmokał, krótko po czym na jego twarzy pojawił się niepokojący uśmiech.

- No popatrz, czyli to jednak prawda - Powiedział, zniżając głos.

- Szczerze nie spodziewałem się spotkać jeszcze jednej femme, dlatego byłem niezwykle zdziwiony gdy do moich receptorów audio doszły słuchy, że się tutaj ukrywasz. Widocznie mój pan nie był tak konsekwentny w swoich działaniach jak mi się wydawało...

Złapałam rękoma jego pięść i próbowałam oderwać, ale ta ani drgnęła. Jedynie nieznajomy roześmiał się lekko na moje działania. W końcu spojrzałam mu w optykę i zadrżałam lekko spotykając się z krwawą czerwienią.

- Nie jesteś Bob'em. - Zauważyłam tępo, walcząc z utrzymaniem wzroku.

Jego uśmiech natychmiastowo zanikł. A on wpatrywał się we mnie uważnie przez moment.

- Bob? Kim jest Bob i czemu na Primusa miałbym nim być?

Zamrugałam.

W takim razie ten zdradziecki con musiał donieść na moje miejsce zamieszkania i jakaś grubsza ryba przyszła tutaj po moją głowę.

Przeszedł mnie dreszczyk emocji.

- W takim razie kim jesteś? - Zapytałam sto procent poważnie, ale natychmiast tego pożałowałam, gdy jego głowa wystrzeliła w moim kierunku z wyrazem wściekłości jak bicz.

- Kim jesteś? Kim jesteś!? Nie igraj sobie ze mną żałosna femme, mógłbym cię zgnieść jak robaka właśnie w tym momencie! - I jakby chcąc zaprezentować swoją siłę, jego pięść zacisnęła się powodując u mnie konwulsję.

- Jestem odpowiedzialny za śmierć tylu istnień, a ty mi po prostu mówisz, że mnie nie znasz!?

Próbowałam panicznie przeszukać mój procesor myślowy w poszukiwaniu jakiegoś znanego, tyrańskiego imienia - po czym przyjrzałam się mojemu przyszłemu oprawcy. Bezwzględny, brutalny, dominator.

- Megatron? - Zapytałam uśmiechając się nieśmiało i strzelając w jego stronę palcami.

Jego twarz wykrzywiła się w gniewie, a on sam zaczął wściekle krzyczeć.

Ojej, chyba nie.

Nie - Megatron zamachnął się by zadać mi cios swoimi szponami, a ja w panice zaczęłam grzebać dłońmi w ścianie za mną. Udało mi się chwycić poluzowany kawałek metalu, który układałam wcześniej i widząc w tym swoją szansę oderwałam go co wywołało złomową lawinę, która runęła prosto na niego.

Ledwo udało mi się utrzymać na nogach, gdy mech w końcu mnie puścił. Cofnęłam się nieco i spojrzałam jak ten próbuje wstać, ale potknął się o kawałek złomu. Byłoby to całkiem zabawne gdyby nie moja panika. Zbierając całą swoją odwagę ugięłam kolana i zamknęłam pięści, próbując naśladować bokserów. Gdy jednak temu udało się w końcu wstać i zobaczyłam różnicę naszej wielkości - postanowiłam zastosować mój tajny chwyt.

Po prostu odwróciłam się i pobiegłam w głąb posiadłości.

- Wracaj tu ty..! - Wrzasnął, ale nie wpadając na żadne ciekawe przezwisko po prostu ruszył za mną.

Moja przewaga tkwiła w tym, że doskonale przestudiowałam to miejsce i wszelkie kryjówki były mi dobrze znane. Dlatego wpadłam w pierwsze lepsze zagłębienie w ścianę znajdujące się nieco wyżej podłogi i skuliłam.

Próbując uspokoić moją rozszalałą iskrę, szybko przeanalizowałam moje szansę w stosunku do tego typa.

Nic, tylko ucieczka.

Jednak nie byłam tak silna jak mi się wydawało, a przynajmniej nie na tyle by próbować walczyć. Czemu byłam taka głupia!? Dlaczego nie mogłam mieć tych wszystkich kostek przy sobie? Nie. Nie potrzebowałabym ich, gdyby nie Arcee. Zacisnęłam mocno pięści, aż poczułam ból pochodzący z rany postrzałowej.

Jeszcze jeden powód by za nią nie przepadać.

Przygotowałam się z chwilą, gdy dobiegł mnie dźwięk uderzania obcasów o posadzkę.

Chwila, co?

Odważyłam się wyjrzeć zza ściany, a moja optyka mimowolnie została przyciągnięta do jego szałowego obuwia.

Nie udało mi się powstrzymać dziewczęcego chichotu, na który mech oczywiście zareagował skręcając w odpowiednią stronę.

Prawdopodobnie kiedyś zginę za swoją głupotę.

- Wiem, że gdzieś tu jesteś - Powiedział, będąc niepokojąco blisko mojej kryjówki.

Prawdopodobnie potrzebował tylko jeszcze paru kroków by mnie znaleźć, dlatego postanowiłam działać.

- Niespodzianka suko! - Wydarłam się i skoczyłam prosto na jego plecy. Mech zaczął dziko wrzeszczeć i próbować mnie zrzucić. Na początku trzymałam się jego... Poroża jak na dzikim rodeo, ale przez jego wierzganie się moje dłonie ześlizgnęły się w dół, a moja broda zarąbała właśnie w ten jego szpiczasty kolec na środku kasku. Zaskoczona odskoczyłam głową za bardzo w tył, przez co oboje cofnęliśmy się niebezpiecznie. W ostatniej chwili owinęłam się nogami wokół jego szyi.

- Aghr! Co ty na Unicrona robisz! Złaź ze mnie! - Con zaczął w panice wymachiwać szponami, a potem z całym impetem skoczył plecami na ścianę.

Jęknęłam, gdy jego wielkie cielsko przygwoździło mnie do powierzchni - czując się jak między młotem, a kowadłem. Dosłownie.

Próbując jakoś wyjść z opresji zaczęłam błądzić dłońmi po jego twarzy, aż w końcu zaczepiłam się o jego optykę. Nie zastanawiając się zbyt długo wcisnęłam w nią moje paluchy.

W tym samym momencie nacisk został zwolniony, wraz z ogłuszającym wrzaskiem, a ja zachwiałam się ze zdziwienia i runęłam na ziemię z wielkim hukiem.

Szybko pozbierałam się do klęczek i obejrzałam za siebie. Mój napastnik przez chwilę dziko dociskał swoją twarz, ale szybko skierował ją w moim kierunku z mordem wypisanym w jeszcze istniejącej optyce.

Zachłysnęłam się i próbowałam uciekać, ten jednak złapał mnie za nogę i przyciągnął do siebie. Z całej siły kopnęłam go w płytę czołową, ale on puścił mnie jedynie na chwilę z cichym warknięciem.

Tyle na szczęście wystarczyło, bym wystartowała do pokoju pełnego koparek.

- Zostaw mnie psychopato! - Nakazałam, nie oglądając się za siebie i pobiegłam za jeden z pojazdów.

Mechan był zaraz za mną, przez co ani się obejrzałam ganialiśmy się dookoła jednej z koparek.

Ten próbował mnie zmylić i pobiegł w przeciwną stronę, a ja zrobiłam dokładnie to samo.

- Będziesz cierpieć za swoją wyniosłość! - Odpowiedział, równie stanowczo co ja.

- Przepraszam!

Mój napastnik warknął - Teraz już za późno!

W końcu zatrzymaliśmy się na przeciwległych końcach wpatrując w siebie. Nie mogłam się powstrzymać i uśmiechnęłam się triumfalnie, ale mój uśmiech znikł gdy dwie rakiety zostały wycelowane w moim kierunku. Tym razem to on się uśmiechnął i bez namysłu wystrzelił je w moją głupią twarz.

Z wrzaskiem glebłam na podłogę, a pociski ledwo ominęły moją głowę rozsadzając pojazd za mną. Przez chwilę leżałam tak, ochraniając mój kask przed odłamkami.

Tyle wystarczyło by ten koleś przeteleportował się do mojego położenia i teraz patrzył z satysfakcją na moją skuloną ramę.

Mój wzrok jednak pobłądził w innym kierunku. Wszelkie przedmioty znajdujące się za moim wzniesionym tyłkiem stanęły teraz w ogniu. W tym...

O nie...

- Zniszczyłeś go... - Szepnęłam niedowierzając.

Mech zamarł wpatrując się we mnie tępo

- Co?

Mój antyczny manekin właśnie płoną na moich oczach, a pomazana czarnym markerem twarz zapadała się do środka w przerażający sposób.

Tylko nie manekin.

Zawyłam jak opętana i skoczyłam prosto na klatkę mecha, powalając nas obojga na podłogę.

Wszelka złość jaka była we mnie uwięziona od mojej przemiany wyszła na zewnątrz, a ja zaczęłam dziko drapać mojego przeciwnika po podwoziu. Ten był tak zaskoczony, że przez pierwsze sekundy nie wydał nawet pisku, dopiero potem uświadomił sobie swoje położenie i panicznie próbował mnie zrzucić.

Drapałam na oślep, zdzierając jego lakier i rysując to co kryło się pod nim - co było dosyć dziwne bo nawet nie miałam pazurów. Nawet ja byłam pod wrażeniem mojego rage mode. Byłam tak wściekła, że nawet porażający ból mojego nadgarstka mi nie przeszkadzał.

- Nie! Czekaj! Błagam! - Usłyszałam, a mnie udało się zatrzymać i spojrzeć w optykę cona.

Przez chwilę widziałam w niej czystą panikę, ale ta zaraz zmieniła się w podstępny uśmieszek i nim się obejrzałam poczułam jak ostre szpony przecinają mi gardło z paraliżującym bólem.

Energon wyciekł w zastraszających ilościach brudząc mnie i mecha, a ten z obrzydzeniem zepchnął mnie z siebie i wstał, na co ja niestety nie miałam szans.

Rozłożona na ziemi, próbowałam zatrzymać przepływ dłońmi co średnio mi się udało bo część nadal wylewała się z mojego ciała. Dławiłam się niemiłosiernie, a ten krążył nade mną jak jakiś dzikus.

Prawdopodobnie jako człowiek nie przeżyłabym tej rany.

Nie, abym teraz miała wielkie szanse na przeżycie.

- No i popatrz jak marnie skończyłaś - Uśmiechnął się, przyglądając się swoim szponom.

- Jakieś ostatnie słowo? Ah, ojej nie możesz... Heh, jestem komiczny - Powiedział po czym zaczął dziko rechotać.

Zmarszczyłam brwi, zastanawiając się kto do cholery przyznał mu posadę na jakiej się znajduje.

- A teraz pożegnaj się z byciem online.

Dzwonki ostrzegawcze zawyły w moim umyśle.

- Czfekhaj!! - Zachrypiałam starając się mówić nie tracąc przy tym energnu.

Con wyprostował się na chwilę i spojrzał na mnie sceptycznie

- O? Chcesz błagać o litość?

W odpowiedzi żwawo pokiwałam głową, co niezwykle spodobało się mechowi bo jego optyka zaświeciła się z ekscytacji, dokładnie jak Bob'owi gdy mówił o Megatronie.

Ten udawał, że się bardzo poważnie zastanawia wydając przy tym masę westchnień i mruknięć. - Podaj mi chociaż jeden powód, który powstrzyma mnie przed wydarciem twojej iskry.

Zamrugałam na niego tępo. Raczej nie wyglądał na skompilowaną osobowość, ale co takiego mogłam mieć czego by chciał?

Nie widząc innej opcji złapałam się pierwszej możliwej opcji.

- Aufobfoty. - Jęknęłam bezmyślnie.

- Co?

- Aufoboty.

Przez chwilę biliśmy się na spojrzenia, aż w końcu jego twarz przebiegła mimika zrozumienia, a zaraz potem wielkiego zaskoczenia.

Prawdopodobnie pomyślałabym, że już go mam - ale zdążyłam się już w większej mierze wykrwawić.

Dlatego nie zdziwiłabym się, gdyby zaraz się okazało, że przez jego długie zastanawianie skończę martwa.

Śmiesznie by było.