A/N: Witajcie, jak zwykle w sobotę! Jestem pełna nadziei, że ten rozdział przypadnie Wam do gustu.


Harry stał przed Wielką Salą w ciszy. Stał w milczeniu i czekał, z każdą minutą coraz bardziej wątpiąc w to, co zamierza zrobić. Nie wiedział nawet czy Malfoy przyjdzie. Przecież możliwe było, że ten jednak zmieni zdanie i postanowi go wystawić. Nie zdziwiłby się ani trochę, lecz jednak czekał cierpliwie, aż blondyn się zjawi. Jednocześnie jego myśli odbiegały w kierunku Snape'a, który tego samego dnia rozbudził się z śpiączki. Chciał iść z nim porozmawiać, lecz jednocześnie odkładał to w nieskończoność. Snape juz z pewnością zauważył, ze wrócił do swojego ciała, może nawet myślał, że to dzięki Harry'emu. Mężczyzna będzie miał mnóstwo pytań, na które gryfon nie ma odpowiedzi.

Zauważył nagle ruch na końcu korytarza i dostrzegł Malfoya, który szedł dumnie w jego stronę.

- Przyszedłeś – powiedział, gdy ślizgon był już obok. Nie mógł zatuszować zdziwienia w swoim głosie.

- Wątpiłeś w to? - zapytał unosząc brew.

Pierwszą rzeczą, jaką Harry musiał zrobić, to wyjaśnić Malfoyowi, że to on rozmawiał z nim, a nie Snape. Musiał to zrobić, by ślizgon bardziej mu zaufał i dzięki temu, łatwiej mu będzie wszystko wytłumaczyć.

- Chodź – powiedział, a drugi chłopak bez słowa podążył za nim. Harry zaprowadził go do kwater Mistrza Eliksirów, na co Malfoy odpowiedział cichym sapnięciem, gdy gryfon wypowiedział hasło, które nie powinno być mu znane. Weszli do środka i Harry z satysfakcją przyjrzał się zszokowanej minie blondyna.

- Zdziwiony? - zapytał w końcu.

Malfoy prędko uniósł rękę i skierował swoją różdżkę w stronę Harry'ego.

- S-skąd znałeś hasło?! Ty! Co zrobiłeś Snape'owi?! - krzyczał.

- Uspokój się, nic mu nie zrobiłem.

Więc Harry wszystko mu wytłumaczył. Zdziwiony dostrzegł, że Malfoy był dobrym słuchaczem. Nie przerywał i nie oskarżał go już więcej, tylko w ciszy słuchał, przytakując od czasu do czasu i marszcząc brwi, gdy opowieść stawała się coraz bardziej nieprawdopodobna. Harry liczył na to, że Malfoy odwdzięczy mu się za tą szczerość i nie będzie stawiał oporu, gdy Harry będzie chciał wydobyć od niego informację o Mrocznym Znaku.

- Nie wierzę, że Snape się na to zgodził – powiedział w końcu, gdy Harry skończył mówić, lecz po jego minie było widać, że uwierzył.

- Więc teraz mi powiesz?

Malfoy zastanowił się chwilę, po czym padł zrezygnowany na jeden z zielonych foteli, a Harry usiadł obok niego na drugim.

- Co dokładnie chcesz wiedzieć?

- Po pierwsze, jak dokładnie działa ten znak?

- Wiem tyle, że dzięki niemu on może wzywać swoich popleczników. Każdy kto ma znak, czuje w tym momencie ból, a jego znak pali i staje się czarny. Śmierciożercy przyciskają dłoń do znaku, i aportują się do niego.

- W porządku. Wiesz jak się go tworzy?

Draco zadrżał.

- Nie – odpowiedział szorstko. - Następne pytanie.

- Okej. Czy jest jakaś możliwość, żeby dwie osoby aportowały się razem? To znaczy, żebym mógł aportować się z kimś, kto ten znak posiada?

- Nie wiem – zawahał się. - Może. Wątpię, żeby ktoś kiedykolwiek próbował.

- Może jakieś zaklęcie, eliksir? Cokolwiek.

- Mówię ci, że nie wiem, Potter.

Harry zamyślił się na chwilę. Tak, to miało sens. Trzeba tylko znaleźć jakieś zaklęcie, a na pewno było takie. Chyba nawet o nim słyszał. Hermiona trafiła na nie, gdy uczyła się do SUM'ów. Nie zwrócili wtedy na nie uwagi. Teraz Harry przypomniał sobie o nim.

- To wszystko? - usłyszał Malfoya.

Przytaknął tylko, a blondyn wstał.

- Jeśli będziesz czegoś jeszcze... - nie dokończył. Zamyślił się chwilę, po czym wyszedł.

Musiał znaleźć Hermionę, by zapytać, czy ona pamięta o tym zaklęciu. Była taka możliwość więc musiał to sprawdzić. Jeśli zapomniała, to w końcu zawsze ma tą pewność, że to zaklęcie było, i nie będzie szukał, nie wiedząc czy obiekt poszukiwań w ogóle istnieje. Nie wiedział gdzie szukać dziewczyny. Nie spędzał z przyjaciółmi już tak wiele czasu jak kiedyś i bardzo tego żałował.

Udało mu się ją znaleźć w pokoju wspólnym gryfonów, co oczywiście nie było żadnym zaskoczeniem. Siedziała jak zwykle w książkach, od czasu do czasu przypatrując się grze, w którą grał Ron i Dean.

- O, Harry! Zagrasz z nami? - powitał go okrzyk przyjaciela.

- Może następnym razem, wiesz, że nie jestem w tym dobry – odpowiedział, po czym skierował wzrok w stronę Hermiony. - Możemy porozmawiać?

Dziewczyna wstała i razem wyszli z pokoju wspólnego.

- O co chodzi, Harry? Czy coś się stało? - zapytała zaniepokojona.

- Nie, po prostu potrzebuję twojej pomocy.

- Jasne, w czym?

- Pamiętasz może takie zaklęcie, dzięki którego można było związać się z osobą, która się aportuje?

Dziewczyna zamyśliła się na chwilę.

- Chyba nie wiem o co ci chodzi. Jeśli chcesz się z kimś aportować, wystarczy, że chwycisz tą osobę za rękę.

- Nie, nie. Chodzi bardziej o aportację taką, jak za pomocą świstoklika, lub może...

- Harry – przerwała mu. - Powiedz po prostu o co chodzi. Widzę, że coś ukrywasz.

Nagle drzwi od portretu otworzyły się, i po chwili ujrzeli rudą czuprynę Rona.

- No więc? Co knujecie? - zapytał, gdy stał już obok nich. Harry rzucił mu pytające spojrzenie. - Daj spokój, stary. Po twojej minie od razu poznałem, że planujesz coś fajnego i zdecydowanie nielegalnego.

Harry westchnął cicho. Był aż tak przewidywalny?

- To co chcę zrobić, nie jest fajne – odpowiedział.

- W porządku, o co chodzi? - zapytał.

- Ron, to będzie ryzykowne, niebezpieczne. Nie chcę was w to wciągać, potrzebuję jedynie jednego zaklęcia od Hermiony.

- Daj spokój, stary bo poczuję się urażony. Wiesz, że jesteśmy z tobą bez względu na wszystko.

Hermiona przytaknęła.

- Ech, dobra. Spotkajmy się w bibliotece, za dziesięć minut, wszystko wam wyjaśnię.

Westchnął, po czym wrócił do pokoju wspólnego i skierował się w stronę swojego dormitorium. Zabrał stamtąd eliksir wielosokowy z włosem Snape'a. Przyjrzał się buteleczce i przypomniał sobie o mężczyźnie. Powinien z nim porozmawiać. Nie mógł wciąż odkładać nieuniknionego. Nawet nie zauważył, gdy nogi zaprowadziły go pod Skrzydło Szpitalne. Niepewnie nacisnął na klamkę i wszedł do środka. W pomieszczeniu nie było prawie nikogo, jedynie mężczyzna leżący na łóżku, z książką w dłoni. Gdy usłyszał dźwięk otwieranych drzwi, odłożył książkę. Przez chwilę przyglądał się Harry'emu nieodgadnionym wzrokiem. Gryfon podszedł trochę bliżej.

- Wciąż mam się nie wtrącać? - zapytał w końcu Harry. - Nadal sądzisz, że to dobry pomysł?

Snape milczał.

- Sądzę, że powinienem się wtrącić i w końcu mieć coś do powiedzenia w tej sprawie.

- Może się myliłem – przyznał w końcu Snape. - Co się stało?

- Sam chciałbym wiedzieć, lecz czy to takie ważne? - wzrok Harry'ego powędrował w stronę ramienia Severusa. Mężczyzna od razu to zauważył.

- Potter – powiedział starając się zabrzmieć ostro, lecz nie wyszło mu to ani trochę. Patrzył otępiały, jak chłopak podchodzi bliżej i gwałtownym ruchem podciąga rękaw jego koszuli odsłaniając wciąż zaczerwieniony znak. Kilka nitek pękło, gdy wykonał ten ruch.

Snape nie wiedział dlaczego czuje wstyd, nasilający się z każdą sekundą podczas której zielone oczy Harry'ego badawczo przyglądały się Mrocznemu Znakowi. Czuł wstyd głęboko siedzący w jego żołądku, rozchodzący się po całym ciele, krążący w żyłach.

Harry wciąż patrzył. Coś intensywnego było w tym spojrzeniu. Severus nie mógł odwrócić wzroku od twarzy chłopaka, mimo wstydu jaki odczuwał. Nie wiedział dlaczego nie był w stanie wyrwać ręki z uścisku chłopaka.

Harry zastanawiał się jakie wytłumaczenia skrywa ten niewielki znak. Jakiego rodzaju magi trzeba było użyć by go stworzyć i co trzeba będzie zrobić, by móc aportować się, nie mając go na swoim ramieniu. Setki myśli i pytań spłynęły na niego niczym nawałnica, i krążyły w jego głowie.

Puścił w końcu rękę Severusa i przeniósł swój wzrok na niego. Nie wiedział jak wytłumaczyć swoje nagłe zachowanie, więc po prostu odwrócił się na pięcie i skierował w stronę drzwi.

Zatrzymał się dopiero przy nich. Odwrócił się i dostrzegł, że mężczyzna wciąż przypatruje mu się, a na jego twarzy wiele emocji mieszało się ze sobą.

- Dobranoc – powiedział, czując, że nie powinien odejść bez słowa.

I wyszedł.


Komentarze będą mile widziane :).