Harry polerował puchar. Był to naprawdę, naprawdę duży puchar. Podczas mechanicznego pocierania naczynia „Wszystkoczyszczącą Ściereczką Pani Wans" obliczył, że zmieściłoby się w nim około czterdzieści butelek kremowego piwa, co daje prawie dwadzieścia litrów. Tak, puchar był duży.

Jedyną jasną stroną tej bardzo złej sytuacji, był fakt, że Flitch nadzorował piętnastu gryfonów, pracujących w kilku oddalonych od siebie miejscach. By każdemu z nich zapewnić przydziałową porcję łajań, gróźb i przypomnień „jakie to kiedyś były kary", woźny dwoił się i troił. Obecnie plastycznie opisywał jakiś średniowieczny sposób karania chłopakowi pracującemu w komacie obok; przykuwanie za ręce do sufitu czy inna tortura w tym stylu. Harry wiedział, że kolega jest piąto rocznym, więc dobrze wie, ile znaczy gadanie Flitcha. Gdyby maltretował tak jakiegoś szczeniaka, Harry może nawet zdobyłby się na przewrócenie któregoś z mniejszych pucharów, by odciągnąć uwagę woźnego od ofiary.

Rdza schodziła powoli, bardzo powoli. Większość trofeów Flitch (rękami karanych uczniów) utrzymywał w stanie nienagannej czystości. Jednak kilka zawsze się gdzieś zapodziało, wpadło za regał albo było zbyt kiczowate, by stać na widoku. Te puchary porastały rdzą beztrosko i obficie, póki ktoś sobie o nich nie przypomniał. O tym, który polerował Harry, przypomniała sobie Minerwa MacGonagall. Należał do trzeciej kategorii; Złoty Chłopiec widział wiele drogiej szmiry w domach sąsiadów i przyjaciół Dursleyów, jednak ten okaz był naprawdę imponujący: połączenie złota i platyny, podstawa opleciona wieńcem z niezliczoną ilością listków, nad tym hipogryfy, brzegi ozdobione trzykrotną falbaną i szlaczkiem złożonym z atrybutów Założycieli Hogwartu oraz wielki, pisany powywijaną kursywą napis: Za zajęcie pierwszego miejsca w Plebiscycie na Najseksowniejszą Siwą Brodę dla Albusa Dumbledore'a od miesięcznika „Czarownica". Harry nie dziwił się, że ta nagroda od kilkunastu lat leżała w piwnicy w dole na ziemniaki.


James Józef Howeth stanął jak na baczność przed gronem pedagogicznym. Był jednym z tych ślizgonów, z których Snape był naprawdę dumny: wysoki, przystojny, bystry, ze świetnymi manierami i prawdziwie ślizgońskim podejściem do życia. Zdecydowanie zasługiwał na miano „wężyka".

- ZŹŻ – wypowiedział płynnie.

Pamiętnik wydał coś podobnego do krótkiego „puf!"; zamek puścił.

- Dziękujemy ci, Jamesie – rzekła z godnością MacTransmutacja. Godność była ostatnio towarem deficytowym w jej zachowaniu, więc miała zamiar okazać jej jak najwięcej w obecności bezczelnego ślizgona, który twardo chodził na zajęcia z transmutacji i od pierwszego dnia strasznie ją irytował. – Możesz już iść.

- A może lepiej niech zostanie – przerwał jej Dumbledore. – Kartki są puste.

- Jak to, puste! – Minerwa bardzo nieprofesjonalnie wyrwała mu książeczkę z rąk.

Przekartkowała ją szybko. Welinowe stronice bielały nieskalane nawet kroplą atramentu.

- Przepraszam – James Józef w jednej chwili znalazł się obok profesorki i delikatnie wyjął jej pamiętnik z dłoni. Nim zdążyła zaprotestować, przeczytał:

- Dziś jest drugi dzień nowego roku szkolnego. Nie chce mi się nic robić, jestem taka zmęczona po imprezie we wspólnym…

- Jak to zrobiłeś? – zapytał Severus.

- To pamiętnik obłożony zaklęciem Leginon – wyjaśnił ślizgon. – Są teraz bardzo modne, wielu uczniów takich używa.

Zaciekawione spojrzenia kilku par nauczycielskich oczu powiedziały mu, że oni o nich nie słyszeli. Tak, kadrę mamy doskonałą, ale trochę nie na czasie.

- Polega to na tym, że producent rzuca na papier zaklęcie, które pozwala na nim pisać i czytać tylko osobom, które znają dany język.

- Rzucone przy produkcji, więc nie da się go zdjąć – mruknął Flitwik.

- Pamiętnik jest zamykany i pieczętowany – mówił dalej James Józef. – Kto złamie pieczęć, ten podaje język. Jasmine musiała wybrać polski.

- Wniosek z tego taki, że tylko ty możesz go przeczytać, tak? – zapytała Minerwa z bardzo niemiłym grymasem.

- Tak.

- No cóż, droga Minerwo – rzekł Dumbledore – jestem pewien, że nasz młody przyjaciel potrafi dochować tajemnicy, prawda chłopcze?

„Droga Minerwa" prawie zezowała, chcąc spiorunować spojrzeniem jednocześnie i jego, i Howetha.

- Oczywiście, panie dyrektorze – James Józef skłonił się ceremonialnie. – Dotrzymywanie tajemnic to jedna z umiejętności, jakich nabywamy w Slytherinie.