Nie miała złudzeń, że rozzłoszczony małżonek nie posłucha jej próśb. W końcu nie wiedziała jakim jest człowiekiem, praktycznie go nie znała. Jej ciało zesztywniało, wiedziała, że ją zgwałci, nie miała co do tego żadnych wątpliwości. Mimo najszczerszych chęci wyrwania się z jego uścisku, dziwnym trafem nie potrafiła się poruszyć. Jej oczy zwilgotniały. Spróbowała powstrzymać łzy, lecz bezskutecznie. Wkrótce popłynęły po policzkach, tworząc mokre dróżki. Usiłowała zamknąć oczy i wyobrazić sobie, że to John jej dotyka, pieści i szepcze słowa miłości, ale niestety nie mogła się skupić. W jej głowie krążyła tylko jedna myśl, jeden fakt, że jej świeżo poślubiony mąż ją gwałci. Cichy, rozpaczliwy jęk, który przypadkowo wyrwał się z jej gardła coś zmienił. Poczuła jak się podnosi, nadal przytrzymywał ją udami, ale teraz bardziej na niej siedział, niż leżał. Uwolnił jej dłonie z krępującego uścisku i otarł jej łzy, co ją zaskoczyło.
- Nie, moja droga. Nie wezmę cię siłą. Wybacz mi za to.- odparł wstając.
Odszukał swoje rzeczy porozrzucane po podłodze. Chwycił rzemyk i wsunął go do spodni, ale przez jego nabrzmiałą męskość ciężko było mu je zawiązać, więc pozostawił je luźne. Następnie podniósł z podłogi peniuar Elizabeth i rzucił jej go na łóżko, tak aby kobieta mogła go dosięgnąć i się okryć. Księżna skorzystała z okazji i ciasno zawiązała szlafrok, oparła się o poduszki u wezgłowia łóżka i przyciągnęła do siebie kolana, obejmując je rękami. Fryderyk tymczasem chodził półnagi po pokoju, trzymając się za głowę. Był głęboko pogrążony w rozmyśleniach i ciężko oddychał, domyśliła się, że próbował się uspokoić. Nie odezwała się ani słowem, czekała aż on to zrobi. Po prostu go obserwowała, zastanawiając się co teraz.
W sumie nie miała nic przeciwko skonsumowaniu tego związku, wiedziała, że to jej obowiązek. Bez tego małżeństwo nie było pełnoprawne, co oznaczało, że jej umowa z księciem w każdej chwili mogła zostać wycofana, co byłoby niedopuszczalne! Atlantyda nie mogła sobie pozwolić na utratę takiej okazji, jak otrzymanie ZPM i to za tak niewielką cenę jak jej szczęście. Zawsze gardziła tymi wszystkimi romantycznymi bzdetami, była kobietą praktyczną (dopóki nie spotkała Johna Shepparda) i tak też wyszła za mąż. Z rozsądku, aby dopełnić warunków traktatu.
„To małżeństwo to transakcja i tak musze do tego podchodzić, a przestać myśleć o moim ukochanym. Nikt i nic nie zmieni tego, kogo poślubiłam. Poza tym Fryderyk może jest nieobliczalny, ale jak tylko spełnię swoje obowiązki, to zostawi mnie w spokoju. Będę wolna, a do tego czasu… To przecież tylko kilka nocy we wspólnym łożu. John zrozumie, nie ma wyjścia. A ja w końcu powiem mu że nie ma sensu dłużej czekać, kiedy tylko Fryderyk wyjdzie. Kocham Johna i przecież dotrzymam mu wierności, ale nie jest moim mężem. Muszę to zrobić!"
Elizabeth podniosła głowę i przetarła oczy, następnie przeczesała ręką włosy i powoli zsunęła się z łóżka. Małymi, dumnymi krokami podeszła do siedzącego przy stole małżonka. Wyglądał nie jak potężny władca, ale jak człowiek zdruzgotany, odrzucony. W ręce trzymał kielich z winem, które sączył małymi łykami. Stanęła za nim wpatrując się w jego nagie, umięśnione plecy i opadające na nie czarne włosy, spięte w luźny kucyk. Nie czuła do niego wstrętu, mimo tego co się chwilę wcześniej między nimi wydarzyło. Wręcz przeciwnie nadal ją pociągał. Był przystojny, postawny i miał to coś w sobie, co zawsze ją fascynowało w mężczyznach. W innym wszechświecie, gdyby nie znała Johna, zapewne to jego by pokochała. Wahała się przez chwilę zanim jej dłonie dotknęły jego ramion. Kolistymi ruchami zaczęła je masować. Fryderyk oderwał się od wcześniejszego zajęcia i poddał całkowicie żonie, opierając się tym samym o oparcie krzesła. Spojrzał w górę na jej piękną twarz, nadal trochę zaróżowioną i załzawioną. Poczuł ukłucie w sercu, że to on jest przyczyną tego stanu rzeczy. Chciał skrzywdzić Shepparda, ale nie Elizabeth. Zabawne, że tylko po przez sprawienie jej bólu, mógł osiągnąć swój cel i mścić się na podwładnym swojej żony.
„Będę musiał znaleźć inny sposób. Ona nie zasługuje na cierpienie." Pomyślał dotykając jej dłoni.
- Fryderyku kiedy przyszedłeś tutaj powiedziałam ci, że jestem gotowa spełnić swój małżeński obowiązek. Mimo tego co się przed chwilą wydarzyło…- wstrzymała oddech.- …ja nie zmieniłam zdania.
- Elizabeth?- odwrócił się.
- Wiem, że poniosły cię emocje. Ale w przyszłości, ostrzegam, nie mam zamiaru tolerować takiego zachowania!- podniosła głos, aby osiągnąć zamierzony efekt, jednakże kontynuowała już spokojniejszym tonem. - Nie będę tego ukrywać, nie kocham cię. Nawet jeśli przez chwilę, mogłeś sądzić inaczej, to niedopatrzeniem z mojej strony było, że nie wyprowadziłam cię z błędu. Aczkolwiek teraz jesteśmy małżeństwem. Sprawy mają się inaczej…
Przełknęła ślinę, robiąc pauzę. Starała się ostrożnie dobierać każde słowo, mimo, że negocjacje były dla niej chlebem powszednim, to tutaj chodziło o znacznie większą stawkę niż pieniądze i wpływy polityczne.
- Moja żono, pragnę cię, zdajesz sobie chyba z tego sprawę?- kiwnęła twierdząco głową robiąc krok do tyłu, kiedy Fryderyk wstał z krzesła.
Stanął naprzeciw niej oglądając ją z podziwem. Objął ją w pasie, przyciągając do swojego ciała, tak blisko, iż przez jego spodnie mogła poczuć nabrzmiałą męskość. Następnie pochylił się ku małżonce, ujął jej twarz w dłonie i namiętnie pocałował. Instynktownie rozchyliła wargi i poczuła jego język. Elizabeth uniosła dłonie, dotknęła i pogładziła Fryderyka po twarzy, przejechała palcami po lekkim szorstkim cieniu na brodzie, zachwyciła się gładkością policzków, oderwała usta od jego warg i pocałowała jego mocno zarysowaną szczękę. A potem, kiedy jego wargi odnalazły jej szyję, wytyczyły szlak aż do rozcięcia w szlafroku, nagle oderwała ręce od jego twarzy i objęła za szyje, zanurzając palce w jego włosach. Wyraziła akceptacje na dalsze pieszczoty. Fryderyk tymczasem nie próżnował i szybko, muskając i delikatnie podgryzając przy tym jej ucho, rozwiązał peniuar kobiety. Materiał płynnie opadł na ziemię, pozostawiając dr Weir nagą. Książę odsunął się, aby mieć lepszy widok. Oblizał wargi napawając się pięknem małżonki, jej małymi, aczkolwiek pełnymi i nabrzmiałymi piersiami oraz płaskim brzuchem i zachęcającym wcięciem w talii. Elizabeth uświado miła sobie, że z trudem chwyta powietrze, jakby w oczekiwaniu na jego akceptacje.
- Tak. Tak.- obszedł ją w około, a następnie uśmiechnął się pod nosem.- Jesteś doskonała.
Fryderyk ponownie przywarł do niej i obsypał pocałunkami, które Elizabeth z cierpliwością przyjęła. Poczuła, że delikatnie popycha ją do tyłu, dopiero kiedy jej nogi ugięły się i razem wylądowali na łóżku. Mężczyzna wykorzystał chwilę, aby pozbyć się spodni, zanim wślizgnął się na nią. Pocałunkami zaznaczył swoje terytorium; jej stopy, łydki, zewnętrzną stronę ud, aż zatrzymał usta na jej piersiach. Spojrzała na jego smukłe i zwarte ciało! Pogładziła szeroką pierś i ra miona, wyczuwając pod palcami twarde mięśnie. Kiedy go pieściła, Fryderyk języ kiem drażnił sutki, aż zesztywniały tak, że Elizabeth krzyknęła z rozkoszy. Całkiem zapomniała o wcześniejszej sytuacji, jego zachowaniu oraz Johnie, o którym myślała przez większość czasu, kiedy to mąż jej dotykał.
„Jakie to dziwne, że dopiero teraz poczułam, że tak naprawdę to co robię jest właściwe. Taka jest kolej rzeczy!" Pomyślała, gdy Fryderyk przerwał pocałunki i rozchylił jej uda. Podniosła głowę, aby spojrzeć mu w oczy.
- Nie mam zamiaru czekać, jesteś aż nadto gotowa, moja pani.- wyszeptał zachrypniętym głosem.
Przyciągnęła go do pocałunku, a on wszedł w nią. Odchylając głowę na poduszki, Elizabeth poczuła lekki ból. Mimo wcześniejszych pieszczot nie była do końca gotowa na to, aby przyjąć go całego. Cóż mogła na to poradzić, członek jej małżonka był olbrzymi i wiedziała, że da oby dwojgu dużo przyjemności. Oddała mu się całkowicie. Jego usta stały się natarczywe, atakując jej szyje oraz piersi, zmusiły ją w końcu do przyznania, że całkiem jej się to podoba i pragnie więcej. Nie miała w swoim łóżku tak namiętnego mężczyzny od… chyba nigdy. Simon… on był inny, stateczny, dokładny i sterylny do granic możliwości, rzadko kiedy udawało mu się doprowadzić ją do końca, a zaraz po tym szybko uciekał pod prysznic, jakby chciał zmyć z siebie jej zapach, bo czuł się brudny.
Fryderyk wyczuł, że znowu odpłynęła gdzieś daleko w myśli, więc pocałował ją, starając się przywrócić jej uwagę. Udało mu się to i zadowolony zwiększył tempo. Jego pchnięcia stały się szybsze i głębsze, nie musiał długo czekać, aby jego żona wiła się w ekstazie, nie panując nad sobą i tracąc tą pokerową minę, którą przez cały czas nosiła na twarzy. Niedługo później on także szczytował, eksplodując w jej wnętrzu. Poczuła jego ciepłe nasienie rozlewające się w jej łonie oraz mokra stróżkę wyciekającą na prześcieradła, kiedy Fryderyk opuścił jej wnętrze. Zmęczony opadł na poduszki obok niej i przyciągnął do siebie, całując nagie ramię kobiety.
- Jestem pewien, że właśnie poczęliśmy syna, żono!
TBC
