Od ostatniego rozdziału minęły prawie dwa lata... Hmmm, dlaczego? Odpowiedzi jest wiele, brak weny, czasu, zmęczenie innymi obowiązkami... Nigdy nie porzuciłam opowiadania, ale też nie posuwałam się z pisaniem na przód. Nie napiszę że wróciłam, bo nigdy nie odeszłam. Czy teraz rozdziały będą pojawiały się częściej? Mam nadzieję. Rozdział nie jest zbyt długi, jednak można nazwać go odkurzeniem klawiatury, myślę też że w nadchodzącym tygodniu pojawi się kolejny. Uprzedzam jednak że pracuję do godziny 17 nie pozostaje więc zbyt wiele czasu na inne sprawy.
Mam jeszcze kilka spraw do przekazania, resztę ogłoszeń jednak umieszczę pod rozdziałem. Prosiłabym o zapoznanie się z nimi.
A teraz zapraszam na rozdział? Rozdzialik, o tak, to lepsze określenie.
xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx
Rozdział Trzynasty
Rozterki
Chcieć, nie zawsze znaczy móc
Móc, nie zawsze znaczy potrafić...
x x x
Powinienem przewidzieć, że to się tak skończy...
Cholera!
Za niecałe pięć minut miał przyjść po niego Draco, jednak on wciąż stał przed lustrem, zastanawiając się, czy nie powinien jednak się przebrać. Nie chodziło wcale o to, że ubrania które dostał poprzedniego wieczoru źle na nim leżały, wręcz przeciwnie, pasowały idealnie. Jeśli miał być sam przed sobą szczery, to chyba po raz pierwszy jak tylko sięgał pamięcią, miał na sobie coś w swoim rozmiarze co zarazem nie było częścią jego szkolnej garderoby.
Nie chodziło także o materiał z jakiego były wykonane ubrania, ani nawet o ich kolor. Bez skrępowania przyznał, że czarne, wąskie spodnie i tego samego koloru, jedwabna koszula, prezentowały się na nim całkiem nieźle. Nie mógł zaprzeczyć, że podoba się sobie w nich, jednak to nie one go martwiły. Po raz kolejny przyglądając się trzymanej w ręku rzeczy, miał ochotę po prostu ją wyrzucić.
Dlaczego nie dostałem normalnego garnituru, jak już tak bardzo chcieli żebym był ubrany elegancko? Jak nie chcieli ubierać mnie w mugolski garnitur, mogli dać mi zwykłą szatę czarodzieja, z jakiej więc racji mam włożyć TO na siebie?
Kto wpadł na tak idiotyczny pomysł, by ta cholerna marynarka była aż tak długa? Czy to coś właściwie w ogóle można nazwać marynarką?! No i czemu te przeklęte rękawy... - szlag!
Czy oni zrobili to specjalnie?!
Czując, że zaraz najzwyczajniej w świecie dosadnie pokaże co o tym wszystkim myśli, wziął kilka uspokajających oddechów. W głębi duszy zdawał sobie sprawę, że to idiotyczne przejmować się tak błahą sprawą jak najzwyklejsza marynarka. Nigdy wcześniej nie przykładał zbyt wielkiej uwagi do tego co nosi. To prawda, że nie przepadał za chodzeniem w workowatych rzeczach po "Dudziaczku", ale w innej sytuacji, jeśli miał na sobie coś we właściwym rozmiarze, nie miał dla niego znaczenia kolor lub krój ubioru.
Tym razem jednak było inaczej i dobrze wiedział jaki jest tego powód.
Obiad.
Jeszcze tego popołudnia miał się spotkać z kolejnymi Malfoy'ami na rodzinnym obiedzie. Sam wciąż nie uważał się za jednego z nich, jednak nie chciał przed nimi wyjść na półgłówka który nie wie jak się ubrać lub zachować.
Czemu się tak przejmował tym jak go ocenią? Sam nie wiedział dlaczego...
Ponownie spojrzał na zegarek i wiedząc, że nie ma już czasu zrezygnowany w końcu narzucił ją na siebie. Wsuwając dłonie w rękawy, odrzucił włosy na plecy i utkwił wzrok w zwierciadle, przyglądając się krytycznie, temu co widzi.
Marynarka wykonana była z jakiegoś ciężkiego, miękkiego w dotyku materiału. Zupełnie nie znał się na tych sprawach, nie potrafił więc określić co to było, zresztą większą uwagę przykuwał do jej kroju.
Wąskie rękawy marynarki, kończyły się wywiniętymi mankietami, grubo obszytymi srebrną nicią, układającą się w jakiś skomplikowany wzór. Nie miała ona kołnierzyka ani guzików, zamiast tego jednak w miejscu gdzie powinny się one znajdować, umieszczony został pas szerokości blisko dwóch centymetrów, z wzorem symetrycznym do tego na mankietach. Najdziwniejsze jednak dla Harry'ego w tym wszystkim było to, że sięgała mu za kolana.
Nie ma mowy żebym w czymś takim komukolwiek się pokazał! Czy ten chory sprzedawca myśli, że skoro sam ubiera się jak czubek, to inni z chęcią pójdą za jego przykładem?! Nie ma mowy! Nie zamierzam chodzić ubrany w taki sposób! Na pewno w tym nie wyjdę, nawet jeśli ktoś miałby mi za to zapłacić!
- Całkiem, całkiem królewno. Kto by przypuszczał że wystarczy kilka drobnych zmian byś z fajtłapy za jakiego uchodziłeś przez ostatnie kilka lat, wyłonił się chłopak na którego można spojrzeć bez narażenia się na ból głowy.
Słysząc za sobą głos Draco, zgrzytnął zębami, stwierdzając w duchu że zwrot "drobne zmiany" jest ostatnim jaki pasuje do jego obecnej sytuacji.
・ Jak długo jeszcze zamierzasz wpadać tutaj bez pukania? Nikt cię dotąd nie nauczył, że tak nie wypada? - syknął, odwracając się w jego kierunku. W tej samej chwili spostrzegł, w co ten jest ubrany. Czarne spodnie i ciemnozielona koszula, całkiem nieźle komponowały się z rozpiętą, czarną marynarką, którą miał zarzuconą na wierzch. - jak tylko obejrzał go od stóp do głowy, jego rozeźlenie się pogłębiło.
・ Dlaczego masz na sobie normalny garnitur, a ja wyglądam jak pieprzony arystokrata który pomylił stulecia?!
- Cóż... widocznie Dubois uznał że nie jesteś tak do końca normalny i garnitur się dla ciebie nie nadaje. Wiesz, nie każdy może być tak idealny jak ja...
・ Ja cię zaraz... - zaczął, gdy po tych słowach Draco uśmiechnął się niewinnie i powoli do niego podszedł. Miał ochotę najzwyczajniej w świecie mu przywalić, wcale się przy tym nie przejmując sięganiem po różdżkę, jednak zamarł gdy ten pochylił się nad nim i szepnął mu do ucha:
・ Pan Dubois uznał, że taki krój najlepiej pasuje do twojej sylwetki, a ojciec się z nim zgodził. Ja także uważam, że Dubois odwalił kawał dobrej roboty.
Nie wiedział co ma odpowiedzieć. Z jednej strony miał ochotę warknąć, że sam może wybierać sobie rzeczy, z drugiej jednak fakt, że ten uznał iż dobrze wygląda, zmieszał go. Po raz kolejny zerknął na swoje odbicie, przyglądając mu się krytycznie. Wciąż czuł się dziwnie w tym co ma na sobie, z niechęcią jednak musiał przyznać rację Draco. Nie wyglądał źle.
- To twoja pierwsza oficjalna wizyta, musisz więc być ubrany nienagannie, tego wymaga etykieta. Poza tym naprawdę dobrze ci w tym Ha... Alex. - słysząc to, zaskoczony ponownie odwrócił się w stronę Malfoy'a. Draco po raz pierwszy nazwał go tym imieniem.
Alex...
Dziwnie było to słyszeć. Nie uważał tego imienia za swoje, ale zdawał sobie sprawę także z tego, że imię "Harry" tez nie jest jego. Odbicie w szklanej tafli lustra dobitnie mu o tym przypominało.
Tak naprawdę sam nie wiem kim jestem... nie wiem.
・ Powinieneś jeszcze spiąć włosy. - Gdy Draco machnął ręką w stronę pozostawionej na szafce aksamitnej wstążki, odsunął na bok rozmyślania i warknął w jego stronę:
- Nawet o tym nie myśl. Nigdy więcej nie włożę tej cholernej wstążki! Wtedy to już na pewno będę wyglądał jak jakiś cholerny arystokrata który zapomniał który obecnie mamy rok!
- Nie denerwuj się księżniczko, złość piękności szkodzi.
・ Przestań, nazywać, mnie, księżniczką!
・ Tak tak, księżniczko. Poza tym, tak do twojej wiadomości. Ty jesteś arystokratą.
・ Co proszę?
・ Malfoy'owie należą do jednego z pięciu najstarszych czarodziejskich rodów czystej krwi. Jesteśmy tym samym…
・ Nie kończ. Proszę. Chyba mam już dość.
・ W porządku. Zepniesz włosy? – Zgrzytną zębami, gdy Draco niewinnie zaczął się zbliżać, do szafki na której wciąż leżała wstążka.
・ Nawet się nie waż!
・ Przecież będziesz wtedy...
・ Malfoy! Bo zacznę nazywać ciebie tchórzofretką! – syknął. Chciał jeszcze coś dodać, przerwał mu jednak śmiech Draco.
・ Twoja mina...
Draco ponownie parsknął, po czym szybkim krokiem skierował się w stronę drzwi, machnięciem ręki polecając mu iść za sobą. Nie widział najmniejszego sensu w spieraniu się z nim, wziął więc głęboki oddech i podążył za nim.
Szedł wolno. Opaska na nodze umożliwiała mu swobodne chodzenie bez niczyjej pomocy, jednak nawet z nią noga nie była tak sprawna jak wcześniej. Tak jak ostrzegał go Snape, nie był w stanie zmusić kolana do większego wysiłku. Dzięki stabilizatorowi był w stanie utrzymać równowagę, wiedział jednak że nie ma nawet mowy o tym by mógł zbyt szybko chodzić, o bieganiu już nie wspominając.
Mam i tak dużo szczęścia że mogę chociaż tyle... Po tym co chciał mi zrobić Dumbledore mógłbym teraz nawet... - wzdrygnął się.
- Chodź, chodź. Rodzice już na nas czekają. Powóz już dawno podjechał.
- Powóz?
Jaki powóz?
- Jedziemy powozem?!
- A jak zamierzałeś się tam dostać? Za pomocą sieci Fiuu? Wiesz jak byś wyglądał po wyjściu z kominka? Czy może chciałeś spróbować teleportacji do miejsca które w całości jest obłożone zaklęciami antyaportacyjnymi?
Widząc że Malfoy jawnie z niego szydzi, po raz kolejny zgrzytnął zębami postanaiwąjąc że więcej się do niego nie odezwie. Przynajmniej na razie...
xxxxxxxxxxxxx
Delikatne kołysanie powozu, bezszelestnie mknącego przed siebie, powoli zaczynało go usypiać. Jechali już dobre pół godziny, Przez całą drogę wpatrywał się w przemykające za oknem pola, lasy i drogi które były jedynym świadectwem tego, że w rzeczywistości przemierzyli znacznie większa odległość niż byłoby to możliwe w czasie podróży normalnym powozem.
Magia. Chociaż od tylu lat miał już z nią do czynienia, ta wciąż go zaskakiwała. Jednak fascynacja krajobrazami wcale nie była powodem tego dlaczego wciąż uparcie wpatrywał się w okno.
Czuł się skrępowany. Tuż obok niego siedział Draco, do którego obecności oraz nowego zachowania jakoś powoli się przyzwyczajał, jednak... na przeciw niego siedział Lucjusz z Narcyzą i to właśnie oni byli powodem jego obecnego samopoczucia.
Wciąż nie wiedział jak ma się do nich odnosić, ani nawet co ma o nich myśleć... To wszystko po prostu działo się zbyt szybko. Zdarzały się momenty że miał ochotę wejść pod kołdrę do łóżka i po prostu w nim zostać. Nie myśleć o tym kim był kim jest, ani kim ma się stać.
Chciał choć przez kilka minut być od tego wszystkiego wolny...
- Dojeżdżamy. – Nim cicha wypowiedź Lucjusza na dobre przebrzmiała, powozem delikatnie szarpnęło i zatrzymali się.
- Mam nadzieję, że Brykcjusz jest na kolejnej delegacji i nie zdołał przybyć na dzisiejszy obiad. Nie zdzierżę jego obecności. - zdegustowane słowa wysiadającej Narcyzy zaintrygowały go, jednak gdy spojrzał pytająco w stronę Draco, ten jedynie wyszczerzył się do niego, nie wysilając na żadną odpowiedź.
- Kim jest... - zaczął ponownie, nie mając zamiaru tak szybko ustąpić, lecz i tym razem jedyne co uzyskał to wymowne "zobaczysz".
Zirytowany tego rodzaju zbywaniem, posłał mu wściekłe spojrzenie i nie oglądając się na niego, także opuścił powóz. Oślepiony na kilka sekund przez promienie popołudniowego słońca zamrugał, po czym wmurowany zapatrzył się w piętrzący się niedaleko budynek.
To przecież... - nawet we własnych myślach miał spore problemy ze skonstruowaniem spójnego zdania. Widok rozpościerający się przed jego oczami, przeczył wszystkiemu, co sobie wyobrażał jako posiadłość mogąca należeć do kogokolwiek z rodziny o nazwisku Malfoy.
To na pewno ta posiadłość?
Prawdę mówiąc gdy po raz pierwszy usłyszał dokąd jadą, wyobraził sobie stare domostwo, podobne do tego w którym obecnie sam mieszkał, jednak dom stojący tuż przed nim, był ostatnią rzeczą jaka przyszłaby mu do głowy w kontekście z nazwiskiem Malfoy.
Jeśli miał mówić prawdę, nie przypominało to miejsce także Hogwartu, Nory Weasley'ów ani jakiegokolwiek innego miejsca w którym przybywali czarodzieje. Prawdę mówiąc uwierzył by bez wahania gdyby ktoś powiedział mu że to najzwyklejsza mugolska posiadłość która nie ma nic wspólnego z czarodziejami.
Miał przed sobą jasny, półokrągły budynek z całym przeszklonym frontem oraz dużym tarasem na którym rozstawiono najzwyklejszy w świecie mugolski parasol. Ten obraz przeczył wszystkiemu co sądził o starych czarodziejskich rodzinach.
- Zdziwiony?
Podskoczył gdy Draco nie wiadomo kiedy zbliżył się i stając tuż koło niego, szepnął mu do ucha.
- Nie martw się, jakiś loch też się tam na pewno znajdzie na takiego nieposłusznego gryfona jak ty.
- Malfoy! - zamachnął się, chcąc mu przyłożyć, ten jednak zdążył zrobić unik.
- Malfoy? Czy nie sądzisz, że jest nas tu trochę za dużo by mówić po nazwisku? A może mają ci odpowiadać wszyscy na raz?
Słysząc to miał ochotę coś mu odwarknąć, ale dostrzegając uśmiech niewiniątka na jego twarzy westchnął i odpowiedział mu tym samym po czym robiąc krok w jego stronę, zamachnął się z sukcesem robiąc to co nie udało mu się za pierwszym razem.
- Ta zniewaga krwi wymaga! - słysząc to w ostatniej chwili uniknął jego ciosu, Draco najwyraźniej jednak nie miał zamiaru zrezygnować, ponownie bowiem zaczął się do niego zbliżać, nim jednak miał okazję coś zrobić, obaj usłyszeli:
- Ładnie to się tak kłócić, zamiast grzecznie przywitać? Czy od nadmiaru słońca wasze maniery całkowicie wyparowały?
Obaj jednocześnie podskoczyli i jak na komendę obrócili się w prawo. Harry zmieszany wpatrywał się w zmierzającą w ich stronę starszą panią. Jej elegancka zielona suknia oraz laska na której delikatnie się opierała, podpowiadały mu, że to właśnie ona jest jego babcią.
Nerwowo zaczął zgniatać w palcach mankiety marynarki, nie wiedząc jak właściwie powinien się zachować. Miał ochotę się wycofać. Gotów był już zrobić krok w tył, jednak w tym samym momencie poczuł dłoń na ramieniu. Spojrzał za siebie, dostrzegając że to Lucjusz. Po raz pierwszy nie poczuł się jego gestem skrępowany. Wręcz przeciwnie, był wdzięczny za to, że stoi on tuż za nim.
xxxxxxxxxxxxxx
Koniec rozdziału 13
xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx
Jak wspominałam, teraz jeszcze trochę ogłoszeń.
Przede wszystkim chcę powiedzieć, że dziękuję za tak ogromną ilość komentarzy pod rozdziałami oraz wasze pytania o to czy jeszcze wrócę.
1 Wracając do konkretnych spraw, jak wspominałam kolejny rozdział Spalonych Mostów będzie w nadchodzącym tygodniu, myślę, że w sobotę, chyba że jakimś sposobem uda mi się skończyć go wcześniej.
2 Poza tym jak już kiedyś wspominałam poza pisaniem tworzę kilka filmów, jest to mieszanka akcji z seriali z moją własną fantazją lub też całkowicie moja fantazja oparta na scenach z seriali ;) Jeśli nie macie nic przeciwko związkom boy x boy, zapraszam. Można je znaleźć na moich chomiku – /Lady-Aislin
Filmów jest kilka:
Yeo Woon – Odkupienie – Mini Movie ( obecnie 13 części )
Jumong – Jasnowidz – Mini Movie ( obecnie 8 części ) - bez wątku miłości
Yeo Woon – Przeznaczenie – Mini Movie ( obecnie 7 części )
Yeo Woon – Zemsta – Mini Movie ( obecnie 6 części )
Yeo Woon – W ciszy – Mini Movie ( obecnie 5 części )
Yeo Woon – Mini Movie - Amulet ( obecnie 5 części )
Yeo Woon – Mini Movie - Live Again ( obecnie 5 części )
Yeo Woon – Obowiązek – Mini Movie ( obecnie 2 części )
Lee Jun Ki – Szkarłat – Mini Movie ( obecnie 2 części )
Za komentarze pod filmami także zawsze jestem wdzięczna.
Kolejna sprawa to kwestia opowiadań które jeszcze nie trafiły na stronę . Wiem że sporo osób pyta wciąż mnie czy i kiedy zamierzam je kontynuować. Szczerze mówiąc muszę wpierw sama je sobie na nowo przeczytać by zdecydować którego kontynuacja mnie interesuje. Jeśli wy macie ochotę na jakieś konkretne, proszę o pozostawienie w komentarzu informacji które miałoby to być.
Ostatnia z informacji, Przełamanie Barier i Kajdany Krwi także wkrótce zostaną zaktualizowane. Myślę, że w pierwszej kolejności będą to Kajdany Krwi, choć to się jeszcze okaże.
A teraz co? Hmmm... Do zobaczenia.
