Wybaczcie, ale tekst niezbetowany. Czekałam dwa tygodnie... Będziecie musieli znieść moje przecinki (a raczej ich brak).

Zedytuję na sprawdzoną wersją, gdy ją otrzymam. Wolę tak, niż ciągnący się zastój.


Pierwszym uczuciem, jakie dotarło do Tony'ego, po tym jak się ocknął, był pulsujący ból z tyłu głowy. Potem dołączył nieprzyjemny chłód i twardy materac pod plecami. Gdy otworzył oczy, oślepił go rażący blask jarzeniówek.

- Co do cholery… - mruknął pod nosem, podnosząc się powoli.

Wspomnienia z balu charytatywnego uderzyły go, gdy tylko zobaczył, że nadal jest w garniturze. Rozejrzał się wokół siebie, zdezorientowany. Dojście do wniosku, że znajduje się w jednej z cel własnego projektu nie było przyjemnym odkryciem.

- Uroczo.

Rozpiął dwa guziki pod szyją, rozluźniając koszulę i ściągnął muchę. Co mieli zamiar z nim zrobić?

Nie czekał długo, by się o tym przekonać. Kilka minut później Fury i Natasha wkroczyli do podziemi i stanęli przed jego celą.

- Dobrze się spało, Stark?

Miliarder zacisnął dłoń na trzymanej w niej muszce.

- Ukradłeś mój program, Fury.

- W ten sposób zamierzasz odwrócić uwagę od faktu, że zdajesz się mieć romans z Lokim?

- Ja nie odwracam od niczego uwagi, sam się przyznałem, czyż nie? Po prostu uważam, że nie jest to aż tak istotne, jak fakt, że ukradłeś moją technologię.

- Zawsze byłeś drażliwy, gdy chodziło o twoje zabawki – westchnął jednooki mężczyzna, po czym płynnie wrócił do poprzedniego tematu. – Jak długo trwa twoja relacja z Lokim?

- Czy tylko ja mam wrażenie, że każde z nas prowadzi inną rozmowę? Nie życzę sobie, żebyś kładł swoje obślizgłe łapska na moich wynalazkach.

- Jesteś pod wpływem jakiegoś zaklęcia?

Tony warknął poirytowany i przeczesał włosy dłonią.

- Pieprz się, Fury. Koniec tej farsy. Nie wyduszę z siebie słowa odpowiedzi, dopóki trzymasz mnie w celi, którą sam zaprojektowałem i na którą, nie przypominam sobie, abym dawał ci patent.

Ostra wymiana zdań zakończyła się miliarderem dąsającym się jak przedszkolak, któremu odmówili deseru i poirytowanym do niepokojącego stopnia dyrektorem SHIELDu. Natasha milczała, obserwując Tony'ego przenikliwym wzrokiem.

- Oj, nie martw się, Stark. Nie jesteś jedyną osobą, którą możemy przesłuchać - wzrok Fury'ego powędrował na prawo, gdzie znajdowała się kolejna cela. Tony wzdrygnął się bezwiednie. Kogo mogli tam uwięzić?

- Wydaje się pan niezwykle dumny z siebie, dyrektorze - przepełniony sarkazmem głos Lokiego dotarł do niego nieco zagłuszony warstwami szkła i betonu, jakie dzieliły ich miejsca przetrzymania, lecz nie było żadnych wątpliwości, że to był sam Bóg Niegodziwości. Tony nie mógł powstrzymać zdezorientowanego grymasu, który wypłynął na jego twarzy. Przecież Loki już raz zademonstrował, że żadne cele, projektu Starka czy nie, nie mogą go utrzymać w zamknięciu. Dlaczego więc nie teleportował się stąd, a dawał się więzić? Czy coś się stało, gdy Tony był nieprzytomny?

Fury uśmiechnął się z satysfakcją, widząc zmieszanie miliardera.

- Widzisz, Stark, po tym jak wcześniej zgubiliśmy naszego Gromowładnego, Thor wrócił z małym podarkiem, który miałby wspomóc nas w schwytaniu Amory – wyjaśniał. – Oddał w nasze ręce specjalne kajdany, które gdy założone, powstrzymują maga przed użyciem mocy. Możesz je pamiętać, eskortowaliśmy w nich Lokiego po inwazji Chituari. Jako, że dzięki twojemu programowi udało nam się go zidentyfikować, postanowiliśmy je wyeksploatować w inny sposób, dopóki nie możemy namierzyć Czarodziejki.

- Jednakże ja nadal nie potrafię pojąć, jaki macie w tym cel – przemówił Loki znudzonym tonem. – Po co przetrzymujecie mnie tutaj, potęgując jedynie moje sfrustrowanie, jeżeli i tak będziecie musieli mnie wypuścić, gdy napatoczy się wam Amora?

- Wcześniej nie szukałem z wami zwady, jednak teraz zaczynacie igrać z moją pobłażliwością – syknął, nie czekając na odpowiedź na poprzednie pytanie, tonem, który sprawił, że Fury zamrugał nerwowo kilka razy, zanim znów przybrał swoją nieporuszoną maskę.

- Program Starka to bardzo ciekawa zabawka – zaczął Fury. – Jednak Amora ukryła się w miejscu, które umyka technologii. Pomożesz nam ją namierzyć i odpowiesz na kilka pytań, a wtedy weźmiemy pod uwagę twoje wcześniejsze żądania.

W odpowiedzi Loki prychnął krótkim, pogardliwym śmiechem.

- Nie wiem, dyrektorze, czy dostrzegł pan pewną lukę w tym chlubnym planie. Abym był w stanie odnaleźć Czarodziejkę, muszę mieć pełną kontrolę nad swoją magią. Jaką ma pan pewność, że gdy tylko zdejmiecie mi kajdany, zwyczajnie nie ulotnię się stąd, jak ostatnim razem?

Tony uśmiechnął się lekko. Jednak Fury nie wydawał się zbity z tropu.

- Ponieważ mamy Starka w naszych rękach. Możemy zrobić, co tylko chcemy z twoim towarzyszem wieczoru, abyś tańczył pod naszą melodię.

Tym razem Loki roześmiał się donośniej i z wyraźniejszym ubawieniem.

- Dlaczego miałbym dbać o to, co robicie ze Starkiem? To tylko śmiertelnik, który dostarczał mi rozproszenia i rozrywki, gdy byłem zmuszony przebywać w tej żałosnej krainie.

Zapadła cisza, w której Tony z zaintrygowaniem obserwował, jak Fury pracuje szczęką z poirytowaniem.

- Naprawdę, spodziewałem się czegoś więcej po tych, którzy ostatnim razem powstrzymali całą armię Chituari pod moim dowództwem – ciągnął Loki. - Ale wygląda na to, że wasz tryumf był łutem szczęścia. Jesteście jak dzieci we mgle, łapiecie się skrawków władzy, próbujecie zagłębić w wiedzę, której nie macie prawa zrozumieć. Powinienem roztrzaskać wam wszystkim czaszki, zanim wasza ignorancja doprowadzi do kataklizmu, który mógłby rozprzestrzenić się poza tę krainę!

Słowa Lokiego pałały coraz większą nienawiścią. Dotychczas psotnik droczył się z SHIELDem i Fury'm, jednak chyba powoli docierali do kresu prowadzenia gierek.

- Jesteś mocny w gębie, „Srebrny Języku". Jednak wciąż jesteś w naszych rękach, więc zważałbym na słowa.

- Ach tak – ironiczny uśmieszek był wręcz słyszalny w jego tonie. – To była niezwykle zajmująca rozmowa… Oraz test, którego ponownie nie zdaliście.

W pomieszczeniu rozległ się przeszywający huk metalu upadającego na posadzkę. Sekundę później Tony dostrzegł jakiś ruch w kąciku oka. Odwrócił się gwałtownie.

Loki stał w jego celi i z lekko przechyloną głową, wpatrywał się w miliardera. Miał na sobie asgardzkie czarne skóry, choć nie wyglądały na część zbroi, a na jego ramionach nie było charakterystycznego płaszcza. Nigdzie również nie było ów kajdan, które miały trzymać go w ryzach.

- Jest w celi Starka!

Tony usłyszał, jak Fury wykrzykuje kolejne komendy. Jednak jego uwaga skupiona była na zielonych oczach błyszczących z niebezpiecznym blaskiem.

Ile z jego ostatnich słów było prawdą, a ile częścią gry?

- Ufasz mi, Anthony? – padło cicho wypowiedziane pytanie, a smukła dłoń boga wysunęła się w stronę Tony'ego.

- Zaufać ci? To byłoby niezwykle nierozsądne z mojej strony, czyż nie, psotniku?

Uśmiechnął się, szeroko, trochę zbyt szaleńczo i chwycił dłoń Lokiego.

ж

Tony ocknął się, nie pamiętając, aby tracił przytomność. Podniósł się ostrożnie i usiadł. Był na rozległym łóżku w pomieszczeniu, którego nie znał, jednak szybko udało mu się ocenić, że to pokój hotelowy o przystępnym standardzie. Jednak teraz miał bardziej istotne pytania niż o wybór miejsca. Zwrócił wzrok na Lokiego, który stał w drzwiach do łazienki, opierając się o framugę.

- Wybacz, że cię ogłuszyłem. Śmiertelne ciało w ten sposób najlepiej znosi teleportację.

Świetnie, jego pierwsza teleportacja w życiu, a on ją przespał. Wzruszył ramionami, lecz gwałtowny ruch przypomniał o bólu z tyłu głowy od uderzenia Hawkeye'a na bankiecie. Odruchowo sięgnął tam ręką i pod wpływem dotyku, syknął z bólu. Musiał mu tam wykwitać imponujący siniak, a im dłużej był przytomny, tym mocniej ból zdawał się promieniować na całą czaszkę.

Loki podszedł do niego, usiadł obok na łóżku i sięgnął dłonią do twarzy Tony'ego. Miliarder mógłby przysiąc, że opuszki palców psotnika obejmował zielony blask, gdy dotknęły jego skroni, po czym płynnym ruchem, przeczesując włosy, zawędrowały do karku. Ból ustał.

- Czy ty właśnie…?

Zielony oczy błyszczały w sposób, którego Tony nie potrafił zidentyfikować.

- A więc tamte kajdany to był pic?

- Nie, kajdany były prawdziwe, lecz ja nie - Loki uśmiechnął się zawadiacko, ukazując rządek równych zębów. – Wtedy, jeszcze podczas balu, kiedy zostałem zdemaskowany, gdy wydawało się wam, że wracam do swojej męskiej postaci, tak naprawdę teleportowałem się z budynku, a moje miejsce zajął iluzoryczny klon. Moc kajdan nie oddziaływała na mnie, gdyż w rzeczywistości, nigdy nie dotknęły moich nadgarstków.

Tony przez chwilę jedynie wpatrywał się w siedzącego przed nim genialnego maga i zastanawiał się, od kiedy to było jego życiem. I jak błyskotliwie genialny i podniecająco niebezpieczny był mężczyzna, który od kilku tygodni pijał kakao w jego kuchni.

Loki wydawał się zaskoczony tylko przez ułamek sekundy, gdy miliarder nagle przysunął go do siebie i złożył lubieżny pocałunek na jego ustach. Z jego gardła uciekł jeszcze niepowstrzymany jęk, zanim wplótł dłonie we włosy kochanka, by przysunąć go jeszcze bliżej. Tony nie czekał i od razu zajął się rozwiązywaniem plątaniny sznurków w tunice boga. Dłonie Lokiego niedługo potem, zsunęły się po szyi Tony'ego, pozostawiając po sobie ścieżkę przyjemnych dreszczy i zaczęły pospiesznie rozpinać jego koszulę.

Tony czuł się pijany, od emocji i skonfundowania, tęsknoty i doznań, gdy Loki znów był tak blisko. Jego umysł zdawał się wyłączyć, oddając w pełni instynktom i czystemu pożądaniu. Ubrania były prawie zrywane z rozpalonych ciał, pocałunki mieszały z ugryzieniami, a zmysłowe dotknięcia z bolesnymi zadrapaniami.

Nie potrafiłby określić jak do tego doszło, że Loki teraz przytrzymał obie ręce miliardera nad jego głową, a druga ze smukłych dłoni znajdowała się o wiele niżej, z dwoma palcami we wnętrzu Tony'ego.

Tego wieczora, od pierwszego zetknięcia ich ust, była to nieustająca walka o dominację, pełna wykwitających siniaków i śladów ugryzień, ciągnięcia za włosy, prób unieruchomienia i aprobujących jęków, gdy ktoś wreszcie został przyszpilony. Ich grą wstępną była walka, lecz gdy Loki wreszcie wszedł w miliardera płynnym ruchem, a jego dłonie zacisnęły się boleśnie na biodrach kochanka, Tony prawie się roześmiał. Właśnie pieprzył się z Bogiem Niegodziwości w pełni swojej mocy, który mógłby roznieść go na pył kilkoma zgrabnymi ruchami nadgarstka. Ich „walka" już teraz była tylko zabawą, na którą pozwalał Loki.

Nadgarstki Tony'ego były wciąż unieruchomione magicznymi więzami, które zmaterializowały się wokół jego przegubów, gdy zaczął błagać Lokiego, by ten wreszcie pozwolił mu siebie dotknąć. Teraz wbijały mu się boleśnie w skórę, gdy próbował się wyrwać i wreszcie zatopić palce w kruczoczarnych włosach. Bóg wykonywał regularne ruchy biodrami, tańcząc na granicy obezwładniającej rozkoszy i znęcania się nad śmiertelnikiem na jego łasce. Dłonie, tak niebezpieczne, wypełnione magią, błądziły po torsie Tony'ego, który nie mógł powstrzymać się przed wyginaniem się pod wpływem każdego muśnięcia, błagając o więcej.

- L-Loki, błagam – wydyszał. – Pozwól mi…

Bóg nagle zatrzymał się, jego smukłe palce owinęły tuż pod więzami na nadgarstkach miliardera, a w zielonych oczach zatańczyła drapieżna swawolność.

- Oswoiłeś upadłego boga, jesteś gotów ponieść konsekwencje?

Pęta zniknęły i w odpowiedzi Tony prawie warknął, atakując usta Lokiego. Tym razem gra w zaborcze pocałunki zakończyła się krwią sączącą z dolnej wargi psotnika i miliarder, wykorzystując element zaskoczenia, obrócił ich obu na łóżku. Pozwolił by głośny jęk wydostał z jego gardła, gdy w końcu usiadł na lędźwiach kochanka, czując go w sobie w pełni, wreszcie samemu nadając rytm temu aktowi. Biodra Lokiego szybko znalazły dopasowany rytm, jedna z jego rąk zacisnęła się wokół członka miliardera, druga wbijała paznokcie w napięte mięście uda. Jeszcze nigdy wcześniej Tony nie rozumiał tak dobrze, czemu nazywają to „małą śmiercią". Nagle, zamroczony obezwładniającą błogością, zdawał się pojąć, że nie ma już odwrotu. Albo zniszczą siebie nawzajem, albo sprzeciwiający im się świat. Lecz ta myśl szybko uciekła, zastąpiona odurzeniem, nicością rozpływającą się po całym ciele.

ж

Gdy paraliżująca rozkosz powoli ustępowała z jego ciała, do Tony'ego zaczęły docierać kolejne, nie tak przyjemne, bodźce.

- Chyba zerwałem sobie szwy – mruknął z niezadowoleniem, czując kłujący ból pomiędzy łopatkami. Loki wyplątał się spod ciężaru kochanka, który na wpół na nim leżał i oparł się na jednym łokciu, tak by mógł ocenić stan pleców miliardera. Rzeczywiście, rana zadana przez Kata otworzyła się, a cienka strużka krwi spływała po liniach mięśni, tworząc rosnącą jaskrawo czerwoną plamę na białym prześcieradle.

Tony obserwował, jak psotnik westchnął z dezaprobatą, podnosząc opuszki palców do swoich ust. Gdy dotknęły jego warg w quasi-pocałunku, objął je zielony blask, po czym powędrowały do rozwartej rany. Tony poczuł łaskoczące zimno, gdy palce pokonywały krótką ścieżkę wzdłuż poharatanej skóry.

- Znów mnie uleczyłeś – wydusił z siebie, zanim zdążył powstrzymać się przed oświadczaniem oczywistości. Jego mózg geniusza nie wyrwał się jeszcze zupełnie z odurzenia.

- Nie przyzwyczajaj się – zastrzegł bóg, pozwalając by miliarder znów położył głowę na jego klatce piersiowej. Tors Lokiego był już przyjemnie chłodny i Tony poczuł się nagle zbyt błogo. Zaczęła budować się w nim panika. Ich dwójka nie miała prawa do błogostanów i też przerażało go to bardziej, niż gdyby Loki zaproponował ponowną inwazję Chituari. Nagle musiał przerwać tę uzależniająco ukontentowaną ciszę.

- Jaki masz plan?

- Dorwać Amorę.

Tony zaczął bawić się jednym z kosmyków kruczoczarnych włosów, owijając go wokół palców bez zastanowienia.

- Na złość SHIELDowi czy to jakaś osobista vendetta?

Zielone oczy zdawały się pociemnieć, a paznokcie boga zarysowały bolesną linię, w miejscu gdzie jeszcze tak niedawno gorała rozwarta rana, uleczona tymi samymi palcami.

- Mam ochotę zniszczyć coś do cna – wyznał nagle. - I wydaje się, że gdy to Amora będzie obiektem docelowym, tym razem nikt nie będzie doszukiwał się sprawiedliwości w jej imieniu.


Wciąż nie umiem pisać scen seksu... A teraz jeszcze bez bety... No nic :P

Nowe "Ćmy" również pojawią się w najbliższym czasie.