Red: Przepraaaaszam! Obiecałam regularnie dodawać ale znowu były problemy techniczne. :C Wiem, podła jestem kończąc w takim momencie (i to na ile xD) ale mam już lapka - mam nadzieję, że tym razem na stałe. Zapraszam na 13 rozdział.
Rozdział 13 - Szantaż
Drzwi do opuszczonej klasy zamknęły się cicho, pozostawiając go samego w ciemnościach. Zgarnął koszulę, która leżała u jego boku i wtulił w nią swoją twarz. Jego stłumiony płacz nie sięgnął niczyich uszu. Korytarz był pusty, a Mistrz Eliksirów spał już spokojnie w swoich kwaterach. Tym razem nikt go nie uratował, ale gdzieś głęboko w sercu kryła się ulga, że to wydarzenie pozostnie między nimi. Nie potrafiłby tego wyjaśnić, rozmawiać o tym. A co gorsza - oglądać tego od nowa.
Nie wiedział, co ze sobą zrobić, dokąd się udać. W końcu postanowił powrócić do dormitorium, dostrzegając, że zbliża się świt. Po raz kolejny mógł być narażony na pytania i zatroskane spojrzenia. Nienawidził ich. Nienawidził obecnie wszystkiego, co go otaczało. Gdyby tylko był wystarczająco silny, by uciec teraz jak najdalej od Hogwartu. Ale wiedział, że była to pewna śmierć. Nie miał domu, rodziny, nie był nawet pewien swojego skarbca w banku. Czy pozwolonoby mu z niego korzystać, gdyby porzucił swoją rolę Złotego Chłopca?
Obecnie niczego już nie był pewien. Zmęczenie wzięło górę nad bólem i szalejącymi w głowie myślami. Drżącymi dłońmi zapiął spodnie i okrył się pelerynką niewidką. Droga po schodach była istną męką. Miał wrażenie, że krwawi, choć wiedział, że żadnej krwi na jego ciele nie było. Za każdym razem, gdy ściskał pośladki, jego ciało przeszywał dreszcz. Wypierał ze swojej świadomości świeże wspomnienia, wiedząc, że będą go niszczyć od środka. Gdy już w spokoju mógł opaść na łóżko, kątem oka dostrzegł wynurzające się zza drzew słońce. Westchnął i zakrył twarz kołdrą.
XXXXXXXXX
Znów unikał kontaktu wzrokowego. Kulił się i garbił, starając się pozostać w cieniu. Wyglądał jakby cierpiał, a jedzenie na jego talerzu było nietknięte. Pod zaczerwienionymi oczami widniały głębokie, sine cienie, a twarz była mocno napięta. Tym razem nie starał się uśmiechać, choć najwyraźniej nie był świadom tego, jak kiepsko się prezentuje. Snape'a nie ominęło również zachowanie Gabriela. Był bardzo spokojny, już nie spoglądał zatroskany w stronę Pottera. Jego oczy natomiast raz po raz napotykały jego własne. Zanim wstał, uśmiechnął się do niego i było w nim coś... Nieopisanego. W tej twarzy kryła się groźba. Gray nie przypominał już sympatycznego, wrażliwego mężczyzny. Maska opadła, pozostawało pytanie, co przyczyniło się do jej odrzucenia. Skąd brała się w nim ta pewność siebie? Severusowi w najmniejszym stopniu nie podobało się to. Musiał złapać Pottera i porządnie go przepytać.
Gryfon, jakby czując, co zamierza Mistrz Eliksirów, unikał go jak ognia. Zawsze wychodził z wielkiej sali nim ten odsunął się od stołu, na korytarzach mijał go szerokim łukiem, a Severus nie przepada za bieganiem za uczniami po całej szkole. Obecnie nie miał powodu by dać chłopakowi szlaban więc cierpliwie czekał na ich kolejne zajęcia.
XXXXXXXXXX
- Harry, powiesz nam wreszcie, co się dzieje? - zapytała podenerwowana Hermiona, zatrzymując go, gdy ten pospiesznym krokiem wracał do swego "sanktuarium". W męskim dormitorium ignorowano go, dając mu wymarzony spokój. Niestety gdy tylko trafiał na Hermionę czy Ginny, zaczynała się kolejna kłótnia.
- Mówiłem ci już wielokrotnie, byś dała sobie spokój - warknął, odsuwając się od przyjaciółki.
Gryfonka odskoczyła jak poparzona, spoglądając na niego z niedowierzaniem. To nie był jej przyjaciel. To nie był chłopak, którego znała przez te wszystkie lata.
- Czy już tylko tyle dla ciebie znaczę? - spytała cicho, a do jej oczu zaczęły napływać łzy. - Jestem tylko zwykłą, natrętną dziewczyną, która zadaje za dużo pytań? Nie rozmawiasz już ze mną, nie zwierzasz się. Widzę, że męczy cię coś potwornego i cierpię razem z tobą, bo jesteś moim przyjacielem! - Ostatnie słowa wypowiedziała wystarczająco głośno, by cały pokój wspólny zamarł. Wszystkie spojrzenia skierowały się w jego wstronę. Zaciekawione, złe, rozbawione, czasem nawet zazdrosne. Czemu oni się tak na niego gapią? Czemu nie wrócą do swoich spraw. Nie mają własnych problemów?
Niech odejdą.
Odejdą na zawsze.
W jego głowie było dużo złych myśli, niedorzecznych pragnień, których nie potrafił uciszyć.
- Zostawcie mnie! - wrzasnął, chwytając szczupłe ramiona dziewczyny i potrząsając nimi mocno. - Nienawidzę was, dajcie mi święty spokój i nigdy więcej nie pytajcie mnie o nic!
Ron rozwścieczony zachowaniem Harry'ego, odciągnął go od przestraszonej przyjaciółki i uderzył pięścią w twarz. Okulary zsunęły się z nosa Pottera, który zaślepiony gniewem wyciągnął żażącą się już różdżkę i skierował ją w stronę rudzielca.
Gdyby nie Neville, który zaskoczony dostrzegł wydobywający się z niej jaskrawozielony błysk, i jego Expelliarmus to prawdopodobnie bójka zakończyłaby się o wiele gorzej.
Uczniowie odsunęli się momentalnie od osoby, którą niegdyś znali i lubili. Harry nie spuszczał wzroku z Rona, który obecnie zasłaniał swym ciałem Hermionę i Ginny. Był zły, spocony i przestraszony. Potter wiedział, że właśnie przekreślił całą swoją przeszłość. Nie starał się nawet podnieść różdżki leżącej przy stopach przyjaciela. Schylił głowę i zasłonił twarz dłońmi.
- Przepraszam - szepnął i powoli wycofał się z siedziby Gryfonów.
XXXXXXXXX
Nim udało mu się odciąć od wszystkich, przy wyjściu z zamku złapał go profesor Gray, zaciągając w zacienione miejsce. Widział, że Harry jest w głębokim szoku i uznał, że jest to doskonały moment by z nim porozmawiać.
- Witaj, Harry. Dawno nie rozmawialiśmy, unikasz mnie? - zapytał, głaszcząc go po głowie.
Gryfon jęknął cicho i próbował odsunąć się od mężczyzny, lecz ten trzymał go boleśnie za ramię.
- Spokojnie, chciałem cię tylko o czymś poifnormować. - Pochylił się i syknął w jego ucho: - Jeśli nie chcesz by ktokolwiek dowiedział się o tym, co się wydarzyło, będziesz robił to, co ci każę. - Przerwał by zaśmiać się cicho, jak widać jego wcześniejsze zachowanie było tylko szopką jaką odstawiał z nieznanego Harry'emu powodu. Czyżby to wszystko było częścią jakiegoś planu? Chłopak przełknął ślinę i czekał na dalszą część. - Dam ci zadanie, które nie będzie łatwe, ale wierzę w ciebie, Harry. Jesteś silnym i sprytnym czarodziejem, liczę, że dałem ci wystarczającą motywację... A może potrzebujesz więcej? - Jedna z jego dłoni zjechała po szyi ucznia, gładząc napiętą, bladą skórę.
- N-Nie - odparł Harry, starając się zachować spokój. - Czego ode mnie chcesz?
- Masz zabić Severusa Snape'a.
Słowa te zmroziły mu krew w żyłach. Nigdy nie spodziewałby się, że Gray da mu właśnie takie zadanie. Czemu akurat Snape'a? Owszem, lubił węszyć, zdecydowanie bardziej niż reszta profesorów, ale chyba nie był to ktoś, kto potencjalnie by mu zagrażał. Co takiego dałaby Gabrielowi śmierć Mistrza Eliksirów?
Jedyne co był w stanie obecnie powiedzieć to "dlaczego?", jednak Gray spojrzał się na niego chłodno i odszedł, pozostawiając zdezorientowanego nastolatka samemu sobie.
XXXXXXXX
Potter znowu był niewyspany i bujał w obłokach. Nie skupiał się na tworzeniu eliksiru, który bez słowa sprzeciwu, wykonywała za niego Granger. Wyglądało na to, że dziewczyna nie ma zamiaru odezwać się do swojego przyjaciela lub zganić go za brak pomocy. To była nietypowa sytuacja, jednak Harry Potter i wszystko, co było z nim związane, zawsze było "nietypowe". Nie chciał zwracać mu teraz uwagi, za chwilę będzie miał możliwość porozmawiać z nim bez niepotrzebnej widowni. Zresztą był pewien, że reakcja chłopaka w danym momencie nie byłaby dla niego satysfakcjonująca.
- Koniec zajęć. Potter, zostań na miejscu - warknął w końcu, obserwując gromadę nastolatków ulatniającą się pospiesznie z jego sali. Widział, że Gryfoni dziwnie zachowywali się przy swoim koledze z Domu. Ostatni raz mógł to zaobserwować na piątym roku, gdy Prorok Codzienny oficjalnie nazwał go wariatem. Nie był pewien, czy obecnie kierowała nim ciekawość, czy niepokój. Westchnął i krzyżyjąc ręce na piersi, podszedł do ławki Złotego Chłopca.
Gryfon nawet nie drgnął. Siedział spokojnie ze wzrokiem wbitym w pusty kociołek. Trwali przez chwilę w ciszy. Snape czekał na jakiś wypuch emocji, lecz nic nie nadeszło. Dopiero gdy odchrząknął i przesunął osmolone naczynie, zielone oczy uniosły się.
- Powiesz mi, Potter, co się z tobą do cholery dzieje? - narazie był opanwany. Jego głos jeszcze był beznamiętny i cichy. Jego oczy obecnie nie ukazywały gniewu. Bardziej frustrację i zmęczenie.
Harry przez całe Eliksiry zastanawiał się, co powinien zrobić. Bał się spojrzeć na profesora, którego nie darzył już taką niechęcią jak dawniej. Przerażało go, że zaczął mu nawet ufać. Nie chciał nikogo zabijać. Zwłaszcza, gdy byli to ludzie, których nie uważał za wrogów. Najchętniej powiedziałby wszystko Snape'owi, zrzucił na niego ten ciężar, dowiedział się, co powinien zrobić. Ale nie mógł. Czuł jak nauczyciel próbuje wedrzeć się do jego umysłu. Był na to przygotowany. Nie przerywając kontaktu wzrokowego, zastosował się do porad z podręcznika do oklumencji i odparł legilimens, zadziwiając przy tym samego Severusa.
Czarne oczy rozszerzyły się zaskoczone. Po kilku nieudanych próbach usiadł wykończony obok Pottera.
- Profesorze? - zapytał cicho, nie chcąc narazić się na niepotrzebny gniew ze strony Mistrza Eliksirów. - Nie chcesz umierać, prawda?
Snape zwrócił się w jego stronę i uniósł jedną z czarnych, gęstych brwi.
- Gdyby takie było moje życzenie, myślisz, że bym tu teraz z tobą siedział?
Harry'emu wydała się ta odpowiedź niesamowicie ironiczna i, zaskakując tym nawet samego siebie, zaśmiał się cicho. Powstrzymał się jednak szybko, zdając sobie sprawę, że powód ironii tego stwierdzenia wcale nie był zabawny. Gray kazał mu pozbawić życia tego człowieka. Osoby, która co dnia narażała się dla innych. Osoby, która narażała się dla niego. Ogarnął go niewyobrażalny smutek na myśl o tym, czego Snape doświadczył służąc Czarnemu Panu. Z pewnością sam miał dużo złych wspomnień, ale czy zabiłby kogoś by je chronić? Czy Severus Snape dałby sobą manipulować?
- Czy zabiłbyś kogoś dla własnej korzyści? - szepnął, zaciskając pod ławką pięści. - Czy pozbawiłbyś kogoś życia, by nie narazić się na... - Na co? Na poniżenie? Wstyd? Złą opinię? Harry sam nie wiedział, jaka byłaby reakcja ludzi. Wiedział tylko, że nie chce się nigdy o tym przekonać.
Snape uważnie obserwował twarz chłopaka. Te pytania nie były przypadkowe, jednak obawiał się wypytywać Pottera. Już sam fakt, że chłopak zaczął z nim rozmawiać był dla niego, jako nauczyciela, wielkim sukcesem, lecz ta chwila mogła się skończyć w każdym momencie. Musiał ostrożnie przemyśleć swoją odpowiedź, wiedząc, że jedno złe słowo i wszystko pójdzie na marne.
- Było wiele sytuacji, w których mogłem postąpić inaczej. Jednak z reguły łatwiejsza droga niesie ze sobą poważne konsekwencje. Musisz zapytać siebie, co jest dla ciebie ważniejsze. Masz tylko jedną szansę, jeden wybór. Nie zmarnuj tego, Potter, kierując się emocjami. Uwierz mi, gdy ci mówię, że takiej pomyłki cofnąć się nie da. Będziesz musiał z tym żyć do końca życia, niezależnie od tego jak długie by ono nie było.
Ich spojrzenia połączyły się, a słowa zamieniły w ciszę. Harry nie mógł uwierzyć, jak dobrze słuchało mu się Snape'a. Jak jego niski głos docierał do jego uszu i uspokajał szalejące serce. Od tak dawna z nikim nie rozmawiał tak otwarcie jak teraz. Zanim zorientował się, co robi, jego twarz opadła na okryte czarną szatą ramię i zalała się łzami.
