Jest 8.00, własnie jem płatki z mlekiem i popijam to gorącą czekoladą. O tak, bardzo lubię słodycze. Naprzeciw mnie znów siedzą moi kompani, a obok nas „urocza" parka… o Jezu, zawsze kiedy o nich myslę, czuję jak moje serce się rozrywa. Dobra, najlepiej ich ignorowac i będzie wszystko oki. Skończyłam, odniosłam talerz i udałam się do pokoju. Zaraz miała się zacząc moja kolej na dyżur przy sterach. Całą klasę podzielili na grupy, ja byłam samą zastępczynią kapitana statku. Wow, normalnie mi to cos przypomina. Ubrałam się w wygodne ciuchy i ruszyłam w drogę do kabiny kapitana. Na wszelki wypadek wzięłam mapę, aby się nie zgubic. Po około 15 minutach trafiłam wreszcie na mostek dowodzenia. Tam już ciepło powitał mnie kapitan. Był bardzo miły. Opowiedział mi o wszystkim, o kontrolkach do czego służą, a jak już skończył to opowiedział mi historię tego statku, a mówił to tak żywo, że grzech było go nie słuchac. Potem odszedł i przez chwilę miałam być pozostawiona sama sobie, przyglądałam się widokom, z tego wysokiego punktu był piękny widok. Nagle usłyszałam trzaskające drzwi odwróciłam się usmiechnięta ale moja mina zbladła, był to Akashi z jednym z marynarzy. Polecił mu on aby też tutaj został. Zapadła cisza, patrzyłam się na ocean. Już nie byłam tak zachwycona jak wczesniej ale to lepsze niżeli przyglądac się rudowłosemu chłopakowi, na którego widok się telepię. Chłopak podszedł i chwycił mnie mocno za rękę, jęknęłam z bólu.
-Pusc mnie to boli.- powiedziałam.
-Byłem dla ciebie zawsze miły to koniec.- odpowiedział oschle, ale był całkowicie poważny. O co mu chodzi?
-Ale…czemu? Co-o ja takiego zrobiłam? Poza tym pusc mnie!- nie rozumiałam go. Kiedy mnie nie puścił zaczęłam się szarpac ale był za silny. Im bardziej się szarpałam tym bardziej bolało więc przestałam.
-Lepiej późno niż wcale. To dla dobra ogółu.
-O czym ty gadasz?
-Dobrze…- puścił mnie i westchnął.- Nie potrzebuję takiej koleżanki jak ty, poza tym przez to, że byłem dla ciebie milszy pogorszyłas się więc mówię, że to koniec.- odpowiedział i odszedł na swoje miejsce obok drzwi. Gdy to usłyszałam cos we mnie pękło, a ten sztylet co został wbity w moje serce został wyciągnięty i moje serce powoli ale bradzo bolesnie zaczęło krwawic. Skutkiem tego było, że poczułam w oczach niezwykłe cisnienie. Chciałam płakac. Ale czemu? Czemu chcę przez niego płakac? Wrescie przyszedł kapitan, spojrzał na mnie i z troską w głosie zapytał:
-Panienko wszystko w porządku?
-Tak kapitanie.- męszczyzna spojrzał na mnie i rzomyslał.
-Wiesz co i tak za 20 minut kończysz zmianę , idź do pokoju i odpoczywaj.
-Ale kapitanie, ja mogę zostac.
-Nie to rozkaz, nie będę cię tu przetrzymywał, poza tym to niezdrowo tak odkładac relaks na później kiedy jest potrzebny. No idź.- kiedy tylko to powiedział otworzyłam drzwi i wyszłam. W momencie jak tylko dotarłam do pokoju, położyłam się na łóżko i zaczęłam płakac. Mimo cisnienia jakie było nie dużo łez płynęło z oczu. W pewnej chwili zauważyłam zdjęcie naszej drużyny całej, ja stałam obok Akashiego. Wróciły mnie wspomnienia jak to dotykał mojej twarzy, szeptał mi cos do ucha, kiedy byłam z nim na stadninie i mimowolnie dotknęłam miejsca gdzie mnie pogłaskał po policzku. Z przerażeniem sobie wszystko ułożyłam w logiczną całość i już wiedziałam skąd te cierpienie, krwawiące serce na widok Akashiego i Misaki. Na samą mysl o tym posumowaniu łzy zaczęły leciec strumieniami. Wszystko tylko nie to. Fizycznie byłam silna, psychicznie to zależy do jakich sytuacji. Ale to mnie przerastało. Boże, co ja takiego zroiłam? Czemu mnie to spotyka? Szybko przytuliłam głowę do poduszki i płakałam tak przez dobrą godzinę. Kiedy już prawie skończyłam usłyszałam pukanie. Była 14.00, pora obiadu.
- Charline idziesz?- za drzwi wydobywał się głos, był to Izuki.
- Idź sam ja nie jestem głodna.- próbowałam odpowiedziec jak najspokojniej. Jednak, nie wyszło mi. Izuki się zorientował, że cos jest nie tak i zaczął pukac.
-Charline, co jest, otwórz drzwi.
-Nie.
-Bo je wywarzę!- krzyknął Izuki brzmiał bardzo poważnie. Już się poddałam, wstałam i otworzyłam drzwi. Chłopak na mój widok się przeraził szybko wszedł don srodka. Po tym jak zamknęłam drzwi usiadłam na moim łóżku, a Izuki na łóżku Misaki naprzeciw mnie.
-Miałeś rację.- powiedziałam do niego z drżącym głosem. Chyba nie wiedział o co mi chodzi bo nic się nie odzywał.- Ja jestem w nim zakochana.- gdy tylko dokończyłam fale łez zalały moją twarz nie mogłam ich powstrzymac. Izuki na początek zdziwił się ale potem wyglądał na zatroskanego, objął mnie ramieniem.
-Spokojnie. Wszystko będzie dobrze.
-Nie nic nie będzie…teraz przez całe wakacje będę taka, ale czemu ja jestem taka głupia.
-O czym ty mówisz? Uwierz mi polepszy ci się.
-Ja nie mam szczęścia w miłosci, a i tak musiałam się zakochac i znów źle.
-Nie nad czym rozpaczac, jeśli tak się zachowuje to znaczy, że nie jest ciebie wart, a teraz uśmiechnij się, idź do łazienki i idziemy na obiad. No raz dwa!- nie wiem ale poczułam się lepiej na początek niechętnie ale poszłam do tej łazienki, oporządziłam się i poszłam z Izukim na obiad.
Minęły dwa dni, był to ostatni dzień rejsu. Dzisiaj o 20.00 miał odbyc się bal. Nadal nie czułam się najlepiej ale i nie najgorzej a to dzięki Izukiem i Krunghamowi, którzy jak zawsze mnie rozweselali w trudnych chwilach. Misaki natomiast stała się nie do wytrzymania. Zaczęła się chwalic i przechwalac. Gdy weszłam do pokoju Misaki już malowała się. Spojrzała na mnie.
- Idziesz na ten bal.- pierwszy raz od początku wycieczki odezwała się do mnie.
- Nie.
-To nawet lepiej.- gdy to powiedziała byłam ciekawa co ma na mysli.
-To znaczy?- zapytałam się niewinnie. Odwróciła się do mnie.
- Pamiętasz, jak zawsze mówisz: „ a po co mam isc?", zawsze to do mnie mówiłas, nie wiedziałam o co ci chodzi, aż zrozumiałam, że nie jestes stworzona do bali, tańczyc nie za bardzo umiesz, a na dodatek i tak nigdy z żadnym chłopakiem nie tańczysz bo oni uderzają na mnie…to rzeczywiście nie ma sensu żebys się tam marnowała.- mówiąc to wróciła do malowania sobie makijażu. Podniosła mi cisnienie, że ja niby co?! Teraz to przegięła pałkę. Niech sobie nie mysli, że Bóg wie jak jest lepsza. We mnie się gotowało. Kiedy wyszła, zrobiło mi się lżej bo bałam się, że ją rozszarpię. No to zobaczymy. Kosmetyki i makijaż iałam przy sobie ale brakowało sukienki. Nie wzięłam ale z ciekawości spojrzałam do mojej torby. Co! Moja mama zapakowaa mi po cichu tą piękną sukienkę co ją oglądałam tydzień temu na wystawie, na dole jest napis „To Dla Ciebie Na Pewno Ci Się Przyda, Całuje Mama". Dzięki co mamo. Spoglądnęlam głębiej, a tam były czarne buty na obcasie z białymi diamencikami. Gdy się ubrałam i zrobiłam makijaż to rozpuściłam sobie włosy i ułożyłam na bok. No to show must go on!
Stałam przed drzwiami sali balowej. Zastanawiałam się, czy wejsc, czy nie. Nigdy nie byłam pewna siebie jeśli chodzi o jakies imprezy. Wdech, wydech i otworzyłam wielkie drzwi. Wszystko tam było białe, normalnie pod kolor mojej sukienki. Nagle poczułam na sobie badawcze spojrzenia. Dziewczyny patrzyły z zainteresowaniem, a chłopacy nie odrywali ode mnie wzroku. Nawet Akashi patrzył na mnie, a Misaki nie mogła uwierzyc własnym oczom, że żaden z chłopaków nawet na nią teraz nie mógł spojrzec. Podeszłam do Izukiego.
-Mogę z wami usiąść?-chłopak kiwnął głową potwierdzając, kiedy tylko usiadł dałam mu szyderczy uśmieszek. Nagle jego oczy się rozszczrzyły.
-Charline!- powiedział ze zdziwieniem. Potakiwałam. No ten wieczór zapowiada się bardzo interesująco.
Mam nadzieję, że się trochę podobał. Co się będzie dziac na balu poznacie w następnym chapterze. Pa
