14.
Był czułym i delikatnym kochankiem. W jego ramionach ból, którego oczekiwała, nigdy nie nadszedł, a może po prostu o nim nie pomyślała, kiedy ją całował i pieścił?
Zawstydziła się, kiedy powoli zsunął z niej peniuar i przebiegł wzrokiem po jej nagim ciele, jednak zażenowanie szybko minęło, gdy ujrzała absolutne uwielbienie w jego oczach.
Tamtej nocy uczynił ją kobietą w każdym znaczeniu tego słowa, cierpliwie ucząc ją fizycznego wyrażania miłości, szepcząc słowa pełne uczucia i oddania, przysięgając, że resztę życia spędzi robiąc, co w jego mocy, by była szczęśliwa.
- Samantha! Najdroższa moja. Nie wiesz, jakim szczęśliwym człowiekiem mnie uczyniłaś! Nie śmiałem marzyć, byś odwzajemniła moją miłość…- mówił dużo później, gdy nasyceni, nadal spleceni, leżeli w swoich ramionach.
- Ty również dajesz mi szczęście, mój miły.- odparła miękko, kładąc mu głowę na piersi.- Początkowo, nie chciałam wychodzić za mąż…- wyznała.- Byłam już raz zaręczona , a mój narzeczony okazał się zaborczym, pełnym przemocy dzikusem. Bałam się, że historia się powtórzy. Mój ojciec jednak miał kłopoty…- ciągnęła, solennie postanowiwszy, że nie ukryje przed nim niczego. Nie chciała, by dzieliły ich jakiekolwiek sekrety.- Wiem, że bardzo mnie kocha, ale rozumiałam też, że beze mnie byłoby mu znacznie łatwiej. Zamiast martwić się o moją przyszłość, mógłby skupić się na sobie. W dodatku, Daniel i Vala przekonywali mnie, że to dobre rozwiązanie, więc się zgodziłam. Po ślubie, nadal targały mną tysiące wątpliwości. Niewiele wiedziałam o tobie i to rodziło we mnie różnorakie obawy. Bałam się, że mnie nie zaakceptujesz, że zechcesz mnie zmienić i podporządkować swej woli, jak robiło to ze swymi żonami wielu znanych mi oficerów. Bałam się intymności w małżeństwie, bo nie było przy mnie matki, która mogłaby mnie na nią przygotować. Bałam się, że będziesz odrażający, że nie będę w stanie spełniać swoich obowiązków i w efekcie cię rozzłoszczę.
- To zrozumiałe…- uśmiechnął się wyrozumiale, zakładając jej za ucho zbłąkany kosmyk włosów i całując lekko w usta.- Nie tylko nie znaliśmy się przed ślubem, ale nawet długo po nim! Ja również się denerwowałem przed pierwszym spotkaniem. Właściwie, nie przypuszczałem wtedy, że się jeszcze raz ożenię. Kilka razy miałem nieprzyjemne przejścia z kobietami, które utwierdziły mnie w przekonaniu, że nie jestem już materiałem na męża. Ślub z tobą i to na odległość, wzmógł moje rozterki…- przyznał.
- Wiesz więc, co czułam. Potem, gdy już przyjechałam do dworu, postanowiłam dowiedzieć się o tobie więcej, lecz opinie były tak podzielone, że wprawiały mnie w konfuzję, a jedyne wiarygodne źródła informacji milczały jak zaklęte. Janet powiedziała tylko, że lubisz czytać i że jesteś „reprezentacyjny".- zachichotała Sam.
- O yeah… To do niej podobne!- zgodził się Jack.- Równie elokwentna była, gdy pytałem o ciebie w listach. Pewnie dobrze się bawiła obserwując naszą desperację!
- Pewnie tak.- przytaknęła pułkownikowa, wtulając się w męża jeszcze mocniej. Podobała jej się ta bliskość, ciepło, jakie z niego biło…- W każdym razie, muszę przyznać, że gdzieś w głębi duszy, zacząłeś mnie fascynować. Wydawałeś się tak pełen sprzeczności. Potem poznałam cię osobiście i twoja otwartość, wyrozumiałość oraz nieśmiałość sprawiły, że szybko nauczyłam się ciebie szanować i podziwiać, a z biegiem czasu, kochać.
- Wiesz, kiedy ja pokochałem ciebie?- zapytał czule, patrząc w błękitne oczy swej ukochanej.
- Kiedy?- zapytała z zaciekawieniem i uśmiechnęła delikatnie.
- Już tej pierwszej nocy, gdy wróciłem.- odparł.- Zasnęłaś w bibliotece, a ja, nie wiedząc o tym, poszedłem tam, by odsapnąć po podróży i wypić kieliszek wina. Nie miałem pojęcia, że ujrzę anioła. Kiedy chciałem usiąść w fotelu obok kominka, natknąłem się na najpiękniejszą kobietę, jaką widziałem. To była miłość od pierwszego wejrzenia…- wyznał.
- To ty zaniosłeś mnie wtedy do łóżka, prawda?- spytała, wreszcie zrozumiawszy, jak się tam znalazła.
- Tak.- przyznał.- Gdy wziąłem cię w ramiona, już wiedziałem, że będę cię kochał do śmierci… Sam?- dodał po dłuższej chwili, gdy po prostu w milczeniu cieszyli się sobą.
- Tak, najmilszy?
- Czy twój ojciec nadal ma problemy?- zapytał jej mąż.
- Nie będę cię oszukiwać mówiąc, że nie.- odpowiedziała szczerze.- Chcę też, byś wiedział, że próbowałam mu pomóc, lecz się nie zgodził. Jest dumny jak każdy Carter. Na dodatek, wysoce ceni swój generalski honor.
- Dlaczego nie powiedziałaś mi o tym wcześniej?- spytał, patrząc na nią uważnie.
- Bo obawiałam się, że pomyślisz, iż wyszłam za ciebie tylko dla pieniędzy.- przyznała uczciwie.- Nie przeczę, że o tym myślałam, ale potem przyszło mi na myśl, że to niegodne córki oficera. Sprzedałam więc większość kosztowności po matce, lecz ojciec odrzucił mą pomoc.- dokończyła z żalem.
- Może źle się do tego zabrałaś, Samantho?- stwierdziło chwili zastanowienia.- Pomijając fakt, że pomysł ze sprzedażą biżuterii był absurdalny, ponieważ mój majątek i tak należy do ciebie…- mówił.- … może, zamiast spłaty długów, należało generałowi zaproponować pożyczkę?- zasugerował.- W ten sposób wybrnąłby z tarapatów i zachował honor wiedząc, że będzie mógł spłacić dług…
Sam uśmiechnęła się, zupełnie zachwycona pomysłem i z uwielbieniem spojrzała na męża.
- Czy ktoś ci już kiedyś powiedział, że jesteś geniuszem, Jack?- spytała, całując go z wdzięcznością, lecz nie bez namiętności.
- Szzzz…- zachichotał z błyskiem w oku.- Nie mów tego głośno! Mam reputację do utrzymania!- dorzucił, nim ponownie wziął ją w ramiona.
Potem już nie rozmawiali. Zamiast tego woleli pokazać sobie, jak bardzo się kochają…
TBC
