Jakby było mało problemów, wciąż pojawiają się nowe, stwierdziła z irytacją. Najpierw Złodziej poinformował Akkarina, że najprawdopodobniej pojawił się w Imardinie nowy morderca, i to kobieta, a teraz jeszcze Dannyl…
Nawet promienie popołudniowego słońca, nie mogły przegnać z jej ciała chłodu, wywoływanego przez dreszcze niepokoju. Chciała mieć tą rozmowę już za sobą.
Sonea zastukała palcami w książkę leżącą na jej kolanach, po raz kolejny wspominając wczorajszą rozmowę z Akkarinem.
- Dobrze znasz Dannyla? – spytał.
- Dosy
dobrze – mruknęła, tłumiąc ziewniecie.
Podmuch chłodnego nocnego powietrza wdarł się do sypialni przez uchylone okno. Sonea podciągnęła wyżej kołdrę, czując gęsią skórkę na ciele.
- Jest bardzo bystry, prawda?
Wyrwała rękę z uścisku Akkarina, przewróciła się na bok i podparła na łokciu, żeby na niego spojrzeć. Zupełnie nie wiedziała do czego on zmierza.
- Tak sadzę – odpowiedziała z wahaniem.
Jego czarne oczy wpatrywały się w sufit.
- Jest bystry – stwierdził z przekonaniem. - Dlatego wybrałem go na stanowisko Drugiego Ambasadora w Elyne. Zauważa więcej niż inni, potrafi powiązać z początku błahe fakty w całość i wyciągnąć istotne wnioski, jest uparty w dochodzeniu do prawdy. Obawiam się, że w tym przypadku może to okazać się dla mnie wielce niekorzystne.
- Jak to? – zapytała lekko zaniepokojona.
- Księga, którą Dannyl przechwycił od buntowników, zawierała opis rytuału czarnej magii, która, jak już wiesz, kiedyś była nazywana wyższą magią. Wcześniej zaś Dannyl interesował się moimi podróżami po krajach sprzymierzonych w poszukiwaniu wiedzy o magii starożytnej.
Sonea wpatrywała się w Akkarina z zaciekawieniem, ale ku jej rozczarowaniu nie rozwinął tematu. Nabrał głęboko powietrza, wypuścił powoli i kontynuował.
- Jeśli Dannyl połączy te fakty w całość, może uznać, że jednak odkryłem coś podczas moich podróży i stanie się bardziej dociekliwy. Może również zastanawiać się, dlaczego nie poinformowałem o tej księdze Starszyzny. Właściwie sądzę, że on już coś podejrzewa.
Akkarin zerknął na nią. Jego czarne oczy były pełne powagi. Zadrżała pod tym spojrzeniem, choć sama nie wiedziała, dlaczego jej ciało akurat tak zareagowało.
- Ostatnio jest niezwykle spięty w mojej obecności.
- Wszyscy są spięci przy tobie – powiedziała z uśmiechem.
Zaśmiał się krótko, ale zaraz spoważniał.
- Dzięki Lorlenowi zauważyłem, że przygląda mi się nad wyraz uważnie.
Parsknęła śmiechem, nie mogąc powstrzymać rozbawiania z powodu niemądrych myśli. Ostatnio o Dannylu krążyły przedziwne plotki na temat jego nietypowych upodobań erotycznych. Akkarin zapewne domyślił się, co chodzi jej po głowie, bo spojrzał na nią z lekką naganą.
- Obserwuje mnie, jakby na coś czekał – mówił dalej. - Jakby szukał potwierdzenia czegoś konkretnego w moim zachowaniu.
Opadła na poduszkę. Powinni wziąć pod uwagę możliwość, iż Dannyl odkrył coś, czego nie powinien.
A jeśli to Rothen postanowił podzielić się sekretem Akkarina z Dannylem? Poczuła ucisk w żołądku.
Nie, to było mało prawdopodobne. Rothen nigdy nie zaryzykowałby jej bezpieczeństwa.
- Chcę żebyś z nim porozmawiała i chcę być przy tej rozmowie.
- Ja? Dlaczego ja? – zdziwiła się.
- Ponieważ twoja osoba nie wzbudzi w nim dodatkowych podejrzeń, co do tematu rozmowy. – Kąciki ust Akkarina uniosły się w półuśmiechu. - Przy tobie będzie wystarczająco rozluźniony i podzieli się informacjami, których nie śmiałby wygłosić przy mnie.
Pokiwała głową w zamyśleniu. Dannyl był zawsze przyjaźnie nastawiony w stosunku do niej. Ale czy to oznaczało, że zdradzi jej więcej niż Akkarinowi? Czy to wystarczało, żeby podzielił się z nią, nowicjuszką Wielkiego Mistrza, podejrzeniami, które dotyczą jej mentora?
- Dobrze, jeśli to ma pomóc – oznajmiła.
Co zrobi Akkarin, jeśli jego podejrzenia okażą się słuszne? Wzdrygnęła się na myśl o kolejnej osobie zamieszanej w tą skomplikowaną sytuację.
Akkarin przyciągnął ją bliżej i otulił ich dokładniej kołdrą.
- A teraz śpij – szepnął jej nad uchem.
Sypialnię spowiła ciemność.
Westchnęła cicho. Miała nadzieję, że Dannyl nie wie na tyle dużo, aby trzeba było podjąć stanowcze kroki, które zabezpieczyłyby tajemnicę Akkarina.
- Na co powinnam zwracać uwagę? – zapytała cicho, nie mogąc zasnąć.
Odpowiedziało jej milczenie. Zaczerpnęła odrobinę mocy i stworzyła niewielką kulę świetlną. Dawała ona tylko tyle światła, by mogła dostrzec rysy Akkarina.
Miał otwarte oczy. Nie spał.
Poruszył się i przyciągnął ją do siebie. Zrozumiała, że ciągle zastanawia się nad odpowiedzią.
- Zacznij od pytania o…
Sonea jeszcze raz powtórzyła wszystkie wskazówki czarnego maga. Wiedziała, jak pociągnąć rozmowę, by skierować ją na istotne dla sprawy fakty, jednak wpierw musiała znaleźć Dannyla. A z tym miała problem przez całe popołudnie.
Po zakończeniu zajęć, przez dłuższy czas włóczyła się po korytarzach Uniwersytetu, przyglądając się magom. Pokornie znosiła goniące ją wszędzie szepty, ale nie natrafiła na ślad Ambasadora ani w gmachu Uniwersytetu, ani w pobliżu Domu Magów. W końcu zmęczona i podirytowana niepowodzeniem skierowała się ku ogrodom i przysiadła na ławce, wciąż rozmyślając o rozmowie, która ją czekała.
Miała małe szanse, że go tu spotka, więc bez wyrzutów oddała się lekturze. Dopiero, gdy usłyszała gong zwołujący nowicjuszy na wieczorne zajęcia, zdała sobie sprawę z upływu czasu. Uniosła gwałtownie głowę i niemal zerwała się z miejsca.
Dannyl szedł ścieżką, dokładnie w jej stronę.
Pospiesznie wyciągnęła z kieszeni rzemyk z zawieszonym na nim pierścieniem z krwawym klejnotem.
Odkąd Lorlen zauważył pierścień na jej dłoni, Akkarin kazał jej trzymać go w ukryciu, nawet wtedy, gdy go używała. Przełożyła rzemyk przez szyję i włożyła zawieszkę pod materiał szaty, tak że zawisł między piersiami, ściśle przylegając do ciała.
~ Akkarin – zawołała w myślach, chcąc przyciągnąć jego uwagę. ~ Widzę Dannyla. Za chwilę spróbuję z nim porozmawiać.
~ Akurat w tej chwili? - Wyczuła cień irytacji za jego pytaniem.
~ To mam z nim nie rozmawiać? – zapytała niezdecydowana.
~ Porozmawiaj. Po prostu chciałem obserwować jego reakcje, a teraz jestem… trochę zajęty.
Wysłał obraz pomieszczenia, w którym się znajdował.
Na moment zaparło jej dech w piersi. Nigdy nie widziała tak bogatego wnętrza. Ściany oblepiały kolorowe arrasy, pomiędzy którymi można było dostrzec strzeliste okna wypełnione skomplikowanymi witrażami. Rzeźbione krawędzie stołu, który był jedynym meblem w pomieszczeniu, skrzyły się złotem, obrzeżając grawerowany na blacie inkal rodu królewskiego. Wszystko to, wzmocnione światłem rzucanym przez złote kandelabry, wydawało się wręcz emanować wielobarwną poświatą.
Jedno z wysokich krzeseł zajmował mężczyzna w obszernym stroju w barwach królestwa, skrojonym z materiałów najlepszej jakości.
Król.
A za nim dwóch magów, którzy zawsze mu towarzyszyli.
Obraz przed oczami zniknął tak samo niespodziewanie, jak się pojawił.
Po chwili Sonea poczuła gniew zrodzony z bezsilności. Z samego złota na ornamentach ozdabiających ramy okien połowa Bylców mogłaby wyżyć przez miesiąc. Gdyby w tej chwili przebywała w pałacu, razem z Akkarinem, nic nie powstrzymałoby jej przed powiedzeniem królowi, co o tym wszystkim myśli.
Ale była tu, w ogrodach Gildii, a Dannyl znajdował się coraz bliżej. Musiała go zatrzymać.
Pomachała do maga, chcąc zwrócić na siebie uwagę. Podszedł swobodnym krokiem z uśmiechem na ustach.
- Ambasadorze Dannylu, miło cię ponownie spotkać.
- Ciebie też, Soneo. Nie będziesz miała nic przeciwko, jeśli się przysiądę?
Odsunęła się, robiąc miejsce obok.
- Chyba, że masz coś pilnego do nauki. - Zerknął na książkę w jej dłoni.
- Nie, nie. To tylko takie tam – Wzruszyła ramionami.
Dannyl skinął raz głową i usiadł obok.
Poszło łatwiej niż przypuszczała. Obawiała się, że będzie musiała go zatrzymywać na siłę, by z nią porozmawiał.
- Słyszałam, jak bardzo wsławiłeś się ujęciem buntowników z Elyne. Cała Gildia o tym mówi.
Uśmiechnął się smutno.
- Owszem. Przyczyniłem się do ich złapania, ale nie ma tu o czym opowiadać. Zapewne wszystko już słyszałaś. I to w kilku różnych wersjach.
- Właśnie, w kilku. Od kogo mam dowiedzieć się, która jest prawdziwa, jak nie od ciebie? - Zaśmiała się.
Pokręcił głową rozbawiony.
- Miałem nadzieję, że chociaż ty oszczędzisz mi opowiadania szczegółów. Doprawdy nie są zajmujące. Lepiej opowiedz mi, jak idzie ci nauka w Gildii.
Westchnęła. Nie tak to miało wyglądać. Miała wyciągnąć z niego ważne informacje. Jak to się stało, że skończyła na mówieniu o sobie? Dlaczego nie potrafiła zmusić go do opowiadania o Elyne?
- Życie nowicjuszki na pewno nie jest tak interesujące jak praca Ambasadora – powiedziała, chcąc przerwać natłok pytań o nauczycieli, z którymi miała zajęcia.
- Muszę cię rozczarować, wcale nie jest tak przyjemnie, jak mogłoby się wydawać. Również spodziewałem się przygód i wyzwań, a okazało się, że praca Ambasadora polega na pojawianiu się w każdym liczącym się Domu i ciągłym zapewnianiu o wsparciu Gildii.
Zerknął na nią z szerokim uśmiechem na ustach.
- Czyżbyś chciała zostać w przyszłości Ambasadorką Gildii, Soneo?
- Nic z tych rzeczy. – Zaśmiała się. – Wciąż mam nadzieję na posadę prostej Uzdrowicielki.
- Uzdrowicielki? - Dannyl zmrużył oczy. - A jednak Wielki Mistrz osobiście uczy cię sztuk walki.
- Uznał, że mam pewne braki w tej dziedzinie – odburknęła.
Ta rozmowa miała wyglądać zupełnie inaczej.
- Wielki Mistrz cały czas chwali twoje dokonania w Elyne. Mówi, że doskonale sobie poradziłeś z buntownikami – powiedziała, zmieniając temat.
- Na prawdę? Właściwie to postępowałem według jego wskazówek. Do tej pory zastanawia mnie skąd wiedział o ich planach. A także o wielu innych rzeczach. - Zmarszczył czoło w zamyśleniu. - Niestety obawiam się, że zostanie to jego tajemnicą. Wielki Mistrz potrafi zaskoczyć człowieka – mówił dalej, kręcąc głową. - Chociaż ty pewnie wiesz to najlepiej, jako jego nowicjuszka.
Spojrzał na nią.
Sonea uśmiechnęła się mimowolnie. Rzeczywiście, Akkarin zaskakiwał ją co chwilę. Z każdym dniem uświadamiała sobie, że nie zna go wcale tak dobrze, jak jej się wydawało. Chociażby ostatnio, gdy poinformował ją o…
~ Skoncentruj się, Soneo. - Głos w umyśle, gwałtownie przerwał jej rozmyślania.
Poczuła się głupio, że pozwoliła myślom odpłynąć w tym kierunku, podczas gdy on słuchał.
~ Soneo. Skup się na Dannylu.
- Czasem jest trudny do przewidzenia – przytaknęła.
Dannyl uśmiechnął się zagadkowo.
~ Zapytaj go o bibliotekę w Elyne. Tą, o której ci opowiadałem.
Żałowała, że nie może wyłączyć głosu w umyśle. Nie potrafiła prowadzić błyskotliwej dyskusji i równocześnie słuchać Akkarina.
- Trudny do przewidzenia, mówisz?
- Niełatwo sprostać jego wymaganiom. – Wzruszyła ramionami.
O czym oni właściwie rozmawiali? Sonea czuła się już kompletnie zagubiona. Dodatkowo zauważyła, że Ambasador przypatruje się jej badawczo.
Już miała zadać pytanie Akkarina, gdy Dannyl odezwał się ponownie.
- Chyba Wielki Mistrz nie wymaga od ciebie zbyt wiele, Soneo?
- Nie – powiedziała ostrożnie. – Tylko tyle, ile wymagałby od każdego innego nowicjusza, który byłby na moim miejscu.
Kąciki ust Dannyla wygięły się nieznacznie. Nie spodobał się jej ten uśmiech. Było w nim coś nie na miejscu. A może tylko jej się wydawało?
~ Przekaż Dannylowi, że chcę go widzieć w Rezydencji. Zje z nami obiad.
Czy Akkarin wywnioskował z tej rozmowy coś, co jej umknęło? A może po prostu rozmowa nie szła po jego myśli? Właściwie to również spodziewała się, że poradzi sobie z nim lepiej.
- Zapomniałam przekazać - powiedziała zrezygnowana. - Wielki Mistrz zaprasza cię na obiad do Rezydencji.
Niemal roześmiała się, widząc zdziwienie malujące się na twarzy maga.
~ Nie zapraszam, tylko żądam jego obecności. – Wyczuła niezadowolenie Akkarina.
Gdyby tylko mogła wyłączyć na chwilę ten głos w jej głowie.
- Nie spodziewałem się takiego wyróżnienia – powiedział Dannyl z ostrożnością, której wcześniej nie słyszała w jego głosie.
- Mówiłam przecież, że Wielki Mistrz bardzo cię chwali. – Sonea uśmiechnęła się blado, oczekując kolejnego komentarza ze strony czarnego maga.
- Oczywiście, skorzystam z zaproszenia – powiedział Dannyl z powagą, przypatrując się jej uważnie. - Byłbym wdzięczny, gdybyś przekazała, że się zjawię. Kiedy ma odbyć się ten obiad?
No właśnie, kiedy?
~ Zaraz.
~ Zaraz?
~ Tak. Teraz. Zaraz. Ja już wracam.
Akkarin wysłał jej kolejny obraz. Podróżował odkrytym powozem Gildii. Sonea rozpoznała w oddali kształt bramy wjazdowej na ziemie magów.
Uniosła się z miejsca i rozejrzała dookoła. Słońce przesunęło się po horyzoncie i teraz nieśmiało wystawało zza linii drzew.
- Teraz – zwróciła się do Ambasadora.
Dannyl otworzył usta w niemym zdziwieniu. Wyglądał, jakby chciał o coś zapytać, ale się rozmyślił. Wstał i podążył razem z nią w stronę Rezydencji. Drogę pokonali w niezręcznej ciszy.
Nie zaskoczyła ją obecność postaci w czarnych szatach, która uniosła się z fotela, gdy weszli do salonu.
- Wielki Mistrzu. – Dannyl ukłonił się nisko.
- Ambasadorze.
Akkarin zmierzył Dannyla poważnym spojrzeniem i wskazał dłonią drzwi prowadzące do większej jadalni dla oficjalnych gości.
Sonea zrozumiała, że Akkarin czeka, aż i ona uda się za magiem, więc postąpiła naprzód. Kiedy go mijała, rzucił jej jedno krótkie spojrzenie, z którego nie potrafiła nic wyczytać.
Potrawy, które pojawiły się na stole, nie były tak wykwintne jak zazwyczaj. Po strapionej minie Takana, Sonea wywnioskowała, że nie miał wiele czasu na przygotowanie obiadu.
Akkarin zaczął konwersację niezobowiązująco, od pytań o dwór w Elyne. Sonea słuchała, uważnie obserwując reakcje Dannyla, zanim nie znudziły ją nic nie mówiące dla niej nazwiska osób, które przewijały się ciągle przez dyskusje o sytuacji politycznej. Nie potrafiła znaleźć niczego ciekawego w ich rozmowie. Rozmawiali o rzeczach, które jej zupełnie nie dotyczyły.
Sięgnęła po widelec i zaczęła przyglądać się badawczo srebru, z którego był zrobiony. Metal ładnie odbijał światło.
Była ciekawa, czy król w Elyne również otaczał się takim przepychem, jak król Kyralii. Pewnie tak. Nawet w Gildii nie brakowało bogactwa, choć zapewne nie było tak wystawne, jak w Domach.
Nagle poczuła chęć buntu.
Mocniej oplotła palcami widelec. Jednym takim podarunkiem mogłaby ułatwić codzienne życie Jonny na długi czas. Akkarin był zajęty rozmową z Dannylem. Nie zauważyłby, gdyby schowała widelec do kieszeni.
Uśmiechnęła się, wspominając podobny pomysł, który wpadł jej do głowy podczas pierwszego obiadu z Akkarinem. Wtedy chciała zrobić mu na złość. Teraz chciała zrobić na złość królowi. Choć najlepiej byłoby, gdyby on się o tym nigdy nie dowiedział.
Zerknęła na Dannyla. W zamyśleniu pochłaniał kolejną porcję, którą służący nałożył mu na talerz pomimo jego głośnych protestów. Przeniosła wzrok naprzeciwko i napotkała spojrzenie czarnych oczu Akkarina. Wyglądał na rozbawionego.
Skrzywiła się, przypominając sobie o krwawym kamieniu. Sięgnęła do rzemyka.
~ Nie zdejmuj. Może się jeszcze nam przydać.
Zacisnęła dłoń ponownie na nóżce kielicha z winem. W drugiej ręce nadal trzymała widelec.
~ Soneo…
Uniosła wzrok.
~ Jeśli potrzebujesz, możesz wziąć cały komplet srebrnych sztućców. Gildia nie zauważy.
Kąciki jego ust wygięły się w półuśmiechu.
Prychnęła, gdy wyobraziła siebie, jak obdarowuje przyjaciół w Slumsach widelcami i łyżeczkami z Rezydencji Wielkiego Mistrza.
Dannyl poderwał gwałtownie głowę znad talerza i wbił w nią zaciekawione spojrzenie. Uśmiechnęła się niewinnie.
- Teraz pomówmy o ważniejszych sprawach – Akkarin zwrócił się do Dannyla niebezpiecznie chłodnym tonem. - Książka, którą przechwyciłeś… Czy podczas ostatnich podróży po Elyne natrafiłeś na podobne?
- Nie. Aczkolwiek, przyznam się, że byłem ostatnio skoncentrowany wyłącznie na buntownikach. Nie miałem czasu na szukanie źródła pochodzenia tej księgi. – Dannyl jakby odżył, bo jego głos stał się bardziej energiczny. Czy zatem nie dało się wyciągnąć z Royenda miejsca pochodzenia księgi?
- Ach, dało się – mruknął Akkarin. - Jednak to nic nie zmienia.
Akkarin pociągnął łyk wina, nie spuszczając wzroku z Dannyla ani na chwilę.
- Czy uważasz, że takich ksiąg może być tam więcej? Być może natknąłeś się na coś o podobnej tematyce? – zapytał.
Dannyl odchrząknął.
- Niczego ze zbliżoną wiedzą nie odkryłem. – Zerknął niepewnie na Soneę.
Akkarin pokiwał powoli głową. Zmarszczone czoło świadczyło o tym, że myśli intensywnie.
- Rozumiem, że powinienem zainteresować się tą sprawą dokładniej – odezwał się Dannyl. – Mam sprawdzić, czy nie ma ksiąg o magii z podejrzaną wiedzą w Elyne?
- Właściwie należałoby zainteresować się nielegalnymi księgami z jakąkolwiek wiedzą na temat magii, nie tylko zakazaną.
- Oczywiście, Wielki Mistrzu.
Dannyl sięgnął po kielich z winem.
- A teraz opowiedz o pracy Ambasadora. Soneę na pewno zainteresuje ten temat.
Wyprostowała się w krześle, czując na sobie wzrok obu magów.
- Powinna zacząć poznawać tajniki pracy Gildii – Akkarin mówił dalej. - Kto wie, może w przyszłości zostanie Wielką Mistrzynią Gildii.
Rozszerzyła oczy, słysząc słowa Akkarina, ale to reakcja Dannyla przyciągnęła jej uwagę. Ambasador rozkaszlał się, zakrztusiwszy się winem.
- Miejmy nadzieje, że wybór nie będzie konieczny jeszcze przez długi czas – wykrztusił, gdy doszedł do siebie.
Czarny mag wpatrywał się w niego ze spokojem.
- Istotnie. Miejmy nadzieję.
Dannyl opuścił głowę, nie mogąc znieść ciężaru spojrzenia Wielkiego Mistrza.
- Sadzę jednak, że przyda się Sonei wiedza o życiu magów w Elyne. Powinna pomyśleć o swojej karierze i zacząć się interesować się sprawami Gildii nie tylko w Kyralii.
Sonea zamarła na bezdechu. Co on wyprawiał? Nie mogła zrozumieć jego zachowania.
~ Zwrócić się do mnie po imieniu – wysłał.
~ Co? Nie.
~ Po prostu zrób, jak mówię.
Zacisnęła usta nieprzekonana.
~ Po co mam to zrobić? – zapytała skołowana, ale Akkarin nie patrzył już na nią. Ponownie wpatrywał się w Ambasadora, z wyrazem skupienia na twarzy.
- Słyszałem, że ludzie w Elyne mają bardziej otwarte i tolerancyjne usposobienie. Jestem ciekaw twego zdania na ten temat. – Akkarin niespodziewanie zmienił temat.
Dannyl pokiwał głową.
- To prawda. Uchodzi tam wiele rzeczy, które w Kyralii uznane zostałyby za szokujące i skandaliczne.
- Istotnie, o skandal w Kyralii nie trudno. – Kąciki ust Akkarina uniosły się do góry.
Pobladły Dannyl przyglądał się usilnie swoim dłoniom leżącym na stole.
- Sonea również uważa, że niektóre normy moralne Gildii są zbyt… staroświeckie. Ponadto chciałaby wprowadzić kilka zmian w prawach obowiązujących magów.
Co on wyprawia, Sonea zastanawiała się z niepokojem. Co pomyśli sobie Dannyl? Jeszcze chwila i Akkarin po prostu powie mu o ich zakazanym związku.
- Co do niektórych z nich jestem nawet skłonny przyznać jej rację. Chociażby jeśli chodzi o zakaz…
- Akkarin – wysyczała przestraszona, że za chwilę powie o jedno słowo za dużo.
- Słucham, Soneo - odparł miękko, niemal z czułością, jednak nawet na nią nie spoglądając.
Szybko spojrzała na Ambasadora.
Dannyl skurczył się w sobie, wyglądał, jakby nie marzył o niczym innym, niż znalezienie się jak najdalej stąd. Nadal przyglądał się dłoniom, ale po przeciągającej się chwili milczenia uniósł głowę i spojrzał na Akkarina, a następnie na nią.
Emocje, które malowały się na jego twarzy, trudno było nazwać. Zakłopotanie, niezdecydowanie, strach.
Spojrzała na Akkarina z rezygnacją. Dannyl wiedział. Domyślił się.
Przez ciebie. Miała nadzieję, że Akkarin jej słucha.
Uśmiechnął się lekko w odpowiedzi. Przez chwilę przyglądał się jej, po czym zwrócił twarz ponownie w stronę Ambasadora.
- A więc… co zrobimy z twoją niewygodną wiedzą, Ambasadorze? To nieco komplikuje sprawę.
Akkarin oparł się wygodniej na krześle i zaczął stukać palcami w blat stołu.
- Z moją wiedzą? – zapytał cicho Dannyl, udając zdziwienie.
- Nawet nie próbuj kłamać, Dannylu – Akkarin warknął gniewnie. - Kiedy się domyśliłeś?
Dannyl zaciskał dłonie w pięści tak mocno, aż pobielały mu kłykcie. Wyglądało na to, że toczy ze sobą wewnętrzną walkę. W końcu rozluźnił się i westchnął.
- W dzień mojego powrotu do Gildii… Kiedy przybyłem do Rezydencji omówić kwestie związane z buntownikami, nie byłem pewien, czy miałem zaczekać na dole, więc udałem się na piętro do biblioteki. Tam zobaczyłem za dużo.
Akkarin uniósł brwi zaskoczony.
Rumieniec na twarzy Dannyla pociemniał jeszcze bardziej.
Sonea próbowała przypomnieć sobie, na jaki widok mógł natrafić Dannyl tamtego dnia w bibliotece, a gdy w końcu przypomniała i napotkała zmieszane spojrzenie Ambasadora, poczuła, że się rumieni.
- W istocie. Widziałeś za dużo – mruknął Akkarin.
Sonea nie mogła się nadziwić. Dannyl tak długo znał prawdę o nich, a oni podejrzewali go, że odkrył zupełnie inny sekret.
- Czy powiedziałeś o tym komukolwiek?
- Nie.
- Doskonale. I niech tak zostanie. Sadzę, że doskonale zdajesz sobie sprawę, iż niektóre tajemnice powinny zostać tajemnicami.
Dannyl pokiwał głową, czerwieniąc się ponownie.
Sonea została przy stole, gdy Akkarin udał się odprowadzić Dannyla do drzwi, siedziała nadal, gdy wrócił. Nie mogła pozbyć się uczucia niepokoju.
Akkarin wyglądał na zadowolonego.
- Dlaczego cię to wcale nie martwi? – zapytała, nie rozumiejąc jego pogody ducha.
Podszedł bliżej i oparł się o stół.
- Obawiałem się, że będzie gorzej. Dannyl zdaje sobie sprawę, że choć nasza relacja nie jest poprawna w oczach Gildii, nie robi nikomu krzywdy. Gdyby dowiedział się o czarnej magii, nie potrafiłby zostawić tej sprawy w spokoju.
- A tak zostawi? Myślisz, że nikomu nie powie?
- Dannyl również ma sporo do ukrycia.
Rozszerzyła oczy zaskoczona. Akkarin uważał, że plotki krążące wokół Ambasadora są prawdziwe.
Mag roześmiał się, widząc wyraz jej twarzy. Nie wiedziała, co się na niej odmalowało, ale jej wnętrzem targały mieszane uczucia.
Dannyl wolał mężczyzn?
A jednak to był ten sam Dannyl, którego znała i lubiła. Nie powinna traktować go inaczej, znając o nim prawdę.
- Chodź do mnie. – Akkarin wyciągnął do niej dłoń.
Podeszła do niego, by zatopić się w jego ramionach.
