- Świat to naprawdę pokręcone miejsce. Szczególnie, gdy jest na skraju upadku. Ty tego nie widziałaś, ale wyobraź sobie jak wszystkie trzy strefy pomieszały się. Dobra, może powinnam powiedzieć, że jest ich więcej. Wielkie pole ryżowe naszego kochanego Monarszy Niebios. Dalej nie wiem co on widział w tym ryżu. Obszar Władczyni Królestwa Zmarłych. Oraz ten najzwyklejszy, a jednocześnie najbardziej nieprawdopodobny świat. Nie mam pojęcia co ta dwójka myślała podczas swojej samozwańczej podróży. Wyższe poczucie celu, czy coś innego?
Riliane od tej pamiętnej kłótni nie czuła się zbyt dobrze. Och, fizycznie nie dolegało jej nic. Trzeba jednak pamiętać, że każdy człowiek posiada serce, w mniejszym czy większym stopniu. Jej mówiło, że to nie powinno się tak zakończyć.
Cholera, Pycha nawet nie opętując nikogo wszystko niszczyła. A, i jeszcze Hansel. Ta dwójka, o ile można ich tak określić, bardzo ją irytowała. Chłopak mieszał się do wszystkiego, jednocześnie to niszcząc. A ten demon, nawet nie próbował jej ratować, kiedy stanęła przed Kayo! Nic! Wezwała go, tak, poniżyła się do tego stopnia, a to coś nie kiwnęło palcem, by ją uratować!
I właśnie dlatego wylądowała w tym miejscu. Arogancki dupek.
Miała dziwne wrażenie, że mimo wszystko, mimo tych rozmów i tak jej nie wyszło.
- Czas nie jest zadowolony, kiedy nim się manipuluje. Och, Riliane nie odczuła tego aż tak dosadnie, ale wiesz... Hansel był dla czasu istnym bólem głowy. Specjalnie stworzył sytuacje, przez którą zabił człowieka. A ten idiota się tego nie domyślił, no doprawdy... Zmienił bieg historii, znając jej wcześniejszy przebieg.
Allen miał wrażenie, że chyli się ku upadkowi. I to dosłownie, bo coraz częściej wyjście z łóżka wydawało się istną torturą. Każdy kolejny dzień męczarnią, nie miał ochoty zupełnie na nic. To nie były pozytywne oznaki. Doskonale o tym wiedział.
Miał tylko dziwne przeczucie, że niedługo coś się stanie. Wisiało w powietrzu. W dodatku, coś mu mówiło, że będzie to dotyczyć Riliane. Miał jakiś szósty zmysł wobec niej, czy jak?
Siedział w swoim pokoju i czyścił sztylet, który mu podarowała. Jakiś temu oceniał jego zaostrzenie. Nie spodziewał się, że z jego pomocą uda mu się przeciąć drewno. Ciekawe, czy jak Riliane go nabywała, to już był taki ostry?
Hansel dalej nie przychodził po odpowiedź. Ale to chyba on zostawił następnego dnia lustereczko. Naprawdę wyglądało jak dzieło sztuki. Ramka była w kształcie jajka oraz zrobiona ze złota. Czy raczej cenny kruszcież był na wierzchu, a pod spodem jakiś wytrzymały materiał. To całkiem popularna praktyka. Nie wiedział, jakie przygody miał przedmiot, ale szkło nigdy się nie brudziło.
Allen westchnął. Miał dziwne, naprawdę dziwne wrażenie, iż powinien coś chronić. Ale co?
- Oryginalną historię ci opowiadałam. Jednak w tej wersji... Z Allenem stało się coś, co nie powinno się zdarzyć. Dzięki tej małej rzeczy, Monarsza nie mógłby potem z nim tak... współpracować. Nawet jeśli oryginał brudził sobie ręce, to doskonale rozumiał dla kogo to robi.
Noc była piękna. Tak piękna, jak tylko może być całkowita ciemność, bez światła księżyca i małymi promykami gwiazd. Pełna romantyzmu, szczególnie, gdy widzi się czarną postać przemykającą między kolumnami w pałacu. Robiła to cicho i całkowicie spokojnie, doskonale znając okolice oraz zwyczaje strażników. Tylko dzięki temu nie została jeszcze złapana.
Nikt nie zobaczyłby jej twarz przez ten wielki kaptur. Jednak, mógłby pomyśleć, że to skrytobójca, czyhający na księżniczkę. Wskaże to najważniejsza osoba w tym miejscu. Można było brać pod uwagę jeszcze pozostałe dwie z Wielkich Bohaterów, ale ktoś zwyczajny nie zdołałby je zabić.
Postać przemykała dalej, do skrzydła z pokojami sług. Otworzył jedno z drzwi i wszedł do niego.
W pomieszczeniu było ciemno, mimo okna, z którego mogłoby padać światło księżyca. Jegomość przybliżył się do łóżka, gdzie leżała młoda kobieta. Miała złociste włosy, tak jak rodowici mieszkańcy tego kraju, nawet do snu zapięte w kucyk. Nie mógł widzieć, jak otwiera jedno oko, próbując cicho zorientować się w sytuacji. Jej ręka szybko poleciała do spinki we włosach, akurat wtedy, kiedy postać chciała wbić sztylet. Zaskoczona, cofnęła się o krok, ale szybko wróciła, próbując przetrzymać dziewczynę.
Na jej nieszczęście, udało mu się. Wierciła się, kopała, ale niewiele do dało. Po chwili była trupem z podciętym gardłem.
Mogła krzyczeć, a nie zrobiła tego. Czyżby winę za ponosiła jakaś niezrozumiała pycha?
A wiele kilometrów stąd, Banica Conchita zagotowała się. Kto śmiał zabić Gretel, zanim byłaby gdzieś blisko niej, by absorbować duszę!? Kto!?
- Los jest naprawdę cudowny. Tyle różnych ścieżek i dróg do wyboru... A człowiek i tak najprawdopodobniej pójdzie najgorszą z nich, wybierze drogę demona. To wspaniałe! Dużo razy widziałam tego potwierdzenie. W tym świecie, łatwo takie rzeczy przewidywać.
- Dzisiejszej nocy zginęła Ney Futapie - powiedziała beznamiętnym głosem Mariam. - Znalazłam ją w łóżku z pociętym gardłem. Nie jestem w stanie powiedzieć kto to zrobił. W pokoju była beczka z wodą. Sprawca umył w niej ostrze.
- Więc nie ma śladów...? - zapytała niepewnie Riliane. Służąca kiwnęła głową, jednocześnie patrząc gdzieś w przestrzeń. - A co z psami?
- Nic nie znalazły.
Księżniczka zacisnęła dłonie. Najpierw Leonhart, teraz Ney... O co tu, do licha, chodzi? O ile zabójstwo Lwa mogła zrozumieć, to zwykłej służącej? Znaczy, doskonale zdawała sobie sprawę z jej roli w tym wszystkim. O tym, że była reinkarnacją Gretel...
- Wezwij do mnie Gastona - rozkazała. - Sama kontynuuj śledztwo. Bieżąco informuj mnie o postępach.
Kobieta kiwnęła głową i szybko wyszła, tak jak zwykle. Drzwi delikatnie zamknęły się za nią.
- Elluka starała się być ostrożna. Wiedziała o podróży w czasie, dlatego nie robiła nic pochopnie. Jednak jeśli mówimy o jej osobowości, starała się jest najlepsze. Dla wszystkich byłoby lepiej, gdyby Gumilia od początku zajęła jej miejsce. Oczywiście, marzenia się nie spełniają, a niekompetencja Czarodziejki Czasu rosła. Ney ją nic nie interesowała, skupiła się tylko na poszukiwaniu zabójcy Leonharta. Nic nie znalazła, jak zwykle. Gdyby nie była tak zaślepiona, może coś by zauważyła... Jej uczennica niewiele mogła zrobić, w końcu była tą młodszą i mniej doświadczoną.
Riliane rozkazała zwiększenie ochrony dla ważniejszych osób w zamku. Według niej, zabójstwo Ney było pomyłką albo dziewczyna za dużo wiedziała. Szkoda, że przed śmiercią nie zdążyła nic powiedzieć.
Potarła czoło, nagle zmęczona. Ostatnie dni były szalone. Dwa zabójstwa... Żadnych świadków ani tak naprawdę podejrzanych... No, tego w pierwszym życiu nie miała. Uśmiechnęła się do Alllena, który podał jej ciasto oraz herbatę. Zignorowała napływające wspomnienia.
- Masz jakiś pomysł? - spytała z zniechęceniem, popijać gorący napój. Wolałaby zimny, dzisiejszy dzień był ciepły.
- Żadnego. Byłem w obu miejscach, ale też nic nie znalazłem ani nic.
Westchnęła głęboko.
- Naprawdę nic? Najmniejszej poszlaki? - Chłopak pokręcił przecząco głową. - Co za beznadzieja... Co tak nagle ich wzięło na zabójstwa, co?
- Sądzisz, że zrobiły to dwie osoby? - zapytał Allen, patrząc na nią uważnie.
- Nie wiem! Tak sobie powiedziałam, rozumiesz?! - krzyknęła rozdrażniona. Nie chciała, ale jakoś tak wyszło.
Chyba naprawdę była zirytowana i zmęczona.
- Listy chodziły wtedy naprawdę wolno. Na jeden zdarzało się czekać parę miesięcy. Dlatego właśnie, Prim Marlon i Abyss I.R. nie przejmowały się długim milczeniem Ney. Wysłały jeszcze do Lucifenii króla, by w dalszym ciągu zaprzyjaźniał się z swoją narzeczoną. Tak naprawdę, to Prim nie wiedziała co z nim zrobić. Robił się coraz bardziej irytujący, a ona zdenerwowana, że jedyną opcją było wysłanie go do córki znienawidzonej Ann.
- Hansel, na pewno coś zobaczyłeś! Jestem tego pewna! - krzyczała w swojej komnacie księżniczka. Chłopak spojrzał na nią zirytowany.
- Czego się drzesz? Owszem, w gruncie rzeczy można nazwać mnie duchem, ale mam swoje zajęcia i akurat wtedy nie było mnie w zamku! Gdybym był, na pewno uratowałbym Gretel! Przecież dlatego tu jestem, do cholery!
Riliane nareszcie się zamknęła. Na przemian otwierała i zamykała usta, bardzo przypominając w tym momencie rybę.
- To nie tak, że nie lubiłem Banicy. Tylko irytuje mnie to, jak bardzo jesteśmy zależni od osób podobnych do naszych matki. Gdybym ją tutaj uratował - głos mu się załamał, ale szybko wrócił do normy.
Oczywiście, to nie był prawdziwy powód. Nie, może jeden z wielu, ale po prostu nie na pierwszym miejscu. Jest Chłopcem Końca, czyż nie? To do niego należy wybranie najlepszej możliwej drogi i nie patrzenie się na innych.
Błędem było przeniesienie Rin Miroku do tej rzeczywistości.
- Och, ja po prostu bardzo chcę oglądać to przedstawienie. Bo to po prostu zabawne. Nie mogę się doczekać, aż do wszystkiego włączą się Bliźniaczy Bogowie, nie w formie Elluki. Oczywiście, tym razem to się nie stanie. Ale poczekaj parę chwil...
Kyle Marlon radośnie sobie podgwizdywał. Uwolnił się od obecności matki i tej dziwacznej kobiety! Hurra! Jeszcze tylko odsunąć całkowicie je od władzy i mógłby umierać. Chociaż nie, najpierw by musiał zając się moralną odbudową kraju.
Kiwnął głową. O bogowie, jakże on jest inteligenty i piękny.
Akurat wieczorem udało mu się przyjechać do swojej narzeczonej. Riliane przez ten krótki okres czasu w ogóle się nie zmieniła. Podróż była wyczerpująca i obiecali sobie, że pogadają rano. Tym bardziej, że dziewczyna naprawdę naciskała.
Potargał włosy, przygotowując się do kąpieli. Nie widział Leonharta, co nieco go niepokoiło. Czyżby rycerz musiał wyjechać, coś mu się stało, a być może został zwolniony? Ostatnia opcja była wręcz absurdalna, jeśli weźmie się pod uwagę potęgę i reputacje Lwa. Nie, to musiało chodzić o coś innego. I jego głowa w tym, że rano będzie wiedział już o wszystkim.
- Bo wiesz, w końcu to niemożliwe, żebym tylko ja zauważyła jego wycieczki. A jestem prawie na sto procent pewna, że kolejna się odbędzie. Ale gdzie pójdzie? Co zmieni? Tego nie wiem, ale bez wątpienia będę go śledziła i dalej relacjonowała ci jego przygody.
Gumilia westchnęła cicho, patrząc na lustro. Z odbicia patrzyła na nią zmęczona twarz z wiecznie poważnymi oczami. Wokół niej ładnie układały się krótkie, zielone niczym trawa, włosy. Miała nadzieję, że Elluka już spała, bo chciała wszystko na spokojnie przemyśleć. Nie wydawało się, że przyglądanie się swojemu obliczu coś pomoże, szczególnie, że niedawno było się słodziutką wiewióreczką. W dalszym ciągu nie potrafiła się do końca przyzwyczaić.
Jednak różnica w wzroście i wyglądzie była.
W dodatku miała przedziwne wrażenie, że w zamku dzieje się coś złego. Nie potrafiła tego wytłumaczyć, ale ludzie chyba nazywają to intuicją. Ona wręcz krzyczała, domagając się zrobienia czegokolwiek.
Dziewczyna westchnęła i ukradkiem spojrzała za drzwi. W pokoju było ciemno, słyszała też umiarkowany oddech swojej nauczycielki. Jaka pora jest odpowiedniejsza na szpiegostwo, jeśli nie noc?
Próbując przywołać do ludzkiej egzystencji wiewiórczą gibkość oraz cichość, przemknęła na korytarz. Nigdy wcześniej nie czuła tak walącego serca i uczucia niepokoju. Weź się w garść, przecież nie jesteś Michealą!
Ruszyła dalej w ciemności, tak, jak jej podpowiadała intuicja. Lub cokolwiek to było.
-...
Dzisiejszej nocy coś się stanie, uznała Riliane patrząc na sierp księżyca. Nie wiedziała co, ale czuła to podskórne. Zresztą, była niezwykle pobudzona i ręce jej drżały. Przełom? A może coś całkowicie innego? Bardzo się tego bała. Musiała jednak pamiętać, że na pewno nie jest taką dziewczyną jak wcześniej i podejmie się każdego wyzwania z podniesioną twarzą.
Można to nazwać pewnością siebie, lecz na pewno nie pychą.
- Jesteś tutaj, prawda, Hansel? - spytała cicho tonem całkowicie innym niż wcześniej. Starała się być milszą, bo może bez tego nie przeżyje.
Nie wiedziała o co chodzi, ale po prostu to czuła. Nigdy, przenigdy, w poprzednich życiach jej się tak nie zdarzyło.
- Skąd wiedziałaś? - odpowiedział chłopak, również inaczej. On też musiał to czuć, po prostu. - Ach, czyli też to czujesz? To mi przypomina dzień, w którym pani Conchita podjęła kontrakt.
Splotła palce, próbując zignorować poczucie niepokoju, które nie dawało jej spokoju.
- Zaprowadzisz mnie?
Światło księżyca na chwile oświetliło twarz blondyna, dopóki nie zaszło za chmurami. Nie potrafiła z niej nic wyczytać.
- Wiesz, co jest zabawne? Na zakończenie oryginalnej historii dalej czekamy, a ta już zmierza ku finałowi. Potrafisz je przewidzieć? Nie? No cóż, ja doskonale wiem jak to się zakończy.
Allen powoli, bardzo powoli otworzył oczy. Słyszał plusk kropel, zupełnie, jakby gdzieś kapała woda. Otarł spocone czoło, zmęczone oczy. Chciało mu się spać, nawet się chwiał, ale jednocześnie wiedział, że mu nie wolno. To nieco dziwne, jak o tym myślał. Można to już nazwać paradoksem, czy już nie? Paradoks, ładne, nietypowe słowo.
Spojrzał na ścianę, która wyglądała jakby ktoś nieuważnie posmarował ją pomidorami. Nietypowe, przecież nie jadł jak dwuletni dzieciak, prawda? Będzie musiał posprzątać ten bałagan, na pewno.
Odłożył nóż trzymany w ręce. Wraz z perspektywą sprzątania, odechciało mu się jeść. Nie pamiętał, żeby miał tak kiedykolwiek, ale pierwszy raz musi zawsze nadejść, prawda?
- Sługa zła... - usłyszał jakiś głos, który brzmiał, jakby ktoś próbował się powstrzymywać od płaczu. Nagle poczuł dłoń na powiekach, które ciążyły jeszcze bardziej niż wcześniej. - Śpij...
- Najbardziej w wszelkich opowieściach uwielbiam osądy. To w nich widać kolejne cechy ludzi, okropnie, złe, samolubne. One są najbardziej fascynujące, nie sądzisz?
Riliane naprawdę powstrzymywała się od krzyku. Zaczęła nawet gryźć własną pięść, tylko po to, by nie pozwolić na niechciane dźwięki. Ach, oto przełom, odkryty dzisiejszego wieczora.
Strażnicy uśpieni przez Demona, a jej własny brat zamordował króla zamorskiego kraju. Nieświadomie.
Przełykając łzy, ośmieliła się zapytać.
- To nie jest demon pychy, prawda...? Hansel?
Chłopak powoli wstał, trzymając w ręku lustereczko. Pod jego stopami zasnął Allen, dalej trzymając nóż w ręku.
- Nie - odpowiedział chłopak, brzmiąc niesamowicie zimno. Nienawiść. - To demon Lenistwa, przeklęta na wieki, Eve Moonlit. To tłumaczy tak wiele, nieprawdaż, Riliane? Ona wiedziała o mojej siostrze, suka, więc postanowiła ją jak najszybciej zabić. Udało jej się to. Zabójstwo Kyle Marlona... Chciała zniszczyć życie zarówno tobie i Allenowi.
- A Leonhart...? - Riliane nienawidziła siebie za drżenie jej głosu.
- Nie posłużyła się Allenem, tylko mną - tłumaczył Hansel. Wyglądał na kogoś, kto bardzo stara się nie stracić panowania nad sobą. - Straciłem czujność, chciałem sprawdzić czy inni ludzie mogą mnie zobaczyć... A przecież doskonale wiedziałem, że to zależy od mojej woli. To... był wypadek, przepraszam. Tylko jakim cholernym cudem znalazła się tutaj zamiast demona Pychy...?
- A może... - zastanowiła się księżniczka, dalej mówiąc cicho. Nie, to na pewno nie wina Elluki czy Helda. Według jej wspomnień, oboje nie powinni mieć żadnego kontaktu z tym konkretnym demonem. Odpowiedź nasuwa się sama, nieprawdaż? - Ale skąd ona miałaby wiedzieć?! Przecież to niemożliwe, na pewno!
Chłopak wzruszył ramionami. Wykonał ruch, jakby chciał rzucić lusterkiem, ale się powstrzymał.
- I wszystkie moje przygotowania poszły na marne... Szlag. Muszę się cofnąć jeszcze bardziej.
- Hę?
- Wrócę do czasów swojego dzieciństwa... Nie, wcześniej. Zabiję Eve Moonlit i uratuję ten świat. Ale teraz nie mam wsparcia nikogo...
- W tym ci nie pomogę. Potrzebujesz magii, a ja takowej nie posiadam - mruknęła Riliane, podchodząc do brata. Wyglądał tak niesamowicie niewinnie... Zupełnie nie jak on.
- Wiem o tym! - machnął na nią ręką. - Jestem w pewnym sensie reinkarnacją Behemo. Dzięki temu mógłbym cofnąć się w czasie. Niestety, potrzebuje też jakiegoś maga, który odpowiednie ukierunkowuje moc. Później pewnie będę przeklęty tak, że bardziej się nie da, ale żadna strata.
Gumilia stała zza ścianą, nad jednym z strażników i doskonale słyszała rozmowę tych dwojga. Nie rozumiała niczego, więc nie powinna się wtrącać, ale i tak biła się z myślami. Nie potrafiła podejmować lekkomyślnych decyzji, przeciwieństwie do Michaeli.
Zacisnęła pieści. Właśnie dlatego wzbraniała się przed byciem człowiekiem. Elluka by tego nie zrozumiała, w końcu całe życie była człowiekiem.
Odetchnęła głęboko i policzyła do trzech. Gdzieś wyczytała, że to dobra metoda.
Oparła się o framugę drzwi, próbując zachowywać się zupełnie nie w jej stylu.
- Uczennica czarodziejki też zda egzamin?
Jak na zawołanie, Riliane odwróciła się, od razu zauważając Gumilie. Westchnęła z ulgą, aż padła na kolana. Czuła takie napięcie, a osoba uczennicy sprawiła, że wszystko z niej uszło, niczym z balona.
Ale zaraz powraca, gdy tylko przypomina sobie ciemnozielony płaszcz, święcący pod światło, srebrną maskę z własnym umysłem i sumieniem. Pragnie zapomnieć o surowych, bezlitosnych oczach, które znają tylko jeden wyrok. I o tym wszechwiedzącym uśmiechu, mówiącym, to twoja wina, wiesz?
Zaciska pieści i dla uspokojenia zaczyna głaskać włosy Allena.
- Potrafisz posługiwać się magią? - zapytał niedowierzająco Hansel. Widziała, kiedy tylko zapytał, jego oczy rozszerzają się, bo poznaje kto stoi przed nim. Przełyka ślinę. - Nie, to oczywiste, że potrafisz.
- Ach, tak?
Czary nie są dla niej, Riliane to wie. Wręcz doskonale. Tak samo jak nie dla potęga, władza, przecież potrafiła sobie poradzić tylko jako bogobojna zakonnica. Nie udało jej się jako córka sklepikarzy.
Wie już, jaką wymówkę da strażnikom o udziale jej brata. Będą musieli jej uwierzyć, zaufać, w końcu jest księżniczką, po prawdzie królową. Zgodzi się na wzmocnienie straży, nawet nie będzie chciała z tym walczyć.
Gumilia przyszła do pokoju nad ranem, wyraźnie wyczerpana. Skrzywiła się na widok ciała króla w pełnej, krwawej okazałości. Tylko podcięte gardło, nic więcej, pomyślała. Ludzie doprawdy są okrutni.
- Jaki to demon - pyta, pokazując lustereczko. - Dam go Elluce, ona zdecyduje co dalej.
- Lenistwa - odpowiada zdawkowo Riliane. - Już nie zobaczymy Hansela?
- Bardzo wątpię.
Kiwa głową, jednocześnie zastanawiając się, co się stanie ze tym światem, kiedy już chłopak zmieni bieg historii. Myśli także, czy osobą przed nią jest Gumilia czy Władczyni Królestwa Zmarłych.
- Co zrobisz z nim? - zielonowłosa wskazuje podbródkiem wciąż śpiącego Allena. Dziwne, że czar nie zakończył się wraz z zniknięciem rzucającego. Riliane patrzy na niego, nawet nie wiedząc co czuje. Ulgę? Niedowierzanie? Zmęczenie?
- Obudzisz go? - zapytała, przestając wreszcie męczyć włosy brata. Położyła go delikatnie na ziemi, sama wstając. - I jeśli potrafisz, zmień wspomnienia strażnikom. Niech myślą, że całą noc stali i pilnowali, a przez te duże drzwi nie słyszeli nic.
- Co myślisz o takim finale? Ech, chcesz wiedzieć co dalej? No cóż, niedługo po tym rozpoczyna się wojna Lucifenii z Marlon. Trwała dziesięć lat, dopóki Germaine nie zabija królowej. Bo wiesz, niedługo po śmierci ojca dołącza do armii, myśląc, że się tam dowie kto zawinił jego śmierci. Bliźniący sobie radzili, Elluka se radziła razem z Gumilią. Innymi słowy, doszliśmy do szczęśliwego zakończenia! Bardzo żałuje, że nie mam pojęcia kto został Grzesznikiem Pychy...
Hej wam wszystkim! Przed wami zakończenie Drugiej Szansy! Kto się cieszy, proszę mi się przyznać. Nie wiem, czy ten rozdział był lepszy od poprzednich, czy wreszcie nie. Pozostała cześć tego opowiadania była pisana praktycznie co tydzień, przez co rozdziały były krótkie, a akcja toczyła się szybko. Za szybko, moim zdaniem. No cóż, na przyszłość będę wiedziała, że takie rozwiązanie do najlepszych nie należy. Obiecuje, że kolejne moje dzieła będą lepsze i pełniejsze! I przede wszystkim lepiej napisane.
A i tak, pomimo jego słabości, jestem dumna, bo to pierwszy mój zakończony długorozdziałowiec. Inną sprawą, że w ogóle do tego doszło, ale obiecałam sobie, że napisze to do końca, no i jest.
Jeśli chodzi o wszystkie niewyjaśnione tutaj... Nie powiem wam, kto wszystko tutaj komentuje, po prostu czekam na wasze teorie. Czy dalsze dzieje Hansela będą, nie wiem, zależy od Wielkiego Wena.
W tym miejscu chciałabym też bardzo podziękować dwom osobom. Alice, dziękuje ci serdecznie za czytanie tego i w ogóle. To, że bez ciebie to by nie powstało, jest pewne. No, już nie pusz się tak z dumy. W sumie dla ciebie to pisałam, więc mam nadzieję, że jesteś zadowolona z końcowego efektu. I Kotka (wybacz, nie chcę mi się szukać tych cyferek), twoje krótkie komentarze jakoś tak mnie motywowały.
Dziękuje też wszystkim, którzy to czytali. Jeszcze bardziej będę wam wdzięczna, jak zostawicie po sobie jakikolwiek ślad, nawet najmniejszy. Wiecie jak potem miło na serduszku się robi?
Do następnego!~
