tytuł: Rozmowy quidditchowe
autor: euphoria
ostrzeżenia: a wyjątkowo nie ma, bo to miało być lekkie... to w zasadzie czytadło :)
długość: dwa razy drabble (200 słów bez tytułu)
Severus po raz kolejny podziwiał jak Potter z niebywałym talentem kieruje miotłą. Nie bardzo podobało mu się, że chłopak po Hogwarcie poszedł na zawodowstwo, ale rozumiał też potrzebę odcięcia od ciągłej walki. Harry bowiem byłby idealnym Mistrzem, ale oznaczało to tajne misje dla Ministerstwa albo nudną pracę w szkole, a zamykanie młodego czarodzieja z powrotem w miejscu, gdzie spędził całe dzieciństwo, nie miało sensu.
Dlatego Severus siedział na trybunach kolejnej metropolii i patrzył jak jego młody kochanek po raz dziesiąty próbuje zrobić unik. Tylko obietnica, żeby się zachowywał, powstrzymywała go przed rzuceniem poważnej klątwy na atakującego drużyny przeciwnej. (Severus doszedł do wniosku, że przez zachowywać się, Potter miał właśnie na myśli zero magii podczas meczu, jakież to gryfońskie.)
W końcu jednak, jak to bywa z wypadkową, tłuczek uderzył Pottera i to prosto w głowę. Po arenie rozległ się krzyk rozpaczy, gdy miotła młodego szukającego zaczęła pikować w dół. Harry jednak opanował ją i zatrzymał niemal centymetry nad ziemią, lecz zamiast wznieść się z powrotem - pognał przed siebie.
Chwilę później miał już w dłoniach złoty znicz.
Severus podszedł do niego po meczu i dokładnie obmacał jego czaszkę.
- Mocno się uderzyłeś? – spytał.
Potter zachichotał.
- Nie aż tak bardzo, bo wciąż cię kocham.
