A/N Dziękuję, za życzonka jeszcze raz. Spóźnione ale zawsze miłe. Przepraszam także za taką obsuwę w aktualizacji opowiadania. Dzisiaj zamieszczam nowe rozdziały i tutaj i w "Krwawych Gwiazdach"

Itami Namida Jakbyś zgadła! ;D Pomarańczowa Yamaha YZF-R6 z pojemnością skokową 599,4 cm3! Bardzo podobają mi się te Yamaszki i liczę, że kiedyś, kiedyś, wejdę w posiadanie takowej!

Charlotte

To była wspaniała impreza! I taka gorąca! Szczególnie ten jeden moment. Ten, w którym całowałem się z Sasuke. Aż do ostatniej chwili razem z Jiraiyą wymyślaliśmy plan, by nas ustawić z naszymi ukochanymi. Nawet wysłaliśmy Kakashiego, by pilnował tych dwojga. W końcu wpadłem na pomysł rozbieranego pokera, ale Ero-Sennin nie chciał nawet o tym słyszeć. Zaproponowałem więc butelkę i też miał obiekcje. Wtedy wpadłem na pomysł by połączyć rozbieranego pokera z butelką. To już mu się spodobało. Chociaż też nie mogę narzekać. Sasuke wyglądał dzisiaj taaaaak gorąco! Prawie na jego widok dostałem erekcji! Tak dziko i niebezpiecznie! A ten jego pocałunek! Tak rozkosznie brutalny, że myślałem, że nie wytrzymam. Jeszcze siedziałem mu na kolanach! Pewnie czuł moją twardą i gotową na wszystko męskość, ale jego też nie była obojętna na moje towarzystwo. On też był podniecony. Teraz, kiedy impreza się skończyła, a ja o dziwo nie jestem pijany, marzę tylko by porozmawiać i wyjaśnić sobie wszystko z Sasuke. O! Widzę go!

- Saaaasuke!- zawołałem. Goście się już zwijali i szczerze mówiąc, jest tutaj większy hałas niż podczas imprezy. Spojrzałem na zegarek i gwizdnąłem. 4 rano. Nowy rekord! W zeszłym roku wszyscy się spili jeszcze przed 3.00. Widziałem jak Sasuke przepycha się przez tłumek, by do mnie przybyć.

- Proponuję byśmy pojechali do mnie do domu, jeśli nie masz nic przeciwko. Musimy wyjaśnić i ustalić kilka rzeczy.- powiedział z maską drania na twarzy. Prawie zachichotałem.

- Nie mam. Moi rodzice wiedzą, że wrócę dopiero następnego dnia po imprezie, albo jeszcze później. Są przyzwyczajeni. Czym pojedziemy?

- Oczywiście taksówką. Piłeś, więc nie możesz prowadzić, tak samo ja, a musimy się jakoś dostać do mojego domu.

- No to już. Właśnie jakaś zajechała. Najwyżej komuś zwiniemy, a jeśli będzie to przypadkiem Oro, to będzie to wspaniałe zakończenie doskonałej imprezy.- powiedziałem i pociągnąłem go za rękę w stronę drzwi wyjściowych i czekającej taksówki.

Wsiedliśmy i zobaczyliśmy nie wiedzącą co się dzieje Anko. Chyba to była jej taryfa, ale była tak pijana, że nawet nie zajarzyła na kim ma się później wyżyć. Parsknąłem śmiechem. Ona ma tak po każdej imprezie. Szczerze mówiąc dziwię się, że jeszcze nie leży na ostrym dyżurze potrącona przez samochód. Albo, bardziej prawdopodobne w jej wypadku, nie leży na transplantologii czekając na przeszczep wątroby. Chociaż babunia się jakoś trzyma, a jest starsza i większa z niej pijaczka. Wstrząsy, które generowała taksówka jadąc po nierównej drodze, usypiały mnie. Nagle pojazd się zatrzymał i przez okno zobaczyłem znajomy ganek i podjazd. Jakoś już nie chciałem wychodzić i zmierzyć się z brunetem. Jestem zmęczony i nie mam siły na żadną rozmowę, a tym bardziej kłótnie, która z tego wyniknie. Zresztą jak nasze wszystkie rozmowy. Każdy temat kończy się kłótnią, mniejszą czy większą, ale za to oczyszcza to atmosferę i dla mnie kończy śmiechem, a dla niego lekkim wykrzywieniem warg w kierunku północnym. Zwlokłem się z siedzenia i wyszedłem z samochodu widząc jak brunet płaci kierowcy. Muszę się trochę przespać. Sennie zauważyłem, że jestem prowadzony. Zanotowałem kliknięcie klucza w drzwiach. Ciepłe dłonie zdejmujące ze mnie buty, a następnie kardigan i koszulkę. Miękka pościel i ciepłe ciało za sobą były ostatnimi rzeczami, które mój stępiony umysł zarejestrował.

Obudziłem się następnego ranka przez smakowity zapach. Mam deja vu. Spojrzałem na otoczenie i na siebie samego. Z radością odnotowałem, że jestem w domu Sasuke, po imprezie na której całowałem się z Sasuke i półnago spałem razem z Sasuke. Uśmiechnąłem się szeroko i zbiegłem po schodach, schodząc z antresoli. Mój uśmiech się poszerzył, gdy nie odczuwałem żadnego bólu głowy ani mdłości. Najwyraźniej myliłem się co do ilości sake wypitej przeze mnie. Wypiłem jeszcze mniej. Raźno ruszyłem do kuchni na smakowite śniadanko uszykowane przez bruneta, czując się sprawny i gotowy do naszej konfrontacji. Kontynuując moje deja vu, on znów siedział przy stole jedząc jajecznicę, a naprzeciwko stała porcja dla mnie. Jedynymi różnicami był ubiór Sasuke i przygotowane danie. Tym razem mój mam-nadzieję-że-już-nie-tylko-przyjaciel był ubrany w granatową koszulkę i jasnoszare jeansy. Włosy miał seksownie mokre. Zdałem sobie sprawę, że się na niego gapię.

- Siadaj i jedz, skoro już się obudziłeś.- zarządził, gdy mnie zobaczył. W oczach miał ogień, więc potulnie usiadłem i zacząłem jeść swoją porcję, czekając aż się pierwszy odezwie. Kompletnie nie miałem pojęcia jak zacząć tą rozmowę.- Musimy porozmawiać.

- Tyle to ja sam wiem.- mruknąłem w odpowiedzi, a jego oczy jeszcze bardziej zapłonęły.

- Cieszy mnie to. W takim razie wytłumacz mi dlaczego tak chętnie wykonałeś zadanie. I do tego tak… entuzjastycznie.

- Bo mam coś do ciebie.- odpowiedziałem szczerze.

- Słucham?- zdziwił się.

- Słyszałeś.- strach odszedł całkowicie. Teraz liczyło się tylko powiedzenie prawdy.- Pamiętasz wycieczkę, prawda? I musisz też pamiętać naszą rozmowę w nocy. Powiedziałem ci wtedy, że podoba mi się pewna osoba. Spytałem cię czy myślenie o niej cały czas oznacza zakochanie. Potwierdziłeś, ale zignorowałem to i nie dopuszczałem do siebie tej myśli. Miałem blokadę. Dopiero wczoraj, gdy Sai wyznał mi miłość, uświadomiłem sobie, że jednak jestem zakochany. I to cholernie mocno i cholernie mocno ta osoba na mnie działa. Na dodatek Kiba mnie jeszcze w tym utwierdził. Już zupełnie pewny byłem swoich uczuć, gdy zobaczyłem tą osobę w niedwuznacznej pozycji z inną. Myślałem, że mnie krew zaleję i zabiję tą różowowłosą kurwę.- spojrzał na mnie w szoku.- Wiesz już o kim mówią, prawda? To dlatego tak entuzjastycznie wykonałem to wyzwanie i powiem ci, że było to cholernie dobre.

Sasuke zamarł. Nawet jego maska opadła. Najwidoczniej moje słowa ją rozkruszyły. Teraz widziałem tutaj mojego ukochanego gapiącego się na mnie z szeroko otwartymi oczami i prześmieszną minką. Chyba powinienem mu dać czas na przetrawienie tego. Nie zawsze się zdarza, że uczeń wyznaje ci miłość, prawda? Poruszył ustami jakby chciał coś powiedzieć, ale nie wydostał się z nich żaden dźwięk. W końcu zamrugał powiekami i poruszył się na krześle.

- Cóż, mogę powiedzieć wszystko, ale nie to że się tego spodziewałem.- powiedział sztywno.

- Musiałeś podejrzewać. Szczególnie po tym przytulaniu w nocy. Nie liczę na to, że powiesz mi teraz, że też mnie kochasz i będziemy razem, ale przynajmniej dalej bądź moim przyjacielem. W końcu znajdę sobie kogoś innego i się odkocham. O ile zdołam.- mruknąłem ostatnie zdanie. Była mała szansa, że pokocham kogoś raz jeszcze.

- NIE!- nagle krzyknął. Podniosłem pochyloną głowę. Rzadko kiedy dało się w nim wzbudzić takie emocje. Spojrzałem na niego pytająco, ale on tylko wstał i obiema dłońmi z pasją uderzył w stół.- Nie znajdziesz sobie kogoś innego! Kami-sama, co ja z tobą mam! Czasami jesteś taki tępy! Prawdziwy Usuratonkachi! Nie rozumiesz, że możesz być tylko mój? Ty będziesz TYLKO mój! Baka! Powinieneś oczekiwać tego, o czym mówiłeś! A wiesz dlaczego? Dlatego, że mimo że jesteś takim młotkiem to kocham cię. Podobałeś mi się od pierwszej klasy, od początku mojej kariery i twojego uczęszczania do tej szkoły. W tym roku zdałem sobie sprawę, że jestem w tobie zakochany, ale byłeś niedługo po rozstaniu z Gaarą i miałeś uczucia do kogoś innego, jak się przed chwilą okazało-do mnie. Mówisz, że byłeś zazdrosny o Haruno? To co ja miałem czuć, kiedy szlajałeś się z No Sabaku, na każdym kroku robiąc podteksty i się obściskując? Co ja miałem czuć kiedy on mógł cię dotykać, a ja nie? Kiedy on ciebie miał, a ja nie?- wydarł się głośno i byłem pewien, że przechodnie akurat idący chodnikiem też to słyszeli.

Szczerze, chyba wołałem jak nie ukazywał emocji. Chociaż, jego słowa…. Może dane mi się będzie przekonać, czy z niego jest taki wulkan też w łóżku. I dostałem nową ksywkę. Teraz nie jestem tylko dobe, ale też usuratonkachi. Świetnie! Wdech, wydech i wkraczasz Uzumaki!

- Nie mogłeś mi powiedzieć wcześniej? O tym, że się zakochałeś? Albo że ci się podobam, a nie bujać się z tym dwa lata?- zapytałem względnie spokojny.

- Jak ty to sobie wyobrażasz? Podchodzę na jakiejś przerwie do ucznia, który mnie nienawidzi i mówię mu, że mi się podoba?- spytał retorycznie, jednocześnie dając mi odpowiedź.

- Nie trzeba było być takim dupkiem!- wrzasnąłem i także wstałem.

- Nie rozumiesz, że to był mój sposób wyparcia się tego uczucia, a później radzenia sobie z frustracją?!- krzyknął i podszedł do mnie powoli.

- Mogłeś się wyżyć na siłowni, a nie na uczniach!

- Dawałeś mi powód do drwin swoimi jakże niskimi umiejętnościami matematycznymi!

- Jakbym dzisiaj ci nie powiedział o moich uczuciach, to dalej żyłbym w nieświadomości co to twoich!- wrzasnąłem, dźgając go palcem w pierś.

- Bo nie powinniśmy tak czuć! To jest niemoralne, nie mówiąc o tym że nielegalne!- odkrzyknął, odpychając mój palec.

- Nie zmieniaj tematu! Mam to w dupie! Mam w dupie to, że to nielegalne! Jak się kogoś kocha to mu się o tym mówi i się z nim jest!- podszedłem jeszcze bliżej, patrząc mu w oczy. Zachmurzone, jeszcze czarniejsze niż zwykle oczy.

- Och, zamknij się wreszcie, Naruto!- wrzasnął ponownie, ale tym razem złapał mnie za podbródek i pociągnął moją twarz w górę, miażdżąc moje usta w namiętnym i pełnym pasji pocałunku.

Drugi pocałunek z NIM w ciągu dwóch dni. Znów brutalnie wpił się w moje usta, nalegając swoim językiem o wejście. Lekko rozchyliłem usta i od razu oddałem dominację, postanawiając cieszyć się jego wspaniałymi ustami i smakiem. Całował mnie tak, że aż zobaczyłem gwiazdy. Słyszałem, że widzi się je podczas orgazmu, a ja je widzę już, a może tylko, przy pocałunku. Nawet nie chcę sobie wyobrażać co przeżyję podczas stosunku. Jaką rozkosz mi to dostarczy…. Całowaliśmy się, aż zabrakło nam obu powietrza. Oderwaliśmy się od siebie dysząc ciężko i patrząc sobie w szeroko rozwarte oczy. Spojrzałem na niego w szoku.

- Wow!- zdołałem wyksztusić. On tylko wykonał próbę wywyższającego się uśmiechu. Próbę bo wyszedł mu nieśmiały.- To znaczy, że jesteśmy razem?

- Tak, można tak powiedzieć.- odpowiedział i szczerze się uśmiechnął. Pokazując zęby w szerokim uśmiechu.- Jesteś kretynem, ale cieszę się że w końcu cię mam.

- Ja też, teme!- skoczyłem mu na szyję, przewracając krzesło na którym siedziałem.- To mogę od teraz nazywać się twoim chłopakiem?

- Jeśli chcesz, ale musisz wiedzieć kilka rzeczy. Jestem bardzo zazdrosnym mężczyzną i nie lubię się dzielić tym co moje, zapamiętaj to, bo to najważniejsza zasada i jeśli ją złamiesz, nigdy ci tego nie wybaczę. Nienawidzę kłamstwa, brzydzi mnie. Nie jestem dobrym pocieszycielem, ale masz we mnie wsparcie w każdej sprawie. I będę cię kochał najbardziej na świecie, jeśli będziesz ze mną uczciwy.- powiedział, a moje oczy wypełniły się łzami. Nigdy nie usłyszałem bardziej romantycznego ostrzeżenia przed swoimi wadami. Wtuliłem się w niego mocniej i odpowiedziałem powstrzymując niesforne krople dalej w oczach.

- Saaasuke! To takie ckliwe, ale kochane! Oczywiście, że cię nigdy nie zdradzę!- powiedziałem wzruszony, ale nagle wyślizgnąłem się z jego ramion, spoważniałem i znów dźgnąłem go w pierś.- Zresztą to też obowiązuje ciebie! Oczekuję, że już nie dasz się złapać w taką sytuację jak wczoraj w szkole. Czy z twojej winy, czy nie.

- Ech…. Te oczekiwaniaa….- westchnął dramatycznie, a ja się od niego odsunąłem. Nie byłem pewny czy żartował. Popatrzyłem na jego twarz, która nagle rozjaśniła się pięknym uśmiechem.- Daj spokój, Naru! Tylko żartuję! Pewnie, że to dotyczy też mnie!

- Ej! Nazwałeś mnie Naru!- zauważyłem entuzjastycznie. Od dawna namawiam by tak mnie nazywał, ale twierdził zawsze że wystarczy że nazywa mnie tak pół szkoły i jedna osoba mniej czy więcej nie robi różnicy. Dla mnie robiła i ciągle robi, bo to nie jest jedna z wielu osób tylko Sasuke. Jeden, jedyny, istniejący Sasuke.

- Męczyłeś mnie tym tak, że w końcu postanowiłem dać za wygraną. Wolę tak mówić, niż narażać się na ciągły ból głowy od twoich jęków.- powiedział chłodno.

- Mogę się założyć, że jeszcze polubisz moje jęki.- powiedziałem sugestywnie.

- Polubię je tylko wtedy, kiedy to JA będę ich przyczyną.- podjął grę.

- Chcesz się przekonać, czy faktycznie tak będzie?- zapytałem uwodzicielko, zjeżdżając swoimi dłońmi z jego pleców na jędrne pośladki.

- Nie muszę. Ja wiem, że tak będzie, Narrru.- zamruczał kusząco do mojego ucha, powodując dreszcze na całym moim ciele.

-Na pewno?- zapytałem, uśmiechając się chytrze.- Skoro tak bardzo chcesz…. Saaasukeeee, prooooooszęę, puuuuść mnieeeeeee. Chcęęęęę dokończyyyyyć śniadaaaaaankooo!

- No dobra, cicho już bądź.- mówił zatykając mi buzię dłonią.- Miałem na myśli inne jęki! Takie, od których nie boli mnie głowa!

- Och!- zmieszałem się teatralnie.- Naprawdę? Bo ja znam tylko takie. I jeszcze jak kogoś torturują, ale to zostawię na później.

- Zaraz zademonstrujesz ten drugi rodzaj jęków!- warknął.

- No, strasz dalej.- wywróciłem oczami i pociągnąłem go w stronę salonu.- No choodź!

- Gdzie mnie ciągniesz?- zapytał, a ja rozciągnąłem się na kanapie i włączyłem telewizor. Zignorowałem go i po chwili niechętnie się dosiadł, a ja oparłem głowę na jego ramieniu i zamruczałem. Warknął na mnie.- Możesz się ubrać?! Masz zamiar paradować nago cały dzień?

- Przecież mam spodnie.- zdziwiłem się, ale nagle zrozumiałem o co chodzi.- Ooooo! Czyżby moja PÓŁgolizna cię pobudzała? Co, Sasuke?

- Nie. Tylko w tym domu jest niepisana zasada, że nago NIE chodzimy!- powiedział stanowczo.

- Taaak.- powiedziałem sceptycznie.- Ustanowiona przez ciebie i w tej chwili, BO nie chcesz przyznać, że mój przystojny look cię podnieca. Zresztą mam tak samo. Jesteś zbyt seksowny.- powiedziałem swobodnie, dalej gapiąc się w ekran. Nagle on przewrócił mnie tak, że leżałem na kanapie, usiadł na mnie i przyszpilił moje nadgarstki swoimi męskimi dłońmi nad moją głową.- EJ!

- Co? Przecież mnie podniecasz. Sam tak powiedziałeś, więc skąd to oburzenie?- zapytał niebezpiecznie.- Czyżby mój mały uke chciał spróbować swojej roli?

- Hej! Kto w ogóle powiedział, że to ja będę uke?!- zapytałem wciąż oburzony.- I nie szepcz mi do ucha, bo robię się jeszcze bardziej twardy!

- Jeśli mój szept wywołuje u ciebie erekcję i takie śliczne rumieńce, to chyba nie oczekujesz ode mnie że przestanę?- wymruczał, liżąc moją małżowinę ucha.- Poza tym… to wiadomo samo z siebie, że to ty będziesz uke. Jesteś słodki.

- NIE JESTEM SŁODKI! JESTEM BARDZO MĘŚKIM FACETEM!- krzyknąłem, ale przypomniałem sobie słowa przed tym idiotycznym stwierdzeniem i zaprotestowałem gorąco.- Śnisz! To ty będziesz uke!

- Jesteś i dlatego jesteś słodki.- powiedział zalotnie, a ja westchnąłem. No, Naruto, kłóć się z tak dumnym człowiekiem, to na pewno będziesz miał rację. Jaaaasne….- Taak? Niby czemu? Oświeć mnie. Jak mi podasz choć jeden logiczny argument, to zastanowimy się nad naszymi rolami…. – powiedział, patrząc mi wyzywająco w oczy.

- YOSH! Dzięki, Sasuk… Sasu.- powiedziałem w przypływie radości, ale też chciałem się podrażnić. Wiedziałem, że nie znosi tego zdrobnienia.

- Powiem to tylko raz. Nie. Zdrabniaj. Mojego. Imienia.- wycedził starając się zachować spokój.

- Ja na twoim miejscu zdrabniałbym.- wzruszyłem ramionami, zupełnie ignorując jego pytający wzrok. W końcu wymyśliłem argument!

- Dlaczego?- ocho! Ktoś tu zaczął używać chłodnego głosu. Wzdrygnąłem się niezauważalnie. Czas wyciągnąć moje działa!

- Sas Uke. Mówisz, że z ciebie taki dominujący seme, a twoje imię mówi co innego. Ja na twoim miejscu zdrabniałbym, bo to może być mylące.- pokiwałem z przekonaniem głową.

- Niech cię cholera, Naruto!- warknął i zaraz dodał wściekle.- Jak chcesz to mogę zaraz ci pokazać, jaki jest ze mnie seme!- powiedziawszy to, rzucił się na mnie i zaczął dziko całować.