No i jest świąteczny special! Pobiłem sam siebie jeśli chodzi o długość, 5060 słów bez autorskich notek, mam nadzieję że się wam spodoba.
MIŁEJ LEKTURY!
*DING DONG*
-Naruto, otworzysz? – spytała Konan z kuchni.
-Pewnie. – odpowiedział blondyn będąc w połowie drogi do drzwi. Gdy je otworzył uderzyła go fala chłodnego powietrza i widok jego przyjaciółki z drużyny.
-Sakura, witaj, wchodź do środka. – zaprosił ją blondyn, dziewczyna szybko wstąpiła do środka a blondyn zamknął za nią drzwi.
-Uff, cześć Naruto, pogoda pod psem, prawda? – spytała wieszając kurtkę na wieszaku. Miała na sobie czerwony sweter z białymi okręgami na plecach i ramionach i czarne jeansy.
-No, w tym roku święta są wyjątkowo popsute jeśli chodzi o pogodę. –odpowiedział blondyn patrząc na zmarzniętą Sakurę. On miał na sobie pomarańczowy wełniany sweter z czerwonymi wirami na ramionach i niebieskie spodnie. – Jak pogoda jeszcze się pogorszy to nie zobaczymy pierwszej gwiazdki.
Dwójka przeszła do salonu w którym czekała na nich Konan, która miała na sobie szare spodnie, niebieską koszulkę na krótki rękawek i szary kucharski fartuszek.
-Ohayo, Sakura-chan. – powitała ją Konan trzepiąc ręce o fartuszek. – Ładny sweterek.
-Witaj Konan-sempai, dziękuję bardzo. – odpowiedziała młoda Kunoichi rumieniąc się. – Pomagasz dzisiaj w kuchni?
-Tak.– westchnęła Konan. – Jesteśmy do tyłu ze wszystkim i jeśli chcemy się wyrobić musimy pracować na najwyższych obrotach. Wszystko przez to – tutaj skierowała gniewny wzrok na Naruto który zaczął cicho pogwizdywać i patrzeć gdzie indziej ( najzwyczajniej w świecie, zaczął palić głupia. ) – że KTOŚ zjadł większość ciast i piernika!
-Kurczę, ten KTOŚ to niezła świnia. – dodała Sakura domyślając się o co chodzi i spojrzała na blondyna wzrokiem który mówił „Wiem że to ty".
-No, chamstwo się szerzy co? – odpowiedział całkiem niewinnym wzrokiem.
-Tak czy siak, raczej damy radę do wieczora. – dodała Konan spoglądając znów na młodą Kunoichi.
-Może wam pomóc? – spytała natychmiast Sakura.
-Eee…nie wiem czy to dobry pomysł. – odpowiedziała niepewnie Konan drapiąc się po policzku ze wzrokiem skierowanym na kuchnię.
Sakura, całkiem nieświadoma, podeszła do kuchni i gdy wyjrzała zza winkla zobaczyła czerwonowłosą kobietę miotającą się po kuchni jak opętana. Jej włosy unosiły się w powietrzu i tworzyły dziewięć ogonów, w jednej ręce miała ubijaczkę do jajek podczas gdy druga wertkowała kartki książki kucharskiej leżącej w kącie . W całej kuchni było widać że „Pani domu jest zła", brudne rondle, pootwierane produkty, zawalony zlew, jednym słowem, jakby przeszło tornado.
-Ok, co teraz? – spytała cicho Kushina czytając książkę.
-O-ohayio, Kushin…
Kushina momentalnie się obróciła i rzuciła trzepaczką której Sakura uniknęła w ostatniej chwili, czego za moment bardzo żałowała, gdyż trzepaczka odbiła się od ściany niczym piłka i zaczęła latać po całym pokoju, cała trójka zaczęła robić uniki lecz koniec końców, przyrząd kuchenny odbił się od ściany i zakończył swą podróż w ustach blondyna powalając go na podłogę.
-Niech mi nikt nie wchodzi do kuchni! – ryknęła Kushina.
-Naruto, wszystko w porządku?! – spytała wystraszona Konan klękając przy blondynie który jedynie bablał coś bez sensu z trzepaczką w ustach.
-Czemu Kushina-san jest taka wściekła? – spytała Sakura pomagając Konan która zaczęła nerwowo potrząsać głową lecz gdy tylko Sakura skończyła to zdanie, była Jinchuriki chwyciła ją za kołnierz swetra i zaczęła nerwowo potrząsać.
-JA!? WŚCIEKŁA!? KTO TU JEST WŚCIEKŁY, DATTEBANE!
Ooo rany...z Naruto ledwo wytrzymałam a teraz jest jeszcze jego mama...Kami, dlaczego mnie nie lubisz? Westchnęła w myślach Sakura. Konan, widząc niedole przyjaciółki, położyła blondyna na podłodze i podeszła do nich.
-Kushina-san, spokojnie, zdążymy ze wszystkim, zobaczy pani. - uspokoiła ja Konan. Kushina spojrzała na nią i przestała potrzasac młodą Kunoichi która była teraz w stanie podobnym do blondyna.
-Jak?! Jeszcze tyle do zrobienia, karp, barszcz, ciasta, piernik, choinkę trzeba przynieść i ozdobić!
Momentalnie Kushina zastygla z pustym wyrazem twarzy, puściła Sakurę która usiadła na podłodze i sekundę później podeszła do syna.
-Sochi, przydaje się na coś i idź po choinkę, zrozumiano? - rozkazała Kushina wyciągając trzepaczke do jajek z jego ust.
- H-hai, Okaa-chan. - odpowiedział wciąż lekko otumaniony.
-Konan-chan,pomożesz mu? - zwróciła się czerwonowłosa do Kunoichi z Amegakure.
-Dlaczego ja? - spytała lekko zdezorientowana. Kushina podeszła do niej i uśmiechając się ciepło położyla dłoń na jej ramieniu.
-Po pierwsze, nie wypada prosić gości o pomoc, po drugie, wciąż się uczysz a potrzebuje kogoś kto już ma za sobą kilka takich rzeczy, po trzecie, z twoimi talizmany szybciej wam pojdzie.
-Aha... -baknela cicho Konan spuszczajac nos na kwinte. Ojc, chyba źle to ujelam. Pomyslala lekko winna Kushina.
-Konan-chan, dobra z ciebie dziewczyna, wiesz ze cie lubie ale bardziej się przydasz gdy pomożesz Naruto-kun. Pozatym, złapiesz trochę świątecznego ducha.
Konan jedynie westchnęła i oddała fartuszek. Wiedziała że Kushina ma racje, jednak coś ja zabolało.
-No dobrze, narzuce tylko coś cieplejszego. - odpowiedziała smetnie wręczając fartuszek Kushinę i znikając w swoim pokoju.
Gdy ta się odwróciła ujrzała Sakurę i Naruto,stojących prosto ze skrzyżowania na piersiach rękoma i wyborczym wzrokiem.
-Co? - spytała rozkladajac dlonie.
-Bardzo brawo, Kaa-chan. - rzucił Naruto.
-Delikatna niczym toczący się Chouji. -dodała Sakura.
Kuso, dałam ciała na całej lini... Westchnęła ponownie czerwonowlosa.
-Wiem ze dałam ciała ale naprawdę zależy mi na tym by te święta były udane. - wytłumaczyła się szybko po czym spojrzała gniewne na swojego syna.- NAWET JEŚLI TRZEBA PIEC CIASTA I PIERNIK OD POCZĄTKU!
-Chyba twoje pieczęcie ochronne nawalaja, skoro ktoś wkradł się nam w nocy i zjadł wszystko. - westchnął blondyn wycofując się do przedpokju.
-PIECZECIE SA W PORZADKU, DATTEBANE!
-Kushina-sama, proszę dać już temu spokój. -wtrąciła się Sakura chwytając fartuszek i go zawiązując. - Im szybciej się weźmiemy do roboty tym szybciej skonczymy.
-Dobrze gada. - rzucił Naruto z przedpokoju.
-CICHO SIEDŹ ! - warknely obie.
***Dwadzieścia minut pozniej, obrzeża Konohy.***
-Gdzie my niby mamy znaleźć tu choinkę ? - syknęła Konan idąc z Naruto przez las. To niebyl Kraj Żelaza gdzie świerki rosły na każdym kroku, wokół Konohy rosły jedynie drzewa lisciaste.
-Spokojna głową Konan-chan.- rzucił Naruto wskazując na Konan drzewa - Gdzies tutaj jest taki mały kawałek gdzie co roku ktoś sadzi kilkanaście swierkow, przychodzę tutaj od kiedy pamietam.
-Wiec powinienes wiedzieć gdzie isc. - westchnęła dziewczyna.
-Eee...właśnie w tym jest problem...
Pieknie, utknelam w lesie z Naruto na szukaniu choinki w lesie lisciastym...Właśnie wtedy gdy mogłam spędzić trochę czasu z Sakura...porażka...
Naruto w dalszym ciągu wypatrywal swoich swierkow lecz po kilku minutach Konan puściły nerwy i wzniosła się w gore.
-Naruto-kun, wybacz ale nie mam czasu na takie szukanie po omacku. Stwórz kilka klonów i rozeslij je po lesie. - warknela Konan zawisajac obok niego w powietrzu.
-E...no dobrze.
Blondyn lekko speszony wykonal polecenie i po chwili piątka identycznie wyglądających Naruto pojawila się na sasiednich konarach drzew.
-Panowie, kto znajdzie ten informuje mnie, oryginał , jasne?
-YOSH/HAI/TAK JEST/ZROZUMIANO/JASNA SPRAWA! - krzyknęły klony po czym rozbiegły się w kilku przeciwnych kierunkach. Konan również zamierzała wyruszyć w swoim kierunku gdy...
-Konan-chan, czekaj, pójdę z tobą , żebyś miała na bieżąco świeże informacje.
Kuso, Naruto! Czy wszyscy Uzumaki są tacy samy czy to tylko mój pech!?
-Dzieki - odpowiedziała ozięble po czym obydwoje wyruszyli w jednym kierunku.
Obydwoje trwali w milczeniu, Naruto czekał az któryś z jego klonow go poinformuje a Konan próbowała uspokoić swoje nerwy chłodnym powietrzem. Od kilku miesiecy stara sie o bycie bardziej kobiecą, poprosiła Kushinę by ją nauczyła tego co robią normalne kobiety, by nauczyła ją gotowania i innych babskich spraw, wszystko po to by mogła zaimponowac Sakurze i własnie wtedy gdy miała szansę na pokazanie czego sie nauczyła, słyszy takie cos. Kushina-san, spodziewałam sie wielu rzeczy ale cos takiego? Po blisko pół godzinie niezręcznej ciszy, Naruto dostrzegł lekko widoczny grymas na jej twarzy, postanowił poprawić jej humor rozmową.
-I jak ci sie podobaja swieta w Konohagakure, Konan-chan? - spytał wesołym tonem Naruto.
-Zimno i biało, ciężko mi się lata w takim powietrzu. - odpowiedziała chłodno Kunoichi.
Miła jak papier ścierny. Westchnął w myślach genin.
-Widzę że to nic nie dało, spytam wprost, coś się stało?
-Nic. -burknęła natychmiast.
-Chodzi o to co powiedziała Kaa-chan?
-...
-Czyli trafilem...
-To nie jest fair. - westchnęła smutno Konan zwalniając lekko. - Od kiedy tylko poprosiłam twoja mamę o nauki, charuje jak wół by być jak kobieta z prawdziwego zdarzenia i gdy nareszcie mam szansę się wykazać, ona mnie wyrzuca z domu.
-Fakt, to nie bylo fair. - zauważył Naruto.
-Na dodatek zrobila to przy Sakurze...
MAM CIĘ! Zapiszczał uradowany blondyn.
-A więc to prawda ze czujesz miętę do SakAAA, OSTRE!
Nim blondyn skończył w jego kierunku poleciało kilkanaście talizmanów, kilka z nich rozcięło mu skórę na policzkach.
-Dostałeś jakąś wiadomość od swoich klonów? - spytala czerwona na twarzy Konan odwracajac od niego wzrok.
-Jeszcze nie. -syknął blondyn masując się po policzku.
Kami, niech się stanie cud, inaczej go pochowam w sarkofagu z talizmanów! Krzyknęła w myślach kunoichi z Ame.
***Mieszkanie Uzumakich, w tym samym czasie***
-Tylko ostrożnie, ciasto musi urosnąć wiec nie otwieraj okna
-Hai hai, Kushina-sama.
Obie kunoichi pracowały w kuchni w pocie czoła, Kushina pilnowała piernika podczas gdy Sakura skończyła wyrabiać ciasto. Sakura pomogła trochę zorganizować pracę, ku zaskoczeniu Kushiny, przedstawicielka rodziny Haruno radziła sobie w kuchni calkiem nieźle.
-Raz jeszcze dziękuję za to ze mogę spędzić z wami wigilie. – rzuciła Sakura myjąc brudne miski które lada moment mogły się przydać.
-żaden problem, tak w ogóle , dlaczego nie spędzasz ich z rodzicami? - spytała czerwonowłosa nie spuszczając wzroku z piekarnika.
-Zwykle co roku jedziemy na święta i nowy rok do rodziny w Kraju Fal, jednak ja zostałam bo między świętami muszę pomoc w szpitalu.
-Rozumiem, cóż, zdarza się . - westchnela Kushina - A tak z ciekawości, dlaczego chciałaś spędzić je z nami a nie córka Inoichiego?
-Ino? - poprawila ją Sakura po czym westchnela - Ona ma i tak dużo na głowie, pozatym, Konan-sempai mi to zaproponowała i...
-Dobra dobra, nie tłumacz się dalej. – przerwała jej śmiejąc się Kushina. - Widziałam jak na siebie patrzycie, resztę już znam.
CO?! Sakura momentalnie zrobiła sie czerwona niczym wlosy Kushiny.
-T-to nie tak! Ja przyszłam tylko dlatego że Konan-sempai ...
-Że Konan cię zaprosiła a ty nie umiesz odmówić swojej ukochanej sempai, zgadza się? - wtrąciła Kushina uśmiechają się od ucha do ucha w stronę piekarnika. Bawiła sie przednio, nie mogła temu zaprzeczyć.
-Hmp! Nie wiem co pani insynuuje ale tak nie jest i nigdy nie będzie! - prychnęła Sakura zadzierając nos do góry.
Chociaż chciałabym by tak było. Pomyślała z nadzieją Sakura.
Jasne, wkręcać to ja a nie mnie. Zaśmiała się w myślach czerwonowłosa.
-Tak w ogóle , to co powiedziała pani Konan-sempai bylo bardzo niemiłe. - dodała Sakura. Kushina, widząc ze piernik dostatecznie wyrósł, nałożyła rękawice kuchenne i wyjęła blachę z piekarnika.
-Wiem, ale naprawdę zależy mi na tych świętach, muszę dać z siebie wszystko, wszystko musi być perfekcyjne.- odpowiada kładąc gorąca blachę na stole.
-Dla Naruto? - pyta druga.
-Zgadza się. - odpowiada z uśmiechem - Chcę by Sochi doświadczył prawdziwych rodzinnych świąt , tego czego nie mógł doświadczyć przez cały ten czas.
Kushina-sama wydaje się być bardzo podekscytowana i przejęta tym wszystkim .No tak, zapomniałam ze Kushina-sama wróciła do świata żywych kilkanascie tygodni temu i to będą ich pierwsze wspólne święta. Czy ze mną będzie tak samo gdy będę miała dzieci?
Kushina zdjęła rękawice i zrobiła lekki piruet, trzymając dłonie przy piersiach z niebiańskim uśmiechem .
-Chcę by Sochi na zawsze zapamiętał tą atmosferę. – zapiszczała radośnie. -Pozatym, to pierwsze święta z moim synem, nasze pierwsze wspólne święta. To naprawdę ważne i dla matki i dla jej dziecka.
-A Konan-sempai?
Kushina momentalnie się zatrzymała nie wiedząc co ma odpowiedzieć,to pytanie całkowicie wyrwało ją z kontekstu.
-Konan?
-Tak, co z nią? - powtórzyła Sakura wycierając mokre ręce o fartuszek i odwracając się twarzą do Kushiny. Byla zła, bardzo.- To także jej pierwsze spokojne święta, ona nie ma rodziny, jest sierotą, jej rodzice umarli, tak samo jej przyjaciele. Od kiedy przybyła do wioski ciągle próbuje, stara się żyć normalnie co jest dla niej bardzo trudne, to nie jest jej otoczenie. Wyobraża sobie pani jak ona musiała się poczuć po tym co jej pani powiedziała?
Kushina nie zdawała sobie z tego sprawy, dopiero teraz do niej dotarło co tak naprawdę zrobiła. Kuso, Kushina,ty kretynko! Jak mogłaś jej to zrobic? Ta dziewczyna ci zaufała a ja zrobiłam jej coś takiego! Przecież chciała sie nauczyć byc bardziej kobiecą, chciała sie nauczyc być normalną, moja ambicja mnie zaślepiła i powiedziałam coś takiego. Kuso...
Kushina schowała twarz w dłoniach, jak może byc dobra matka skoro zrobiła coś takiego niewinnej dziewczynie która tylko chciała być normalna?
-Spaprałam sprawę. - powiedziała sama do siebie.
***Las Konohy***
-Mówię ci, zgubilismy sie.
-No co ty, Konan-chan, doskonale wiem gdzie idę.
-Tak? To czemu widzę TEGO SAMEGO BAŁWANA PIATY RAZ W CIAGU GODZINY?
-Hmmm...duzo tych bałwanów i tyle.
Konan nie mogła powstrzymać się przed facepalmem. To nie miało żadnego sensu, jakim cudem Naruto, który sie w tej wiosce i lasach wychował, który jest tutaj od małego, MÓGŁ SIĘ ZGUBIĆ?! TO NIE MIAŁO SENSU! O ile Naruto wydawal sie stoicko spokojny, Konan powoli puszczały nerwy. Była przemarznięta, zła na Kushinę i chciała jedynie zapakować się do łózka i spać. W tej chwili do Naruto dotarła wiadomość od jednego z klonów.
-ZNALAZŁEEEEEEM DATTEBAYO! – zaryczał uradowany blondyn unosząc w górę ręce.
-ZAMKNIJ SIĘ KRETYNIE!
Konan zdzieliła go po łbie ręką po czym pomasowała sobie dłońmi skronie.
-A teraz powiesz mi jasno i klarownie, gdzie są te cholerne choinki, jasne?
Blondyn kiwnął głową i momentalnie oblał się potem, wodząc wzrokiem wszędzie byleby uniknąć jej wzroku.
-Więc?
-No…
-Naruto…
Blondyn spojrzał na nią z dziwnym uśmiechem i uniósł palec do góry.
-Ale obiecaj że mnie nie zdzielisz, nie uderzysz, potniesz, powiesisz, zakopiesz, pobijesz ani udusisz.
Konan rzuciła mu wściekłe spojrzenie, czemu czuła że gdy usłyszy odpowiedź na jej pytanie gołymi rękoma wyrwie drzewo z korzeniami?
-No dobra, obiecuję, gdzie one są?
-Zaraz przy wiosce. – odpowiada cicho blondyn. Konan nie czeka długo, unosi się w powietrze i zaczyna pędzić w kierunku wioski.
Uradowany blondyn wzdycha z ulgą i uśmiechem na twarzy.
-Miałem szczęście, dattebayo, Kaa-chan zaraz by mnie zdzieliła po łbie albo gorzej.
Lecz, ku jego zaskoczeniu, wokół blondyna wytworzyło się tornado z talizmanów. Jego obroty zaczęły się zwiększać a obwód rozszerzać aż w końcu tornado wypluło genina w kierunku jego rodzimej wioski. Genin z prędkością błyskawicy minął lecącą przed nim Kunoichi z Ame.
-KONAAAN-CHAAAAN!
-Nie mówiłeś że nie mogę tobą cisnąć! – odkrzyknęła z uśmieszkiem dziewczyna. Po 15 minutach lotu ( i 10 minutach dochodzenia do siebie ) oboje znaleźli się przy wiosce i znaleźli ów punkt z dziko rosnącymi choinkami.
-Straciliśmy półtorej godziny, wiesz Naruto, dałeś ciała. – westchnęła Konan obserwując świerki.
-Wiem wiem, tylko nie ciskaj znów mną, dobrze? – odpowiada zrezygnowany blondyn wciąż trzymając się za brzuch. – To którą bierzemy? – spytał.
-Tą. – odpowiedziała Konan wskazując na drzewko przed nią. Miało około dwóch metrów wysokości i ładny, głęboki kolor. Nauto uśmiechnął się i wyjął z kiszeni kunai.
-Ładna, no dobra, czas się pobawić w drwala i…
Lecz nim blondyn zdążył cokolwiek zrobić, Konan machnęła dłonią i podstawę choinki przecięło kilka talizmanów, powalając ją na ziemię. Genin stał zamurowany, z kunaiem w dłoni i otwartą buzią.
-Na co czekasz? Przywołaj klony i niesiemy ją do domu.
Blondyn, czując się całkiem bezsilny wykonał znak, przywołał pięć klonów i w szóstkę podnieśli choinkę i zaczęli ją nieść.
-A ty? – spytał jeden z klonów spoglądający na niebieskowłosą.
-A ja…sobie usiądę. – odpowiedziała zadowolona siadając na końcu choinki.
-EJ! – zajęczały wszystkie klony i oryginał.
-Półtorej godziny latałam na mrozie, przemarzłam i jestem zmęczona. Cicho siedź i idź.
Naruto jedynie westchnął i razem z klonami zaczął maszerować.
***Półtorej godziny później***
-Gdzie oni są, dattebane, dawno powinni tutaj być. – westchnęła Kushina patrząc na zegarek. To już były trzy godziny od kiedy posłała ich po choinkę.
-Chyba właśnie idą, niech pani otworzy drzwi. – powiedziała Sakura.
Zaciekawiona Kushina podbiegła do drzwi wejściowych i zobaczyła sześciu Naruto maszerujących z choinką na ramionach, na której końcu elegancko siedziała Konan. Słyszała też wojskowe przyśpiewki ,śpiewane przez Konan i wszystkich Naruto.
-My jesteśmy Uzumaki!
-MY JESTEŚMY UZUMAKI!
-Z nami zawsze będą draki!
-Z NAMI ZAWSZE BĘDĄ DRAKI!
-Klon czwarty, fałszujesz! – wrzasnęła Konan zdzielając klona po łbie.
Heh, widać wspólny mistrz zbliża ludzi. Pomyślała wesoło Kushina.
***5 Minut później***
-I…gotowe! – oznajmiła wesoło Sakura ustawiając drzewko na stojaku. – Teraz tylko ozdobić.
-To może dla odmiany ja i Kaa-chan ubierzemy choinkę a Konan-chan i Sakura-chan pójdą dokończyć pracę w kuchni? – zaproponował Naruto.
W KOŃCU! wykrzyczały wszystkie trzy w swoich myślach.
-Sochi, wyjmij bombki z szafy a ja poszukam jakichś lampek, dobrze?
-Yosh!
-Chodźmy, Sempai, dadzą sobie radę. – zaproponowała Sakura.
-Racja, zróbmy tam porządek. - odpowiedziała Konan z dłonią założoną na biodro.
Gdy Konan weszła do kuchni zamurowało ją. Wszędzie były porozwalane miski z resztkami potraw, zabrudzone przyrządy i resztki poszczególnych składników.
-Co się tutaj stało!?
-Wiesz…ciesz się że cię tutaj nie było, Kushina-sama kiedy gotuje wpada w dziwny stan. – odpowiedziała Sakura uśmiechając się wymijająco po czym nałożyła na siebie szary fartuszek a drugi, kremowy rzuciła Konan. – Łap, bierzmy się za sprzątanie.
Konan chwyciła fartuszek i spojrzała na Sakurę, która zarzucając biodrami podeszła do zlewu. Dziewczyna z Ame uśmiechnęła się i nałożyła fartuszek, po czym zebrała wszystkie brudne naczynia i rozłożyła je wokół zlewu.
-Długo was nie było, gdzie znaleźliście tą choinkę? – spytała Sakura pucując talerz.
-To długa historia. – zaczęła Konan wzdychając. – Na początku Naruto wyprowadził mnie w jakąś dzicz, wkurzyłam się więc kazał mu zrobić kilka klonów by się rozdzieliły i znalazły te choinki. Długo żeśmy błądzili aż wykrzyczał „ZNALAZŁEM" – tutaj Konan uniosła ręcę i zaczęła udawać Naruto na co Sakura zaśmiała się lekko. – ale kiedy spytałam się „Gdzie są" kazał mi się zastrzec że, cytuję – po czym zaczęła mówić niższym głosem udając ponownie genina. - „ Że mnie nie uderzysz, potniesz, powiesisz, zakopiesz, pobijesz ani udusisz."
-I gdzie były?
-Zaraz obok wioski. – odpowiedziała zmarnowana Konan swoim zwykłym głosem.
Dziewczyna wybuchła śmiechem a Konan nie mogła się powstrzymać od lekkiego rumieńca na jej twarzy. Uwielbiała gdy Sakura się śmiała.
-Typowy Naruto. – rzuciła przez śmiech Sakura. – Może i bohater wioski ale to wciąż ten sam nadpobudliwy, głupkowaty ninja jakiego znam od lat.
-Więc jest taki od zawsze? – spytała zaciekawiona Konan.
-Tak, już w czasach akademii był niezłym głupkiem, co chwila coś napsocił ale z czasem stał się poważniejszy i wydoroślał, chociaż niektóre rzeczy się nie zmienią.
-Na przykład?
-NIE, KAA-CHAN, PUSZCZAJ, URWIESZ!
-MOWY NIE MA, ODDAJ MI TE LAMPKI SOCHI!
*ŁUP*
Z salonu doszło potężne łupnięcie oraz dźwięk tłuczonego szkła.
-Sochi! Wszystko w porządku?!
-Na przykład te. – odpowiedziała uśmiechnięta Sakura. – Teraz przynajmniej wiem że charakter Naruto odziedziczył po swojej mamie.
-Tak, są do siebie bardzo podobni. – odpowiedziała Konan bardziej zgorzkniałym tonem.
Sakura widząc to wiedziała o co chodzi, postanowiła coś temu zaradzić.
-Sempai, wiem że to co Kushina-sama powiedziała było niemiłe, jestem po twojej stronie. Spójrz jednak na to od jej strony.
Konan rzuciła jej pytające spojrzenie a Sakura westchnęła.
-To są jej pierwsze święta z synem. – zaczęła różowowłosa poważniejąc. - Większość jej przyjaciół dawno o niej zapomniała albo umarła, jest wdową i jest zagubiona w tym świecie, po blisko szesnastu latach nareszcie może spędzać czas ze swoim synem, którego ostatni raz widziała krótko po porodzie. Naruto jest wszystkim co jej pozostało, są to ich pierwsze wspólne święta i chciała by wszystko było idealnie właśnie dla niego. Sama mi przyznała że nie chciała tego powiedzieć, po prostu się zapędziła. Może tego nie wiesz ale naprawdę jesteś dla niej ważna.
Konan w milczeniu wycierała kolejne talerze rozmyślając o tym. Rozumiała Kushinę, bardzo dobrze ale czy naprawdę była taka ważna jak powiedziała Sakura? W końcu była tylko kimś, nad kim Naruto miał sprawować pieczę. Nie łączyła ich żadna znajomość, nic, dopóki Nagato nie powierzył Naruto opieki nad nią i przywrócił do życia jego matkę, wtedy się poznały. Mimo to, Kushina z ochotą przyjęła ją pod swój dach i była zawsze dla niej bardzo miła, podczas nauk bywała ostra ale bywała też wyrozumiała.
-Może masz rację. – powiedziała w końcu Konan przełamując ciszę.
-No, to już koniec. – oznajmiła Sakura wycierając ręce o fartuszek. – Teraz tylko nakryć do stołu i możemy jeść.
-Nareszcie, jestem głodna jak rzadko. – wyznała Konan.
Gdy obie wyszły do salonu, zobaczyły Naruto i Kushinę stojących naprzeciwko siebie przed choinką. Chłopak miał w dłoni złoty łańcuch i kilka czerwonych bombek, podczas gdy Kushina miała zawieszony na szyi zielony łańcuch a w dłoniach dwie duże niebieskie bombki.
-Nie dyskutuj z matką Sochi, wieszamy zielony!
-Mowy nie ma! Zawsze wieszałem złoty łańcuch na choince Kaa-chan, w tym roku będzie tak samo!
Ta dwójka…to bardziej jak pies z kotem aniżeli matka z synem. Westchnęła zażenowana Sakura. To będzie długi dzień.
***Pietnaście minut później. ***
-I…już, choinka gotowa. – oznajmiła Sakura zakładając z pomocą Konan gwiazdkę na czubku. Sakura stała w tej chwili na kładce z talizmanów która unosiła się w powietrzu w okolicach czubka. Różowowłosa zeskoczyła i z uśmiechem spojrzała na kunoichi z ame.
-Dziękuję sempai.
-Żadem problem. - odpowiada Konan spoglądając na nią po czym kieruje wzrok na dwójkę Uzuamkich siedzących na dwóch krańcach kanapy, każdy z nich patrzące w inny kąt pokoju z rękoma skrzyżowanymi na piersiach. – I jak, podoba się?
-Tak/Mhm. – odpowiedzieli oboje.
-To dobrze, strach pomyśleć co by było gdybyśmy w porę nie wkroczyły. – powiedziała Sakura z rękoma na biodrach. –Chodźcie, czas nakryć do stołu i proszę, spróbujcie się nie pozabijać, dobrze?
Dwójka Uzumakich niechętnie poszła do kuchni. Reszta wieczoru minęła spokojnie, wszyscy pomodlili się, przełamali opłatkiem i zjedli, nadszedł w końcu czas na…
-PREZENTY!
-SOCHI/NARUTO!
Blondyn ponownie oberwał w głowę od wszystkich dziewczyn.
-Jesteśmy obok, nie musisz się drzeć, dattebane. – zwróciła mu uwagę Kushina.
-Wiem, wiem ale w tym roku jestem strasznie podjarany, dattebayo! – odpowiedział Naruto niemalże podskakując w miejscu po czym zanurkował pod choinkę.
-Ej, Naruto-baka, zaczekaj!
Widząc jak Sakura i Naruto buszują pod choinka, Kushina i Konan uśmiechnęły się ciepło po czym spojrzały na siebie.
-Konan-chan. – zaczęła Kushina. – Wiem że to co powiedziałam było niemiłe, wybacz mi, po prostu…
-Wiem już wszystko. – odpowiedziała Konan. – Nie mam ci za złe, rozumiem to.
-Mimo to, przepraszam, obiecuję że to się więcej nie powtórzy. – przysięga Kushina z ręką na sercu. – A jeśli jednak, to możesz cisnąć mną z tornada.
-Naruto ci opowiedział?
-Tak, całkiem niezły pomysł.
Obie zaśmiały się głośno po czym również podeszły do choinki i zaczęły rozpakowywać swoje prezenty.
-Pierwsza otwiera pani Domu, Kushina-sama, zaczynaj.
-Dziękuję Sakura, ok, zobaczmy…
Kushina sięgnęła po małe pudełeczko zawinięte w ciemnoniebieski papier, który natychmiast rozerwała. W środku było małe pudełeczko które skrywało…
-Naszyjnik! – zapiszczała Kushina wyjmując z pudełka srebrny naszyjnik z symbolem jej wioski wykonanym z rubinu.
-To odemnie Kaa-chan. – oznajmił Naruto szczerząc się z rękoma założonymi za głowę.
-Przepiękny, Sochi, naprawdę wspaniały dettebane. – oznajmiła zadowolona Kushina zakładając go na szyję.
-No, Naruto, muszę przyznać że nie spodziewałam się tego po tobie. – pochwaliła go Sakura.
-Dla mojej Kaa-chan wszystko.
-Teraz zobaczmy ten – rzuciła cicho Kushina biorąc do ręki kolejny prezent, opakowany w ciemnozielony papier ozdobny.
-To mój. – odezwała się Konan. – Tylko mnie nie zabij, ok?
Rozwijając papier, Kushina zobaczyła w środku zwinięty spory kawałek papieru, po rozwinięciu ujrzała rysunek.
-Czy to…mój portert? – spytała zdziwiona, patrząc na swoją podobiznę narysowaną ołówkiem.
-Tak, nie wiedziałam co ci kupić więc postanowiłam zrobić coś własnego. – odpowiedziała lekko czerwona na twarzy dziewczyna z Ame.
-Sama go narysowałaś?! Jesteś wspaniała Konan-chan, naprawdę ładny! – zapiszczała Kushina spoglądając na portret który ostrożnie zwinęła i chwyciła ostatni prezent, kolejne pudełko opakowane w niebieski, błyszczący papier. W środku były różnej maści kosmetyki.
-Pomyślałam że skoro cały czas jesteś taka zabiegana to nie masz czasu kupić czegoś dla siebie więc kupiłam kilka podstawowych rzeczy. – powiedziała Sakura z wymijającym uśmiechem.
-Dziękuję ci Sakura, nawet nie wiesz jak bardzo mi się to przyda. – odpowiedziała uradowana Kushina uśmiechając się do niej. –Teraz kolejn ciebie Konan-chan.
-Rany, czemu ja? – westchnęła Konan chwytając pierwszy prezent.
-Ten jest odemnie i Sochiego, mam tylko nadzieję że ci się spodoba. – powiedziała Kushina patrząc z uwagą na reakcję Konan. Gdy prezent został odpakowany, zobaczyła...drewniane pudło z napisem z kanji które oznaczało „sztuka".
-Co to jest?
-Otwórz, środku masz profesjonalny zestaw do rysowania, profesjonalne pędzle i ołówki, atramenty, zwoje, wszystko czego ci potrzeba. – odpowiedział Naruto.
-Łał, nie spodziewałam się. – oznajmiła całkowicie zaskoczona Konan która na moment spojrzała na Sakurę która zaczęła się nerwowo wiercić. – Coś się stało?
-Nie skąd, otwieraj dalej sempai. – odpowiedziała czerwona na twarzy dziewczyna.
Konan chwyciła kolejny prezent i go rozpakowała, w środku znalazła bransoletkę z szafirem.
-Sakura, skąd ty…
Sakura, czerwona teraz niczym włosy Kushiny, zaczęła panicznie patrzeć na podłogę.
-Nie wiedziałam co ci kupić Semapi a gdy usłyszałam od ciebie co Naruto kupuje swojej mamie, pomyślałam że spróbuję czegoś podobnego. Podobnie nie masz za dużo biżuterii więc pomyślałam…
-Sakura, dziękuję ci, naprawdę, jesteś wspaniała. – przerwała jej Konan obdarzając dziewczynę najpromienniejszym uśmiechem na jaki było ją stać, Sakura jedynie jeszcze bardziej się zaczerwieniła i odwzajemniła niemrawo uśmiech.
-Sakura, twoja kolej. – oznajmiła Kushina śmiejąc się z reakcji młodej Haruno.
-H-hai, który najpierw…spróbujmy ten.
Sakura chwyciła czarny pakunek owinięty grubą, czerwoną kokardką.
-To mój, mam nadzieję że ci się przyda. – powiedział Naruto drapiąc się po policzku. Sakura zdjęła kokardkę i otwarła pakunek, w środku były czarne rękawice.
-Rękawiczki? – spytała zgłupiała Sakura.
-Sochi, wiesz co…
-Ej, nim mnie walniesz daj mi skończyć. – zastrzegł blondyn wychylając się lekko. To specjalne rękawice wzmacniające chakrę oraz jej kontrolę, dzięki temu będzie ci jeszcze łatwiej używać chakry do leczenia czy walki.
-Serio?! Ale te rękawice kosztują fortunę! Skąd miałeś pieniądze na to wszystko!? – spytała zadziwiona Sakura.
-Wystarczyło że pokazałem się w sklepie z bronią w sprzedawca spuścił mi pół faktycznej ceny. – odpowiedział blondyn uśmiechając się.
-Heh, bycie bohaterem czasami się przydaje. – wtrąciła Konan.
-Tak, czasami to naprawdę fajne, dattebayo. – odpowiedział Naruto.
-Ok, teraz czas na …ten.
Sakura wybrała tym razem prezent zawinięty w złoty, lśniący papier.
-To mój, wybacz starej kobiece jeśli ci się nie spodoba. – rzuciła szybko Kushina.
W paczce znajdowały się...jedeitowe kolczyki w kształcie prostokątów.
-Kolczyki?
-Pasują ci do oczu. – zauważyła szybko Konan.
-Co prawda rzadko noszę kolczyki ale i tak dziękuję.
-Żaden problem. – odpowiedziała Kushina.
-No, został tylko mój. – westchnęła Konan podając Sakurze ostatni prezent, zapakowany w czerwony papier. Sakura chwyciła go i natychmiast otworzyła, niemalże rozdzierając opakowanie.
-KYAA, KONAN-SEMPAI, DZIĘKUJĘ! – zapiszczała Sakura ściskając swoją sempai. Konan jedynie głaskała dziewczynę po głowie i uśmiechała się niemrawo.
-Widziałam że podoba ci się ta sukienka, wspomniałaś że nawet na ciebie pasowała ale nie byłaś przy kasie więc kupiłam ją dla ciebie.
-DZIĘKUJĘ, DZIĘKUJĘ, DZIĘ-KU-JĘ! - zapiszczał znów dziewczyna chwytając sukienkę i podbiegając szybko do lustra. Była to prosta, czarna sukienka z dużym wcięciem na plecach i bufiastymi ramiączkami. – ŚLICZNA!
-Cóż, cieszę się że ci się podoba. – dodała raz jeszcze Konan. – Został najmłodszy gagatek w ym towarzystwie.
-Racja, Sochi, otwieraj te prezenty, pochwal się.
-Nareszcie dattebayo! – wykrzyczał uradowany chwytając pierwszą paczkę.
-Super, kastety! – oznajmił uradowany zakładając na pięści dwa czarne kastety.
-Przewodzą chakrę a że masz Futton'a, to możesz z tym poeksperymentować. – dorzuciła Sakura.
-Dzięki wielkie, Sakura, ok, czas na następny!
Kolejny prezent był zapakowany w niebieski papier z zieloną kokardką. W środku była książka.
-Książka? – spytał lekko zażenowany.
-A czytać umiesz? To chociaż tytuł przeczytaj. – prychnęła Konan. Naruto niechętnie przeczytał złote głoski na obwolucie, które głosiły „Kobieca psychologia, czyli jak zrozumieć swoją ukochaną". Dopiero po kilkukrotnym przeczytaniu tytułu do Naruto dotarło o co chodziło Konan.
-Teraz jarzę, dzięki wielkie Konan-chan.
-Proszę.
Naruto jest szczęśliwy z książki jako prezentu?! KIM TY JESTEŚ I CO ZROBIŁEŚ Z NARUTO!? Krzyknęła w myślach Sakura.
-No, Kaa-chan, ciekawe co tam dostałem do ciebie.
Naruto chwycił ostatni pakunek, najmniejszy ze wszystkich i odpakował go. W środku znajdował się…
-Sygnet? – spytał Naruto patrząc na srebrny sygnet z symbolem jego klanu.
-To nie byle jaki sygnet, należał on do twojego dziadka Naruto-kun, jest on przekazywany każdemu mężczyźnie w naszej rodzinie, teraz jest twój.
Naruto nałożył sygnet na środkowy palec i spojrzał na niego, sygnet lśnił i wyglądał naprawdę majestatycznie.
-Super, dziękuję bardzo Kaa-chan!
-Wesołych świąt Sochi.
***Dwie godziny później, ulice Konohy ***
-Brr, ziąb jak nigdy. – oznajmiła Sakura otulając się mocniej szalem.
-Spokojnie, zaraz będziesz w domu. – pocieszyła ją Konan, która odprowadzała ją do jej domu. Było już dość ciemno i późno, Konan uznała że bezpieczniej będzie jeśli pomoże Sakurze w powrocie do domu.
-Jeszcze raz dziękuję za tą sukienkę sempai.
-Żaden problem, naprawdę, ładnie w niej wyglądasz więc to była przyjemność. – odpowiada czerwona na twarzy Konan.
-S-serio? Naprawdę mi w niej ładnie? – spytała Sakura z radością i nadzieją w oczach wpatrując się w Konan która dopiero teraz zdała sobie sprawę z tego co powiedziała i strzeliła niezłą cegłę.
-No..tak… - wyszeptała cicho.
-Cieszę się że tak uważasz sempai. – zapiszczała Sakura chwytając ją Konan pod rękę.
Obie dziewczyny szły w ciszy aż pod dom Sakury, gdzie przystanęły przy drzwiach.
-To był wspaniały dzień, Konan-sempai, naprawdę cieszę się że spędziłam je z wami. – oznajmiła Sakura uśmiechając się ciepło do niej.
-Żaden problem, cieszę się że ci się podobało. – odpowiada uśmiechając się Konan.
-Wiesz… - zaczęła niepewnie Sakura czerwieniąc się i przygryzając dolną wargę, jej policzki ponownie pokryły się rumieńcem a wzrok na chwilę uciekł. – Nikogo nie ma dzisiaj u mnie w domu… więc może…wejdziesz i….zobaczysz mnie jeszcze raz w tej sukience? – spytała Sakura rzucając jej ponętne spojrzenie.
Konan na moment szybciej zabiło serce, jej policzki także oblały się rumieńcem i w głowie pojawiło się setki scenariuszy jak może przebiec reszta tego wieczoru. Sakura postawiła torbę z prezentami przy nogach i stanęła na placach po czym objęła Konan wokół szyi i spojrzała w jej bursztynowe oczy.
-Ja…
-Spójrz w górę Sempai. – powiedziała tajemniczo Sakura. Konan spojrzała delikatnie w górę i zamarła. Jemioła.
-Chyba nie chcesz złamać starego zwyczaju, prawda? – spytała ponętnie Sakura.
Coś w Konan się przełączyło i objęła Sakurę w talii i zbliżyła się do niej.
-Tradycja rzecz święta a ja zwykłam szanować to, co święte. – odpowiedziała Konan składając na ustach Sakury gorący pocałunek.
***W tej samej chwili, w Domu Uzumakich***
-No i to tyle jeśli chodzi o wigilię. – westchnęła Kushina myjąc naczynia.
-No, oj tam, fajnie było. – odpowiedział Sochi płucząc kolejny kubek. Kushina spojrzała ukradkiem na środkowy palec na prawej dłoni na którym naruto miał wcześnie sygnet. Nie było go tam
-SOCHI! GDZIE POSIAŁEŚ TEN SYGNET!? – wrzasnęła Kushina chwytając go za koszulę i potrząsając nim.
-Spokojnie, Kaa-chan, jest tutaj. – odpowiada Naruto wyciągając spod koszuli naszyjnik Shodaime Hokage na którym znajdował się także sygnet. – Nie będę go zbyt często nosił na palcu, poniszczyłby się ale pomyślałem że tak też ujdzie.
-Uff, nie strasz mnie tak, dobrze? – prosi Kushina poprawiając jego koszulę.
-Spokojnie, prezenty od ciebie są moim oczkiem w głowie Kaa-chan. – odpowiada chłopak uśmiechając się. – Naprawdę ci ładnie z tym naszyjnikiem, wiesz?
-Mówisz mi to co chwila, wiesz? – spytała wesoło Kushina obejmując go wokół szyi.
-Doprawdy? Cóż, zapominam za każdym razem gdy na ciebie patrzę, jesteś piękna Kaa-chan. – odpowiada Naruto obejmując ją w tali.
-Dziękuję, wesołych świąt Sochi .
-Wesołych świąt Kaa-chan.
Naruto i Kushina wpatrują się w siebie z rozmarzonym wzrokiem by po chwili pocałować się.
Cała czwórka uznała te święta, za najlepsze w ich życiu.
Ewentualne błędy zgłoście i wybaczcie, pisałem na tablecie a moja klawiatura nie wspiera polskich znaków. I nim ktokolwiek spyta:
NIC CO SIĘ TUTAJ WYDARZYŁO NIE NALEŻY DO GŁÓWNEJ OSI FABULARNEJ, TO CO PRZECZYTALIŚCIE JEST NON-CANON.
Mam nadzieję się spodobało, jutro kolejny świąteczny prezent, Elektromagnetyczna Gwiazdka.
WESOŁYCH ŚWIĄT WSZYSTKIM!
