Autor: dracosoftie

Tytuł oryginału: Must Love Quidditch; link na profilu.

Beta: Morwena

Tłumaczenie za zgodą autorki.

xxxxx

Harry w mgnieniu oka wprawił się w stan gotowości; poczuł pulsujący ból głowy po zbyt szybkim poderwaniu się do pozycji pionowej. Spanikował, gdy nie znalazł swojej różdżki pod poduszką, gdzie zazwyczaj leżała podczas jego snu, ale szybkie sprawdzenie pokoju - i siebie samego - upewniło go, że wszystko jest w porządku. Po prostu zasnął w ubraniu, a jego różdżka wciąż znajdowała się w futerale.

Zasnął w ubraniu? Harry popatrzył na siebie, marszcząc brwi. Dlaczego to zrobił? I dlaczego czuł się, jakby stado hipogryfów odtańczyło tango w jego czaszce? Przełknął ciężko, krzywiąc się na ohydny posmak w ustach. Na Merlina, co on robił zeszłej nocy?

Wzdrygnął się, gdy ponownie usłyszał dziwny odgłos i podziękował szybko swojemu refleksowi wyostrzonego wojną za obudzenie go z alkoholowej drzemki i zaalarmowanie o problemie. Minęły lata, odkąd musiał dzierżyć różdżkę w dłoni dla ochrony, ale wciąż miał ten instynkt.

Wstał z łóżka, krzywiąc się, gdy jego mięśnie zaprotestowały. Zauważył, że zeszłej nocy udało mu się zdjąć przynajmniej buty. Podreptał przez korytarz z wyciągniętą różdżką, poszukując źródła dziwacznego odgłosu, wdzięczny, że skarpetki pozwoliły mu się lepiej skradać.

Tam, pomyślał, obracając się gwałtownie, gdy usłyszał obijający się echem po korytarzu ochrypły głos. To brzmiało jak - chrapanie? Dochodzące z łazienki? Otworzył drzwi, gotów oszołomić lub rozbroić każdego, kogo by tam znalazł, jeżeli byłoby to konieczne.

Obniżył różdżkę, ale jego serce wciąż waliło. W pełni ubrany Ron leżał zwinięty w kłębek w wannie na nóżkach - obraz prawdziwej nędzy i rozpaczy. Harry zastanowił się, jak Ron się tam znalazł, szukając w pamięci jakichkolwiek wskazówek z ostatniej nocy.

Pamiętał picie w klubie z Billem i Charliem i Zaklęcie Trzeźwości rzucone na niego przez Billa. A potem - o, cholera - przyszedł Malfoy. Potem wszystko było zamazane. Harry nie wiedział, czy w ogóle rozmawiał z blondynem.

Albo i gorzej. Harry jęknął, osuwając się po ścianie. Zalał się gorącym rumieńcem, gdy pomyślał, co mógł po pijanemu powiedzieć Ślizgonowi. Chciałbym zgiąć cię nad barem i pieprzyć do utraty zmysłów? Możliwe. Ej! Malfoy! Zamknij swoją cholerną gębę, zanim ci coś w nią wsadzę? Bardziej prawdopodobne. Harry przejechał ręką po włosach, krzywiąc się ze wstrętem, gdy odkrył, że są lepkie. Lepkie? Przełknął ciężko, zastanawiając się, co mu się mogło przydarzyć, co skończyło się czymś lepkim w jego włosach. Och, Merlinie. Chyba nie zaoferował mu zobrazowania swojego snu, prawda?

Harry zaskomlał, zaciskając powieki, gdy na tę myśl ogarnęła go fala mdłości. Szperał w apteczce, znajdując w końcu eliksir na kaca. Rzucił okiem na Rona - wciąż nieprzytomnego w wannie - zanim otworzył butelkę i wychylił ją jednym haustem. Zawsze mógł później kupić dla niego kolejny. To była przecież sytuacja krytyczna. Musiał mieć przytomny umysł, jeżeli miał się dowiedzieć, co zrobił zeszłej nocy.

Harry rzucił szybkie Zaklęcie Poduszkujące, chcąc, żeby Ronowi było wygodniej. Nie miał wątpliwości, że jego przyjaciel miał dobry powód, by tam spać i nie chciał go ruszać, dopóki rudzielec nie weźmie czegoś na żołądek.

Popędził na dół po schodach, kierując się w stronę gabinetu, by zafiukać do kilku osób. Poczuł ukłucie winy i żalu, gdy zauważył swojego laptopa, wciąż otwartego na biurku. A jeśli naprawdę coś z kimś robił? Zmarszczył nos, ze wstrętem przyjmując swoją niemożność do przyznania się - nawet samemu sobie - że tak w rzeczywistości nie byłby to tylko ktoś, tylko Malfoy. Był absurdalnie zauroczony tym draniem, kiedy wpadli na siebie na spotkaniu, jak i za każdym kolejnym razem. Harry wiedział, że jeżeli miał być szczery, musiał przyznać, że mrowienie, które poczuł wczoraj, gdy Malfoy wszedł do baru, nie było w całości spowodowane gniewem czy frustracją.

Otwarty laptop przypomniał mu jednak o Sly'u i serce mu zamarło. A jeżeli coś się wydarzyło? Co stałoby się z jego związkiem? Karteczka przylepiona do ekranu przyciągnęła jego uwagę, więc pochylił się, by ją chwycić.

H.

Przyjacielu mój, Twoja niska tolerancja jest żenująca. Ron jest na górze, w pokoju gościnnym. Zajmij się nim. Hermiona by mnie zabiła, gdyby się dowiedziała o połowie tego, co wczoraj wyprawialiście, a Ginny by jej na to pozwoliła.

T.

Harry ponownie przeczytał wiadomość, niepewny, czy powinien czuć zmartwienie czy ulgę. Połowie tego, co wyprawiali? Czy zrobił coś głupiego?

Harry miał właśnie uruchomić komputer, by sprawdzić pocztę - w końcu minął już więcej niż dzień, odkąd ostatnio rozmawiał ze Sly'em - gdy zahuczały płomienie w komiku.

- Harry Jamesie Potterze! - wrzasnęła Hermiona, wchodząc do pokoju i wymachując dziko "Prorokiem Codziennym"

- Ee, Hermiona? - Harry wzdrygnął się, zastanawiając się co mogła zobaczyć w gazecie. Czy zeszłej nocy byli tam jacyś reporterzy? Skrzywił się. Dlaczego nie pomyślał, by to sprawdzić?

- Co to ma znaczyć? - zapytała jadowicie, rzucając gazetę na biurko. - Coś ty sobie myślał? I dlaczego z Malfoyem?

Harry zbladł. Zdjęcie ich obu było w "Proroku"? Jego kolana zadrżały i usiadł ciężko na swoim krześle przy biurku. Na Merlina. "Prorok" chyba nie wydrukowałby takiego zdjęcia, prawda? Z pewnością nie.

- On - ja - my - ja to mogę wyjaśnić - wyjąkał Harry, sięgając trzęsącą się dłonią po gazetę, by zobaczyć, co dokładnie musiał wyjaśniać.

Przewrócił stronę, przygotowując się na coś niewyobrażalnego. Albo bardzo wyobrażalnego, sądząc po jego snach. Harry otworzył usta, by się bronić, ale nagle go zatkało, gdy spojrzał na zdjęcie.
Malfoy. Przytrzymujący Rona na jego miejscu, jednocześnie odganiając piękną - i w większości zamazaną - nagą czarownicę. Harry był widoczny w tle, ewidentnie śpiąc z głową na stole. Stole, który wyglądał - Harry zmrużył oczy, pochylając się nad zdjęciem - jakby był pokryty czymś lepkim. Na przykład rozlanymi drinkami.

Podniósł rękę, ponownie macając klejące się, skołtunione kosmyki.

Och.

- No i? - zapytała Hermiona, stukając stopą i obserwując go.

- Ee, przykro mi? - zaproponował głupio, wzdrygając się, gdy usłyszał głośny huk z góry. Najwyraźniej Ron się obudził.

- Och, powinno być ci przykro - zasyczała, chwytając gazetę z biurka i pędząc na górę. - Obu wam powinno być bardzo przykro.

Harry obserwował jej wyjście i współczuł Ronowi, wiedząc, jakie powitanie jego przyjaciel zaraz otrzyma, a on nie miał eliksiru na kaca, który wypił Harry. Zrelaksował się w fotelu, wzdychając z ulgą. Jego obawy okazały się absurdalne. Nienawidził Malfoya. Oczywiście, że niczego by razem nie zrobili. Harry odrzucił swoje wcześniejsze zmartwienia, zastanawiając się, czy eliksir na kaca miał jakieś halucynogenne środki uboczne. Naprawdę. On i Malfoy?

xxx

Gdy Draco wrócił ze spotkania w banku Gringotta, pokręcił smutno głową nad Blaisem, rozłożonym na kanapie w jego gabinecie.

- Czujemy się troszkę paskudnie, prawda? - zapytał ze złośliwym uśmieszkiem, upuszczając torbę z kanapkami na kolana Blaise'a.

Blaise wymamrotał coś niezrozumiałego, stłumionego przez ramię zarzucone na twarz. Draco uśmiechnął się szeroko, wskazując różdżką na zasłony zakrywające okna. Światło wlało się do pokoju i Blaise jęknął, odwracając głowę.

- Nie masz eliksiru na kaca? - zapytał Draco, Przywołując jedną z kanapek z torby. Pracował w czasie lunchu i teraz umierał z głodu.

- Już wypiłem - odpowiedział Blaise, zamykając oczy i siadając. Energicznie pocierał twarz dłońmi.

- I wciąż źle się czujesz? - zapytał Draco, zaniepokojony. Eliksir powinien usunąć mdłości i ból głowy z zeszłej nocy.

- Nic mi nie jest - powiedział czarodziej, szperając w torbie po kanapkę dla siebie. Wyjął z niej wędlinę i ser, zjadając kawałek suchego chleba.

Draco żuł zadumany, obserwując kredowobiałą twarz swojego przyjaciela. Blaise zazwyczaj szybko leczył się z kaca, a tak naprawdę wczoraj wieczorem nie upił się aż tak straszliwie.

- Jest - powiedział Draco ostro, odkładając swój lunch, by uważniej przyjrzeć się Blaise'owi. Zepchnął stopy mężczyzny z niskiego stolika do kawy i kucnął obok niego, przykładając chłodną dłoń do jego rozpalonego czoła.

- Spadaj - wymamrotał Blaise, próbując odepchnąć go słabo.

Blondyn zignorował go, zamiast tego rzucając na niego kilka zaklęć diagnostycznych. Draco zawołał Madge, prosząc, by przyniosła szklankę wody.

- Chyba masz grypę, albo coś - powiedział Draco, marszcząc brwi.

- Nie - zaprotestował Blaise, drżąc lekko. - Nic mi nie jest.

Draco wywrócił oczami, uśmiechając się szeroko, gdy Madge weszła do pokoju. Przez chwilę kręciła nad Blaisem głową, rzucając te same zaklęcia co Draco i doszła do tego samego wniosku.

- Nic tu po panu, panie Zabini - zbeształa go, upewniając się, że wypił wodę, którą mu przyniosła. - Powinien pan być w domu, w łóżku.

Blaise uśmiechnął się słabo, ruszając brwiami. - Czy to propozycja, kochanie?

- Och, ty - powiedziała i pacnęła go czule, wychodząc, lekko zarumieniona. - Niech go pan wyśle do domu, panie Malfoy. Jest zbyt chory, żeby tu tkwić.

Draco uśmiechnął się, wyciągając rękę do Blaise'a, żeby pomóc mu wstać z kanapy. Upewni się, że mężczyzna znajdzie się w łóżku, nawet jeżeli sam będzie musiał go tam położyć.

- Chodźmy. Pójdę z tobą do domu, sprawdzę, czy masz wszystko, czego potrzebujesz. Madge na pewno właśnie wysyła do apteki sowy po potrzebne eliksiry.

xxx

Do: MusiKochaćQuidditch[at]MagiczneRandkiOnline .uk
Od: IntrospektywnyIntelektualista[at]MagiczneRandkiOnline .uk
Czwartek, 3 czerwca 2008, 19:06
Re: Dobry wieczór

Jesteś dzisiaj? Miałem gówniany dzień i muszę się odprężyć. Nie, nie tak, jak to zabrzmiało. Chcę tylko pogadać. Jestem zbyt zmęczony, by robić coś jeszcze, niestety.

Mój dobry przyjaciel ma grypę i spędziłem cały dzień między jego domem a pracą, upewniając się, że wszystko z nim w porządku i chodząc na jego spotkania. Uzdrowiciel powiedział, że to potrwa przynajmniej kilka dni. Akurat jesteśmy bardzo zajęci i do tego mieliśmy obaj iść gdzieś razem w ten weekend. Obawiam się tego, a teraz muszę wybrać się tam sam.

Może powinniśmy sobie dzisiaj odpuścić rozmowę. Jestem w okropnym nastroju, a nie ma powodu, by Tobie również popsuć dzień.

Sly

xxx

Do: IntrospektywnyIntelektualista[at]MagiczneRandkiOnline .uk
Od:
MusiKochaćQuidditch[at]MagiczneRandkiOnline .uk
Czwartek, 3 czerwca 2008, 19:22
Re: Jestem

Co by ze mnie był za Gryfon, gdybym nie podjął wyzwania, co? Poza tym Ty rozweseliłeś mnie, gdy miałem zły nastrój parę dni temu, więc mogę chyba zwrócić przysługę.

Spotkamy się na czacie? Wyślę Ci link.

Gryffin

xxx

IntrospektywnyIntelektualista wszedł do pokoju.

MusiKochaćQuidditch: Witaj

IntrospektywnyIntelektualista: Ja już Ci opowiedziałem o moim gównianym dniu. Jaki był Twój?

MusiKochaćQuidditch: Nudny. Większość moich dni jest nudna. Jestem bardzo nudną osobą.

IntrospektywnyIntelektualista: Jakoś nie mogę w to uwierzyć.

MusiKochaćQuidditch: Nie, to prawda, poważnie.

IntrospektywnyIntelektualista: Czy to nie Ty zaproponowałeś te zaczarowane pierścienie na penisa?

MusiKochaćQuidditch: No tak.

IntrospektywnyIntelektualista: Ktoś nudny by tego nie wymyślił. Ergo(*) nie jesteś nudny.

MusiKochaćQuidditch: Ergo?

IntrospektywnyIntelektualista: Masz jakiś problem z moim zasobem słów?

MusiKochaćQuidditch: Jestem tylko rozbawiony, że jest taki... duży.

IntrospektywnyIntelektualista: Znajdziesz nawiązanie do seksu w nawet najmniej szkodliwej rzeczy.

MusiKochaćQuidditch: To jest talent.

MusiKochaćQuidditch: Czujesz się mniej kąśliwie?

IntrospektywnyIntelektualista: Nigdy nie jestem kąśliwy.

IntrospektywnyIntelektualista: I nigdy nie używam takich słów jak kąśliwy.

MusiKochaćQuidditch: Zirytowany?

MusiKochaćQuidditch: Zrzędliwy?

MusiKochaćQuidditch: Zgryźliwy?

MusiKochaćQuidditch: Uszczypliwy?

MusiKochaćQuidditch: Zjadliwy?

IntrospektywnyIntelektualista: Wsadź se.

MusiKochaćQuidditch: Mój błąd. Nigdy kąśliwy.

IntrospektywnyIntelektualista: Tak, czuję się lepiej.

MusiKochaćQuidditch: Nie ma za co.

MusiKochaćQuidditch: Więc to wydarzenie to praca, a nie zabawa?

IntrospektywnyIntelektualista: Trochę tego, trochę tamtego. Będzie tam mnóstwo starych znajomych i sporo klientów.

MusiKochaćQuidditch: Ja też mam mały obowiązek w ten weekend.

MusiKochaćQuidditch: Brzmi kiepsko. Cieszę się, że tam będę, ale też trochę się tego obawiam.

IntrospektywnyIntelektualista: Biznes czy przyjemność?

MusiKochaćQuidditch: Przyjemność, ale błagam, nie mów tak. Mam przez to złe myśli.

IntrospektywnyIntelektualista: ?

MusiKochaćQuidditch: Będzie tam ktoś, kogo raczej nie chciałbym spotkać. Zwłaszcza myśląc w tym kontekście.

IntrospektywnyIntelektualista: Były kochanek?

MusiKochaćQuidditch: NIE!

MusiKochaćQuidditch: Sorry, nie. Nic z tych rzeczy. To skomplikowane.

IntrospektywnyIntelektualista: Wiem o czym mówisz. Sam jestem w takiej sytuacji. Liczyłem na to, że mój przyjaciel będzie zabezpieczeniem, ale się rozchorował...

MusiKochaćQuidditch: Czy to Twój były kochanek?

IntrospektywnyIntelektualista: Nie. To tylko ktoś, kto mnie drażni.

MusiKochaćQuidditch: Ach, tak. Mój też taki jest.

MusiKochaćQuidditch: To tylko parę godzin. Nie może być aż tak trudno wytrzymać, prawda?

IntrospektywnyIntelektualista: Taa.

IntrospektywnyIntelektualista: To zabrzmi dziwnie. Chyba nawet nie mam prawa pytać.

MusiKochaćQuidditch: Tak?

IntrospektywnyIntelektualista: Spotykasz się teraz z kimś innym?

IntrospektywnyIntelektualista: To znaczy osobiście?

MusiKochaćQuidditch: Nie. Ani osobiście, ani w sieci.

MusiKochaćQuidditch: A Ty?

IntrospektywnyIntelektualista: Nie, tylko sprawdzałem.

MusiKochaćQuidditch: W kolejny weekend, kiedy się spotkamy...

IntrospektywnyIntelektualista: Nie sypiam z kim popadnie.

IntrospektywnyIntelektualista: Jeżeli przypadniemy sobie do gustu, to będziesz tylko Ty, Gryffin.

MusiKochaćQuidditch: Tak samo u mnie. Chciałem tylko sprawdzić.

IntrospektywnyIntelektualista: To nie jest coś, co przychodzi mi lekko. Mówiłem Ci wcześniej, że prasa jest irracjonalnie zainteresowana moim życiem miłosnym...

MusiKochaćQuidditch: Rozumiem. Ja mam tak samo.

IntrospektywnyIntelektualista: Chodzi o to - było dużo plotek o mnie. Dużo opowieści o mnie i różnych mężczyznach nie jest prawdziwych. Będziemy musieli się z tym zmierzyć, jeżeli się spotykamy.

MusiKochaćQuidditch: Naprawdę rozumiem, Sly. Więcej niż jeden chłopak uciekł ode mnie z powodu czegoś, co wyczytał w gazecie.

IntrospektywnyIntelektualista: Bardzo cenię sobie prywatność. Są... rzeczy... o których Ci jeszcze nie mówiłem.

IntrospektywnyIntelektualista: Rzeczy, o których wahałbym się mówić, dopóki nie spotkamy się twarzą w twarz.

MusiKochaćQuidditch: Nie mów: jesteś skrycie kobietą.

MusiKochaćQuidditch: Zbierasz coś dziwnego, jak dozowniki z dropsami.

MusiKochaćQuidditch: *wzdryga się* Lubisz *NSYNC.

IntrospektywnyIntelektualista: Ja tu mówię serio, Gryffin.

IntrospektywnyIntelektualista: Co to, do cholery, jest dozownik dropsów?

MusiKochaćQuidditch: Wiem, ale nie musisz być taki poważny - nic mnie nie powstrzyma przed spotkaniem się z Tobą.

MusiKochaćQuidditch: Och, to takie mugolskie słodycze. Takie małe cukierki, wychodzące ze śmiesznego pojemnika. Mam kilka.

MusiKochaćQuidditch: Tuzinów

MusiKochaćQuidditch: Kiedyś Ci je pokażę.

IntrospektywnyIntelektualista: Czy to jakiś mugolski sposób na podryw?

IntrospektywnyIntelektualista: "Chcesz zobaczyć mój dozownik dropsów?"

MusiKochaćQuidditch: Czekaj, czy to znaczy, że lubisz *NSYNC?

IntrospektywnyIntelektualista: Idiota.

MusiKochaćQuidditch: To nie brzmiało jak zaprzeczenie.

IntrospektywnyIntelektualista: Justin Timberlake jest w całkiem dobrej formie.

IntrospektywnyIntelektualista: No co, jest.

IntrospektywnyIntelektualista: Gryffin, do cholery.

MusiKochaćQuidditch: Sorry, chyba właśnie miałem udar.

MusiKochaćQuidditch: Poważnie? Nienawidzisz popu.

IntrospektywnyIntelektualista: Nie powiedziałem, że lubię ich muzykę. Powiedziałem, że Justin Timberlake ma niezły tyłek.

MusiKochaćQuidditch: Och. To wszystko wyjaśnia.

IntrospektywnyIntelektualista: Jeżeli już przestałeś być taki kąśliwy...

MusiKochaćQuidditch: A więc TERAZ używasz słowa kąśliwy?

IntrospektywnyIntelektualista: Cóż, lubię powiększać swoje słownictwo.

MusiKochaćQuidditch: No i jesteśmy w punkcie wyjścia.

MusiKochaćQuidditch: Czy Twoje słownictwo jest teraz powiększone? Gdy myślisz o tyłku Justyna Timberlake'a?

IntrospektywnyIntelektualista: Jeżeli teraz powiem, że muszę się wylogować, chyba nie uwierzyłbyś, że muszę zajrzeć do mojego przyjaciela?

MusiKochaćQuidditch: Tak to teraz dzieciaki nazywają?

IntrospektywnyIntelektualista: Gryffin

MusiKochaćQuidditch: Sly

IntrospektywnyIntelektualista: Naprawdę muszę już iść.

MusiKochaćQuidditch: Tak, idź. Twój przyjaciel jest szczęściarzem. Cieszę się, że Ci na nim zależy na tyle, by do niego zaglądać.

MusiKochaćQuidditch: Miły z Ciebie facet, Sly.

MusiKochaćQuidditch: Nawet, jeżeli lubisz *NSYNC.

IntrospektywnyIntelektualista: W imię wszystkich świętości: NIE LUBIĘ tego zespołu!

MusiKochaćQuidditch: Cokolwiek mówisz, Sly. Zajmij się swoim przyjacielem.

IntrospektywnyIntelektualista: Palant

MusiKochaćQuidditch: Taak

IntrospektywnyIntelektualista: Wiesz, że jesteś niepoprawny.

MusiKochaćQuidditch: Ooch, Sly. Znowu używasz swojego dużego... słownictwa.

IntrospektywnyIntelektualista: Dobranoc, Gryffin.

MusiKochaćQuidditch: Dobranoc, Sly.

IntrospektywnyIntelektualista wylogował się.

MusiKochaćQuidditch wylogował się.

xxx

- A on na to - urwał Harry, patrząc na Rona z troską. - Wszystko w porządku, stary? Chyba nie chcesz się rozmyślić? Bo Hermiona zabiłaby nas obu, wiesz o tym.

Ron pokręcił głową, wciąż zszokowany. Opowieść Harry'ego o tajemniczym mężczyźnie z sieci właśnie zazębiła się z czymś, co Hermiona powiedziała mu wczoraj. O dziwnej reakcji Harry'ego na coś w gazecie.

Ron popatrzył na niego, próbując przywołać na twarz uśmiech, który wyszedł bardziej jak grymas. To się nie dzieje, zapewnił się. To nie mogło się dziać. Zarzucił rękę na ramię Harry'ego, kierując go w kierunku Theo i Ginny.

- Muszę o czymś pogadać z Neville'em - powiedział, próbując utrzymać lekki ton głosu, gdy zostawił z nimi Harry'ego, by poszli na drugą stronę sali - Coś sobie właśnie przypomniałem - o kwiatach na jutro.

Harry wyglądał na zaskoczonego, zwłaszcza, gdy oczy Ginny rozszerzyły się, kiedy odczytała coś z twarzy brata.

- Ja, ee, powinnam pójść z nim - wyjąkała, patrząc jak Ron podchodzi do Neville'a. Mężczyźni skierowali się do ogrodów, a Ginny podążyła za nimi. - Ron nie wie nic o kwiatach. Powinnam się upewnić, że mówi Neville'owi to, co trzeba.

Harry odwrócił się do Theo, prawie oczekując, że on również czmychnie, ale były Ślizgon wyglądał na tak oszołomionego, jak Harry się czuł. Wzruszył ramionami, upijając łyk jabłecznika ze swojego kieliszka do szampana. Po wieczorze kawalerskim Rona przysiągł, że nie będzie pił przez jakiś czas.

- Oglądałeś może ostatni mecz Srok(**)? - zapytał, zaczynając przyjemną rozmowę o Quidditchu.

xxx

- Wiedziałbyś, gdyby było coś do dowiedzenia się, prawda? - zapytał Ron, przypierając Neville'a do muru, gdy tylko znaleźli się z dala od zasięgu słuchu. Kolacja przedślubna już w pełni toczyła się w środku, wszyscy popijali koktajle przed domowym posiłkiem, przygotowanym przez Molly.

Neville zamrugał, próbując zrozumieć słowa Rona.

- No wiesz - wysyczał Ron, przewracając oczami. - O Harrym? Czy jest coś, co powinienem wiedzieć? O Sly'u? O Ślizgonie, z którym rozmawia przez internet?

Neville przełknął, panikując, gdy zauważył Ginny kroczącą przez trawnik w ich kierunku. Było źle. Czy Ron - czy naprawdę mógł się domyślić?

Ron odwrócił się, gdy Ginny do nich dołączyła i zmrużył oczy, gdy posłała Neville'owi znaczące spojrzenie.

- O cholera.

- A więc wiesz? - zapytała, obserwując go z niepokojem.

To nie był czas i miejsce na tę rozmowę, wiedziała o tym. Harry mógł zacząć ich szukać w każdej chwili, a to nie było odkrycie, którym chciała się z nim dzielić na mniej niż dwadzieścia cztery godziny przed ślubem swojego brata, na którym Harry miał być drużbą. Ginny nie chciała również, by Ron wybuchnął na własnej kolacji przedślubnej. Uspokojenie się po odkryciu tożsamości Sly'a zajmie obu mężczyznom więcej niż dzień. Skuliła się na myśl o tej rewelacji, rujnującej ślub.

- Myślę, że wiem - powiedział Ron ostrożnie, w myślach składając kawałki do kupy. Wszystko, co wiedział o Sly'u. Wszystko, co wiedział o Malfoyu. Kurwa. - Tak, wiem.

- Jak? - zapytał Neville, unosząc brew. Rudzielec był dziwnie spokojny. Czy naprawdę wiedział?

- To raczej oczywiste, prawda? - wysyczał Ron, spoglądając z niepokojem w stronę domu. Nie chciał, żeby Harry natknął się na część konwersacji.

- Naprawdę? - zapytała Ginny, krzyżując ramiona.

- Tak - wyjęczał Ron, ukrywając głowę w ramionach.

Harry. Jego najlepszy przyjaciel.

Jego najlepszy przyjaciel zakochiwał się w Malfoyu. A on nic nie mógł z tym zrobić, bo byli dla siebie tak cholernie idealni. Malfoy był dupkiem, ale jeżeli naprawdę był Sly'em, nikt nie mógł zaprzeczyć, że on i Harry będą ze sobą szczęśliwi.

- Uch - jęknął, opierając się o Neville'a, gdy mężczyzna otoczył go ramieniem i pocierał uspokajająco jego plecy.

xxx

Draco wiercił się, bezmyślnie bawiąc się swoimi spinkami do mankietów; zacisnął dłonie w pięści i zmusił się do trzymania ich po bokach, gdy się na tym złapał. Malfoyowie nie wiercili się, a on nie miał żadnego powodu, by się denerwować tym ślubem. Nie był tak zdenerwowany nawet własnym ślubem.

I jak myślisz, dlaczego tak jest? Draco zapytał samego siebie, usadawiając się na swoim miejscu i czekając na rozpoczęcie ceremonii. Czy to może mieć coś wspólnego z tym, że Potter jest drużbą?

Draco zmarszczył brwi, studiując program dany mu przy wejściu przez odźwiernego. Oczekiwał, że Hermiona będzie nalegała na pisanie własnej przysięgi, ale na to nie wyglądało. To będzie chyba dość prosta ceremonia, bez żadnych zbędnych dodatków. Zerknął na zegarek, znowu spoglądając na drzwi. Pansy i Oliver właśnie weszli, pomachał do nich ręką, przywołując ich. Wątpił, że na przyjęciu mają miejsca obok siebie, ale przynajmniej teraz nie będzie sam.

xxx

Harry martwił się o Rona. Czarodziej gapił się na niego cały ranek, co było trochę niepokojące.

- Jesteście dla siebie idealni - wyszeptał Harry, ściskając ramię Rona.

Jednak zamiast dodać otuchy, słowa Harry'ego zdawały się spiąć Rona jeszcze bardziej. Nie mógł chyba aż tak martwić się ślubem, prawda?

- Skończy się, zanim się obejrzysz - powiedział Harry, obserwując twarz Rona. - Jeszcze tylko kilka minut i będziesz żonaty. Wszystko będzie cudowne, zobaczysz.

Ron uśmiechnął się, kiwając głową. Słowa wcale nie złagodziły jego obaw o Harrym i Malfoyu, ale przypomniały mu, po co tu byli. Nie miał żadnych obaw przed poślubieniem Hermiony. Pobiegłby do niej tą nawą, gdyby mógł.

- Gotowi? Już was oczekują - powiedział Bill, wystawiając głowę za drzwi.

Ron uśmiechnął się szeroko do Harry'ego, który poczuł ulgę, widząc swojego przyjaciela uspokojonego.

- Zróbmy to - powiedział Ron, biorąc Harry'ego pod ramię i wymaszerowując przez drzwi.

xxx

- Gin, o co ci chodzi? - zapytała Hermiona, marszcząc brwi, gdy zauważyła jak jej przyjaciółka gapi się na morze ludzi, już siedzących i czekających na ceremonię.

- Co? - Ginny odwróciła się, uśmiechając się na widok Hermiony. Wyglądała zjawiskowo i, mimo że dopiero co pomagała się jej ubierać, nie mogła się powstrzymać przed podziwianiem widoku Hermiony w ślubnej sukni. - O nic. Jestem podekscytowana.

Ginny znowu się odwróciła, szukając blond głowy odznaczającej się od reszty. Znalazła jej właściciela w czwartym rzędzie. Byli z nim Pansy i Oliver. Zobaczyła, że również Daphne i Neville szli w ich stronę.

Przeniosła swoją uwagę z powrotem na Hermionę, która wygładzała jakieś nieistniejące zmarszczki na swojej prostej, jedwabnej sukni. Widać było, że wszystko związane ze ślubem - od eleganckiej sukienki druhny do praktycznych prezentów dla gości - było wybrane przez nią. Ginny uśmiechnęła się, zakładając przyjaciółce zabłąkany loczek z powrotem za zapinkę. Lekka, kremowa suknia Hermiony opadała wdzięcznymi falami wokół niej, a głęboki dekolt podkreślał smukłe ramiona i szyję pełną wdzięku. Jej włosy były zebrane na czubku głowy, zabezpieczone chyba setką spinek i robioną przez gobliny tiarą ciotki Muriel, tą samą, którą miała na sobie Fleur, gdy wychodziła za mąż za Billa.

- Wyglądasz prześlicznie - powiedziała Ginny, ostrożnie całując Hermionę w policzek, uważając, by nie rozmazać jej makijażu.

xxx

Draco w myślach odwołał każdą obelgę rzuconą na Weasleya, patrząc jak mężczyzna rozjaśnia się, gdy Hermiona szła główną nawą. Wszyscy zawsze patrzyli na pannę młodą na ślubach, ale Draco wolał skupiać się na panu młodym - i to nie tylko dlatego, że wolał mężczyzn.

Panna młoda zawsze była zarumieniona z podekscytowania, ale można było się wiele dowiedzieć o pomyślności małżeństwa, patrząc na pana młodego. Niektórzy nie patrzyli, jak ich przyszłe żony kroczą nawą. Inni patrzyli, ale się nie wpatrywali. Weasley obserwował pannę młodą jak człowiek zagłodzony, patrzący na jedzenie z odległości kilku mil.

Ludzie zawsze mówili, że panna młoda promieniała i mieli rację. Hermiona nie była wyjątkiem - wyglądała zachwycająco i tak szczęśliwie, że patrzenie na nią było prawie bolesne. Ale Weasley - on wyglądał, jakby były wszystkie jego urodziny i Boże Narodzenia naraz, promieniował miłością i radością, cała jego twarz jaśniała.

No i Potter. Draco ugryzł się w język, próbując odwrócić swoje myśli z dala od cudownego, ciemnowłosego czarodzieja, stojącego obok pana młodego. Wyglądał na prawie tak szczęśliwego jak Weasley, z zapierającym dech uśmiechem na ustach patrząc na swoją przyjaciółkę, kroczącą ku nim z dłonią na ramieniu swojego ojca. Można pomyśleć, że to on się z nią żeni, pomyślał Draco, obserwując uderzająco zielone, przepełnione miłością i dumą oczy Pottera. Draco zdusił uczucie, które nie było zazdrością - nie przyjmował tego do wiadomości - gdy patrzył na wyraz twarzy Pottera i powiedział sobie, że to tylko stara rywalizacja pomiędzy nimi się odnowiła. W końcu, dlaczego Potter miał być taki szczęśliwy?

Draco nie zauważył trzech par oczu skierowanych na niego. Najbardziej widoczna była druhna, której wzrok wędrował kilkakrotnie od Draco do Harry'ego, w końcu zatrzymując się na swoim bracie. Skupiła się na wypowiadanych słowach. Neville uśmiechnął się lekko do Pansy - oboje z łatwością podążyli za wzrokiem Draco, wciąż spoczywającym na Harrym. Może jednak wszystko się ułoży.

xxx

Harry miał już dość uśmiechania się. Miał dość pozowania do zdjęć, dość potrząsania dłoni ludzi, których nigdy wcześniej nie spotkał. Dość odpowiadania na te same stare, przewidywalne pytania, na które nie mógł odpowiedzieć szczerze.

A więc, czym się obecnie zajmujesz, Potter? Cóż, piszę niezwykle popularną serię kryminałów. Może o mnie słyszałeś? James Evans? Prychnął, biorąc łyk wina, chociaż obiecał sobie, że nie będzie pił. Tu było tak cholernie klaustrofobicznie.

Nie widzę twojego partnera, Harry. Nie spotykasz się z kimś? Tak, ale nie mogłem z nim przyjść. Widzisz, nigdy go tak naprawdę nie spotkałem, chociaż dzieliliśmy razem kilka satysfakcjonujących masturbacji. Och, jestem całkiem pewien, że się w nim zakochałem. Harry uśmiechnął się, a jego ramiona rozluźniły się, gdy pomyślał o Sly'u, który pewnie też odpowiadał zręcznie na podobne pytania, gdziekolwiek dzisiaj był. Harry poczuł się lepiej, wiedząc, że Sly jest tak nieszczęśliwy jak on.

Jak na razie udało mu się unikać Malfoya, ale wiedział, że już niedługo skończy się jego szczęście. Zaraz miał być podany obiad i Harry będzie musiał usiąść przy ich stoliku. Upił kolejny łyk wina, upewniając się, że uśmiecha się szeroko, gdy zauważył, że Hermiona próbuje przyciągnąć jego uwagę z drugiego końca sali.

Pomachał, mierząc ją z przesadą i puszczając do niej oczko. Zobaczył, jak się zaśmiała, po czym zniknęła, wciągnięta w kolejny tłumu ludzi z życzeniami.

- A więc, Potter, czym się obecnie zajmujesz?

Uśmiech zniknął z jego ust, gdy odwrócił się w kierunku głosu i szybko zastąpił go najgrzeczniejszym wyrazem twarzy, na jaki było go stać.

- Trochę tym, trochę tamtym, Malfoy. Wiesz, jak to jest, życie w czarodziejskiej elicie - odpowiedział, bardziej gorzko niż zamierzał.

Draco wzruszył ramionami, uśmiechając się lekko. - Nie wiem. Prowadzę Malfoy Industries. Jestem dosyć zajęty.

Harry rozejrzał się, zauważając ze zmartwieniem, że wszyscy zajmowali swoje miejsca. Wskazał na słabo zaludniony stolik z boku sali, podążając za blondynem, żeby oni również mogli usiąść.

- Dziwne - powiedział Harry, spoglądając na stolik. Siedziało tu również kilku innych singli z Hogwartu, ale stół nie mógł być już pełny. - Chyba brakuje paru ludzi?

- Sue złapała grypę - powiedziała Hanna, marszcząc nos. - I to poważną. Biedactwo. Justin chyba przyjdzie, ale coś go zatrzymało w pracy.

Harry pokiwał głową, uśmiechając się do czarownicy, która podsunęła mu talerz z sałatką.

- Blaise też ma grypę - odpowiedział Draco, sięgając po koszyczek z chlebem koło swojego łokcia.

Harry sięgnął w tym samym momencie i ich ręce się o siebie otarły. Harry'emu zaparło dech w piesi, gdy dłoń Draco przesunęła się po jego własnej, odcisk od Quidditcha na wskazującym palcu blondyna był jeszcze bardziej zauważalny na jego jedwabistej skórze.

Oczy Draco również się rozszerzyły, a jego policzki oblał gorący rumieniec. Znał tę dłoń. Znał ją bardzo dobrze.

Harry przestał oddychać, myśli w jego głowie pędziły szaleńczo. Zamarł, wciąż dotykając dłoni Draco, ale nie miał siły, by się poruszyć.

Blaise miał grypę. Cholera jasna, Blaise ma grypę. Malfoy przyszedł sam, bo Blaise ma grypę.

Serce Draco zamarło i słyszał jedynie ryk krwi, pędzącej w jego żyłach. Tylko po tym poznawał, że wciąż był żywy. Bo z pewnością - na pewno - to nie mogło się dziać.

- O mój Boże - wyszeptał Harry i Draco cofnął dłoń jak oparzony.

Ta wymiana nie mogła trwać więcej niż kilka sekund, ale Draco rozejrzał się, spanikowany. Jak to możliwe, że nikt tego nie zauważył?

- Tak - powiedział Draco głupio, kiwając głową w szoku.

Obaj byli przez chwilę cicho, a potem Harry wydusił z siebie śmieszek, jego oczy były szerokie z paniki i zdenerwowania.

- Ee, chcesz zobaczyć mój dozownik dropsów?

xxxxx

(*) ergo (łac.) – a zatem, więc

(**) Sroki z Montrose (Montrose Magpies), drużyna Quidditcha.