ROZDZIAŁ 1 4
"MAD SKILLS"

Bella POV

Byłam w idealnym nastroju od wczorajszej nocy. Wszystko było idealnie! Miałam niesamowitego chłopaka i czwórkę najlepszych przyjaciół na całym świecie. Oprócz tego, że wygrałam mecz z moim zespołem, to jeszcze ten mecz, zwiększył moją pewność siebie. Dzisiaj rano przeszłam przez główne drzwi w szkole. Ludzie przychodzili do mnie i gratowali mi, gdy przechodziliśmy po korytarzu. Po trzeciej osobie, która już to zrobiła, zaczęłam czuć się trochę przytłoczona tym byciem w centrum uwagi. Nie zrozumcie mnie źle, kocham to, że każdy był ze mnie dumny i, że mój strzał był godny z stałem w NBA, ale ja po prostu nie byłam przyzwyczajona do tego, że tyle ludzie podchodziło do mnie, gdy szłam korytarzem do klasy.

- Wygląda na to, że umawiam się z najpopularniejszą dziewczyną w szkole – uśmiechnął się Edward, gdy wyciągałam książki z szafki.

- Szczęściarz z ciebie – zarumieniłam się. On zaczął się śmiać i odprowadził mnie pod drzwi klasy. Przeszłam jedynie przez drzwi i od razu zostałam uściskana przez Emmeta.

- Bells! Nie miałam okazji powiedzieć ci, jak niesamowita byłaś wczorajszego wieczoru.

- Dzięki Em – uśmiechnęłam się do niego, kiedy postawił mnie na ziemię.

- Myślę, że muszę pogadać z trenerem by przeniósł cię do męskiego zespołu – powiedział. Usłyszałam parsknięcie z drugiego końca pokoju. Spojrzałam kto stał za wielkim ciałem Emmeta i zobaczyłam Tanyę, która miała swoje brzydkie paznokcie przyłożone do twarzy.

– Chcesz coś powiedzieć, Tanyo? – uśmiechnęłam się ironicznie. Wow, nigdy nie widziałam tyle złości w człowieku…. Odrzuciła głowę na bok i patrzyła mi prosto w oczy.

– Nie – powiedziała, dokładnie akcentując „e".

– Zignoruj ją, ona po prostu jest szalenie zazdrosna o twoje niesamowite umiejętności! – powiedział głośniej Emmet i spojrzał na Tanyę, dokładnie wykrzykując dwa ostatnie słowa. Reszta dnia przebiegła naprawdę spokojnie. Nauczyciele dali nam bardzo dużo pracy domowej, bo przecież wczoraj nikt nic nie zadawał i przez to prawdopodobnie nie pójdę na jutrzejszy mecz chłopaków.

Poszłam na trening i jak zawsze spotkałam się z Edwardem na zewnątrz.

– I jak było? – byłam ciekawa, czemu Edward jest aż tak wesoły. Byłam przy nim zaledwie z trzydzieści sekund, a on zdążył podbiec do mnie, objąć, pocałować w policzek i już po woli kierowaliśmy się w stronę jego samochodu.

– Trener pozwolił mi zacząć! – ohh, teraz rozumiem. Uśmiechnęłam się, Edward naprawdę denerwował się, że nie będzie dość wystarczający w tym sezonie. Pamiętam, gdy opowiadał mi o tym, jak się teraz boi. Zresztą, przecież Edward był najlepszym graczem w całej drużynie.

– To super! – zapiszczałam i mocno się do niego przytuliłam, gdy siedzieliśmy już w samochodzie.

– Wiem o tym! – szybko pochylił się i mnie pocałował. Kochałam, kiedy Edwarda, gdy był podekscytowany.

Następnego dnia rano, byłam już w domu Angeli. Zdecydowałyśmy, że ozdobimy same siebie, by również wesprzeć chłopaków podczas meczu. W Forks była taka tradycja, że chłopcy zawsze prosili swoje dziewczyny przed meczem, o to, by cały dzień nosiła ona jego koszulkę, więc kiedy Edward mnie o to poprosił, od razu bez wahania się zgodziłam. Miałam na sobie również jeansy, na których namalowałam farbą napis „EDWARD", a na jednej nodze miałam jeszcze numer 18. Angela zrobiła to samo, tylko, ze miała numer Bena. Następnie zrobiłyśmy sobie kucyki, które związałyśmy niebiesko-żółtymi wstążkami.

Kiedy już byłyśmy w szkole, podeszłam do naszego stolika. Siedziała tam Alice i Rosalie, które również były ubrane w koszulki, tylko, ze Jaspera i Emmeta i tak wszystkie trzy nosiłyśmy koszulki chłopaków.

– Chłopcy wyglądacie naprawdę przystojnie! – uśmiechnęłam się i pocałowałam Edwarda w policzek, gdy usiadłam obok niego. Emmet spojrzał na mnie:

– Trener, kazał nam ubrać się odpowiednio na czas przed pierwszym meczem. Mówił coś o tym, że powinniśmy wyglądać jak „grzeczna grupa młodych mężczyzn".

– On jest po prostu w złym humorze, ponieważ od dawna nie musiał się tak ubierać i po prostu jego buty są o dwa rozmiary za małe – parsknął śmiechem Jasper. Emmet już miał rzucić się na Japsera, lecz Rosalie w ostatniej chwili chwyciła go za ramię i zatrzymała.

– Dzwonek właśnie zadzwonił, chodźcie musimy iść do klasy! Poza tym, Emmet myślę, że wyglądasz naprawdę przystojnie – jego uśmiech pojawił się na całej twarzy i poszedł odprowadzić Rosalie na pierwszą lekcję. Nauczyciele nie mogli dać nam nawet jednego dnia wolnego bez pracy domowej, ale tym razem było inaczej, zgaduję, że to wszystko dzięki temu, że dzisiaj był mecz I nawet udało mi się wrócić godzinę wcześniej do domu. Chłopcy mieli właśnie ostatni trening przed meczem, więc wszystkie dziewczyny na ten czas musiały zniknąć z ich pola widzenia. Alice, Angela, Rose i ja wróciłyśmy więc do mnie do domu.

– Cześć, dziewczyny – przywitała nas Renee, gdy pojawiłyśmy się w drzwiach.

– Hej, Renee! – powiedziały wszystkie trzy w tym samym czasie.

– To co dziś ten wielki mecz?

– Nie do końca, jestem pewna, że dzięki nam podkulą swoje ogony – roześmiała się Angela.

– Więc, z kim gramy? – zapytała Renee.

– La Push – odpowiedziałam.

– Ohh, .. słyszałam, że stracili oni Jacoba Blacka, wyrzucili go przez jego oceny. Czy to nie dzięki niemu zespołowi udawało się wygrać?

– Tak.., ale i tak reszta zespołu też jets bardzo dobra. Pamiętam, jak raz spotkałam Jacoba, jest on głupszy niż skała – parsknęła śmiechem Rosalie.

– Dziewczyny, bądźcie miłe – skarciła nas Renee i udałyśmy się do mojego pokoju.

Słuchałyśmy muzyki rokowej i układaliśmy nawzajem sobie włosy i robiłyśmy sobie makijaż a dzisiejszy mecz. Kiedy już skończyłyśmy, przyciszyłyśmy muzykę i zagrałyśmy w Prawdę. Zdecydowałyśmy, że będzie to tylko zabawa, jeśli są w to zaangażowani chłopcy.

– Okej Angela! Kiedy Ben powiedział, że cię kocha? – zaćwierkała Alice. Angela i Ben byli parą od początku szkoły.

– W Boże Narodzenie w pierwszej klasie. Wiem, że wydaje się to zbyt szybko, byliśmy wtedy tacy młodzi, ale czułam, że jest to prawdziwe uczucie – westchnęła rozmarzona. Alice i Rose zagwizdały, przez co Angela się zarumieniła.

– Dobra teraz moja kolej! – ogłosiła Angela. – Mam pytanie do was wszystkich trzech. Kochacie tych chłopaków?

– Tak, wiem – powiedziała cicho Alice. – Myślę, że zdałam sobie z tego sprawę, kiedy byłam przez cały dzień smutna, że go nie było w szkole.

– O MÓJ Boże! Alice to świetnie! – rzuciłam się na nią i przytuliłam. – Kiedy mas zamiar mu o tym powiedzieć?

– Nie wiem…. A co jeśli on mnie nie kocha?

– Żartujesz sobie? – parsknęła Rosalie. – Ten facet żyje dla ciebie!

– Tak myślisz? – wyszeptała niepewnie.

– My to wiemy – Rose, Ang i ja zapewniłyśmy ją.

– A co z wami? – zapytała Alice, patrząc na mnie i Rosalie.

– Właściwie…. Emmet już mi powiedział… - przyznała Rose, nie patrząc na nas.

– Co? –krzyknęła Alice. Wzięła poduszkę i rzuciła nią w Rosalie. – I NIE POWIEDZIAŁAŚ NAM? – wrzasnęła.

– Alice! – chwyciła Rosalie poduszkę. – On powiedział mi to dzisiaj rano! – powiedziała zirytowana Rose.

– Kiedy? – pochyliłam się i zapytałam. Na twarzy Rose pojawił się wielki uśmiech, kiedy o tym pomyślała.

– Po tym jak odeszliśmy od stolika. Szliśmy właśnie na matematykę, kiedy on w pewnym momencie pocałował mnie i wyszeptał mi do ucha „Kocham Cię Rosie". Chciałam mu powiedzieć, że też go kocham, ale on mnie bardzo zaskoczył i po prostu zaniemówiłam – zachichotała. – Później zobaczyłam go na następnej przerwie, zawołałam go, ale kiedy on usłyszał, że go zawołałam schował się za szafkę.

– Oh wow – zaśmiałam się. Emmet schował się za szafkami, ponieważ wyznał dziewczynie miłość.

– Złapałam go na przerwie między drugim a trzecim Pietrem. Udało mi się podkraść do niego od tyłu, wskoczyłam mu na plecy, więc nie mógł mi uciec! Nachyliłam się i szepnęłam mu „Też cię kocham" i pocałowałam w policzek. Później przełożył mnie przez ramię i wybiegł na podwórku i krzyczał „Kochamy się nawzajem". Jestem zaskoczona, że go nie słyszeliście.

Wszystkie śmiałyśmy się. I po tym jak się już uspokoiłyśmy to wszystkie spojrzały na mnie.

– A co z tobą i Edwardem? – zapytała Angela.

– Nie wiem – stwierdziłam.

– Co masz na myśli?

– Znaczy, ja po prostu nie wiem czy go kocham. Umiem sobie wyobrazić, jak to jest być z Edwardem, ale na razie jestem zadowolona, że w ogóle się z nim umawiam – wyznałam.

– Wszystko będzie dobrze, umiem sobie wyobrazić was razem – uśmiechnęła się Rose. Dramatycznie przekręciłam oczami i na nią spojrzałam.

Czy ja go kocham?

Edward był niesamowity. On był w stanie zrobić każdy możliwy trick godny koszykarza NBA All-Star! Byłam trochę zdezorientowana, czemu Edward tak się martwił, jak był przecież najlepszym graczem w zespole. Emmet, Jasper i Edward grali prawie za cały zespół! Znaczy było jeszcze kilka dobrych chłopaków jak Taylor czy Jonathan Newton, ale nie byli dobrzy jak mój Edward.

Drugi zespół, był od dupy, więc chłopaki nie musieli się zbytnio starać by ich pokonać. Wynik zakończył się Forks :65, La Push:22. Studenci po raz kolejny zeszli na boisko i gratulowali wszystkim graczom. Miałam już iść do Edwarda, zaczęłam chodzić po schodach, gdy nagle ktoś dotknął mojego ramienia.

– Tak? – nie miałam dziś czasu na bzdury Tanyi. Chciałam zejść i zobaczyć się z Edwardem.

– Chciałam tylko, żebyś wiedziała, Bello, że twój mały romans z Edwardem niedługo się skończy.

– Czy to ostrzeżenie?

– Tak! – tupnęła głową i skrzyżowała ramiona. – Oznacza to, ze niedługo to ja będę dziewczyną Edwarda! To ja na niego zasługuje!

– Masz rację Tanyo. Jestem pewna, że nie zasługuję na kogoś tak wspaniałego jak Edward. Ale na pewno ty nie zasługujesz na niego, bardziej niż ja. On cię nawet nie chce Tanyo! Więc. Odpuść. Sobie! – wzięłam rękę i odepchnęłam ją od siebie.

– Ugh! Ty suko! – usłyszałam jej krzyk i wtedy poczułam jak moje nogi się podemną uginają. Bolało. Wszystko. Pamiętam tylko jeden całkowicie rozmyty obraz i krzyczącą moje imię Alice.

Edward POV

Ten mecz był słaby.

Nie wiem czy jeszcze, jaka szkoła grała tak źle. Nie byłoby nawet tak źle, ale przez ten mecz skracał się mój czas z Bellą. Siedziała ona na trybunach dobrze się bawiąc, a ja musiałem gonić tych idiotów na boisku.

Naprawdę zacząłem się już nudzić, więc Emmet, Jazz i ja zdecydowaliśmy się trochę zabawić. Zrobiliśmy kilka slam-duns czy alley oopsów, trochę cirrus shota czy turn around shota1, dzięki czemu mieliśmy trochę przyjemności z własnej gry. Zacząłem biec z piłką, podawaliśmy ją między siebie, aż w końcu dotarliśmy pod kosz, znaleźliśmy się na lini i prosto wrzuciliśmy piłkę do kosza zdobywając kolejny punkt. Po zakończeniu meczu na boisku zrobił się tłum tak jak zawsze po każdym meczu. Ludzie schodzili z trybun i gratulowali nam wspaniałej gry, świetnych akcji. Grzecznie, ale jak najszybciej im wszystkim dziękowałem. Jedyne, co chciałem w tym momencie, to znaleźć Bellę, ale było naprawdę trudno było mi się przedrzeć przez morze kibiców. Zobaczyłem ją jak schodzi po schodach na trybunach i zacząłem iść szybko w jej stronę.

– Gdzie się tak śpieszysz? – zapytał słodki głos za mną. Złapała mnie za dłoń i spojrzałem na nią.

- Witaj, Jessico – uśmiechnąłem się fałszywie.

– Oh, Edward. Byłeś naprawdę niesamowity dzisiaj! – oczy Jessici zaświeciły, jak w filmach.

– Dzięki, ja naprawdę… - przerwała mi.

– Więc, zastanawiałam się Edwardzie.. – myślę, że moje imię dosłownie wymruczała, ale faktycznie zabrzmiało to naprawdę przerażająco. – Tańce się zbliżają, a ja nie mam….

NIE MA MOWY!

– I tak się zastanawiałam czy nie chciał byś pójść ze mną? Znaczy wiesz, gdyby taka popularna dziewczyna jak ja, by poszła z taką osobą co ty – zapiszczała.

– Przepraszam Jessico, ale nie sądzę by spodobało się to mojej dziewczynie – starałem się być uprzejmy, ale było to naprawdę trudne.

– DZIEWCZYNA? – krzyknęła. – Od kiedy nie jesteś singlem? Bo ostatnio jak sprawdzałam byłeś jeszcze wolny! – ludzie zaczęli się na nas patrzeć, ponieważ Jessica krzyczała na cały głos. Na szczęście w pobliżu był Jasper i podszedł do mnie, a za nim szła wkurzona Alice.

– Przepraszam Jessico.

– Tak! – syknęła.

– Nie używaj takiego tonu! Kto.. – wtrąciła się Alice, ale nie wiem co chciała powiedzieć, ponieważ Jasper zakrył swoją dłonią jej usta.

– Nie przejmuj się nią – zapewnił, patrząc na Alice. – Tak się zastanawiałem, czy znasz może Jonathana Newtona? – jej twarz nieco się rozjaśniła.

– Oczywiście! Byłam z nich na jakiś tańcach rok temu…. – niewiarygodne!

– Tak, wspominał mi on coś o swoim młodszym bracie.. Mike'u.. też go znasz?

– Tak – powiedziała spokojnie.

– Podobno Mike chce zaprosić ciebie na tańce….., ale nie mów mu, że wiesz to ode mnie! – machnął ręką.

– Naprawdę?

– Uf.. – dodałem za szybko. – Wiesz, Jessica, nie chciałbym później cię zranić czy coś, jak on cię zaprosi…

– Jesteś naprawdę niesamowity Edwardzie! Jak coś mi nie wyjdzie z Mikiem dam ci znać! – powiedziała i szybko odeszła w stronę biednego Newtona.

– Dzięki stary – uderzyłem Jaspera po plecach.

– Zawsze bracie – uśmiechnąłem się i zabrał rękę z ust Alice.

– Naprawdę Jazz? Czy to było naprawdę konieczne? – skrzywiła się, ocierając usta rękawem/ - Twoja ręka jest spocona i ohydna!

– Wiem – uśmiechnął się bezczelnie.

– Ugh! Idę znaleźć Bellę i Rose – odeszła od nas, mamrocząc sobie pod nosem coś o głupich i brudnych chłopakach.

– Lepiej idź za nią, bo później za to zapłacisz – przypomniałem mu.

– Prawdopodobnie… - westchnął. – Ale Alice jest strasznie gorąca, gdy się złości – powiedział Jasper na głos, a następnie poszedł w jej stronę. Miałem iść dalej w stronę, Belli, gdy usłyszałem krzyk.

– Ahhh! O mój Boże! Bella! – to była Alice. Zacząłem pchać się przez ludzi i chciałem szybko znaleźć się za tłumem. Ale cały czas było coraz więcej ludzi, aż w końcu ludzie ustawili się w kółko. Aż bałem się zobaczyć, co jest w samym środku. Słyszałem jak Emmet krzyczy do mnie i szybko się przecisnąłem.

Moje serce zamarło.

Bella leżała na podłodze. Nie przytomna. Jasper klęczał przy niej i sprawdzał jej tętno i puls. Uspokoiłem się trochę, gdy zobaczyłem jak jej klatka piersiowa unosi się w górę i dół. Alice była spanikowana, ale trzymała w dłoni telefon i dzwoniła pod 112 albo do rodziców Belli. Rosalie krzyczała na Tanyę z jakiegoś powodu, a na dodatek Emmet trzymał dłonie Rose i próbował ją uspokoić.

Byłem oszołomiony. Powoli podszedłem do Belli i chwyciłem ją za rękę.

– Co się stało? – wydukałem.

– Spadła z trybun- powiedział powoli Jasper.

– Niech ktoś zadzwoni na 112 czy zawoła kogoś! Teraz! – Jasper wyciągnął do mnie rękę i chwycił mnie za ramiona.

– Alice zadzwoniła. Oni są już w drodze. Dzwoniła już do nich, a teraz dzwoni do Renne. Jej tata już wie o wszystkim i będzie już w szpitalu, żeby sprawdzić czy wszystko jej gotowe jak przyjedzie, by nie tracić czasu.

– Jak? – czułem jakby zaraz w moich oczach pojawiły się łzy.

– Nie mam pojęcia. Wiem, że Rosalie ją znalazła jak upadła, a Alice widziała tylko po części, co się stało.

– Kto? – chciałem usłyszeć tą rzecz.

– Tanya – różne scenariusze zaczęły pojawiać się w mojej głowie. Zastanawiałem się co zaszło między Tanyą a Bellą i co się stało, że z tego powodu Bella będzie zawieziona do szpitala, to że jest w śpiączce i może się nigdy nie obudzić.

Poczułem jak pojedyncza łza spływa po moim policzku i spada na policzek, Belli. Pocałowałem ją delikatnie i trzymałem jej rękę.

– Zostań ze mną Bella. Wszystko będzie w porządku – usłyszałem ją. Martwiłem się o nią, cały czas ją obserwowałem.

– Naprawdę?

– Naprawdę, naprawdę – odpowiedziałem jej i uśmiechnąłem się na chwilę. Za chwilę przyjechał Ambulans i wszyscy rozeszli się z kółka. Bella została położona na noszach i sprawdzono, czy nie ma nic złamane. Prawdopodobne jest to, że ma złamaną nogę. Jeden z opiekunów podszedł do mnie i zapytał się mnie gdzie są jej opiekunowie.

– Alice, gdzie są rodzice Belli?

– Zadzwonili niedawno i powiedzieli, że spotkają się z nami w szpitalu, ponieważ tłum blokuje wejście do szkoły – poinformowała sanitariusza.

– Kim jesteś dla Isabelli? – zapytał.

– Jestem najlepszą przyjaciółką Belli , a to jej chłopak - poprawiła go, wiedziałem jak nienawidziła ona zwrotu Isabella.

– Dobrze, więc wsiadajcie pojedziecie razem z Bellą – powiedział, pokazując samochód. Nie chciałem zostawiać Belli nawet na chwilę samą, dlatego usiadłem jak najbliżej się da, gdy jechaliśmy karetką. Natychmiast złapałem jej rękę.

– Wszystko będzie z nią w porządku, Edwardzie – powiedziała cicho Alice, kładąc mi dłoń na ramieniu.

– Mam taką nadzieję. Mam nadzieję, że wszystko będzie w porządku – odpowiedziałem. Sanitariusz rozmawiał z kimś przez jakieś walkie-talkie i rozmawiał o obrażeniach Belli.

– Możliwe jest, że pacjentka ma złamaną co najmniej jedną kość w nodze i może mieć ewentualnie obrażenia głowy – powiedział do drugiej osoby.

Co? Uraz głowy? Złamane kości?

Natychmiast pomyślałem co będzie z Bellą. Prawdopodobnie nie będzie mogła grać do końca sezonu. A byłą przecież tak podekscytowana powrotem na boisko. Ten głupi wypadek wszystko popsuł. To mi coś przypomniało.

– Alice? Jak to się stało, że Bella spadłą ze schodów? – spojrzała na Bellę i na jej twarzy pojawił się gniew.

– Tanya z nią o czymś rozmawiała i Bella nie chciał jej słuchać i próbowała odejść od Tany'i. Tanya dosłownie oszalałą i popchnęła Bellę. Myślę, że nie mogła się niczego złapać i spadła po schodach. Przynajmniej to opowiedziała mi Rose. Nie było mnie tam, gdy to się stało – Alice zaczęła płakać i objąłem ją moją wolną ręką.

– Chciałabym być wtedy z nią. Może udałoby się powstrzymać to – pokazała głową Bellę.

– Nie obwiniaj się Alice. To wszystko wina Tanyi. Ale chyba wiem co czujesz… kochasz ją i po prostu czujesz coś, że mogłeś coś zrobić, żeby to się nie wydarzyło… Dlaczego Bella? – zacząłem prawie szlochać. To wszystko przez jakieś tańce czy coś i coś się stało Belli. Alice patrzyła się na mnie. Nie widziałem jej nigdy zapłakanej, ale patrzyła na mnie w szoku.

– Co ty powiedziałeś, Edwardzie? – byłem zmieszany.

– Co masz na myśli?

– Czy właśnie powiedziałeś, że ją kochasz?

Chwila… Kocham Bellę…? Czy ja właśnie to powiedziałem? Kocham Bellę…. Kocham Bellę Swan… Kocham Isabellę Marie Swan… Kocham ją! JA JĄ KOCHAM!

– Tak! Alice! Ja ją kocham! – uśmiechnąłem się do niej. – Chciałbym jej to powiedzieć… - owinęła swoje małe ramiona wokół mnie i wyszeptała mi do ucha:

– Powiesz jej to Edwardzie. Jeszcze będziesz miał okazję. Kiedy się obudzi. Wszystko będzie dobrze. Potem wyznasz jej miłość i będziecie ze sobą na zawsze.

– Tak myślisz? – zapytałem.

– Jestem Mary Alice Brandon. Ja nie myślę, ja wiem – uśmiechnęła się, kiedy nagle otworzyły się drzwi ambulansu. Wszystko działo się szybko, robili jej jakieś badania, rentgeny. Patrzyłem jak zabierali ją.

– Wszystko będzie dobrze. Będziesz pierwszą osoba, jaką zobaczysz, jak się obudzisz. Obiecują. Kocham cię – szepnąłem. I znowu usłyszałem jakby się mnie zapytała.

– Naprawdę?

– Naprawdę, naprawdę – nie wiedziałem, o co w rzeczywistości się Bella pytała. Czy o to, że wszystko było w porządku? Czy o to, że się obudzi? A może o to, czy ją kocham? To nie miało znaczenia, moja odpowiedź pasowała do jej każdego pytania.

Wszystko z nią będzie w porządku.

Wszystko będzie dobrze, jak się obudzi.

Ja naprawdę ją kocham.

Czułem jak łzy swobodnie spływają po moim policzku.

1 Są to triki w koszykówce