Zamknąłem oczy. Po ich ponownym otwarciu ujrzałem otwierające się wieko linkera, wydające charakterystyczny dźwięk. Złapałem się za obolałą głowę leżąc tak jeszcze przez chwilę i myśląc, że chyba znowu pobiłem własny rekord długości połączenia z avatarem. Wstałem dość ospale, zażyłem aspirynę, zjadłem na szybko co było pod ręką, byłem jednak zbyt senny by trochę poćwiczyć, było jeszcze wcześnie. Grace zapewne jak zwykle prowadziła lekcje z dziećmi Omatikaya o tej porze dnia. Zostawiłem jej na stole kartkę z wiadomością, aby mnie obudziła, jak skończy połączenie. Położyłem się na polowym łóżku, które zdawało mi się teraz bardziej twarde niż goła pandorańska ziemia, mimo to usnąłem z miejsca. Obudziło mnie szarpanie za ramię. To była Grace.

- Co się stało? Dlaczego nie przerwałeś wczoraj połączenia.

- Wiele się od wczoraj zmieniło Grace. Mam swojego ikrana. Mam ukochaną kobietę. Mam nowy dom. Jestem Eywa'evengä 'itan.

Nie wiedziałem, czy po tych słowach Grace była bardziej zaskoczona czy uradowana. Uścisnęła mnie z całych sił, mówiąc:

- To wspaniała nowina Hiroto. Cieszę się z twojego szczęścia. Rozmawiałam dziś z Tsahìk Mo'at o tym chodzącym we śnie Jack-u. Powiedziałam jej, że nie śni, że jest w swoim uniltìrantokx na stałe i nie znam przyczyny tego stanu. Odpowiedziała mi, że to z całą pewnością zasługa Eywy, że to ona go wybrała, skoro nie śni.

- Wybrała. Do czego? - spytałem całkowicie zaskoczony tą informacją.

- Słyszałeś może o Ryanie Lorenzu?

- Wiem tylko, że był pierwszym operatorem avatara.

- Gdy wyruszył z misją badawczą zastała go burza. Schronił się wewnątrz konaru i zasnął w oczekiwaniu aż burza minie. W czasie snu doznał wizji od Eywy co RDA zamierza uczynić z Pandorą. Gdy dotarł do Omatikaya opowiedział im o tym. Odebrali to jako znak, że jest wybrańcem. Stał się jednym z nich pomagając Na'vi w walce z ludźmi nieba. Za zdradę został zastrzelony podczas przebywania w linkerze. Omatikaya uznają go za bohatera.

- Skąd to wszystko wiesz?

- Mo'at mi opowiedziała.

- Ale nie przeniósł swojej świadomości na stałe. Co to ma wspólnego z wybrańcem?

- Mo'at odebrała to jako znak od Eywy. Teraz w całym klanie mówi się o powrocie wybrańca.

- Opowiem o tym Jack-owi, może dowiem się coś więcej, mamy coraz mniej czasu.

- Tak, ale już przerobiłam wszystkie videologi. RDA nie może się dowiedzieć o twojej obecnej sytuacji, podtrzymałam, że pomagasz mi w prowadzeniu szkoły angielskiego.

- Dobrze, utrzymanie w tajemnicy mojego klanu może być naszym asem w rękawie. O Jack-u też nie możemy wspomnieć. Pewnie go szukają skoro jest zdrajcą. Mogą podejrzewać Omatikaya, że udzielili mu schronienia... Na mnie już czas, wrócę za parę godzin.

- Miłego wieczoru Hiroto.

- Dziękuję Grace. Nawzajem.

Ponownie wskoczyłem do linkera i po chwili obudziłem się w swoim ciele avatara. Był już wieczór. Udałem się na dół, gdzie właśnie wszyscy witali grupę pięciu ostatnich myśliwych powracających z polowania, wśród nich byli Jack i Na'viyä.

- Witajcie. Widzę Was. Polowanie dopisało?

- Witaj. Widzę Cię. Tak, wyruszyliśmy popołudniu przetestować nasze nowe łuki. Są równie dobre, jak te ćwiczebne, ale co innego upolować yerika własnoręcznie zrobioną bronią.

- Na pewno. Ja swój wypróbuję przy najbliższej okazji. Musimy Jack pomówić po kolacji.

- Jasne.

W tym momencie podeszła do mnie Sevina zakradając się niemal niesłyszalnym krokiem i obejmując mnie z zaskoczenia.

- No, jesteś wreszcie. Chodźmy spożyć wspólny posiłek.

Uczta jak zwykle przebiegła w radosnej, swobodnej atmosferze. Wśród rozmów dominowały w dalszym ciągu te o nowonarodzonych saronyu. Kiedy Na'vi zaczęli się rozchodzić spojrzałem na Jack-a wymownym wzrokiem, że musimy pomówić na osobności. Pożegnałem się z innymi, a Sevinia Tute powiedziałem, że zaraz do niej dołączę. Przy ognisku zostałem sam z Jack-m. Na'viyä zapewne zmęczona, też już odeszła.

- Wiem, dlaczego jesteś na stałe w ciele avatara. Znasz może dr Grace Augustine?

- Tak, słyszałem o niej, jest szefową programu avatar.

- Dokładnie. Prowadzi szkółkę angielskiego, dla klanu Omatikaya, niedaleko znajduje się też nasz moduł mieszkalny, skąd się łączymy. Jest godna zaufania. Opowiedziałem jej o tobie wszystko, co sam wiem. Rozmawiała z miejscową Tsahìk, która odebrała twoją sytuację, jako dobry znak od Eywy. Uważają Cię za wybrańca.

- Wybrańca? Czego? Kogo? Heh, to niedorzeczne.

- Masz lepsze wytłumaczenie? Nie uciekniesz przed własną karmą. Ja , Grace i Na'vi w to wierzymy, dlaczego ty nie możesz?

- Może dlatego, że zawsze byłem człowiekiem małej wiary.

- Wszystko się zmienia. Widziałem Cię jak śpiewałeś do Eywy wraz z innymi. Nie było w tym fałszu. Jesteśmy teraz Na'vi. Zapomnij o dawnym życiu, ciesz się obecnym tak jak ja. Pomogę Ci, ale musisz uwierzyć w samego siebie.

- Udamy się jutro do mojego laboratorium, możesz tam pozostać, jeśli zechcesz, mój linker jest wolny.

- Warto to wykorzystać, gdyby zaszła taka potrzeba, na razie muszę pomóc Grace, nie zostawię jej samej.

- Właśnie, skoro jest godna zaufania to może udać się jutro z nami, ale jeden z waszych avatarów pozostanie w bazie. Ktoś w ludzkiej postaci musi wejść do środka modułu przeznaczonego wielkością do człowieka.

- Wezmę to na siebie.

- Dobrze. Wyruszamy jutro po śniadaniu. Nie łącz się ze swoim avatarem. Przylecimy na ikranach do klanu Omatikaya, stamtąd udamy na pa'li się do waszego laboratorium i wyruszymy do mojego.

- Ok, powołaj się na Tsew. Zaprowadzi was na miejsce.

- Jasne, i nie martw się, ochronę masz zapewnioną.

- Tym akurat się nie przejmuję. - powiedziałem to wiedząc, że Sevina będzie ze mną, ale mogłem też liczyć na pomoc innych braci i sióstr. Dobrej nocy Jack.

- Nawzajem.

Udałem się na spoczynek. Jack jeszcze chwilę siedział przy ognisku, zapewne oddając się medytacji w celu znalezienia odpowiedzi na tylko jemu znane pytanie.

- Gdzie byłeś tak długo. Mieliśmy ozdobić twój łuk.

- Nadrobimy to niebawem. Czeka nas jutro wyprawa do laboratorium Jack-a. Muszę mu w czymś pomóc w swoim ludzkim ciele.

- Czy to znaczy, że ujrzę ciebie w twojej drugiej postaci?

- Tak.

- To wspaniale. Czeka nas dzień pełen wrażeń.

- Dla mnie każdy dzień tutaj jest wyjątkowy, a z tobą to już szczególnie.

Dotknąłem jej policzka uśmiechając się przy tym. Sevina również uroczo się uśmiechnęła lekko mrużąc oczy. Chwyciła mnie swoją dłonią, ciągnąc w stronę hamaka. Gdy już leżeliśmy w objęciach swoich oraz Eywy, spytałem się:

- Wiesz, trochę się jutro boję twojej reakcji, na mój widok w ciele Tawtute.

- Niepotrzebnie, dla mnie zawsze będziesz tym samym, jedynym, na którego mogę liczyć.

Te słowa mnie uspokoiły. Nie odpowiedziałem już nic. Ucałowałem jedynie moją Panią, po czym oboje po chwili usnęliśmy.