Rano Harry obudził się z niesamowicie dobrym humorem, którego nie mógł popsuć nawet chłodny głos Jamesa. W końcu po lekcjach miał spotkać się z Lucasem i zacząć uczyć magii żywiołów. Jak tu się nie cieszyć?

Wyskoczył szybko z łóżka i wbiegł pierwszy do łazienki. Nic, absolutnie nic, nie mogło mu dzisiaj popsuć dnia.


Lekcje minęły mu okropnie wolno, nie mówiąc już o czasie, gdy miał wolne. Żeby wypełnić czymś czas ruszył do biblioteki, mając zamiar chociaż zacząć esej z zaklęć. Gdy wszedł do pomieszczenia pełnego książek, prawie od razu zauważył Snape'a siedzącego przy niedużym stoliku w najdalszej części biblioteki, w rogu. Pomiędzy regałami krążyło paru uczniów, którzy nie zwracali uwagi na innych. Ruszył w jego stronę.

- Hej. Mogę?

- Jasne - mruknął Severus, nie odwracając wzroku od książki. Harry uśmiechnął się lekko i otworzył swój podręcznik na odpowiedniej stronie. Po chwili jednak stwierdził, że absolutnie nie ma siły i natchnienia na pracę nad esejem. Zaczął wpatrywać się w Snape'a, zastanawiając się, jak długo będzie musiał czekać na jego reakcje. W końcu starszy chłopak spojrzał na niego z irytacją.

- Chcesz czegoś konkretnego, czy patrzysz się na mnie, żeby mnie wkurzyć?

- Zabronisz mi patrzeć?

- Tak, Willow, zabronię.

- Bo co? Nie możesz mi rozkazywać - zaśmiał się cicho Harry. Nie miał pojęcia, co się z nim działo, ale nie potrafił przestać. Coś mu kazało doprowadzić do kłótni.

- Po prostu mnie przestań wkurzać - syknął Snape i z powrotem przeniósł wzrok na książkę.

- Czym cię niby wkurzam? Tylko siedzę.

- No właśnie! Tylko siedzisz. Wy zawsze TYLKO coś robicie! To nigdy nie jest WASZA wina.

- O co ci, do choinki, chodzi?

- O co? O co? - zapiszczał Ślizgon, starając się naśladować głos Pottera. - O twoich zidiociałych przyjaciół!

- Myślałem, że to już sobie wyjaśniliśmy.

- Wyjaśniliśmy, ale to nie zmienia faktu, że to debile...

- Przestań! Lubię ich! Nie masz prawa...

- Mam największe prawo, żeby ich nie lubić! - krzyknął Snape, zrywając się z miejsca. Harry zrobił to samo. Zastanawiało go tylko, dlaczego nikt nie reaguje na ich kłótnie.

- Możesz sobie ich nie lubić, ale nie musisz mówić tego mi!

- Bo uważasz się za jednego z nich? Dlaczego bronisz tych półgłówków?

Harry w końcu nie wytrzymał. Między nimi stał tylko niewielki stolik, więc nie sprawiło mu trudności wyciągnięcie rąk i pchnięcie Snape'a na ścianę. Chłopak zaskoczony gwałtowną reakcją Willowa musiał chwycić się kinkietu pochodni wiszącej koło jego głowy. Jakież było ich zdumienie, gdy przez to włączyli mechanizm, sprawiając, że w ścianie pojawił się zarys drzwi. Mur wycofał się do tyłu i odsunął. Harry i Severus spojrzeli na siebie w szoku, całkowicie zapominając o kłótni. Zerknęli na ciemny korytarz.

- Idziemy po Lily? - spytał Snape, wpatrując się w przejście. Zauważyli, że opuszczona pochodnia zaczęła się podnosić i po chwili drzwi zniknęły.

- Chodźmy - wyszeptał Harry, dopiero teraz odrywając wzrok od ściany. Spojrzeli ponownie na siebie i w jednym momencie zerwali z miejsca i wybiegli z biblioteki szukać rudowłosej Gryfonki.


- Niesamowite - wyszeptała Lily, stojąc przed wejściem do ciemnego korytarza. Harry i Snape stali krok za nią, również wpatrując się w ciemność. - Wchodzimy? - spytała, zerkając na nich.

- Ktoś tu powinien zaczekać - stwierdził Willow. - Nie wiadomo, czy w środku jest włącznik drzwi. A chyba nie chcemy być tam uwięzieni, jak się same zamkną.

- Masz rację. Tylko... Kto?

Spojrzeli po sobie, aż w końcu Snape westchnął.

- Dobra. Ja poczekam.

- Dzięki! - pisnęła Lily i chwyciła Harry'ego za rękaw. - Tylko nie zapomnij o różdżce - zerknęła na niego.

- Zawsze mam ją przy sobie - wyciągnął patyk z kieszeni i zerknął na Severusa. - Jakbyśmy nie wróci za 10 minut to zawołaj pomoc.

Najlepiej profesora Woulda - pomyślał, ale nie powiedział tego na głos. Zerknął na Lily i wszedł pierwszy w tunel, a dziewczyna za nim. Przeszli parę kroków, gdy drzwi zamknęły się cicho za nimi i wokół nich zapadła całkowita ciemność. Evans pisnęła, a Harry szybko wyjął różdżkę.

- Lumos!

Wokół rozbłysło delikatne światło. Na ścianach wisiały oblepione pajęczynami pochodnie, ale gdy Willow zrobił krok do przodu, wszystkie zapłonęły. Cały korytarz zajaśniał ciepłym blaskiem ognia. Potter rozejrzał się i chwycił pochodnię najbliższą drzwi. Gdy ją pociągnął znowu pojawiły się drzwi.

- Skąd wiedziałeś? - szepnęła Lily.

- Intuicja - wyszczerzył się i zerknął na Snape'a. - Idziesz z nami?

- Jasne.

Czarnowłosy chłopak wszedł w korytarz i razem ruszyli dalej. Okazało się, że tunel nie był wcale tak długi, jak im się zdawało. Przeszli parę metrów i znowu stanęli przed drzwiami, tym razem drewnianymi. Spojrzeli po sobie z niepewnością.

- A co jak w środku będzie jakiś trup? - jęknęła Lily. - Albo, co gorsza, żywy trup?

- Nie panikuj - mruknął Snape. - Jesteśmy czarodziejami, prawda? Dwa zaklęcia i po kłopocie - machnął zbywająco ręką i położył dłoń na klamce.

Harry skinął głową.

- Na trzy - wycelował różdżkę w drzwi. - Raz... Dwa... TRZY!

Snape naparł na drzwi i wszyscy wpadli do środka jak burza. Jednak zaraz zatrzymali się porażeni szokiem. Stali w małym pokoiku oświetlonym przez kilka pochodni. Przy trzech ścianach stały wysokie półki z mnóstwem książek, a na środku niewielki stolik z drewna hebanowego i cztery krzesła wokół niego wyłożone czerwonym materiałem. Miało się wrażenie, że się znalazło w królewskiej bibliotece, która była tylko na użytek króla.

- Wow - wyszeptał Harry i podszedł do półek. Książki wyglądały na bardzo stare, niektóre zniszczone przez czas. Potter przejrzał je powoli. Były posegregowane według kategorii, a nie alfabetu. Po lewej od wejścia były tytuły poświęcone głównie eliksirom i zielarstwu, po prawej - transmutacji i zaklęciom, a na wprost - czarnej magii i obronie przed nią. Willowa najbardziej zainteresowały te ostatnie, Snape'a te po lewej, a Lily po prawej.

- O cholera - wyszeptał Severus, przeglądając jakąś książkę. - Tu są najbardziej okrutne mikstury stosowane na torturach. A w tej... - chwycił inną, - pełno mikstur leczniczych.

- A tu jest pełno osobnych kartek - pokazała im Lily. - Ktoś tu robił badania. Głównie o zaklęciach pozwalających zmieniać wygląd. Widocznie ktoś próbował wymyślić zaklęcie działające jak eliksir Wielosokowy. To niesamowite.

- Ciekawe, czy skończył badania. I czy mu się udało.

- Tak, ciekawe. Ale wygląda na to, że ten ktoś przerwał pod koniec badań - stwierdziła dziewczyna, pokazując chłopakom ostatnie kartki, które znalazła. Poukładali je na hebanowym stoliku starając się znaleźć jakąś chronologie.

- Myślę, że niewiele brakowało do znalezienia inkantacji. Musiał być niezwykle mądry - mruknął Snape, przeglądając kilka kartek.

- Skąd pewność, że to był mężczyzna? - oburzyła się Evans. - Dlaczego nie kobieta? Uważasz, że dziewczyny są głupsze?

Severus spojrzał z przestrachem w zwężone źrenice Gryfonki, natychmiast kręcąc głową.

- Oczywiście, że nie! Kobiety są równie mądre jak mężczyźni. Po prostu... Tak jakoś pomyślałem, że to raczej mężczyźni robią badania nad zaklęciami i eliksirami. Tak... myślę... eee... Nieważne.

Dziewczyna w końcu odwrócił wzrok, przestając patrzeć na niego morderczo.

- Na niektórych kartkach są numery stron. Widocznie były zapisane w zeszycie, tylko się zniszczył. Posegregujmy je do końca i spróbujmy dokładniej odszyfrował. Ktokolwiek to pisał, okropnie bazgrał - uśmiechnęła się Lily. - Trzeba to będzie przepisać i dać komuś, kto się na tym zna.

- Oddać komuś? - nie dowierzał Snape. - To nasze znalezisko! Sami sobie z tym poradzimy.

- Ej! - zwrócił na siebie uwagę Harry. - Najpierw sami spróbujemy coś z tym zrobić, a jak nie damy rady to wtedy przekażemy to komuś z większymi kompetencjami. Ok?

- Ok - zgodzili się obaj.


O 17:50 Harry wypadł z korytarza oświetlonego pochodniami, mając nadzieję, że nie spóźni się na umówione z Lucasem spotkanie. Przebiegł koło biurka bibliotekarki widząc, jak patrzy na niego ze zdumieniem. Miał wrażenie, że nikt nie widział ich, jak wchodzą do tunelu, bo przy wejściu do niego byli niewidzialni. Stwierdził jednak, że zastanowi się nad tym później.

Pod kwatery profesora obrony dotarł parę minut przed wyznaczoną godziną. Odetchnął cicho i zapukał. Drzwi otworzyły się prawie od razu. Stojący w nich mężczyzna był ubrany w bluzkę przylegającą ściśle do jego ciała oraz ciemne spodnie. Uśmiechnął się ciepło na widok ucznia i wpuścił go bez słowa do środka.

- Cześć - wyszeptał Harry, lekko speszony.

- Hej, Harry - uśmiechnął się Would. Poprowadził chłopca do salonu i posadził go na sofie. Usiadł naprzeciwko niego. - To... Od którego żywiołu chcesz zacząć?

- Nie wiem... To... Może od powietrza?

- Dobrze. To bardzo dobry pomysł. W końcu znam się na nim najbardziej - zaśmiał się blondyn. - Zaczniemy od tego, że musisz się skupić. Maksymalnie, jak tylko najbardziej potrafisz. Skup się na otaczającym cię powietrzu. Poczuj je wszystkimi zmysłami... Skup się, a nie patrz na mnie!

Harry spojrzał speszony na mężczyznę i spuścił wzrok. Odetchnął cicho i zrobił to, co nauczyciel kazał. Jednak po chwili zaczął się czuć, jakby coś zacisnęło się wokół jego klatki piersiowej, odcinając dopływ powietrza. Jęknął, gwałtownie otwierając oczy. Patrzył prosto w błękitne oczy Lucasa.

- Spokojnie - wyszeptał Would. - Uspokój oddech. Wyrównaj go. W porządku? Przeszło?

- Yhym - mruknął Potter, nieco roztrzęsiony. - Dlaczego to się stało?

- Mówiłem ci już. Używanie magii żywiołów jest na początku męczące. To minie.

- Rozumiem.

- A teraz rób, co ci mówiłem - powiedział nauczyciel i położył dłonie na kolanach chłopka, by się czegoś przytrzymać, nie ruszając się z miejsca przed uczniem.

Harry zamknął znowu oczy, starając się skupić, ale nie potrafił. Ręce mężczyzny na jego udach skutecznie mu to uniemożliwiały. W końcu westchnął i zerknął na Woulda.

- Nie potrafię. Nie dam rady.

- Z takim nastawieniem to na pewno - westchnął blondyn. - W takim razie zrobimy inaczej. Darujemy sobie skupianie się, a przejdziemy do praktyki. W twoim wypadku może będzie to lepszy pomysł. Używałeś już odrobinę magii żywiołów, więc podejrzewam, że nie potrzeba ci tak wiele teorii. Ale mimo to musisz się skupić na wykonywaniu moich poleceń.

- Dobrze. To co mam zrobić?

Mężczyzna spojrzał na niego zamyślany.

- Chcesz zacząć od magii powietrza, więc... Myślę, że bezpieczniej będzie jak przeniesiemy się do sypialni.

- Do sypialni? Po co? - Harry zerknął na profesora zdumiony.

- A jak myślisz? Co można robić w sypialni, hymm? - spojrzał na niego sugestywnie.

Na policzkach Pottera pojawił się szkarłatny rumieniec. Lucas roześmiał się serdecznie i pociągnął chłopca za rękę do swojego pokoju.

- Usiądź na łóżku.

- Po co? - jęknął cicho Willow. Starał się nie pokazać jak żenuje go ta sytuacja.

- Harry, zaufaj mi - profesor wywrócił oczami. - Nie chcę, żebyś się uderzył jak użyjesz magii powietrza. Usiądę za tobą, by nic ci się nie stało. Rozumiesz?

- Tak - wymamrotał Wybraniec nadal zarumieniony.

Chłopak usiadł po turecku na pościeli, a Would usadowił się za nim. Mężczyzna rozłożył szeroko nogi, ciągnąc dzieciaka pomiędzy nie. Harry sapnął, ale nie sprzeciwiał się.

- Zaczniemy od prostego ruchu, którym możesz odepchnąć jakąś rzecz - rozejrzał się po pokoju i jego wzrok padł na poduszkę, która spadła na ziemię z jego łóżka. Przywołał ją i położył na przeciw nich na końcu materaca. - Używając magii powietrza zrzucisz tą poduszkę na ziemię.

- Jak?

- Już ci mówię. Wyciągnij ręce w kierunku swojego celu dłońmi do przodu. Palce złącz razem, a kciuki nich się dotykają. Dobrze. Ruch polega na tym, że ręką, prawą lub lewą, w zależności, którą ci łatwiej, przesuwasz w stronę łokcia, a później prostujesz gwałtownie posyłając powietrze w stronę celu. Spróbuj.

Harry zrobił to, co kazał nauczyciel, ale nic się nie stało. Spojrzał na blondyna ze zdumieniem. W oczach Woulda błyszczało rozbawienie.

- Jeszcze raz, Harry. Ale tym razem użyj chociaż trochę magii.

Potter zarumienił się delikatnie i ponowił próbę. Powietrze lekko zawirowało, ale poduszka nie ruszyła się z miejsca. Mimo to natychmiast zrobiło mu się słabo. Oparł się mocniej o Lucasa starając się uspokoić oddech. Mężczyzna oplótł go ramionami w pasie i przytulił się do jego pleców, opierając brodę o jego głowę. Harry odprężył się, czując się o niebo lepiej. Zerknął na blondyna i uśmiechnął się lekko.

- Jeszcze raz?

- Tak. Tylko tym postaraj się trochę mocniej.

Willow skinął głową. Ponowił próbę i tym razem poduszka przeleciała przez cały pokój uderzając w ścianę, a Harry'ego odepchnęło do tyłu. Would sapnął, gdy wbiło ich obu w ramę łóżka.

- Nieźle - wysapał nauczyciel. - Było... Dobrze.

Zielonooki spojrzał na profesora rozszerzonymi ze zdumienia oczami.

- Wow. To było coś - wyszeptał. - Ale nie czuję się źle.

- Adrenalina. Zaraz ci przejdzie i dopiero poczujesz, co to znaczy być zmęczonym. Najlepiej się połóż.

Harry zrobił to, co kazał i ułożył się na plecach. Czuł, że szok wywołany mocą tego, co zrobił, powoli mija. Lucas ułożył się obok niego, podpierając głowę na ręce. Patrzył na niego uważnie.

- I jak się czujesz?

- Gorzej - sapnął cicho Potter, czując, że powoli odpływa. W dodatku wszystko zaczęło go boleć. Westchnął i uchylił powieki zerkając na Woulda. Na jego twarzy widniało zaniepokojenie.

- Jak źle?

- Boli mnie wszystko - wyjęczał chłopiec, mając wrażenie, że przed chwilę przebiegł maraton bez żadnej rozgrzewki.

- To nie dobrze. Dam ci eliksir przeciwbólowy. Mam nadzieję, że to pomoże.

Przywołał buteleczkę i podał ją chłopcu. Po chwili Willow poczuł się dużo lepiej. Spojrzał na nauczyciela z wdzięcznością.

- Lepiej?

- Yhym.

- To dobrze - pociągnął Harry'ego do siebie i delikatnie pocałował w czoło. W jego oczach zabłysnęło czułość. Westchnął. - Chyba to nie był dobry pomysł, żeby kłaść się obok ciebie.

- Dlaczego? - wymamrotał chłopiec w koszulkę nauczyciela.

- Jak przytulisz się mocniej biodrem do mojego krocza to zrozumiesz.

Potter zarumienił się mocno i lekko odsunął. Would wybuchnął serdecznym śmiechem i z powrotem przyciągnął chłopca do siebie.

- Nie uciekniesz mi tak łatwo - parsknął i schylił się, zaczynając składać delikatne pocałunku, będące niczym muśnięcia skrzydeł motyla, na czole, policzkach i brodzie młodszego czarodzieja, specjalnie omijając lekko rozchylone usta. Mimo całkowitego zażenowania i niepewności, Harry starał się odwrócić głowę i złączyć ich wargi, ale Would tylko zaśmiał się łagodnie. Zszedł ustami na jego szyję, wywołując tym zdumiony jęk. Harry nigdy nie sądził, że taki dotyk może wywołać taką reakcję organizmu. Potter przylgnął całym ciałem do mężczyzny odchylając głowę do tyłu, by dać mu lepszy dostęp. Z gardła nauczyciela wydobył się cichy pomruk. Wsunął dłonie pod koszulkę chłopaka i podciągnął ją pod brodę chłopca. Odchylił się lekko i spojrzał na Pottera z rozszerzonymi oczami.

- Zwariuję przez ciebie - wychrypiał i pochylił się całując w malinowe wargi. Harry jęknął cicho w usta nauczyciela, czując przyjemne dreszcze biegnące po kręgosłupie. Lucas zacisnął mocniej ramiona i przyciągnął chłopca do siebie. Willow spojrzał na niego rozszerzonymi z pragnienia oczami.

- Proszę - wyszeptał...


Harry szedł szybkim krokiem w stronę biblioteki. W całym tym pośpiechu zapomniał w niej swojej torby. Wpadł szybko do środka, nie przejmując się karcącym spojrzeniem bibliotekarki i przeszedł w odległy róg pomieszczenia, ale jego torby nigdzie nie było. Westchnął niezadowolony i rozejrzał się. Może Lily i Severus wzięli ją ze sobą, jak zauważyli, że ją zostawił? Już miał wrócić do dormitorium i spytać dziewczyny, gdy wejście do tunelu prowadzącego do małej, ale niezwykłej biblioteki, otworzyły się bezszelestnie. Wyszła z niego rudowłosa dziewczyna trzymająca dwie torby. W tym jedną jego. Harry odetchnął i uśmiechnął się do dziewczyny.

- O, jesteś. - podała mu torbę. - Severus ją zauważył i mi przyniósł.

- Już poszedł?

- Tak. Powiedział, że głowa go boli od tych bazgrołów. I miał coś jeszcze załatwić u Slughorna.

- Rozumiem. Idziemy do dormitorium?

- Tak.

Ruszyli do wyjścia, gdy w drzwiach stanęli Huncwoci (ale znowu bez Petra). Źrenice Jamesa zwęziły się wyraźnie.

- Willow...

- James to nie tak... Uczyliśmy się! Przysięgam!

- Godzinę temu was tu nie było - warknął chłopak, zakładając ręce na piersi.

- James, daj spokój! Harry jest dla mnie tylko przyjacielem, tak jak Severus!

- A więc ty i Snape też... Zamorduję go! Znajdę i zabiję!

Starszy Potter odwrócił się gwałtownie i wybiegł z biblioteki. Harry spojrzał błagalnie na Remusa i Syriusza. Ale to niewiele dało. Black odwrócił się i pobiegł za przyjacielem.

- Syriusz! Co zamierzasz? - krzyknął za nim.

- Jak to co? Pomóc mu!

Lupin spojrzał przepraszająco na Willowa i pobiegł za obojgiem przyjaciół. Nie za bardzo było wiadomo, czy chce im pomóc, czy ich powstrzymać.

Harry zerknął na Lily.

- Czy oni właśnie... Poszli zabić Snape'a?

Dziewczyna spojrzała na niego w szoku. W następnym momencie oboje biegli na pomoc Ślizgonowi.


Droga Yuki221, jestem z małej wsi na śląsku. Nie mieszkam dokładnie w górach, ale mieszkam niedaleko np. Wisły i Cieszyna. Jeśli coś w tekście było gwarą, to nawet nie wiem, gdzie ;) Zbyt dużo czasu spędzam z moją koleżanką, pochodzącą z Jaworzynki i właściwie nie wiem, czy mówię po polsku czy to już jest gwara :D Napisz mi, skąd twoje przypuszczenie ^^