Edit: dnia następnego.

Po tym jak to przeczytałem, postanowiłem już nigdy więcej nie pisać niczego po 12 w nocy.

Dziękuję bardzo za ciepłe słowa i cieszę się, że jeszcze nie znudziła się wam ta opowieść. Przygotowania do drugiej części zaczęły się właściwie od czwartego rozdziału i od wtedy wiedziałem, że historia będzie miała otwarte zakończenie - choć przez tygodnie pisaniny nieco się ono zmieniło. Co do wspomnienia na końcu o losach całej piątki, rzeczywiście o tym zapomniałem. Walki za to nie chciałem zanadto przeciągać - i tak bito się tu aż nadto.

Jeżeli chodzi o kontynuację, znów się powtórzę. Poczekamy, zobaczymy. Tak naprawdę chciałbym wreszcie wyjść z szafy z tym swoim pisaniem, a niestety, pisząc fanfiki, raczej się to nie uda. Może więc kiedyś o mnie usłyszycie :) W każdym razie, niczego nie obiecuję, ale podejrzewam, że kiedyś, gdy zabraknie mi weny na pisanie innych rzeczy, wrócę do tego opowiadania (w sumie to ciężko będzie się odzwyczaić od siadania niemal każdego wieczora do kompa, by skrobnąć kilka stron przygód Po).

PS. Mam nawet pierwszy tytuł: Kung fu Panda: Armia dziesięciu tysięcy demonów. Kto wie, czy coś się nie zadzieje po wakacjach ;


A więc stało się. Na początek chciałbym podziękować przede wszystkim loli3934, która bez żadnych obiekcji wrzuciła to opowiadanie do tutejszego community, a także Braili125 – twoje komentarze sprawiały, że pisanie tej historii było jeszcze bardziej przyjemne. Dziękuję także pozostałym, którzy się tu udzielali – bez waszego odzewu pisanie tego opowiadania ( a właściwie powieści, w końcu 300 tys znaków zostało przekroczone) nie miałoby sensu.

Teraz mogę zdradzić, że ta historia od początku miała wyglądać zupełnie inaczej, a punktem zwrotnym okazało się pojawienie się Gao. To dzięki tej ptaszynie powstały właściwie wszystkie wątki w Jinzhou, w którym wizyta miała być tylko jednorozdziałowym przystankiem na drodze do Góry Demonów. Ja wyszło sami wiecie.

Zakończenie może się troszkę różni od tego co się spodziewaliście, szczególnie, że nieco rozmyłem to, o czym mówiła legenda Oogwaya. Gdybym nie umieszczał tej opowieści rozdział po rozdziale, a wrzucił wszystko na raz, pewnie zmieniłbym to i owo, ale wydaje mi się, że ostatecznie nie wyszło źle – nigdy wcześniej nie udało mi się skończyć historii o takich rozmiarach. Oby to nowe doświadczenie kiedyś zaprocentowało.

Co do imion stworzony przeze mnie bohaterów. Starałem się, by miały jakieś znaczenie. Tak więc Shandian oznacza piorun, błyskawicę (ktoś słusznie wpadł na trop, że przypomina Pikachu. Tak naprawdę wzorowany był na Alolańskim Raichu, nawet połączenie telekinetycznych i elektrycznych mocy jest z niego, brzydko mówiąc, zerżnięte). Yun Yun powinno zaś oznaczać chmurę. W przypadku imion z legendy miały oznaczać Przedwieczny i Ostateczny, ale ostatecznie coś chyba pomieszałem, szczególnie przy imieniu smoka. Imię Gao, oznacza bodajże wysoki. Wcześniej miało być to Guo, które chyba oznaczało jakieś warzywo. Mei Dao oznacza piękne ostrze. Zmyślone imiona Po i Tygryski oznaczają rzepę (mam nadzieję, że dobrze przetłumaczyłem) i kolec (x2, by brzmiało jak imię żeńskie). Najciekawsza historia jest z imieniem pani Han. Prawdopodobnie imię sióstr Wu pochodzi od dynastii Wu, za której panowania Chiny podzieliły się trzy królestwa (a propos fajny smaczek). A przed dynastią Wu panowała w Chinach dynastia Han. Pewnie jakieś imiona pominąłem, ale jest późno i chyba sobie już ich nie przypomnę.

W opowiadaniu nie pojawiły się też sceny, na które zabrakło miejsca albo fabuła zwyczajnie się potoczyła innym torem. Do takich niewykorzystanych wątków należy przedstawienie o „Smoczym Nieszczęśniku", który miał być niskich lotów parodią losów Po, przygotowaną specjalnie dla mieszkańców Jinzhou. Była też potyczka w ubogiej dzielnicy Jinzhou, do której miało dojść, po tym jak chłopczyk miał „zgubić" rodziców, a tak naprawdę był przynętą na turystów. Po i Tygrysica mieli też walczyć na arenie przed publicznością, ale z tego także ostatecznie zrezygnowałem. Po miał także uwolnić duchy z użyciem swoich super mocy, ale chyba dobrze, że z tego zrezygnowałem. Podejrzewam, że było tego więcej (inne zagadki w górze i w ogóle inne zakończenie – choć motyw duszy uwięzionej w szabli był zaplanowany od pierwszego rozdziału). Smoki, Gao i Mei Dao pojawili się ze względu na możliwą drugą część.

Właśnie… Druga część. Przyznam, że na razie mam tylko ramowy pomysł na nią, bohaterowie są co prawda przygotowani, ale to i tak zdecydowanie za mało, by się zabierać za pisanie. Poza tym mam wątpliwości, czy w ogóle zaczynać. Na razie myślę, że dam spokój Po i spółce (może jeszcze napiszę krótkiego jednostrzałowca i dokończę wrzucanie na tej historii wattpada), a potem zobaczymy, czy coś powstanie. Przyznam, że wolałbym spróbować ponownie swoich sił całkowicie własnych historiiach.

A teraz czekam na wasze opowiadania;)