Całej tej scenie przypatrywał się Mateus , który z tego tragicznego wydarzenia wyszedł bez szwanku, dzięki Jackowi O'Neillowi. Mateusz w towarzystwie swoich ludzi podszedł do ludzi pogrążonych w rozpaczy i powiedział – Ten człowiek uratował mi, nie znanej dla niego osobie życie. Udowodnił, że macie czystą duszę i jesteście godni naszego zaufania. Jest mi naprawdę przykro, że tak szlachetny człowiek musiał oddać swoje życie abyśmy wam uwierzyli. Naprawdę jest mi niezmiernie przykro z powodu jego śmierci.

- Jego… – powiedziała przez zęby Sam – ten człowiek uratował Ci życie i ta sama osoba ma imię. To imię brzmi Jack O'Neill. Na co się nam zdadzą wasze przeprosiny, nie zwróci to jego życia. Każde słowa sprawiały wielki ból Dzielnej Pani Major. – Sam – wtrącił się Daniel – Mateus nie chciał urazić Jacka. Jemu jest naprawdę przykro. Nie widzisz tego.

- Nie! Danielu nie widzę – powiedziała głośniej Sam.- Przepraszam ale muszę pobyć sama.- Carter odwróciła się i chciała odejść z tego miejsca jak najdalej

Daniel chciał za nią pójść ale Sam się odwróciła i powiedział –Danielu chcę pobyć sama nie rozumiesz tego.

Daniel nie dawał za wygraną chciał chwilę poczekać i pójść śladami Sam ale Mateus go zatrzymał – Nie musi pobyć sama, tę dwójkę łączyły duże uczucia, którymi ona musi sobie teraz poradzić. Daj jej trochę czasu.

Daniel chwilę pomyślał w końcu zgodził się.

Sam chciała uciec jak najdalej ale wiedziała, że nie może stracić kontaktu wzrokowego z Danielem. Dlatego odeszła od grupy na kilka metrów i usiadła koło drzewa. Pani Major rozmyślała o swoich uczuciach do ex-generała... zaraz przecież ,,mój`` O`NEILL jeszcze żyję! Ale jakie są jego uczucia wobec mnie nie wiem, ten O`Neill stracił Carter mój jeszcze nie.

Kiedy Sam walczyła ze swoimi uczuciami Daniel i pozostali pogrzebali ex-generała nie był to pogrzeb na jaki zasługiwał ale musi to starczyć, pomyślał archeolog. O`Neill został pogrzebany w pobliskiej grocie która znajdowala sie jakieś 5 minut od ich aktualnej pozycji kiedy chowali Jacka, ktoś zawsze zostawał aby mieć oko na Panią Major. Zazwyczaj był to Daniel który był rozdarty z jednej strony chciał byc blisko Jacka z drugiej już nigdy niechcial zostawiać Sam samą. Po wszystkim podszedł do niego Mateus - Już czas Danielu, musimy ruszać jeżeli chcecie wrócić do domu. Powiedział. W tym czasie doszli pozostali z ekipy Mateusa.

Jackson od razu nie odpowiedział ale kiedy to zrobił jego głos był spokojny za spokojny pomyślał Mateus - Tylko Sam wraca do domu ja nie mogę - odpowiedział. Mateus popatrzył na niego lekko zdziwiony.

- Nie rozumiem, przecież powiedziałeś, że pochodzicie z tej samej planety, że jesteście przyjaciółmi a teraz mi mówisz, ze nie wracasz z osobą dla ktorej ryzykujesz życiem. Wy z Tauri jesteście dziwni. Powiedział Mateus. Przez chwilę Daniel popatrzył na Carter i powiedział.

- Moj przyjacielu, opowiem ci coś, moze mi nie uwierzysz ale innej prawdy nie ma... archeolog nie opowiedział mu całej prawdy bo jak powiedzieć prawdę osobie która żyję na planecie która jest ... no właśnie jaka niewidzieli żadnej osady czy miasta. Dlatego archeolog trochę nagiął prawdę. Powiedział, że on i Jack są klonami a ich pierwowzory są bezpieczne na Ziemi. Mozliwe jest, że mogą się pojawić na tej planecie i żeby nie byli zdziwieni kiedy onni ich nie rozpoznają. Mateus na niego popatrzył jak na wariata. - Czy wszyscy na waszej planecie są tacy. Spytał się z uśmiechem. Daniel także się do niego uśmiechnął i powiedział- Tylko garstka ludzi wie o wrotach. Większość ludzi żyję w nieświadomości. Mateus chwilke pomyślał w końcu powiedział - Danielu mam do Ciebie wiele pytań na które mam nadzieję, ze mi odpowiesz ale czas nas nagli nie chce popedzac twojej koleżanki, ale musimy już iść. Ale odpowiedz mi tylko na jedno pytanie (Mateus popatrzył na Jacksona, ten tylko kiwnal głową) jeżeli prawdziwy O`Neill żyję czemu Samantha tak przeżywa jego śmierć.

- Miedzy nimi zawsze coś iskrzylo ale nigdy nie dopuszczali swoich uczuć do głosu. Kiedy ten Jack za wszelką cenne chciał ja uratować i oddał swoje życie. Sam musi teraz sprostać z tymi uczuciami i co zrobi kiedy wroci na Ziemię. Powiedział Jackson.

- Chyba rozumiem. Ale teraz naprawdę musimy iść.

W tym czasie Sam doszła do wniosku, że najpierw musi wrócić na ziemie a potem pomyśli co dalej. Po chwili zauważyła, że Daniel do niej podchodzi. Ukleknol przed nią wziął ją za rękę i powiedział - Sam, wiem, że masz teraz dużo na głowie ale musimy już iść.

Kobieta kiwnela głową - Wiem Danielu. Ale co z tobą?

Jackson się uśmiechnął - Jak zawsze martwisz sie o innych. Ja może zostanę na tej planecie, a może wyrusze w podróż. Jeszcze się na tym nie zastanawiałem, ale nie martw sie o mnie.

- Jak mam sie nie martwić, mimo, że jesteś z przyszłości nadal jesteśmy przyjaciółmi. Na podwierdzenie mam wasze czynny. Odpowiedziała Carter. Jackson kiwnął głową wstał podał Sam rękę i powiedział - Teraz już naprawdę musimy iść. Jeżeli nie zrobimy tego teraz to Mateus nie pozwoli mmi tu zostać.

Pani major sie uśmiechnela i podała rękę archeologowi. On pomógł jej wstać i razem podeszli do mieszkańców.

- Mateus co teraz robimy? Spytała się Carter.

- Zanim was spotkaliśmy, szlismy na skraj lasu. Bylismy na zwiadzie kiedy usłyszeliśmy przez komunikator rozkaz ataku na baze przeciwników. Kiedy zgłosiliśmy się, dowódca rozkazał nam zabezpieczyć wrota. powiedział jeden z ludzi Mateusa.

Więc ruszamy. Powiedzieli razem ziemianie.

Kiedy szli w kierunku wrót, Sam i Daniel obmyślali dalsze ich postępowanie. Kiedy doszli do skraju lasu mieli już plan.