Stiles z ulgą przyjął informację, że Scott naprawdę dobrze się czuje. Strzała została usunięta niezwłocznie i patrole wokół zostały podwojone, szczególnie teraz w okresie przed pełniowym. Stilesa zapewne zastanowiłby ten zabieg, gdyby nie zdał sobie sprawy, że większość wilkołaków, która miała pary, stała się jakby bardziej… dotykalska.
Laura nie odstępowała Boyda ani o krok, jakby ogromny alfa potrzebował jakiejkolwiek ochrony i wszystko wydawałoby się zabawne, gdyby Derek nie próbował nie wypuścić go z sypialni.
- Mamy obowiązki – powiedział mu już następnego dnia, ponieważ doskonale wiedział, że jego mąż nie śpi.
Wilkołak nawet nie drgnął. Jego oddech nie stał się głębszy i to najbardziej go zdradziło. Z tak wyostrzonymi zmysłami jego mąż już dawno powinien wyczuć, że Stiles nie śpi. Jednak nie ruszył dłoni nawet o centymetr, przytrzymując go w miejscu i uniemożliwiając mu jakikolwiek ruch.
- Przyniosę śniadanie – obiecał Derek. – Albo każę komuś to zrobić. To nie tak, że spodziewają się dzisiaj kogokolwiek.
- Peter… - zaczął Stiles.
- Peter przełożył narady na kolejny tydzień. Rozmawiają ze Scottem na temat tego wczorajszego wypadku. Oni obaj nie odczują pełni tak bardzo jak inni – wyjaśnił mu Derek, dmuchając ciepłym powietrzem w jego kark.
Nie powinno być tam żadnych siniaków, ale Stiles coraz mniej ufał eliksirowi i co ranek sprawdzał wszystko w lustrze. Derek za każdym razem wyglądał, jakby jego nienaruszona szyja osobiście go obrażała swoim stanem. A jednocześnie czasami zdawał się zawstydzony. Cała ta mieszanka była przyjemnie niebezpieczna.
- Lydia…
- Jest pod opieką Petera – odparł Derek, napierając na niego od tyłu.
I cholera, ale naprawdę nie mogli tak spędzić życia.
- Powinniśmy jakoś partycypować w rządach – przypomniał mu Stiles, bo właśnie po to mieli krążyć przez kilka lat pomiędzy oboma królestwami.
- Peter czuje się wyśmienicie i życzę długiego życia twojemu ojcu – westchnął Derek i Stiles nie mógł parsknąć śmiechem, bo wilkołak brzmiał na kompletnie pijanego.
Może sprawiały to feromony, które musiały wisieć w powietrzu. Sam czuł zapach ich ciał i wczorajszej nocy. Nie otwierali okien po zmroku, ponieważ zapewne zamarzłby nawet nie zauważywszy, więc co rano witały go wspomnienia wcześniejszych igraszek. Nigdy mu to nie przeszkadzało i to nie był dzień, w którym miało się to zmienić.
- Muszę się wykąpać – jęknął Stiles, gdy Derek ugryzł go w ramię.
Nie miał nic przeciwko kontynuowaniu tego później, ale naprawdę kleił się w miejscach, w których nie powinien. I jego mąż na pewno czuł wszystko ze zdwojoną siłą.
- Pachniesz… - zaczął Derek i wciągnął mocniej powietrze do płuc.
- Obrzydliwie – zakończył Stiles, chcąc brzmieć żartobliwie, ale cholera, jeśli nie zrobiło mu się od tego goręcej. – Kąpiel…. – podjął i pisnął, gdy jego mąż nagle wstał z łóżka, odrzucając całą pościel.
Zimne powietrze było nieprzyjemne. Kategorycznie powinni ranek spędzić w łóżku.
- Przygotuję kąpiel i zaraz po ciebie wracam – powiedział Derek, błyskając lekko czerwonymi tęczówkami.
Nie brzmiało to jak rozkaz, ale też nie całkiem prośba.
Stiles czuł, że księżyc jeszcze tego samego wieczoru będzie z niego kpił.
To nie mogło być normalne. Derek zachowywał się przez cały dzień jak w gorączce. Jego oczy błyszczały jakoś dziwnie i Stiles nie komentował tego, że wilkołak własnoręcznie wykąpał go, a potem nie odstępował go ani na chwilę. Musiało mieć to coś wspólnego z cholernym księżycem i Stiles nie potrafił być na to zły.
Siedzieli razem w salonie czytając, gdy Derek w końcu odprawił za drzwi jakąś przemiłą betę z kolacją. Posiłki zostały im dostarczone wprost do pokoju i Stiles nawet zastanawiał się czy jego mąż zamierza wyjść na całą noc z watahą, a teraz po prostu próbuje zrekompensować mu rychłe rozstanie. To nie tak, że nie mógł spać w ubraniu. Nie robił tego od pewnego czasu, ale nie było to niewykonalne.
Derek odłożył swoją książkę, o czymkolwiek by nie była i spojrzał na niego, przygryzając wargi. Stiles zerknął ponad własnym czytanym tekstem i wziął głębszy wdech. Miał w zasadzie w planie podrażnić się z wilkołakiem, ale stracił Dereka z oczu przy pierwszym mrugnięciu. Przy drugim poczuł silne ramiona obwijające się wokół talii.
Książka, którą miał w dłoniach, trafiła dywan. I nawet nie zerknął w dół, aby się upewnić czy niczego nie strącili. Wydawało mu się, że cały dzień chyba dążyli właśnie do tego, gdy dotykali się niby to przypadkowo podczas posiłków.
Derek podniósł go z taką łatwością, jakby Stiles nie ważył prawie nic. I nie mógł nie westchnął w usta mężczyzny, gdy dreszcz przebiegł mu po plecach. Było w tym coś pierwotnego. I może Derek miał rację poprzednim razem, gdy mówił, że jego ucieczka nie byłaby możliwa. Może cały dzisiejszy dzień był jedną wielką grą wstępną.
- Wychodzi dzisiaj? – spytał Stiles zastanawiając się ile mają czasu.
Próbował obwinął nogi wokół bioder wilkołaka, ale nie miał dość sił, aby uchwycić się wygodnie. Wydał z siebie lekko zaskoczone sapnięcie, gdy Derek objął go za pośladki, podtrzymując go na odpowiedniej wysokości.
- Nie – wyszeptał alfa i Stiles był pewien, że gdyby powiedział to słowo głośniej, brzmiałoby jak pełnoprawne warknięcie.
Na zewnątrz wciąż nie było do końca ciemno, ale można było dostrzec ukrytą za chmurami tarczę księżyca. Oczy Dereka błyszczały całkiem podobnym przytłumionym lekko poblaskiem.
Ich łóżko było niepościelone i może to i lepiej, bo kiedy w końcu jego mąż położył go na zimnym prześcieradle nie musiał wszystkiego rozgrzebywać na nowo, aby wygodniej się ułożyć. Derek zresztą nie dałby mu nawet tyle czasu, bo wilkołak niemal od razu położył się na nim, jakby chciał się upewnić, że będzie jedyny przykryciem, którego potrzebuje Stiles.
Pocałunki na ślepo miało w sobie coś specyficznego. Może chodziło o żar tak silny, ale nie chodziło nawet o to by celować ustami, ale żeby po prostu mieć coś w zasięgu. I pewnie Stilesowi nie powinna udzielać się tak pełniowa gorączka, ale nie mógł, nie wypychać bioder w kierunku Dereka, który wciąż ubraniu próbował go skutecznie wcisnąć w materac.
- Musisz… - zaczął Stiles i jęknął, bo cholera, ale jego mąż dostał się w końcu w okolice jego małżowiny usznej.
Guziki koszuli strzeliły we wszystkie strony w chwilę potem i niech bogowie go opuszczą, jeśli to nie było seksowne. Może nie sam fakt, że jego ulubione ubranie zamieniało się w bezwładny kawałek materiału, ale ta chęć, to pragnienie, które popchnęło do Dereka do takiej niecierpliwości.
Powietrze w komnacie nie było już tak chłodne. Wręcz przeciwnie prawie parzyło jego skórę, a może to język wilkołaka, który ten jeden raz po prostu podążał w dół korzystając z odsłoniętych rejonów. I Derek zostawiał na nim same mokre ślady, co pewnie powinno być obrzydliwe, ale sutki Stilesa twardniały od samego powietrza, które przez nos wypuszczał jego mąż oddychając.
Alfa nie próbował go całować ani gryźć, ani szczypać. Po prostu naznaczał nowe terytoria, jakby był jakimś cholernym zdobywcą. A pasek od spodni stanowił jego największego wroga, więc Stiles nawet nie protestował, gdy wylądował nagle w powietrzu z gołymi pośladkami. Prawdopodobnie nie był nawet zdziwiony, gdy Derek ugryzł go delikatnie nie przerywając skóry, jakby chciał go ukarać za noszenie ubrania, gdy to naprawdę nie było konieczne.
Ten sam mokry śliski język nie ostrzegł go, wślizgując się pomiędzy jego pośladki. I ktoś wydał z siebie dziwny dźwięk przypominający zawodzenie, więc Stiles miał tylko nadzieję, że to nie on, bo jego mięśnie spięły się tak mocno, że nie potrafiłby oderwał dłoni od ramy łóżka.
I od kiedy w ogóle ściskał tak mocno ramę łóżka?
Nie wiedział czy raczej próbuje uciec czy się nadstawić, ale czuł, że wszystko w nim gotuje się, gdy Derek niewielkimi liźnięciami drażnił się z nim, jakby to było właśnie to, co chciał robić dzisiaj. Co dokładnie przeczyło wszystkim nagłym ruchom, które robił wcześniej. Jakby cholerna kontrola, którą stracił wcześniej, powróciła.
I Stiles jęknął, bo jego penis pulsował tak ciężko i mokro, i to po prostu mogło trwać wieki i minuty. Czuł wilgoć na twarzy, ale na pewno nie płakał, a przynajmniej nie głośno, chociaż Derek szeptał coś niezrozumiałego, co musiało być obietnicą szybkiego pieprzenia, bo Stiles nie wierzył w nic innego.
Dlatego jęknął z ulgą, gdy Derek ugryzł go w drugi pośladek bardziej dla zabawy, a może po to, aby przywrócić go do rzeczywistości. Chociaż delikatnie, aby odwrócić jego uwagę od zmaltretowanej dziury, która zaciskała się wokół niczego tak mokra.
Wilkołak ułożył ich na boku i Stiles pchnął biodrami w tył szukając jakiegokolwiek tarcia. Strużka śliny spływała mu po udzie było przyjemnie słodką torturą.
- Derek – szepnął w ciemność, ale alfa wtulił się w niego, drażniąc jego skórę ubraniem.
Wilkołak polizał jego kark, jakby chciał przeprosić.
- Śpij – wyszeptał jego mąż.
- Chyba żartujesz – zajęczał Stiles, powoli planując już jak zorganizuje ucieczkę, gdy jego mąż zaśnie.
Ręka Dereka jednak zsunęła się w dół, obejmując ciasno jego przyrodzenie, jakby wilkołak chciał się upewnić, że wszystko jasne. Że wszystko należy do niego.
Stiles nie wiedział nawet kiedy zasnął. Dokładnie jednak zdawał sobie sprawę, że kiedy tylko się obudził, nie wiedział co do jasnej cholery się dzieje. Był pewien, że na pewno nie leży, ale w komnacie było tak ciemno, że przed sobą widział tylko dwie całkiem czerwone tęczówki mężczyzny, o którym był przekonany, że na pewno go kocha.
I pewnie tylko dlatego nie spanikował, gdy zdał sobie sprawę, że Derek przyciska go do cholernej ściany i właśnie się w niego w najlepsze wsuwa, co oznacza, że przegapił dość sporo.
- Ciii – wyszeptał wilkołak tuż przy jego skórze, jakby się obawiał jakiegoś krzyku.
Stiles jednak objął go ramionami za szyję zdumiony, że Derek wciąż jakimś cudem zdołał utrzymać wokół nich koc, który chronił go przed chłodem. Cholerne kamienie aż trąciły lodem, kiedy tylko zachodziło słońce.
Ruch Dereka był boleśnie powolny, jakby wilkołak starał się mieć wszystko. Bezpieczne okrycie, tyłek Stilesa w drugiej dłoni i usta na tętnicy, która na pewno teraz wygrywała niesamowity rytm, gdy krew niemal wrzała w jego żyłach.
- Puść koc – szepnął Stiles.
Jego członek leżał ciężko na jego udzie i chociaż nie był całkiem twardy, od tego dzieliły go tylko sekundy. Jego jądra już były jak dwa kamienie i zapewne mógłby nimi kogoś zabić. I w zasadzie miał bardzo wielką ochotę.
- Ściana – zaczął Derek.
Stiles objął go mocniej za szyję i zamarł, bo zdał sobie sprawę, że wilkołak nijak nie próbuje go zaatakować. W zasadzie jego mąż wyglądał na tak zdekoncentrowanego, że gryzienie go po karku też mogło ujść jego uwadze.
- Puść mnie – jęknął Stiles.
To nie mogło się udać, jeśli Derek miałby zajęte ręce. Alfa w końcu chyba zdał sobie z tego sprawę, bo pchnął go mocniej na ścianę, na ciepły koc i wsunął się w niego za jednym razem, a potem zamarł, jakby wystraszony tym, że mógł mu jakoś zrobić krzywdę, co wydawało się prześmieszne, bo jeśli coś już sprawiało Stilesowi ból to bezruch.
- Rusz się – jęknął, starając się samemu podnieść się i osunął w dół, ale twarde ciało Dereka skutecznie mu to uniemożliwiało.
Odgiął szyję, bo jeśli cokolwiek prowokowało jego męża do czegokolwiek to tylko oznaki uległości i nie miał cholernie nic przeciwko, byleby członek alfy zaczął się w niego szybciej wbijać.
I to było właśnie to.
- Mój alfo – wyszeptał, czując, że Derek porusza biodrami, robiąc niewielkie kółka, jakby chciał go tylko mocniej rozciągnąć.
Jakby nie został wcześniej dobrze przygotowany, w co cholernie wątpił, co czuł, że nadmiar oleju jest rozsmarowywany po jego pośladkach przez niewielkie ruchy, które nigdy nie miały ich doprowadzić na szczyt.
- Derek – szeptał, czując, że rozpada się, chociaż wilkołak w zasadzie nic takiego nie robił.
Po prostu ocierał się o niego z rękami ugiętymi w łokciach koło głowy Stilesa, trzymającymi koc, którym obwinięci byli obaj. I pewnie powinien docenić troskę, ale mięśnie nóg zaczynały odmawiać mu posłuszeństwa i lada chwila mógł się zsunąć w dół.
A Derek poruszał się delikatnie w nim, jakby wizja wyjścia – nawet po to, aby wrócić za sekundę później – wydawała się profanacją tej chwili. Może faktycznie krew w żyłach Stilesa płynęła tak szybko, ponieważ nigdy nie byli tak bardzo ze sobą złączeni. Nierozłącznie. Spojeni w jedność, gdy odchylał kark, a Derek po prostu patrzył mu w oczy, błyskając czerwienią, w której było tak wiele siły i pewności.
I pragnienia, które prawie sprawiało ból Stilesowi. Był pewien, że alfa nie pozwoli mu zsunąć się w dół. I Derek faktycznie wtulił się w niego mocniej, jakby chciał wejść w niego głębiej, co kategorycznie było niemożliwe, bo Stiles czuł na pośladkach jego jądra, które lekko łaskotały go przy tych łagodnych okrężnych ruchach, które zostawiały go rozgrzanego, rozpalonego, ale nigdy nie zaspokojonego.
Jeśli Derek chciał go dręczyć w ten sposób, Stiles mógłby zacząć płakać. Był gotów. I może nawet zacząłby błagać, bo potrzeba rosła w nim w sekundy na sekundę, a jego mąż nie spuszczał go z oka. Był tego pewien, bo chociaż było cholernie ciemno ta czerwień hipnotyzowała go. Wołała go do siebie i szeptała, że powinien się jej poddać, bo jest silniejsza.
W to akurat nie wątpił.
Dłoń Dereka zsunęła się pomiędzy nich, obejmując jego penis. Prawie westchnął z ulgi, ale niemal od razu zdał sobie sprawę, że wilkołak nie zamierzał wykonywać żadnych satysfakcjonujących ruchów. Jeśli już to przedłużał chwilę, a Stiles naprawdę tego po wcześniejszym nie potrzebowało.
Palce Derek obejmowały go ciasno, ale gładziły go bardziej niż obciągały. Powolny ruch w końcu stał się torturą i Stiles poczuł, że prawie dławi się własną śliną.
- Proszę – wyjęczał, prawie wstydząc się na jak bardzo pokonanego brzmi, gdy jego głos bardziej przypominał skrzek niż cokolwiek ludzkiego.
Derek pocałował go lekko w szyję, przytulając zarośnięty, kłujący policzek do delikatnej skóry.
- Już – powiedział jego mąż, wciskając się w niego odrobinę mocniej, jakby to miało cokolwiek dać.
I faktycznie Stiles poczuł jak jego ciałem wstrząsa spazm tak silny, że prawie się wygiął w tył, ale cholerna ściana uniemożliwiła mu jakikolwiek ruch. Derek trzymał go przez cały czas, gładząc delikatnie jego policzki i całując powieki.
Kiedy obudził się po raz kolejny, byli już na łóżku. Derek wodził palcem po jego odsłonięty ramieniu, co zapewne powinno go łaskotać. Czuł, że są ze sobą złączeni, co wydawało mu się dziwne, bo gdy ostatni raz był przytomny, znajdowali się w zupełnie innej pozycji. Najwyraźniej Derek uznał, że wygodniej będzie im na boku i Stiles nie potrafił się sprzeczać, bo jego mięśnie wydawały się nadwerężone.
- Która jest godzina? – spytał, trochę zaskoczony, że jego głos wciąż brzmi tak ochryple.
Nie przypominał sobie, aby krzyczał, ale w zasadzie nie były też wyjątkowo zdziwiony, gdyby tak się stało.
Derek pocałował go ramię.
- Nieważne. Chyba coś przegapiłem – próbował zażartować i zdał sobie sprawę, że wilkołak wciąż jest twardy, więc sam nie mógł odlecieć na dłużej niż kilka minut.
To wciąż nie dawało mu wskazówek jak późno jest, ale cholerny księżyc zaglądał wesoło przez ich okno, a Stiles nigdy nie sądził, aby był chociaż częściowo ekshibicjonistą.
Derek wciąż całował go po ramionach tak powoli i delikatnie, jakby stanowił jakiś dar od losu. I może obaj dla siebie właśnie tym byli. Dziwnym prezentem splotu wydarzeń.
- Prześpij się – wyszeptał Derek wprost do jego ucha, gdy pocałunkami w końcu zrównał się w jego twarzą. – Obudzę cię rano – obiecał wilkołak.
- Nie jestem zmęczony – skłamał Stiles szybko.
Derek prychnął w jego ucho i pchnął biodrami w przód, jakby chciał mu powiedzieć, że nie wierzy w ani jedno jego słowo i doskonale zdaje sobie sprawę co tak naprawdę go wykończyło.
- Dobra, jestem zmęczony, ale… - zaczął Stiles i odchrząknął. – Prześpię prawie całą pełnię – powiedział, czując się trochę winnym.
Może powinni byli wcześniej o tym pomyśleć.
- Nigdzie nie wychodzę – obiecał Derek.
Stiles pchnął biodrami w tył.
- Tego jestem pewien – poinformował go i wilkołak oczywiście w lot pojął żart. – Jestem zmęczony, ale ty mógłbyś… - zaczął i nie zdążył nawet dokończyć.
Derek przewrócił go na brzuch, może odrobinę za bardzo rozciągając jego wejście.
- … mnie ostrzec – dokończył Stiles, starając się brzmieć na urażonego, ale penis wilkołaka właśnie zaczął wyczyniać te cuda, które tak bardzo ubóstwiał.
Cokolwiek nie maltretowało jego prostaty właśnie, mogło tam zostać na zawsze. I kilka dni dłużej.
- Nie wiem czy to rozsądne. Musimy czasem wychodzić z sypialni – wyszeptał Derek, napierając na niego od tyłu biodrami.
I chyba Stiles powiedział to na głos.
- Definitywnie na głos – poinformował go Derek, wycofując się na tyle na ile mógł i uderzając znowu w to samo miejsce.
O wiele odważniej. O wiele pewniej niż wcześniej.
Włoski na jego podbrzuszu łaskotały Stilesa, ale wcale nie było mu do śmiechu, gdy zdał sobie sprawę, że w tej pozycji nie mógł dosięgnąć swojego penisa. A jego członek zostawiał już na prześcieradle nieprzyjemnie mokre ślady, klejąc się jednocześnie do jego brzucha.
- Jakoś sobie z tym poradzimy – obiecał mu Derek, kładąc rękę z wystającymi pazurami na jego karku.
Nic go nie bolało kolejnego poranka i pewnie stwierdziłby, że zapewne nie żyje, ale pusta buteleczka po miksturze stała na szafce w zasięgu jego wzroku. Derek obejmował go ramieniem jak zawsze i nie obudził się nawet, gdy Stiles odwrócił się w jego stronę.
Prawie nie miał możliwości oglądać wilkołaka w tym stanie. Śpiącego i spokojnego. Derek budził się jako pierwszy lub w sekundy po nim zapewne zwabiony jego przyspieszonym biciem serca.
A jak Stiles miał reagować inaczej na ten nieład na głowie swojego męża? Tak rzadko Derek bywał poza kontrolą, którą sam na siebie narzucał. I należało każdy z tych momentów celebrować jak ogromny skarb.
Derek również już niedługo powinien wybrać się do fryzjera, bo zapewne ściął włosy tuż przed ślubem, aby prezentować się jak najlepiej w Królestwie. Stiles postąpił podobnie i czuł już jak dłuższe kosmyki zaczynają go łaskotać w uczy. Upływ czasu zdawał się być jak najbardziej widoczny, a on wszystko odbierał niczym dziwny, ale przyjemny sen.
Derek zmarszczył noc przez sen, co wydawało się jeszcze bardziej urocze, więc Stiles wyciągnął dłoń i palcem próbował zbadać niewielką przestrzeń pomiędzy brwiami mężczyzny, ale wilkołak złapał jego rękę w nadgarstku i figlarnie przygryzł jego wyciągnięty palec.
- Śpij – polecił mu mąż nawet nie otwierając oczu.
Stiles prychnął, bo o ile jeszcze kilka godzin temu padał z nóg, eliksir działał cuda. Zmęczenie zniknęło z jego mięśni na dobre, podobnie jak wszystkie ślady ich wcześniejszej aktywności, co trochę mniej mu odpowiadało.
- Kiedy będziemy w Królestwie – zaczął ostrożnie. – Będziesz mógł mi zostawiać ślady na szyi. Nie musiałbym ich goić za każdym razem.
Derek otworzył oczy tak szybko, że Stiles niemal spadł z łóżka. Alfa wpatrywał się w niego z czymś dziwnym we wzroku. I Stiles przez sekundę pomyślał, że posunął się za daleko.
- A dwór? – spytał Derek i nagle brzmiał na tak bardzo zmaltretowanego, że Stiles nie uśmiechnąć się krzywo.
- Pieprzyć dwór – powiedział krótko.
Derek prychnął.
- I to mówi przykładny następca tronu? – zakpił jego mąż.
- Jeśli dojdzie do normalnej ludzkiej migracji, dworzanie muszą przestać śmierdzieć tym wszystkim… wiesz… - zaczął niemrawo, nie wiedząc jak to do końca wyjaśnić.
Derek zmarszczył nos.
- Wiem – odparł krótko alfa. – Żaden wilkołak nie wytrzymałby w ich towarzystwie zbyt długo.
- A będą chcieli nawiązać znajomości. Muszą się skończyć maniery i mody na ubrania, które straszą niezapoznanych z modą. Gdyby bogowie chcieli, abym wyglądał jak papuga, daliby mi pióra – sarknął Stiles, przypominając sobie o ostatnich tygodniach, które spędził z ojcem.
Derek prychnął szczerze rozbawiony.
- Jestem następcą tronu, a ty moim mężem. Musimy dać przykład. Po to staram się uczyć waszych zwyczajów, aby przenieść część do Beacon Hills – powiedział całkiem szczerze Stiles.
Oba królestwa powinno połączyć coś więcej niż osoby władców. I Peter Hale zdawał sobie z tego sprawę równie mocno.
- Opowiedz mi o Królestwie – poprosił nagle Derek, kładąc się z powrotem na poduszce.
Mężczyzna zamknął oczy, ale nie wydawał się już śpiący.
- O dworze? O życiu na dworze? O moim ojcu? – spytał Stiles niepewny od czego powinien zacząć.
- Kiedy tam wyjedziemy, jak będzie wyglądać nasze życie? – zaciekawił się Derek.
Stiles przygryzł wargę nie wiedząc czy powinien powiedzieć wszystko. Kluczenie jakoś nie wydawało mu się najlepszym pomysłem. Nie teraz. I nie nigdy.
- Mój ojciec będzie zaskoczony – zaczął ostrożnie i poczuł jak Derek sztywnieje.
- Czym? – spytał jego mąż tak cicho, że Stiles prawie nie dosłyszał.
- Będziemy spać w jednej komnacie. To nie jest normalne dla małżeństw, które zostały zawarte w ten sposób – powiedział całkiem szczerze. – Kiedy wyjeżdżaliśmy, przygotowywano nowe komnaty, które tak jak te tutaj połączone byłyby salonem. Dwór wiedział o tym…
- Plotki – westchnął Derek, pojmując w lot.
Stiles skinął głową, chociaż wilkołak nie mógł go zobaczyć.
- I będziemy spać w jednej komnacie – powtórzył Derek.
- Oczywiście – odparł Stiles bez cienia wątpliwości i z przyjemnością obserwował delikatny uśmiech, który pojawił się na ustach wilkołaka.
- Dobrze – odparł Derek, jakby to nie było oczywiste. – Co jeszcze? – spytał.
Stiles westchnął. Było tysiące rzeczy, które ich czekały. W odróżnieniu od terytorium watahy, w Beacon Hills urządzano bale, a odkąd jego matka nie żyła, jego ojciec musiał sam brać w nich udział. Wciąż próbowano go wżenić w jedną z rodzin, ale jak do tej pory żadna z propozycji nie doczekała się radosnego finału.
- Beacon Hills jest o wiele lepsze od waszego zamku – westchnął Stiles nagle mimochodem i z rozbawieniem dostrzegł, że Derek otworzył jedno oko i obserwuje go uważnie.
- Taaaak? – spytał jego mąż z ociąganiem, wiąż lustrując go uważnie.
- Oczywiście – odparł Stiles i wcale nie pisnął, gdy wilkołak z nadludzką szybkością przewrócił go na plecy nakrywając swoim ciałem.
W zasadzie powinni byli ułożyć się w ten sposób wcześniej.
- Tak? – powtórzył Derek tuż przy jego szyi.
- Mamy szczelne mury i głęboką fosę – jęknął Stiles, gdy jego nadgarstki zostały przygwożdżone do pościeli tuż nad jego głową.
