Powrót do Hogwartu nie był przez niego wyczekiwany. Wręcz przeciwnie. Prorok Codzienny ogłosił ich 'małżeństwem roku' – cokolwiek by to nie znaczyło, a Harry czuł, że Rita musiała maczać w tym palce. Artykuł nie trzymał się kupy i nie było w nim ani ziarna prawdy. Severus na pewno nie uważał się za 'szczęśliwca'. I obaj nie 'czuli do siebie tego dziwnego przyciągania' podczas wspólnych lekcji. Jeśli coś Harry czuł podczas Eliksirów na pewno były to mdłości. Jak nie z nerwów to od oparów w powietrzu.
Prawda była taka, że jak zawsze Prorok Codzienny wyssał z palca jakieś bzdury, ale Harry już wiedział, że znakomita większość uczniów uwierzy każdemu kłamliwemu słowu.
Snape miał rację. I chociaż Harry spodziewał się, że mężczyzna przypomni mu o tym z artykułem w dłoni, Mistrz Eliksirów wydawał się całkiem rozbawiony.
Siedział przy stole w jadalni popijając kawę, a na jego ustach gościł krzywy uśmieszek. Sytuacja wydawałaby się nad wyraz dziwna, gdyby tego wszystkiego nie uzupełniał sarkający i prychający w fotelu Syriusz, który dopiero co musiał dostać do rąk swoją gazetę.
- Skąd oni wytrzasnęli te brednie? – spytał retorycznie jego ojciec chrzestny.
A Harry znał się na pytaniach retorycznych, więc po prostu sięgnął po grzankę. Miał najszczersze nadzieje, że Remus zejdzie na śniadanie jak najszybciej, bo mężczyzna wydawał się łagodzić napięcia przed oboma swoimi dawnymi kolegami.
- Bardziej podoba ci się część o tym jak Harry uwiódł mnie swoją elokwencją? Czy o spotkaniach po kryjomu na Wieży Astronomicznej? – zakpił Severus.
Harry zesztywniał, gdy Syriusz wrzucił gazetę do kominka i wstał wściekły z fotela. Black zatrzymał się na kilka kroków od krzesła Severusa i zawahał wyraźnie. Spojrzał tylko z wściekłością na jedzącego spokojnie śniadanie mężczyznę i z rozpędem wyszedł z kuchni.
- Co robisz? – syknął Harry.
- Obracam sytuację na moją korzyść – odparł Severus bez skrępowania.
- To mój ojciec chrzestny! – przypomniał mu Harry i to chyba nie było żadnym argumentem, bo Mistrz Eliksirów nawet nie spojrzał na niego. – Chyba nie chciałbyś, abym zachował się tak w stosunku do twoich rodziców – dodał.
Severus odstawił filiżankę mniej ostrożnie niż zwykle i zmierzył go wzrokiem.
- Moi rodzicie nie żyją – poinformował go chłodno mężczyzna.
- Tak się składa, że moi też – przypomniał mu Harry. – A Syriusz jest jedyną osobą, która się o mnie troszczy – dodał.
Chyba w takich wypadkach powinno składać się kondolencje, ale Potter wątpił czy mężczyzna chciałby takie usłyszeć.
- Black jest idiotą – stwierdził Severus bez ogródek. – Jego troska zabije cię w mgnieniu oka. Nie mają planów, co zrobić z Czarnym Panem. Jedynym ich pomysłem jest wystawić ciebie na samym początku bitwy i modlić się o cud.
Harry przygryzł wargę orientując się, że Severus ma po części rację. I jeśli nie potrafił stawić czoła Mistrzowi Eliksirów jeszcze mniejsze szanse miał z Voldemortem. Wziął głębszy wdech, żeby uspokoić myśli i tylko jedno przyszło mu do głowy.
- Ale to nie ma nic wspólnego z tym jak próbowałeś zirytować przed chwilą Syriusza – zauważył zdziwiony jak łatwo Severus odwrócił jego uwagę.
Mężczyzna uśmiechnął się krzywo znad filiżanki.
- Chyba nie jesteś aż tak głupi, żeby sądzić, że nie wykorzystam każdej okazji, aby wyjść z tej sytuacji obronną ręką – odparł jego małżonek.
- To była obronna ręka? – spytał z niedowierzaniem Harry.
- Znasz Blacka… Czy nie oskarżyłby mnie o snucie tych plotek dla własnej korzyści? – odpowiedział szybko mężczyzna. – Atak jest najlepszą formą obrony – dodał, wstając ze swojego miejsca. – Chcę być w Hogwarcie przed kolacją – oznajmił mu wychodząc.
ooo
Zgredek zapewnił go, że próbował zniszczyć wszystkie wydania Proroka Codziennego, który dostarczono rankiem do Hogwartu, ale oczywiście skrzat poległ. Ta gazeta była jak zaraza, a jej weekendowe wydanie zdawało się samo kopiować.
Nikt nie powiedział mu niczego nie miłego, ale spoglądano na niego podejrzliwie. Ludzie plotkowali i to nie było przyjemne, gdy milkli na jego widok.
Severus zdawał się nie przejmować. Szedł obok niego żwawym krokiem nie rozglądając się na boki jak zawsze. Jakby cały Hogwart do niego należał. Jakby wszyscy w Hogwarcie od niego zależeli i może faktycznie tak było, bo mężczyzna nieodmiennie od lat panował nad ich stopniami.
Harry musiał sam przed sobą przyznać, że czuł się bezpiecznie u jego boku przez te parę minut. Nikt nie mógł powiedzieć mu niczego nieprzyjemnego w towarzystwie Severusa i sama ta świadomość była miła. I dziwna. Dotąd jakoś nie rozważał ich wzajemnej zależności, ale cała ta sytuacja w banku i podczas spotkania zakonu pokazała mu jak bardzo obecnie muszą na sobie polegać.
Severus miał rację. Dumbledore przez lata nigdy nie sprecyzował jaki ma plan odnośnie Voldemorta. Przeżywali kolejne lata, a Harry rósł ze świadomością tego, że musi pokonać czarnoksiężnika, ale nikt nigdy nawet nie zasugerował mu w czym faktycznie powinien się szkolić. Lekcje Obrony Przed Czarną Magią były niestety kpiną. Zbyt często zmieniali nauczycieli, nie opanowali podstaw, które wieczorami tłumaczył mu Severus. Ile czasu by im nie zostało, było go zbyt mało.
Harry próbował sobie wyobrazić siebie stojącego przed Voldemortem, ale żadne cudowne rozwiązanie problemu nie przychodziło mu do głowy. Najskuteczniej byłoby sięgnąć po mugolską broń, którą nawet idiota obsłużyłby, ale były też zaklęcia, które mogły ochronić czarnoksiężnika przed kulami.
Nie było uniwersalnego rozwiązania i Harry zaczynał rozumieć, że plan Snape'a dotyczący utrzymania go jak najdłużej przy życiu był najlepszy. W końcu z chwilą jego śmierci obaj wiele tracili. I miał pewność, że Severus nie zostawi go na pastwę losu.
Było też coś dziwnego w tym jak jego małżonek mówił o jego matce. Jakby między nimi było coś więcej. Jakby ta historia miała o wiele więcej w sobie niż zwykłą przyjaźń. Harry nie sądził, żeby Snape był w niej zakochany, ale na pewno ją szanował, a to już było wiele.
Severus kierował się dość dziwną i tylko sobie znajomą metodą wybierając ludzi, których szanował. Kingsley zdawał się być jednym z nich, podobnie jak Remus i pan Weasley. Harry czasami zastanawiał się czy pod tą całą otoczką nienawiści, którą mężczyzna żywił ewidentnie do Moody'ego nie było też czegoś pozytywnego, ale często w to wątpił.
Snape jednak z pewnością nie szanował Albusa Dumbledore'a, co teraz wydawało się sensowne, gdy Arthur Weasley musiał borykać się z problemami organizacyjnymi w Zakonie.
Wszystko komplikowało się zamiast wyjaśniać, ale nie to było najgorsze. Wchodzili właśnie do Wielkiej Sali, a wszystkie oczy utkwione były w nich. Harry przystanął w progu zdenerwowany, ale Severus chwycił go mocno za nadgarstek i pociągnął za sobą. Musiało to wyglądać inaczej z boku, bo oczy siedzących najbliżej uczniów zrobiły się wielkie jak spodki. Hermiona machała już do niego z miejsca, w którym przeważnie siedzieli i Harry nie mógł nie poczuć ulgi, że chociaż to się nie zmieniło.
- Miłej kolacji – odparł Severus odchodząc do swojego stołu i kompletnie ignorując Trelawney.
Harry usiadł pomiędzy przyjaciółmi i wziął głębszy wdech.
- Ja wam to wszystko wytłumaczę – zaczął Potter.
- Musimy przyswoić ci czarodziejskie zwyczaje panujące w takich rodach, Harry! – pisnęła Hermiona, przerywając mu. – Coś ty sobie myślał?
- Na Wieżę Astronomiczną wychodziłeś tylko ze mną i doskonale wiem co tam robiliśmy, stary – dodał Ron z pełnymi ustami.
Harry uśmiechnął się szerzej, czując, że przynajmniej jeden ciężar spadł mu z serca aż Colin nie podszedł do niego z aparatem.
- Czy to prawda co pisali? O tobie i profesorze? Że kochacie się tak bardzo, że… - Colin nie dokończył, ale sugestia była aż nazbyt czytelna.
Harry lekko zesztywniał zdezorientowany i kątem oka zauważał jak Mistrz Eliksirów spogląda na niego ze swojego miejsca.
- Severus i moja mama byli przyjaciółmi. Ona zawsze chciała, żebyśmy się pobrali – stwierdził z przyjemnością rejestrując szok wymalowany na twarzy młodego Gryfona. – Nie marnuj czasu na plotki. Mam nadzieję, że trenowaliście, gdy wyjechałem z Hogwartu na romantyczny weekend z Severusem.
Oczy Colina zrobiły się jeszcze większe, a Ron zakrztusił się sokiem dyniowym. Creevey wycofał się co prędzej bez słowa pewnie alergicznie reagując na połączenie słów 'Severus' i 'romantyczny' w tym samym zdaniu, a Hermiona popatrzyła na niego z przyganą.
- Co ty wyprawiasz? – spytała jego przyjaciółka.
- Przekuwam sytuację na naszą korzyść – odparł bez wahania.
Dziewczyna wydawała się zaskoczona, ale skinęła powoli głową, jakby dopiero teraz zorientowała się, że faktycznie to najlepsze z wyjść. Nigdy dotąd nie udało im się skutecznie zawalczyć z plotkami. Potwierdzenie ich nie wchodziło w grę, ale manipulacja informacjami była już całkiem inną kwestią. Jeśli miał częściej bywać na zebraniach Zakonu musiał jakoś wytłumaczyć swoje nieobecności w Hogwarcie. Syriusz wciąż był poszukiwany, więc nie mogli powiedzieć, że wyjeżdżał, aby odwiedzić swojego ojca chrzestnego.
Koniec końców może i Severus uważał go za idiotę, ale Gryfoni z drugiej stroni potrafili być też ogromnie praktyczni.
ooo
Severus potarł pierścień na swoim palcu i skierował się do swojego laboratorium. Zabezpieczył drzwi dodatkowym hasłem i usiadł wygodnie na jedynym w pomieszczeniu fotelu, którego obecności jeszcze nikt nie zakwestionował, co wydawało się śmieszne. Laboratoria takie jak to nie powinny być wyposażone w łatwopalne meble. Nie w tak starym zamku jak Hogwart, który chociaż potężny sam w sobie, związany był czarami, które bardzo łatwo mógł naruszyć rozprzestrzeniający się ogień.
Płomień w kominku zamigotał i pojawiła się niewyraźna twarz Kingsleya.
- Zakon chce spotkania z Bezimiennymi – zaczął Severus bez powitania.
- Musiałeś rzucać mną tak mocno? – spytał Auror.
- Zadawanie głupich pytań zawsze ma konsekwencje. Co próbujesz zrobić? Wybielić mnie w ich oczach? Nie interesuje mnie ich zdanie na mój temat – sarknął Severus.
- Sytuacja się zmieniła – przypomniał mu Kingsley.
- Plan został zmodyfikowany, ale niezmieniony. Cel pozostaje wiążący – przypomniał mu cierpko Mistrz Eliksirów. – Wybierz odosobnione miejsce na spotkanie i upewnij się, że zostanie odpowiednio zabezpieczone. Nie chcę, aby tam następowała nawet wymiana powietrza – poinformował go twardo.
Wyraz twarzy Aurora pozostał niezmieniony, jakby mężczyzna nie spodziewał się niczego innego.
- Harry będzie obecny przy spotkaniu. Upewnij się, że będzie ktoś wyższy rangą. Chcę, aby go poznali – ciągnął dalej Severus.
- Harry… - powtórzył po nim mężczyzna. – Robisz się opiekuńczy w stosunku do chłopaka.
- Jego magia jest moją magią. Moje życie jest jego życiem – przypomniał mu niechętnie Severus i Kingsley zaśmiał się lekko.
- Wasze magie są zbyt niekompatybilne, abym uwierzył w bajeczkę, którą sprzedałeś Syriuszowi Blackowi. Harry ci ufa, bo sądzi, że staniesz się mugolem, gdy zginie. Jeśli dowie się prawdy, stracisz jego zaufanie. I co wtedy? – spytał retorycznie Kingsley.
Severus westchnął.
- Gdyby się dowiedział, mielibyśmy do czynienia ze zdradą – zauważył chłodno Mistrz Eliksirów.
- A jednak coś cię martwi – ciągnął dalej Kingsley.
- Ktoś w końcu zapyta dlaczego trzydziestosiedmioletni czarodziej przyjął nazwisko swojego dwadzieścia lat młodszego męża – stwierdził z ociąganiem Mistrz Eliksirów.
Na czole Kingsleya pojawiła się poprzeczna zmarszczka.
- Zawsze możesz powiedzieć, że to przecież Harry Potter – odparł Auror.
- A ja chcę odciąć się od śmierciożerczej przeszłości – dokończył za niego Severus kwaśno.
Twarz Kingsleya zniknęła na chwilę z kominka, ale mężczyzna szybko pojawił się z powrotem.
- Kamalia chce cię w domu na święta – poinformował go Auror.
- Powiedz jej, że jeśli tylko wiatry będą pomyślne – rzucił szybko Severus nim zakończył połączenie.
Coś dziwnego zaczęło drżeć pod jego skórą, a w ustach czuł bardzo nieprzyjemny posmak. Jego magia zdawała się burzyć podejrzanie wściekła, a jego puls przyspieszył wpompowując adrenalinę do jego krwi. Nie potrzebował ani chwili więcej, aby interpretować dlaczego jego magia czuje się nagle skażona.
