Rozdział 14.

— A co ze wspomnieniami?

— Z czym?

Hermiona podniosła wzrok znad czytanej przez siebie książki. Znajdowali się w Dziale Ksiąg Zakazanych i przeszukiwali rozłożone na stolikach materiały.

— Że też nie pomyślałam o tym wcześniej. — Dziewczyna zamknęła tom, wzbijając w powietrze drobiny kurzu.

— O czym? — Harry przetarł oczy dłońmi. Był zmęczony; spędzili w bibliotece kilka dobrych godzin. Pani Pince już dawno poszła, zostawiając im instrukcje odnośnie zamknięcia biblioteki, gdy i oni będą iść do domu.

— O wspomnieniach, które Snape dał ci we Wrzeszczącej Chacie. Nadal je masz, prawda?

— Ja... Cóż, tak, mam je. — Harry od lat o nich nie myślał, choć był taki czas, zaraz po zniknięciu mężczyzny, gdy przeglądał je codziennie. Spędzał w Myślodsiewni całe godziny, ponieważ Snape tam był – żywy. I Harry mógł przeżywać jego myśli, czuć się prawie tak, jakby ten znowu znajdował się tuż obok. To nie było zdrowe i Harry zdawał sobie z tego sprawę. Dlatego zamknął fiolkę razem ze zniczem od Dumbledore'a i peleryną niewidką należącą do ojca, i starał się, najlepiej jak umiał, ruszyć ze swoim życiem.

— Nie jestem pewna, czy to zadziała.

— Co?

— Lekarze zachęcają pacjentów cierpiących na amnezję, by otaczali się znajomymi przedmiotami. To podobno pomaga w odzyskiwaniu utraconych wspomnień.

— Wiem, ale to nie zadziałało. Spędziliśmy cały dzień w lochach, pokazałem mu klasę od eliksirów, gabinet dyrektorki i jego pokoje. My... — Policzki Harry'ego zapłonęły ogniem, podobnie jak końcówki jego uszu. — I to nie zadziałało.

— Nie — odparła Hermiona, przygryzając wargę z zaciekawieniem. — I nie sądzę, by mogło.

— Nie rozumiem. — Chłopak zmarszczył czoło.

— Pomyśl. Profesor Snape był jednym z najpotężniejszym Oklumentów naszych czasów. Osłony, których używał, by zablokować Legilimentów mogą teraz szczelnie bronić dostępu do jego umysłu.

— A wspomnienia, które mi dał?

— Mogłyby zapoczątkować pewnego rodzaju reakcję. Uzupełnić mu luki w pamięci.

— Warto spróbować — powiedział w końcu Harry, prostując ramiona nad głową i przeciągając się leniwie. Coś trzasnęło mu w kręgosłupie.

— Oczywiście istnieje ryzyko, że sobie nie przypomni.

Harry wzruszył ramionami.

— I co z tego? Będzie miał przynajmniej kilka swoich starych wspomnień.

— Obawiam się, że to nie takie proste. — Dziewczyna ściągnęła brwi i wetknęła brązowy kosmyk za ucho.

— Co masz na myśli?

— Te wspomnienia będą tak obce, tak inne od tego, co teraz zna, że może dojść do pewnych uszkodzeń...

— Na przykład? — Harry ponownie zmarszczył czoło. Nigdy nie słyszał, by wyciąganie wspomnień z Myślodsiewni i umieszczanie ich we własnym umyśle prowadziło do jakichkolwiek komplikacji.

— Chociażby demencja — odparła dziewczyna. — Jeżeli umysł widzi coś, czego nie jest w stanie pojąć, coś, co nie wydaje się mu prawdziwe, może to prowadzić do psychozy lub całkowitej utraty funkcji poznawczych.

— Mówisz o sytuacji, w której jego umysł odrzuci te wspomnienia?

— Tak. Być może to irracjonalne i mało prawdopodobne, ale i tak może prowadzić do załamania nerwowego.

Harry zamknął trzymaną książkę i odłożył ją na półkę.

— Ale może też sobie wszystko przypomnieć.

— Tak — zgodziła się Hermiona, krzyżując nogi. — Uważasz, że profesor Snape jest w stanie podjąć takie ryzyko?

— Zobaczymy.

xxx

— Zanim się na to zgodzisz — zaczął Harry — musisz wiedzieć, że istnieją pewne rzeczy, których nie zechcesz pamiętać.

— Wszyscy mamy swoje demony — odparł spokojnie Snape, kładąc mu dłoń na ramieniu. — Czas najwyższy dowiedzieć się, co zostawiłem za sobą dwadzieścia lat temu.

Znajdowali się w gabinecie dyrektorki; stara Myślodsiewnia należąca do Dumbledore'a stała niepozornie na blacie biurka. Wszystkie postacie z portretów przyglądały się im z zaciekawieniem, choć ten przedstawiający samego Snape'a był nieobecny. Harry wyjął z kieszeni małą, ciepłą w dotyku fiolkę, której zawartość wirowała, od czasu do czasu mrugając niebieskim blaskiem. Chłopak przytknął do niej czubek różdżki i odkorkował naczynie, łamiąc pieczęć. Potem podał je Snape'owi.

— Ty musisz to zrobić.

I Snape ostrożnie wlał własne wspomnienia do kamiennej misy; niektóre skleiły się ze sobą, inne pływały swobodnie, unosząc się po powierzchni – srebrne, złote i błękitne włókna utkane z samych myśli. Mężczyzna obserwował chwilę ich taniec, w następnej chwili wszystkie wspomnienia znieruchomiały.

— Teraz dotknij płynu różdżką — polecił Harry. — I przytknij je do czoła, o tak — dodał, demonstrując ruch za pomocą własnej różdżki.

Snape kiwnął głową, po czym lekko niezdarnie wyciągnął różdżkę, jak gdyby wciąż się wahał. Powoli, opuścił ją nad powierzchnię Myślodsiewni. Wspomnienia drgnęły, mknąc w kierunku napływającej magii.

— To może być dość oszałamiające — wtrąciła pani Pomfrey. — Może usiądziesz?

To Minerwa nalegała, by Pomfrey była obecna przy próbie odzyskania wspomnień mężczyzny i Harry cieszył się, że kobieta tak zdecydowała. To go nieco uspokajało.

Snape posłusznie usiadł i wziął głęboki wdech, a jego wzrok na chwilę powędrował w kierunku Harry'ego, który uśmiechnął się zachęcająco, choć jego żołądek zacisnął się w węzeł. Chłopak zamknął oczy, gdy Severus przytknął różdżkę do skroni. Usłyszał, jak ten nabiera powietrza do płuc i otworzył oczy.

Wszystko zdawało dziać się jak w zwolnionym tempie: ciało Severusa zesztywniało, a jego oczy wywróciły się do wnętrza czaszki. Jego skóra zrobiła się biała, oddech stał się krótki i urywany, po czym mężczyzna zadrżał niekontrolowanie i znieruchomiał.

Harry zrobił krok w jego stronę, ale Pomfrey zatrzymała go, kładąc mu dłoń na ramieniu. Wyciągnęła różdżkę i zbadała Snape'a, mamrocząc jakieś zaklęcia.

— Jego funkcje życiowe są w normie — odparła, po chwili.

— Więc w czym tkwi problem? — spytał Harry. Nie znosił paniki kiełkującej w jego głosie, ale nic nie mógł na to poradzić. Snape miał teraz otwarte oczy, jednak te zdawały się być puste, obojętne. I nadal był zbyt blady.

— Dajmy mu chwilę — odparła Pomfrey. — Jego umysł próbuje przyswoić lata wspomnień. — Pomimo jej zapewnień, myśli Harry'ego panicznie krążyły wokół najgorszego z rezultatów, jeszcze bardziej zaciskając mu żołądek.

Minerwa przywołała wtedy dzbanek z herbatą i nalała Harry'emu pełną filiżankę, którą chłopak natychmiast ujął w dłonie, ale nie wypił z niej ani odrobiny. Siedzieli wokół Snape'a ponad godzinę; herbata Harry'ego dawno wystygła, a on sam skubał nerwowo własny kciuk, raniąc go do krwi. Był zatracony we własnych myślach, pogrążony w obawie, że Snape nie odzyska swych wspomnień, że nawet nie zauważył, gdy mężczyzna w końcu zamrugał.

— Och, Merlinie — jęknął chłopak, gdy zdążył uformować jakiekolwiek słowo. — Severusie. — To imię brzmi tak szorstko i obco, ponieważ od tak dawna go nie używał. Snape zwrócił głowę wprost na niego, a w jego wzroku Harry odnalazł tak żywe emocje, że był pewien, iż ich plan zadziałał. Snape wrócił. — Merlinie... — powtórzył. Harry natychmiast zerwał się na równe nogi i znalazł tuż przy nim, po czym ujął w dłonie twarz mężczyzny. Ten jednak szybko wyswobodził się z jego rąk, z uporem wymalowanym na twarzy. Harry cofnął się jak oparzony. — Severusie? — spróbował, lecz ten tylko wstał zamaszyście, przewracając przy tym krzesło. — Czy coś sobie przypomniałeś?

— Tak — odparł po prostu. — Pamiętam wszystko. — Snape spojrzał na Harry'ego, który w tym momencie mógł odnaleźć w jego ciemnym spojrzeniu jedynie chłód. Chłopak czuł jak coś ciężkiego zgniata mu klatkę, do tego stopnia, że ciężko było mu wziąć kolejny oddech. — Muszę iść — powiedział nagle mężczyzna i stanowczo ruszył w kierunku drzwi.

— Poczekaj — powiedział Harry, łamiącym się głosem. — Proszę, poczekaj.

Ale Snape opuścił pomieszczenie nie oglądając się za siebie i zatrzaskując za sobą drzwi. Harry poderwał się, chcąc od razu ruszyć za nim, ale tym razem potrzymała go dłoń Minerwy.

— Musisz dać mu czas, Harry. Odzyskał dekadę wspomnień, które musi sobie uporządkować. Potrzebuje czasu.