Czytając ten rozdział możecie odnieść wrażenie, że niektóre krótkie fragmenty są prawie identyczne jak w oryginale. Bierze się to z tego, że uznałam, że w mojej historii należy pewne rzeczy zostawić tak jak były, jeśli podanie Draco eliksiru nie miało na ich wydarzenie się bezpośredniego wpływu.

I znów bardzo proszę o komentarze.

Rozdział 14

W Norze

W kuchni domu Weasleyów panował gwar jakiego dawno tu nie słyszano. Przy stole zgromadziła się prawie cała rodzina; z dzieci Weasleyów nie było tu tylko Percyego, który wciąż nie pogodził się z rodziną i Charlyego, który jeszcze nie przybył z Rumunii. Poza rudzielcami przy stole, obok Billa, siedziała również jego narzeczona Fleur. Wszyscy byli tu, ponieważ zbliżał się dzień ślubu najstarszego syna z Fleur. Jednak nie wszyscy mieli dobre nastroje, jakie powinni mieć w związku ze zbliżającym się wielkim dniem. Ginny i Ron byli naburmuszeni i wyraźnie z czegoś niezadowoleni. Szczególnie było to widać po Ronie, który był tak pochmurny, że nawet nie zwracał uwagi na swoją przyszłą szwagierkę, na której punkcie zawsze miał obsesję. Pomimo, iż zazwyczaj w jej obecności całkowicie głupiał i nie mógł przestać się na nią gapić, teraz zdawał się w ogóle nie zwracać uwagi na jej obecność.

- Czy naprawdę nie dość mam go w szkole? Musi się wpychać jeszcze tu? Myślałem, że uważa, że nasze skromne progi są niegodne jego szlachetnych stóp. – Powiedział wyraźnie niezadowolony Ron.

- Ron, my też nie jesteśmy tym zachwyceni, ale Dumbledore prosił, widocznie uważa, że ten chłopak się zmienił i że zasługuje na szansę. – Odpowiedziała mu matka.

- Jakoś tego nie zauważyłem, kiedy widziałem go w szkole miesiąc temu był taką samą denerwującą fretką jak zwykle. Harry też nie jest zachwycony, że Malfoy będzie na jego urodzinach. Myślałem, że na śluby i urodziny zaprasza się tylko rodzinę i przyjaciół. – Argumentował Ron.

- Może Dumbledore też mu nie ufa i woli, żebyśmy mieli na niego oko. – Zastanawiała się Ginny.

- Hermiona pisała mi, że nie mam się czym martwić, bo teraz Malfoy jest w porządku, ale ja wiem swoje. Nie wiem dlaczego ona w ogóle postanowiła mu dać szansę. On nie jest dla niej dobry, ona zasługuje na kogoś lepszego. – Denerwował się nadal Ron.

- Czy masz na myśli siebie? – Zapytał śmiejąc się George.

- Nie martw się braciszku, będzie na naszym terenie i już my go tu ugościmy. – Powiedział Fred i uśmiechnął się znacząco do swojego brata bliźniaka. Pan Weasley uśmiechnął się pod nosem. On również nie był zadowolony z tego kto będzie ich gościem. Uważał, że jeśli Draco Malfoy jest choć w połowie taki jak Lucjusz, z jego pobytu w Norze nie wyniknie nic dobrego.

- Nawet nie ważcie się podawać mu któregoś z waszych wynalazków, bo obaj mnie popamiętacie. – Zdenerwowała się Molly.

- Ależ mamo, czy ja mówiłem coś takiego. – Obruszył się Fred. – My mu niczego nie podamy

- Sam sobie weźmie nawet o tym nie wiedząc. – Szepnął do ucha Rona George.

W tym samym momencie rozległo się pukanie do drzwi. Pani Weasley, Ron i Ginny poderwali się z miejsc i pobiegli do wejścia. Na progu stała uśmiechnięta od ucha do ucha Hermiona, a tuż za nią Malfoy. Blondyn zmierzył rodzinę Weasleyów wzrokiem i na jego twarzy pojawił się charakterystyczny grymas wyrażający odrazę. Wcale nie chciał tu być, ale nie chciał również rozstawać się z Hermioną, tłumaczył sobie, że przecież musi jej pilnować, dlatego poprosił Dumbledore, aby mu pomógł. Ten zgodził się i wysłał do Weasleyów prośbę, aby ugościli go razem z Hermioną.

Nowoprzybyli nie stali zbyt długo na progu, bo Hermiona rzuciła się Ronowi na szyję i objęła go mocno. Draco poczuł ukucie w piersi. Mimo to nic nie zrobił, bo zdał sobie sprawę, że kiedy wojna się skończy będzie musiał zaakceptować związek Hermiony z Weasleyem i zapewne poczuje się podobnie nie jeden raz. Postanowił jednak, że podczas tej wizyty będzie na każdym kroku pokazywał rudzielcowi, kto jest teraz bliżej dziewczyny.

- Hermiona, moje dziecko, jak dobrze cię widzieć! – Rozkleiła się pani Weasley i mocno przytuliła Hermionę do swojej piersi. – Jak się czujesz moja droga?

- Dobrze. – Odpowiedziała grzecznie Hermiona. – Jestem tylko strasznie głodna. – Draco uśmiechnął się pod nosem, bo ostatnio było to najczęściej słyszane z ust Hermiony zdanie.

- Tak, tak, wejdźcie moi drodzy. Nie mogliśmy się już was doczekać i siedliśmy do stołu. – Kobieta poprowadziła ich do kuchni, gdzie Hermiona przywitała się z resztą towarzystwa. Potem wszyscy usiedli przy i tak już zatłoczonym stole, a pani Weasley postawiła przed Hermioną i Draco talerze.

Hermiona jadła łapczywie, rozmawiając przy tym ze wszystkimi, czym wprawiła w zdumienie Rona. Jeszcze nigdy nie widział, żeby mówiła z pełnymi ustami. W tym samym czasie Draco grzebał w swoim talerzu nie mogąc się zdecydować, czy powinien jeść cokolwiek w tym domu. Wreszcie głód zwyciężył i włożył do ust pierwszy kęs. Musiał przyznać, że było to naprawdę smaczne i już po chwili zajadał swoją porcję ze smakiem. Jagnięcina rozpływała się w ustach, a groszek był bardzo dobrze przyprawiony.

- Przepyszny tłuczony groszek pani Weasley. – Powiedziała w pewnym momencie Hermiona. – Czy mogłabym prosić o dokładkę?

- Niestety moja droga, przy takiej liczbie głodomorów ledwie udało mi się zostawić dla was choć tyle. – Wyjaśniła Molly.

- Kto późno przychodzi sam sobie szkodzi. – Powiedział Ron i wsadził do ust olbrzymi kęs tłuczonego groszku. – Draco popatrzył na niego z odrazą. Potem zwrócił się w stronę swojego talerza na którym wciąż było jeszcze sporo groszku. Podniósł go i zgarnął cały swój groszek na talerz Hermiony. Weasleyowie spojrzeli na niego zdumieni, a Hermiona uśmiechnęła się do niego z wdzięcznością. On również uśmiechnął się do niej nieznacznie, potem chwycił jej dłoń, poprowadził do ust i pocałował. Żaden z Weasleyów jeszcze nigdy nie widział czegoś takiego w wykonaniu Malfoya, więc ich zdumienie jeszcze się pogłębiło. Chwilę później Draco znów obrócił się w stronę Rona, a jego twarz przybrała zwykły, pełen pogardy wyraz.

- Jesteś pewna, że powinnaś tyle jeść? Robisz się coraz grubsza. – Zauważył półżartem Ron, zwracając się do Hermiony. Draco spiorunował go wzrokiem.

- A ty robisz się coraz głupszy. – Wypalił blondyn. – Hermiona jest w ciąży, musi więcej jeść. – Twarz Rona poczerwieniała, ale nic na to nie odpowiedział. Podobnie jak jego siostra, zauważył, że nie dość, że Malfoy oddał Hermionie swój groszek i bronił ją, to na dodatek nazwał ją imieniem, a nie nazwiskiem jak robił to jeszcze kilka tygodni wcześniej. W tym momencie przy stole zapanowała niezręczna cisza, a Draco zaczął się zastanawiać, czy naprawdę najlepiej będzie, jeśli po jego odejściu to Weasley będzie z Hermioną. Widząc zachowanie rudzielca, zaczął rozmyślać, czy ten jest odpowiednią osobą, aby zająć jego miejsce. Weasley był głupi, nietaktowny i niewychowany; Draco doszedł do wniosku, że Hermiona z całą pewnością zasługuje na kogoś lepszego. W tym momencie podjął decyzję, że musi znaleźć innego kandydata dla Hermiony, bo nie ma mowy, żeby zgodził się oddać Weasleyowi nie tylko ją, ale i swoją córkę.

- Hermiona, czy już ci mówiłem, że mam mugolską kosiarkę spalinową? Możliwe, że nawet pozwolą mi ją przerobić. – Przerwał ciszę, próbując zmienić temat pan Weasley.

- I co, będzie latać? – Zapytał z drwiną Draco. Artur odchrząknął.

- No nie, na to się chyba nie zgodzą. Ale będzie kosić trawę, kiedy tylko dodam do niej kilka ulepszeń. – Wyjaśnił mężczyzna.

- To bez sensu. – Podsumował Draco.

- Mugolskie wynalazki nie są bez sensu. – Obruszyła się Ginny.

- Ale bez sensu jest przerabianie ich, skoro i bez tego dobrze działają. – Wyjaśnił Ślizgon. – Skoro tak się pan interesuje mugolskimi urządzeniami, to dlaczego nie zostawi ich pan takimi jak zostały wymyślone przez mugoli? Rozumiem, że można przerobić urządzenie elektryczne, bo czarodzieje nie mają w domach prądu, ale jeżeli kosiarka jest spalinowa, to wystarczy tylko kupić trochę paliwa, żeby działała. – Po raz kolejny Weasleyowie popatrzyli na niego zdumieni.

- A ty od kiedy tak się interesujesz działaniem mugolskich wynalazków? – Z wyraźną zaczepką w głosie zapytał Ron.

- Od niedawna, ale jestem pewien, że wiem już o nich więcej niż ty.

- Draco, Ron proszę przestańcie. – Próbowała powstrzymać kłótnię Hermiona.

- To nie ja zacząłem. – Zaprotestował Ron.

- Hermiona jak skończycie jeść, możecie się rozpakować. – Włączyła się do rozmowy pani Weasley. – Ty jak zwykle śpisz w pokoju Ginny, a Draco z Ronem i Harrym.

- Dlaczego on musi być akurat z nami w pokoju? – Wyraził swoje niezadowolenie Ron. Wcześniej dyskutował już o tym z rodzicami, ale ich argumenty wciąż do niego nie przemawiały i cały czas miał nadzieję, że rodzice jednak zmienią zdanie. W tym samym czasie Draco zrobił jeszcze bardziej niezadowoloną minę. Już samo przebywanie w domu Weasleyów nie wzbudzało jego entuzjazmu, ale dzielenie jednej sypialni z Potterem i Ronem Weasleyem niemalże powodowało u niego mdłości.

- Ron, ustaliliśmy to już wcześniej, wiesz, że nie ma innego wyjścia. – Odpowiedziała swojemu najmłodszemu synowi Molly. – Jeszcze dziś przybędą państwo Delacour z Gabrielle. Razem z twoim ojcem będziemy musieli spać w salonie, a Fleur i Gabrielle zajmą pokój Percyego. - Ron zrobił niezadowoloną minę i mruknął coś niezrozumiałego pod nosem.

Przez resztę kolacji przy stole panowała bardzo gęsta atmosfera. Prawie nikt się nie odzywał, a nawet jeśli ktoś coś powiedział, to była to prośba o podanie półmiska z którymś z kulinarnych wyrobów pani Weasley. Wszystkich bardzo to męczyło, dlatego odetchnęli z ulgą, kiedy skończyli jeść i można było odejść od stołu.

Kiedy Ginny i Hermiona weszły do sypialni, Ginny natychmiast zamknęła za nimi drzwi. Podczas gdy Hermiona zajęła się rozpakowywaniem swoich rzeczy, Ginny usiadła na swoim łóżku i przyglądała się z uwagą przyjaciółce.

- No dobra. – Zaczęła wreszcie ruda dziewczyna. – O co chodzi z tobą i Malfoyem?

- To znaczy? – Zapytała Hermiona nawet nie odwracając głowy w stronę drugiej z dziewczyn.

- Co to były za uśmiechy do Malfoya przy obiedzie? Polubiłaś go? – Hermiona popatrzyła na nią i usiadła na swoim łóżku.

- Nie wiem, czy powinnam ci to mówić po tym jak zareagowaliście ostatnio, kiedy myśleliście, że ja i Draco jesteśmy razem.

- Ile razy mam cię jeszcze za to przepraszać? Teraz już znam twoją trudną sytuację i wiem, że musisz podejmować pewne decyzje, których normalnie byś nie podjęła.

- Wiesz, teraz moja sytuacja nie wydaje mi się aż tak trudna jak wcześniej.

- Dlaczego?

- Chyba się zakochałam.

- W Malfoyu? – Zapytała wyraźnie zszokowana Ginny.

- On się zmienił.

- Właśnie zauważyłam. – Stwierdziła z powątpiewaniem druga z dziewczyn. – Być może nie gada już bzdur o mugolach, ale dalej jest wkurzającą fretką.

- Nie wiem co go napadło. Chyba nie reaguje zbyt dobrze na obecność Rona, ale przez ostatnie tygodnie, był naprawdę słodki, taki czuły, troskliwy i w ogóle.

- Świat się kończy. Hermiona Granger nazwała Malfoya słodkim. – Roześmiała się Ginny.

- Oj naprawdę. Sama się przekonasz.

- Mam nadzieję, bo nie chcę, żebyś przez niego cierpiała. Wiesz, że wolałabym, żebyś była z Ronem, ale na to, to już chyba marne szanse?

- Ja i Draco będziemy mieli dziecko. Wiesz, że byłam zakochana w Ronie, ale ostatnie kilka miesięcy wszystko zmieniło. No i jest mi dobrze z Draco, nawet się już ostatnio prawie nie kłócimy. On się naprawdę bardzo stara, żeby to wyszło.

- Obyś miała rację i oby nie okazało się, że on coś kombinuje.

- Nie wierzę w to, mam wrażenie, że on jest absolutnie szczery w tym co robi i mówi.

W czasie kiedy Hermiona zajęta była plotkowaniem z Ginny, Draco rozpakowywał swoje rzeczy w pokoju Rona. Rudzielec zachowywał się tak jakby go tam w ogóle nie było i siedząc na łóżku udawał, że czyta książkę. W pewnym momencie drzwi otworzyły się bez ostrzeżenia i stanęli w nich Fred i George.

- Cześć braciszku, przyszliśmy sprawdzić jak sprawuje się fretka i czy nie robi jakichś numerów. – Poinformował Rona George. Draco udawał, że ich nie słyszy. Wolał nie wszczynać kolejnej kłótni. Kiedy wyciągnął zdjęcie USG swojego dziecka, które nosił zawsze ze sobą, zainteresował się nim Fred.

- Co tam masz fretko? To pewnie coś związanego z czarną magią? – Zapytał Fred, równocześnie wyrywając Malfoyowi kartkę z ręki.

- Zostaw to Weasley! – Krzyknął Draco.

- A co zmusisz nas? – Śmiał się George. – Może powinniśmy to zniszczyć. Może na przykład to spalimy. – Drażnił się z blondynem.

- Oddaj to! – Krzyknął z paniką w głosie Draco.

- O, czyżby to było coś dla ciebie ważnego? – Dopytywał się Ron, śmiejąc się przy tym.

- Nic wam do tego co to jest. Oddaj to natychmiast! – Powiedział Malfoy wyciągając w kierunku Freda swoją różdżkę. W tym samym momencie Weasleyowie również wyciągnęli swoje różdżki i wszyscy czworo stali teraz mierząc w siebie nawzajem.

- Co tu się dzieje? – Zapytała Hermiona, która właśnie stanęła z Ginny w drzwiach.

- On zabrał mi USG Cassi. – Poskarżył się jej Draco wskazując na Freda. Hermiona podeszła do Freda i wzięła z jego rąk kartkę.

- Wziąłeś to ze sobą? Po co? – Zapytała Hermiona zwracając się do Draco. Chłopak wzruszył ramionami.

- Co to takiego? - Zapytała Ginny, zaglądając Hermionie przez ramię.

- To zdjęcie naszego dziecka. – Wyjaśniła jej druga z dziewczyn. W tym samym momencie podchodząc do Draco. Chłopak usiadł na swoim łóżku, chwycił ją za biodra i posadził sobie na kolanach, a Hermiona nieomal bezwiednie objęła go jedną ręką za szyję. Weasleyowie, po raz kolejny tego wieczoru, patrzyli na siebie zdumieni.

- Przecież wasze dziecko nawet się jeszcze nie urodziło? – Zapytała niepewnie Ginny, podczas kiedy wszyscy podeszli do Draco i Hermiony i zaczęli przyglądać się zdjęciu.

- Mugole potrafią zrobić dziecku zdjęcie zanim się urodzi. – Wyjaśnił Draco. – Używają do tego ultradźwięków. Specjalna maszyna wysyła dźwięk do brzucha, a on się odbija od dziecka i tworzy w ten sposób jego obraz. W ten sam sposób tworzą obraz swojej zdobyczy nietoperze. – Pochwalił się swoją wiedzą.

- Nie rób sobie z nas jaj Malfoy. – Obruszył się Ron, który wciąż nie czuł się zbyt komfortowo widząc Hermionę siedzącą na kolanach blondyna.

- To prawda. – Potwierdziła słowa Draco Hermiona. – Widzicie, tu jest główka, a tu rączki i nóżki. Maleńka ssie właśnie kciuk. – Weasleyowie spojrzeli w jeszcze większym szoku na obrazek.

- Maleńka? – Zainteresowała się Ginny. – To będzie dziewczynka? Skąd wiecie.

- To też potrafią mugole, powiedzieć jakiej płci będzie dziecko zanim się urodzi. – Wyjaśnił Draco

- Super! – Ucieszyła się Ginny

- Będzie miała na imię Cassiopeia, w skrócie Cassi. Draco wymyślił takie imię. – Z uśmiechem wyjaśniła Hermiona.

- Szkoda tylko, że się nie rusza to zdjęcie. – Posmutniała Ginny.

- Jak widzieliśmy ją na badaniu, to się ruszała. – Powiedział Draco. – No i niedługo zobaczymy ją na żywo.

- Co tu takie zbiegowisko? – Doszedł ich głos od drzwi. Spojrzeli w tamtą stronę i zobaczyli stojącego tam Harryego.

Na zewnątrz było już prawie całkiem ciemno i na niebie pojawiały się kolejne gwiazdy. Harry i Ron siedzieli na ławce przed Norą. Ponieważ przybyli już rodzice Fleur, razem z jej młodszą siostrą Gabrielle, w domu zrobiło się jeszcze tłoczniej i nie sposób było znaleźć choć jeden spokojny kąt w którym można by porozmawiać.

- On jest tu od dwóch, czy trzech godzin, a ja już mam go kompletnie dość. – Narzekał Ron. – I jeszcze to jego ostentacyjne obmacywanie i całowanie Hermiony. Aż mam ochotę rzucić w niego jakieś straszne zaklęcie. Łazi za nią cały czas i nawet nie mamy okazji z nią pogadać.

- Wiesz, jakoś nie wierzę w tą jego przemianę. Moim zdaniem on coś kombinuje. – Stwierdził jego przyjaciel.

- Ale nic nie możemy zrobić, Dumbledore mu ufa.

- Wiesz, zaczynam wątpić w to, czy Dumbledore w swoim życiu podejmował tylko słuszne decyzje.

- Co masz na myśli? – Zainteresował się Ron

- Nie, nic takiego.

- Dobrze, że Snape gdzieś zniknął, bo gdybyśmy mieli znosić równocześnie Malfoya i Snapea niby po naszej stronie, to chyba bym tego nie przeżył.

- Taaak. – Powiedział po chwili zwłoki Harry, jakby zastanawiając się nad czymś.

- Dumbledore cię tu przyprowadził? Dlaczego nie został?

- Nie wiem. Ale będzie na weselu, a potem zabierze mnie prosto na Grimmauld Place, bo u ciotki i wuja nie będę już bezpieczny. Byliśmy w domu Syriusza przez kilka ostatnich dni. Dumbledore uznał, że bezpieczniej dla mnie będzie opuścić Privet Driver przynajmniej kilka dni przed moimi urodzinami, kiedy Voldemort się tego nie będzie spodziewał. Wprawdzie przy Dumbledorze powinienem być bezpieczny, ale lepiej nie ryzykować. – Mówiąc to Harry był czymś wyraźnie zasępiony.

- Myślałem, że będziesz się bardziej cieszył kiedy już wreszcie wyprowadzisz się od nich. Źle ci się mieszka z Dumbledorem? Co się dzieje stary?

- Nie wiem, po prostu jest inaczej niż to sobie wyobrażałem.

- Chcesz mi powiedzieć, że będziesz tęsknił za swoim kuzynem? – Roześmiał się Ron.

- Nie, to nie o to chodzi. Nie mogę ci tego wytłumaczyć.

- Nie ważne, powiedz mi, czy odkryliście coś w sprawie medalionu.

- Zupełnie nic. – Odpowiedział z jeszcze większym smutkiem Harry.

- Bo wiesz, tak sobie pomyślałem… - Zaczął Ron. – Ten R.A.B. napisał w swoim liście, że zamierza zniszczyć prawdziwy medalion, tak?

- No, tak.

- A co, jeśli on go już zniszczył? Mielibyśmy do odnalezienia jeden mniej.

- Niby racja, ale i tak musimy odnaleźć prawdziwy medalion, żeby stwierdzić czy został zniszczony, czy nie.

- A gdybyśmy go odnaleźli, to wiesz jak go zniszczyć?

- Dumbledore twierdzi, że zniszczyć go może tylko coś tak niszczącego, że horkruks nie jest w stanie się naprawić.

- I co to takiego?

- Może to być zaklęcie szatańskiej pożogi, ale to czarna magia, poza tym zaklęcie zniszczyłoby wszystko dookoła, to byłoby bardzo niebezpieczne.

- Jest jeszcze jakiś sposób? – Dopytywał się rudzielec.

- Tak, jad bazyliszka, na który jest tylko jedno antidotum, niewiarygodnie rzadkie łzy feniksa. – Kontynuował wyjaśnienia Harry. – To dlatego udało mi się zniszczyć dziennik Riddlea, przebiłem go wtedy kłem bazyliszka.

- Jakie szczęście, że mamy zapas kłów bazyliszka, zniszczenie tych horkruksów nie będzie żadnym problemem. – Zakpił Ron.

- A nie będzie.

- Jak to?

- Wyroby Goblinów.

- Nie rozumiem?

- One wchłaniają substancje, które mogą je wzmocnić. Wtedy w Komnacie Tajemnic wyciągnąłem z tiary miecz Godricka Gryffindora i zabiłem nim bazyliszka. Dumbledore powiedział, że miecz został zrobiony przez Gobliny, dlatego wchłoną jad. Możemy zniszczyć horkruksy tym mieczem. Właśnie tak zrobił Dumbledore z pierścieniem.

- Super! – Ucieszył się Ron. – Teraz tylko trzeba je znaleźć. Gdzie chcesz zacząć poszukiwania?

- Wciąż do głowy przychodzi mi tylko Hogwart, ale Dumbledore mówi, że Voldemort nie miałby kiedy go tam schować. No i zostały jeszcze aż cztery horkruksy, jeden to Nagini, więc cały czas zostają jeszcze dwa. – Harry zasępił się. Ron poklepał go pocieszająco po plecach, kończąc w ten sposób temat.

- Już późno, chodźmy do środka. Przy odrobinie szczęścia Malfoy już śpi, więc nie trzeba będzie na niego patrzeć. A jeśli nie, to musimy mieć go na oku, bo na pewno będzie chciał nam wykręcić jakiś numer.

- Jasne. – Odpowiedział Harry. Obaj wstali z ławki i weszli do domu.

Harry wiercił się niespokojnie w swoim łóżku i mruczał pod nosem.

- Gregorowicz. – Mamrotał przez sen.

- Ej! Obudź się! – Powiedział Ron i potrząsnął wciąż śpiącym przyjacielem. Harry obudził się i poczuł piekący ból w swojej bliźnie. Złapał się za czoło. – Mamrotałeś coś przez sen. – Wyjaśnił mu przyjaciel. – Cały czas powtarzałeś Gregorowicz.

- Co za Gregorowicz?

- A skąd ja mam wiedzieć, to ty go wspominałeś. – Harry zastanowił się pocierając czoło. Miał niejasne poczucie, że już kiedyś słyszał to nazwisko, ale nie wiedział gdzie.

- Wydaje mi się, że Voldemort go szuka.

- Biedny facet. – Harry usiadł, wciąż rozcierając sobie bliznę. Próbował sobie przypomnieć co dokładnie zobaczył we śnie, ale pamiętał tylko zarys miasteczka na dnie głębokiej, górskiej doliny.

- On jest chyba gdzieś za granicą.

- Kto? Gregorowicz?

- Voldemort. Myślę, że szuka tego Gregorowicza za granicą.

- Znowu zaglądałeś do jego umysłu? – Zapytał z niepokojem Ron.

– Bądź tak dobry i nie mów o tym Hermionie. Chociaż jak ona może ode mnie żądać, żebym przestał widywać coś we śnie? – Harry zamyślił się. – Wiesz co. On chyba ma coś wspólnego z quidditchem. Tylko nie wiem co.

- Z quidditchem? A nie chodzi ci przypadkiem o Gorgowicza, Dragomira Gorgowicza, ścigającego, którego Armaty z Chudley kupiły dwa lata temu za rekordową sumę? W tym sezonie pobija rekordy w traceniu kafla.

- Nie, z całą pewnością nie myślę o Gorgowiczu.

- Ja też staram się o nim nie myśleć. W każdym razie wszystkiego najlepszego z okazji urodzin! - Harry uświadomił sobie, że właśnie dziś skończył siedemnaście lat. Uśmiechnął się szeroko do przyjaciela i sięgnął po swoją leżącą przy łóżku różdżkę i wycelował w zagracone biurko.

- Accio okulary. – Zawołał Harry. - Mogę legalnie używać magii poza Hogwartem – Cieszył się.

- Proszę stary, prezent ode mnie. – Powiedział Ron i podał mu paczkę. Harry rozpakował ją. Była to książka pod tytułem „Jak skutecznie oczarować czarownicę". – Wyjaśnia wszystko co się powinno wiedzieć o dziewczynach. – Odpowiedział na pytające spojrzenie Harryego Ron.

Kiedy już obejrzał swój prezent, Harry rozejrzał się po pokoju.

- Gdzie jest Malfoy? – Zapytał

- Nie wiem, Kiedy się obudziłem już go nie było. A co, brakuje ci go? A może oczekujesz, że dostaniesz od niego prezent? – Zadrwił Ron

- Nie, ale skoro go nie ma, to na pewno węszy, albo coś kombinuje. – Mina Rona zrzedła, ponieważ zdał sobie sprawę, że Harry może mieć rację. Nie zdążył jednak nic odpowiedzieć, bo rozległo się pukanie i do pokoju wbiegła Ginny.

- Wszystkiego najlepszego Harry! – Zawołała i rzuciła mu się na szyję, po czym pocałowała go w usta, co przywołało na twarzy Rona wyraz zakłopotania.

- Dzięki Ginny. – Odezwał się ciemnowłosy chłopak, kiedy już wreszcie oderwali się od siebie.

- Widziałaś gdzieś Malfoya? – Zapytał ją Ron, aby odciągnąć jej uwagę od Harryego. Pomimo, że całkowicie akceptował ich związek, wciąż czuł się niezręcznie kiedy widział swoją młodszą siostrę i swojego przyjaciela w takiej sytuacji.

- Jest u nas w pokoju. – Odpowiedziała. – Jeszcze śpią z Hermioną.

- Co? – Zapytali równocześnie Ron i Harry

- No tak, przyszedł wieczorem. Chyba myślał, że już śpię. Położył się do łóżka Hermiony i powiedział jej, że nie może bez niej spać. Jemu chyba naprawdę na niej zależy, szeptał do niej takie słodkie rzeczy.

- Przestań! – Przerwał jej Ron. – Nie chcę tego słuchać! – Zasłonił uszy rękami. - Niech się tylko mama dowie.

- Nawet nie próbuj jej tego mówić! – Oburzyła się Ginny. – Już dawno nie widziałam Hermiony takiej szczęśliwej. Nigdy nie przypuszczałabym, że to kiedyś powiem, ale myślę, że stanowią naprawdę fajną parę. Jak on się przejmuje Hermioną i tym dzieckiem. – Rozmarzyła się.

- Nie chcesz mi powiedzieć, że się zakochałaś we fretce? – Zapytał półżartem Harry

- Oczywiście, że nie. – Obruszyła się Ginny. – Ja mam ciebie i nikogo więcej nie potrzebuję. – Powiedziała i znów go pocałowała. – Po raz pierwszy Ron uzmysłowił sobie jaki samotny się czuje. Od zerwania z Lavender nie spotykał się z żadną dziewczyną i co gorsza, poza Hermioną nie widział żadnej innej, którą mógłby się zainteresować. Przeklął w duchu sam siebie uświadamiając sobie, że stracił ją w dużej mierze na własne życzenie.

Ponieważ tego dnia wszyscy wręczali Harryemu prezenty i składali mu życzenia, Draco czuł się niemal niewidzialny. Nawet Hermiona skupiła się na święcie swojego przyjaciela i oglądała teraz razem z nim i Ronem prezenty, które dostał Harry, zostawiając przy tym swojego chłopaka całkiem samego. Draco nie miał ochoty się do nich przyłączyć, dlatego kiedy tylko zjadł śniadanie usiadł na kanapie i wpatrywał się bezmyślnie w przestrzeń, potem jednak wyszedł z domu, aby pójść na krótki spacer.

Po przybyciu do Nory Charliego, wewnątrz zrobiło się jeszcze tłoczniej, a ponieważ na wieczorne świętowanie urodzin Harryego mieli pojawić się również Lupin i Tonks, oraz Hagrid, w ogrodzie ustawiono stoły, które oświetlone zostały fioletowymi lampionami z wypisanymi na nich siedemnastkami. Hermiona wyczarowała fioletowe i złote serpentyny, które zawiesiły się same na drzewach i krzakach. Kiedy zajęta była przystrajaniem ogrodu, w pewnym momencie usłyszała rozmowę między panem Weasleyem, Lupinem i Tonks, którzy siedzieli przy stole.

- To jest naprawdę coś niebywałego. – Zaczęła Tonks.

- Co takiego? – Zainteresował się pan Weasley.

- Wciąż nie możemy znaleźć żadnych nowych śladów mogących pomóc nam wytropić i zniszczyć Sami-Wiecie-Kogo, dlatego często próbujemy odkryć cokolwiek przesłuchując tych Śmierciożerców, których już złapaliśmy. Ostatnio wysłali mnie więc z Williamsonem, abyśmy przesłuchali Lucjusza Malfoya. Zadaliśmy mu mnóstwo pytań, ale na każde odpowiadał, że nie wie. Przesłuchanie trwało wiele godzin i robiliśmy się z Williamsonem już coraz bardziej poirytowani, ale Lucjusz Malfoy zdawał się tym w ogóle niewzruszony. Nie powiedział kompletnie nic, ani słowa. Ale co ciekawe był przy tym naprawdę uprzejmy, zupełnie nie jak Malfoy. Wreszcie Williamson tego nie wytrzymał i zaczął wrzeszczeć na Malfoya. Zupełnie nieprofesjonalne. – Dodała zniesmaczona. - Wreszcie podszedł do niego i zaczął go szarpać za szatę, a Malfoy nic. No i w końcu Williamsonowi w tym szale wyślizgnęła się różdżka i spadła wprost na kolana Malfoya. Przez ułamek sekundy przeraziłam się, bo Malfoy sięgnął po nią. Byłam przekonana, że zaraz sterroryzuje nas różdżką Williamsona, weźmie go za zakładnika i ucieknie. Wyciągnęłam w jego stronę różdżkę, ale wtedy Malfoy jak gdyby nigdy nic podał Williamsonowi jego różdżkę. Pan Weasley popatrzył na nią wyraźnie zaskoczony.

- Może wiedział, że i tak nie ma szansy uciec? – Zaczął się po chwili zastanawiać.

- No tak, to by miało sens. Ale sam powiedz Arturze, czy Lucjusz Malfoy kiedykolwiek pozwoliłby się obrażać nie odpowiadając na to ani słowa i jeszcze uprzejmie oddając różdżkę komuś, komu wypadła? Ten człowiek zawsze potrafił wyprowadzić innych z równowagi, ale nie w ten sposób. Zawsze powiedział coś, co cię najbardziej obraziło, albo zraniło, a teraz nie powiedział ani jednego takiego słowa.

- Myślę, że zmienił taktykę, bo doszedł do wniosku, że będąc więźniem nic nie osiągnie obelgami. – Doszedł do wniosku Lupin. – No sama powiedz Doro, czy na kimś jeszcze robiło to wrażenie?

- Raczej nie. – Przyznała i uśmiechnęła się

Dzień urodzin Harryego mijał w przyjemnym nastroju i nikomu nie popsuły nawet humoru ciągłe kłótnie Malfoya z Weasleyami. Przez większość dnia wszyscy przygotowywali dom na wesele, które miało się odbyć następnego dnia. Hermiona próbowała wszystkim pomagać, ale za każdym razem, kiedy zabrała się do jakiejś choć odrobinę cięższej pracy, pojawiali się Draco lub pani Weasley i kazali jej odpoczywać. Draco głównie pilnował Hermiony, bo nie bardzo garnął się do pomocy, uważając, że nie będzie się hańbił czymś, co jest zadaniem skrzatów domowych. Nikt jednak nawet nie próbował nakłaniać go, aby zrobił cokolwiek, bo wszyscy wiedzieli, że jest to absolutnie bezcelowe.

Dopiero wieczorem odbyło się małe przyjęcie z okazji urodzin Harryego.

- Z drogi! Z drogi! – Zawołała pani Weasley wnosząc do ogrodu tort wielkości piłki plażowej i o kształcie znicza, ozdobiony siedemnastoma świeczkami.

- Wygląda fantastycznie pani Weasley! –Zawołał uradowany Harry.

- To nic takiego kochaneczku, nic takiego. – Odpowiedziała pieszczotliwym tonem.

O siódmej przybyli wszyscy goście. Draco z trudem powstrzymał się od komentarza, kiedy zobaczył Hagrida w okropnym brązowym, włochatym garniturze.

- Ty jesteś Draco? – Zapytała Tonks siadając koło blondyna.

- Tak. – Odpowiedział jej niezbyt uprzejmie.

- Nie wiem, czy wiesz, ale jesteśmy kuzynami. – Powiedziała niezrażona jego tonem. Popatrzył na nią zdziwiony. – Moja mama, Andromeda, to siostra twojej mamy. – Wyjaśniła.

- A tak. – Odpowiedział wciąż nie wykazując przy tym chęci do konwersacji. Kobieta zdała sobie sprawę, że nie ma co liczyć na przyjemną pogawędkę ze swoim kuzynem. Podniosła się więc ze swojego siedzenia, ale nie po to, by zmienić miejsce. – Uwaga, chciałam coś powiedzieć! – Krzyknęła zamiast tego do zebranych. Nie powiedziała nic więcej, tylko wyciągnęła dłoń, aby zademonstrować pierścionek na swoim palcu.

- Wzięliście ślub! Gratuluję! – Wrzasnęła podniecona Hermiona, rzucając się, aby uściskać Tonks. Potem zwróciła się do Lupina i również go uściskała.

- Dlaczego nic wcześniej nie powiedzieliście? – Zapytał ktoś z tłumu gości.

- Mamy ciężkie czasy, lepiej nie prowokować niepotrzebnych ataków. Nie każdemu podoba się to, że czarownica wychodzi za wilkołaka. – Wyjaśnił Lupin. Wszyscy doskonale wiedzieli o czym mowa, dlatego nie zadawali już więcej żadnych pytań, tylko podobnie jak Hermiona rzucili się do gratulacji.

Draco obserwował Hermionę przez cały wieczór i zauważył z jaką tęsknotą co jakiś czas spogląda na dłoń Tonks. Postanowił to jednak zignorować, nie chcąc prowokować rozmowy na ten temat.

Po odśpiewaniu „Sto lat" i zjedzeniu urodzinowej kolacji, wszyscy rozeszli się do swoich pokoi. Lupin z Tonks aportowali się do domu, aby wrócić następnego dnia na wesele, a Hagrid, dla którego nie było już miejsca w domu, rozbił namiot na łące.

Następnego dnia rano, wszyscy, którzy nocowali w Norze, siedzieli przy stole w ogrodzie i jedli śniadanie.

- Znowu z nią spał? Nie było go w nocy w pokoju. – Szeptem zapytał swoją siostrę Ron.

- Tak. – Odpowiedziała mu tylko. Widząc jak jej brat markotnieje na każdą wzmiankę o jakiejkolwiek bliskości między Malfoyem a Hermioną postanowiła nie drążyć tematu.

W tym samym momencie do jedzących przy stole podleciało pięć sów. Krążyły chwilę nad nimi, po czym każda usiadła po kolei przed Ginny, Ronem, Harrym, Hermioną i Draco wyciągając w ich stronę nóżki z liścikami.

- To z Hogwartu. – Powiedział Ron. – Przysłali nowe listy podręczników. W tym samym momencie Hermiona krzyknęła z wrażenia. Wszyscy odwrócili się w jej stronę.

- Zostałam prefekt naczelną! – Stwierdziła z podekscytowaniem i dumą w głosie i pomachała im przed oczami swoją nową odznaką.

- Ja też! – Powiedział równie ucieszony Draco i uśmiechnął się do niej szeroko. Hermiona rzuciła mu się na szyję.

- Zostałeś prefekt naczelną? – Zaśmiał się z niego Fred.

- Nie Weasley, prefektem naczelnym. – Powiedział Draco i podobnie jak przed chwilą Hermiona, pomachał im swoją odznaką.

- Co? – Obruszył się Ron. – Dumbledore chyba zwariował!

- Ron! – Zdenerwowała się pani Weasley.

- No co? Jak on mógł go wyznaczyć na prefekta naczelnego! – Denerwował się dalej najmłodszy syn Molly. Harry, porozmawiasz z nim, kiedy przyjedzie na ślub, może jeszcze uda się to cofnąć?

- To chyba bezcelowe. – Stwierdził tylko Harry, jakby spodziewając się takiego biegu wypadków, co wywołało u Rona kompletne zdumienie i podejrzenie, że przyjaciel coś przed nim ukrywa.

- Gratulacje moi drodzy. – Powiedziała do Draco i Hermiony pani Weasley, nie zwracając dłużej uwagi na niezadowolenie swojego syna. – Jestem pewna, że Dumbledore doskonale wiedział co robi wybierając właśnie was. – Uśmiechnęła się do nich. Wstała od stołu, podeszła do Hermiony i uścisnęła ją. Potem zawahała się, by po chwili uścisnąć również Draco. Chłopak był wyraźnie zaskoczony jej gestem, ale po tym jak przyjął jej gratulacje, postanowił się już dłużej nad tym nie zastanawiać. Bardzo żałował, że nie ma tu teraz jego rodziców, aby i oni mogli mu pogratulować. Zastanawiał się nawet przez chwilę, czy nie wysłać do nich sowy, lub skontaktować się z nimi przez swój medalion, ale uznał, że w końcu się i tak dowiedzą, a kontaktowanie się z nimi teraz, kiedy był obserwowany przez całą rodzinę Weasleyów nie było zbyt rozsądne.

Wraz z przesuwającymi się nieuchronnie do przodu wskazówkami zegara, będącym wyraźnym sygnałem, że niedługo zjawią się pierwsi goście, wszystkim w Norze udzielał się coraz bardziej nastrój zdenerwowania. Pani Weasley krzątała się po domu nie siadając ani na chwilę, wydawała kolejne polecenia swoim dzieciom i co chwilę coś poprawiała, lub układała od nowa.

W tym samym czasie Hermiona denerwowała się, że brzuch jej znowu urósł i bała się, że nie zmieści się w swoją sukienkę. Kiedy już ją jednak założyła, z przerażeniem stwierdziła, że specjalnie wybrana w tym celu luźna, lawendowa sukienka nie dostatecznie maskuje jej zaokrąglone kształty. Na nic zdały się pocieszające słowa od Ginny i Draco, że nikt się nie zorientuje i nawet do głowy nikomu nie przyjdzie, że jest w ciąży. Hermiona bała się, co odpowie, jeśli ktoś ją o to zapyta, ponieważ jeszcze nie czuła się gotowa, aby przyznać się wszystkim, że zostanie matką. Najbliżsi znajomi zdawali sobie wprawdzie sprawę z jej stanu, jednak to obcy ludzie i dalsi znajomi byli najbardziej skłonni plotkować na ten temat i wytykać ją palcami. Wiedziała, że przejmowanie się tym jest głupie, ponieważ, kiedy za miesiąc pojedzie do Hogwartu, jej brzuch będzie jeszcze większy i wtedy z całą pewnością wszyscy się zorientują. Wolała jednak odwlec to w czasie i miała nadzieję, że podczas ślubu Billa i Fleur jej tajemnica jeszcze się nie wyda.

Dodatkowym powodem do zmartwienia był dla Hermiony eliksir wieloskokowy, który zażyć miał Draco. Po włosy, które miały zostać w nim użyte zostali wysłani Fred i George, a im nie bardzo można było ufać w tych sprawach. 'Co jeśli wrzucą do eliksiru włos jakiegoś zwierzęcia i Draco skończy podobnie jak ja w drugiej klasie?' Martwiła się.

Kiedy bliźniacy wrócili z wioski ze zdobytymi włosami i jeden z nich został wrzucony do buteleczki z eliksirem, Hermiona zacisnęła kciuki. Draco chwycił flakonik, przyjrzał się z odrazą zielonkawej błotnistej substancji, po czym podniósł naczynie do ust i wypił duszkiem. Hermiona zamknęła powieki, a kiedy otworzyła je po kilkunastu sekundach, stał przed nią kilkunastoletni, całkowicie rudy chłopak. Odetchnęła z ulgą.

- No Malfoy, teraz nie radzę ci nic mówić na naszą rodzinę, bo właśnie stałeś się jej częścią. – Powiedział z triumfem w głosie George. – Hermiona, przedstawiam ci naszego kuzyna Barneya Weasleya. Prawda, że jest równie rudy jak cała nasza rodzina? – Draco popatrzył przerażony na Hermionę, a ona zachichotała widząc jego minę. Po chwili sięgnęła do torebki i wyciągnęła z niej kieszonkowe lusterko i podała mu je. Kiedy spojrzał na swoje odbicie, nieomal krzyknął z wrażenia. Wyglądał jak kolejny syn Molly i Artura. Oddał Hermionie lusterko i nachylił się do jej ucha.

- Już chyba wolałbym być fretką niż Weasleyem. – Wyszeptał.

- Nie ma sprawy, zaraz cię mogę zamienić. – Zażartowała wyciągając swoją różdżkę. Popatrzył na nią urażony, ale nic nie powiedział.

Niedługo potem pojawił się Dumbledore, a zaraz po nim kolejni goście. Harry, Ron, Draco i Hermiona stali witając nowoprzybyłych. Żaden z nich nie zorientował się, że kolejny rudzielec nie jest członkiem rodziny Weasleyów i bez zmrużenia okiem przyjmowali tłumaczenia, że to kuzyn Barney. W pewnym momencie do witającej gości grupy podeszła Luna, wraz z mężczyzną, który wyglądał równie ekscentrycznie jak ona. Był lekko zezowaty, z białymi, sięgającymi ramion włosami przypominającymi watę cukrową, miał na głowie beret, którego frędzel zwisał mu przed nosem. Ubrany był w szatę koloru jadowitej żółci, a na jego piersi połyskiwał zawieszony dziwny symbol, w kształcie trójkątnego oka.

- Xenofilius Lovegood. – Przedstawił się wyciągając rękę do Harryego. – Mieszkamy tuż za wzgórzem. Chyba znasz moją córkę Lunę? – Dodał

- Oczywiście. – Odpowiedział mu ciemnowłosy chłopak. Draco spojrzał na blondynkę i ledwie powstrzymał się od parsknięcia śmiechem. Dziewczyna, podobnie jak jej ojciec, miała na sobie jaskrawo żółtą szatę, do której pasował wpięty we włosy słonecznik.

- Cześć. – Przywitała się Luna, po czym zaciekawiona spojrzała na Malfoya.

- To mój kuzyn Barney. – Pospieszył z wyjaśnieniami Ron. – Pokażę wam, wasze miejsca. - Luna nie zareagowała w pierwszym momencie, tylko popatrzyła na Draco jakoś dziwnie. Nic jednak nie powiedziała i w końcu ruszyła za Ronem i swoim ojcem.

Kiedy już wydawało się, że wszyscy goście zostali skierowani do swoich miejsc, przybył jeszcze jeden, spóźniony gość. Miał ciemne włosy, długi zakrzywiony nos i gęste czarne brwi. Młodzieniec podszedł do nich, wyciągnął do Rona zaproszenie, równocześnie spoglądając na Hermionę.

- Wyglądasz cudownie. – Powiedział nowoprzybyły. W Draco coś się w środku zagotowało; oczywiście, że wyglądała cudownie, ale to nie znaczyło, że ten facet miał prawo prawić jej komplementy! Ślizgon natychmiast przypomniał sobie, że Krum był na balu bożonarodzeniowym z Hermioną w czwartej klasie i że spotykał się z nią później, a nawet zaprosił ją na wakacje do Bułgarii. Nagle w głowie chłopaka, zaświtała myśl, że być może to z nim powinna być kiedyś Hermiona, Bułgar był przecież znanym graczem quidditcha i miał pieniądze, a także interesował się Hermioną. Jednak pomysł ten równie szybko jak się pojawił, został odrzucony. Draco nie miał problemu, żeby przekonać samego siebie, że Krum nie prezentuje się wystarczająco dobrze i chodzi jak kaczka, a ponadto jest gburem i do tej pory nie zna dobrze angielskiego. Nie, zdecydowanie musiał dla Hermiony znaleźć kogoś lepszego, a tymczasem pokaże Krumowi, że jeśli chodzi o Hermionę, to nie ma na co liczyć.

- Viktor! – Krzyknęła uradowana Hermiona i upuściła torebkę, a na jej twarzy zakwitły rumieńce. Draco poczuł jeszcze większe zaniepokojenie. – Nie wiedziałam, że będziesz. O Boże jak się cieszę! Co u ciebie słychać? – Draco poczuł jak zbiera w nim coraz większa wściekłość. Również Ron nie wyglądał na zbyt zadowolonego. Harry uścisnął Krumowi rękę i czując, że nie może dopuścić do dyskusji między Krumem, Ronem i Malfoyem wskazał Bułgarowi namiot.

- Potem porozmawiacie. Zaprowadzę cię teraz na miejsce, bo zaraz zacznie się ceremonia. – Zaproponował. Krum niechętnie ruszył we wskazanym kierunku, a Draco odczuł ulgę. Nigdy nie przypuszczał, że będzie za coś wdzięczny Potterowi.

Po ceremonii wszyscy ustawili się w kolejce, aby pogratulować i złożyć życzenia młodej parze. Draco wiedział, że jeśli nie chce wzbudzić niczyich podejrzeń musi zrobić to samo. Kompletnie nie miał na to ochoty, bo nie wiedział co miałby powiedzieć najstarszemu z rodzeństwa Weasleyów i jego przepięknej żonie. Kiedy wreszcie nadeszła jego kolej podszedł do Fleur i wybąkał jakąś zupełnie sztampową w takich sytuacjach regułkę. Dziewczyna uśmiechnęła się do niego.

- A wi kiedi weźmicie ślub? Jesteści z Ermioną taką piekną parą, no i niedługo urodzi się wasze dziecko; chyba myśleliście o ślubi? – Zapytała łagodnie z wyraźnym francuskim akcentem. Draco zaczerwienił się, a jego zakłopotanie zwiększyło się jeszcze bardziej, kiedy zdał sobie sprawę, że stojąca tuż obok Hermiona słyszy jego rozmowę z Fleur.

- Jeszcze się nad tym nie zastanawialiśmy. – Odpowiedział po chwili. – Teraz i tak nie będziemy mieli na to czasu, bo niedługo urodzi się dziecko, a w tym roku dodatkowo zdajemy jeszcze owutemy. Myślę, że zaczniemy o tym myśleć, kiedy skończymy szkołę. – Zbył ją. Hermiona starała się o tym nie myśleć, ale poczuła nutkę żalu, że Draco nigdy sam wcześniej nie zaczął tego tematu.

Kiedy oboje skończyli składać życzenia państwu młodym, przeszli do porozstawianych wcześniej stolików dla gości. Gdy Draco usiadł na swoim miejscu, Hermiona nachyliła się do niego.

- Zażyj kolejną dawkę eliksiru, bo poprzednia zaraz przestanie działać. – Szepnęła mu do ucha. W tym momencie Draco uświadomił sobie, że Hermiona ma rację i że swój eliksir zostawił w domu w pokoju Rona.

- Zapomniałem go ze sobą wziąć. Zaraz wracam. – Powiedział, wstał od stołu i pobiegł w kierunku Nory. Kiedy znalazł się na miejscu, szybko wypił kolejną dawkę eliksiru, a resztę schował do kieszeni. Już miał wyjść z pokoju, kiedy usłyszał głosy na korytarzu. Wyjrzał przez uchylone drzwi. Korytarzem szli Dumbledore i Potter.

- Może choć raz dla odmiany posłuchałbyś co się do ciebie mówi. – Odezwał się wyraźnie z czegoś niezadowolony Dumbledore. – Zaraz po weselu teleportujemy się do domu twojego ojca chrzestnego, bo tam będziesz bezpieczniejszy.

- Ale tam nic nie znajdziemy. – Oponował Harry.

- Tutaj też nie. Myślisz, że mam ochotę siedzieć tam i to jeszcze z tobą? – Draco bardzo zdziwiło to co usłyszał, bo zawsze uważał, że dyrektor lubi Pottera, faworyzuje go i pozwala mu na wszystko co tylko ten sobie wymyśli. Teraz jednak jego ton był nieprzyjemny i rozkazujący.

- A od czego chce pan zacząć poszukiwania profesorze? – Zapytał chłopak. – Ja mam wrażenie, że to wszystko to tylko marnowanie czasu, co działa na korzyść Voldemorta.

- Ile razy mam ci mówić…! – Zagrzmiał Dumbledore.

- Tak, wiem. – Przerwał mu Harry. – Więc tak, załatwiony mamy pierścień i dziennik, zostały tylko cztery. Medalion zaginął i nie wiemy gdzie jest, drugi to najprawdopodobniej puchar, który również nie wiemy gdzie jest, trzeci to wąż, który niestety wiemy gdzie jest a czwarty… - Przerwał na chwilę wyliczanie. – A czwartym nie wiemy co jest i gdzie jest, a pan nie pozwala mi nawet wejść do jego głowy, żeby się tego dowiedzieć.

- Ile razy mam ci mówić, że to niebezpieczne! – Zdenerwował się Dumbledore.

- To jak zamierza się pan dowiedzieć co to jest i gdzie jest? – Draco zauważył w tym momencie, że nie tylko Dumbledore zachowuje się jakoś dziwnie w stosunku do Pottera, ale i Potter jest jakiś negatywnie nastawiony do dyrektora. 'Co się mogło wydarzyć? Dlaczego się tak zachowują? Czy to ma związek z ich poprzednią rozmową, którą podsłuchałem? Co to za przedmioty, które wymieniają?' Zastanawiał się Ślizgon. Z rozmowy wywnioskował tylko, że ma to związek z Czarnym Panem, ale w żaden sposób nie był w stanie zrozumieć co łączy go z wymienionymi przez Pottera przedmiotami. Draco nie udało się usłyszeć już nic więcej, ponieważ rozmawiający minęli drzwi za którymi stał i zaczęli schodzić po schodach. Kiedy nie było już słychać ich kroków, Draco wyszedł z pokoju i zastanawiając się nad tym co przed chwilą usłyszał, skierował się w stronę namiotu weselnego.

Kiedy dotarł do stolika, ze zdziwieniem odkrył, że brakuje przy nim Hermiony. Rozejrzał się niepewnie dookoła.

- Jest na parkiecie. – Poinformowała go siedząca przy tym samym stoliku Ginny.

- Tańczy z Krumem. – Wyjaśnił smętnie Ron. Draco spojrzał na tańczących jakiś szybki taniec gości i zauważył tam Hermionę, która ruszając się do rytmu śmiała się do Bułgara. Pięści Draco mimowolnie zacisnęły się. Policzył w myślach do dziesięciu, tłumacząc sobie równocześnie, że to tylko taniec i kompletnie nic nie znaczy. W tym momencie jednak szybka muzyka przestała grać i dało się słyszeć pierwsze nuty jakiejś powolnej, sentymentalnej melodii. Hermiona z Krumem jednak nie zeszli z parkietu, tylko zbliżyli się do siebie. Krum chwycił dziewczynę w pasie, a ona położyła mu ręce na ramionach. Draco nie zastanawiając się wiele ruszył w ich stronę.

- Bardzo dziękuję, że zająłeś się moją dziewczyną podczas mojej nieobecności. – Zwrócił się do Kruma. Hermiona i jej partner spojrzeli na niego, dopiero w tym momencie dostrzegając jego obecność.

- Viktor, to jest mój chłopak, Barney Weasley. Barney jest kuzynem Rona. – Wyjaśniła Hermiona. – Barney, to jest mój znajomy Victor Krum.

- Wiem kto to jest! – Odpowiedział Draco z trudem powstrzymując złość. Krum wyciągnął do niego rękę, a Draco chwycił ją pokonując chęć do rzucenia w Kruma jakimś paskudnym zaklęciem.

- To naprawdę niesprawiedliwe, że wszystkie piękne dziewczyny mają już chłopaków. – Żalił się Bułgar. – Germijona. – Ukłonił się dziewczynie dziękując jej tym samym za wspólny taniec. – Barney – Skinął głową w kierunku Draco i odszedł w kierunku stolików.

- Byłeś dla niego niegrzeczny. – Zauważyła Hermiona, kiedy już zaczęli tańczyć.

- Ale to ty z nim tańczyłaś. – Obruszył się Draco.

- Jest moim przyjacielem, niegrzecznie byłoby odmówić, kiedy poprosił mnie do tańca.

- Kiedyś był chyba kimś więcej niż przyjacielem. – Zauważył chłopak.

- Nie masz powodu do zazdrości, to było w czwartej klasie. – Wyjaśniła ze śmiechem i jeszcze bardziej zmniejszyła dystans między nimi. Nic nie odpowiedział, tylko objął ją mocniej, a wtedy ona położyła głowę na jego piersi. Tańczyli teraz w rytm muzyki, obejmując się tak mocno, że nikt z gości nie mógł mieć wątpliwości, że są parą.

W tym samym czasie Ron nie odrywał od nich wzroku, wciąż nie mogąc się pogodzić z tym, że to nie on jest na miejscu Malfoya.

- Wiesz, ona chyba woli jego. – Usłyszał gdzieś obok głos. Popatrzył w tamtą stronę i zobaczył Lunę.

- Wiem. – Odpowiedział smutno.

- To może zatańczysz ze mną? – Zapytała beztrosko.

- Czemu nie. – Zgodził się bez entuzjazmu, równocześnie wstając od stolika. Potem chwycił dłoń Luny i poprowadził ją na parkiet.

Chwilę później, do stolika podszedł Viktor Krum i zajął miejsce zajmowane wcześniej przez Rona.

- A kto jest ten gość w żółtku? – Zapytał z pogardą Krum.

- To Xenofilius Lovegood, ojciec naszej przyjaciółki. – Odpowiedział Harry.

- Ty dobrze znasz tego Lovegooda? – Zwrócił się do Harryego Bułgar.

- Nie. Dlaczego pytasz? – Krum łypnął znad szklanki na Xenofiliusa.

- Bo gdyby nie był gościem Fleur, to bym go zaraz wyzwał na pojedynek za to, że nosi ten plugawy znak.

- Znak? – Zdziwił się Harry, spoglądając na Xenofiliusa. – Co to za znak?

- Grindelwald, to znak Grindelwalda.

- Ten czarnoksiężnik, którego zwyciężył Dumbledore?

- Zgadza się. – Szczęki Kruma poruszały się jakby żuł gumę. – Grindelwald ubił wielu ludzi, na przykład mojego dziadka. Ten znak, to jego symbol. Ja go od razu poznał, bo Grindelwald wydrapał go na ścianie w Durmstrangu, kiedy był uczniem. Nie brakło kretynów, co malowali sobie ten znak na książkach i na ubraniach, żeby szokować innych, żeby robić wrażenie. – Harry był zupełnie skonsternowany. Nie mógł uwierzyć, że ojciec Luny jest zwolennikiem czarnej magii.

- Jesteś pewny, całkiem pewny, że to znak Grindelwalda?

- Nie mylę się. Ja go widywał przez kilka lat, ja go dobrze znam.

- Istnieje możliwość, że ten Xenofilius nie wie co ten znak oznacza. Ci Lovegoodowie są trochę dziwni. Może gdzieś go znalazł i pomyślał, że to przekrój głowy chrapaka krętorogiego, albo coś w tym rodzaju.

- Przekrój czego? – Zdziwił się Krum.

- Ja nie znam się na chrapkach, ale wiem, że on i jego córka wyruszają latem na ich poszukiwanie. To ona. – Powiedział Harry wskazując na Lunę, która tańczyła z Ronem dziwacznie wymachując przy tym rękami, czym wprawiała rudzielca w niemałe zakłopotanie. Krum nie sprawiał wrażenia przekonanego. Spojrzał na Xenofiliusa, wyciągnął swoją różdżkę i stuknął nią o swoje udo wzbudzając przy tym iskry. – Gregorowicz. Powiedział Harry, uświadamiając coś sobie.

- Co z nim? – Zdziwił się Bułgar.

- To jego różdżka.

- Tak. Ja był jeden z jego ostatnich klientów, zanim Grygorowicz przeszedł na emeryturę. – W tym momencie coś w głowie Harryego zaskoczyło. To dlatego Gregorowicz skojarzył mu się z quidditchem. Harry szybko doszedł do wniosku, że w takim razie Voldemort musi poszukiwać jakiegoś cenionego wytwórcy różdżek, skoro najpierw porwał Olivandera, a teraz poszukiwał Gregorowicza.

W tym momencie Krum wypił jednym haustem zawartość swojego pucharu, wstał i odszedł od stolika.

Chwilę później Ron i Luna zeszli z parkietu i usiedli na swoich miejscach.

- Luna, co to za znak, który twój tata ma na szyi? – Zapytał Harry.

- To znak insygniów śmierci. – Odpowiedziała swoim zwykłym rozmarzonym głosem Luna.

- Czego? – Zdziwił się Ron. Harry miał również taką minę jakby nie zrozumiał o czym mówiła dziewczyna.

- Insygniów śmierci. Nie słyszeliście o nich? No tak, tatuś mówił mi, że tylko niewielu czarodziejów w nie wierzy. Wierzący rozpoznają się właśnie po tym symbolu i mogą liczyć na wzajemną pomoc w poszukiwaniu.

- Nadal niewiele z tego rozumiem. – Przyznał Harry. – Co to są te insygnia śmierci?

- Na pewno znacie opowieść o trzech braciach. – Zaczęła wyjaśnienia dziewczyna.

- O tak! To jedna z baśni barda Beedla. Mama opowiadała mi je w dzieciństwie. – Krzyknął podekscytowany Ron.

- Wszystko się zaczyna od opowieści o trzech braciach.

- Ja nie znam tej opowieści. – Powiedział Harry.

- No więc w skrócie. – Kontynuowała Luna. – Trzej bracia wędrowali, aż trafili na rzekę, zbyt głęboką, by ją przekroczyć. Bracia znali się na czarach i wyczarowali most, ale gdy go przekraczali, drogę zagrodziła im zakapturzona śmierć, która do nich przemówiła. Była zła, że udało się im ją przechytrzyć, bo zwykle wędrowcy tonęli w rzece. Śmierć udawała, że ich podziwia i powiedziała, że za przechytrzenie śmierci każdemu z nich należy się nagroda. Najstarszy brat poprosił o różdżkę, której moc przewyższałaby moc każdej innej różdżki, za pomocą której zwyciężyłby w każdym pojedynku. Śmierć wręczyła mu różdżkę z czarnego bzu, którą nazywa się też berłem śmierci, czarną różdżką lub różdżką przeznaczenia.

- Nie słyszałem o tych pozostałych nazwach. – Przerwał Ron. – Mama zawsze mówiła tylko o czarnej różdżce.

- Tych nazw można używać wymiennie. – Wyjaśniła Luna, w ogóle nie przejmując się tym, że jej przerwano. – No więc drugi brat poprosił o moc wzywania umarłych z poza grobu i śmierć dała mu kamień mówiąc, że ma on zdolność ściągania umarłych zza grobu. Najmłodszy brat poprosił o coś, co pozwoliłoby mu odejść nie będąc ściganym przez śmierć. Śmierć wręczyła mu więc swoją pelerynę niewidkę. Potem trzej bracia poszli dalej, a w końcu rozstali się i każdy poszedł w swoją stronę. Najstarszy brat najpierw pokonał swojego wroga zabijając go, a potem trafił do gospody, gdzie przechwalał się mocą swojej różdżki. Kiedy później spał odurzony winem, podkradł się do niego inny czarodziej, który zabrał mu różdżkę i poderżnął gardło. Drugi brat dotarł do domu, gdzie obrócił kamień trzykrotnie w ręku i zobaczył postać dziewczyny z którą miał się ożenić zanim spotkała ją przedwczesna śmierć. Nie należała ona jednak prawdziwie do świata śmiertelników. Była smutna i zimna, bo wezwana zza grobu cierpiała. Drugi brat doprowadzony do szaleństwa beznadziejną tęsknotą zabił się by naprawdę się z nią połączyć. Śmierć przez bardzo wiele lat szukała trzeciego brata, ale nigdzie nie mogła go znaleźć. Dopiero kiedy był w bardzo podeszłym wieku zdjął z siebie pelerynę niewidkę i dał ją swojemu synowi i z ochotą poszedł za śmiercią z tego świata. To są właśnie insygnia śmierci. – Luna wyciągnęła różdżkę i machnęła nią nad serwetką na której pojawiła się pionowa linia. – To jest czarna różdżka, czyli berło śmierci. – Machnęła różdżką, a wokół pionowej linii pojawiło się koło. – A to kamień wskrzeszenia. – Znów machnęła różdżką, a koło zostało zamknięte w trójkącie tworząc znak, który interesował Harryego. – A to peleryna niewidka. Razem tworzą znak insygniów śmierci. Wszystkie te trzy przedmioty razem zgromadzone uczynią z ich właściciela pana śmierci.

- I twój ojciec uważa, że te przedmioty naprawdę istnieją? – Zdziwił się Harry.

- Ależ oczywiście. – Odpowiedziała Luna.

- No tak, przecież takie rzeczy jak peleryny niewidki istnieją. – Udał zamyślenie Harry.

- Ale jest tylko jedna prawdziwa peleryna. Wszystkie inne z czasem tracą swoje właściwości, ta prawdziwa nie podlega zgubnym wpływom czasu i nie poddając się żadnym zaklęciom, które się na nią rzuci. – Harry pomyślał, że jego własna peleryna jest właśnie taka, ale stwierdził, że nie ma sensu dłużej dyskutować z Luną na ten temat.

- Czy pozostałe insygnia też istnieją?

- Tak. Najwięcej świadectw jest na temat czarnej różdżki ze względu na to jak przechodzi z rąk do rąk. Właściciel musi zdobyć ją na swoim poprzedniku jeśli chce być jej prawdziwym panem. Jest mnóstwo źródeł historycznych, które o niej wspominają; karty historii świata czarodziejów poznaczone są śladem czarnej różdżki.

- A jak myślisz, gdzie jest teraz? – Zapytał z lekką kpiną Ron.

- Nie wiem. – Odpowiedziała z rozbrajającą szczerością dziewczyna. - Ślad urywa się na Arkusie i Liwiuszu, nie wiadomo, który z nich naprawdę pokonał Loksjasa, a kto zabrał mu różdżkę, no i kto z kolei pokonał ich.

W tym momencie z parkietu zeszła Hermiona i Draco i usiedli przy stole, przerywając tym samym toczącą się rozmowę.