Ludzie biedni, ludzie bogaci...

Lato 1972 roku było niezwykle upalne. Deszcz nie padał już o wielu dni i na Pokątnej unosiły się tumany kurzu. Pani Filch założyła w swoim sklepiku niewielki czar chłodzący, jednak po kilku godzinach stania za ladą oboje z Severusem byli spoceni. Alicja nie była już tak sprawna jak kiedyś, i pomoc siostrzeńca była dla niej wielką wyręką.

-Podaj, proszę Severusie, 20 gram sproszkowanego korzenia asfodelusa dla pani Brown,- poprosiła Alicja inkasując pieniądze.

Snape zlokalizował puszkę ze sproszkowanym korzeniem i z aptekarską precyzja odważył 20 gram, po czym przesypał proszek do niewielkiego pojemniczka który podał klientce, a puszkę odstawił na miejsce. Severus był nieletni i oficjalnie nie mógł czarować poza szkołą, wiec różdżkę zostawił u cioci bo jeszcze ktoś mógłby donieść do Ministerstwa i wpadliby w tarapaty. Wiedźma pochodząca ze starego, czarodziejskiego domu nie rozumiała celowości tych wymyślonych przez Ministerstwo przepisów ale stosowała się do nich, bo kto chciałby mieć kłopoty? W mieszkaniu Severus mógł swobodnie czarować, ucząc się korzystać z różdżki.

-Dzień dobry pani Filch, poproszę eliksir na obstrukcję.

Przed ladą stanął starszy, wysuszony czarodziej, pochylony i siwy.

-Dzień dobry, panie Archie. Dysponujemy bardzo łagodnym i skutecznym wywarem na bazie Mydelnicy, proszę zażywać rano jedną łyżeczkę, eliksir pobudza także przemianę materii i łagodnie przyspiesza perystaltykę jelit.

-O coś takiego mi właśnie chodziło,- pan Archie uśmiechnął się. -Pani eliksiry są wyśmienite i bardzo skuteczne.

-Dziękuję, - Alicja odwzajemniła uśmiech. Ten eliksir uwarzył przed kilkoma dniami Severus, ale tego czarownica nie powiedziała, bo i po co. -Podaj proszę, to większe opakowanie,- wiedźma zwróciła się do chłopaka. Składniki eliksiru były w całości pozyskane przez Severusa i dochód ze sprzedaży zasili jego konto.

-Trzy sykle,- powiedziała zielarka, wręczając czarodziejowi butelkę.

-Dla mnie dwadzieścia deka wysuszonych liści mięty pieprzowej, - jakaś niecierpliwa kobieta zwróciła się wprost do Severusa więc chłopak odważył towar, wystawił rachunek i zainkasował pieniądze, a w tym czasie ciotka obsługiwała już następną osobę bo w sklepie zaczynało robić się tłoczno.

Severus zwijał się jak w ukropie, podając zioła, maści, eliksiry, obsługując klientów i równocześnie przysłuchując się rozmowom prowadzonym w sklepie.

-Słyszała pani,- mówiła jakaś chuda, starsza czarownica w kraciastej chuście do stojącej za nią w kolejce otyłej wiedźmy, -Ten Którego Imienia Nie Można Wymawiać zaatakował mugoli w Cromer. Czytałam w Proroku, straszna masakra, był tam olbrzym, mugole są przerażeni. Amnezjatorzy z Ministerstwa mają pełne ręce roboty, wszczepiają mugolom pewność, że to była klęska żywiołowa, trąba powietrzna z huraganem.

-Coś słyszałam, nigdzie nie można już być bezpiecznym,- westchnęła otyła czarownica. -I nawet nie wiadomo, o co chodzi temu czarnoksiężnikowi?

-Jak to nie wiadomo?!- Huknął bojowym głosem jakiś staruszek. -Chce przejąć władzę i wymusić uwolnienie swoich pomagierów z Azkabanu,- tfu, splunął wściekły mag.

-A co ty sądzisz na ten temat, Alicjo?- Chuda czarownica zwróciła się do stojącej za ladą właścicielki sklepiku.

-Nic nie sadzę Emma, nie mam czasu zajmować się polityką bo mam tyle pracy, że nie wiem w co mam ręce włożyć. Krem ten co zawsze?

-Tak i jeszcze poproszę coś na biegunkę.

-Od jakiego czasu masz biegunkę?- Zainteresowała się zielarka.

-Teraz nie mam, ale od czasu do czasu zdarza mi się, jak coś zjem.

-Podaj mi proszę Severusie eliksir nr 8, ten na bazie węgla, ziela skrzypu i suszonych jagód i jeszcze krem wybielająco- ujędrniający.- Alicja podliczyła zakupy na czarodziejskiej kasie. -Siedem sykli, poproszę. Zażywaj ten eliksir po jednej łyżeczce co sześć godzin, ale tylko jak będziesz miała biegunkę.

-Dziękuję Alicjo, do widzenia.

-Do widzenia, Emma. Co pani podać?- Czarownica zaczęła już obsługiwać następną klientkę.

O czwartej po południu ruch zdecydowanie zmalał, a godzinę później już rzadko kto zaglądał do sklepu. Pomiędzy szesnastą a siedemnastą Alicja rozpakowywała, opisywała i układała towar na półkach, a Severus obsługiwał nielicznych klientów, w przerwach pomagając ciotce. O siedemnastej dzieciak zakończył pracę, a ciotka została w sklepie i w oczekiwaniu na kupców czytała fachową literaturę. O dwudziestej czarownica zamknęła sklepik by go ponownie otworzyć na drugi dzień, o ósmej rano. Sklepik był czynny od poniedziałku do soboty od ósmej do dwudziestej, z przerwą na lunch. Severus pracował od wtorku do piątku do siedemnastej i w soboty do szesnastej, bo w soboty nie było przyjęcia towaru. Niedzielę i poniedziałek miał wolny. W tym roku Alicja założyła siostrzeńcowi konto w banku Gringotta na które wpłacała niewielkie tygodniówki. Severus był bardzo dumny z tego, że ma własne konto i pieniądze.

Chłopak po skończonej pracy, z bułką w ręku aby nie tracić czasu na jedzenie, poszedł na Nokturn. Dawno już minęło południe i upał nieco zelżał, ale mimo późnej pory nadal było bardzo ciepło. Severus dotarł do obdrapanej rudery w której mieszkał przyjaciel i zszedł do piwnicy. Mike już czeka na niego. Chłopcy magicznie zamknęli drzwi, uszczelniając je przed podsłuchem.

-Mam zamówienia na eliksir pomieszania zmysłów, veritaseum i zwodzący.

-Veritaseum nie zrobię, za mało czasu, prędzej się zacznie szkoła.

-Szkoda, bardzo dobrze płacą.

-Wiem,- prychnął Snape. -Eliksir zwodzący jest dość prosty, zrobię kociołek. Dają składniki? Ile płacą?

-Dają,- Mike kiwnął głową. -Trzydzieści sykli.

-Dobrze,- Sevrus lekko uśmiechnął się, unosząc ku górze kąciki ust.

-I jeszcze eliksir skręcający wnętrzności z odtrutką...

-To jest nielegalny eliksir torturujący,- Snape spojrzał zimno na Mulcibera. -Sto sykli za kociołek i ich składniki. I żadnych więcej zamówień bo się nie wyrobię do końca sierpnia. Daj mi wreszcie dokończyć ten wielosokowy, bo przed dwudziestą muszę być w domu.

W piwnicy Mulcibera chłopcy uruchomili produkcję eliksirów na niewielką skalę, to znaczy Mike mający liczne szemrane znajomości na Nokturnie orientował się co potrzeba, a Severus warzył. Po dwóch godzinach pracy Snape zabezpieczył eliksir i czarodzieje opuścili to jakże przydatne pomieszczenie. Mike magicznie zamknął drzwi.

-Jutro skończę warzyć wielosokowy. Możesz się z facetem umówić na ósmą wieczorem.

-Świetnie,- Mike pokiwał głową z uznaniem.

Chłopcy pożegnali się, i Severus pobiegł na Pokątną. O dwudziestej, gdy zmęczona ciotka wróciła ze sklepu, Severus umyty i przebrany leżał w łóżku czytając książkę.

-Nie czytaj za długo kochanie, jutro znowu musimy wcześnie wstać,- powiedziała zmęczona czarownica.

-Dobrze, ciociu.

Severus magicznie powiększył okładki niezbyt obszernego szkolnego podręcznika do zaklęć i włożył w nie tomiszcze o oklumencji. Ukrywanie myśli i uczuć wychodziło mu coraz lepiej. Od kilku lat, codziennie wieczorem przed zaśnięciem mały czarodziej opróżniał umysł z wszelkich myśli i uczuć, a od niedawna zaczął ćwiczyć oklumencję na bardziej zaawansowanym poziomie. Severus uczył się żonglować myślami i emocjami dobrze się przy tym bawiąc i wywołując niekiedy śmieszne i kuriozalne połączenia. Na przykład, mając "oczyszczony" umysł przywołał z pamięci jakże szczęśliwe wydarzenie którym było założenie własnego konta w banku, ale bez towarzyszących mu pozytywnych emocji. Następnie przywoływał silny lęk który odczuwał w pierwszym dniu szkoły, gdy unieruchomiony klątwą oczekiwał na karę. Więc gdyby ktoś w tym momencie zastosował na nim legilimencję to odczytałby, że dzieciak z panicznym lękiem wspomina założenie swojej pierwszej skrytki w banku Gringotta! Severus zorientował się, że oklumencja jest nie tylko sposobem ukrywania myśli i emocji, ale przede wszystkim daje możliwość perfekcyjnego oszukiwania.

Sobotnie wakacyjne wieczory Severus spędzał w piwnicy częściowo zawalonej kamienicy na Nokturnie do której wejście było ukryte za zwojami bluszczu. Pomieszczenia piwniczne były spowite dymem z różnych ziół, przesiąknięte zapachem potu, brudu, niemytych ciał, kremowego i ognistej. Chłopak spotykał się tam ze znajomymi i grał w czarodziejskiego wista na niewielkie pieniądze. Severus grał bardzo ostrożnie i gdy zaczynał przegrywać to przerywał grę nigdy nie nabierając się na numer z "odgrywaniem", bo nie chciał skończyć spłukany. Severus traktował czarodziejskiego wista jako odpoczynek po tygodniu pracy, a nie jako sposób na wzbogacenie się. Zwykle grał z Mulciberem i Yaxleyem, jako czwarty dosiadał się Travers, Cauldwell, czy kto tam był.

-Bill, kurwa, nie wychodź spod króla,- jęknął Mulciber, który grał w parze z Traversem.

-Ach,- niezbyt inteligentnie odpowiedział Travers, bo grając równocześnie obserwował to, co działo się w rogu piwnicy.

Selwyn ostro pokłócił się z Rowle i chłopcy wyciągnęli różdżki. Travers szybkim ruchem odłożył karty i wstając, wyszarpnął swoją.

-Co jest, kurwa, uspokójcie się, chyba nie chcecie ściągnąć nam na łby aurorów? Od rana kręcą się po Nokturnie.

Rowle tępo wpatrywał się w przeciwnika, zaciskając dłoń na różdżce.

-Niech przeprosi,- powiedział wolno. -Nazwał moją dziewczynę szlamą.

-Kurwa, Selwyn!

Wściekły Selwyn spojrzał na Traversa ale nie zripostował, bo miał przeciw sobie dwóch przeciwników a nie był bohaterem, o nie, wiec zmiął w ustach jakieś przekleństwo, wydukał -przepraszam,- odwrócił wzrok, schował różdżkę i odszedł. I dopiero gdy Thorfin schował swoją, Bill powrócił do gry.

Severus wyłożył blotkę pik bo zorientował się, że siedzący po jego prawej Travers ma niskie piki. Wysokie piki mieli ich partnerzy. Mulciber, siedzący po lewej od Severusa i grający z Traversem, przeklinając położył dziesiątkę pik i Yaxlej wziął lewę waletem odwracając do Snape w karo.

-Co to była za rozróba w Cromer?

-Lepiej się za bardzo tym nie interesuj Snape, bo jeszcze coś ci się stanie.

-W sklepie słyszałem, jak klienci rozmawiali,- Snape wzruszył ramionami.

-Trzeba było uspokoić szlamowatą rodzinę,- odpowiedział spokojnie Travers. -Za bardzo się panoszyli. Reszta, to była zabawa.

-Ach, - Severus uśmiechnął się.

-Co szczerzysz zęby?

-Też bym się chciał zabawić.

Travers przyjrzał się chłopakowi.

-Za młody jesteś.

-Moja.

Snape położył waleta karo i zgarnął lewę, kończąc grę.

-Kurwa, co wam dzisiaj tak karta idzie?

Snape i Yaxley zgarnęli pieniądze i Severus zaczął się zbierać.

-Idziesz już?

-Przed dwudziestą muszę być w domu bo ciotka mnie przeklnie, wścieka się, jak łażę na Nokturn.

Travers słysząc to, wybuchnął śmiechem.

-Idę z tobą,- powiedział Mike, zarzucając na ramiona pelerynę.

Czarodzieje mieli dużo do omówienia w związku z nielegalną produkcją eliksirów, rozkwitającą w piwnicy Mulcibera.

W niedziele i poniedziałki Severus mógł się wreszcie wyspać, bo miał wolne. Chłopak był tak zmęczony, że często przesypiał śniadanie wiec pewnej niedzieli bardzo się zdziwił, gdy ciotka go obudziła z rana.

-Wstawaj, Severusie.

-Co się stało,- jęknął Snape.

-Sowa przyniosła list adresowany do ciebie.

Severus błyskawicznie znalazł się na nogach, odczepił list od sowiej łapki i zaczął czytać.

Drogi Severusie!

Przepraszam, że tak długo nie pisałam, ale cały czas coś się działo i nie było kiedy. Tęsknię do rozmów z Tobą. Spotkamy się na Pokątnej? Będę w ostatni piątek sierpnia, najprawdopodobniej rano, napiszę ci jeszcze o której godzinie. Przyjadę samochodem z tatą. Lily.

-Lily przyjeżdża,- powiedział czarodziej, podając ciotce list. -Mógłbym mieć wolne w piątek? Odrobię w poniedziałek.

-Dobrze. I nie musisz nic odrabiać. Jeżeli dasz radę mi pomóc ze dwie godziny po przerwie to byłabym ci wdzięczna. W piątek nie będzie przyjęcia towaru.

-Dobrze ciociu, - powiedział szczęśliwy czarodziej, i lakonicznie odpisał:

Droga Lily!

Będę czekał koło mugolskiego wejścia na Pokątną. Severus.

Chłopak przyczepił krótki list do nogi płomykówki, wsadził knuta do woreczka przywiązanego do drugiej nóżki ptaka i wypuścił go przez okno.

Lili odpisała, że będzie z tatą przed Dziurawym Kotłem o dziesiątej i Severus już od dziewiątej kręcił się po mugolskiej stronie, przed magicznym wejściem na Pokątną. Wreszcie, przed Dziurawym Kotłem zaparkował elegancki Rover uwalniając z obszernego wnętrza pana Evans wraz z córką. Chłopak przywitał się z tatą Lily, po czym młodzi czarodzieje padli sobie w objęcia. Severus i Lily trzymając się za ręce i rozmawiając, weszli na Pokątną nikogo nie zauważając po drodze, zajęci tylko sobą. Lily opowiadała o tym jak było we Francji, a Sev o pracy w magicznym sklepiku z ziołami. Severus towarzyszył Lily na zakupach, a po południu zaprosił ją wraz ojcem do czarodziejskiego domu ciotki Alicji. Pani Filch poczęstowała ich lunchem, po czym młodzi czarodzieje przez dwie godziny pomagali w sklepie. Późnym popołudniem, Severus odprowadził gości na mugolską stronę. Przyjaciele umówili się drugiego września po obiedzie w Sali Wejściowej bo oboje wiedzieli, że będą jechać do Hogwartu osobno, każde z kolegami ze swojego domu. Pierwszego września Severus aportował się na peron 3/4 z ciocią, a Lily przyjechała na dworzec z rodzicami.

xxx

W czasie gdy Severus Snape w pocie spływającym mu po tyłku zarabiał pieniądze pracując w sklepie, James Potter wypoczywał z rodzicami i ze swoim najlepszym kumplem Syriuszem Blackiem w czarodziejskim kurorcie na Teneryfie. Pobyt w ośrodku był bardzo drogi, ale dla rodziców Jamesa nie było to problemem, bo byli bogaci. Państwu Potter bardzo odpowiadał klimat tej wyspy położonej w strefie subtropikalnej, na oceanie. Było tu ciepło, ale upał nie doskwierał bo klimat był łagodzony przez ożywcze, morskie wiatry. James był jedynakiem i państwo Potter z chęcią zabrali Syriusza, aby syn miał towarzystwo. Rodzice Jamesa byli wiekowymi czarodziejami pochodzącymi z postępowych rodów czystej krwi. Ponieważ James trafił się im na starość, to dbali i chuchali na swoje jedyne dziecko starając się zapewnić mu jak najlepszy rozwój, starając się aby niczego mu nie brakowało, aby był śmiały, odważny i otwarty na świat.

-Popatrz Syriuszu, jaka super miotła wyścigowa! Mamo, kup mi tą miotłę, kup, kup, kup!

Na widok miotły na wystawie James z radosną miną zaczął podskakiwać jak małpka na sznurku. Mama świadoma, że spełnianie każdej zachcianki jedynaka źle wpłynie na rozwój jego charakteru, niepewnie zaoponowała.

-Nie zabrałam ze sobą magcard i uważam, że przed tak poważnym zakupem powinniśmy poradzić się ojca.

-Ale, mamo!

James przestał podskakiwać i popatrzył na matkę z rozpaczą w oczach, jakby co najmniej od trzech dni nic nie jadł a matka właśnie odmówiła mu kromki chleba. Serce pani Potter stopniało jak wosk na ten widok.

-Wieczorem po kolacji wrócimy tu z ojcem i kupimy ci tą miotłę, - powiedziała.

James łypnął na Syriusza z szelmowskim uśmiechem i gdy pani Potter odwróciła się, Black odpowiedział mu uniesieniem kciuka. Syriusz nie przepadał za lataniem na miotłach. Fascynował go mugolski świat, mugolskie dziewczyny pozbawione magii i roznegliżowane na plaży, nie ruszające się fotografie, samochody, motory, skutery, rowery. Wczoraj, z pobliskiego mugolskiego hotelu, czarodzieje wypożyczyli rowery i wśród śmiechu uczyli się na nich jeździć. Jednak najbardziej fascynowały Syriusza motory, i chłopak nie mógł oderwać wzroku od motocyklistów szalejących po uliczkach mugolskiego miasteczka.

Wieczorem państwo Potter wraz z synem i z Syriuszem opuścili swój elegancki apartament i poszli na przechadzkę, kierując się w stronę sklepu z miotłami. James świetnie latał i rodzice byli bardzo dumni z tej umiejętności syna.

-Tato, wiesz że w tym roku będę startował do drużyny Gryffindoru?

-Świetnie synu, jestem pewien, że się dostaniesz. Wierzę, że dasz popalić tym czarnoksiężnikom z Syltherinu!

-A taki jeden ślizgon z naszej klasy, to cały czas dokucza mi i Syriuszowi i przeklina nas,- poskarżył się ojcu James.

-Kto to jest? Powiedźcie o tym nauczycielom! Za coś takiego powinien być wywalony ze szkoły!

-Och tato, nie będę skarżypytą, ale gdybym miał pelerynę niewidkę...

Pan Potter spojrzał z troską na syna.

-Właściwie, to zamierzałem dać ci tą pelerynę. Uważaj na nią, jest w naszej rodzinie od pokoleń.

-Dobrze tato, dziękuję,- James odwrócił się, i ponownie posłał szelmowski uśmiech idącemu trochę z tyłu Syriuszowi.

Rodzice oczywiście kupili Jamesowi miotłę, tą która tak mu się podobała, i młody Potter na przemian z Syriuszem śmigali na niej pod niebem Teneryfy. Dwa tygodnie przed końcem wakacji, wypoczęte, czarujące towarzystwo powróciło do Anglii.