CHAPTER 14
It's all his fault, isn't it?
[BLAISE]
Wszystko działo się jak na zwolnionym tempie.
- Powiedziała, że to byłeś ty, Draco.
Malfoy zatoczył się do tyłu, jakby Chase walnął go w twarz.
- Słucham? - zapytał bezbarwnym tonem. Po chwili, na jego twarzy widać było rodzącą się wściekłość. - SŁUCHAM, KURWA?!
- Erin powiedziała, że ty ją tam zamknąłeś – powiedział spokojnie Chase, patrząc kuzynowi w oczy.
- To nie mógł być Draco – odezwałem się szybko. Naprawdę nie chciałem, żeby mój najlepszy przyjaciel wpadł w jeszcze większe tarapaty bijąc naszego nowego uzdrowiciela. - To nie mógł być on, bo Erin nie było już wcześniej. My jeszcze dobry kwadrans piliśmy wódkę i tańczyliśmy, zanim Draco zaginął. To się nie zgadza w czasie.
- Owszem – Collins kiwnął głową. - Erin powiedziała, że z początku wybrała się na spacer, chodziła sobie po ogrodzie i spotkaliście się przez przypadek przy stawie. Zaczęliście rozmawiać i spacerowaliście w okolicach starego placu zabaw. Potem ponoć nakłoniłeś ją do wybrania się do mauzoleum, Erin nie była chętna, ale w końcu ją przekonałeś. Nie chciała wejść do środka, wtedy zaczęliście się szarpać, wyzywać i w końcu zamknąłeś ją w schowku na miotły i odszedłeś.
- Dracon dostał czymś w łeb, a ktoś inny świetnie się zabawił pijąc eliksir wielosokowy – stwierdził Yaxley patrząc prosto na lekarza.
- To byłoby sensowne, zważając na to, że jak widzę, ten eliksir przelewa się u was litrami– spojrzał sugestywnie na Weasley. - Kiedy rozmawialiśmy w salonie, miałaś brązowe włosy, prawda?
- To chyba nie jest teraz najważniejsze, tak? - przerwała Helen, wstając z wrażenia. - Dajmy na to, że ktoś chciał rzeczywiście zrobić Draconowi na złość? Eliksir wielosokowy wcale nie jest tak cholernie trudny do uwarzenia, a zresztą zawsze można go kupić, czy nawet ukraść.
- Oczywiście, jest to bardzo dobre wytłumaczenie – Chase kiwnął głową. - Gdyby nie to, że Erin w to kompletnie nie wierzy. Szczerze mówiąc, było to pierwsze co przyszło mi do głowy – że ktoś się pod ciebie podszył Draco. Zasugerowałem to, a ona natychmiast zanegowała.
- Dlaczego? - zapytałem kompletnie zbity z tropu.
- Osoba pod działaniem eliksiru, owszem staje się identyczna do drugiej pod względem wyglądu, jednak nie przenosi na siebie jego charakteru czy wspomnień. Podobno cały czas rozmawialiście na temat dzieciństwa, waszych rodziców, mojej matki i tak dalej..
- Ktoś mógł zdobyć informację – podsunęła Weasley. - To też nie jest jakieś niewykonalne.
- I znowu się zgadzam i to samo mówiłem Erin. Ona ciągle zaprzeczała. A potem.. Draco, zastanów się chwilę. Jak weszliście do mauzoleum..?
Draco z miejsca zesztywniał. Cofnął się parę kroków, szukając oparcia, którego nie było.
W końcu osunął się na podłogę, zgiął nogi w kolanach i objąwszy je rękami, zagapił się tępo w przestrzeń.
- Co? - zapytała niecierpliwie Ginny. - Co to znaczy?
- Jak byliśmy małymi dziećmi, ktoś włamał się do naszego ogrodu, zniszczył i rozkradł połowę grobowca – odezwał się Draco matowym głosem, kompletnie pozbawionym emocji. - Od tego czasu, mój stary wymyślił, że drzwi będzie mógł otworzyć, tylko ktoś z naszej rodziny. Trzeba dotknąć drzwi, one odczytają czy jesteś z naszego rodu czy nie. I nie oszukają ich żadne pierdolone eliksiry..
- A Erin mówi, że to ty je otworzyłeś – powiedział cicho Chase.
- No, ale.. chwileczkę – odezwała się Helen. - Nie było żadnych takich cyrków, jak biegliśmy tam teraz. Jak usłyszeliśmy Erin. Nie dotykałeś nic ręką, Ginny wystrzeliła Alohomore i się skończyło.
Na chwilę zapadła cisza.
- Draco najpierw je kopnął – powiedziałem po chwili. - Przypieprzył w nie butem. Cholera wie, czy tym drzwiom koniecznie potrzeba dłoni do odczytania, czy wystarczy byle jaka kończyna.. Tak naprawdę mogły być już po tym otwarte, bez zaklęcia Weasley..
- A czy twój ojciec pomyślał o wszystkich zaklęciach, kiedy je zabezpieczał? - zapytał Yaxley. - Mam tutaj na myśli niewybaczalne. Może byłeś pod działaniem Imperiusa?
- Nie wiem.. Myśle, że pomyślał o wszystkich – odpowiedział cicho Draco.
- O eliksirach wiemy na pewno, ale szczerze to nie wiem, czy ktokolwiek pomyślałby o używaniu Niewybaczalnych, jeżeli chodzi o wejście do grobowca – powiedział Chase. - Dlatego, jutro sprawdzimy twój organizm pod kątem eliksirów czy zaklęć, tak samo jak twoją różdżkę.
- Co z Erin? - zapytał Draco, nie podnosząc oczu.
- Na razie śpi, podałem jej eliksir, żeby nie miała żadnych koszmarów. Kiedy się obudzi, muszę ja zabrać do Munga. Przynajmniej tydzień pozostanie pod obserwacją, przechodząc specjalną terapię. Uzdrowiciele muszą także opracować nowe lekarstwo, skoro to stare nie dało rady z atakiem. Zaraz musimy wysłać wiadomość do profesora Snape'a i do profesora Dumbledore'a. Jednak skoro wszystko jest mniej więcej opanowane, a jest wpół do czwartej, myślę, że możemy poczekać do jakiejś sensowniejszej pory. Chcecie wrócić teraz do Hogwartu, czy wolicie tutaj ze mną zaczekać?
- Zaczekamy – odpowiedziałem z miejsca, a reszta ochoczo pokiwała głowami.
- Może chcecie iść spać? Draco, może pokazałbyś im jakieś sypialnie, czy coś..?
- Nie sadze żebyśmy zasnęli – powiedziała cicho Ginny, siadając wygodniej na kanapie.
- Chase? - odezwał się nagle Draco.
- Tak?
- Czy.. hmm. Czy myślisz, że mógłbyś dać mi trochę tego eliksiru bezsennego snu? Proszę..?
- Oczywiście – Collins chwilę pogrzebał w swojej skórzanej torbie, żeby po chwili rzucić kuzynowi fiolkę, wypełnioną czarnym płynem.
Draco wstał powoli, aby po chwili zwrócić się do przyjaciół.
- Przepraszam was, ale nie dam rady. Jeżeli chcielibyście się położyć, to praktycznie wszystkie pokoje na piętrze do sypialnie. Jeżeli chcielibyście coś do jedzenia, to zawołajcie Jaskra. Chcecie się wykąpać, chcecie się przebrać, to..
- Draco – odezwałem się cicho, spoglądając w zmęczone i udręczone oczy przyjaciela. - Idź. Ja wszystko wiem i wszystko im powiem.
Draco jeszcze przez chwilę stał, patrząc na nich, a potem skinął mi głową i wyszedł, zatrzaskując za sobą cicho drzwi.
Dłuższą chwilę wszyscy siedzieliśmy w ciszy.
- Mówił ci coś? - zapytał mnie Yaxley. - Jak tam wyszliście na korytarz? Po tym jak rozbił okno?
- Nie, stary. Nie mówił – odparłem, wypuszczając głośno powietrze z płuc. - Postaliśmy chwilę w ciszy, aż się uspokoił i wróciliśmy.
Wyszli na korytarz.
Draco oddychał głośno, trochę nierówno.
- A jak jej się coś stało? - wyszeptał cicho.
- Chase wszystko naprawi, spokojnie – odpowiedział Blaise.
- A jeżeli nie?
Blaise już miał się odezwać, kiedy zauważył, że ramiona przyjaciela drżą.
Po chwili Draco uniósł głowę do góry i przygryzł wargę, za wszelką cenę próbując się nie rozpłakać.
Blaise Zabini, chłopiec obdarzony wielkim sercem i ogromnymi pokładami empatii, bezpardonowo podszedł do kumpla i objął go mocno.
Z początku blondyn stał jak kłoda, jednak po chwili rozluźnił się i Blaise po odgłosach stwierdził, że Malfoy jednak pozwolił się sobie rozpłakać.
Odezwał się dopiero po kilku minutach.
- No dobrze. Dzisiaj się nie będziemy całować Blaise, choćbyś nie wiem jak mnie prosił.
Zabini uśmiechnął się szeroko i puścił kumpla.
- Chodź, wracamy do środka.
- No dobra – Helen wstała z fotela przerywając ciszę i położyła ręce na biodrach. - Sugeruje teraz wszystko posprzątać, poprosić Jaskra o kawę i śniadanie, a potem się umyć i ogarnąć. Skoro za parę godzin ma tu być dyrektor i Snape, to ten dom nie może wyglądać jak ostatnia melina!
Ze sprzątaniem uwinęli się dość szybko, ponieważ w sporej mierze pomogli sobie magią.
Po pół godziny salon wyglądał jak nowy.
Stwierdzili, że jednak trzeba się umyć i przydałoby się mieć jakieś czyste ciuchy.
Blaise poprosił Ginny o pomoc i po chwili plątali się bez celu po ogromnej garderobie.
- To najdziwniejsza noc w moim życiu – stwierdził Blaise. - Ej, tu są chyba jakieś ciuchy Erin!
- No, u mnie wygra z tym tylko Komnata Tajemnic w pierwszej klasie – powiedziała Weasley, biorąc z szafki dwie koszulki, dla siebie i dla Helen. Po chwili dokopała się do jakichś spodni. - Ale masz racje, te nocne pojedynki z Lockwoodem się do tego nie umywają.
- Ja.. Chase.. Nott.. Yaxley – odliczał Blaise, ściągając z wieszaków przypadkowe koszule czy swetry. - Boże, przecież na mnie to będzie za małe.. A chuj.
- Weź lepiej jakieś spodnie, dla tego Collinsa, bo o ile się nie mylę przybył do nas w kilcie lekarskim, podkoszulku i bokserkach.
Ostatnia do kuchni weszła Helen, w turbanie z ręcznika na mokrych włosach.
Wszyscy zabrali się za śniadanie przygotowane przez Jaskra.
- Gdzie Nott? - zapytała siadając obok Yaxley'a i sięgając po termos z kawą.
- Zasnął w wannie – Blaise parsknął śmiechem w swoją jajecznice. - Teraz poszedł się położyć, śpi w salonie.
- Dumbledore ze Snape'em będą do godziny – odezwał się Chase, co Helen przyjęła skinieniem głowy.
Przez moment spożywali śniadanie w zupełnej ciszy, przerywanej jedynie szczękaniem sztućców.
- Myślicie... - odezwała się po chwili Portrait. - Myślicie.. że Draco to zrobił?
Zostało wypowiedziane pytanie, które nęciło wszystkich od wielu godzin.
- Nie – odpowiedział automatycznie Blaise, ale odsunął od siebie jajecznice zupełnie tracąc apetyt. Wstał, podszedł w stronę blatu i zapalił papierosa. - Nie zrobił tego, chyba że kierowało nim jakieś zaklęcie. To jest jego siostra, może miał z nią stosunki jakie miał, ale ją kocha.
- Zdaje się, że on dopuścił do siebie, że mógł to zrobić – powiedziała cicho Ginny, siedząca przy zlewie.
- Słucham? - zdziwił się Yaxley.
- Widzieliście jego minę, kiedy pan Collins wspomniał o otwieraniu mauzoleum – ciągnęła Weasley ponuro. - Wszystko w nim opadło. Jakby.. zaakceptował, że mógł to być jednak on..
- Ale kurwa, jakby mógł coś takiego zrobić? - zapytała Helen.
- Jeżeli już to zrobił, a kompletnie nie mówię, że tak jest, to tego nie pamięta – powiedział Chase, pijąc łyka swojej kawy. - Ale nie można być aż tak pijanym, żeby nie pamiętać takiego skrawka wieczoru, zwłaszcza, że Erin mówi, iż wydawał się względnie trzeźwy.. Nie wiem..
- A Erin? - Blaise zaciągnął się papierosem, przy okazji częstując jednym Ginny. - Czy Erin dopuszcza do siebie fakt, że to mógł NIE być on?
- Erin jest przekonana, że to był Draco – odpowiedział Chase, wzdychając. - Próbowałem jej to jakoś wyperswadować, ale się nie da. I to jest tak naprawdę główny powód dla którego zabiorę ją do Munga. Wiecie, taki mocny atak histerii, to jedno, a przekonanie, że rodzony brat pragnął twojej śmierci to jednak co innego..
- Ty... Ty jej nie zabierasz na normalny oddział – Helen zakryła usta dłonią.
- Niestety, musi spędzić dobrych kilka tygodni na Zamkniętym.
Zapadła długa, ciężka cisza.
