Draco niechętnie oderwał się od miękkich ust Harrego. To był impuls. Sam nie wiedział czemu go pocałował. Nigdy tego nie robił. Bał się reakcji Gryffona. Ku zaskoczeniu blondyna, zielonooki chłopak stał z na wpół przymkniętymi powiekami starając się unormować przyśpieszony w tamtym momencie oddech.

- Harry. Przepraszam. Nie wiem co we mnie wstąpiło- Śmierciożerca zaczął się tłumaczyć zdenerwowany ciągłym milczeniem Harrego. Potter dotknął koniuszkami palcy swoje nadal wilgotne wargi. Spojrzał na chłopaka stojącego przed nim. Zdziwił się kiedy zauważył zaróżowione policzki arystokraty. Do tej pory jego cera była nieskazitelnie biała. Aż się czasami zastanawiał czy arystokrata czasem nie jest pozbawiony krwi.

- Draco, nic się nie stało. Naprawdę – uśmiechnął się przyjaźnie – Ja…wydaje mi się…

- Nie kłopocz się – blondyn pomachał pośpiesznie rękoma.

- Draco daj mi skończyć.

Blondyn oparł się o pobliskie drzewo przyglądając się czarnowłosemu ideałowi. Zawsze coś do niego czuł. Zawsze on „wybraniec" był dla niego ważny. Niech go sam Slytherin przeklnie gdyby śmiał skłamać, że nie kochał tego chłopaka.

Harry stał oparty plecami o przeciwlegle drzewo. W piersi kołatało mu oszalałe serce. Draco go pocałował. Jego. Draco Malfoy- ideał większości dziewczyn w szkole pocałował jego. Nic tak naprawdę nieznaczącego Harrego Pottera.

- Draco, ja chciał bym się ciebie o coś zapytać? – wyjąkał zarumieniony Gryffon.

Rudowłosy przystojny młodzieniec szedł korytarzem ze spuszczonym wzrokiem. Jego orzechowe oczy intensywnie wpatrywały się w posadzkę pod nim. Rejestrował każda najmniejszą szczelinę czy skazę w podłodze. Zawsze pewny siebie szedł teraz lekko zgarbiony z dłońmi wciśniętymi głęboko w kieszenie czarnych spodni. Nie zareagował nawet wtedy, kiedy mijali go przyjaciele wołając do niego radośnie. Miał to gdzieś. W tamtej chwili przed jego oczami ciągle wyskakiwały obrazy pięknej i mądrej Gryffonki. Już od jakiegoś czasu zastanawiał się jak ją zdobyć. Chciał, by ona w końcu spojrzała na niego jak na chłopaka a nie jak na brata przyjaciela. Szlag go trafiał kiedy ta szczebiotała wokół wychwalając tego przeklętego Ślizgona. Tak naprawdę lubił Dracona tylko był o niego zazdrosny. Czy ona naprawdę była taka zaślepiona i nie widziała co się dzieje miedzy nim a Potterem? A on Fred Wesley stal zawsze obok. Obserwował, a kiedy trzeba było służył jako ramie do wypłakania się bo:

„ Draco znowu nie zwracał na mnie uwagi. Wszędzie chodzi z Harrym. Fred ja już tak nie mogę".

Rudzielec pokręcił głową przystając przy ogromnym witrażowym oknie. Zerknął na błonia, później jego wzrok przeniósł się na Zakazany Las. Wziął głęboki wdech i ze świstem wypuścił powietrze z płuc.

- Tak myślałam, że cię tu znajdę – W stronę Freda zmierzał jego bliźniak.

- George. Czyżbyś przyszedł prawić mi morały?

- Nie- pokręcił głowa posyłając uśmiech bratu – Byłem ciekawy co wskórałeś. Może w końcu Miona przejrzała na oczy i…

- George – przerwał bratu – Wiem, że to jest zleksza bezcelowe – Fred zrobił palcami cudzysłów wymawiając zleksza. – Co ty byś zrobił na moim miejscu?

George przysiadł się obok brata na marmurowym parapecie.

- Najpierw serio myślałem, że powinieneś się od niej trzymać z daleka. Dzisiaj gdy zobaczyliśmy Pottera i Malfoya razem. Coś do mnie dotarło – z poważną miną spojrzał na swoją kopię – Oni zawsze byli tylko dla siebie. My po prostu byliśmy wszyscy na tyle głupi i ślepi, że tego nie widzieliśmy. Lub jak w przypadku Hermiony nie chcieliśmy widzieć. Pomyśl tylko braciszku. Harry…co ci od razu przechodzi na myśl?

- Draco. Tam gdzie Harry tam i Draco. Jedynie gdzie nie puszczają do siebie słodkich oczek jest mecz Quidditcha.

- Dokładnie – George klasnął w dłonie .

- Do czego zmierzasz?

- Pogadaj z nią o tym. Niech przejrzy na oczy. Kiedy sama sobie uświadomi, że Draco tak naprawdę nigdy nie traktował jej inaczej niżeli przyjaciółki, to może da sobie spokój.

- Spadło ci coś na głowę, kiedy mnie przy tobie nie było? – spytał Fred z uśmiechem obserwując brata.

- Tak wiem, to ja jestem tym rozważniejszym prawiącym morały bratem. Ale teraz wydaje mi się, że mam racje i jeszcze jedno. Chciałem cię przeprosić, za jak na ciebie naskoczyłem w Pokoju Wspólnym.

Fred poklepał przyjaźnie bliźniaka po ramieniu.

- Nie przejmuj się stary. Pojdę poszukać Hermiony. Na razie.

- Harry jest z nim praktycznie 24 na 7. Nie sądzisz, że do tej pory by coś zauważył? – spytał się zdenerwowany Seamus.

- Wiem co widziałem. Chłopaki musicie mi uwierzyć – Ron spojrzał na dwójkę przyjaciół siedzących przy jego szpitalnym łóżku.

- To nie możliwe – odparł Neville – Sami widzieliśmy jak dzisiaj spacerowali za rękę. Wydaje mi się, że Harry ma wszystko pod kontrolą i nie spotykał by się ze Śmierciożercą.

Ron prychnął tylko krzyżując ręce na piersi. On wiedział co widział.

- Stary – Seamus nachylił się nad rudowłosym Gryffonem – Ja to widziałem. Kurwa on, by cię tam zabił gdyby nie Harry. Wole nie myśleć jak mocno ci przyniewolił w głowę, bo naprawdę wyglądało to okropnie. Na pewno ci się przewidziało.

- Zawsze tak jest – podniósł glos Ron – Do cholery, co wy macie z tym Malfoyem? To jest Ślizgon. Jego ojciec był Śmierciożercą. Myślisz, że Sam-Wiesz-Kto tak sam od siebie dał by mu spokój?

- Tu nie chodzi o… Ron! – Seamus zdenerwowany wstał z krzesła gwałtownie je odsuwając – Nie tylko ciebie Harry olewa. My też jesteśmy jego przyjaciółmi. Też tak jak ty, czekamy aż zagra z nami w głupie szachy, czy chociaż by najnormalniej na świecie pogadał. Problem w tym, że on olewa nas wszystkich. Zrozum to, oni są para i nic na to nie poradzisz. Musisz to zaakceptować.

- Wiem co widziałem i tu nie chodzi o Harrego.

- A nie sądzisz, że Dumbledore by już dawno coś z tym zrobił gdyby wiedział, że Draco jest Śmierciożercą?– Neville zniżył głos prawie do szeptu wypowiadając ostatnie słowo.

- Dumbledore jest...jest…kurwa – żachnął się Weasley. Czuł, że brakuje mu argumentów. Wiedział, że złe postąpił gadając o Malfoyu z chłopakami ale wolał, by byli czujni.

- Jeśli cię to uspokoi to postaramy się przyjrzeć Malfoyowi. Na tyle na ile to będzie możliwe, będziemy spędzać czas i z Harrym i z Draco jednocześnie.

- Dzięki Neville. Dobra idźcie już. Za niedługo macie zajęcia.

- Co? - Draco stał zszokowany pytaniem jakie padło z ust Harrego?

- Słyszałeś i weź nie rob takiej głupiej miny, bo w tym momencie czuje się naprawdę zażenowany – czarnowłosy chłopak miotał się w jedną i drugą stronę. Draco widząc nieporadność Gryffona zaśmiał się donoście nie kryjąc rozbawienia.

- I z czego się śmiejesz Fretko?

- Tak – Draco powiedział spokojnie.

- Zawsze to robisz. Nic tylko się ze mnie nabijasz…czekaj… co?

- Tak – powiedział znowu blondyn patrząc na tym razem zszokowanego czarnowłosego chłopaka - Nie stój tak. Powiedz coś.

- Wow – Harry stał z mało inteligentnym wyrazem twarzy – Nie sadziłem, że to powiesz. W sumie nigdy o tym nie rozmawialiśmy prawda? Zawsze unikaliśmy tego tematu – Harry oparł się z powrotem o konar drzewa – Wydawało się, mi bynajmniej to takie oczywiste, że zawsze byleś obok mnie. Z drugiej strony, nie wiedziałem co tak naprawdę czujesz i kim ja jestem dla ciebie. Myślałem nie raz, że tak naprawdę jesteś przy mnie tylko ze względu na Voldemorta.

- Nie pleć głupot, Potter – Draco odwrócił wzrok w druga stronę, by nie patrzeć na chłopaka. Wiedział, że Harry momentalnie dostrzeże wszystko w jego oczach.

- Draco, chcę przez to powiedzieć, że…ja ciebie tez kocham.

~Sectumsempra91