Nie zanudzam was wstępami, bo… kto to właściwie czyta?
Małe wzmocnienie Ratingu na pewną część. Ale pewnie i tak przeczytacie, więc... dam sobie spokój. :)
Południe
Mieszkanie Williama
- Wiecie… to trochę irracjonalne, abym ja, jako wasz szef oraz zarazem przewodniczący rady Shinigami, musiał siedzieć w pokoju całymi dniami, pilnowany przez nie do końca kompetentnych asystentów z działu opisu wydatków… - William przez cały dzień siedział naburmuszony w fotelu. On i Emily mieli zakaz wychodzenia z mieszkania. On przynajmniej czuł się swobodniej, bo Will stanowczo odmówił mieszkania w czerwonym domu, a Ronald stwierdził, że owszem, mogliby u niego się zakwaterować, jednak musiałby posprzątać, co zajęłoby około dwa dni. Siedzieli teraz obok siebie, William na fotelu, a Emily na kanapie. Akuratnie Ronald i Grell przynieśli im obiad, więc Spears postanowił się poużalać nad sobą.
- Nie możesz przestać? – Emily miała tego serdecznie dość. Tym razem to on zachowywał się jak dziecko. – Czy tak bardzo przeszkadza ci siedzenie w mieszkaniu? Ja rozumiem jakbyśmy tu tydzień siedzieli, ale nawet cały dzień nie minął, poza tym nie ma nic do roboty na zewnątrz. Wszystkie dusze są zbierane, nie ma, czym się martwić. Tu możesz robić to samo, co w biurze. Na spacery i tak nie wychodzisz, więc, o co chodzi?
- … Nudzi mi się. – Cała trójka była lekko zszokowana. Nigdy w życiu nikt nie przypuszczał, że William T. Spears może się nudzić. Zawsze im się wydawało, że lubił nudę i kochał spokój, a on nagle mówi, że się nudzi.
Czas i miejsce nieznane
- Hej Kira! Patrz kto przyszedł! – Zaśmiała się dziewczyna o niebieskich włosach.
- U la la~ No, kogo my tu mamy… pan Eric Slingby, nieprawdaż? – Kira pomachał palcem i zjawił się przy nim mały nietoperz. Chłopak wyszeptał coś, po czym zwierzę odleciało.
- Co cię do nas sprowadza, Ericcc~?- Lucky sylabizowała i wzmacniała każdy wyraz. Podeszła do chłopaka i zaczęła się bawić jego krawatem. Przyciągała go do siebie, podgryzała jego ucho, dotykała szyi i karku. Eric stał w bezruchu i czekał aż przyjdzie oczekiwany przez niego mężczyzna. I w tej chwili pojawiła się przed nim pantera oraz lampart, które po chwili przybrały ludzkie postaci. Muskularny mężczyzna o czarno-czerwonych oczach i czarnych, długich włosach, wraz ze swoją córką, młodą dziewczyną, czarnowłosą z fioletowymi oczami i smukłą sylwetką.
- Ose … Amon… - Eric zwrócił się do przybyłej dwójki, odpychając od siebie Lucky.
- Co cię tu sprowadza, Shinigami? – Zapytał Ose, ojciec Ose Amonbraf, do której wszyscy zwracali się Amon.
- Potrzebuję waszej pomocy… - Ose zaśmiał się, a reszta wtórowała mu.
- Ty? Chcesz od nas pomocy? Hahaha… a czym chcesz zapłacić, co?
- Nie mam jak zapłacić, ale sądzę, że mój interes zadowoli i was…
- Mianowicie? – Popędził go Kira.
- Mianowicie… chce was wpuścić do świata Shinigami… możecie zabić wszystkich, zabrać nagrania dusz… robić, co chcecie, tylko… przynieście mi dziewczynę… Emily Bachet… ją, chcę zabić sam. Co wy na to? – Ose zaczął poważnie się zastanawiać. Już miał coś powiedzieć, kiedy do pokoju wbiegł młody chłopak, najwyraźniej z jego rodziny. Był nadpobudliwy, szaleńczy uśmiech dopasowywał się do szaleństwa, które wypisane miał w oczach.
- Iblis, proszę, uspokój się. – Mężczyzna próbował uspokoić bruneta. Temu jednak nie dało się przemówić do rozumu. – Co do ciebie…
- Eric Slingby…- dokończył blondyn.
- Ericku… sądzę, że damy radę się dogadać. – Uścisnęli dłonie, po czym Ose opętał śmiech. Wszyscy inny, nawet Eric, dołączyli do niego.
Popołudnie
Budynek Biura Shinigami
Grell biegł korytarzem w stronę Ronalda, wymachując w powietrzu rękami, w których trzymał kilka kartek papieru, zapisanych drobnym maczkiem.
- Rooooonnnaaaald~! Roonnnyyy! William oszalał! – Grell omal nie wpadł na blondyna, jednak ten w porę się uchylił.
- Co się stało, Grell? – Sutcliffe wręczył mu papiery, a Knox zaczął czytać. Mrużąc oczy z każdym zdaniem, otworzył je szeroko, kiedy doczytał do końca. – Może i oszalał…, ale mi się pomysł podoba.
- No wiesz… ja wiem, jaki ty jesteś, ale to dla mnie konkurencja! – Czerwonowłosy naburmuszył się i założył ręce na pierś.
- Heh, Grellu, Grellu… a nie sądzisz, że to dobra okazja, aby znaleźć ci dziewczynę?
- Czy ja ci wyglądam na lesbijkę? – Sutcliffe był oburzony propozycjami Ronalda. Jemu wcale nie podobał się pomysł jego szefa. – Zresztą sądzę, iż Emily nam starczy.
- Oh, chyba zdajesz sobie doskonale sprawę z tego, że ona kiedyś przestanie być NASZA i będzie CZYJAŚ, prawda? – Ron spojrzał pytająco na przyjaciela, który opuścił głowę i trochę się zasmucił, kiedy dotarło do niego, co powiedział przed chwilą Knox.
- No wieem~, Ale przecież nie zapomni o nas, co nie? – Grell zerknął z nadzieją na blondyna, który głośno westchnął i podrapał się w głowę.
- Zapomnieć, nie zapomni, ale nie będzie miała już dla nas tyle czasu. Wszyscy mogą mówić, co chcą, ale mi się zdaje, że ona…
- Kocha Willa? – Grell odezwał się nagle, przerywając wypowiedź chłopaka, który pokiwał tylko głową. – Nie żal ci? Nie jesteś… zazdrosny?
- Wiesz co… wcale. Cieszę się, bo jeśli im się uda i będą szczęśliwi, to ja też będę. Emily jest dla mnie jak rodzina. To moja kochana, mała siostrzyczka i tyle. Nic więcej. – Pierwszy raz w życiu Shinigami, Ronald pokochał kobietę inaczej. Zrobiłby dla niej wszystko, dałby się nawet poćwiartować, ale ona była dla niego tylko przyszywaną siostrą i przyjaciółką, nikim więcej. W całym swoim życiu, tak pokochał po raz drugi. Wcześniej w ten sposób kochał tylko swoją matkę.
Czas nieznany
Miejsce nieznane, gdzie w okolicach wejścia do piekła
- Eeeeriiiicccc… - piskliwy głos demona niósł się korytarzami. Eric starał się schować przed dziewczyną, jednak słabo mu to wychodziło. – O, tu się chowasz? No, chodź.
- Gdzie znowu mam iść? – Slingby wstał i nie ruszał się.
- Jak to gdzie? Gdziekolwiek… byle ze mną. Byle z niegrzeczną mną. – Dziewczyna uśmiechnęła się zadziornie i pokazała zęby. W jej oczach płonęło pożądanie. Eric przełknął głośno ślinę, jednak nie zrobił ani kroku. Lucky zrzuciła uśmiech z twarzy, równie szybko, co płaszcz z pleców. Podeszła do chłopaka i przygniotła go do ściany własnym ciałem. Blondyn był od niej wyższy, więc kobieta cały czas patrzyła do góry. Zaczęła gwałtownie się o niego ocierać, ręce wplotła w jego włosy. On nadal bez ruchu, pozwalał jej na wszystko. Dziewczyna zaczęła go całować, a w przerwach wydawała dzikie dźwięki rozkoszy. Chłopak był przerażony, jednak jego męska natura dawała się we znaki.
-Raz kozie śmierć.- Pomyślał i oddał pocałunki dziewczyny. Wiedział, czym grozi jakikolwiek kontakt z demonem. Choroby, śmierć. Wypadek jego przyjaciela chyba niczego go nie nauczył. Złapał ją w talii i przycisnął jeszcze bardziej do siebie. Dziewczyna jęknęła, ale brnęła dalej. Zaczęła rozpinać jego koszulę, całując jednocześnie jego szyję. Rozpięła spodnie, gdy do pomieszczenia wbiegł Iblis.
- Siostra, nie puszczaj się z pierwszym lepszym, co? Znowu chcesz coś od nich złapać? Heh, idiooootkaaaa~ - Iblis śmiał się i wskazywał palcem na Lucky. Ta w mgnieniu oka znalazła się obok niego i wykręcał mu już rękę, jednak Ose przerwał to.
- Do pokojów… oboje! TERAZ! – W jednej chwili i już ich nie było. Ose stał i z politowaniem patrzył na blondyna. – Szczerze ci radzę, nie baw się z nią.
- Ehe… swoją drogą, masz sporą rodzinkę. – Eric spojrzał na Ose, który tylko się uśmiechnął.
- Racja, ale tak naprawdę… to tylko ich przygarnąłem. Tylko Amon jest moją rodzoną córką.
- Demony mogą mieć dzieci? – Slingby zdziwił się.- Myślałem, że jak Shinigami nie mogą…
- A próbowaliście? – Ose zerknął na chłopaka, który pokręcił przecząco głową. – No widzisz… spróbujcie kiedyś… o ile macie kobiety Shinigami, bo z ludzkimi to różne dziwactwa wychodzą… - Powiedział, po czym zostawił Ericka samego. Chłopak odetchnął z ulgą i usiadł na skrzynce, która leżała nieopodal, jednak po jego ciężarem rozpadła się i blondyn wpadł do środka.
- Cholera jasna…- Krzyknął, po czym wstał i zaczął naprawiać skrzynkę. Usłyszał śmiech dziewczyny, a kiedy się odwrócił, Lucky rzuciła mu się na szyję. Zaczęli się całować namiętnie, dotykać. Nie było granic. Demon pociągnął go na łóżko, zrzuciła z siebie ubrania i zabrała się za niego. Poszło jej to bardzo szybko, a wtedy dopiero zaczęła się piekielnie dobra zabawa.
Wieczór
Mieszkanie Williama
William cały dzień wypisywał papiery, a Emily czasem mu pomagała, czasem spała, sprzątała, gotowała i inne takie. Ogólnie przez całą tą sytuację mieszkanie Williama zaczęło lśnić. Pewnie podobnie byłoby z mieszkaniem Knoxa. Emi opadła ze zmęczeniem na kanapę i przyglądała się w ciszy Willowi. Zaczęła nucić pod nosem, a palcami stukała o blat stolika na kawę, który stał obok.
- Mogłabyś przestać? Przez ciebie się pomyliłem. – Spears spojrzał z wyrzutem na dziewczynę. Ta przestała, jednak trochę się napuszyła. Założyła ręce na piersi i uparcie wpatrywała się w zegar. Przez dłuższą chwilę trwała cisza, jednak William zauważył, że dziewczyna się chyba obraziła. Westchnął, odłożył pióro i podszedł do niej. – Co jest?
- Nic. – Odparła krótko, nadal patrząc na zegar. Will odszedł, lecz ona go zatrzymała. – Ja… po prostu mi się nudzi, ok.?
- Dobrze, w takim razie…- William znikną, by po chwili powrócić z gramofonem i zwiniętym kawałkiem materiału. Emily przyglądała mu się z ciekawością. Zastanawiało ją, co Spears planował. Chłopak włączył delikatną muzykę i podszedł do dziewczyny. – Wstań. – Emi zrobiła, co chciał. William rozwinął materiał i owinął go na talii Bachet. Spiął agrafką i kazał się kobiecie przejrzeć w lustrze. Emily była zdziwiona, że ze zwykłego kawałku materiału, po prostu go zawijając, można wykonać coś takiego. Emi wyglądała prawie, jakby miała na sobie suknię balową. Zielony materiał pasował do jej bluzki, a do tego świetnie się trzymał. Obejrzała się ze wszystkich stron. Zapatrzona w lustro nie zwróciła uwagi, kiedy William podszedł do niej i złapał ją w talii, a drugą ręką ujmując jej dłoń. Serce dziewczyny podskoczyło jej do gardła. Na jej twarzy pojawiły się rumieńce, a w oczach skakały ogniki szczęścia. Nie planowała tego, w końcu nic nie czuje do swojego szefa. Najpierw był dla niej wielkim sadystą i bufonem, potem pracoholikiem, później biednym pracoholikiem, jeszcze później przystojnym mężczyzną, następnie był ideałem faceta, księciem na białym koniu, taki, o jakim każda kobieta marzy, kiedy jest jeszcze małą dziewczyną, a potem… wszystko znikło. Jej serce zapełniła pustka. Wszystkich ich kochała jak rodzinę, ale tam… głęboko w środku, nadal czegoś brakowało. Cały czas, ale nie teraz. Nie teraz, kiedy trzymał ją blisko, w swoich ramionach. Teraz nie. Teraz miała wszystko. Czuła się bezpiecznie. Patrzył na nią z szacunkiem, patrzył, jakby ją kochał. Szkoda, że nie wiedziała, że to prawda. Jego serce szalało równie mocno. W zaciszu ich, chwilowo wspólnego, domu, tańczyli tak do później nocy, aby po tym wszystkim zasnąć na kanapie, będąc nadal wtulonym w siebie.
Poranek
Mieszkanie Williama
Promienie słońca dobiły się do ich oczu z samego rana. Na dworze była piękna pogoda. Po wczorajszym deszczu zawitało słońce, więc na niebie widniała piękna i wyraźna tęcza. Emily przebudziła się i poczuła, że jest jej ciepło, że ktoś ją trzyma. Odwróciła się i ujrzała jeszcze śpiącego Williama. Uśmiechnęła się i bardzo delikatnie uwolniła się z jego uścisku. Rozpięła agrafkę i zdjęła „suknię". Zwinęła równo materiał i położyła go na szafce, po czym udała się do kuchni, by przygotować dla nich śniadanie. Kiedy szykowała tosty, ktoś podszedł ją od tył i podniósł do góry. Emi krzyknęła, lecz kiedy usłyszała znajomy śmiech, nie zawahała się ani chwili, by uderzyć tą osobę w głowę.
- Auć, nie ładnie tak, wiesz? – William rozmasował guza i przyglądał się czynnością wykonywanym przez dziewczynę, przez jej ramię.
- Wiem, ale mnie wystraszyłeś, więc miałam prawo. – Wytknęła mu język, na co on potargał jej włosy. Dziewczyna odwróciła się i usilnie próbowała je ułożyć, jedna nic to nie dawała. Zerknęła na Willa z miną zbitego pisaka, na co chłopak pogłaskał ją tylko po głowie.
- Ślicznie wyglądasz, nawet potargana… - Śniadanie zjedli wspólnie w salonie, pod sam koniec jednak przeszkodziła im dwójka znajomych Shinigami, którzy widząc ich jedzących śniadanie, zaczęli się jeszcze bardziej szczerzyć, po czym dosiedli się i zaczęli podjadać resztki śniadania.
- Co was sprowadza tak z rana? – Emily uśmiechnęła się i intonując każdą sylabę, patrzyła uparcie na Ronalda, który zajadła właśnie jej tosta z dżemem truskawkowym, który był jej ulubionym. Zaczęła się śmiać, kiedy chłopak próbował jej odpowiedzieć, więc starał się szybko zjeść, co spowodowało, że całą twarz miał usmarowaną owym dżemem.
- Jakieś dobre wieści? – Dodał William. Grell i Ronald spojrzeli się na siebie i niepewni, czy mówić dalej, milczeli.- Mówicie, cokolwiek to jest… chyba to zniosę.
- Chyba? Willy~ nie bądź tak okrutny! – Grell wstał i schował się za Emi, która śmiała się jeszcze bardziej, aż kilka łez uleciało z jej oczu.
- Prze-prze-praszam… eh…- otarła łzy z kącików oczu i spojrzała na Ronalda.- Powiedź.
- Żadnych wieści o Ericku… a co gorsza, krąży plotka, że demony planują atak na nasz świat.
- Słucham?- William podniósł się z miejsca, jednak Emily kazała mu się opanować, więc usiadł z powrotem. – Jak to? Trzeba natychmiast wzmocnić bariery obronne, postawić straże, naszykować wszystkich Shinigami… zawołajcie Undertakera!
- Przybył dziś rano… to on nam to przekazał. – Powiedział Grell, wychodząc zza dziewczyny.
- Gdzie jest? Niech tu przyjdzie, szybko! Idź… biegnij po niego! – Sutcliffe wybiegł z mieszkania w poszukiwaniu grabarza. William głowił się nad jakimś planem, który mógłby ich ochronić.
- Wybacz, że przerwę twój proces myślowy, Williamie, ale… sądzę, iż najlepszym wyjściem będzie walka z nimi. Trzeba ich zabić. Inaczej nigdy nie dadzą nam spokoju. Do tego mam głupie przeczucie, że… Eric maczał w tym palce. – Powiedziała Emily podchodząc do okna i przyglądając się, jak czarne chmury zbierają się na niebie.
- Ech… chyba masz rację. – Odparł, chowając głowę w dłonie.
- Ostatnio nadużywasz słowa „chyba". Emily MA rację… trzeba stanąć do walki i ich zniszczyć. – Dodał Ronald, podchodząc do Emi i kładąc jej rękę na ramieniu. Dziewczyna odwróciła się i przytuliła do chłopaka. Szukała bezpieczeństwa w jego ramionach. Czuła się bezpieczna, ale… nie było jej tak dobrze, jak wczoraj, kiedy to William ją obiął.
Cała trójka wyczekiwała nadejścia demonów. W tym czasie dołączyli też do nich Grell z Undertakerem, który mimo wszystko nadal się uśmiechał i podjadał swoje ciastka. Cała piątka wyczekiwała najgorszego komunikatu w tym stuleciu. Zdaje się, że nadszedł czas największej wojny. Jednak najgorsze jest to, że nie wiadomo, kiedy zaatakują. Czekanie było najgorsze. Zawsze jest najgorsze…
Boże przenajświętszy… Pisałam i pisałam z nadzieją, że wyjdą mi z dwa rozdziału, a tu kicha, bo co ja mam dwa po 1100 słów dać? Nie ma mowy. Dziękuję za wsparcie i cierpliwość, oraz gratuluję tym, którzy już tyle tego Ficka przeczytali i przetrzymali, co ważniejsze, a co ciekawsze… nadal czytają. To niesamowite, dzięki, dzięki, dzięki!
A teraz idę spać, 2:30 w nocy, a muszę wstać o siódmej rano, tak więc… Bye, Byee~
William: …
Emily:…
Ronald:…
Undertaker: :D
Grell:… NOŻ… znowu złamałam paznokcia!
Wszyscy: =.=
Autor: Cisza ukazuję, że wszyscy czekają…
Wszyscy i Grell: No, co ty?
Grell: Ej…, czemu „Wszyscy i Grell", co ja? Inny gatunek?
Autor: Czasem mi się zdaje, że tak.
Kuroshitsuji © Yana Toboso
Emily Bachet © Moja
