13. Przepowiednia spełniona?

Z rana obudził nas głośny huk. Było koło dziewiątej. Szybko ubrałyśmy się i ruszyłyśmy sprawdzić o ci chodzi. Okazało się, że Naruto i Akihiro gonili się po całym domu, co zaowocowało potknięciem blondyna, glebą i eleganckim sturlaniem się ze schodów. Pozbieraliśmy go z podłogi ciągle rumieniąc się pod wpływem wzajemnych spojrzeń. Pośpiesznie zjadłyśmy śniadanie i wyszłyśmy na miasto. Ani mi, ani Hinacie nie uśmiechała się bliska obecność obu chłopaków. Kupiłyśmy gazetę i postanowiłyśmy przeczytać horoskop. Przerzucając kolejne kartki zorientowałyśmy się, że dziś był piątek trzynastego. W końcu znalazłyśmy upragnioną stronę. Hinata była wyraźnie podekscytowana, co było zapewne skutkiem mojej wczorajszej „przepowiedni", więc zaczęłam na głos czytać jej horoskop.

-„Dzisiejszy dzień zmieni twoje życie. Ktoś z twojego otoczenia zrozumie, co chcesz mu przekazać. Otwórz się na ludzi i posłuchaj głosu serca." Fajny horoskop. Dobra wróżba. Ciekawe, kto to pisze.

-A twój? – nieśmiało zapytała białooka.

-Hmm… Mój?... A, mam: „Ktoś z twoich przyjaciół będzie dzisiaj potrzebował pomocy. Zawładnie tobą chaotyczna atmosfera. Nie wymiguj się od spotkań ze znajomymi, ale od pewnej osoby trzymaj się z daleka."

-Ciekawe, co to może znaczyć?

Wzruszyłam ramionami i ruszyłam przodem w kierunku centrum osady. Hinata spokojnie ruszyła za mną. Była wyraźnie zamyślona. Pewnie chodziło o tą pseudo „zmianę życia". Łaziłyśmy tak po mieście ciągle wpadając na kogoś znajomego. Z grzeczności gawędziłyśmy chwilę i jak najszybciej znikałyśmy z pola widzenia. Spędziłyśmy tak ponad 2 godziny. W nadziei, że chłopaki już się zmyli wróciłyśmy do domu. Akihiro na szczęście już nie było, a Naruto zaszył się w pokoju, więc miałyśmy względny spokój. Zrobiłam herbatę i rozmawiając usiadłyśmy przy stole w kuchni. To było niesamowite ile ta nieśmiała, skryta dziewczyna miała do powiedzenia. Wystarczyło tylko wyciągnąć do niej rękę. Gdy wypiłyśmy herbatę Hinata wstała od stołu z promiennym uśmiechem.

-Ja już będę lecieć. Dzięki za wszystko.

-Nie ma, za co, ale myślałam, że zostaniesz na obiedzie.

-Przepraszam, ale wiesz… U mnie dzisiaj gotuje Neji. Po prostu nie mogę tego przegapić.

Cicho zaśmiałam się w odpowiedzi. Nagle z góry, wyraźnie zakłopotany, wychylił się mój kochany braciszek.

-Odprowadzę cię – wybełkotał zapinając luźno narzuconą bluzę. Wyszli razem, w mieszkaniu nie zamieniając nawet słowa. Jeszcze chwilę obserwowałam ich przez okno, potem smętnie udałam się do pokoju. Spod łóżka wyciągnęłam miecz mamy. Przyglądałam się rękojeści owiniętej czarnym jedwabiem z elementami czerwieni. Wysunęłam ostrze z pochwy i przyglądałam się umieszczonym na nim znakom. Wpatrywałam się w delikatny blask stali. Po chwili ułożyłam obie ręce na rękojeści i wykonałam kilka zamachów i coś na kształt obrony. W końcu nigdy nie uczyłam się walczyć mieczem. Ćwiczyłam różne ataki, które kiedyś udało mi się zobaczyć. Minęło już z pół godziny, od kiedy Hinata i Naruto wyszli. Moje techniki były coraz dokładniejsze. I kolejne pół godziny, kolejna godzina. Trening przynosił efekty. Coraz lepiej czułam się z mieczem w ręce. Machałam tak kolejną godzinę, gdy nagle usłyszałam skrzypnięcie drzwi wejściowych i ciche, tłumione kroki. W pośpiechu schowałam broń z powrotem pod łóżko i zbiegłam po schodach żeby przywitać się z bratem. Naruto siedział w kuchni wpatrując się w okno. Był zamyślony i wydawał się trochę smutny. Podeszłam od tyłu i przytuliłam go.

-Hej braciszku.

-Cześć – odpowiedział smętnie.

-Stało się coś? – z poważną miną usiadłam naprzeciwko niego, zmuszając do patrzenia mi w oczy.

-H-Hai… - wyrwał się z transu i uśmiechną promiennie.

-Ja cię zupełnie nie rozumiem. Chmurzysz się, teraz uśmiechasz… O co tu kaman? – ostatnie zdanie powiedziałam bardziej do siebie niż do Naruto.

-O nic… A ty co robiłaś?

-To i owo. Nie ważne. No powiedz co się stało… - mówiłam używając mojego Jutsu Wyłudzania, a mianowicie błagalnego spojrzenia.

-Zabrałem Hinatę na spacer, potem byliśmy w Ichiraku, w końcu na skałach Hokage, no i my…

-Niemożliwe – przerwałam mu – Serio?

-…jesteśmy razem – dokończył.

-Gratulacje! – rzuciłam mu się na szyję i dałam całusa w policzek – Oj, przepraszam. Nie powinnam. Hinata może być zazdrosna.

-Ayremi! - wydarł się zawstydzony – Nie przeginaj.

-No dobrze. Przepraszam – powiedziałam słodko z niewinnym uśmieszkiem.

-Tylko jest taka sprawa… no że ja… i ona… no…