Steve wielokrotnie próbował skontaktować się z Tonym. Najpierw jedynie sięgał po telefon i wybierał numer, bardzo uważając, by odruchowo nie nacisnąć na zieloną słuchawkę. Szybko jednak uświadomił sobie, że to milczenie go zabija. Chciał usłyszeć głos Tony'ego, albo chociaż jego oddech - nie musieli przecież wcale rozmawiać.

Stark musiał mieć na ten temat zgoła odmienne zdanie. Nigdy bowiem nie odebrał.

Gdy po raz pierwszy Steve usłyszał nagle urwany odgłos łączenia, omal nie rozpłakał się ze szczęścia. Radość uleciała z niego jednak prawie tak szybko, jak się pojawiła, bo zamiast upragnionego głosu kochanka usłyszał ciche przeprosiny Pepper:

- Tak mi przykro...

Okazało się, że Tony zażyczył sobie, aby wszystkie połączenia i wiadomości od Steve'a przekierowywane były na telefon panny Potts. Cóż, to zabolało. Rodziło się jednak pytanie:

„Dlaczego w ogóle nie zablokował numeru Steve'a?"

Ta myśl dawała Rogersowi nadzieję. Kazała mu wierzyć, że to jedynie chwilowe trudności, że czekała ich rozmowa, do której musieli po prostu oboje dojrzeć. Może nie dziś, nie jutro i nie za tydzień, ale kiedyś na pewno.

Osobiste problemy nie mogły jednak przeszkadzać Rogersowi w pracy. Wciąż był jednym z najlepszych agentów TARCZY i jako taki, nie mógł zawieźć dyrektora Fury'ego.

Nie zastanawiając się nawet, jakie tym razem wyznaczono im zadanie, czekał w sali konferencyjnej razem z Natashą i Clintem. Barton, jak zwykle, próbował rozluźnić atmosferę, rzucając kilka niezobowiązujących żartów, nie oczekiwał jednak, że ktoś na nie zareaguje.

Atmosfera nawet bez niczyjej pomocy była tak gęsta, że ledwie mogli oddychać. Bynajmniej nie rozróżnił jej fakt, że o wyznaczonej godzinie, oprócz dyrektora Fury'ego, do sali wszedł Tony Stark.

Rogers zamarł, przerażony, zarówno niespodziewanym pojawieniem się geniusza, jak i tragicznym stanem, w jakim się znajdował. Podkrążone oczy, zapadnięte policzki i drżące ze zmęczenia dłonie - jak w ogóle mogło do tego dojść? Dlaczego Pepper Potts do tego dopuściła do tego? Dlaczego...?

- Czy mogę to panu zostawić, panie Stark? - zapytał Fury, ewidentnie zaniepokojony tym, jak bardzo zapuścił się jego nowy najlepszy inżynier.

- Nie ma sprawy, dam sobie radę - sarknął Tony. Zupełnie jakby fakt, że ktoś się o niego martwi był jedynie powodem do irytacji.

Dyrektor TARCZY skinął mu głową, a zanim wyszedł rzucił jeszcze ostrzegawcze spojrzenie Rogersowi i reszcie.

Steve kilkakrotnie otwierał i zamykał usta. Czuł, jak spojrzenie Tony'ego wwierca się w niego, jakby brunet zamierzał wedrzeć mu się w ten sposób pod kość czołową i zajrzeć prosto w myśli.

- Tony, ja...

- Jesteś idiotą, wiesz? - przerwał mu Stark, marszcząc gniewnie brwi. - Największym idiotą, jakiego w życiu spotkałem.

Nie zaczynało się dobrze. I wszystko wskazywało na to, że będzie tylko gorzej.

- Przepraszam, nie chciałem...

- Rozmawiać ze mną? Powiedzieć o sobie czegokolwiek, co byłoby... prawdą? Błagam, nie pogrążaj się.

Steve zamknął oczy i zaczął drżeć. Emocje aż rozsadzały go od środka. Spieprzył tak bardzo! A przecież chciał dobrze. Chciał jak najbardziej przypodobać się Tony;emu, jak najlepiej spełnić jego oczekiwaniom. Czy to aż takie złe?

Pogrążony w myślach, nie zwrócił uwagi na to, co działo się dookoła, a przynajmniej nie wystarczająco, aby przewidzieć, że Tony podejdzie i oprze głowę o jego ramię. Zupełnie zaskoczony, odruchowo objął chłopaka. Jak cudownie było móc znów go dotknąć!

- Kocham cię - westchnął Stark. - Kocham cię tak bardzo, że nie mogłem przestać o tym wszystkim myśleć.

- Tym wszystkim?

- Steve - Tony podniósł wzrok; w jego oczach błyszczała dzika satysfakcja, a po ustach błąkał się chytry uśmieszek. - Wydaje mi się, że mogę ci pomóc znaleźć Bucky'ego.