Hermiona siedziała w fotelu w salonie Thomasa i wpatrywała się tępo w rozpalony w kominku ogień. Na stole leżały różne książki, które mężczyzna polecił jej do czytania ze swojej własnej biblioteczki, jednak ona nie miała teraz ochoty czytać. Lewis wyszedł jakąś godzinę temu z kwater. Miał udać się na rozmowę z przybyłymi do zamku członkami Zakonu Feniksa, nim wyruszą na atak na rezydencję Voldemorta, by porozmawiać z nimi i poinformować, że leczenie Hermiony od jutra wejdzie na kolejny poziom. Dziewczyna czuła się bardzo sfrustrowana i odrzucona przez to, że ci wszyscy ważni dla niej ludzie byli w tym samym zamku, co ona – przynajmniej jakiś czas temu, bo teraz zapewne już są na miejscu – a mimo to nie pozwolono jej się z nimi zobaczyć. W oczach stanęły jej łzy, ale nie pozwoliła im płynąć. Spojrzała na zegar. Dziwiła się, że Lewisa tak długo nie ma. Zostawił ją samą na ponad godzinę? Co robił tyle czasu? Miał tylko zobaczyć się z Zakonem i wrócić...
Jak na zawołanie – drzwi otworzyły się i pojawił się Thomas. Wszedł do środka i zamknął je za sobą, zabezpieczając odpowiednimi zaklęciami. Zdjął z siebie przemoczony płaszcz i odwiesił go na wieszak.
– Gdzie byłeś tyle czasu? – Hermiona wstała i skrzyżowała ręce na piersiach.
Lewis westchnął, jakby nie chciał odpowiadać na to pytanie.
– Tom?
Mimowolnie na nią spojrzał. Nigdy nie zwracała się do niego w taki sposób. Tym bardziej nie chciał tej dziewczynie mówić o...
– Thomas, co się stało?! – podeszła do niego i stanęła przed nim.
– Tylko się nie denerwuj.
– Wcale nie sprawiasz, że czuję się spokojniej – odparła, marszcząc brwi. – No dalej, mów.
– Zażyłaś dziś eliksiry?
– Tak – Hermiona wywróciła oczami. – Nie wybuchnę, nie martw się. Więc?
Lewis patrzył na nią długo, po czym wyminął ją i usiadł na sofie. Oparł brodę na rękach.
– Nie wiem, jak ci to powiedzieć, ponieważ sam nie do końca rozumiem tego, co się wydarzyło.
Hermiona powoli usiadła w fotelu, który znajdował się naprzeciwko niego i splotła swoje dłonie, obserwując go.
– Severus i Albus spotkali się wcześniej, nim pojawił się Zakon. Gdy jednak tamci się już zjawili, mieli krótkie zebranie. Na koniec nagle... Severus wstał, powiedział Dumbledore'owi, że Czarny Pan już na niego czeka, że udawał iż się zgadza z jego planem, po czym podszedł do niego i gdzieś go deportował... A wcześniej wszystkich rozbroił, jednak jak się okazało, rzucił na nich także czarnomagiczne zaklęcie, które sam wybadałem, gdy ich spotkałem, które na kilka godzin nie pozwala im się nigdzie teleportować. Spotkałem ich właśnie przed zamkiem. Nie mogli się przenieść ani do tej rezydencji Voldemorta, ani nigdzie indziej. I... chyba naprawdę Severus to wszystko zaplanował... Hermiono... – poniósł wzrok i spojrzał na nią.
Dziewczyna siedziała z lekko zmarszczonym czołem, a jej twarz nie oddawała w większym stopniu żadnych emocji. Zauważył jednak, że zaczęła ściskać mocno swoje dłonie.
– Gdzie więc są teraz ci wszyscy z Zakonu? – zapytała.
– Niektórzy znaleźli inne sposoby na powrót do domu i wrócili, a ci bardziej zawzięci i... wściekli na Severusa... wciąż pewnie stoją przed bramą i próbują za wszelką cenę się deportować. Ale się nie uda. Nie ma na to przeciwzaklęcia. Po prostu trzeba odczekać – gdy dziewczyna milczała, patrząc ze zmarszczonym czołem w podłogę, odezwał się. – Nie jestem w stanie uwierzyć w to, że Severus...
– Zdradził? – uniosła hardo spojrzenie i wlepiła je w jego oczy. – Naprawdę myślisz, że Severus zdradziłby Dumbledore'a albo kogokolwiek z Zakonu? Że zdradziłby mnie? Harry'ego? Rona? Że zawiódłby wszystkich? Wierzysz w to?
– Hermiono, wszyscy słyszeli, co on powiedział, a potem porwał dyrektora...
– Porwał? – Hermiona prychnęła. – W sumie ty możesz tego nie wiedzieć, ale dziwię się, że ci wszyscy profesjonaliści czarów i świata magicznego o tym zapomnieli. Cały Zakon nie ma pojęcia, że w Hogwarcie może używać teleportacji tylko dyrektor? Założę się, że ci, którzy byli na tym zebraniu, to zapewne między innymi Szalonooki, Syriusz i im podobni, jeśli chodzi o rozgarnięcie. Naprawdę szkoda, że nie było tam choćby profesor McGonagall. Ona by im to od razu powiedziała – w tym momencie Hermiona miała minę wyrażającą wielkie rozbawienie. Po chwili naprawdę się zaśmiała. – Jestem w szoku, że ci ludzie reprezentują dobrą stronę świata czarodziejów w wojnie. To profesor Dumbledore się deportował, jednocześnie deportując z sobą Severusa, nie na odwrót.
Thomas długo nic nie mówił, jednak jego twarz wyrażała, że głęboko się nad czymś zastanawia. W końcu na jego ustach pojawił się delikatny uśmiech.
– Czyli mają jakiś plan.
– Z pewnością – odparła Hermiona, kiwając z zadowoleniem głową.
Dwie wysokie postacie pojawiły się przy potężnym drzewie, które było jedynym w tej okolicy. Dookoła panowała pustka. Po prostu nie było tu niczego – ani drzew, ani domów, ani czegokolwiek, co wskazywałoby, że ktoś mógłby tutaj żyć. A jednak. Czarnowłosy mężczyzna odwrócił głowę i spojrzał na swojego towarzysza, który stał po jego prawej stronie. Miał on ręce splecione ze sobą z przodu, a oczy zamknięte. Wiatr targał jego siwe, długie włosy. Niebo było ciemnoszare. Wyglądało tak, jakby zaraz miał rozpadać się deszcz.
– Mam nadzieję, że Zakon nam to wybaczy – odezwał się Dumbledore.
– Mam w nosie ich wybaczenie. Robimy to, co słuszne i także dlatego, aby oni nie musieli narażać swoich tyłków. Gdzie tu nasza wina?
– Znowu działamy sami – Albus spojrzał na niego krótko i uśmiechnął się. – Czują się niepotrzebni.
– Bo tacy są.
– Nie przesadzaj, Severusie. Jednak muszę przyznać, że nasza pojedyncza współpraca, łącznie przyniosła bardzo wiele owoców.
– Miejmy nadzieję, że ten dzisiejszy nie będzie zgniły.
– To się okaże. Gotowy?
Kiwnął głową, a gdy Dumbledore wyciągnął różdżkę, Severus szepnął do niego niezbyt zrozumiale:
– Poradzisz sobie.
Hermiona nie mogła zasnąć. Mimo iż była pewna, że Severus wraz z Dumbledore'em we dwoje na pewno mają taki plan, że nic nie może się nie udać, to jednak nie miała pojęcia, co to za plan i to ją tak męczyło. Wyruszyli tam sami. Próbowała na wiele sposobów domyślić się, jak właściwie chcieli to wszystko rozegrać, skoro Severus dla Voldemorta był jednym z jego ludzi, a Dumbledore wrogiem numer jeden. Nieco była też dotknięta tym, iż Severus nie powiedział jej ani słowa o tym, co zamierzają, a przecież rozmawiali o tym ataku. Przewróciła się na plecy i głośno westchnęła. Nie zaśnie tej nocy. Nie da rady. Ostrożnie wstała z łóżka i na palcach poszła do łazienki. Obmyła tam sobie twarz wodą i spojrzała w swoje odbicie. Poprawiła swojego koka na głowie, bo wyszły jej już z niego prawie wszystkie włosy. Wyszła z łazienki i zeszła po schodach. Weszła do salonu, w którym panowała ciemność. Skierowała się w stronę fotela i już miała na nim usiąść, gdy coś na nim się poruszyło. Krzyknęła.
– Co jest?! – Thomas zbudził się i wyprostował gwałtownie.
– To tylko ja. Co ty tutaj robisz?! Dlaczego nie śpisz?
– Mógłbym zadać ci te same pytania.
Hermiona zachichotała, wymacała drugi fotel, który stał niedaleko i usiadła w nim. Opowiedziała mu o tym, że nie może spać i że martwi się o Seva.
– Ja, przyznam szczerze, zasnąłem tutaj. W ogóle jeszcze nie byłem dzisiaj w łóżku. A tak poza tym, jeszcze chyba nigdy nie gadałem w takiej całkowitej ciemności.
– Może i lepiej, że jest tak ciemno. Mam na sobie tylko piżamę.
– Och, naprawdę?!
Thomas różdżką zapalił ogień w kominku, który oświetlił siedzącą nieopodal Hermionę. Na widok jej miny Lewis zaczął się śmiać. Rzucił wzrokiem na jej kremową bokserkę i szorty, po czym odchrząknął wymownie.
– Widzę jednak, że ty nie lepszy.
Tom nie miał na sobie koszulki. Siedział jedynie w jeansach. Hermiona przez chwilę obserwowała jego dobrze zbudowaną klatkę piersiową, po czym przeniosła wzrok na jego niebieskie oczy. Był niesamowicie przystojny.
– Musisz się przyzwyczaić, że takie widoki przez ten tydzień będziesz miała zaszczyt podziwiać – odsłonił białe zęby. – Żartuję. Oczywiście mogę chodzić przez ten czas w szlafroku, czy coś...
– Nie trzeba. Nie jesteśmy dziećmi, nie przesadzaj.
– No właśnie – Thomas spojrzał na nią znacząco i wychylił się po stojący na stoliku budzik. – Nie jesteśmy. Dobrej nocy – wstał, uniósł jeden kącik ust i odszedł do swojej sypialni.
