XX

Święto Dziękczynienia, Jack i Sue spędzili już jako oficjalna para, ogłaszając swoje zaręczyny.

Wściekłość panny Allie była ogromna, ale też była niczym w porównaniu z radością, jaką wieści wywołały w mieście. Gratulacjom nie było końca.

Naturalnie, panna Thomas listownie powiadomiła swych rodziców o swoim przyszłym szczęściu, zapraszając ich do złożenia wizyty w Stealwater. Chciała im bowiem osobiście przedstawić narzeczonego. Jako idealny termin, zasugerowała Boże Narodzenie.

Odpowiedź z gratulacjami przyszła dość szybko, przy czym ojciec zaręczonej panny zapewnił ją, iż z pewnością pojawi się na święta w jej nowym domu. Oczywiście, jego małżonka będzie mu towarzyszyć, bo jakżeby inaczej…

Skoro więc wizytę umówiono, należało zadbać o szczegóły.

Z oczywistych względów, rodzice Sue nie mogli nocować w jej domku. Było tam zbyt mało miejsca. Jack zaproponował jednak alternatywne rozwiązanie.

- Najdroższa…- powiedział pewnego dnia.- Zważywszy na to, że się pobieramy, pomyślałem, że najwyższy czas, byś zobaczyła dom, którego wkrótce staniesz się panią. Jest on nieco większy od twojego i bez trudu pomieści gości. Mogłabyś pozostać w nim na czas wizyty twych rodziców, a ja przeniósłbym się do twojego. Poza tym, przydałaby się tam kobieca ręka. Od dawna mieszkali tam sami mężczyźni i dom wymaga nieco…- tu się zawahał, szukając odpowiedniego słowa.-…eee.. odświeżenia. Jeśli przyjmiesz moją propozycję, możesz tam zmienić, co zechcesz. W końcu i tak niedługo będzie twój. Co ty na to?- zapytał nieśmiało.

Przedstawiając jej ten pomysł, kolejny raz udowodnił jej, jak czułym, mądrym i zapobiegliwym jest mężczyzną, więc nagrodziła go w jedyny możliwy (i nader przyjemny) sposób. Po prostu go pocałowała.

Musiał przyznać, że bardzo podobało mu się to, jak otwarcie okazywała mu swoje uczucie. Zawsze myślał, że to raczej on będzie inicjował podobne pieszczoty. Kiedy więc ją o to kiedyś zapytał, z rumieńcem na policzkach wyjaśniła mu, że ludzie głusi mają tendencję do podobnych zachowań, ponieważ kontakt w ich zamkniętym świecie, oparty jest nie tylko na gestach, ale też na dotyku.

- Tylko tak jedna głucha osoba może powiadomić drugą, że chce z nią rozmawiać, jeśli na siebie nie patrzą.- powiedziała mu wtedy.

W każdym razie, kiedy wreszcie się rozłączyli, Sue uśmiechnęła się promiennie i odparła:

- Z radością! Z chęcią zobaczę nasz dom!

Nasz dom… Lubił brzmienie tego słowa.

Jeszcze tego samego dnia pojechali we dwoje na jego ranczo i tu panna Thomas przekonała się, jak „nieadekwatny" do rzeczywistości był opis przedstawiony jej przez Jacka.

„Nieco większy" dom, stojący wśród malowniczych wzgórz, okazał się piętrowym, zbudowanym z kamieni i wielkich bali drewna, budynkiem o spadzistym dachu, krytym drewnianym gontem. Całość otaczała duża, zadaszona weranda z huśtawką, do której prowadziły dwa schodki. Drzwi (również drewniane), ozdobione były prostym, ale bardzo ładnym witrażem, a duże okna miały piękne okiennice. Już z zewnątrz dom robił wrażenie (Jack tylko zachichotał, gdy zobaczył minę narzeczonej), a kiedy weszli do środka… Najprościej powiedzieć, że Sue była zdumiona ponad miarę.

Na dole mieściła się pojemna kuchnia, połączona z jadalnią i salon z kamiennym kominkiem. Wszystko ładnie umeblowane, choć jak przyznał szeryf, nieco zaniedbane przez lata (rzadko tu dotąd bywał, większość czasu spędzając w mieście lub na patrolach, więc się nieco zakurzyło…). Kiedy weszli na górę, przyszła pani Hudson odkryła cztery sypialnie- jedną dużą i trzy mniejsze, przy czym tylko jedna z nich (ta najmniejsza), nosiła bezsporne ślady użytkowania i Sue spojrzała pytająco na narzeczonego.

- Ten dom mój ojciec wybudował w prezencie ślubnym dla mojej matki.- wyjaśnił.- Duża sypialnia należała do moich rodziców, a mniejsze zaplanowano dla dzieci. Niestety, nieszczęście sprawiło, że po zaledwie dwóch latach małżeństwa, moja matka zmarła w wyniku komplikacji przy porodzie pierwszego dziecka, czyli mnie. Mój ojciec bardzo przeżył jej śmierć. Nigdy ponownie się nie ożenił i wychował mnie samotnie. Po jego śmierci czułem, że sypianie w głównej sypialni mi nie służy, więc przeniosłem się do najmniejszej. Była przytulniejsza i nie czułem się w mniej tak osamotniony.- wyznał.- Kiedy jednak się pobierzemy, oboje zajmiemy tę dużą…- dodał zaczerwieniony i Sue poczuła, że też się rumieni.

- Wszystkie są piękne. Cały dom jest piękny i oprócz sprzątania, nie zmieniłabym to niczego. Co do sypialni, zrobimy jak zechcesz. Myślę, że to dobry pomysł, zwłaszcza, jeśli Bóg pobłogosławi nas dziećmi. - powiedziała cicho, wyraźnie zawstydzona, po czym dodała:- Twój ojciec musiał bardzo kochać twoją matkę. To niezwykły prezent.

- To prawda. Dzięki niemu i jego naukom tak długo czekałem na ciebie. Gdy opowiedział mi o tej miłości, wiedziałem, że kiedyś będę chciał doświadczyć podobnej. Moje marzenie się spełniło, kiedy poznałem ciebie. Modlę się tylko, by nasze szczęście potrwało dużej, niż szczęście moich rodziców.

- Ja również, najdroższy. Ja również…- odparła i się w niego wtuliła.- To dziwne…- pomyślała. Dopiero ujrzała to miejsce, ale czuła, że jest w domu…

TBC