Severus obudził się rano, czując gorycz w ustach. Wiedział, że nie powinien wyładowywać swoich frustracji na chłopaku, ale dzieciak miał zostać poza ich komnatami. Ten wieczór miał należeć do niego i jak zawsze plany wzięły w łeb.
Nie potrafił nie czuć wstydu, że wyżył się na kimś, kto w zasadzie tak samo jak on został pozbawiony wyboru.
Wszedł do pokoju Harry'ego, chociaż nie zrobił tego nigdy dotąd, gdy właściciela nie było w środku. Zastał zaskakujący porządek, który nijak nie sugerował nastolatka. Książki Harry'ego stały na niewielkim regale, który skrzat zapewne przytargał z hogwarckiego strychu. Łóżko było pościelone, chociaż nikt w nim ewidentnie nie spał od wczoraj.
Severus był pewien, że Potter zapewne udał się do swoich gryfońskich przyjaciół, aby poskarżyć im się na złe traktowanie. Może nawet wrócił do Blacka i obaj mogli poutyskiwać na niego.
Wrócił do salonu i stanął niepewnie na samym środku. Śniadanie miało rozpocząć się za kilka minut i nie wiedział czy się na nim pojawiać. Instynktownie wyczuwał, że powinien zorientować się w sytuacji. Nawet jeśli oznaczała nieprzychylne spojrzenia, które będą rzucać mu Potter i jego święci przyjaciele. Jednak to wciąż była informacja, a tego w tej chwili potrzebował.
Niewielki pokój, który zawarli, diabli wzięli. A do świąt pozostawało naprawdę niewiele czasu. Jeśli chciał widzieć się z Kamalią, musiał jakoś przekonać Pottera, by nie opuszczał Hogwartu i został sam na święta. Sytuacji nie ułatwiał fakt, że nie mógł mieć tutaj na niego oka. I nikt z jego podwładnych również.
Wszedł do Wielkiej Sali rejestrując niemal od razu, że Harry siedział wraz ze swoimi przyjaciółmi na swoim stałym miejscu. Chłopak zerknął na niego przelotnie, ale nie nawiązał kontaktu wzrokowego. Miał podkrążone oczy, jakby nie spał za dobrze, ale Severus już wyobrażał sobie, że Harry zarwał noc grając z Weasleyem w przeklęte szachy.
Przyjaciele Pottera jednak nie rzucali mu nienawistnych spojrzeń, co było dziwne.
Gdy wrócił do komnat, drzwi pokoju Harry'ego były uchylone. Zniknęły jego książki i część ubrań. Przyjął do wiadomości, że chłopak nie pojawi się zbyt prędko.

ooo

Harry zerknął na Mapę Huncwotów czując się naprawdę dziwnie, że ona działa w podziemiach. Wciąż nie pokazywała komnaty Slytherina, ale jednak mógł obserwować ruchy wszystkich mieszkańców. Łatwiej było mu wślizgiwać się do łazienki Jęczącej Marty.
Pomieszczenie, w którym się znajdował, było ogromne. Podejrzewał, że powstało w jakimś innym wymiarze, ponieważ według jego obliczeń powinien znajdować się na piętrze jego własnych komnat, które dzielił z Severusem. Tymczasem nikt nigdy nie zauważył przestrzeni, która została wydzielona dla najsławniejszego Ślizgona.
Nie było okien. Nawet tych magicznych, które pokazywałyby porę dnia. Kamienne ściany były niemal całkiem gołe, ale nie przeszkadzało mu to. Noc spędził na sprzątaniu, ponieważ część zaklęć utrzymujących komnatę, musiała wygasnąć przez wieki. Księgi były zakurzone, chociaż żadna nie spleśniała i Harry był naprawdę zaskoczony, ponieważ całe pomieszczenie było dość wilgotne.
Z tym też musiał sobie poradzić i rano czuł się wyczerpany. Jednak komnata Slytherina stała się zdatna do mieszkania i sporej wielkości łóżko zachęcało do położenia się na nim.
Hermiona rzuciła mu zmartwione spojrzenie, gdy przysiadł się do nich podczas śniadania. Zmięta szata wyglądała na nieświeżą i to też pewnie nie uszło uwagi dziewczyny, ale na szczęście powstrzymała się od komentarza. Nie wiedział zresztą co miałby powiedzieć. Wspomnienie Severusa śmierdzącego alkoholem nie było czymś, czym chciał się dzielić.
Wiedział, że jest ciężarem. Uświadomił go o tym wuj, który zawsze zarzucał mu, że nie powinien mieć żadnej lojalności względem rodziców. Dursleyowie jednak nienawidzili magii i potrafił tę niechęć wytłumaczyć. Usłyszeć z ust Severusa, że jego matka żyłaby, gdyby nie jego ojciec – było szokiem. Wciąż nie wiedział co o tym myśleć. Biorąc pod uwagę zachowanie Syriusza, nie wiedział nawet czy jego ojciec rozmawiałby z nim teraz, gdy przypadkowo dożywotnio poślubił Severusa. Może na tym skończyłyby się ich kontakty i jego mąż byłby tym, który stałby pomiędzy nim, a oskarżeniami, bo jeśli Harry był czegoś w życiu pewien – to właśnie tego.
Severus traktował ich obu jak więźniów. Bronił go. Uczył. Stawiał ich po jednej stronie barykady i jedyne czego chciał to lojalności. A Harry tymczasem go odepchnął i to dosłownie zniżając się do poziomu Dudleya. Walcząc o to, by nie usłyszeć kilku słów prawdy o czasach, o których tak naprawdę nie miał pojęcia.
Już wcześniej zdał sobie sprawę, że Severus musiał się bardzo przyjaźnić z jego matką. Świadczył o tym nie tylko pierścień, ale też to w jaki sposób o niej mówił. Z tą dziwną miękkością w głosie. Dawno zapomnianą emocją.
- Idziesz z nami do Hogsmeade? – spytała Hermiona, wyrywając go z zamyślenia.
Harry wziął głębszy wdech, orientując się nagle jak wiele do zrobienia go jeszcze czekało. Jeśli nie chciał spać z Ronem w jednym łóżku, musiał przygotować komnaty Slytherina. McGonagall poinformowała go kilkanaście dni wcześniej, że nie mógł mieszkać w dormitorium jak zwykły uczeń, ale nie wspomniała nic o tym, że nie mógł zająć innego pomieszczenia i to właśnie zamierzał zrobić.
- Muszę pogadać ze Zgredkiem – rzucił.
Hermiona wyglądała na zdezorientowaną.
- To prywatne – dodał, mając nadzieję, że dziewczyna porzuci temat.
- Jeśli będziesz chciał porozmawiać – zaczęła Hermiona, więc skinął głową, dając znać, że wiedział, iż ona zawsze będzie jego przyjaciółką.
Pewnie nawet nie wiedziała jak wiele to dla niego znaczyło.

ooo

Komnata Slytherina wydawała się prawie pusta. Gdy usunął gruz i kurz, i pajęczyny, ogromny regał wcale nie wypełniał przestrzeni. Węże wykute w litej skale, z której zrobiono ściany, wydawały się go obserwować, co dziwnie go uspokajało. Ciało bazyliszka leżało kilkanaście metrów od wejścia. Przez rury nie było widać truchła, ale czasami wiatr zawiewał ohydny zapach rozkładu, więc pożyczył kilka ksiąg od Hermiony i zaczął szukać jakiegoś sprytnego zaklęcia.
Nie wiedział skąd brał się ten wiatr. Komnata też zdawała się mieć swój własny mikroklimat i nie pomagało, że rozpalił w kominku. Zaklęcia wydawały się słabsze tutaj i Harry zaczął obawiać się, że coś tutaj zaczynało wiązać jego magię.
Zerknął niepewnie na węże, które teraz w nie do końca wystarczającym świetle rzucanym przez płomienie, wglądały na strategicznie usytuowane. Ich długie ciała zdawały się łączyć w każdym rogu, a przecież logiczniej byłoby tam właśnie umieścić głowy gadów.
- Czym jesteście? – wysyczał.
Nie używał zbyt często wężomowy, ale strażnicy drzwi Severusa byli dość rozmowni. Dzięki nim nabrał pewnej wprawy, chociaż jego mąż nie wydawał się z tego powodu zadowolony.
Żaden z węży nie zwrócił na niego najmniejszej uwagi. Czuł, że go obserwują. Jednak biła od nich dziwna duma, która nie była mu obca. Czasami coś podobnego wyczuwał od starszych obrazów, które widziały naprawdę wiele.
- Jestem Harry Potter – przedstawił się. - Chciałem tylko was lepiej poznać – dodał i nie było to kłamstwo.
- Wiemy kim jesteś, Harry Potterze. Jednak ostatni, który rozmawiał z nami, znalazł sposób, aby obudzić bazyliszka – poinformował go wąż i Harry poczuł się nagle chory.
Voldemort był tutaj. Niby wiedział o tym wcześniej, ale sądził, że Ridlle nie poświęcił zbyt wiele uwagi komnacie, kierując się wprost do bazyliszka. Świadomość tego, że być może siedział w tym samym miejscu, w którym Voldemort obmyślał swój plan, nie była przyjemna. Musiał wymienić prześcieradła, ale Zgredek dopiero co przyniósł mu jego rzeczy z komnat Severusa. Nie czuł się dobrze wykorzystując skrzata, szczególnie, że Zgredkowi naprawdę nie podobało się tutaj na dole.
- Nie będę wam przeszkadzać. Chciałbym jednak tutaj zostać – powiedział całkiem szczerze.
Jeśli węże go tutaj nie chciały, musiał poszukać innego miejsca. Pluł sobie w brodę, że nie odbył tej rozmowy wcześniej. Oszczędziłby sobie trudu sprzątania.
- Czyń jak uważasz, Harry Potterze – wysyczał wąż.
Harry zawahał się. To nie była odpowiedź, której oczekiwał.
- Czy zabieracie moją magię, gdy tutaj czaruję? Czy mogę tutaj czarować? Nie przeszkadza wam to? – spytał niepewnie.
W komnacie przez krótką chwilę panowała cisza.
- Możemy przetrzymać ją dla ciebie, jeśli chcesz – zaproponował wąż. - Nie możemy jednak ci jej zabrać. Dlaczego nie użyjesz naszej magii? To nasze królestwo – poinformował go gad.
- Waszej magii? – zdziwił się Harry, jednak nikt mu nie odpowiedział.
Nigdzie nie spotkał wzmianki o magii węży, ale wspomnienie nocy, gdy Severus rzucał się w łóżku z powodu Mrocznego Znaku, powróciło do niego jak bumerang. Węże chciały wtedy jego zaufania i teraz nie był tak skory do podążania za ich instrukcjami. Fakt, że przez prawie cały kolejny dzień nie czuł się najlepiej, zrzucił na niekompetencję młodych przedstawicieli gatunku. Nie znał się na gadach. Rozmawiał z nimi, ale nigdy nie zastanawiał się czy wiek wpływał na nie podobnie jak na ludzi.
Węże z komnaty Slytherina wydawały się potwierdzać jego teorię. Nie wiedział jak wiele magii zaginęło między tymi ścianami, ale mogły się żywić nią, aby utrzymać pomieszczenie w prawie nietkniętym stanie.
Odór bazyliszka mógł być przez pewien czas toksyczny. To tłumaczyłoby dlaczego Dumbledore nigdy nie usunął truchła. Albo wyniesienie ciała poprzez niewielkie przejście w łazience Jęczącej Marty było niemożliwe. Jak jednak bazyliszek znalazł się w rurach po założeniu szkoły?
Pewne pytania miały pozostać bez odpowiedzi.

ooo

Severus westchnął, gdy nadszedł wieczór i Harry nie pojawił się w drzwiach nawet po to, aby oskarżyć go o głupotę. Albo znieważanie pamięci zmarłego ojca. Cokolwiek.
Nigdy nie był dobry w przeprosinach. Kamalia nazywała to częścią jego trudnego charakteru. Deidre sugerowała, że to właśnie pomagało mu wygrywać wszystkie spory przez ostatnie lata. Kingsley oficjalnie nigdy nie pozwolił mu ani przez minutę żyć w świadomości, że miał rację, jeśli jej nie miał.
Harry wyszedł.
Severus nie wiedział co powinien zrobić. Więź była ustabilizowana. Nie czuł się magicznie źle z nieobecnością chłopaka, jednak komnaty wydawały się dziwnie chłodne bez jego obecności. Widział jak Harry starał się nauczyć jak najwięcej podczas ich krótkich sesji. Nie wiedział jak dokładnie nazwać tę emocję, która wypełniała go teraz, ale na pewno była czymś w rodzaju zaniepokojenia.
Nie wiedział gdzie Harry był. Czy był bezpieczny. To było irracjonalne, bo chłopak zapewne świetnie bawił się ze swoimi gryfońskimi przyjaciółmi. Jednak Severus nie mógł się powstrzymać przed zerkaniem w stronę pustego już pokoju.
To nie Harry odebrał swoje rzeczy. Musiał wysłać swojego skrzata, a Severus nie chciał się poniżyć do przesłuchiwania stworzenia.
Płomienie kominka zafalowały i Kingsley pojawił się w nich bez zaproszenia.
- Deidre natrafiła na problem – poinformował go mężczyzna.
Severus zasłonił twarz dłonią.
- Jaki? – spytał krótko.
Tylko więcej kłopotów było mu teraz trzeba.
- Nie jest w stanie uwarzyć eliksiru koniecznego do zmieszania krwi – oznajmił mu Kingsley. – Sądzi, że musi to zrobić faktyczna ofiara Voldemorta.
Severus skrzywił się lekko. Gdy po raz pierwszy przeczytał przepis, odniósł podobne wrażenie. Miał jednak nadzieję, że Deidre będzie mogła sama się tym zająć.
- Zrobię to, gdy przyjadę na święta – obiecał Severus.
Kingsley uśmiechnął się szeroko.
- Powiadomię Kamalię, aby was oczekiwała! – powiedział radośnie mężczyzna.
- Mnie. Będę sam – poinformował Kingsleya.
Auror przez krótką chwilę milczał.
- To postanowione – dodał, starając się brzmieć ostatecznie.

ooo

Severus drgnął zaskoczony, gdy ktoś zapukał do drzwi jego komnat. Musiało być kilka minut po kolacji, więc może Potter zdecydował się jednak na konfrontację z nim. W zasadzie nie wiedział, co chciałby powiedzieć chłopakowi, ale faktycznie powinni porozmawiać.
Otworzył i zaskoczony spojrzał na stojącą niepewnie przed drzwiami Hermionę Granger. Gryfonka starała się uśmiechnąć, ale wcale jej to nie wyszło i Severus pomyślał, że tylko tego mu było trzeba. Wykładu od przyjaciółki niedorostka. Dziewczyna ewidentnie pomyliła adresy, ponieważ w ich układzie to on był profesorem, a ona uczniem.
- Mam nadzieję, że nie przeszkadzam – zaczęła Gryfonka.
- Owszem – odparł nie do końca grzecznie.
Wszystko było ciekawsze od wyrzutów młodej Gryfonki.
Granger jednak spojrzała na niego lekko zmieszana.
- Przyszłam tylko po książkę – powiedziała szybko i Severus zacisnął zęby.
- Skrzat Harry'ego chyba zabrał już wszystkie, a przynajmniej tak mi się wydawało – stwierdził, zaplatając dłonie na piersi.
- Skrzat Harry'ego? – zdziwiła się dziewczyna. – Dlaczego miałby zabierać jego książki? Harry pożyczył ode mnie podręcznik do zaklęć zastępujących mugolskie czynności, ale na poniedziałek mamy esej… - zaczęła dziewczyna i Severus zdał sobie sprawę, że ona nie ma pojęcia o tym, że Harry nie mieszkał już w jego komnatach.
Zamarł, orientując się nagle, że w takim razie Potter na pewno nie spał wczoraj w Wieży. Jednak był wciąż na terenie zamku. Widział go rano podczas śniadania.
- Gdzie jest Potter? – spytał, przerywając jej.
Hermiona zatrzymała się wpół słowa.
- Nie ma go tutaj – stwierdziła i Severus prawie miał ochotę dodać pięć punktów dla Gryffindoru za postępujące obserwacje.
Gdyby sądził, że jego mąż znajdował się w ich komnatach, nie zadawałby głupich pytań.
- Nie wyszedł z nami do Hogsmeade. Wspominał, że ma wiele do zrobienia – powiedziała Hermiona i nagle zakryła usta ręką.
Severus rzucił szybki Tempus. Było dobrze po dwudziestej. W weekendy co prawda uczniowie dłużej przebywali poza dormitoriami, ale jeśli Granger była tutaj, Potter nie znajdował się Wieży, ani z żadnym z przyjaciół. To była wąska grupa.
Nie znał zbyt wielu kryjówek w Hogwarcie, chociaż sam przecież kiedyś był uczniem. Starał się przypomnieć sobie czy było jakieś miejsce, w które chłopak mógł się udać. Jednak wczorajszej nocy, gdy się pokłócili bramy zamku musiały być już zamknięte. Jeśli zmieniono hasło do Wieży Gryffindoru, chłopak pewnie nie mógł dostać się do swoich byłych dormitoriów.
Severus poczuł narastającą panikę, gdy zdał sobie sprawę, że nie miał pojęcia gdzie jest Harry. Nie wątpił w to, że chłopak sobie poradził. Widział go przecież podczas śniadania, ale jego mąż wyglądał na przemęczonego.
Nieszczęśliwego – podpowiadał Severusowi zdradziecki umysł.
Nagle ostatnie słowa, które wypowiedział do chłopaka, wróciły do niego jak bumerang. Harry nie miał rodziny. Mugole, którzy go wychowywali nie byli najlepszym przykładem kochających opiekunów. To on jednak wyrzucił go z jedynego miejsca, które chociaż częściowo stało się domem.