Rozdział 20
Starzy i nowi przyjaciele
Draco wpadł wściekły do pokoju wspólnego Ślizgonów. Chwilę wcześniej spotkał Creeveya, który przekazał mu odpowiedź Hermiony na jego prośbę o zdjęcie Cassi. Draco nie mógł uwierzyć, że dziewczyna odmówiła mu nawet tej jednej rzeczy. Nie zwracając uwagi na siedzących w pokoju wspólnym Ślizgonów, przeleciał przez niego jak burza i pobiegł po schodach na górę, w kierunku swojego dormitorium. Podał hasło i kiedy obraz odsunął się wszedł do środka. Był tak zły, że nie od razu uświadomił sobie, że coś się tu zmieniło. Nagle spojrzał w stronę drzwi prowadzących do pokoju Cassi i dostrzegł tylko pustą ścianę. Zalała go kolejna fala wściekłości, którą musiał jakoś odreagować. Wkładając w to całą swoją energię, zaczął kopać ścianę w miejscu, gdzie jeszcze rano znajdowały się drzwi. Jak mogła mu zabrać nawet to? Pomimo, iż po chwili kopanie w ścianę zmęczyło go tak bardzo, że dyszał teraz ciężko z wysiłku, jego złość wcale nie minęła. Doszedł do wniosku, że te wszystkie okropne uczucia, które teraz się w nim kłębiły nie znikną, dopóki nie zapomni, nie wymaże z pamięci. Chciał znów poczuć się dawnym sobą. Chciał znów nie przejmować się nikim, nie troszczyć o nikogo i interesować się tylko sobą samym. Miał już dość łażenia za Hermioną i proszenia jej o rozmowę jak żałosny, nieszanujący siebie samego Puchon. Przecież był Draco Malfoyem z którym kiedyś liczyli się wszyscy! Nagle do głowy przyszedł mu pewien pomysł. Nie zastanawiając się dłużej, wypadł z dormitorium i popędził na dół, do pokoju wspólnego. Niemal natychmiast dostrzegł Pansy siedzącą na kanapie. Podszedł do niej.
- Masz to cholerne antidotum? – Zapytał. Spojrzała zdumiona na jego rozwichrzone włosy i spoconą, zaczerwienioną od jakiegoś wysiłku twarz, na której malowała się teraz determinacja, po czym sięgnęła do kieszeni w swojej szacie i wyjęła z niej małą buteleczkę. Wciąż patrząc badawczo na blondyna, podała mu ją. Natychmiast chwycił buteleczkę i nie przyglądając się zawartości odkorkował ją, po czym przechylił do ust wypijając płyn jednym haustem. Kiedy to zrobił, rzucił puste naczynie na niezajmowany przez nikogo fotel obok i wyciągnął rękę do Pansy. – Idziesz? – Zapytał tylko. Spojrzała na niego jeszcze bardziej zdumiona i zawahała się przez moment. Szybko uznała jednak, że być może, to jej jedyna szansa na odzyskanie go. Chwyciła więc jego rękę i podniosła się z kanapy. Nie mówiąc nic więcej pociągnął ją za sobą na górę po schodach, aż do swojego dormitorium. Ślizgoni powiedli za nimi oczami, kiedy znikali na schodach. Na twarzach chłopców pojawiła się satysfakcja i wyraz triumfu, natomiast dziewczęta wyglądały na nieco zawiedzione i zazdrosne. – Kuchenka mikrofalowa. – Rzucił Draco, stając na moment przed obrazem smoka. Pansy zaczęła się zastanawiać co tao za dziwaczne hasło, ale nie wpadła na zbyt wiele, bo portret otworzył się. Draco natychmiast wszedł do środka, wciąż ciągnąc za sobą Pansy. Kiedy tylko wejście zatrzasnęło się za nimi, nie czekając na nic Draco przyciągnął do siebie dziewczynę i zaczął ją całować. Pansy zauważyła, że jeszcze nigdy w jego pocałunkach nie było takiej determinacji, do tej pory zawsze doskonale się kontrolował, wiedząc jak sprawić największą przyjemność i sobie i dziewczynie z którą był. Tym razem było inaczej i Pansy odniosła wrażenie, jakby w ogóle nie obchodziło go to, czego ona w tym momencie doświadcza. Całował ją tak, jakby za wszelką cenę chciał tylko i wyłącznie osiągnąć spełnienie, a równocześnie, jakby sam chciał coś sobie udowodnić. Pomimo, iż to nie było dla Pansy przyjemne, dziewczyna uznała, że to jedyny sposób, aby go odzyskać i musi jakoś przetrwać ten jeden raz. Kiedy więc upadli na łóżko, wciąż nie przestając się całować, Pansy przewróciła go na plecy, a potem zaczęła rozpinać jego szatę. Kiedy odsłoniła już jego klatkę piersiową, oderwała swoje usta od jego ust i przywarła nimi do jego torsu. Postanowiła zadowolić go najlepiej jak tylko była w stanie, chciała dać mu to czego oczekiwał, licząc, że następny raz będzie zupełnie inny. Nie przerwała nawet, kiedy poczuła, że jego dłonie ściskają się na jej włosach i szarpią je boleśnie. Wciąż niezrażona, całowała każdy centymetr jego klatki piersiowej. Kiedy jej ręce powędrowały wreszcie do jego pasa, aby dostać się do jego męskości, usłyszała coś, co zabrzmiało jak szlochanie. Zaintrygowana tym dźwiękiem spojrzała w górę, na jego twarz. To co zobaczyła kompletnie ją zszokowało. Twarz Draco wykrzywiona była w strasznym grymasie, a z jego oczu, po skroniach i policzkach spływały strumienie łez. Draco Malfoy płakał!
- Draco? Co się stało? – Zapytała najłagodniej jak tylko potrafiła. Jeszcze nigdy nie widziała czegoś takiego. Nigdy nawet nie słyszała, żeby jakiś chłopak zareagował w ten sposób na zabiegi zakochanej w nim dziewczyny.
- To nie ma sensu. – Powiedział wypuszczając z dłoni jej włosy i podnosząc się do pozycji siedzącej.
- Dlaczego? – Zapytała wciąż nie rozumiejąc.
- Bo nie jesteś Hermioną. – Odpowiedział, a w jego głosie dosłyszeć można było ból i rezygnację. – Lepiej już sobie idź. – Powiedział próbując powstrzymać szlochanie. Pansy nie ruszyła się jednak z miejsca. – No wynoś się! – Wrzasną zniecierpliwiony. Dziewczyna podskoczyła na swoim miejscu przestraszona, a potem podniosła się z łóżka i nie mówiąc już więcej ani słowa, opuściła jego pokój.
Draco był teraz zły nie tylko na Hermionę, ale i na samego siebie, choć sam nie wiedział tak naprawdę o co. Czy złościło go to, że nawet nie potrafił przespać się z Pansy, czy to, że pomyślał, że powinien spróbować. Wiedział jedno, to i tak nie byłoby w stanie zmienić tego co czuł.
Dopiero po chwili Draco zaczął się zastanawiać, czy to jak potraktował Pansy, wpłynie w jakiś negatywny sposób na dopiero ostatnio poprawione kontakty ze Ślizgonami. Czy po tym, jak dał kosza Pansy w takim momencie, będą chcieli się na nim jakoś zemścić, a może nawet się go pozbyć? Kiedy zastanawiał się, czy jest ktoś, kto jest w stanie poprawić jego fatalną sytuację, nagle pojawiła się iskierka nadziei. Może jeśli pójdzie do Dumbledorea i wyjaśni mu wszystko, stary czarodziej wymyśli jakieś rozwiązanie? Przecież za każdym razem kiedy pojawił się u dyrektora i poprosił o pomoc, otrzymywał ją.
Następnego dnia podczas śniadania, Draco odniósł wrażenie, że Ślizgoni traktują go nawet lepiej niż poprzedniego dnia. Od czasu jego zerwania z Hermioną robili wszystko, aby naprawić z nim stosunki, ale dopiero teraz zachowywali się względem niego tak jak w poprzednim roku szkolnym, zapewne uznając, że wrócił do nich stary Draco. Chłopak doszedł do wniosku, że Pansy jeszcze nie powiedziała nikomu o tym co się tak naprawdę wydarzyło w jego pokoju. Potem jednak Ślizgoni zauważyli, że Pansy i Draco trzymają się z dala od siebie i zaczęli szeptać między sobą, oraz wypytywać Draco i Pansy, co się wydarzyło poprzedniego wieczoru. Pansy musiała im w końcu powiedzieć prawdę, bo Ślizgoni znów zaczęli się odsuwać od Draco, szeptali między sobą, pokazując na niego palcami, a kiedy się do nich odezwał, byli bardzo nieuprzejmi. Chłopak postanowił, że w przerwie między kolejnymi zajęciami pójdzie do dyrektora, bo znów nie czuł się bezpiecznie pomiędzy innymi Ślizgonami.
Kiedy doszedł na wieżę, podał hasło kamiennym gargulcom, i przeskakując po stopniach dotarł na górę, pod gabinet dyrektora, zapukał, ale nie było odpowiedzi. Doszedł do wniosku, że dyrektora nie ma, ale ponieważ do następnej lekcji miał jeszcze godzinę, postanowił, że może chwilę na niego zaczekać. Już po paru minutach przed gabinetem pojawił się dyrektor.
- Panie Malfoy, co pan tu robi? – Zapytał zaskoczony Dumbledore.
- Panie dyrektorze, muszę z panem pilnie porozmawiać.
- Przykro mi, ale w tym momencie nie mam czasu. – Odpowiedział dyrektor z wyraźną niecierpliwością w głosie, po czym nie czekając na odpowiedź ucznia, wszedł do gabinetu i zamknął Draco drzwi przed nosem. Chłopak był bardzo zaskoczony takim zachowaniem, bo jeszcze nigdy nie zdarzyło się, żeby dyrektor tak go zignorował. Nie zastanawiając się wiele nacisnął powoli klamkę i uchylił drzwi. Chciał tylko zapytać dyrektora, kiedy może wrócić, kiedy dyrektor znajdzie dla niego czas. Dyrektor nie zauważył go, ale Draco nic nie powiedział, bo stojący przy biurku stary czarodziej wydał mu się jakiś dziwny. Nagle Draco zdał sobie sprawę, że długie włosy starca zaczęły się same skracać, jakby zapadać w sobie, a pomiędzy nimi jeden po drugim, zaczęły się pojawiać tłuste czarne pasma. Wreszcie włosy Dumbledorea zrobiły się całkiem czarne, przetłuszczone i dużo krótsze niż zazwyczaj. Draco spojrzał na twarz dyrektora i ze zdumieniem odkrył, że zmienia się również kształt jego nosa, który zaczął się jakby prostować i nie jest już złamany. Także reszta rysów twarzy zaczęła się zmieniać, a kolor skóry robił się coraz bardziej żółtawy. Kiedy Draco uświadomił sobie, co się dzieje i co widzi, jego serce zaczęło się tłuc w piersi jak oszalałe. Doszedł do wniosku, że jak najszybciej musi działać. Aby nie zostać usłyszanym, bardzo delikatnie i powoli zamknął za sobą drzwi, a kiedy to zrobił natychmiast ruszył biegiem w dół schodów. Kiedy jednak pokonał tylko kilka kroków, nagle wyrosła przed nim jakaś postać.
- Potter! Dobrze, że jesteś! – Powiedział pełnym determinacji szeptem. – Musisz natychmiast iść po Hermionę i Cassi, one nie są tu bezpieczne! On jest Śmierciożercą! – Dodał, próbując pociągnąć za sobą na dół Harryego.
- Malfoy, o czym ty mówisz? – Zapytał Harry.
- To nie jest prawdziwy Dumbledore! To jest Snape! On jest Śmierciożercą! On jest Śmierciożercą! – Powtarzał wciąż zdenerwowany Draco.
- Profesorze! – Krzyknął Harry, a Draco spojrzał na niego jeszcze bardziej przerażony, po czym spróbował minąć ciemnowłosego chłopaka i zbiec na dół po schodach. Harry jednak przytrzymał go.
- Hermiona i Cassi są w niebezpieczeństwie ty kretynie! To nie Dumbledore, tylko Snape! On jest Śmierciożercą! – Draco nie zauważył, że Harry wyciągnął swoją różdżkę i wycelował ją w niego.
– Petryficus Totalus. – Oczy Draco zamarły w przerażeniu, a ciało zesztywniało. Gdyby nie to, że Harry go przytrzymał, spadłby jak długi w dół schodów. – Profesorze! – Zawołał raz jeszcze Harry i kilka sekund później drzwi od gabinetu dyrektora otworzyły się. Stał w nich Severus Snape.
- Potter, co ty wyprawiasz? – Zapytał z wściekłością Snape.
- On pana widział. – Odpowiedział chłopak. - Chyba nie chciałby pan, żeby to rozniosło się po całej szkole. – Bezsilny Draco z przerażeniem uświadomił sobie, że Potter doskonale zdawał sobie sprawę z tego, kogo zobaczył Draco w gabinecie dyrektora.
- Levicorpus. – Powiedział Snape, kierując swoją różdżkę na Draco. Ciało blondyna zawisło w powietrzu, by potem podryfować w kierunku gabinetu dyrektora. Harry poszedł za nim, aż do samego gabinetu. – Finie incantatem. – Powiedział Snape, kiedy cała trójka znajdowała się już bezpiecznie zamknięta w gabinecie. Draco poczuł, że odzyskuje czucie w ciele i natychmiast rzucił się w kierunku drzwi, ale Harry zagrodził mu natychmiast drogę.
- Potter, ty też jesteś Śmierciożercą! – Krzyknął przerażony Draco. – Ale dlaczego wspierasz Czarnego Pana, przecież on cię nienawidzi? On zagraża Hermionie, muszę jej natychmiast powiedzieć!
- Draco, uspokój się. – Powiedział tonem nieznoszącym sprzeciwu Snape. Blondyn odwrócił się w jego stronę.
- Dam wam wszystko co chcecie, tylko pozwólcie mi zabrać stąd Hermionę i Cassi! Ja nikomu nic nie powiem! – Wrzeszczał histerycznie Draco. Po raz pierwszy w życiu Harry zobaczył go tak zdenerwowanego i nagle uświadomił sobie, że być może mylił się co do niego i Ślizgon naprawdę się zmienił. Wiedział jednak, że niezależnie od tego co czuje i myśli drugi chłopak, nie mogą mu tak po prostu pozwolić odejść.
- Rzuci pan na niego obliviate? – Spokojnie zapytał Harry, zwracając się do Snapea.
- Nie, proszę! Pozwólcie mi tylko zabrać z zamku Hermionę i Cassi, a nic nie powiem! – Dalej krzyczał Draco, jego pięści zacisnęły się, a z oczu popłynęły łzy.
- To nie będzie konieczne. – Odpowiedział Harryemu Snape. - Pan Malfoy może nam się jeszcze przydać. Draco usiądź na krześle. – Rozkazał. Draco nie ruszył się z miejsca, wciąż zerkając w kierunku drzwi. – Siadaj! – Powtórzył tym razem dużo bardziej stanowczo Snape. Draco niechętnie posłuchał żądania, ponieważ wciąż były w niego skierowane dwie różdżki i nie było najmniejszych szans, żeby udało mu się teraz uciec z gabinetu. – No więc mówisz, że zrobisz wszystko, żeby uratować pannę Granger i swoją córkę? – Zapytał, kiedy Draco siedział już na fotelu.
- Tak! Mam dużo pieniędzy, mogę wam oddać nawet wszystkie jeśli chcecie, tylko pozwólcie mi je stąd zabrać.
- Nie ma takiej potrzeby. – Odpowiedział Snape. – Ale po pierwsze, musisz złożyć wieczystą przysięgę, że nie powiesz absolutnie nikomu, tego co tu dziś zobaczyłeś i co usłyszysz.
- Zrobię co chcecie.
- Dobrze. I obiecasz nam również, że pomożesz nam we wszystkim o co cię poprosimy z panem Potterem. – Draco spojrzał na Harryego rzucając mu pogardliwe spojrzenie. Wciąż nie mógł uwierzyć, że Potter współpracuje ze Śmierciożercami. Zawahał się przez chwilę. Czego mogli od niego chcieć?
- Obiecuję, pod warunkiem, że nie zagrozi to życiu Hermiony i Cassi. – Powiedział wreszcie.
- Potter, będziesz naszym gwarantem. – Harry skinął głową, a Draco wstał ze swojego miejsca, ukląkł naprzeciw Snape i swoją prawą ręką chwycił jego prawą rękę. Harry podszedł do nich i końcem swojej różdżki dotknął ich złączonych dłoni. – Draco, czy przysięgasz, że wszystko co tutaj usłyszysz pozostanie między naszą trójką?
- Przysięgam. – Z różdżki wydobył się cienki języczek jasnego płomienia, który owinął się wokół ich dłoni jak rozpalony do czerwoności drut.
- I czy przysięgasz, że pomożesz mnie i panu Potterowi we wszystkich naszych działaniach, o ile nie zagrożą one bezpieczeństwu panny Granger, oraz twojej córki?
- Przysięgam. – Drugi płomień wystrzelił z różdżki i oplótł pierwszy, tworząc z nim jarzący się łańcuch. Po chwili Draco i Snape wstali. Snape zajął miejsce za biurkiem Dyrektora, a Draco i Harry usiedli na fotelach przed nim.
- Po pierwsze Draco, ja i pan Potter nie pracujemy na rzecz Czarnego Pana, ani innych Śmierciożerców, tylko wykonujemy polecenia Dumbledorea. – Zaczął Snape. – Tak naprawdę, to od wielu lat nie służyłem już Czarnemu Panu, tylko byłem szpiegiem Dumbledorea. - Draco spojrzał na niego zdumiony. – Niestety, kiedy przed waszym szóstym rokiem dostałeś od Czarnego Pana zadanie, aby zabić dyrektora, odwiedziła mnie twoja matka i zmusiła do złożenia wieczystej przysięgi, że jeśli nie podołasz powierzonemu ci zadaniu, wykonam je za ciebie. Nie miałem innego wyjścia i zgodziłem się na to, jednak przekazałem tą informację dyrektorowi. Dumbledore przygotował plan, ale wszystko uległo zmianie, kiedy twoja matka napisała do mnie list w którym prosiła mnie o kolejne spotkanie i o to, abyśmy podczas niego byli całkiem sami. Odesłałem Glizdogona i umówiłem się z nią w moim domu. Kiedy rozmawialiśmy, odniosłem wrażenie, że twoja matka jest jakaś zdenerwowana. Nie mogłem też oprzeć się wrażeniu, że kilkukrotnie wycelowała we mnie swoją różdżkę. Zbagatelizowałem to jednak i nalałem nam wina. Potem nagle zacząłem czuć się dziwnie słaby i senny, miałem również omamy i szybko zrozumiałem, że korzystając z chwili mojej nieuwagi, twoja matka dolała trucizny do mojego kieliszka. – Draco był przerażony tym co usłyszał. Nie dość, że ostatnio dowiedział się, że jego ojciec zabił jego ciotkę, to teraz okazywało się, że jego matka próbowała pozbyć się jego nauczyciela.
- Ona nie zrobiła tego na polecenie Czarnego Pana. – Powiedział Draco, kiedy uświadomił sobie, że wydarzenia te miały miejsce już po spotkaniu na którym matka powiedziała mu o przepowiedni. Jeśli prawdą było to co mówił Snape na temat wieczystej przysięgi złożonej jego matce, oznaczało to, że Narcyza próbowała zabić Snapea, aby uniemożliwić mu zabicie Dumbledorea, aby ten wciąż mógł chronić Draco, Hermionę i ich dziecko.
- Co masz na myśli Malfoy? – Zapytał zaskoczony Harry.
- Ona zrobiła to, żeby chronić Dumbledorea.
- Ale po co? – Wciąż nie mógł zrozumieć ciemnowłosy chłopak.
- Hermiona wie. To dlatego ze mną zerwała. – Wyjaśnił blondyn.
- Draco, to nie jest przedmiotem tej rozmowy. – Przerwał mu Snape.
- Ale ja chcę wiedzieć, o co w tym wszystkim chodzi! – Upierał się Harry.
- Panna Granger była u mnie i powiedziała mi o wszystkim. Prosiła również, aby nikt, zwłaszcza pan panie Potter i pan Weasley, nie dowiedział się prawdy. Myślę Draco, że zgodzisz się ze mną, że pan Potter powinien poznać prawdę, dopiero kiedy panna Granger zdecyduje mu się ją wyznać. – Snape popatrzył ostrzegawczo na Draco, a ten skinął głową. Harry jednak wciąż nie wyglądał na zadowolonego z faktu, że wciąż nie zna całej historii. – No więc wracając do mojej opowieści: Kiedy twoja matka próbowała mnie otruć nie wiedziałem o tym wszystkim o czym wiem teraz i doszedłem do wniosku, że to Czarny Pan zdał sobie sprawę z mojej prawdziwej roli szpiega i wydał rozkaz twojej matce, aby mnie zabiła. Zapewne celowała we mnie różdżką chcąc rzucić zaklęcie zabijające, ale nie była w stanie, ponieważ zawsze bardzo się lubiliśmy i szanowaliśmy. Nie będąc w stanie tego zrobić, podała mi truciznę. – Nagle Draco przypomniał sobie jak jego matka kiedyś wspominała w Świńskim Łbie o tym, że nawet nie potrafi rzucił avady, a ojciec wtedy usprawiedliwił ją, że w tej sytuacji on również miałby problemy. Wszystko nagle zaczęło do siebie pasować. Snape odchrząknął. – No więc twoja matka zapomniała, że przecież jestem mistrzem eliksirów i zorientuję się szybko co się stało. Nie wiedziała również, że zawsze noszę w kieszeni bezoar i kilka potrzebnych eliksirów, gdyby ktoś przypadkiem targnął się na moje życie w taki sposób. Kiedy nie patrzyła połknąłem bezoar, a potem wywar żywej śmierci, dzięki któremu mogłem wydać się jej martwy. Myśląc, że nie żyję, Narcyza zostawiła mnie leżącego na podłodze i opuściła mój dom. Ocknąłem się po jakimś czasie i od razu udałem się do Dumbledora, aby o wszystkim mu opowiedzieć. Oboje rozumieliśmy, że skoro zostałem zdemaskowany, nie będę już w stanie pełnić roli szpiega i że moje życie będzie nieustannie zagrożone, jeśli okaże się że żyję. Dumbledore postanowił więc, że powinienem pozostać w ukryciu. Nie martwiłem się tym, że Śmierciożercy będą zaniepokojeni tym, że nie odnaleziono mojego ciała, ponieważ mój dom ma zaklęcia zabezpieczające i nie może wejść do niego nikt, kto nie zostanie wpuszczony przeze mnie. Wspólnie z Dumbledorem doszliśmy do wniosku, że Śmierciożercy pomyślą, że moje ciało cały czas leży w moim domu, ale nie będą mogli się upewnić, ponieważ nie będą w stanie tam wejść. Jeśli nigdzie nie pojawię się żywy z całą pewnością dojdą do wniosku, że rozkaz Czarnego Pana został wypełniony. Problemem pozostawało jednak to, że niestety wciąż obowiązywała mnie przysięga złożona twojej matce. Kiedy okazało się, że postanowiłeś zmienić strony, chcąc chronić pannę Granger i swoje dziecko, Dumbledore wpadł na nowy pomysł. Od wielu miesięcy był bardzo chory i nie zostało mu wiele życia. – Draco znów spojrzał przerażony na Snapea. – Chcąc chronić moje życie, postanowił więc, że powinienem wypełnić przysięgę złożoną twojej matce, jednak zrobić to w taki sposób, aby nikt nie poznał prawdy. Nie chciałem się na to zgodzić, ale wiedziałem, że nie ma innego wyjścia, więc w końcu się zgodziłem. Pozostawał jeszcze jeden problem; Potter i Dumbledore realizowali bardzo ważną misję, mającą na celu pokonanie Czarnego Pana. Po śmierci Dumbledorea, jego rolę miała przejąć panna Granger, ponieważ Potterowi do pomocy potrzebny był ktoś mądrzejszy niż on sam. – Harry spojrzał na niego z urazą. - Niestety, okazało się, że panna Granger jest w ciąży i nie może niejako przejąć roli Dumbledora, dlatego dyrektor zdecydował, że to ja zajmę jej miejsce. Wszystko zostało ustalone i kiedy w trakcie wakacji stan dyrektora bardzo się pogorszył, wypełniłem moją część przysięgi. Wcześniej obcięliśmy włosy dyrektora, tak aby ich zapas wystarczył na wiele miesięcy, kiedy będę dodawał je do eliksiru wieloskokowego. Po wszystkim ukryliśmy jego ciało na terenie szkoły. Nie, nie powiem ci gdzie jest, nie musisz tego wiedzieć. – Dodał widząc, że blondyn już chce o coś zapytać. Draco słuchał historii z coraz większym zdumieniem i przerażeniem. Nie mieściło mu się w głowie, że Dumbledore sam zaplanował własną śmierć i pozwolił ukryć gdzieś swoje własne ciało.
- Co to za misja, którą zlecił wam Dumbledore? – Zapytał wreszcie blondyn, kiedy otrząsnął się z pierwszego szoku.
- Tego niestety się nie dowiesz Draco, ale mimo to możesz nam pomóc. – Odpowiedział Snape.
- Co mam zrobić?
- Korzystając z twoich kontaktów, o których wiem, że wciąż istnieją, spróbujesz się dla nas czegoś dowiedzieć. – Draco pokiwał głową. – Poszukujemy przedmiotu, który jest bardzo ważny dla Czarnego Pana. Nie mamy pewności co to jest, ale wiemy, że to coś, co Czarny Pan chce chronić jak największy skarb. – Wyjaśnił Snape.
- Wiem gdzie to może być! – Wykrzyknął Draco, uświadamiając sobie, że słyszał już o istnieniu takiego przedmiotu.
- Co? – Zdumiał się Harry.
- Wiem Potter, gdzie jest coś takiego. – Powtórzył Draco, zwracając się do Harryego. – Nie wiem tylko co to jest.
- Nie szkodzi, mamy już pewne podejrzenia na ten temat. – Odpowiedział spokojnie Snape.
- Gdzie to jest? – Zapytał podekscytowany Harry.
- W moim skarbcu w Gringocie. – Odpowiedział blondyn.
- Nie żartuj sobie, dlaczego Voldemort miałby to chować akurat w twojej skrytce? – Zapytał Harry, a w jego głosie słychać było rozdrażnienie.
- Jeśli musisz wiedzieć Potter, to matka mówiła mi kiedyś o tym przedmiocie. Czarny Pan kazał ciotce Belli schować to w jej skarbcu. Po śmierci mojej ciotki, jej majątek trafił do mnie i jest teraz u mnie w skrytce. – Oczy Harryego zaświeciły się z podniecenia.
- Profesorze, czy myśli pan, że to może chodzić właśnie o to? – Zapytał zwracając się do Snapea.
- Niewykluczone. Nie przekonamy się o tym, jeśli tego nie sprawdzimy. Draco, będziesz musiał oddać nam ten przedmiot. – Draco nie miał na to specjalnej ochoty, bo skarb Czarnego Pana był dla niego czymś w rodzaju polisy na życie, ale pokiwał głową, wiedząc, że nie ma innego wyjścia, zwłaszcza jeśli ma to pomóc w ocaleniu Hermiony i Cassi i pokonaniu Czarnego Pana. – Doskonale. Zatem jutro popołudniu ja i Draco pójdziemy na Pokątną.
- Profesorze, ja też chcę iść. – Odezwał się Harry.
- Potter nie zaczynaj znowu. – Odpowiedział mu wyraźnie zirytowany Snape. – Wiesz dobrze, że to dla ciebie niebezpieczne.
- Nic mnie to nie obchodzi, chcę iść. – Snape popatrzył na niego z wściekłością.
- Profesorze, jeśli wolno mi coś powiedzieć, to wolałbym, żeby Potter poszedł z nami. Ja wiem, że on chce się pozbyć Czarnego Pana, a pan był Śmierciożercą… - Zaczął Draco, ale urwał, bo Snape spiorunował go wzrokiem, a Harry uśmiechnął się szeroko.
- Z tobą Potter zawsze muszą być jakieś problemy, czy ty zawsze musisz brać we wszystkim udział? – Zirytował się nauczyciel.
- Tak. – Odpowiedział mu Harry, zupełnie nie przejmując się tonem jego głosu.
- Dobrze, spotkajmy w moim gabinecie jutro o piątej po południu. – Draco i Harry skinęli głowami.
Kiedy Harry opuścił gabinet dyrektora zaczął zastanawiać się, czy powinien powiedzieć Ronowi i Hermionie o tym co się tu wydarzyło. Doszedł jednak do wniosku, że nie mówiąc im prawdy o Snapie, nie potrafi tego wyjaśnić. Zdecydował, że poczeka, co wydarzy się w trakcie wyprawy do Gringotta i wtedy zdecyduje jak to wszystko wytłumaczyć Hermionie i Ronowi. Wiedział, że musi im powiedzieć o tym, że odnaleźli przedostatni horkruks, bo jego przyjaciele byli zaangażowani w poszukiwania i zdziwiliby się, że bez podawania żadnych wyjaśnień powiedziałby im, że mogą przestać szukać. Nie chciał im jednak mówić o Snapie, ponieważ przed swoją śmiercią Dumbledore wyjaśnił mu, że tajemnica jest potrzebna nie tylko ze względu na ewentualnych szpiegów Voldemorta, ale również po to, aby czarodzieje zaangażowani w walkę z Voldemortem nie stracili ducha walki i wiary w zwycięstwo. Dopóki wciąż wierzyli w to, że Dumbledore żyje, czuli się silni i gotowi do stawienia czoła złu. Jeśli dowiedzieliby się, że to Snape jest teraz Dumbledorem mogliby się obawiać, że nie są w stanie pokonać Voldemorta nie mając za sobą tak potężnego czarodzieja jak Dumbledore. Dodatkowo, jego przyjaciele nie ufali Snapeowi i mogliby uważać, że to tylko gra, a Snape w rzeczywistości pracuje dla Voldemorta. Na samym początku również Harry tak uważał i między innymi dlatego nie chciał zgodzić się na plan dyrektora. Z czasem jednak zaczął dostrzegać, że gdyby w rzeczywistości tak było, Snape wymyśliłby coś, żeby uratować horkruksy, które odnaleźli, a przecież oni niszczyli je mieczem Godricka zaraz po odnalezieniu. Oczywiście stosunki między Harrym, a Snapem wciąż nie były najlepsze, ponieważ były nauczyciel eliksirów i obrony przed czarną magią na każdym kroku pokazywał Harryemu jak bardzo go nienawidzi, a Harry nie pozostawał mu dłużny. Coś zmieniło się dopiero po ich wyprawie do Doliny Godricka. Kiedy odwiedzili dom rodziców Harryego i wzruszony chłopak zwiedzał go samotnie, w pewnym momencie stanął na progu jednego z pokojów. Na kanapie siedział Snape wpatrując się w trzymane przez siebie w rękach zdjęcie Lily. Przez moment Harry dostrzegł łzy w kącikach oczu Snapea. Nie bardzo rozumiał co to miało znaczyć. Snape zobaczył Harryego i natychmiast odłożył zdjęcie matki Harryego na miejsce. W tym momencie jednak zdał sobie sprawę, że Harry dostrzegł to, co od tak dawna ukrywał i uznał, że musi to jakoś skomentować.
- Robię to wszystko dla niej. – Powiedział tylko do Harryego.
- Ale dlaczego?
- Potter, nie zadawaj więcej pytań, bo i tak ci nie odpowiem. – Harry zrozumiał, że nie ma sensu dalej pytać, ale od tego momentu zmienił nastawienie do Snapea. Wiedział, że kryje się za tym jakaś tajemnica, jakaś historia o której istnieniu do tej pory nie miał pojęcia. Doszedł jednak do wniosku, że być może kiedyś uda mu się ją odkryć, ale teraz nie był na to właściwy moment, teraz powinien się skupić na odnalezieniu wszystkich horkruksów.
Kiedy następnego dnia Harry, punktualnie o piątej, pojawił się w gabinecie dyrektora, Malfoy i Snape już tam byli. Snape znów wyglądał jak Dumbledore.
- Uznałem, że nikt ze szkoły nie może zobaczyć, że wychodzimy gdzieś razem, dlatego nie będziemy się aportować z Hogsmeade, tylko udamy się na Pokątną przy pomocy świstoklika. – Wyjaśnił Snape, a potem chwycił zielony wyszczerbiony grzebień, który do tej pory leżał na jego biurku. - Obaj chłopcy pokiwali głowami. – Gotowi?
- Tak. – Odpowiedzieli równocześnie blondyn i brunet i każdy z nich złapał za grzebień. Już kilka sekund później poczuli jakby coś szarpnęło ich mocno w okolicach pępka i pociągnęło do przodu, zmuszając ich stopy do oderwania się od ziemi. Zaczęli gdzieś pędzić widząc po drodze tylko migające barwne plamy, by po chwili uderzyć stopami w coś twardego. Harry i Draco rozejrzeli się dookoła i szybko uświadomili sobie, że stoją pośrodku niewielkiego skwerku tuż przed sklepem Madame Malkin. Snape, Harry, oraz Draco nie mówiąc ani słowa, ruszyli w stronę Banku Gringotta. Po chwili, przed ich oczami staną wielki śnieżnobiały budynek, górujący nad okolicznymi sklepami. Do środka wiodły białe kamienne schody i wielkie mosiężne drzwi. Kiedy przeszli przez pierwsze drzwi, pojawiły się przed nimi następne, tym razem srebrne, na których widniało ostrzeżenie dla złodziei chcących okraść bank. Kiedy znaleźli się w środku marmurowej sali, cała trójka podeszła do goblina, który akurat przyglądał się przez lupę jakimś szlachetnym kamieniom rozsypanym na blacie.
- Dzień dobry. – Przywitał się Draco
- Dzień dobry panowie Malfoy, Dumbledore i Potter. – Przywitał się goblin i skłonił się im uprzejmie.
– Chciałem dostać się do mojej prywatnej skrytki. – Wyjaśnił Draco.
- Oczywiście panie Malfoy. – Odpowiedział goblin. – Proszę pana różdżkę do weryfikacji tożsamości. – Draco bez słowa podał mu swoją różdżkę. Goblin obejrzał ją z bliska. – Tak, w porządku. Baglog! – Goblin klasnął w ręce i natychmiast koło trójki stojących po drugiej stronie kontuaru czarodziejów pojawił się inny, znacznie młodszy goblin i skłonił się nisko. – Będą potrzebne brzękadła. – Młodszy goblin pobiegł gdzieś, by wrócić po chwili ze skórzaną pobrzękującą metalem torbą. Potem dał znak, aby poszli za nim i poprowadził ich przez jedne z licznych drzwi znajdujących się w tej sali. Znaleźli się w wąskim kamiennym korytarzu biegnącym nieco w dół z idącymi wzdłuż niego szynami. Po chwili podjechał do nich wózek i cała czwórka wsiadła do wagonika. Chwilę później pędzili już labiryntem krętych korytarzy zjeżdżając coraz niżej i niżej, po drodze mijając podziemne jezioro. Wciąż zjeżdżali w dół i Harry zdał sobie sprawę, że skrytka Malfoya była dużo głębiej pod ziemią niż jego własna. Wreszcie wózek zatrzymał się. Wysiedli z niego i ruszyli wzdłuż korytarza, prowadzeni przez Bagloga. Kiedy minęli kolejny zakręt, Harry wstrzymał oddech, bo przed ich oczami pojawił się wielki smok, którego nogi były przykute łańcuchami do skały. Kiedy smok zwrócił łeb w ich stronę, zdążyli tylko dostrzec, że ma mlecznoróżowe oczy, kiedy bestia zaryczała i rzygnęła w ich stronę strumieniem ognia, któremu do tego by ich dosięgnąć brakowało tylko kilku cali. Nieprzejęty tym goblin wyciągnął ze skórzanej torby kilka metalowych przedmiotów, które wydawały bardzo nieprzyjemny odgłos, kiedy się nimi potrząsało. Baglog rozdał je wszystkim, a oni podobnie jak goblin, zaczęli nimi energicznie potrząsać. Kiedy smok usłyszał znany mu dźwięk, cofnął się odblokowując przejście do skarbca znajdującego się za nim. Kiedy mijali trzęsącego się smoka, Harry zobaczył liczne blizny na jego łbie i pomyślał, że dobrze, że nie wzięli ze sobą Hermiony, bo ona na pewno nie pozostawiłaby tego bez komentarza, poruszona z powodu tak okrutnego traktowania stworzenia. Wreszcie dotarli do drzwi skarbca i goblin przycisnął do nich swoją dłoń. Drzwi rozpłynęły się w powietrzu i ich oczom ukazała się olbrzymia pieczara po brzegi zapełniona monetami, oraz najróżniejszymi kosztownymi przedmiotami, takimi jak puchary, czy srebrne zbroje. Baglog został na zewnątrz, a trójka czarodziejów weszła do środka. Harry jęknął przerażony mnogością przedmiotów, kiedy rozejrzał się dookoła.
- Co Potter, chyba nie spodziewałeś się, że w moim skarbcu będzie tylko kilka galeonów? – Powiedział Draco.
- Jak my to tu znajdziemy? – Zapytał przerażony Harry. W tym momencie coś zgrzytnęło. Obejrzeli się za siebie i zobaczyli, że wiodące do skarbca drzwi pojawiły się znowu, zamykając ich w środku.
- Goblin otworzy nas, kiedy będziemy chcieli wyjść. – Wyjaśnił Draco. – A tak w ogóle czego szukamy?
- Czegoś z borsukiem, godłem Hufflepufu. – Wyjaśnił Harry.
- Hufflepufu? – Zdumiał się Draco. – Skarb Czarnego Pana ma na sobie godło Hufflepufu? – Zapytał z wyraźną odrazą.
- Tak, to najprawdopodobniej mały puchar. – Wyjaśnił Harry. Draco skinął głową i cała trójka rozeszła się w różnych kierunkach, rozglądając się dookoła po stosach złota.
- Potter! – Zawołał w pewnym momencie Draco. Harry podszedł do niego.
- Co? – Zapytał Harry.
- Czy to przypadkiem nie jest to czego szukacie? – Zapytał Draco wskazując przy tym na sam szczyt jednego ze stosów złota. Harry spojrzał w tamtą stronę i oczy zaświeciły się mu z podniecenia.
- Profesorze! – Zawołał. – Mamy go! Mamy! – Chwilę później przy dwójce chłopców pojawił się Snape. Wyglądał prawie jak Dumbledore, ale pośród jego siwych włosów czerniało jedno ciemne pasmo.
- Czas najwyższy. – Powiedział Snape. – Zacząłem już myśleć, że zabrałem ze sobą za mały zapas eliksiru wielosokowego.
- Zanim stąd wyjdziemy powinien pan wypić kolejną dawkę, bo zaczyna się pan zmieniać. – Ostrzegł go Harry. Snape spojrzał na zegarek.
- Faktycznie minęła już godzina. Zabierzmy stąd ten puchar. – Powiedział Snape.
- Accio puchar. – Krzyknął Harry celując różdżką w szczyt stosu. Nic się jednak nie stało.
- Potter, ty kretynie! – Zaśmiał się Draco. - W skarbcach to zaklęcie nie działa. - Harry spojrzał na niego z mieszaniną wstydu i złości, po czym ruszył w kierunku stosu. W tym samym czasie Snape zaczynał się robić coraz bardziej podobny do samego siebie i teraz już tylko szata i okulary połówki upodabniały go do Dumbledorea. Harry i Draco wspinali się po stosie skarbów, aby dosięgnąć pucharu, który dumnie stał na jego szczycie, kiedy nagle cały stos runął z wielkim łoskotem, zagrzebując dwóch chłopców w licznych skarbach, które go tworzyły. Puchar znów zniknął z ich oczu, pogrzebany przez masy innych kosztowności. Wszyscy trzej zaczęli przeczesywać tysiące złotych monet, szlachetnych kamieni i innych skarbów, chcąc go odnaleźć. Żaden z nich nie zauważył, że drzwi wiodące do skarbca znów się rozpłynęły i goblin który przywiózł ich na miejsce zajrzał do środka, zapewne słysząc hałas i chcąc sprawdzić co się dzieje. Dostrzegł czarodziejów przeczesujących rozsypany stos, a potem jego wzrok spoczął na Snapie. Goblin przez chwilę wyglądał na zdumionego, a potem uśmiechną się przebiegle pod nosem i drzwi wiodące do skarbca pojawiły się znowu.
- Mam go! – Krzyknął Harry, prostując się i podnosząc wysoko rękę z pucharem w geście triumfu.
- Dobrze, więc możemy wracać do Hogwartu. – Odpowiedział Snape. Sięgnął za pazuchę i wyciągnął buteleczkę z eliksirem, odkorkował ją i wypił zawartość. Już po chwili znów wyglądał jak Dumbledore. Harry schował Puchar do woreczka wsiąkiewki, który stale nosił na szyi, odkąd dostał go od Hagrida na siedemnaste urodziny i ruszył do drzwi. Zastukał w nie i już po chwili drzwi rozpłynęły się.
- Możemy wracać. – Zwrócił się do goblina Draco.
Jakiś czas później, Harry wracał z gabinetu dyrektora do wieży Gryffindoru i zastanawiał się nad tym co zrobił Malfoy. Doszedł do wniosku, że skoro Ślizgon zgodził się zrobić wszystko, tylko po to, by zapewnić bezpieczeństwo Hermionie i Cassi, to musiało mu na nich naprawdę zależeć. Przypomniał sobie jaka szczęśliwa wydawała się Hermiona będąc z Malfoyem i podjął decyzję, że pomimo iż nie trawi Ślizgona, powinien zrobić wszystko, aby ich ze sobą pogodzić. W tej samej chwili doszedł do portretu Grubej Damy, podał jej hasło i wszedł do pokoju wspólnego Gryffindoru. Wyprawa na ulicę pokątną zajęła im więcej czasu niż się spodziewali i teraz czuł jak żołądek wydawanymi przez siebie dźwiękami, przypomina mu o opuszczonej kolacji.
- Harry! Gdzie byłeś? – Przywitał go głos Rona. – Dlaczego nie było cię na kolacji?
- Gdzie jest Hermiona? – Zapytał Rona nie odpowiadając na jego pytanie.
- Z Cassi u siebie w pokoju.
- Muszę z wami porozmawiać.
- Czy stało się coś złego? – Zapytał zaniepokojony Ron.
- Wprost przeciwnie. – Odpowiedział Harry, uśmiechając się przy tym szeroko. Ron odetchnął głośno z ulgą i obaj skierowali się do pokoju Hermiony. Kiedy dotarli na miejsce, zapukali do drzwi, a dziewczyna zaprosiła ich do środka.
- No opowiadaj Harry, co się stało. – Ponaglił przyjaciela Ron.
- Hermiona dlaczego nie powiesz nam co się wydarzyło między tobą i Malfoyem? – Zapytał Harry. Ron spojrzał zdumiony.
- Dlaczego znów o to pytasz? – Zirytowała się.
- Uważam, że powinnaś dać mu szansę. – Wyjaśnił jej.
- Co? – Zdziwił się Ron, a jego oczy zrobiły się wielkie jak spodki. Jego przyjaciel darzył zawsze Malfoya taką samą nienawiścią jak on i Ron nie mógł teraz pojąć tej zmiany stosunku Harryego do Ślizgona. Harry odwrócił się do Rona.
- Malfoy właśnie pomógł nam zdobyć horkruksa, dzięki niemu została tylko Nagini i zrobił to dla Hermiony. – Oczy Rona zrobiły się jeszcze szersze.
- Ale jak? Skąd Malfoy wiedział o horkruksach. – Zapytał rudzielec.
- Podsłuchał moją rozmowę z Dumbledorem na temat ważnych dla Voldemorta przedmiotów, których szukamy i wcale nie pobiegł z tą informacją do śmierciożerców, tylko zaoferował nam swoją pomoc. Okazało się, że po śmierci Bellatriks odziedziczył cały jej majątek i wiedział, że teraz w jego skrytce w Gringocie znajduje się jakiś przedmiot, który Voldemort dał Bellatriks na przechowanie. – Wyjaśnił Harry, świadomie bardzo mijając się z prawdą. – Byliśmy właśnie z Malfoyem i Dumbledorem w skarbcu Malfoya i zgadnijcie co tam znaleźliśmy? – Hermiona i Ron spoglądali na niego wyczekująco. – Puchar Helgi Hufflepuf.
- O rany! I Malfoy oddał go wam tak po prostu, wiedząc, że jest taki ważny dla Sami-Wiecie-Kogo? – Zapytał będący pod wyraźnym wrażeniem Ron.
- Zapewne miał w tym swój interes. On dba tylko o siebie. – Odpowiedziała chłodno Hermiona.
- Hermiono jak możesz tak mówić! On powiedział, że robi to dla ciebie i Cassi, chce pomóc nam w pokonaniu Voldemorta ze względu na was. – Zaprotestował Harry.
- I tu się mylisz!
- Dlaczego tak się przy tym upierasz, dlaczego nie dasz mu drugiej szansy? – Zirytował się Harry, który wciąż miał przed oczami panikującego i płaczącego Malfoya, który martwił się o Herminę i Cassi.
- Bo mnie oszukał! – Wywrzeszczała mu w twarz. – Chciał zostawić mnie i Cassi, kiedy osiągnie swój cel!
- Jaki cel? – Zainteresował się Ron.
- Istnieje jakaś przepowiednia, która mówi, że jeśli nie będzie chronił mnie i Cassi przed jakimś niebezpieczeństwem, myślę, że chodzi tu o Voldemorta, zginie, a Malfoyowie przestaną istnieć. Jeśli nas uratuje, Malfoyowie przetrwają i zdobędą jeszcze większą potęgę niż dotychczas. – Wyjaśniła, chcąc wreszcie przestać wysłuchiwać kolejnych pytań o ich zerwanie. – Mieliście rację, jemu nie można ufać. – Dodała po chwili. Harry i Ron spojrzeli po sobie. – Oszukiwał mnie cały czas, udając, że mu na nas zależy, a przecież mógł już na samym początku powiedzieć mi prawdę. Mógł…mi…powiedzieć…prawdę. – Powtarzała przerywając to szlochami, po czym ukryła twarz w dłoniach i rozpłakała się na dobre. Harry i Ron zbliżyli się do niej i równocześnie objęli ją. Choć Harryemu wydawało się, że wreszcie wszystko zrozumiał, wciąż odczuwał jakąś dziwną niepewność, kiedy przypominał sobie obraz rozpaczającego Malfoya.
W ponurej gospodzie, oświetlanej jedynie blaskiem kilku świec, przy drewnianym, zniszczonym i brudnym stole siedział samotny Baglog. W pewnym momencie otworzyły się drzwi i do środka gospody weszła ciemna, wysoka, zakapturzona postać. Rozejrzała się dookoła i skierowała się w stronę stolika przy którym siedział goblin. Kiedy przybysz stanął przed goblinem, opuścił kaptur. Okazało się, że jest to siwowłosy mężczyzna w grubych okularach.
- Czego chcesz? – Zapytał niezbyt uprzejmie przybysz.
- O, pan Travers, jak miło pana widzieć. – Przywitał się goblin, a w jego głosie można było dosłyszeć fałszywą serdeczność. – Masz to?
- To moja własność, dużo za to zapłaciłem i nie oddam ci tego tak po prostu.
- To własność goblinów, ale wy czarodzieje wciąż zdajecie się tego nie rozumieć, dlatego chcę zaoferować coś w zamian, coś bardzo cennego.
- Co takiego możesz mi zaoferować, czego bym sam nie posiadał? – Zapytał z arogancją w głosie Travers.
- Informację, bardzo cenną informację. Taką, która da ci najważniejsze miejsce wśród sług twojego pana. – Travers spojrzał na niego zaciekawiony.
- Mów! – Rozkazał.
- Nie tak szybko, najpierw muszę wiedzieć, czy masz to na czym mi tak zależy. Połóż to na stole. – Travers usiadł, a potem niechętnie sięgnął do swojej szaty i wyciągnął z niej srebrny sztylet, z diamentami na rękojeści, którego ostrze schowane było w srebrnej, bogato rzeźbionej i również wysadzanej diamentami pochwie. Zawahał się przez chwilę, a potem położył sztylet na stole. Goblin uśmiechnął się z zadowoleniem.
- Robota goblinów jest naprawdę wspaniała. – Powiedział z dumą w głosie Baglog.
- Mów! Nie mam całej nocy. – Ponaglił goblina czarodziej.
- Twojego pana na pewno zainteresuje, że wiem co dzieje się z Severusem Snapem. – Zaczął goblin.
- Czy naprawdę uważasz, że jest to informacja warta takiego skarbu? – Zapytał z zawodem w głosie Travers i wyciągnął rękę w kierunku spoczywającego na stole sztyletu.
- Nie tak szybko! – Powstrzymał go Baglog. – Co powiesz, jeśli ci powiem, że Severus Snape nie tylko żyje, ale również pojawił się dziś w Gringocie razem z Harrym Potterem. – Travers spojrzał na niego zdumiony.
- Dlaczego nikt go nie rozpoznał, dlaczego nikt w całym świecie czarodziejskim nie mówi o cudownym odnalezieniu Severusa Snapea?
- Ponieważ nie pojawił się w swojej własnej postaci, tylko w postaci samego Albusa Dumbledorea. – Ze spokojem odpowiedział goblin.
- Skoro był w postaci Dumbledorea, to jak go poznałeś?
- Magia czarodziejów nie jest idealna. W pewnym momencie przestała działać i na własne oczy zobaczyłem Snapea zamiast Dumbledorea.
- Po co Potter i Snape byli w banku?
- A to jest już kolejna informacja, która jest bardzo cenna, a ty chyba nie masz nic więcej, co mógłbyś mi za nią zaoferować.
- Jeśli kłamiesz, to gorzko tego pożałujesz! – Odpowiedział wstając od stołu Travers, a potem wyszedł, pozostawiając na stole sztylet, który tam wcześniej położył.
Harry nie mógł zasnąć tej nocy. Przez cały czas myślał o horkruksach, które zniszczyli do tej pory i o Malfoyu, który tak bardzo zranił Hermionę. Sam nie wiedział, czy powinien uwierzyć faktom, czy temu, co widział na własne oczy. Pomimo, iż Hermiona opowiedziała im o rozmowie Malfoya z rodzicami, którą podsłuchała, Harry wciąż nie mógł uwierzyć, że strach, który zobaczył w oczach Ślizgona poprzedniego dnia był tylko strachem o siebie samego, a nie strachem o Hermionę i Cassi. Równocześnie nie mógł wymazać z głowy cierpienia Hermiony, kiedy opowiadała co zrobił jej Malfoy. Nie rozumiał, jak ktoś, kto poznał ją tak dobrze, mógłby zranić ją z pełną tego świadomością. Nagle poczuł, jak ból przeszywa mu czaszkę, a chwilę później w jego głowie zaczęły pojawiać się kolejne obrazy z jego własnego życia. Szybko zrozumiał co się dzieje i zaczęła ogarniać go panika. Za wszelką cenę próbował zamknąć swój umysł, ale nic to nie dało i już po chwili widział siebie rozmawiającego z Dumbledorem, który mówił mu o tym, że powiedział Snapeowi, aby go zabił, a potem zajął jego miejsce. Nagle Harryego ogarnęła jakaś ekstatyczna radość, euforia, która nie była jednak jego własną radością, tylko radością Voldemorta. Harry skupił się z całych sił i zaczął myśleć o Ginny i tym co do niej czuł, oraz Hermionie, której tak bardzo współczuł. Kiedy skupił się na współczuciu wobec Hermiony, odniósł wrażenie jakby jakaś eksplozja wewnątrz jego głowy wyrzuciła z niej nieproszonego gościa. Już miał się podnieść, aby jak najszybciej popędzić do Snapea i ostrzec go, ale wysiłek, który włożył w wyrzucenie Voldemorta ze swojej głowy był zbyt wielki i Harry zemdlał upadając z powrotem na swoje łóżko.
