Odstawiona na spodek porcelanowa filiżanka zabrzęczała cicho. Rozejrzała się po gabinecie, który tak dobrze znała, a w którym praktycznie nic się nie zmieniło od czasu śmierci jego właściciela.

- Nie chciałaś jakoś przemeblować tych pokoi? - zapytała się mrocznej, siedzącej po drugiej stronie stolika.

Tamta poprawiła kosmyk czarnych włosów z fioletowymi pasemkami, który wymknął się spod rzmienia. Wzruszyła ramionami.

- Może i bym mogła, ale jest tyle spraw związanych ze jego śmiercią, że nawet nie mam czasu - odpowiedziała cicho zachrypniętym głosem, który najlepiej świadczył o tym, ile rozmów musiała przeprowadzić. Mimo, że już minęło trochę czasu.

Rashirea powoli odkrywała, że jest zazdrosna. Było to absolutnie bezsensowne uczucie, ale z drugiej strony, żałowała że nie jest na miejscu swojej rozmówczyni.

- Poza tym - kontynuowała czarnowłosa - tak wygląda, jakby miał zaraz wrócić - dokończyła ze szczerym smutkiem.

W sumie Rashirea nie miała się czemu dziwić, w końcu to nie ona była zaufaną, najbliższą i najbardziej oddaną osobą w jego otoczeniu.

Była nią Alhena. Alhena Lien kapitan osobistej gwardii tetrarchy Velliora Tirela, która właśnie unosiła swoją filiżankę herbaty do ust.

Lady przekrzywiła głowę przyglądając się swojej rozmówczyni. Ascetyczna, to było jedyne, co przychodziło na myśl, gdy się patrzyło na panią kapitan. Mimo, że Vellior wyniósł ją z przysłowiowej ulicy do tak znacznej pozycji, to wciąż nie nosiła żadnej biżuterii. Nigdy też Rashirea nie widziała jej umalowanej, a nosiła jedynie mundury... A nie, raz była w sukni. Później się poskarżyła, że tylko dlatego, że tetrarcha jej kazał.

- A jak w ogóle wolność? - spytała Alhena, zupełnie nie przejmując się spojrzeniami szlachcianki. - Wreszcie ją odzyskałaś.

- Myślałam, że będzie bardziej interesująca - odpowiedziała szczerze lady. - Mam teraz doprawdy za dużo wolnego czasu.

- Ach to by wyjaśniało tę wizytę - kapitan uśmiechnęła się kącikiem ust.

- Jesteś okrutna moja droga - poskarżyła się, ale sugestii bynajmniej nie zaprzeczyła. - Przyznaję, że nieco mi go brakuję. W końcu przez osiemdziesiąt lat był ośrodkiem mojego życia. Wszystko niemalże, co działo się ze mną, kręciło się wokół niego. Oczywiście, to nic w porównianiu z tym, co ty musisz czuć.

Alhena uśmiechnęła się tylko smutno.

- Wiedziałam, że wcześniej czy później ten dzień nadejdzie. Miałam tylko nadzieję, że zdąże się odwdzięczyć za jego troskę.

Jak strasznie się od siebie różniły. Nie chodziło nawet o pochodzenie, ani o zainteresowania nawet. Charakter też nie był najistotniejszy. Rożniło je podejście do tego mężczyzny. W sumie obie zawdzięczały mu życie, mimo to Rashirea uważała go największego wroga, tymczasem Alhena bezgranicznie mu zaufała. A on odwdzięczył się jej tym samym, powierzając jej wszystkie swoje najważniejsze sprawy.

Rashirea była zazdrosna.

Do drzwi ktoś cichutko zapukał, a po "proszę" Alheny, do gabinetu wszedł mały mroczny i nie podnosząc głowy podreptał prosto do pani kapitan.

- Twoje? - zapytała żartobliwie Rashirea, pochylając się w stronę chłopczyka.

- Nie - odpowiedziała krótko zapytana.

Dopiero teraz chłopiec podniósł wzrok i spojrzał na lady. Miał oczy czarne jak oczy kruka, a gdy się uśmiechnął, mroczną przeszedł dreszcz.

- Cóż, nieodrodny syn swojego ojca - stwierdziła zafascynowanym głosem, prostując się.

- Ostatnia pamiątka - szepnęła czule i pogładziła chłopca po rozczochranych czarnych włosach. - Co się stało? - spytała chłopca.

Ten zerknął jeszcze na drugą mroczną i powiedział szybko

- Chce się pobawić z Mieke.

- Dobrze - zgodziła się po chwili Alhena i zadzwoniła dzwoneczkiem stojącym na stoliku, który wydał z siebie wysoki dźwięk.

Przez chwilę nic się nie działo, ale potem nieoczekiwanie otworzyły się drugie drzwi do gabinetu i pokazala się w nich mlodziutka mroczna elfa. Skinęła głową obu paniom, uśmiechnęła się do chłopca i wyciągnęła do niego rękę. Ten szybko do niej podbiegł i jak drzwi się za nimi zamykały, to było słychać jak szczebiocze wesoło.

- Nie powinnam pozwalać mu się z nią tak często bawić - odezwała się Alhena.

Dopiero teraz Rashirea oderwała wzrok od drzwi, za którymi zniknęły dzieci.

- Dziewczynka jest niema - wyjaśniła pani kapitan, widząc pytające spojrzenie rozmówczyni. - I asystowała wcześniej Velliorowi przy jego eksperymentach. Nie wiem, czy to zdrowe, by była jego najbliższą towarzyszką. Z drugiej strony, tylko przy niej jest taki rozgadany. Do mnie odzywa się, gdy czegoś potrzebuje, do obcych w ogóle. Aż dziwne, że odważył się wejść, widząc inną osobę. Widać polubił cię od pierwszego wejrzenia.

- Bije ode mnie taki instynkt macierzyński, że wszystkie dzieci od razu chcą być moje.

Alhena zaśmiała się cicho.

- Albo odziedziczył gust po ojcu.