Anioł ubiera się u Prady
W Chicago panował spokój. Wampir nie zaatakował nikogo nowego, co niepokoiło zarówno Deana jak i Castiela. Taka cisza nie mogła oznaczać nic dobrego, ale nie mogąc nic zrobić, partnerzy musieli czekać.
Dean ucieszył się, gdy wrócili z Teksasu. Miał już dość sprawy wiedźmy. Nadal przypominały mu się ciała, a nie były to najmilsze wspomnienia. Ale Teksas miał też swoje dobre strony. Zjadł śniadanie z Castielem, to zdecydowanie było już dużo milsze wspomnienie, które wciąż się go trzymało. I wcale mu to nie przeszkadzało.
Gdy następnego dnia po przyjeździe do domu siedzieli w pracy pisząc raporty, Dean co chwilę zerkał na Castiela i przypominał sobie, jak siedzieli razem przy jednym stole i jedli w ciszy. Teraz dzielił ich większy dystans i gdyby mógł, przysiadłby się do biurka anioła. Musiał się jednak zachować profesjonalizm, więc został u siebie i dalej pisał raport.
Jak zwykle pisał inaczej niż Castiel, który kaligrafował aż do obrzydzenia. Poszłoby mu szybciej, gdyby pisał na komputerze tak jak Dean, ale anioł najwyraźniej wolał używać długopisów, które wyczerpywał w zatrważającym tempie. Jak teraz.
Castiel odłożył pusty długopis na bok i otworzył szufladę, by wyjąć nowy. Dean przyglądał się temu kątem oka i zauważył, że anioł upycha do szuflady pieniądze. Momentalnie przypomniał sobie, że Castiel wciąż nie ma co robić z wypłatą.
- Potrzebujesz pomocy? – zapytał.
Castiel spojrzał na niego przelotnie poczym wrócił do układania pieniędzy w szufladzie.
- Dam sobie radę – zapewnił.
Dean nie miał pojęcia, skąd Castiel wziął tyle pieniędzy. Jego własna wypłata nigdy tak nie wyglądała po wyjęciu jej z bankomatu. Z drugiej strony, jego wypłata nigdy nie była składowana.
- Jak dużo tego tam masz?
- Nie mam pojęcia. – Castiel w końcu zamknął szufladę i wrócił do pisania raportu nowym długopisem.
Dean nie zrobił tego samego. Przez pieniężny problem Castiela nie mógł się skupić. Obiecał mu przecież założyć konto w banku, by nie musiał chować pieniędzy gdzie się da. Powinien był pomóc przyjacielowi już wcześniej, by ułatwić mu zadanie na ziemi i udawanie człowieka, ale po balu i świętach kompletnie o tym zapomniał. Trzeba było się w końcu tym zająć, tylko kiedy?
Spojrzał na zegarek. Nie dochodziło nawet południe, jak tylko przyszli rano do pracy, to zajęli się raportami, nie można więc było wymigać się lunchem. Dean nie chciał jednak czekać tak długo, chciał to załatwić jak najszybciej, by problemy Castiela się skończyły. Poza tym każda wymówka była dobra, by nie pisać raportu. Nie mówiąc już o możliwości spędzenia czasu z Castielem, nie wtrącając w to pracy. Od kłótni ich wspólne rozmowy niemal kompletnie znikły. Dean nie chciał ich stracić na dobre, za bardzo mu się podobały. Dzięki nim nawiązywał z Castielem silniejszą więź. Nie były może specjalnie odkrywcze czy ważne, choć Castiela na pewno było na takie stać, ale to jednak były ich rozmowy, tylko ich i to liczyło się najbardziej.
Dean westchnął i znowu spojrzał na zegarek. W sumie nie mieli nic do stracenia. Wyrzucić ich nie wyrzucą. Bobby może nawet nie zauważy.
- Cas, jakie są twoje odczucia o łamaniu zasad? – zapytał niby to przypadkiem.
Castiel przystał pisać i spojrzał na niego ciekawsko.
- Co masz na myśli?
- Masz ochotę stąd wyjść?
Anioł wstał bez słowa i podszedł do drzwi jak jakiś pies po usłyszeniu słowa „spacer". Dean myślał, że trzeba go będzie bardziej przekonywać, ale nie narzekał. Zabrał szybko broń, odznakę oraz płaszcz i razem z partnerem wyszedł z biura. Już po chwili byli w Impali i kierowali się do banku, do którego Dean miał jako takie zaufanie. Nie chciał, by Castiel miał jakieś kłopoty ze swoimi pieniędzmi i później nie wiedział co z tym zrobić. Mógł posiadać ogromną wiedzę, ale na bankach raczej na pewno się nie znał.
- Dokąd jedziemy? – zapytał Castiel, spoglądając przez przednią szybę na jadące przed nimi samochody.
- Pamiętasz jak przed balem mówiłem ci o założeniu konta?
- Tak.
- Jedziemy się tym zająć.
- Dziękuję, Dean, ale nie trzeba – zapewnił.
- Jeśli tego nie zrobimy, wkrótce nie będziesz miał gdzie ich trzymać – wyjaśnił, zatrzymując się przed bankiem. – Zaufaj mi, konto ci się przyda. Wszystkie pieniądze będziesz miał na takiej karcie.
Castiel wziął od Deana kartę kredytową wyciągniętą z portfela i przyjrzał jej się.
- Czy to działa na podobnej zasadzie jak komputer? – zapytał, oddając kartkę.
- Mniej więcej. Twoje pieniądze są wirtualne, więc nie zajmują miejsca.
- To ciekawa innowacja.
- Prawda? A teraz chodźmy, zanim ktoś w biurze zorientuje się, że nas nie ma.
- Kamery nas zarejestrowały, Dean, na pewno już to wiedzą.
- Psujesz zabawę.
Weszli razem do banku, gdzie było kilka osób stojących w kolejce do okienek. Ich jednak nie interesowały okienka. Dean kazał Castielowi poczekać, a sam poszedł załatwić im kogoś, kto założyłby aniołowi konto. Wrócił już po kilku minutach i zabrał partnera do biura mężczyzny, który zajmował się przyjmowaniem nowych klientów.
- Cieszę się, że chce pan otworzyć u nas konto – powiedział mężczyzna, zwracając się do Castiela. – Pańskie pieniądze będą u nas bezpieczne.
Standardowa gadka każdego banku. W żadnym banku pieniądze nie są bezpieczne. W niektórych tylko mniej oszukują. On i Sam znali ten bardzo dobrze, dlatego Dean zdecydował się założyć Castielowi konto właśnie tu.
Bankowiec zaczął wyjaśniać wszystko związane z procedurą. Dean słuchał uważnie, bo wiedział, że to on będzie musiał ostatecznie wszystko załatwić, Castiel będzie musiał tylko dostawić podpis. Anioł wyglądał, jakby nie miał pojęcia, o czym mężczyzna do niego mówi. Pochylał się nieznacznie w jego stronę i przechylał głowę, co wskazywało na jego pełną uwagę. Niestety oczy go zdradzały i pokazywały, że ma problemy Gdyby nie obecność Deana, Castiel pewnie skończyłby nie tylko z kontem, ale i z pożyczką, którą musiałby spłacać przez 10 lat, nawet ze swoim niepłaceniem czynszu i brakiem zapotrzebowania na jedzenie. W zasadzie dzięki temu był nawet bardziej pożądanym klientem. Który bank nie chciałby wydymać kogoś, kto nie ma co zrobić ze swoimi pieniędzmi? Żaden! Castiel był właśnie taka ofiarą, pewnie nawet by nie zauważył, że jest oszukiwany.
Na szczęście miał pomoc, a Dean cieszył się, że może jej aniołowi udzielić. Castiel powinien mieć jak najmilsze wspomnienia z pobytu na ziemi. Na wypadek gdyby wrócił do nieba na stałe, miał co wspominać. Dean miał nadzieję stać się jednym z takich wspomnień.
Facet nie przestawał gadać i Dean powoli tracił cierpliwość. Nie tracił jednak uwagi, musiał wysłuchać wszystkiego. Castiel siedzący obok niego też był całkowicie skupiony i dalej próbował sobie wszystko poukładać. Sadząc po minie, nie szło mu dobrze.
W końcu podsunięto im papierki do podpisania. Dean przeczytał wszystko uważnie, choć Castiel też chciał to zrobić. Nie pozwolił na to jednak aniołowi, który ostatecznie stanął za nim i zaczął mu czytać przez ramię. Dean dawno nie czuł się taki zdekoncentrowany, jak teraz, kiedy czuł oddech Castiela na karku. Kurwa, przeklął w myślach.
Jak tylko przeczytał papiery, podsunął je Castielowi do podpisania, ale anioł był już na powrót zajęty mężczyzną, który znowu mu coś tłumaczył. Facet robił to z wielką swobodą i przez cały czas się uśmiechał, co najwyraźniej bardzo nie spodobało się aniołowi.
- Dean, czemu ten mężczyzna się do mnie uśmiecha? – zapytał Castiel, pochylając się w stronę Deana. Szeptał, ale mężczyzna za biurkiem i tak go usłyszał.
- Jest po prostu... dla ciebie miły – wyjaśnił Dean niepewnie, również szeptem. Uśmiechnął się niezręcznie do mężczyzny, który wyglądał jakby nie wiedział, co się dzieje i czy Castiel jest aby zdrowy na umyśle. Chociaż nie mógł być pewny, co pracownik banku myśli, wkurzyło go to, że mógł brać anioła za świra. Sam też tak myślał na początku, ale teraz tego żałował. Castiel nie był świrem, był miły i inteligentny, i Dean zamierzał o tym zapewnić każdego, kto powie na niego choć jedno złe słowo.
- Nie. – Castiel zerknął na doradcę i przyjrzał mu się podejrzliwie, gdy ten znowu się uśmiechnął, tym razem z niewielkim oporem. – Gdy Sam się do mnie uśmiecha, jest dla mnie miły. Ten mężczyzna chce tylko moich pieniędzy. Dean, czemu on chce moich pieniędzy?
W tym momencie mężczyzna za biurkiem kompletnie stracił wątek. Deanowi zrobiłoby się go żal, gdyby facet nie pracował dla banku, a Castiel nie miał racji co do jego intencji.
- Lepiej siedź cicho i daj mi mówić. Ty tylko podpisujesz papierki.
Castiel przytaknął, ale dalej przyglądał się doradcy podejrzliwie, tak jakby zaraz miał sięgnąć mu do kieszeni i wyciągnąć wszystkie pieniądze z płaszcza. Jednak nie był taki naiwny i wiedział, kiedy chcieli go oszukać i co najdziwniejsze, martwił się o swoje pieniądze, coś o co Dean go nie podejrzewał. Może po balu zdecydował, że pieniądze warto przekazywać potrzebującym.
Dean zadał dla pewności jeszcze parę pytań i w końcu skłonił Castiela do podpisania dokumentów. Anioł złożył fałszywy podpis i było po wszystkim. Właśnie stał się dumnym posiadaczem konta bankowego. Oczywiście nie wszystko jeszcze było całkowicie gotowe, Castiel nie miał jeszcze karty kredytowej, a konto nie było aktywowane. Dean wiedział, że będą się musieli tym za jakiś czas zająć, a gdy już wszystko będzie załatwione, podadzą numer konta do FBI i Castiel nie będzie już tonął w pieniądzach. Jedyny problem stanowił tu fakt, że anioł wciąż był w posiadaniu masy pieniędzy, z którą trzeba była coś zrobić.
Wychodząc z banku Dean przyjrzał się aniołowi od stóp do głów i stwierdził, że przyda mu się jakaś odmiana w kwestii garderoby. W garniturze nie wyglądał źle, ale ile można było w nim chodzić, nawet jeśli się nie brudził? Przyda mu się zmiana ubrań.
Powinni zajmować się tymi sprawami po pracy, ale Deana niespecjalnie ciągnęło do raportów, których i tak nie musiał oddawać już dzisiaj. Jeśli więc trochę pochodzi z Castielem po mieście, to nic się nie stanie. Jeśli Bobby się wścieknie, to najwyżej kupią mu coś na przeprosiny.
- Masz ochotę jeszcze gdzieś pójść? – zapytał partnera Dean
- Nie powinniśmy wracać do biura?
- A chcesz wracać? – Castiel nie odpowiedział, ale jego milczenie było wystarczającą odpowiedzią. – No właśnie. Chodź, pojedziemy na zakupy.
- Zakupy?
- Nie możesz ciągle chodzić w tym samym garniturze i płaszczu.
- Dlaczego?
- Bo ludzie nie noszą ciągle tych samych ubrań – wyjaśnił, wsiadając do Impali. Castiel poszedł jego śladem. – Poza tym, dzięki nowym ciuchom nabierzesz charakteru.
- Skoro tak mówisz. Ufam ci.
- Dzięki temu daleko zajdziesz – zapewnił z uśmiechem i odjechał spod banku.
Nie bardzo wiedział, do którego sklepu zabrać Castiela. Sam nie był fanem zakupów, miał prosty gust i kupował tylko to, co było mu potrzebne, z uwzględnieniem ceny.
- Jak dużo pieniędzy masz przy sobie? – spytał, nie odrywając wzroku od drogi.
Castiel wsadził ręce do kieszeni płaszcza i wyciągnął z nich sporo banknotów. Następną partię wyjął z wewnętrznych kieszeni oraz z kieszeni spodni, a następnie położył przed sobą na desce rozdzielczej. Gdy Dean zobaczył tę sumę pieniędzy, omal nie stracił panowania nad samochodem.
- Tyle? – zdziwił się.
- Za dużo?
- Stary, mógłbyś za to oraz to, co masz w szufladzie, kupić niezłe kino domowe.
- Nie potrzebuję kina domowego, nie mam domu.
- Zawsze możesz je kupić mnie.
- Jeśli chcesz.
- Ani się waż.
Tylko żartował. Nie zamierzał wykorzystywać pieniędzy Castiela, by kupić sobie jakiś głupi sprzęt elektroniczny, który i tak nie zmieściłby się w salonie. Ale jak dobrze oglądałoby się na nim Doktora Sexy.
- Schowaj te pieniądze, nie chcemy zwracać na siebie uwagi.
Castiel posłusznie pochował banknoty z powrotem do kieszeni i powrócił do patrzenia przez przednią szybę. Dean zauważył jednak, że anioł od czasu do czasu na niego zerka. Udawał, że wcale tego nie widzi, był ciekaw, czy Castiel sam się odezwie.
- Zauważyłem u ciebie pewna zmianę od czasu twojego powrotu ze świąt – powiedział w końcu anioł, przyglądając mu się uważnie.
Pierwsze co przyszło Deanowi na myśl, to fakt, że Castiel dowiedział się jakoś o jego przygodnym seksie z byłą koleżanką z klasy. Jak miał się tego dowiedzieć, nie miał pojęcia, może wyczytał to z jego duszy. Dziwiło go tylko, czemu tak przerażała go ta perspektywa. Miał prawo do spania z kim chciał, Castielowi nic do tego. A jednak nie chciał, by partner o tym wiedział.
- Jaką zmianę? – spytał niepewnie.
Gdy Castiel wyciągnął rękę w jego stronę, wstrzymał oddech. Dłoń anioła powędrowała aż do lewego nadgarstka Deana, gdzie spod rękawa koszuli wystawała bransoletka od mamy.
- To – powiedział i trącił palcem zawieszkę z wygrawerowanym napisem. – I to.
Ręką Castiel znalazła się nagle na jego piersi, dokładnie w miejscu, gdzie był amulet od Sama. Deanowi zrobiło się gorąco.
- Kiedy dokładnie to zauważyłeś?
- Jak tylko wróciłeś po świętach do biura.
- Cas, zabierz łapy, nie mogę się skupić na prowadzeniu.
Anioł zabrał dłoń, ale Deanowi dalej było gorąco. Szybko otworzył okno, by wpuścić do auta nieco świeżego powietrza. Miał nadzieję, że Castiel nie wyczuł jego szybko bijącego serca.
- Ciekawy amulet – przyznał anioł. – Jest bardzo cenny, nie zgub go.
- Cenny w sensie, można za niego dostać kupę forsy? – Nie zamierzał go sprzedawać, w żadnym wypadku, chciał po prostu wiedzieć o tym amulecie nieco więcej.
- Zależy komu chciałbyś go sprzedać.
- Nikomu, to prezent od Sama.
- Twój brat bardzo cię kocha, jeśli podarował ci amulet chroniący przed chorobami.
- Chroniący przed chorobami? – powtórzył i dotknął amuletu przez koszulę. – Więc on ma magiczne właściwości?
- Większość takich rzeczy je posiada – wyjaśnił Castiel. – Ten chroni przed chorobami takimi jak dżuma czy cholera.
- Więc nawet jak ktoś rozbije o moją twarz fiolkę z bakteriami dżumy, to nie zachoruję?
- Nie, amulet cię ochroni.
- Oh. Super. – Prezent od Sama okazał się być całkiem przydatny. Będzie mu to musiał powiedzieć, gdy wrócą wieczorem do domu.
- Niestety amulet nie chroni przed zawałami, wylewami, czy nowotworami. Jesteś odporny tylko na bakterie i wirusy.
- To i tak nieźle, już nigdy nie będę zdychał na grypę. – To był naprawdę wspaniały prezent. – Czy to działa tylko wtedy, kiedy mam amulet na sobie?
- Tak.
- Już nigdy go nie zdejmę – stwierdził i poklepał się po piersi, gdzie schowany był amulet. – Zakładam, że bransoletka nie ma podobnych właściwości?
- Nie wyczuwam żadnej magii, ale na pewno nie jest to zwykła bransoletka.
- Skąd to przypuszczenie?
- Wnioskuję po wygrawerowanym napisie.
- Oh, no tak. – Dean zerknął na zawieszkę. – Moja mama ma drugą.
Zdecydował się powtórzyć kłamstwo, które powiedział w rodzinnym mieście. Tak na wszelki wypadek, chociaż druga bransoletka leżała bezpieczna w szufladzie biurka w jego pokoju, czekając na swojego właściciela. Właściciela, nie właścicielkę, jakby już był pewny, że to nie kobieta ją dostanie. Przerażało go to.
Dean dojechał do galerii handlowej. Znalezienie miejsca nie było trudne, bo o tej godzinie mało kto tam był, większość ludzi była w pracy. Oni też powinni.
Castiel podążał za Deanem przez całe centrum, podczas gdy on rozglądał się za jakimś odpowiednim sklepem. Gdyby zabrali ze sobą Jo, poszłoby im szybciej. Jakby tego było mało, Castiel czasami zatrzymywał się przed jakąś wystawą i z trudem dawał się ruszyć. To był jednak zły pomysł, by go tu przyprowadzać. Powinien był zmierzyć go i samemu poszukać mu ubrań. Był pewien, że Castiel założyłby wszystko, co by mu się podsunęło, bo nie przywiązywał aż tak wielkiej wagi do ubioru. Może miał tylko nieco sentymentu do swoich obecnych ciuchów. Dean zastanawiał się czasami, czy nie są to ciuchy Jamesa Novaka, w którego ciele siedział anioł. Może Castiel chciał zachować w ten sposób o nim pamięć?
- Dean, co to za miejsce? – zapytał nagle anioł, zatrzymując się przed jednym ze sklepów.
Dean obejrzał się za siebie i zerknął na szyld, ale nawet i bez tego zorientowałby się, co sprzedając w środku. Lody. O raju, jak dawno nie jadł lodów. A Castiel pewnie nigdy.
- Sprzedają lody – odpowiedział, podchodząc do partnera. – Chcesz spróbować?
- Nie mieliśmy kupować ubrań?
- Ubrania mogą zaczekać.
Castiel zastanawiał się przez chwilę, ale po chwili pokręcił głową. Dean poczuł się nieco rozczarowany.
- Możemy tu przyjść po zakupach – powiedział.
- Jak chcesz.
Ruszyli dalej i w końcu znaleźli sklep odzieżowy z odpowiednimi ubraniami, w których Castiel nie wyglądałby głupio.
Anioł wszedł do środka bardzo niechętnie, nie rozglądając się tak bardzo jak w przypadku poprzednich sklepów.
- Wciąż nie rozumiem po co mi nowe ubrania – powiedział, stojąc tuż za Deanem, który przeglądał właśnie spodnie w poszukiwaniu takich, które leżałyby najlepiej na aniele. – Lubię te, które mam.
- Wiem, Cas, ale jeśli chcesz jak najlepiej udawać człowieka, musisz od czasu do czasu zmieniać ubrania – wyjaśnił. – Nie każę ci przychodzić codziennie w innym garniturze, ale jeśli będziemy gdzieś razem wychodzić, mógłbyś się ubrać inaczej.
- Będziemy gdzieś razem wychodzić? – zapytał.
- No wiesz, tak jak teraz. – Dean odwrócił się do partnera. – Kumple wychodzą ze sobą czasami, na przykład na piwo. Chyba że nie chcesz.
- To bardzo dobry pomysł, Dean, podoba mi się.
Dean uśmiechnął się i poprowadził anioła dalej.
- Przydałby cię nowy prochowiec – stwierdził. – W tym ci dobrze, ale w innym kolorze też nie wyglądałbyś źle. Wybierz, co ci się podoba.
Castiel podszedł do różnych płaszczy wiszących na ścianie sklepu. Dean postanowił wykorzystać jego chwilę nieuwagi, by poszukać innych ubrań. Jakaś kobieta pracująca w sklepie zaoferowała mu pomoc, ale odmówił jej uprzejmie. Nie chciał, by brała w tym udział, to był jego i Castiela niezupełnie wolny czas i zamierzał to wykorzystać.
Po tym jak skończył wybierać ubrania, wrócił do Castiela, który nie ruszył się nawet o milimetr i dalej wpatrywał się w płaszcze.
- Wybrałeś coś? – zapytał.
Anioł sięgnął po jeden z płaszczy, tej samej długości, co jego obecny. Był niemal jego wierną kopią, różnił się tylko detalami i kolorem, który był czarny.
- Świetnie – pochwalił go Dean. – Teraz go przymierz.
Wziął od anioła nowy płaszcz, by mógł się rozebrać. Castiel ściągnął stary prochowiec i zamienił się z Deanem. Czerń pasowała aniołowi bardziej niż beż, zdecydowanie bardziej, Dean nie mógł się napatrzeć, ale musiał przestać. Nie czas było na jego dramaty z seksualnością. Czasami zachowywał się jak dojrzewający dzieciak.
- Dobrze ci w nim – powiedział.
Castiel przyjrzał się sobie w nowym płaszczu, a gdy spojrzał znowu na Deana, uśmiechnął się nieznacznie.
- Dziękuję.
- Chodź, wybrałem dla ciebie kilka ciuchów, które musisz przymierzyć.
Poszli do przymierzalni, Dean zabrał aniołowi oba prochowce oraz marynarkę i dał mu do przymierzenia dżinsy, choć samo zdjęcie marynarki podziałało już dobrze na jego wygląd.
Castiel zniknął za zasłoną przymierzalni, a Dean przysiadł na jakiejś pufie i czekając bawił się telefonem. Był bliski pobicia swojego rekordu w jednej z gier, gdy Castiel wyszedł z przymierzalni. Jedno spojrzenie na niego wystarczyło, by Dean zapomniał o telefonie.
Castiel stał przed nim ubrany w niebieskie dżinsy i biała koszule od garnituru. Zniknął jednak krawat, a koszula była wypuszczona ze spodni. Dean poczuł gorąco jeszcze większe niż gdy anioł dotknął jego klatki piersiowej, gdy byli w aucie. Dobry Boże, Castiel wyglądał jak jakiś model. Był cholernie przystojny i Dean nie był w stanie temu zaprzeczyć, nawet gdyby chciał. Ale to przecież nic złego, mężczyźni mogą być świadomi urody drugiego mężczyzny. Dean jednak wiedział, że jego podejście nie ma nic wspólnego ze zwykłą świadomością. Castiel go pociągał. Chyba jednak wolał go w normalnym garniturze. Ten nie wywoływał niepożądanych reakcji, które Dean starał się za wszelką cenę ukryć przed aniołem.
- Wszystko dobrze, Dean? – zapytał Castiel, przyglądając mu się z troską.
- Tak – zapewnił szybko. – Przymierz teraz coś nowego.
- Nie mam pojęcia, po co to przymierzać, skoro mogę stwierdzić, czy to mój rozmiar – westchnął anioł. Wziął kolejny ciuch i znowu zniknął w przymierzalni, a Dean mógł odetchnąć z ulgą. Był bezpieczny, na razie. Reakcja na nowy ubiór Castiela była niespodziewana, ale nie przestraszył się jej tak niż powinien. Przerażało go co innego, to że anioł może się tego dowiedzieć. Nie chciał tego. Nie chciał by Castiel wiedział, co zaczyna względem niego odczuwać. Nawet jeśli to była po części wina jego i jego gadki na balu. Bo co innego Dean mógł sobie pomyśleć po wysłuchaniu tego wszystkiego?
Ale to na pewno był błąd w interpretacji. Przecież Castiel był aniołem. Zaczął czuć, ale czy było go stać na coś więcej niż zwykłą sympatię? Dean nie zamierzał tego sprawdzać. Jakoś sobie z tym wszystkim poradzi, w końcu pociąg fizyczny kiedyś przeminie i wszystko wróci do normy. Wystarczy, że zobaczy jakąś ładna dziewczynę. W końcu nie jest gejem, tylko ostatnio ma wątpliwości, ale każdy je ma. Mógł się założyć, że każdy facet choć raz fantazjował o byciu z drugim facetem.
Sytuacja powtórzyła się kilkukrotnie, za każdym razem, gdy Castiel wychodził ubrany w coś nowego. Dean trzymał jednak nerwy na wodzy, bo nic innego mu nie pozostało. Gdyby nagle kazał aniołowi przestać, byłoby to podejrzane. Poza tym nie chciał specjalnie przerywać, podobało mu się oglądanie Castiela w nowych ciuchach. Szczególnie do twarzy było mu w koszuli w kratę. Dean miał nowy fetysz.
Po kupieniu ubrań zanieśli je do samochodu i wrócili z powrotem do centrum. Castiel koniecznie chciał spróbować lodów. Obaj wzbudzili zainteresowanie pracującej w sklepie dziewczyny, Dean spodziewał się nawet, że któryś z nich dostanie od niej numer telefonu, na co nawet liczył, ale do tego nie doszło. Był trochę zawiedziony, bo może dzięki przespaniu się z nią, przestałby myśleć o Castielu jak o potencjalnym partnerze. Jednak już samo to, że dziewczyna uśmiechała się do niego zalotnie wystarczyło, by poczuł się lepiej ze swoim problemem.
Castielowi bardzo zasmakowały lody i gdy je jadł, delektował się nimi. Dean musiał patrzeć w innym kierunku, byle tylko nie widzieć jego języka. Mógł przysiąc, że Castiel robi to wszystko celowo.
Nie wyszli po tym z galerii. Castiel uparł się, że skoro ma wydawać pieniądze, a nie wydał na ubrania wszystkiego, to chce kupić jeszcze kilka rzeczy.
- Co chcesz kupić? – zapytał Dean. Tym razem to on szedł za aniołem, a nie na odwrót.
- Cokolwiek – odparł anioł. – Bardzo podobał mi się twój prezent, chciałbym coś podobnego.
- Zdajesz sobie sprawę, że powinniśmy być w pracy?
- Wcześniej ci to nie przeszkadzało – zauważył, nie przestając iść.
Castielowi musiało naprawdę bardzo zależeć na kupieniu jakichś bibelotów, jeśli nie pozwalał mu się przekonać do powrotu do biura. Chcąc nie chcąc, Dean musiał mu pokazać odpowiedni sklep, a także wejść z nim do środka. To nie był ten sam, w którym kupił dla niego prezent, ale można w nim było kupić podobne rzeczy. Gdy tylko Castiel się tam znalazł, od razu przestał zwracać uwagę na Deana. Z wzrokiem przyklejonym do półek z towarem, zaczął chodzić po całym sklepie, podnosząc te rzeczy, które zainteresowały go najbardziej. Dean podążał za nim i przyglądał mu się z uśmiechem. Miło było widzieć anioła tak urzeczonego i zafascynowanego otaczającymi go rzeczami. Musiało mu się podobać wszystko, bo oczy nie przestawały mu się błyszczeć, gdziekolwiek by nie spojrzał, choć w opinii Deana niektóre rzeczy były naprawdę okropne. Ale dla Castiela nie miało to znaczenia.
- Naprawdę lubisz te rzeczy, co? – zapytał Dean, biorąc do ręki jakąś małą pozytywkę. Gdy ją otworzył, wydobyła się z niej piękna, spokojna melodia, która bez problemu mogłaby go ululać do snu.
- Jestem pod wielkim wrażeniem tego, co ludzie potrafią stworzyć – wyznał anioł, trzymając w dłoniach ceramiczną figurkę słonia. – To fascynujące.
- Nie widzę w tym nic fascynującego – przyznał Dean i odłożył pozytywkę na miejsce.
- Powinieneś bardziej doceniać pracę ludzi, jesteś przecież jednym z nich.
- Podziwiam coś, co jest wyjątkowe. Takich rzeczy jak te są tysiące.
- Wszystko jest na swój sposób wyjątkowe, Dean. – Castiel obrócił się w jego stronę. – Widziałem jak mój ojciec tworzy życie na całej planecie, widziałem, jak powoli się rozwijaliście i budowaliście niezwykłe rzeczy. Zawsze myślałem, że nie wymyślicie nic wspanialszego, a jednak dalej to robicie i ciągle mnie zaskakujecie. To niezwykłe.
- Tak, ludzie z reguły są kreatywni – przyznał. – Głównie z powodu lenistwa.
- Nie sądzę, by lenistwo miało z tym coś wspólnego. Wy po prostu lubicie tworzyć. Tym różnicie się od nas, aniołów. My chcemy tylko służyć Bogu i podziwiać jego kreację, ale sami nie chcemy stworzyć czegoś wyjątkowego jak wy.
- Stworzyliście całkiem nieźle prosperującą agencję do spraw zjawisk paranormalnych. Macie swoją własną biurokrację, obowiązki. Jesteście jak anielskie FBI. To całkiem ekstra.
- Naprawdę tak sądzisz? – zapytał. Dean przytaknął z uśmiechem. – Wygląda więc na to, że jednak coś stworzyliśmy.
- Nie myśl o sobie i swoich skrzydlatych przyjaciołach źle, po prostu nie macie tak dużej piaskownicy jak my – zażartował Dean, klepiąc anioła po ramieniu. – Gdybyście byli na naszym miejscu, też byście tworzyli więcej. Tylko pewnie bardziej z myślą o naturze.
- Prawdopodobnie. Bardzo nam zależy na wszystkich stworzeniach Boga.
- Następnym razem pójdziemy do ogrodu botanicznego, co ty na to?
- To dobry pomysł. Lubisz, rośliny, Dean?
To było takie banalne pytanie, a mimo to spodobało mu się. Rozmawiali, tak jak tego chciał i było to jedno z jego ulubionych zajęć.
- Jestem im wdzięczny za tlen – odpowiedział. Castiel znów ruszył przez sklep, oglądając kolejne rzeczy.
- Bardzo lubię drzewa, wiesz? To niezwykłe jak wielkie potrafią urosnąć.
- Łatwo się ekscytujesz – zauważył Dean, ale nie odbierał tego jako coś złego. Czasami chciałby spoglądać na świat tak jak Castiel.
- Kiedy żyjesz tak długo jak ja, interesuje cię wszystko. Chociaż ja nie odbieram tak czasu, jak ty. Dla mnie jeden rok nie jest nawet sekundą.
- A mimo to fascynuje cię coś tak prostego jak drzewa.
- Nie jestem wymagający.
- Zauważyłem. Trzeba cię przedstawić telewizji, przyda ci się bardziej niż drzewa.
- Skoro tak mówisz, Zdaję się na ciebie, jak dotąd nigdy mnie nie zawiodłeś.
- To dopiero wyróżnienie.
Odwiedzili jeszcze kilka sklepów. Castiel kupował coś w każdym, zawsze coś małego, co mógłby postawić na biurku w biurze. Rozmawiali przez cały ten czas, Dean głównie opowiadał Castielowi nieco więcej o koncie bankowym. Gdy wracali do biura, Castiel zaczął więcej opowiadać o swoim podziwie do ludzi. Dean w życiu nie słyszał tylu pochwał na temat ludzkości, co w ciągu tych kilku minut. Nie spodziewał się, że ktoś może podziwiać ludzi aż tak, a już zwłaszcza doskonały anioł, który jak sam twierdził, widział już niejedno.
Dean musiał przyznać, że dla niego Castiel był tak samo interesujący, jak on dla Castiela. Przez całe życie nie wierzył w anioły, a teraz spędzał z jednym praktycznie cały swój czas i był zafascynowany jego umiejętnościami, ale przede wszystkim interesowało go to, jak postrzega wszystko dookoła, jak uczy się powoli wszystkiego. Jeśli anioł mógłby stać się człowiekiem, to Castiel był na dobrej drodze. A Dean cieszyłby się, że byłby tego częścią. Oczywiście jeśli Castiel chciałby tego samego. Zdecydowanie nie cieszyłby się, gdyby anioł zaczął rozpaczać nad utraconą anielskością. Gdyby jednak chciał zostać człowiekiem, Dean by mu pomógł. Ale który anioł miałby ochotę zostać takim niedoskonałym stworzeniem? Jaki powód mógłby być dość ważny, by się na to odważył?
Dean zaparkował przed biurem FBI i zgasił silnik. Żaden z nich nie wysiadł z samochodu, po prostu siedzieli dalej. Stanęli przed poważnym problemem w postaci zakupów, które były w bagażniku.
- Wiesz, jeśli nie masz gdzie trzymać tych ubrań, to możesz je zostawić u mnie i u Sama – zaoferował Dean. – Tam będą bezpieczne i pod ręką.
- Jeśli nie sprawi to wam obu kłopotów.
- To żaden problem.
Dean złapał za klamkę, by wysiąść, ale Castiel go zatrzymał mówiąc:
- Dziękuję, Dean, że zabrałeś mnie do tej galerii. Dobrze się bawiłem.
Duma, która go teraz rozpierała, była nie do opisania. Castiel patrzył na niego z wdzięcznością, uśmiechając się przy tym. Jeśli przez swój wypad na miasto wpadli w kłopoty, to miał to gdzieś. Opłacało się to zrobić dla tego uśmiechu.
- Nie ma za co – odparł i odwzajemnił uśmiech anioła.
Wreszcie wysiedli z Impali i udali się z powrotem do pracy. Torby z ubraniami Castiela zostały w bagażniku, ale anioł zabrał ze sobą rzeczy, które kupił później w innych sklepach.
Weszli do biura i usiedli przy swoich biurkach. Dean od razu zabrał się za pisanie raportu i robił to z dużo większą chęcią niż wcześniej. Od czasu do czasu spoglądał na Castiela, który o swoich obowiązkach całkowicie zapomniał i teraz zajmował się ustawianiem swoich zakupów na biurku. Różne figurki, jakiś łapacz snów, przycisk do papieru, wiele tego było. Gdy skończył, na biurku pozostało niewiele wolnego miejsca, ale Castiel był zadowolony z siebie, a Dean cieszył się, bo jego prezent znajdował się na honorowym miejscu, na środku biurka.
A już w następnym rozdziale:
Usłyszał kroki. Były wolne i bardzo ciche, ale je usłyszał. Z całą pewnością nie należały do Castiela, wiedział to.
Dean zamarł w kącie i nasłuchiwał. Do kroków dołączył oddech, ale nie jego własny. To wampir oddychał gdzieś obok. Być może badał powietrze, szukając jego zapachu. Miał przejebane.
