Zastrzeżenie: Nie jest to moja praca, tylko tłumaczenie angielskiego oryginału należącego do Crystalzap. Prawa do mangi, bohaterów należą do Masashi'ego Kishimoto.


Od tłumaczki: Nowy rozdział, dłuższy niż zazwyczaj! Cieszycie się?


Nieoczekiwany Początek

Rozdział 19: Kolejny Zwykły Dzień


Myśli: „bla bla"

Dialogi: „bla bla"

Kyuubi: „bla bla"/„bla bla"


Kolejnego dnia Naruto obudził się oparty głową o swojego ojca. Całą noc spędzili na rozmowach na temat przyszłości, dnia, do którego się cofnął, o tym, co właściwie się wydarzyło i dlaczego. Poruszyli też inne tematy, takie jak dzieciństwo blondyna i początek jego kariery ninja. Minato co prawda o tym nie wiedział, ale jinchuuriki ominął wiele w jego opowieści.

Powiedział mu, że mieszkał sam od czwartego roku życia, nie wspominając, że to właśnie wtedy wyrzucili go z sierocińca. Pominął również fakt, jak bardzo mieszkańcy wioski go nienawidzili. „Zapomniał" też wspomnieć, że był zawsze sam i nie spotkał Jiraiyi aż do trzynastego roku życia. Naruto czuł się z tym trochę źle, ale z drugiej strony nie chciał, by jego tata skierował nienawiść w Konohę, a także nie w Ero-sennina, którego i tak uznawał za jedną ze swoich najcenniejszych osób.

Młodszy blondyn usiadł powoli, przecierając oczy, próbując nie obudzić przy tym Minato. Uśmiechnął się na widok śpiącego tuż obok mężczyzny. I wtedy jego wzrok znalazł się na zegarze.

DZIEWIĄTA! SPÓŹNIĘ SIĘ! – pomyślał już na pełnym chodzie, biegając po pokoju niczym wariat, w pełnym pośpiechu i panice, szukając swoich rzeczy do akademii.

Namikaze obudził się po tym, jak w pomieszczeniu rozległ się huk. Kiedy rozejrzał się w poszukiwaniu jego źródła, musiał powstrzymać śmiech na widok syna pokrytego górą pluszowych żab, lisów, a także ubrań. Gdy podróżnik w czasie w końcu zdołał się z niej wygrzebać, Czwarty nie wytrzymał i już kilka sekund później w całym domu słyszalny był jego gromki śmiech. Naruto zmierzył go wzrokiem, co niestety nie dało mu zamierzonego efektu biorąc pod uwagę fakt, że na jego głowie w dalszym ciągu znajdowała się niebieska ropucha. Kiedy jego tata dalej chichotał, rzekł:

- I z czego się śmiejesz? Wiesz, że ty też się spóźnisz?

… na co starszemu blondynowi od razu zrzedła mina i cała scena sprzed kilku minut powtórzyła się, tym razem to z Żółtym Błyskiem w roli głównej. Uzumaki przewrócił na to oczami, zastanawiając się, czy w jego wykonaniu wyglądało to równie śmiesznie. Z tym chłopiec chwycił za swój plecak oraz kaburę na shurikeny. Pobiegł w stronę drzwi, chwytając po drodze batonik na śniadanie, nie zapominając krzyknąć pospieszne „pa, tato!".


Wbiegł do klasy idealnie w momencie, w którym Iruka-sensei zamykał za sobą drzwi, zręcznie się w nie wślizgując. Kiedy zajął swoje miejsce tuż obok Sasuke, wziął głęboki wdech i wyszeptał „udało się". Uchiha przewrócił oczami.

- Straciłeś poczucie czasu zastawiając jedną ze swoich pułapek? – wyszeptał.

- Nie, po prostu zaspałem – odparł jinchuuriki.

Wkrótce Iruka poprosił o ich uwagę. Po wytłumaczeniu klasie incydentu, który miał miejsce w klanie Uchiha – swoją drogą w bardzo zmodyfikowany sposób, ograniczając się przede wszystkim do wspomnienia, jak wiele osób zginęło - reszta dnia upłynęła całkiem normalnie. Brunet otrzymał, zwłaszcza od dziewczyn, mnóstwo współczujących spojrzeń. Naruto oczywiście wiedział, że cholerna rada zmieniła wersję dla publiczności tak, by pozostali przy życiu członkowie klanu Sasuke nie zostali osądzeni – w końcu ktoś musiał wchodzić w nowe związki i „produkować" kolejne sharinganowe dzieci. Kruczowłosy uniósł brew, posyłając przyjacielowi pytające spojrzenie, na co ten tylko wzruszył ramionami.


Nadeszła pora obiadowa. Uzumaki w dalszym ciągu zastanawiał się, w jaki sposób uczynić swoją demonstrację umiejętności bardziej dramatyczną. W pewnej chwili poczuł się tak… tak jakby ktoś go obserwował. Delikatnie się obrócił, kątem oka zauważając wpatrującą się w niego, rozmarzoną Hinatę. Naruto przewrócił oczami.

Ona naprawdę już wtedy mnie lubiła. Musiałem być bardzo głupi, by tego nie zauważyć aż do walki z Painem, kiedy to wyznała mi miłość. Wiem, że nie możemy być razem, dopóki nie będziemy starsi, ale… to nie oznacza, że nie mogę dać jej znać, że ją zauważam.

Z tym szeroko się do niej uśmiechnął, puszczając oczko. Odwrócił się, potajemnie obserwując jej reakcję. Hyuuga jak zawsze go nie zawiodła. Czerwona na twarzy, otworzyła i zamknęła buzię. Wiedziała, że została przyłapana.

Młody Namikaze próbował się nie roześmiać. Kiedy odkrył, dlaczego dziewczyna tak się rumieni, stwierdził, że to niezwykle słodkie i nieraz ją do tego prowokował. Z czasem jego Hinata powoli zaczęła być odporna na jego sztuczki – co nie oznacza, że nie znalazł nowych sposobów – znalazł więc radość w fakcie, że jej siedmioletnia wersja była tak podatna na zawstydzenie.

Sasuke spojrzał na swojego przyjaciela, unosząc brew:

- Fanka? – wyszeptał, by nie zwrócić na nich uwagi senseia.

Blondyn potrząsnął głową.

- Nie, ta jest specjalna – odparł.


Po zakończeniu lekcji chłopcy czekali przy wyjściowej bramie – Sasuke na swojego brata, zaś Naruto na tatę, co było niezwykłe biorąc pod uwagę fakt, że zazwyczaj – przez nawał pracy w biurze Hokage – podróżnik w czasie sam wracał do domu.

- Dlaczego czekasz, Naruto? – zapytał zainteresowany Uchiha.

- Mój tata powiedział, że dzisiaj mnie odbierze.

Ledwo skończył to zdanie, a przed nimi, w żółtym błysku, zmaterializował się Namikaze. Minato wyszczerzył się do syna.

- Gotowy?

Jinchuuriki Dziewięcioogoniastego Lisa po prostu się w niego wpatrywał.

- Znów gdzieś przeszmuglowałeś na mnie swoją pieczęć? – wcale nie zabrzmiało to jak pytanie. Czwarty podrapał się w tył głowy.

- Uch… tak?

Naruto przewrócił oczami, po czym westchnął.

Przynajmniej w dalszym ciągu traktuje mnie jak siedmiolatka – pomyślał. Potrząsnął głową, przenosząc rozbawione spojrzenie na ojca.

- W porządku! W takim razie idziemy! – wrzasnął, sam zachowując się na wiek swojego ciała. Tym razem to Sasuke przewrócił oczami, a Minato po prostu się zaśmiał.

Naruto poprowadził starszego blondyna do Lasu Śmierci. Było to jedyne miejsce, o którym wiedział, że istniało tam małe prawdopodobieństwo przyłapania go na emisji ogromnych ilości chakry. Yondaime zawahał się jednak, gdy zrozumiał jego zamiary.

- Naruto, jesteś pewny, że chcesz tam iść? – zapytał, mając nadzieję, że jego mały podróżnik w czasie się rozmyśli. Chłopiec co prawda powiedział mu zeszłej nocy, że jego pierwszy i jedyny Egzamin na Chuunina miał właśnie tam miejsce, ale – z przyszłości czy też nie – mężczyzna naprawdę nie chciał widzieć tam swojego dziecka.

Uzumaki obrócił się, widząc jego wahanie.

- Nie martw się, tato, wszystko będzie w porządku! Chodź! – zawołał, z gracją przeskakując przez ogromny płot. Minato podążał tuż za nim na wypadek, gdyby jednak coś się miało wydarzyć. Pierwsza polana, do której dotarli, okazała się znajdować wystarczająco daleko od wioski.

- Okej, tato. Jedną rzeczą, którą chciałem ci pokazać, jest coś, czego jeszcze nie próbowałem od mojej podróży w czasie. Zaczynamy! – z tym jinchuuriki odskoczył na sam środek łąki, ugryzł się w kciuk i przeszedł przez szereg ręcznych pieczęci, na których widok oczy i usta starszego z nich szeroko się otworzyły. – Kuchiyose no Jutsu! – z tym chłopak przywalił dłonią w ziemię.

Kiedy dym się ulotnił, ujawnił siedzącą na trawie niewielką ropuchę. Naruto szeroko się do niej uśmiechnął.

- Gamakichi! – wykrzyknął, podekscytowany.

Na dźwięk swojego imienia - wypowiedzianego znajomym, aczkolwiek o wiele młodszym głosem - Gamakichi pospiesznie uniósł wzrok.

- Bro? – zapytał.

Tym razem to buzia blondyna otworzyła się z niedowierzania.

- Pamiętasz…? – prawie krzyknął. Zszokowany Namikaze w dalszym ciągu obserwował wszystko z dala.

- Oczywiście, że tak – stwierdziła lekko zdenerwowana ropucha. – A niby dlaczego miałoby być ina…czej….? AAA! Jestem niski! – z powrotem jej wzrok powędrował na osobę, która ją przywołała. – TY TEŻ JESTEŚ NISKI!

- Oi! To nieprawda! – młodszy blondyn miał najwyraźniej kompleksy na punkcie swojego wzrostu. Gamakichi go jednak nie słuchał. Zamiast tego zastanawiał się nad ostatnią rzeczą, którą pamiętał.

Po pewnym czasie Uzumaki zaczął się martwić.

- Uch, hej, Kichi, wszystko w porządku? – zapytał, klęcząc tuż obok niewielkiego towarzysza. Ropucha uniosła głowę.

- Taa… pamiętam, że zginąłeś… a tak przynajmniej sądziliśmy. Ale pamiętam też chwile przed tym, zanim mnie przywołałeś. Nie wiedziałem wtedy nic o przeszłości… przyszłości. Tak jakby twoje przywołanie przyniosło ze sobą te wszystkie wspomnienia, moje wspomnienia. I definitywnie pamiętam, że wyglądałem inaczej. Co ty zrobiłeś? – Gamakichi na wpół go spytał, a na wpół oskarżył.

Naruto nerwowo zaczął drapać się w tył głowy.

- He he he… tak jakby… cofnąłem się w czasie – odparł, nie mogąc ulokować wzroku w konkretnym miejscu. Jego summon patrzył się na niego z niedowierzaniem.

- Poważnie?

Blondyn westchnął.

- Taa.

Do tego czasu Minato zdążył ogarnąć się i do nich dołączyć.

- Zgaduję, że w twoim poprzednim życiu podpisałeś kontrakt z ropuchami? – zapytał swojego syna.

Niewielka ropucha oraz chłopak odwrócili się do niego.

- Uch… tak. To jest Gamakichi. Kichi, to mój tata – Naruto ich przedstawił. Żółty Błysk uprzejmie skinął głową, zaś Kichi zastygł w miejscu, nie wierząc w to, co właśnie widzi. W końcu odwzajemnił sentyment. Po chwili zapytał Uzumaki'ego:

- Jak daleko się cofnąłeś, Naruto?

- Do samego początku – odparł jinchuuriki bez cienia wahania w głosie. – Mojego początku, znaczy się. Do dnia, w którym się urodziłem.

- Ale jak ty… - zaczął summon, ale jego rozmówca mu przerwał.

- Poczekaj, Kichi. Jeżeli mam przejść przez całą tę historię, powinienem również przywołać twojego ojca, a także Ma oraz Pa. Skoro ty odzyskałeś w ten sposób swoje wspomnienia, oni także powinni – rzekł, w międzyczasie robiąc pieczęcie. Gamakichi tylko skinął głową, zaś przez głowę Czwartego przechodziły liczne myśli. Zastanawiał się, kim jest ojciec ropuchy. Przypomniał sobie, że Jiraiya niegdyś mówił mu coś o Pa oraz Ma, ale – jako że sam nigdy nie przeszedł przez trening sage – nigdy ich osobiście nie poznał.

- Naruto, co ty…? – to jedyne, co mężczyzna zdołał wypowiedzieć, zanim cała polana nie wypełniła się ropuchami. Jego uwagę przede wszystkim skupił Gamabunta, a także dwie, niewiele większe, za to znacznie starsze od Gamakichi'ego ropuchy.

Yondaime ledwo mógł uwierzyć w to, że jego syn właśnie przywołał Szefa i nie wyglądał nawet na odrobinę zmęczonego.

Ma i Pa powitali Naruto, Gamabunta zaś również jak jego mniejsza wersja napomknął, że chłopak jest o wiele mniejszy, niż za ostatnim razem. Już miał się zapytać, dlaczego został wezwany, kiedy jego uwaga nagle skierowała się na starszego blondyna.

- Hej, Gamabunta – pomachał mu Minato, na co Szef zaczął wyglądać tak, jakby właśnie zobaczył ducha i prawie zemdlał.


Po wytłumaczeniu ich obecnej sytuacji, Gamabunta głośno się roześmiał, wywołując niewielkie trzęsienie ziemi. Na twarzach ojca i syna widniały jednakowe uśmieszki.

- Tylko ty… Naruto… znalazłbyś sposób na zrobienie czegoś tak niemożliwego – Szef potrząsnął głową. Chłopak naprawdę zasłużył na tytuł „Najbardziej Nieprzewidywalnego Ninja". Jinchuuriki na to tylko się uśmiechnął, Namikaze zaś nie mógł się temu wszystkiemu nadziwić. Jego siedmioletni syn ciągle był pełen niespodzianek.

- Okej, uciekamy na obiad, Kichi – rzekła do swojego syna ogromna ropucha.

- W porządku! Pa, Naruto! – odwrzasnął Kichi, zanim zniknął w kłębie dymu.

- My też już znikamy – rzekła Ma.

- Czekajcie! – zatrzymał ich młody shinobi. – Chciałem pokazać mojemu tacie to jutsu, ale potrzebuję Trybu Mędrca, by nim rzucić, więc czy…

Przerwał mu Pa.

- … byśmy cię nie przypilnowali na wypadek, gdybyś miał się zmienić w olbrzymi ropuszy posąg?

Naruto podrapał się w tył głowy.

- Uch… tak.

Brwi Yondaime uniosły się. Brzmiało to niebezpiecznie. Nie miał jednak czasu, by się odezwać. Pa uśmiechnął się:

- Pewnie, Naruto. Działaj!

Blondyn stanął w miejscu, zamykając oczy. Namikaze już miał do niego podejść, gdy zatrzymał go Ropuszy Mędrzec.

- Wszystko jest w porządku. Po prostu zajmuje mu to więcej czasu, ponieważ nie robił tego jeszcze w tym ciele, a nie chce niczego zepsuć. Daj mu minutę – wyszeptał, a mężczyzna przytaknął. Gdy podniósł wzrok, Uzumaki otworzył oczy. Transformacja się udała.

Na twarzy podróżnika w czasie pojawił się uśmieszek.

- Okej. To Sage Mode, tato. Być może widziałeś wcześniej, jak robi to Jiraiya-oji.

Minato skinął głową.

- Tak, ale tylko raz. Do czego ci jest potrzebny?

- Heh… więc… moje jutsu… nie nauczyłem się, jak rzucać nim bez jego użycia… gdy raz spróbowałem, całkowicie zdewastowało całą moją rękę – rzekł nerwowo chłopak, widząc reakcję ojca. – Ale nie przejmuj się, teraz wszystko się uda! – dodał, próbując zmienić nastrój.

Szybko stworzył klona, by nie dać szansy starszemu z nich na odezwanie się. Naprawdę chciał, by to zobaczył… Więc zanim Namikaze zdołał zaprotestować, ujrzał w dłoni syna tak znajomą mu kulę chakry. I wtedy zaczęła się zmieniać. Kiedy mężczyzna zdał sobie sprawę z tego, co właściwie robił Kage Bunshin, jego oczy szeroko się otworzyły. Zamarł. I wtedy to usłyszał.

Praktycznie buzuje mocą! – pomyślał, obserwując Naruto, który tym razem nie ulepszył, a skończył jego oryginalne jutsu. Kula wirującej energii rosła w oczach. Oplatały ją ostrza wiatru, które okrążały ją niczym wirujący shuriken.

Kiedy klon skończył dodawać Element Wiatru, rozproszył się.

Yondaime patrzył, jak jego siedmioletni syn unosi potężną chakrę ponad głowę, wpatrując się w nią.

Naruto spojrzał na swojego ojca, którego wyraz twarzy zmienił się z pełnego niedowierzania w czysty podziw. Jinchuuriki Kyuubi'ego szeroko się uśmiechnął, a w jego oczach można było dostrzec błysk. W tym momencie, z ulubioną techniką w dłoniach, naprawdę poczuł się jak małe dziecko. Wtedy szybko odwrócił się w przeciwnym kierunku od Konohy, rzucając olbrzymim shurikenem wirującej energii, krzycząc:

- Fuuton: Rasenshuriken!

Po tym, jak skończył oglądać destrukcyjny efekt techniki w postaci ciągnącego się w las potężnego krateru, ponownie przeniósł wzrok na Minato. Wyszczerzył się. Reakcja starszego blondyna była bezcenna. Po prostu stał tam niczym słup soli, z szeroko otwartymi oczami, wpatrując się w kierunek, w który poszybowało jutsu…

Rasenshuriken.