Betowała jak zawsze niezawodna Freja


Wiosną roku 2005 miały miejsca dwa, a właściwie trzy wydarzenia. Po pierwsze król magicznej Polski brał ślub z kobietą niższą stanem, co budziło emocje. Potem zaś zamierzał odwiedzić wraz ze swoją nową królową Anglię, co miało stanowić rewolucję w relacjach między tymi krajami. Lecz początek roku przyniósł społeczno-polityczną burzę a sygnał przyszedł z Francji.

Przez pierwsze miesiące Trudearoro pokazywał zdjęcia swego kochanka w stanie odmiennym. Pisano mniej, lub bardziej przychylne, artykuły o tym eksperymencie na naturze, zaś Hermiona chodziła rozpromieniona. Każde uderzenie w konserwatystów wzmacniało ją, toteż powodzenie Trudearoro było jej powodzeniem. A przynajmniej tak myślała w swojej naiwności. Ministerstwo Magii Wielkiej Brytanii potępiało rzecz jasna działania Francuzów, Polacy nie owijali w ogóle w bawełnę i stwierdzili wprost, że cała ta farsa z ciążą kochanka Trudearoro to wynaturzenie i zamach na świętość życia i sankcjonowana mizoginia wobec kobiet. W końcu jeśli on, osobnik poniekąd płci męskiej, chce wkraczać w sferę zarezerwowaną dla kobiet wynikającą z naturalnego stanu rzeczy, w przypadku niektórych mugolskich dyktatorów mody doprowadzają kobiety do ciężkich chorób, to coś tu jest nie tak i należy z tym walczyć. W końcu, tak jak słusznie przewidywali eksperci wszelkiej maści, w marcu doszło do katastrofy. Nikt właściwie nie wiedział jak do tego doszło, lecz fakt pozostawał faktem. W zimny, marcowy dzień ciemnoskóry czarodziej został znaleziony martwy w swoim mieszkaniu w magicznej części Paryża.

Przyczyna śmierci pozostała przez długi czas nieznana, lecz początkowo wiele wskazywało na morderstwo. Mężczyzna został znaleziony w kałuży krwi, leżąc skręconym tak, jakby cierpiał katusze w ostatnich chwilach życia. W podobnych pozach znajdowano ofiary najstraszniejszych klątw. Dlatego pewnie Trudearoro od razu przystąpił do ataku.

- Mam wielu wrogów, pragnących powrotu starego, niesprawiedliwego porządku. Mam nieprzyjaciół tak w kraju jak i za granicą, zaś ci z zagranicy wzmacniają malkontentów w kraju. Polski król głośno złorzeczy naszemu błogosławionemu związkowi. Kto wie co uczynił, by zniszczyć moje szczęście!

Oskarżenie rzecz jasna zostało przekazane dalej, a Aleksander zacisnął pięści z wściekłości i wyrzucił francuskiego ambasadora na zbity pysk z Warszawy. Nie protestowano, bowiem napięcia na linii Polska - Francja trwały długo. Król płonął wewnętrznie, a był to żar okrutny. Oto, nic nie wart Minister, bynajmniej nie dlatego, że urodził się szlamą, oskarża JEGO! Syna szlachetnego rodu i władcę potężnego kraju o zbrodnię. Podczas gdy sam dokonał zbrodni na naturze za pomocą magii. W końcu kto to słyszał, by mężczyźni rodzili dzieci?! Gdyby tak miało być, to natura inaczej by to wszystko urządziła – myślał król chodząc to w jedną, to w drugą stronę. Wiedział, że musi działać szybko i skutecznie. Natalia doskonale rozumiała powagę sytuacji i wspierała Aleksandra jak tylko mogła, zgadzając się przy tym z jego zdaniem : „Nie możesz okazać słabości, lecz musisz działać zdecydowanie. Raz okazana słabość rozprzestrzeni się niczym choroba".

- Mam dość Francuzów – powiedział któregoś wieczoru, patrząc na płonący w kominku ogień.

Siedział akurat na fotelu w swoich prywatnych komnatach. Natalia zajęła miejsce obok, uważnie czytając tak oświadczenie Trudearoro jak i raport dotyczący śmierci jego ciężarnego kochanka. Zawsze bardzo uważnie czytała każdy dokument, który dostała, rozumiejąc powagę sytuacji, kiedy to pytał ją o zdanie w najważniejszych sprawach. Pragnęła być mu tym, czym nie była żadna z kobiet. Siedziała na drugim fotelu, przegryzając wargę.

- Podejrzana sprawa – powiedziała na głos – znaleźli go w zamkniętym mieszkaniu we krwi, lecz kto i po co miałby go mordować?

- Ale w takim razie dlaczego zginął? – Aleksander spojrzał na ukochaną z zafrasowaną miną. Natalia westchnęła. Mężczyźni bywali czasem tacy… naiwni i niepraktyczni. Nawet ON.

- Cały ten rytuał był wielce podejrzany – kontynuowała ostrożnie – to wbrew naturze, by mężczyzna nosił dziecko i być może właśnie to zabiło tego czarodzieja – odparła zduszonym głosem, po czym kontynuowała pewnie - zaś Trudearoro intensywnie rozmyśla jakby ugrać swoje. Lecz nie zacznie zbijać interesów twoim kosztem.

- Nie zacznie, bez obaw – zapewnił.

Wyrzucenie francuskiego ambasadora miało poważne konsekwencje. Sprawa praktycznie oznaczała stan wojny między Polską Rzeczpospolitą Magiczną a Magiczną Republiką Francji. Ale oczywiście oskarżenia rzucane przez Trudearoro musiały mieć swoje konsekwencje, które dopiero miały nastąpić.

Tak sojusznicy jak i przeciwnicy Trudearoro czekali na rozwój wypadków. Podejrzana śmierć osoby z bliskiego otoczenia Ministra budziła niepokój. Z jakiegokolwiek powodu zginął czarnoskóry czarodziej umarł, oznaczało to poważną lukę w systemie bezpieczeństwa. Rozumiał to także Trudearoro, który nakazał zbadać sprawę.

- Nie ma śladów walk panie Ministrze – wyznał prowadzący sprawę czarodziej – nie znaleźliśmy też śladów trucizn, czy klątw.

- Co chcesz przez to powiedzieć? – domagał się Trudearoro, nieco zdenerwowany, bo powoli do jego móżdżku dochodziła myśl „A może niepotrzebnie wykonaliśmy ten rytuał? Można było wynająć jakąś surogatkę, by potem przyznać jej specjalny tytuł albo stanowisko".

- Cokolwiek zabiło zmarłego, pochodziło z wewnątrz – wyjaśnił - obawialiśmy się rytuału i możliwych skutków ubocznych, nasze najgorsze obawy się sprawdziły.

- Ale dlaczego Pierre wyglądał jakby cierpiał tortury? – dopytywał się Minister, próbując grać na czas.

- Proces był wielce niebezpieczny, najwyraźniej nasze najgorsze objawy się spełniły. Organizm odrzucił ciążę i przez to pan Pierre zginął na skutek komplikacji.

- Rozumiem, teraz czas przygotować przedstawienie dla prasy. – odparł sztywno Minister

Minister Trudearoro umiał płakać dla publiczności i grać przed takową. Teraz miał za zadanie przedstawić sam siebie jako rozpaczającego kochanka, który stracił miłość swego życia i nienarodzone dziecko. Ludzie lubią dramaty i z tego korzystał nasz minister. I dlatego długo ćwiczył swoje wystąpienia, pragnąc przekuć niepowodzenie w sukces. Zagraniczny sojusznicy słali pełne współczucia listy. Uśmiechał się, wiedząc doskonale, że kochanka można zastąpić, lecz fotel Ministra nie.

Rufus Scrimgeour nie tracił czasu i wydał oświadczenie ostrzegające czarodziei przed igraniem z prawami natury, którym wszyscy muszą podlegać. Podobnie uczynił Aleksander a także Bułgarzy czy Rumuni. Iberia zachowała wstrzemięźliwość zaś Włosi i Grecy wydawali się być niepewni. Z Niemiec płynął dwugłos, bowiem trwająca od lat wojna domowa była teraz walką między zwolennikami a przeciwnikami zmian. Za pierwszymi stała Francja a za drugimi Polska i Rosja.

Dla Zakonu była to fatalna wiadomość. Każde potknięcie Trudearoro im szkodziło, zaś Hermiona musiała znosić festiwal złośliwości i kpin, ledwie łagodzony przez Lucjusza. Poparcie dla francuskiego Ministra stanowiło powszechną wiedzę zaś Amfitryta Greengrass nie dawała nikomu o tym zapomnieć. Ginny próbowała pomagać, zaś Elaine… Hermiona płakała rozumiejąc, że blondynkę bardziej obchodzi ochrona stanowiska męża niż walka o zmiany niesprawiedliwych przepisów.

- Twoje matka jest taka jak ja, pochodzi z rodziny Mugoli Elaine! Jak możesz wspierać ten kierunek polityki?!

- Wizyta Aleksandra Orłowskiego pomoże Rufusowi – wyjaśniła spokojnie Elaine – ty walczysz o społeczną sprawiedliwość a ja dbam o moją rodzinę. Próbowałam ci pomóc, ale nie słuchałaś. Jeśli Rufus zostanie zapamiętany jako największy Minister moje dzieci na tym zyskają i każde drzwi staną przed nimi otworem. To moja powinność. Nie kochasz swych dzieci Hermiono?

- Jak śmiesz?! Kocham i dlatego walczę o lepszy świat! – odparła histerycznie dziewczyna

- Ośmieszasz siebie i Lucjusza! – odparła lodowato blondynka - Dorośnij wreszcie i zrozum, że nikogo nie obchodzą prawa skrzatów domowych, ludzie chcą Rejestru Wilkołaków a przyjaźń z Polską nam pomoże. Nie osiągniesz niczego poza własną klęską na każdym kroku krytykując zwyczaje. Nie wal głową w mur, lecz obejdź takowy.

- Nie pójdę na kompromis i nie poświęcę mych ideałów – odparła dumnie Hermiona.

Elaine westchnęła posępnie i pożegnała się uprzejmie. Bezkompromisowość Hermiony czyniła ją znakomitą wojowniczką, lecz te same cechy bywały zgubne podczas salonowych rozgrywek. Hermionę właśnie taka postawa doprowadziła na przysłowiowy skraj przepaści. Można być twardą i nieugiętą w dyskusji, ale należy robić to ze sprytem, znanym każdej kobiecie, która rozumiała reguły rządzące tym światem. To mężczyzn uczono konfrontacji od najmłodszych lat. Niekiedy te konfrontacje przyjmowały bardziej fizyczną formę, wręcz aż do przesady. Ale to DOBRZE i właściwie wychowane kobiety, ich partnerki niekiedy, były świetnymi wojowniczkami salonowymi, i nie tylko. To one były szkole w sztuce odpowiedniego posługiwania się słowem i gestami. Każda rozsądna matka wpajała takie zachowania swojej dorastającej córce. Dziś, gdy walczy się z rzekomą pruderią, powoduje się, że wielu niewiastom obca jest subtelność i wdzięk. Bywają aż nadto konkretne, co niekiedy może prowadzić do różnych niekomfortowych sytuacji. I właśnie tego ofiarą padła Pani Malfoy.. Dawna Gryfonka została zapędzona w pułapkę bez wyjścia: Amfitryta Greengrass i inni bezlitośnie uderzali w jej poczucie sprawiedliwości, raz po raz prowokując wygłaszając pochwałę panujących w Polsce praw, gdzie tylko dzieci urodzone z rodziców czarodziei miały prawa wyborcze, zaś rola społeczna Mugolaków była ograniczona i ściśle określona. Hermiona nie mogła znieść podobnych ograniczeń ni nie mogła milczeć jakby nigdy nic się nie wydarzyło. Dlatego pewnie mogła tylko odpowiadać atakiem na prowokacje, zaś ci, co chcieli ją osłabić uderzali bezlitośnie.

Większość mugolaków w Polsce jednak pogodziła się ze swoim losem i wolała sterować losem mugolskiej Polski, gdyż bezpieczeństwo obu krajów było ściśle ze sobą powiązane. Każdy król składał przysięgę ochrony czarodziei pierwszego pokolenia, ale i zachęcania rodów czystej krwi do przygarnięcia co zdolniejszych do siebie, w ramach mecenatu, czy pozwolenie na ślub z mniej znaczną acz spowinowaconą rodzinę, co odbywało się naprawdę rzadko, ale stanowiło niepisaną regułę podtrzymania rodu. W końcu lepiej mieć mugolaka w rodzinie, który może zapobiec charłactwu i innym chorobom powiązanym z bliskim pokrewieństwem niż wygasić sobie ród na własne życzenie. Polacy pod tym względem naprawdę wykazywali dużą trzeźwość umysłu. Dlatego powszechną prawda, choć nikt o tym nie dyskutował w kręgach, był fakt, iż każdy z trzech rodów królewskich nie był czystej krwi wedle definicji Anglików. Poza tym, mugolacy w Polsce jako uzdrowiciele, czy Magotechnolodzy cieszyli się dużym poważaniem wśród rodów czystej krwi o ile wykazali przydatność. Żaden tradycjonalista, trzeźwo myślący, nie atakował mugolaka za fakt bycia czarodziejem pierwszego pokolenia, bowiem moc to moc i mocy nie ma co niszczyć. Uważał to za ujmę. Dopiero, gdy mugolak się czymś „wykazał" jak odporność na wiedzę wykładaną w szkole, brak szacunku do kobiet (zwłaszcza po spożyciu nadmiernych ilości dóbr narodowych).

Była sytuacja, gdy trzech arystokratów z Anglii, Francji i Niemiec zaatakowało słownie czarownicę mugolskiego pochodzenia na głównej ulicy Magicznej Warszawy. Zelżyli dziewczynę, dając jej do zrozumienia, że jest tylko szlamą i należy się takowych pozbywać. Świadkami całej scenerii byli wówczas – młodociany Aleksander (który dopiero skończył szkołę i poszedł opijać ten fakt z kolegami), Stefan – pełnoletni następca tronu Królestwa Bułgarii oraz Vladko, syn Ministra Magii Księstwa Jugosławii. Widząc zachowania swoich zachodnich kuzynów od razu przystąpili do obrony dziewczyny, zaś fakt, że popili wcześniej w gospodzie dodał im odwagi i bitności wszak Słowianie nie lubią jak obcy przezywają ich kobiety. Sprawa mogłaby się skończyć skandalem, ale rodziny całej gromadki postarały się o wyciszenie sprawy. Mugolaczka zniknęła z pola widzenia raz na zawsze. Znaleziono ją potem w Rosji, gdzie żyła szczęśliwie jako żona doradcy Cara. Zaś każdy z trzech zachodnich dżentelmenów borykał się do końca życia z jakimś problemem zdrowotnym – Pierre (kuzyn obecnego ministra magii Francji) – nie mógł zagwarantować swojej połowicy satysfakcji z życia, Hesper – obecny przywódca rebelii rozwalającej Niemiecką Republikę Magiczną miał momenty zawieszenia się w innym świecie, a John (nomen omen, teść pani Amfitryty!) jąkał się na widok każdej kobiety. Cóż, Słowianie bardzo nie lubili gdy obcy wkraczał na ich terytoria. Obrażeni słowiańscy książęta nie rozumieli całe sytuacji i wściekłości swoich patriarchów, więc nie zdradzili rodzinom poszkodowanym, że tak naprawdę użyli technik słownych stosowanych przez tzw. babki zielarskie, powszechne wśród czy to Polaków, czy innych Słowian nie dysponujących siłami magicznymi. Wystarczyło wykazać szczery żal i błagać o przebaczenie ofiarę. A że ofiarę szybko usunięto z widoku, to i dolegliwości bywały dokuczliwe…

Nawet Lucjusz potrzebował chwili, by pojąć skąd owa nagła śmiałość. Opłacał różnych ludzi i chociaż za rządów Scrimgeoura jest możliwości łapówkarskie były o wiele mniejsze niż za Knota wciąż miał całkiem pokaźne możliwości. Wiedział zatem o intensywnej wymianie informacji wywiadowczej z Polską. Dzięki zaś rozmowom Draco z Theo Nottem czy Zabinim, jasnym się stało, że Amfitryta oraz inny wciąż otrzymują wsparcie moralne ze strony Aleksandra. A kto wie jakie jeszcze dokładnie.

- Czyli Sasza postanowił namieszać w naszym kotle – mówił wolno Lucjusz – szlag by to trafił! – warknął wściekły - Gdyby chciał tylko ośmieszyć Zakon Feniksa i tego nieudacznika Weasleya, sam by mu pomógł, lecz on ma czelność używać Hermiony jako pałki do okładania tak ich jak i mnie.

- Co zrobimy? – zapytał Draco, który zaczynał ważyć słowa. Ojciec to jedno, interesy zaś...

- Muszę zrozumieć jego intencje – zaczął ostrożnie Lucjusz – nie sądzę, by aż tak bardzo pragnął pomóc Rufusowi i by dla Rufusa się tak wysilał. On atakuje Hermionę i zachęca by ją publicznie ośmieszać zaś ja nie zdołam zahamować jego działań jak nie zrozumiem w czym rzecz.

- Może chce osłabić zwolenników zmian i…

- Nie, to coś bardziej osobistego, nie rozumiem tylko dlaczego rozpętał przeciw niej wendettę, za co ją tak znienawidził. Sasza nie wysilał by się aż tak, nie gościł Amfitryty, gdyby chodziło tylko o niezgodność poglądów! Kpił by z WSZY czy innych pomysłów, lecz nie podburzał przeciw niej. Hermiona musiała powiedzieć lub zrobić coś, co go dotknęło osobiście.

- A nie możecie porozmawiać? – zapytał Draco – albo porozmawiać z kimś z jego otoczenia, Podolakiem?

Lucjusz patrzył przez chwilę na swego syna, po czym aż podskoczył w nagłym olśnieniu. Teraz sprawa nabierała więcej sensu niż kiedykolwiek i z radości aż wyściskał Draco.

- Być może ludzie z jego otoczenia to klucz, Sasza... niełatwo dopuszcza do siebie innych, zawsze był paranoicznie podejrzliwy, że inni czyhają na jego majątek. Hermiona musiała coś powiedzieć lub zrobić przeciwko Podolakowi lub Natalii. Tylko co? Zirytowała go swoimi słowami na temat konieczności dopuszczania Mugolaków do wolnej elekcji, lecz on potem zaczął działać gwałtownie.

Lucjusz chodził nerwowo po salonie, w którym rozmawiał z synem. Pansy w tym czasie przebywała u rodziców, zaś Hermiona wyszła na zakupy na Pokątną. Byli sami i rozmawiali niczym dwaj, poważni mężczyźni. Toczyli podobną dyskusję nieraz usiłując zrozumieć w jaki sposób doszło do katastrofy, w jaki sposób on i Aleksander Orłowski stanęli aż tak daleko od siebie.

- Pani Greengrass zaczęła chodzić bardzo zadowolona z siebie niedługo po tym jak ogłoszono wysłanie Weasleya jako ambasadora do Warszawy. Wątpię jednak by świętowała sukces podopiecznego Scrimgeoura – powiedział Draco.

- Zatem coś musiało zajść podczas tamtej wizyty, byliśmy wszyscy na bankiecie w posiadłości Scrimgeoura. Hermiona rozmawiała z Polakami, ale albo ja albo Pansy byliśmy przy niej, opowiadała o zaletach Anglii – mówił na głos Lucjusz.

- Nawet z Podolakiem? – zapytał Draco.

- Rozmawiała z nim? – zapytał Lucjusz – nie miałem pojęcia, Pansy także nic nie wspominała. Na Merlina, przecież on… on… Podolak to najbliższy przyjaciel Saszy i… o Merlinie!

- Co się stało ojcze?

- Podolak jest Mugolakiem, jeśli zaczęła przy nim wygłaszać te swoje tezy o prawach Mugolaków, to mamy poważny problem. Podolak zawsze chodził za Saszą niczym wierny pies, z pewnością wszystko mu powiedział a Sasza, już sobie wyobrażam w jaki gniew wpadł. Jeśli uznał, że Hermiona próbowała buntować przeciw niemu bliskiego przyjaciela, znienawidziłby ją dość by zaplanować wendettę, nie szczędząc ni środków ni sił, a takowych mu nie brakuje.

Hermiona faktycznie spacerowała po Pokątnej, odwiedzając tak „Esy i Floresy" jak i nowo otwartą księgarnię dla kolekcjonerów. Co jak co, ale zawsze kochała pochłaniać książki. Zawsze używała swej wiedzy by pomagać przyjaciołom, zaś teraz potrzebowali takowej bardziej niż kiedykolwiek przez ostatnie lata. Nieszczęście Ministra Trudearoro uderzało w nich obuchem raz po raz, bowiem przeciwnicy uderzali bezlitośnie. Amfitryta Greengrass wiodła prym w dokuczaniu i wyszydzaniu.

Po powrocie do domu Lucjusz już na nią czekał. Stał sztywny i wyprostowany, coś co nigdy dobrze nie wróżyło. Podszedł do niej szybkim, sprawnym krokiem a od całej postaci biła wściekłość. Czarne chmury nad ich małżeństwem robiły się coraz czarniejsze, a wszystko przez sztywność Hermiony i jej niezdolność do zaakceptowania zasad świata w którym żyła.

- Postanowiłaś wszystko zniszczyć! Zejdź mi z oczu i nie pokazuj przez najbliższe miesiące! – krzyczał – aż do zakończenia roku w Hogwarcie nie musimy się pokazywać razem publicznie, ja zaś spróbuję nadrobić szkody, które wyrządziłaś swoją głupotą. Jak mogłaś zarażać Podolaka swoimi durnymi pomysłami?!

- Brak praw wyborczych dla ludzi jak ja to nie głupota! – krzyknęła histerycznie – mam patrzeć spokojnie jak sytuacja robi się coraz gorsza? Nie o to walczyliśmy, wojna niewiele zmieniła.

- To szkodliwa głupota – wycedził – wojna niewiele zmieniła, a ty nie zauważyłaś, że dobiegła końca. Okazałaś mnie i Draco pomoc w najczarniejszą godzinę, za co masz moją wdzięczność. Powinniśmy byli pozostać przyjaciółmi, nasz ślub był błędem i kosztował mnie bardzo wiele. Wracaj do swoich komnat i rób co uważasz za słuszne.

Hermiona płakała i próbowała za nim wołać, lecz nic nie wskórała. Lucjusz był wściekły tylko dlatego, że protestowała przeciw linii politycznej Ministerstwa. Książę z bajki zmieniał się w ropuchę a sen w koszmar. To wszystko miało być inaczej… miała nastąpić sprawiedliwość a prawa faworyzujące czarodziei czystej krwi usunięte raz na zawsze. Skrzaty domowe miały otrzymywać zapłatę za swoją pracę, zaś te prześladowanie móc oskarżać oprawców. Wilkołaki miały być traktowanie niczym inni obywatele. Nic z ich pragnień się nie spełniło, a Lucjusz patrzył na nią z prawie taką samą pogardą oraz niechęcią jak podczas ich pierwszego spotkania.

. . . . . . . . . . . .

Natalia była już na kilku przymiarkach ślubnej sukni. Po długich debatach oraz przeglądaniu, zdecydowano się na białą, zadziwiająco wygodną szatę o prostym kroju. Sięgająca do kostek, lekko rozszerzana kreacja wyglądała wielce elegancko a jednocześnie nie krępowała ruchów. Przypominała krojem staropolskie suknie, lecz rzecz jasna od tego czasu moda przeszła wiele zmian. Wąskie, zdobione koronkami rękawy sięgały za łokieć, zaś koronki na rękawach tworzyły całość z tymi na dole sukni. Nie miała nosić welonu, lecz nakrycie głowy podobne do kapelusza z dawnych czasów, zdobionego drogimi kamieniami oraz sterczącym zawadiacko piórkiem feniksa. Owo nakrycie głowy kosztowało tyle, ile diadem a miało stanowić dowód przywiązania do tradycji. Do kompletu miała założyć ciężki, liczący wiele lat naszyjnik, który zwyczajowo noszony był przez kobiety biorąc ślub. Jako, że Natalia nie miała własnej, rodowej biżuterii, Anastazja nalegała by kobieta nosiła ozdoby ze zbiorów rodziny swego przyszłego męża.

Teraz, kiedy od ślubu dzieliły ją tygodnie zaczynała odczuwać zdenerwowanie. Nie miała wątpliwości, że pragnie poślubić swego ukochanego, lecz myśl o zaślubinach obserwowanych przez całą magiczną Europę z lekka ją przerażały. Co jeśli popełni błąd lub też przekręci słowa? zaczynała wpadać w przedślubną panikę. A być może reagowała tak na odstawienie eliksiru antykoncepcyjnego?

Odstawiła specyfik na początku kwietnia. Planowała zaprzestać takowego zaraz po ślubie, lecz czekały ich ważne spotkania oraz wizyta w Anglii, nie mogła sobie pozwolić na słabość. Dlatego zrobiła tak właśnie teraz, zaś niepożądane efekty uboczne uderzyły z wielką siłą. Czuła się porankami naprawdę okropnie, coś co miało miejsce dość często. Jako alchemik znała ograniczenia eliksiru i teraz przeżywała je na sobie. Starała się pamiętać by rzucać zaklęcia ciszy na łazienkę, co nie zawsze miało miejsce. Potem odczuwała wielki wstyd, lecz czując kolację podjeżdżającą do gardła myślała o czym innym. Fakt, że nawet nie próbowała szukać wzrokiem koszuli nocnej czy też przykrycia wiele świadczył. Zwykle biegła do łazienki nie zwracając uwagi na podobne szczegóły i dopiero wychodząc owijała się ręcznikiem, ku wielkiemu niezadowoleniu swego ukochanego.

Fakt odstawienia eliksiru bynajmniej nie zniechęcił Aleksandra. Mogła przysiąc, że na dobrą sprawę tylko go zachęcał do bardziej intensywnego działania. Od zaręczyn kochali się regularnie, zaś Natalia miała okazję wypróbować rady z „Poradnika dobrej czarownicy". Odkąd przestała zażywać eliksir, miała wrażenie, że jego apetyt tylko wzrósł, chociaż i wcześniej był ogromny. Brał ją gwałtownie, co może niezbyt jej odpowiadało ale też nie powodowało nieznośnego dyskomfortu. „Namiętność mężczyzny to dowód twego wpływu" – uczyła teściowa – „jeśli pragnie cię bardzo mocno, znaczy że dobrze spełniasz swoje powinności". Czasami budziła się okropnie obolała.

- Rozkwitasz na wiosnę niczym kwiat – szeptał prosto do ucha – jesteś jeszcze piękniejsza niż zimą.

- Dziękuję kochany – odparła – mam wrażenie, że twój apetyt rośnie ostatnimi czasy.

- Tak – zapewnił – możesz nosić pod sercem moje dziecko, co wielce mi odpowiada. Będziemy mieć całą gromadkę.

Natalia nic nie powiedziała, a jedynie wtuliła się w niego mocniej. Potrafił sprawić, by przestała myśleć o przedślubnym zdenerwowaniu, za co była mu wielce wdzięczna. Nie była w ciąży, lecz jego postawa wielce ją radowała. Czyż kobieta mogła pragnąć czegoś więcej niż ukochanego myślącego od niej tak poważnie?

W okolicy Nowego Roku rodzice oraz ciotki odbyli z nią ważną rozmowę. Anuszkę widziała jedynie przez krótki moment i jedynie przy świadkach, zaś siostra patrzyła na nią z pogardą oraz nienawiścią. Nie było szans na poprawę ich relacji, zniszczone na zawsze przez jej związek z Aleksandrem. „Jesteś hipokrytką Natalio, nie udawaj, że kochasz cokolwiek poza wizją korony na twych skroniach". Nic dziwnego, że nie tryskała humorem.

- Na pewno tego chcesz? Pragniesz za niego wyjść? – pytała matka – wciąż jeszcze możesz się wycofać, wciąż możesz wrócić do pracy w Instytucie Alchemii – mówiła.

- Mamo! – krzyknęła oburzona Natalia.

- To zwyczajowe pytanie przed nadchodzącym ślubem – zapewniła Matylda – jak ci się z nim żyje? Czy on cię szanuje?

- Tak, uwierz mi mamo, Sasza… on został wychowany tak, by zachowywać się wstrzemięźliwie w towarzystwie, lecz kiedy jesteśmy sami… kocha mnie i nosi na rękach. Moje zdanie go interesuje, co daje mi odczuć po wielokroć. Wiem, że mu nie ufacie, ale…

- Lękamy się o ciebie – wyjaśniła ciotka Gertruda – różnica statusów między wami działa na twą niekorzyść, to nigdy nie przestanie nas martwić. W małżeństwie bywają lepsze i gorsze dni, lecz kiedy jednak ze stron jest o wiele słabsza… - zawiesiła głos

- On mnie kocha i nigdy nie przeszkadzało mu, że jestem…

- ... oboje macie świadomość różnic i bylibyście głupcami zapominając o takowej. Lecz jeśli czujesz, że to właśnie on jest miłością twego życia winnaś go poślubić. I życzymy wam wiele, wiele szczęścia. Małżeństwo to nieustanna praca nad sobą, lecz dająca wiele radości. Oby on dał ci szczęście.

Natalia nie miała wątpliwości. Odczuwała strach jak każdy, lecz nie kwestionowała swoich uczuć. Pragnęła wyjść za mąż właśnie za niego, być mu żoną i oparciem w każdej chwili ich wspólnego życia. Uczyła się zasad etykiety by godnie go prezentować. Czytała możliwie najwięcej o polityce i historii, by móc mądrze doradzić. Słuchała wreszcie rad teściowej i doświadczonych kobiet, by wiedzieć jak dogodzić mu w sypialni. Nie uważała swojego zachowania za ofiarę. On się starał i ona się starała. Czasem było niełatwo, lecz dorosłe życie nigdy nie było czymś prostym.

„Dobra żona zna na pamięć poradnik"- mawiała Anastazja. Natalia stosowała się do zaleceń, nawet jeśli czasem było niełatwo. Może i nie była już tak wstydliwa i pełna obaw w sypialni jak na samym początku, lecz wyjątkowa pewność siebie w intymnych sytuacjach nie należała do cech jej charakteru.

. . . . . . . . . . . .

Po Wielkanocy nie mówiono już o niczym, tylko o nadchodzącym ślubie. Idalia przyjechała do Warszawy, chcąc pomóc kuzynce w tym ważnym momencie. Matylda także przybyła do córki, za namową tak Natalii jak i Anastazji. „Potrzebuję mojej nieocenionej pomocnicy" – mawiała księżna, kiedy godzinami dyskutowały nad obsadzeniem gości czy też przystrojeniem stołów kwiatami oraz zamawiając przekąski. Z czasem dołączyła też Liliana.

- Wesele będzie idealne – zapewniała Anastazja – Damy prasie oddzielny stolik, by mogli zdać relację z wydarzenia. Białe lilie oraz herbaciane róże będą idealne.

W ostatni tydzień przed ślubem Natalia była wprost chora ze zdenerwowania pomieszanego z oczekiwaniem. Dziękowała w takich chwilach losowi za eliksiry uspokajające, bez nich bowiem nie zdołała by przetrwać ostatnich dni. Czytanie dokumentów także wielce pomagało, zwłaszcza jeśli wszyscy czekali na wyjaśnienie sprawy śmierci kochanka Trudearoro. Nikt nie wierzył w przypadkową śmierć.

Po wyrzuceniu z Warszawy francuskiego ambasadora, z Paryża został wyrzucony polski ambasador a także cały korpus dyplomatyczny. To utrudniło zdobywanie informacji o sytuacji wewnętrznej we Francji, bowiem wedle oficjalnych not oraz prasy panowała idealna harmonia. Wypadki gwałtownych śmierci, w które zawsze był zaangażowany ktoś z Szafarzy, nazywano nieszczęśliwymi wypadkami, zaś winą obarczano dyskryminację, z powodu której cierpieli brodaci czarodzieje. „To my zawiniliśmy, poprzez prześladowanie ich. Tylko poprzez zmianę perspektywy możemy zaprowadzić ład i wprowadzić nowy, lepszy świat". Anglicy nie zerwali relacji z Francją i ich ambasador przekazywał wieści tak do Londynu jak i Warszawy. Lecz w piękny, majowy dzień Aleksander Orłowski nie myślał o Francuzach, lecz wielkiej zmianie w jego życiu.

Na swój ślub założył wspaniałą, czarną szatę nieco podobną krojem do staropolskiego kontusza. Wykonane z najwspanialszego jedwabiu cudo kosztowało majątek, lecz w dniu swego ślubu musiał wyglądać idealnie. Mankiety szaty zdobiły srebrne hafty, tworzące zgrabny duet z zapinkami z białego złota. Anastazja i Dobroniega zadbały by wyglądał idealnie, spędzając długie godziny na układaniu jego włosów oraz wszystkich niezbędnych przygotowaniach.

- Wszyscy mężczyźni odczuwają zdenerwowanie przez najważniejszym dniem – powiedziała Anastazja czule – wiesz co masz robić, prawda?

- Tak, wiem doskonale mamo. A teraz chodźmy zanim się spóźnimy na uroczystość. Gazety rozszarpią nas na strzępy jeśli nie przybędę na czas.

Ślub miał mieć miejsce w pałacowych ogrodach. Większość gości już przybyła i cieszyła się piękną pogodą, wyczekując bohaterów dnia. Dziennikarze zajęli swoje miejsce, robiąc zdjęcie przybyłych, a głównie rodziny pana i panny młodej. Mieli zasiąść w pierwszym rzędzie podczas uroczystości, zaś w dalszych było miejsce dla dalszej rodziny. Idalia z mężem oraz Ziemowit z Niną zajęli miejsce właśnie w drugim rzędzie i widać było wielkie przejęcie młodej kobiety. Ciotki Gertruda oraz Helena miały na sobie swoje najlepsze szaty i chociaż mogły mieć wątpliwości co do małżeństwa siostrzenicy, teraz uśmiechały się promiennie. Anuszka nie dostała zaproszenie na ślub. Natalia sama z siebie być może i wybaczyła by siostrze, lecz zarówno Aleksander jak i Anastazja pozostali nieugięci. Nie widzieli miejsca dla awanturnicy. I subtelnie przypomnieli przyszłej królowej o jej powinnościach.

Zgodnie ze zwyczajem ostatnie dni swego panieństwa, w każdym razie stanu nie bycia zamężną, spędziła w rodzinnym domu. Matylda uczesała włosy córki we francuski warkocz, który miała nosić pod zdobną czapką z piórem feniksa. Natalia czuła, że robi się jej gorąco a musiała wytrzymać w nakryciu głowy dzień cały dzień i część nocy. Patrzyła jak oczarowana na siebie w eleganckiej sukni z delikatnego jedwabiu. Szata była wygodna, na całe szczęście. Nie dała by rady wytrzymać tak długo w bardziej nowoczesnych, inspirowanych mugolską modą, szatach z gorsetami i szerokimi spódnicami w których oddychać ciężko i siadać niewygodnie. Moda czarodziejska była o wiele bardziej praktyczna, zaś suknia ślubna na pewno do takich należała. W uszy wpięła długie, wiszące kolczyki z perłami i szafirami. Ich ciężar dawał się we znaki nieomal od razu i wyobrażała sobie wytrzymać w nich cały dzień. Spojrzała na swoje odbicie w lustrze i aż pisnęła: w czapce z piórem feniksa i kolczykach wyglądała wspaniale. Do kompletu założyła też tworzyć komplet z kolczykami naszyjnik, z ogromnymi perłami oprawionymi w zmyślny, skomplikowany sposób już prawie nie widywany. Wyglądała jak prawdziwa królowa, którą zresztą zostanie za niedługi czas.

Szła w kierunku ogrodów ściskając nerwowo ramię ojca. Matylda zajęła miejsce po drugiej stronie, zaś za nią szły Ludwika, Idalia oraz dalsze kuzynki pełniące rolę druhen. Natalia ze zdenerwowania ledwie wiedziała gdzie przebywa i z trudem zauważała obecność ludzi obok siebie, nie myśląc ile osób na nią patrzy. Gruba warstwa makijażu chroniła ją przed rumieńcami zdenerwowania. Matka zapewniała, że każda panna młoda odczuwa silne emocje. Matylda zmusiła ją do wypicia eliksiru, co wielce pomogło.

Stali pośrodku wielkiego ogrodu, tak doskonale jej znanego, zaś naprzeciw dostrzegła urzędnika we wspaniałej, czarno-bordowej szacie. Był to Szef Departamentu Przestrzegania Prawa, zaś na niewielkim stoliku widniał ślubny kontrakt. Ledwie zauważyła kiedy ojciec podał jej rękę narzeczonemu, który się do niej łagodnie uśmiechnął. Ten gest sprawił, że zapomniała o zdenerwowaniu. Wyglądał wspaniale, co musiała przyznać. Lecz nie przyszła tutaj podziwiać widoków, oj nie...

Serce nieomal wyskoczyło jej z piersi, kiedy usłyszała słowa na które czekała od dawna. „Ja, Aleksander biorę ciebie, Natalio za żonę i na mą magię przysięgam kochać cię, chronić i być przy tobie w zdrowiu i chorobie aż po kres" – po tych słowach stres zmalał i powtórzyła swoje słowa przysięgi, zaś kiedy oboje takowe wypowiadali panowała cisza jakby makiem zasiał. Musieli teraz tylko złożyć napisać swoje imię i nazwisko na magicznym pergaminie. Kiedy Natalia po raz ostatni napisała o sobie „Natalia Walewska" z fascynacją patrzyła na tworzącą się srebrną linię między ich imionami. Dokument zalśnił bladoniebieskim światłem, które następnie oplotło ich dłonie symbolizując tworzącą się więź małżeńską. Kiedy nastąpiła konsumpcja, światło zmieniało barwę na złotą.

Na razie jednak nie myślała o niczym poza mężczyzną, którego właśnie poślubiła po tylu problemach i okresie oczekiwania. Uśmiechnęła się promiennie kiedy złożył na jej ustach „dyplomatyczny" pocałunek, zaś goście zaczęli bić głośno brawo. Chyba dopiero właśnie w owej chwili zaczęła w pełni nawiązywać kontakt z otoczeniem.

Sama uroczystość ślubu nie trwała długo i przypominała mugolski ślub cywilny. To, co trwało dłużej to było samo wesele i zabawa nadchodząca właśnie teraz. Natalia zrozumiała mądrość owego zwyczaju, kiedy to zaczynano dłuższą część świętowania kiedy najbardziej stresujący momenty był za głównymi bohaterami. Stanęła blisko niego i uśmiechnęła czując jego dłoń na swej talii. Ów gest zawsze uspokajał, a jednocześnie stanowił jasną wiadomość „ona jest moja" dla każdego, kto patrzył na Natalię.

Sesja zdjęciowa nie należała do tego, co mogłaby polubić. Reporterzy zaczęli robić im zdjęcia ledwie podpisali dokumenty a Natalia czuła nie jakby była królową, potrzebowała czasu by tak o sobie myśleć, lecz rzadkim okazem w zoo. Zdjęcia trafią na okładkę, bowiem czytelnicy kochają zdjęcia zakochanych par. Zastanawiała się ile „dyplomatycznych" pocałunków ją dzisiaj czeka. Nie żeby miała coś przeciwko pocałunkom, lecz owo muśnięcie warg było do bólu poprawne, uśmiechnęła się wiedząc, że trafi na okładki gazet całej magicznej Europy.

- Długo będą nas tak fotografować? – zapytała szeptem – czuję się jak dziwny, rzadki okaz.

- Jesteś takowym moja królową, uśmiechnij się szerzej i dajmy dziennikarzom ujęcie o jakim marzą.

Obserwujący ich myśleli, że szeptali sobie coś słodkiego na ucho, co oczywiście wywołało falę ekscytacji. Młoda para winna zachowywać się właśnie w taki sposób i nawet magnaci mogli sobie w takiej chwili pozwolić na nieco więcej swobody. Natalia spełniła jego prośbę, wiedząc, że zaraz czeka ją długa sesja zdjęciowa z rodziną.

Najpierw rodzice zajęli miejsce obok niej, zaś Natalia przelotnie widziała dumną matkę z szerokim uśmiechem na ustach. Rodzice mogli nie uważać jej wyboru za najlepszy dla niej, lecz z pewnością teraz okazywali tylko radość. Martwili się o nią, lękając wyższej pozycji społecznej Aleksandra. Ciotka Gertruda nawet nie ukrywała, że uważała Michała za o wiele lepszego kandydata na męża. Michał był uprzejmy, szarmancki lecz był kolegą, teraz kuzynem, i żadne z nich nie wykazywało zainteresowania druga stroną a tak przynajmniej uważała Natalia. Michał przyszedł razem z Filomeną, uprzejma kuzynką Aleksandra, która miała opinię niezbyt bystrej. Prawda, że dziewczyna skończyła szkołę ze średnimi ocenami i bardziej niż błyszczeć na przyjęciach lubiła przebywać w domu. Lecz przecież nie czyniło jej to w żaden sposób gorszą. Po prostu inną, a Natalia była dla niej bardzo uprzejma. Poza tym, według Natalii, wiele osób nie doceniało Filomeny, co mogło stanowić jej atut w późniejszych rozgrywkach. Często bowiem bywa tak, że osoby z pozoru słabe, niekiedy płaczliwe, a czasem żyjące swoim światem mogły być dużo groźniejszym przeciwnikiem niż wydawało się otoczeniu. Ten swoisty mimetyzm ułatwiał życie wielu „niepozornym" istotkom…

Mogła usiąść do zdjęć. Nie puszczała ręki swego męża, o którym wciąż z trudem myślała w ten sposób. On jednak widząc, a także czują jej zdenerwowanie, delikatnie gładził dłoń opuszkami palców. Teraz, kiedy emocje nieco opadły mogła spokojnie obserwować wszystko co się działo.

Siedzieli na wąskiej sofie, zaś po obu stronach gromadziła się rodzina. Matylda w bordowej szacie i czarnym kapeluszu z bordowym piórem zachwycała elegancją oraz szykiem. Matka królowej zwracała na siebie uwagę, co doskonale rozumiała i posyłała wszystkim uśmiechy. Anastazja dla kontrastu miała ciemnogranatową szatę ze zdobieniami z białego złota. W ciemnoblond włosy wpięła kosztowne spinki z perłami i ogromnymi szafirami, wyglądając dokładnie tak, jak księżna powinna. Obok niej stała Liliana w szacie w kolorze szmaragdowej zieleni. Włosy upięła w kok zaś w uszy wpięła platynowe kolczyki ze szmaragdami. Mąż Liliany wyglądał przy niej dość blado, lecz jej dwaj synowie zwracali na siebie uwagę i co zauważyła ze zgrozą, robili miny do Ziemowita, który im odpowiadał. Ziemowit miał na sobie sztywną, acz poprawną szatę wyjściową wyraźnie niezbyt czując się w podobnym zestawie. Stojąca obok niego Nina nosiła srebrną suknię z falbankami. Natalia widziała podobną szatę na Smoczej a całość kosztowała naprawdę dużo. Ciotka Gertruda wybrała czarną szatę z białymi zdobieniami, połączenie które wyglądało dość elegancko. Helena wreszcie wybrała kreację w kolorze ciemnego srebra. Widać było wyraźnie różnice między dwiema rodzinami: krewi Natalii byli elegancką klasą średnią, zaś rodzinie Aleksandra towarzyszył przepych magnaterii. Lecz jak powtarzali wszem i wobec, a zwłaszcza Anastazja: „klasa średnia to nasza przyszłość, łącząc ich zdrową ambicję i świeżą krew z naszym doświadczeniem osiągniemy wszystko". Cały ślub przedstawiano jako wielki gest przyjaźni magnaterii wobec klasy średniej, coś co podobało się dużej populacji czarodziei, którzy siebie widzieli w roli tejże klasy. Siedzieli trzymając się za ręce, a dziennikarze robili im zdjęcia.

„Gorzko, gorzko!" – krzyknął ponownie ktoś z tłumu. Natalia słyszała pstrykanie aparatów podczas ich „dyplomatycznego" pocałunku, zaś te właśnie zdjęcie z pewnością ozdobią nagłówki gazet. W jej domu rodzinnym zaś stało zdjęcie w otoczeniu rodziny, a Matylda magicznie takowe powiększyła. Każda matka pragnie, by córka dobrze wyszła za mąż, zaś Aleksander był znakomitą partią. Może i nazbyt wedle jej rodziny, która uważała, że ze swoim urodzeniem i pochodzeniem bardziej pasowała na żonę Michała, co było trudne ale... małżeństwa między członkami bocznej linii znamienitych rodów a tymi mniej znacznymi były akceptowaną praktyką. Wciąż brzęczały jej w głosie słowa ciotki.

- Gratuluję kuzynko – głos Michała przywrócił ją do rzeczywistości – zapewne już znasz moją przyjaciółkę Filomenę?

- Tak – skinęła głową – cieszy mnie, że możemy się spotkać w tak radosnym dniu.

- Ciotka Anastazja nie darowała by mi gdybym nie przybył na równie ważną uroczystość – odparł Michał.

Uśmiechnęła się do niego. Naprawdę go lubiła, bowiem podzielał jej pasję do alchemii. Razem z Ludwiką i jeszcze paroma czarodziejami godzinami rozmawiali o eliksirach i planach na tworzenie naparów. Miał w sobie autentyczną pasję, co matka i ciotki wypominały raz po raz. Nawet nie próbowały udawać, że lepiej, by zakochała się w nim a nie Aleksandrze. Tylko, że dla Natalii, Michał był wspaniałym, młodym człowiekiem i partnerem w pracy lecz go nie kochała. Lubiła i ceniła, lecz brakowało chemii, czego nie rozumieli.

Rozmawiała przez chwilę z Filomeną, nie pojmując jakim cudem intelektualista jak Michał mógł znaleźć radość w towarzystwie prostej i bezpośredniej dziewczyny. Filomena nie pasowała do swej rodziny: nie sprawiała wrażenie szczęśliwej błyszcząc na salonach, zdecydowanie woląc domowe pielesze i towarzystwo nielicznych gości. Podczas wielkiego ślubu swego kuzyna nie czuła się zbyt dobrze. Lecz może Michał pragnął ucieczki w ciepłe, domowe zacisze?

- Dobrze czynisz spotykając ze swoją kuzynką Filomeną – chwalił go ojciec – lecz czyż nie miałeś w myślach innej czarownicy, z którą jak sam mówiłeś spędzałeś bardzo przyjemny czas? Zaiste małżeństwo z bogatą krewniaczką da ci prestiż, lecz przy bratniej duszy znajdziesz szczęście!

- Wychodzi za innego – wyjaśnił Michał.

- Nie rozmawiałeś z nią? Nasza rodzina należy do trzech najznamienitszych w kraju – wtrącił ojciec – nie mamy problemu z charłakami, ponieważ zawieramy małżeństwa ze średnią klasą. Małżeństwo z tobą, da tej dziewczynie awans do warstwy magnackiej, a ona tobie zdrowe dzieci. To zysk dla obu stron.

- Ona wychodzi za kogoś znamienitszego, za naszego kuzyna, króla – wyjaśnił – dlatego ja…

- Rozumiem – skinął głową ojciec – mądrze postępujesz, rozważając małżeństwo z rozsądku. Dwoje kulturalnych czarodziei zawsze znajdzie nić porozumienia, zaś kuzynka Filomena da ci domowe ciepło. – po czym dodał pocieszająco – Twoja matka też początkowo nie wydawała mi się atrakcyjna a ojciec chciał bym się z nią żenił ze względu na posag godny księżniczki. Rozglądałem się za gwiazdką z nieba. Konstancja pokazała mi, że należy cieszyć się każdą chwilą – odparł pocieszająco. Nie dodał, że panna Lewandowska dała mu nie tylko wspaniałego syna, ale i zapewniła naprawdę przyjemne spędzanie czasu. Po dziś dzień właściwie.

Michał skinął posępnie głową i zgodził się, by jego rodzice rozmawiali z rodzicami krewniaczki. Księżna Anastazja także była obecna przy owym spotkaniu i uśmiechała się promiennie. Bratanica poślubi ambitnego i mądrego krewniaka, co wszystkim wyjdzie na zdrowie, a Filomena wprost promieniała.

- Zostaniemy na tyle na ile to potrzebne – zapewniał – i mnie męczą uroczystości, lecz nie możemy zignorować zaproszenia – dodał zbolałym tonem.

Naprawdę miał posępną minę, co było całkiem szczere. Magnackie wesela trwały nieraz naprawdę długo, coś na co Michał zawsze głośno narzekał na tę cześć rodzinnych zwyczajów. Kiedy jednak Natalia powitała go promiennie, nie mógł nie odpowiedzieć niczym innym niżli tym samym, ignorując wściekłe spojrzenia Aleksandra.

Pozowanie do zdjęć nieco trwało, lecz ślub był wydarzeniem dekady, jak nie stulecia. Po tym ruszyli razem, trzymając się za ręce w kierunku atrium. Zgodnie z tradycją, świeżo poślubieni małżonkowie mieli pojawić się na balkonie, ku uciesze zgromadzonych na dole czarodziei. Natalia szła z uśmiechem, czując dziwne poruszenie na myśl, że ludzie czekali, by ją zobaczyć. Dodatkowo z pomocą magii zmieniono wodę w fontannie w wódkę, magnackie wesela czy to w części mugolskiej czy magicznej miały swój przepych, o czym wiedziała Natalia. Mimo to i tak uśmiechnęła się promiennie słysząc wiwaty i pomachała zgromadzonym na dole czarodziejom.

- Moi rodacy i goście zza granicy – zaczął Aleksander jedwabistym głosem – radujcie się ze mną w ten szczęśliwy dla mnie dzień i dołączanie do świętowania. Moja Królowa – spojrzał na Natalię czule – i ja pragniemy wypić z wami w ten radosny dzień – zakończył biorąc do ręki kieliszek w wódką i na ten gest wódka w magiczny sposób trafiła do rąk zgromadzanych.

- Za zdrowie Waszych Wysokości! – krzyknął ktoś z tłumu.

- Niech żyje król, niech żyje królowa! – padła odpowiedź.

- Za zdrowie i szczęście zgromadzonych tutaj ludzi i innych dobrych obywateli, którzy nie mogli do nas dołączyć – krzyknęła Natalia, a owe słowa zostały nagrodzone owacjami.

Swój pierwszy występ jako królowa miała za sobą, zaś dzięki książkom i wykładom teściowej wiedziała ile znaczy pokazanie się od właściwej strony. Teraz zaś nadszedł czas na tańce i wesołą zabawę, czyli główną część uroczystości. Wciąż trzymała mocno dłoń swego ukochanego… męża a zdenerwowanie znikło.

Zgodnie z tradycją, mieli zatańczyć pierwsze tańce. Kroki przypominały nieco polskie tańce znane także w części mugolskiej jak oberek czy mazurek, coś co Natalia ćwiczyła przez ostatnie miesiące. Aleksander doskonale prowadził, jako potomek magnackiej rodziny ćwiczył tańce od dziecka, lecz ona musiała przynajmniej nie deptać mu po stopach, chyba by spaliła się ze wstydu. Z prawdziwą przyjemnością wirowała z nim w tańcu a świat przestał dla niej istnieć. Nie myślała o niczym, nawet o tym, że uszy bolą od kolczyków.

- Doskonale prowadzisz Sasza – szepnęła – wiem o twoich licznych talentach, lecz o zdolnościach tanecznych nie miałam pojęcia!

- Musimy wyglądać idealnie – odparł – niech wszyscy myślą, że szepczemy sobie słodkie słówka.

- Czyż nie powinniśmy zachowywać się wstrzemięźliwie? – zapytała ostrożnie.

- Tak, lecz to nasze wesele i możemy sobie pozwolić na nieco więcej swobody – wyjaśnił.

Tradycja wymagała też tańców z teściem a także najbliższymi kuzynami swego męża, zaś Aleksander poprosił do tańca jej matkę a także Idalię i Ludwikę. Hermiona była by zdumiona widząc w jaki sposób odnosił się do innej czarownicy z rodziny Mugoli, okazując przyjaciółce swej żony uprzejmość i wszystkie wymagane przez galanterię gesty. Lecz rudowłosa alchemiczka nie walczyła z zasadami i tradycjami świata magii, lecz przyjmowała je i dostosowywała się. Czasem tylko spacerowała ulicami mugolskiej Warszawy, lecz owo zachowanie było częste. Dlatego pewnie została całkiem inaczej potraktowana, nie mając powodów do narzekania.

Wówczas jeszcze w pełni jeszcze nie zauważyła, lecz Aleksander patrzył wilkiem na każdego z gości, który zbliżał się do Natalii. Ani na chwilę nie spuszczał z niej oczu, raz po raz zajmując miejsce obok niej. Goście mieli patrzeć na nową królową, lecz tylko patrzeć. Natalia wówczas jeszcze nie zdawała sobie sprawy z tego jak wielce owa wielka zazdrość męża stanie się dla niej irytująca. W tamtej chwili jednak upajała się swoim szczęściem.

Michał poprosił ją do tańca, do czego miał prawo jako daleki kuzyn króla a ona nie widziała powodów by odmawiać. Była już nieco zmęczona i pragnęła usiąść. Lecz z radością zatańczy z przyjacielem. Nie zauważyła wściekłego spojrzenia męża, który wyglądał jakby miał ochotę kogoś ugryźć lub przekląć.

- Opanuj się Sasza – syknęła Liliana bratu do ucha – nie możesz patrzyć morderczym wzrokiem na każdego, kto zechce z nią zatańczyć. Myślałam, że już wyrosłeś z etapu, kiedy nie dałeś nikomu dotknąć swego misia.

- Czy zamierzasz mi to wiecznie przypominać? – zapytał kąśliwie – byłem dzieckiem!

- Które nigdy nie dzieliło się zabawkami – dodała słodko – Natalia promienieje szczęściem jak przystało na pannę młodą i tańczy z członkami swej nowej rodziny. Opanuj się i ciesz!

- Niech tańczy z naszymi kuzynami, nie zaś z nim! - syknął – widzę jak on na nią patrzy. – mruknął obrażony, co siedzący król Bułgarii skomentował parsknięciem śmiechu.

On na swoją Ludmiłę rzucał po prostu zaklęcie nadzoru podczas uroczystości. Można było zatańczyć z Królową Bugłarii, ale jeśli którykolwiek z gości odważył się dotknąć inaczej kobietę, niż wymagała tego etykieta, to wówczas we wrażliwym miejscu zaczynał czuć mrowienie i swędzenie, które wzmagało się z każdą minutą uchybiania godności niewiasty. Ludmiła nie była z tego powodu zła, a wręcz cieszyła się pomysłowością męża, który pokazywał, że ona należy do niego i nie pozwoli, by ktoś odebrał mu jego własność. Zachodnie czarownice uważały te zwyczaje za nazbyt seksistowskie, ale wschodnie wiedźmy przynajmniej nie czuły się zagrożone ze strony partnerów do tańca, czego nie można powiedzieć o wiedźmach z zachodu. Każda czarownica, która rozpoczynała naukę w jednej ze słowiańskich uczelni jak Lwowski Uniwersytet Magiczny oprócz standardowych zajęć, w tym etykiety dla Mugolaków, miała obowiązkową gimnastykę ogólnorozwojową a także sztuki walki, które prowadził Jurij Aleksandrowicz Romanow. Mugolak, wnuk Feliksa Jusupova. Ojciec obecnego cara przyjął chłopca do rodziny, gdy mały został porzucony z uwagi na swoje zdolności. Jedyne, czego nie mógł wykonywać, to czynności związane z prawami wyborczymi. Wolał szkolić młodzież, a zwłaszcza młode kobiety. Uważał, że powinny znać techniki obrony, a Lwowski Uniwersytet Magiczny przyjął go z otwartymi ramionami. Tutaj słowiańscy czarodzieje bywali mniej pruderyjni, ale dalej okazywali szacunek czarownicom, także mugolskiego pochodzenia. Dopiero jawne okazanie przez owe damy braku wrażliwości na konwenanse jak choćby mugolskie sukienki uwalniały w nich żądze, takie pierwotne.

- Samo patrzenie nie szkodzi – zapewniła Liliana – zaś jeśli nie chcesz by tańczyła, powiedz to jej i usiądźcie razem na sofie.

Skinął głową, po czym podszedł do tańczących rzucając Michałowi najbardziej mordercze spojrzenie. Podchwycił w uśmiechem dłoń Natalii, zaś kobieta uśmiechnęła się promiennie i pożegnała swego partnera w tańcu. „Przyszedłeś w idealnym momencie, potrzebuję odpoczynku i nieco chłodnej wody". Z prawdziwą radością usiadła obok niego, czując rosnące zmęczenie.

- Nie wiem czy dam radę jeszcze dzisiaj tańczyć – szepnęła.

- Zatem usiądziemy obok siebie – zgodził się, obejmując ją w talii, pragnę byś zachowała siły na naszą noc poślubną.

- Ja zaś pragnę tego samego. Tęskniłam – wyznała szczerze – tak bardzo przywykłam do spania z tobą w jednym łożu, że przez ostatni tydzień nie wiedziałam co powinnam ze sobą zrobić.

- Wynagrodzę ci rozłąkę – zapewnił namiętnie – nie zapomnisz dzisiejszej nocy – obiecał, a jego oczy płonęły z pożądania.

Nie przesiedziała reszty wesele, lecz już nie tańczyła. Rozmawiała jeszcze z Ludwiką oraz Idalią, ciesząc bliskością swoich bliskich przyjaciółek. Ludwika, piękna w swej liliowej szacie, siedziała obok niej na krześle przed dłuższą chwile i jasnym było, że młoda i ambitna alchemiczka cieszy się przyjaźnią królowej. Aleksander hojnie dolewał wódki tak przyjaciółce jak i kuzynce swej żony, że kobiety czuły że na długo zapamiętają uroczystość i kac stulecia.

- Szukasz kogoś? – zapytała Natalia widząc jak kuzynka raz po raz się ogląda.

- Nie wiem, gdzie podział się Ziemowit z Niną – wyjaśniła – chciałam z nim porozmawiać na temat planowanego pikniku na urodziny ciotki Heleny, ale jego gdzieś wcięło.

- Zapewne pije gdzieś po kącie, zawsze tak robił podczas przyjęć – zapewniła Natalia – a poza tym skoro przyszedł z piękną czarownicą…

- Chyba masz rację – zgodziła się Idalia – poszukam twojej mamy i … o jak widzę rozmawia z księżną Anastazją, dobrze, że zawiera znajomości.

Natalia skinęła głową. Matka i teściowa przebywały ze sobą dłużej niż można było oczekiwać wyłącznie po konieczności spędzania razem czasu przy organizacji wesela. Dobrze, by znalazły wspólny język, dobrze dla ich małżeństwa. Nie mogła wiedzieć, że obecni na zabawie czarodzieje z Instytutu Alchemii patrzyli uważnie tak na nią jak i na Ludwikę, coś szeptając między sobą. Borewicz uśmiechał się już planując miejsce dla Ludwiki w swoim gabinecie. Przyjaciele tak królów jak i królowych zawsze byli mile widziani.

Dzień zbliżał się powoli ku zachodowi, zaś goście byli coraz bardziej podpici i objedzeni. Niektórzy jak Ziemowit wpadali na coraz bardziej szalone pomysły, szczególnie kiedy wódka szumiała w głowie. Zgodnie z przypuszczeniami Idalii faktycznie znalazł sobie zaciszny kąt, mając coraz bardziej dość hucznej zabawy.

- Padam z nóg – narzekał – marzę tylko, by odpocząć, a jutro czeka nas przyjęcie weselne u twojej rodziny, to jakiś sezon czy jak?

- Nie wiem, ale i ja mam dość – zgodziła się Nina.

- Moja matka już zaczyna myśleć o moim weselu – jęknął – za sprawą moich kuzynek nabrała wielkiej ochoty na huczne uroczystości. Jesteśmy ze szczęśliwej linii jak mawia, zaś ja chciałbym cieszyć się obecnością bliskich.

- I ja marzę o cichej uroczystości, lecz jesteś teraz kuzynem królowej, nie wiem czy dasz radę przekonać swoje ciotki, zwłaszcza tę, która prawie cały czas rozmawia z księżną Anastazją.

- Istnieją sposoby na przyśpieszenie zaślubin – odparł chichocząc – może urwiemy się z zabawy i spędzimy resztę uroczystości w moim mieszkaniu?

Nina skinęła głową, po czym pod pierwszym sensownie brzmiącym pretekstem wyszli, by świętować sami ze sobą. Byli dość pijani na podobne pomysły a jednocześnie dość trzeźwi aby móc działać. Kochali się wówczas po raz pierwszy, będąc zadziwiająco pewnymi siebie jak na początkujących, lecz może właśnie dzięki wódce nie brakowało im owej zgrabności i smakowali każdą chwilę. To miała być noc kochanków.

Na weselu obecni byli także ambasadorowie Anglii oraz Rosji. Audrey wybrała dla siebie i męża eleganckie szaty, słuchając tak siebie jak i rady matki, nakazującej by wyglądać idealnie na królewskim weselu. Będący w szampańskim nastroju Aleksander zadbał, by Anglikom nie brakowało wódki, przez co Percy tylko jęczał. Potrafił dać sobie radę z regularnymi spotkaniami, a nawet rzucać zaklęcie Tarczy bez różdżki oraz robić uniki, czym zyskał uznanie zarówno polskiego króla jak i innych czarodziei. „Będą z ciebie ludzie, Percy" – Aleksander poklepał go po plecach i hojnie dolał popitki. Percy wiedział, że uczty i popijawy to oznaka gościnności, zaś dolewanie wódki to znak zadowolenia. Lecz niestety odchorowywał każdy bankiet, podobnie jak reszta Anglików. Blaise Zabini, najlepszy warzyciel w ich gronie przygotowywał dla nich skondensowany eliksir na kaca, kpiąc z nich bezlitośnie.

Wania, rosyjski ambasador wielokrotnie tańczył z Audrey, zaś jego żona żartowała i piła wódkę z Percym. Rosyjski car przesłał gratulacje, przepraszając za nieobecność na ślubie. Caryca spodziewała się piątego dziecka i co zrozumiałe, nie mogła podróżować. Rządzący magiczną Rosją nie zamierzał zostawiać żony pragnąć być przy narodzinach potomka, co zostało przyjęte z całkowitym zrozumieniem i pochwałą postępowania władcy. „Pij w moim imieniu" – nakazał ambasadorowi.

Około północy państwo młodzi szli na czele procesji prowadzącej ich do sypialni. Natalia czuła, że pada z nóg marząc nie tyle o upojnej nocy u boku męża co zdjęciu butów, ozdób i pójściu spać. Prawie podskoczyła z radości kiedy z pomocą Dobroniegi zdjęła biżuterię i założyła lekko prześwitującą, koronkową koszulę nocną. Huczne wesela były naprawdę męczące, a ona już padała z sił. Dlatego z prawdziwą radością padła na wygodne poduszki.

- Nie idziemy spać, czeka nas najprzyjemniejsza część uroczystości – usłyszała szept tuż przy uchu.

Nie zdążyła nic odpowiedzieć. Poczuła na swych ustach prawdziwy, nie dyplomatyczny pocałunek i nie myślała już o niczym. Jakaś cześć umysłu podpowiadała, że magiczne małżeństwa stają się pełne w chwili konsumpcji a chociaż w swym związku dawno minęli ów etap, to jednak niebieskie linie na dokumentach formowały się w pełne, ciemnogranatowe kiedy złączył ich miłosny uścisk. Dowód konsumpcji mógł widzieć każdy na pergaminie i nie potrzeba było pokazać zakrwawionego prześcieradła jak w dawnych czasach po mugolskiej stronie. Wiedziała o tym, lecz zdecydowanie wolała kierować myśli gdzie indziej ciesząc z bliskości ukochanego.

Zadbał o nią tamtej nocy. Był dla niej o wiele bardziej czuły i delikatny niż zazwyczaj, prawie tak samo jak w noc kiedy przyszła do niego po raz pierwszy. Przeczesywał palcami jej włosy, szeptając do ucha same cudowności. Nie umiała sypać komplementami z rękawa, toteż powtarzała raz po raz „dziękuję ta chwila jest wspanialszy niż sen mój królu". Dawno już zauważyła, że wprost uwielbiał jak mówiła do niej w sypialni per „mój królu", coś co traktowała jako niegroźne dziwactwo. Bo wbrew obawom krewnych uwielbiał ją i nosił na rękach, nawet jeśli był człowiekiem nawykłym do rozkazywania innym. „Mężczyźni przy władzy potrzebują subtelności, pójdą za tobą wszędzie na jedwabnej nitce, o ile uwierzą, że nitka i kierunek to ich pomysł. Mądra żona delikatnie wspiera i kieruje mężem".

- To najwspanialszy dzień w moim życiu – zapewnił, patrząc jej prosto w oczy.

- A dzień, kiedy usłyszałeś, że wygrałeś ostatnią elekcję? – zapytała odgrywając swoją ulubioną rolę adwokata diabła.

- Aż do dzisiaj był najwspanialszy, teraz jestem kompletny i mam wszystko o czym można tylko zamarzyć. Długo szukałem mojej królowej i znalazłem.

Natalia mająca swoje zdanie zamilkła. Znała go na tyle by wiedzieć, że do niedawna wcale nie myślał o małżeństwie wielce radując się rolą myśliwego, korzystającego z uroków pięknych pań. Być może jednak mając czterdzieści parę lat zrozumiał, że czas zabaw dobiega końca i zaczął szukać towarzyszki całkiem gdzie indziej. „Mężczyźni rzadko żenią się z kobietami z którymi romansują. Lubią być zdobywcami i posiadać niejedną piękność, lecz jednocześnie pragnąć wyłączności" – mawiały ciotki. Dlatego nie uległa mu nie mając na palcu pierścionka zaręczynowego. Społeczność nazywała mężczyzn zdobywcami i symbolami męskości kiedy mieli wiele kobiet, lecz wobec kobiet używała ostrych słów. Natalia wiedziała, że to hipokryzja lecz tak wyglądał świat. I to niezależnie od południka i równoleżnika na mapie. Mogliśmy być w postępowych krajach jak Niemcy, Francja, czy Stany Zjednoczone, a normy postępowania wobec kobiet czasem niewiele różniły się od tych w tradycyjnych społecznościach. Co więcej, to często kraje, które były uważane za uciskające kobiety (nie licząc serca Wielkiej Pięknej Religii) były bardziej postępowe wobec kobiet. W końcu Główny Filozof lansował dość rewolucyjne podejście do ich praw wobec tego, co proponowała Matka Europa z każdym kolejnym wiekiem…Wtuliła się mocniej w swego męża i mruknęła z zadowolenia. Dzięki swemu uporowi i silnej woli została królową. Nie mogła marzyć o niczym więcej, chociaż zapłaciła za to utratą siostry. Anuszka nie chce jej znać, a Aleksander nie daruje obrazy. Wówczas jeszcze nie wiedziała, że warczał na każdego mężczyznę który do niej podszedł. Nie podejrzewała go o podobne ataki zazdrości, wszak przecież to ona była kobieta a do tego niższą stanem, to on wcześniej romansował z wieloma. To były racjonalne słowa, ale czy zazdrość ma cokolwiek wspólnego z racjonalnością?

Nie rzucali Zaklęć Ciszy, co uchodziło za zwyczajowe w czasie nocy poślubnej. Obecnie już nie praktykowano zwyczaju, by rodzice młodych czekali przez drzwiami sypialni, lecz na wszelki wypadek nikt nie powinien mieć wątpliwości co ma miejsce między małżonkami. Natalia wolała o tym nie myśleć, koncentrując się raczej na smakowaniu pocałunków i cieszeniu się z bliskości ukochanego. Przytuliła się do niego bardzo zadowolona z życia.

- Padam ze zmęczenia, księżno– wyznała szczerze Matylda, patrząc uważnie na stojącą obok Anastazję – i ja powinnam się położyć.

- Nic podobnego – odparła Anastazja – jak myślisz od czego mamy wzmacniające eliksiry?

- Lecz co mamy jeszcze robić? – zapytała Matylda – chyba nie wejdziemy tam – wskazała na drzwi do sypialni.

- Nie, ale możemy wypić coś za powodzenie młodych – wyjaśniła Anastazja – Podolak zachował dla nas nieco placka swej matki i musimy spróbować tej pyszności, nim jego żona wszystko zje. Coś się nam należy za te miesiące pracy nad weselem!

- Więcej niż coś księżno – zauważyła Matylda – czuję, że tego pożałuję, ale potrzebuję jeszcze wódki.

- Mamy eliksiry na kaca, chociaż do placka o wiele lepiej pasuje nalewka.

Matylda tylko skinęła głową. Szczęśliwy ojciec panny młodej poszedł spać, w przydzielonej dla nich komnacie gościnnej. Jako rodzice królowej mieli swoje pokoje, w których mogli przebywać kiedy tylko zechcieli i jak długo chcieli. Woleli jednak swój dom na wsi, przebywając w Warszawie kiedy to było potrzebne. Nie nadużywali gościnności swego zięcia, po pierwsze wciąż nie czując się w pełni dobrze w jego towarzystwie a poza tym młodzi winni mieszkać bez nadzoru rodziców. Szczęście i zamążpójście córki rzecz jasna ich cieszyło, lecz wciąż nie mieli pewności czy dobrze zrobili i czy Natalia będzie szczęśliwa. Potrzebowali czasu aby zrozumieć swego zięcia, lecz nigdy nie było łatwo by zdobywać zaufanie, zwłaszcza kiedy druga córka przechodziła ciężki okres buntu.

Anuszka nie została zaproszona na ślub nad czym bolała. Nie wiadomo dokładnie, kiedy, lecz zaczęła uważać siostrę za osobę, która po zaręczynach z królem Aleksandrem zaczęła się wynosić i wywyższać nad innych. Złość i gorycz rosła w sercu młodej dziewczyny, widzącej się w roli ofiary.

- Natalia zaczęła wywyższać się nad innych – tłumaczyła swemu chłopakowi, Darkowi – kiedyś byłyśmy sobie bliskie, lecz teraz wszystko uległo zmianie, bowiem wizja korony zmieniła moją siostrę.

- Co właściwie zaszło? – spytał zaskoczony chłopak – twoja siostra zabrała nas kiedyś z Dworca Centralnego i wydawała się uprzejma - oponował.

- Była – naciskała Anuszka – lecz zaczęła zachowywać i nosić niczym królowa już jakiś czas temu. Spoliczkowała mnie, kiedy wyznałam, że wychodzi za mąż dla... dla innych powodów niż inne kobiety. Nie mogę mówić prawdy, bowiem zostałam przeklęta.

Opowiedziała mu o rodzinnych kłótniach, nie wspominając, że oskarżała i atakowała siostrę. Skutecznie przekonywała Darka, że jest niewinną ofiarą, głosem prawdy uciszanym przez pazerną i chciwą rodzinę. Brzmiała przekonująco w uszach chłopaka, który wierzył i chciał wierzyć. Żadne z nich nie wiedziało ile go będzie kosztować ich owa rozmowa i wiara w słowa urażonej nastolatki, uważającej nazwanie siostry dziwną za właściwy sposób rozmowy z krewniaczką.

Małżeństwo tylko w bajkach kończy okres trudu oraz zabiegów, bowiem w realnym życiu to dopiero wówczas nadchodzą wyzwania dnia codziennego. Owa prawda z czasem zaczęła docierać to bohaterów, lecz na razie wszyscy odpoczywali po hucznym ślubie, ciesząc się swoim szczęściem i z głowami pełnymi pomysłów na dalsze, szczęśliwe życie. Rzeczywistość niedługo zapukała do ich drzwi.