Rozdział 21

Kiedy księżyc powoli chował się za horyzontem, a jego miejsce zajmowało słońce, Harry wynurzył się z wody i popłynął do czekającego na niego Severusa. Musiał wysłuchać niemal godzinnego wykładu o tym jak nierozsądnie postąpił i na jak wielkie niebezpieczeństwo się naraził. Na koniec usłyszał jeszcze raz, że ma powiedzieć Hermionie i Ronowi o swoim dziedzictwie. Nie był do końca przekonany do tego pomysłu, ale przytaknął głową mając nadzieję, że kochanek się na to nabierze. Najwyraźniej mu się to nie powiodło, ponieważ Snape przyglądał mu się z podejrzliwością.

To przecież nie jego wina. To chyba oczywiste, że nie skacze z radości na perspektywę powiedzenia przyjaciołom, że stał się kimś, kto zyskuje rybi ogon przy najmniejszym kontakcie z wodą. Sam słysząc coś takiego uznałby to za żart, a w końcu gdyby okazało się to prawdą, nie mógłby powstrzymać parsknięcia rozbawienia.

Na jego szczęście był umówiony dzisiejszego ranka na śniadanie z Syriuszem i Remusem. Stało się to pewną tradycją, że jadł z nimi, co tydzień posiłek. Czuł jakiś przymus, by skontaktować się z bliskimi — być może była to kolejna rzecz, która przyszła do niego wraz z przemianą.

A także czułby się o wiele lepiej, gdyby mógł zobaczył teraz Remusa. Chciał się upewnić, że z nim wszystko w porządku. Czuł się z nim teraz bardziej związany niż wcześniej, gdyż również był zmuszony do śledzenia faz księżyca. Co prawda wiedział, że Lupin dzień po pełni będzie wykończony i lekko „zdziczały", jednakże Remus nie zaprotestował, gdy zapytał ich wczorajszego dnia, czy ich, co tygodniowe spotkanie jest aktualne.

Dlatego też mówiąc kochankowi, że jest umówiony ze swoim ojcem chrzestnym i Remusem uniknął dalszego kazania i pobiegł do komnat umieszczonych głęboko w lochach. Wciąż niezbyt podobało mu się to, że pokoje Lupina zostały umieszczone tak daleko od innych i w dodatku w ponurym miejscu. Przecież mężczyzna stanowił zagrożenie jedynie podczas pełni i to w tedy, gdy nie podjęto odpowiednich środków bezpieczeństwa. Jednakże Lupin stwierdził, że mu to nie przeszkadza, a także rodzice uczniów są spokojniejsi, gdy wiedzą, że wilkołak nie jest tak blisko ich drogocennych dzieci.

Mogli zgodzić się pod przymusem, by potwór uczył i to pod nadzorem, ale czuli niepewność wiedząc, że ten sam wilkołak może spotkać ich dziecko na korytarzu wieczorem, gdy nikt nie będzie w pobliżu. Obawiali się również, że wilkołak w stresującej sytuacji może nie pohamować swoich instynktów. Ministerstwo również tego się obawiało.

To był istny cud, że w ogóle zgodzili się na warunki Dumbledora i z powrotem zatrudnili Remusa. Co prawda domagali się specjalnej obroży, która ograniczałaby magię mężczyzny, ale dyrektor się na to nie zgodził, ponieważ nauczyciel obrony przed czarną magię musi mieć pełną kontrolę nad swoją magią, by zapobiec ewentualnym katastrofom w czasie ćwiczeń uczniów rzucających nowe zaklęcie.

Harry wciąż jednak był niezadowolony. Uważał, że Lupin to jeden z najmilszych i najspokojniejszych ludzi. W końcu Remus przekonał go, że to naprawdę mu nie przeszkadza i nawet jest to dla niego lepiej mieszkać z dala od innych.

Podczas tej rozmowy, ujawnił w pewnym stopniu przed Harrym swoją naturę. Jego głos stał się głębszy, a w spojrzeniu pojawił się niebezpieczny błysk. Cała jego postawa się zmieniła. Wyglądał jak drapieżnik gotowy do skoku. Powiedział, że nienawidzi ludzi dookoła niego tuż przy pełni.

Ma ochotę ich zaatakować. Wgryź się w ich młode ciało. Pachną dla niego jak łatwa ofiara. Jest niebezpieczny i jest tego świadomy. Każdy dzień jest dla niego walką o zachowanie człowieczeństwa.

Na pytanie, dlaczego w takim razie nie przeszkadza mu obecność Harry'ego i Syriusza miał jedną prostą odpowiedź — Należą do jego watahy. Są rodziną, którą będzie bronił do ostatniej krwi. Harry słysząc to zadrżał. Jeśli Remus wyglądał wcześniej przerażająco to jego wygląd, gdy to mówił był... Nie da się tego opisać. Wiedział jedno — Lupin nie kłamał.

Kiedy jednak Harry otworzył drzwi do komnat należących do jego ojca chrzestnego oraz Remusa, wilkołak nie wyglądał na niebezpiecznego. Przypominał raczej zmęczonego psa, który najchętniej położyłby się przed kominkiem i wygrzał się w płomieniach buchających z kominka. Syriusz również nie wyglądał lepiej.

Siedział przy stole, dwa siedzenia od drugiego mężczyzny, z głową podpartą na dłoniach. Oczy miał półprzymknięte a oddech spokojny. Można byłoby uznać, że miał nieprzespaną noc spędzoną na bieganiu wraz z wilkołakiem, gdyby połowa jego twarzy nie była posiniaczona a dolna warga rozerwana.

— Syriusz! — krzyknął, podbiegając do mężczyzny. — Co się stało? Czy to...? — Jego wzrok powędrował na skulonego na drugim krześle Remusa.

— Jeśli pytasz, czy ja mu to zrobiłem to odpowiedź brzmi tak — powiedział Lupin patrząc się wprost na nastolatka.

— Ja... — Harry speszył się. Nie chciał żeby to tak wyszło.

— Nie przejmuj się. — Syriusz ze skrzywieniem bólu uniósł rękę i poczochrał włosy chrześniaka. — I to nie wina Lunatyka. — Te słowa były skierowane to starszego czarodzieja. — Nic by się nie stało, gdybym nie starał się ingerować w jego pościg.

— W pościg? Za czym? — zapytał Harry. Miał, co do tego nieprzyjemne przypuszczenia.

— Za zwierzyną — odpowiedział Remus, odwracając wzrok. Wyglądał na lekko zawstydzonego.

— Nie sądzę, żeby Lunatyk uznał go za zwierzynę. — Syriusz uśmiechnął się kpiąco. — Był bardzo zaborczy względem niego. — Oczy Remusa na chwilę zabłysły, ale mężczyzna szybko zapanował nad wilkiem.

— Czekajcie — wtrącił się Harry. — Czy możecie wyjaśnić wszystko po kolei? Co się stało w nocy i o jaką zwierzynę chodzi i czemu przez nią Syiusz jest poturbowany?

Miał nadzieję, że pewien Ślizgon nie wkradł się w nocy do zakazanej części lochów, ale niestety czekało go rozczarowanie.

— Wiesz, że Dumbledore wyznaczył pewną część lochów dla Lunatyka, by mógł pobiegać bez narażania uczniów na niebezpieczeństwo?

Harry kiwnął głową. Doskonale o tym wiedział. Każdy nauczyciel od tygodnia powtarzał, że wstęp do najgłębszych zakamarków zamku jest dla nich zabroniony.

— Dyrektor również umieścił bariery dookoła terenu przeznaczonego dla nas na dzień pełni. Niektórzy uczniowie słysząc, że coś jest niebezpieczne lub zabronione mają jeszcze większą ochotę złamać reguły. — Syriusz spojrzał na Harry'ego, który miał na tyle przyzwoitości, że zarumienił się ze wstydu. — Co nie oznacza, że nie rozumiem tej chęci. Sam złamałem niezliczoną ilość zasad. I jestem z tego dumny. — Syriusz wypchnął do przodu pierś. Remus słysząc to prychnął. — Wygląda jednak, że ta bariera nie powstrzymuje zwierząt — kontynuował Syriusz. — Biegaliśmy może gdzieś z godzinę. Lunatyk był bardzo podekscytowany nowym otoczeniem, ale nagle zaczął węszyć i biec w konkretnym celu. W celu odnalezienia zdobyczy. Wiadomo, kiedy się tak dzieje. Jest wtedy skupiony i bardziej dziki. — Łapa spojrzał na swojego starego przyjaciela, który miał wzrok wbity w blat stołu. — Taka sytuacja zdarzała się już kilka razy, gdy chodziliśmy razem do szkoły. Lunatyk musiał wyczuć kogoś lub coś w pobliżu i zaczął polować. Myślałem, że to może zabłąkany uczeń, ale szybko odrzuciłem ten pomysł, gdy przypomniałem, że to sam Dumbledore ustawiał bariery. Po krótkim biegu dostrzegłem, co wyczuł Lunatyk. Lisa lub coś podobnego do lisa. Miało ono duże uszy. – Syriusz pomasował z roztargnieniem brodę.

Harry słysząc to niemal nie jęknął.

Ten głupi Ślizgon. Co on sobie wyobrażał?

— Wydaje się, że bariery przepuszczają jedynie zwierzęta. Remus mógł przez nie przechodzić tylko w swojej ludzkiej postaci, bo bariery były związane z jego magią. Przynajmniej tak twierdził Dubledore. Ja sam przez nie przechodziłem w swojej animagicznej postaci. Lis pewnie jest chowancem któregoś z uczniów i dostał się tam przez przypadek.

— Jest? — przerwał mu Harry. — To znaczy, że Remus go nie zaatakował? Nie zrobił mu krzywdy?

Ślizgon może jest dupkiem i zadufanym w sobie narcyzem, ale był również zabawny i dzielili ze sobą sekrety. Harry zaczynał traktować go jak przyjaciela. Nie, Draco był już jego przyjacielem, ale na pewno nie miał zamiaru powiedzieć o tym chłopakowi. Pewnie by go przeklął i oskarżył o jakieś sentymentalne bzdury.

Przemyślenia Harry'ego zostały przerwane przez głośne warczenie. Z zaskoczeniem spojrzał na Remusa, który patrzył na niego ze złością.

— Nie zraniłem go — warknął mężczyzna. — Nie mógłbym.

— Spokojnie, Remusie. — Syriusz zwrócił na siebie uwagę wilkołaka. — Domyślam się, że jesteś dość zaborczy względem swojego nowego przyjaciela zabaw, ale nasz szczeniak nie miał nic złego na myśli.

Przypomnienie Lunatykowi, że Harry był dla niego niczym jego własne młode uspokoiło natychmiast wilkołaka. Wyglądał teraz na niemal zawstydzonego i zaskoczonego swoim zachowaniem. Harry mógł niemal zobaczyć jak mężczyzna chowa się w sobie. Był to smutny widok.

— Syriuszu, możesz wyjaśnić, czemu tak wyglądasz? Na razie wiem, że razem z Lunatykiem spotkaliście fe... lisa — poprawił się szybko, zerkając na Remusa, ale mężczyzna nie zwracał zbytniej uwagi na ich rozmowę.

— Cóż... – Syriusz wzruszył ramionami. — Lunatyk go zobaczył i zareagował tak jak myślałem. Zaczął go gonić. I tu właśnie zaczyna być dziwnie. Lis wydawał się nie bać wielkiego, groźnego wilka. — Starał się mało umiejętnie rozluźnić atmosferę, ale niezbyt mu się to udało. — Ech... No dobra. Na początku myślałem, że chowaniec padnie z szoku, gdy zobaczył Lunatyka, ale potem zaczął cieszyć się biegiem tak jak my. Tylko, gdy Lunatyk zaczął być trochę zbyt zaangażowany, chciałem go powstrzymać. Jemu się to nie spodobało. Uderzył mnie w bok i zepchnął na ścianę. — Dotknął lekko swojego bolącego boku. – Na szczęście mamy dobrze wyposażoną szafkę z eliksirami.

— To wyjaśnia niektóre siniaki, ale co z resztą? — Harry wskazał niezbyt konkretnie na twarz chrzestnego.

— To jest jeszcze dziwniejsze. — Syriusz odchylił się na krześle. — Gdy doszedłem do siebie, zacząłem szukać Lunatyka. Musiałem przez jakiś czas być nieprzytomny, bo znalazłem go śpiącego i zawiniętego ochronnie wokół chowańca, który również spał przykryty jego ogonem. To był całkiem uroczy widok. Gdybym nie wiedział lepiej pomyślałbym, że to wilcza para. —Zaśmiał się głośno, ale szybko umilknął krzywiąc się z powodu swoich ran. — Później było gorzej. Moja obecność zirytowała Lunatyka. Obudził się i zaczął na mnie warczeć. To obudziło lisa, który chciał uciec. Lunatyk go powstrzymywał, a chowaniec zaczął się bronić. Miałem wrażenie, że stanie mu się zaraz krzywda, więc wkroczyłem. Nawiązała się między mną a Lunatykiem walka, która trwała aż zaczęły się pierwsze bóle związane z przemianą w człowieka. Remus padł zmęczony na podłogę, a ja czekałem obok aż bariery opadną. Później przyszliśmy tutaj. Lis w międzyczasie gdzieś zniknął. I to cała historia — zakończył Syriusz.

— Remus, czy coś pamiętasz? — Harry spojrzał na drugiego mężczyznę, który przez większość czasu siedział cicho.

— To nie tak, że jesteśmy z Lunatykiem dwoma odrębnymi bytami — odezwał się cicho Remus. — Nasze pamięci się przenikają, ale mamy również odrębną wolę i pragnienia. Nie, to nie jest dokładnie tak. Ja symbolizuję bardziej ludzką, ograniczoną zasadami osobowość. Lunatyk jest tym dzikim, kierującym się instynktem. Jest to ciągła walka między nami. Najczęściej to ja jestem górą, ale czasami jego charakter wychodzi na wierzch. Tak jak kilka chwil temu. Przepraszam. — Spojrzał na Harry'ego. Czuł się winny, że zawarczał na chłopaka.

— Nie szkodzi. Ciężko jest być innym niż reszta.

Nawiązywał to swojego dziedzictwa, ale mężczyźni uznali, że mówi o swoim statusie, jako chłopiec-który-przeżył.

Inaczej jest podczas pełni — tłumaczył dalej Remus. — Wtedy to Lunatyk ma pełną kontrolę, ale czasami mam przebłyski pamięci i uczuć, jakie miałem w trakcie przemiany. Wtedy, kiedy wyczułem tego chowańca... Ja nie wiem. Musiałem go znaleźć, a kiedy go znalazłem, musiałem go chwycić. Chciałem żeby nosił mój zapach, a ja jego. — Remus wziął głęboki oddech. — Kiedy Łapa chciał mnie powstrzymać, przed chwyceniem go, Lunatyka trochę poniosło i użył zbyt wielkiej siły, by go ukarać. Prze...

— Daj spokój Remi — przerwał mu Syriusz. — Przeprosiłeś już z tysiąc razy. Sam zdecydowałem się biegać z wilkołakiem i niech mnie diabli, jeśli mi się to nie podoba!

— Dziękuję. — Remus rozluźnił się, gdy to usłyszał. — Kiedy go złapałem, bawiliśmy się. Jak to psy. — Lupin po raz pierwszy uśmiechnął się szczerze. — Po zabawie usnęliśmy. Kiedy Łapa się pojawił, uznałem go za zagrożenie. Chciałem żeby odszedł, ale to wystraszyło mego... tego chowańca. Lunatyk nie chciał żeby odchodzić, ale wtedy Łapa wkroczył i nawiązała się między nami walka. A lis uciekł. — Remus potarł klatkę piersiową. – Czuję jak Lunatyk chce przeszukać cały zamek, by go odnaleźć. Wiem, że to głupota i że lis należy do kogoś. — Uniósł wargi pokazując zęby w jawnym akcie agresji. — Ale chcę go znaleźć. — Nie było wiadomo, kto to mówi: Remus, Lunatyk czy obaj.

Po tym oświadczeniu zapanowała niezręczna cisza. Całe ciało Remusa wręcz wibrowało z jawnej chęci szukania swojego towarzysza zabaw z ostatniej nocy. Syriusz nie wiedział, co dokładnie powiedzieć. Nigdy jeszcze jego przyjaciel nie zachowywał się tak jak teraz, a przecież wyczuwał wiele zwierząt przez te wszystkie pełnie, kiedy biegali razem.

Harry za to miał ochotę udusić pewnego Ślizgona. To przez niego były te wszystkie problemy. To niebezpieczne drażnić wilkołaka i nie ważne, że Draco był w swojej animagicznej postaci. Był o wiele mniejszy od dorosłego wilkołaka i Harry nie dziwił się, że Syriusz był zaniepokojony, gdy ujrzał Lunatyka ścigającego fenka.

Do tego nie wiadomo czy czarodziej pachnie tak samo jak jego animagiczna postać. Jeśli tak to są w tarapatach. Jakoś nie wiedział, by Remus mógł powstrzymać Lunatyka, gdyby ten wyczuł zapach fenka na Draco. Z pewnością zareagowałby agresją sądząc, że zwierzak należy do Ślizgona. Musi jak najszybciej znaleźć Malfoya i jakoś wykombinować jak można zmienić jego zapach zanim znajdzie go Lunatyk. Przy okazji również zamorduje go za to, że nie panując do końca nad swoją zmianą wymknął się na nocną sadzę z wilkołakiem. Jak na razie musi wymyśleć jak wyjść, by nie zbudzić żadnych podejrzeń.

— Harry... Harry... Słyszysz mnie?

— Tak, słucham? — Ocknąwszy się, spojrzał na chrzestnego, który wołał go już parokrotnie.

— Pytałem jak ci minął tydzień? Wszystko w porządku? Czy Snape wciąż jest... takim dupkiem? Jeśli nadużywa swojej władzy podczas waszych treningów, to możesz mi zawsze powiedzieć. Ja już się z nim policzę. — Najwyraźniej Syriusz wybrał teraz tę metodę, by rozluźnić atmosferę.

— Już mówiłem, że Snape...

— Profesor Snape — poprawił go Remus, który również zrozumiał strategię Blacka.

— Profesor Snape... — Harry wywrócił oczami. Dziwnie było mu tak nazywać swojego kochanka — ...nie robi mi żadnej krzywdy. Zajęcia z nim są bardzo ciekawe. Ostatnio...

Zaczął opowiadać ocenzurowaną wersję tego, co robi z Severusem podczas ich prywatnych zajęć. Może jeszcze odrobinę spędzić miło czas z ludźmi, którzy są najbardziej dla niego jak rodzina. Może przecież spędzić odrobinę czasu z ludźmi, którzy są dla niego niczym najbliższa rodzina. Porozmawia z Draco po śniadaniu.

OoO

Kiedy Harry'emu wreszcie udało się wymknąć od Syriusza i Remusa zakradł się do pustego korytarza sąsiadującego z tym, przez który przechodzili uczniowie wychodzący z Wielkiej Sali. Miał nadzieję, że Draco pomimo jego intensywnej nocy poszedł na śniadanie, by nie wzbudzać żadnych podejrzeń. Na szczęścia po półgodzinnym oczekiwaniu ujrzał blond czuprynę między głowami innych uczniów.

Poczekał aż Ślizgon zbliży się do jego kryjówki i zastąpił mu drogę. Malfoy wyglądał na zaskoczonego, ale kiedy go rozpoznał przez jego twarz przemknęło zrozumienie i wstyd. Szybko jednak te emocje zniknęły zostawiając po sobie jedynie pustą maskę.

— Co chcesz, Potter? — zapytał, wyniosłym głosem, grając przed swoimi współdomownikami.

— Musimy pogadać — odpowiedział Harry, nie ruszając się z miejsca nawet wtedy, gdy zobaczył, że niektórzy uczniowie z domu węża mają ręce podejrzanie blisko swoich różdżek.

— Nasze interakcje według umowy ograniczają się tylko w czasie określonych spotkań i na posiłkach. Nie byliśmy umówieni, a śniadanie się już skończyło.

Draco wciąż grał albo nie chciał rozmawiać o tym, co zrobił.

— Nie obchodzi mnie to.

Spojrzał w głąb korytarza, gdzie ujrzał nadchodzących Gryfonów. Musiał się pośpieszyć, bo inaczej jego rozmowa z Draco przeistoczy się w widowiskową kłótnię obu domów. Czasami się zastanawiał, czemu ich koledzy są tak zaborczy w stosunku do niego i do Malfoya. Czy to naprawdę tak źle, gdy rozmawiają z kimś, kto nie jest z ich domu?

— A powinno. Mój czas jest bardzo cenny.

— Zapłacę ci — odpowiedział od razu Harry.

Malfoy spojrzał na niego z zainteresowaniem, gdy inni Ślizgoni prychnęli, że Potter musi być bardzo zdesperowany, by spędzać więcej czasu z ich przywódcą.

— Dziesięć galeonów.

— Zgoda.

Harry chwycił rękaw szaty drugiego chłopaka i pociągnął go w drugi korytarz odprowadzony śmiechami i kpinami innych Ślizgonów, ale szybko one umilkły, gdy nadeszli uczniowie z Gryffindora, którym nie spodobało się to zbiegowisko.

— Mógłbyś mnie puścić? Gnieciesz mi szatę — odezwał się Malfoy, gdy wszystkie hałasy wracających ze śniadania uczniów umilkły.

— Nawet mnie nie wkurzaj. — Harry zerknął na chłopaka, ciągnąc go w dalsze zakątki zamku. — Wiem, co robiłeś wczoraj w nocy.

— Phi — prychnął Ślizgon. — Nie udawaj takiego niewiniątka. — Wyszarpał rękaw z uścisku Harry'ego. — Sam wiele razy wymykałeś się w nocy. Wczoraj także opuściłeś dormitorium się po ciszy nocnej. — Widząc szok na twarzy Potter'a uśmiechnął się z satysfakcją. — Tak, widziałem jak wychodziłeś na zewnątrz. Już korytarze zamku ci nie wystarczą, Potter? Ciekawe jak zareagowałby profesor Snape, gdyby o tym wiedział? Być może powinienem go o tym poinformować. Z pewnością spodobałby mu się widok ciebie na kolanach czyszczący przez godziny podłogę w sowiarni lub w starych nieużywanych klasach.

Harry zarumienił się, wyobrażając siebie na kolanach przed profesorem, ale nie w takim znaczeniu, jakim miał na myśli Draco.

— Zamknij się. Snape już wie, że wymknąłem się z dormitorium. Za to nie wie, że jego uczeń wyszedł na randkę z wilkołakiem. Może to ja powinienem cię wsypać.

— Nie zdążysz! — Malfoy wyciągnął różdżkę mierząc nią w niego. — Zanim zdążysz to zrobić przeklnę cię tak, że nigdy nie odważysz się wymówić mego nazwiska przed żadnym z profesorów.

— Spróbuj. — Harry również wyciągnął różdżkę, szykując się do pojedynku. — Nigdy jeszcze mnie nie pokonałeś i ten dzień nie nadejdzie dzisiaj.

Stali przed sobą mierząc się wzrokiem. Dłonie mocno zaciśnięte na różdżkach. Czekali, na dogodny moment ataku i byli gotowi do szybkiego kontrataku. Minęło kilka chwil napiętej ciszy, aż Harry roześmiał się, chowając różdżkę. Malfoy uczynił to samo kręcąc głową nad ich głupotą. To nie był pierwszy raz, kiedy niemal się zaatakowali.

— Jesteśmy prawdziwymi idiotami — skomentował Harry.

— Mów za siebie. Ja na pewno nie jestem na tym samym poziomie, co ty. — Draco oparł się o ścianę, krzyżując ręce na piersi.

— Tak, oczywiście, jak mogłem o tym zapomnieć. — Wywrócił oczami. — A teraz mi powiedz, co ci odbiło, że po swojej pierwszej udanej przemianie postanowiłeś ignorować wszystkie procedury bezpieczeństwa i spotkać się z wilkołakiem?

— Nie wysilaj się na kazania, bo z twoich ust brzmią one śmiesznie. Sam popełniłeś wiele głupot przez te wszystkie lata i możesz mi wybaczyć jedną nierozsądną decyzję — powiedział wyniośle.

— Ty... tak na poważnie? — Harry'emu opadły ręce. — Robiłem multum głupot, ale to co ty zrobiłeś pobiło niemal wszystko. A jakbyś się przemienił w czasie, gdy byłeś z wilkołakiem? Lunatyk by się nie powstrzymał. Zaatakowałby cię. Uwierz mi, wiem to z swojego własnego doświadczenia. Mógłby również nie zaakceptować twojej animagicznej postaci lub uznać za jedzenie. Przecież względem niego jesteś malutki.

— A ty, kiedy miałeś do czynienia z wilkołakiem? I Lunatyk? Tak się on nazywa podczas pełni. Wilkołak Lunatyk. — Uśmiechnął się delikatnie, ale szczerze.

— Na trzecim roku i to nie jest teraz ważne! Poszedłeś spotkać wilkołaka! Mogłeś zostać ranny lub zabity. Mogłeś mnie, chociaż poinformować, co chcesz zrobić! — krzyczał Harry.

— I co niby byś zrobił? — Malfoy wciąż był spokojny. — Poszedłbyś tam zemną? Nie znasz animagii. Obiecałbyś, że na mnie poczekasz? To byłby tylko problem. Byś się tak denerwował, że z pewnością ściągnąłbyś uwagę patrolujących profesorów. I wyglądało na to, że również miałeś coś do załatwienia podczas pełni. Chciałbyś poinformować profesora o tym, co planuję? Nie radziłbym. Może bym nie wygrał pojedynku, ale mógłbym ci bardzo uprzykrzyć życie. Po pierwsze nasza umowa byłaby nieaktualna. Sam musiałbyś zadbać o wyrafinowaną żywność. Po drugie nakłoniłbym każdego Ślizgona, by sprawiał ci trudności czy to na lekcji czy na korytarzu, a my węże jesteśmy bardzo sprytni. To nasza druga natura. — Malfoy zniszczył wszystkie argumenty Harry'ego nim ten zdążył je wypowiedzieć. — A jeśli będziesz chciał mnie powstrzymać przed kolejnymi spotkaniami z Lunatykiem... — wymówił to imię z przyjemnością – ...skutek będzie taki sam jakbyś chciał poinformować jakiegoś profesora.

— Czyli nie dogadamy się w tej sprawie? — spytał Harry.

— Nie.

Gryfon westchnął wpatrując się w sufit. Zastanawiał się co teraz. Nie chciał niszczyć tego dziwnego związku, który łączył go z Draco.

— Dobrze. Ale zaczniemy ćwiczyć intensywniej. Nie chcę żebyś stracił kontrolę nad przemianą, gdy będziesz spotykać się z Lunatykiem. A właśnie, jak poszła przemiana w drugą stronę?

Policzki Malfoya zabarwiły się na lekki róż.

— Miałem pewne problemy, ale po jakimś czasie wróciłem do ludzkiej postaci— przyznał się.

— Dobrze. — Harry kiwnął głową nie dodając żadnych niepotrzebnych komentarzy. — Żadnych sińców lub zadrapań? Słyszałem, że całkiem dobrze się bawiłeś z Lunatykiem.

— Czyżbyś miał nie przyzwoite myśli, Gryfiaku?

— Sińce? — domagał się Harry, nie zwracając uwagi na ostatnią wypowiedź Draco.

— Merlinie, Potter nie zachowuj się jak moja matka. — Widząc jednak, że chłopak nie da mu spokoju dopóki nie udzieli odpowiedzi, poddał się. — Dobrze, dobrze. Żadnych sińców czy zadrapań. Nic mi się nie stało. Zadziwiające, ale wilkołak był bardzo ostrożny ze mną. Wciąż się o mnie ocierał i nie chciał nigdzie puścić, ale był naprawdę delikatny. Być może przyzwyczaił się do zabawy ze zwierzętami.

— Być może — powiedział zagadkowo Harry.

Nie miał zamiaru ujawniać Malfoyowi, że Lunatyk spędzał wiele pełni ze swoimi przyjaciółmi, którzy byli animagami. Jednak z drugiej strony wilkołak zachowywał się naprawdę dziwnie. Będzie musiał spytać Syriusza, czy Lunatyk reagował tak samo na nich, czy na każde zwierzę.

— Skończyliśmy? Inni będą podejrzliwi, jeśli szybko nie wrócimy.

— Tak, skończyliśmy. Umówimy się jeszcze w sprawie częstszych spotkań — odpowiedział Harry.

— Świetnie. — Ślizgon odwrócił się z zamiarem odejścia.

— Czekaj Malfoy! — zawołał za nim Harry.

— Co?

— Poszukaj jakiegoś eliksiru lub zaklęcia, które zmienia zapach.

— Czemu?

— Najwyraźniej Lunatyk przekazał w wspomnieniach Remusowi twój zapach. Nie wiem czemu, ale wilkołak chce cię odnaleźć. Na razie sądzi, że fenek należy do któregoś z uczniów. Jeśli wyczuje, że pachniesz tak samo jak on może cię zaatakować zanim zrozumie, że to ty nim jesteś — wyjaśnił. — Na razie postaraj się go unikać.

— Poszukam czegoś w bibliotece. I jesteś mi winny dziesięć galeonów.

Po tym odszedł. Harry poczekał jeszcze pięć minut zanim poszedł za nim.

OoO

Kiedy tylko Harry wyszedł na główny korytarz wpadł na swoich przyjaciół. Od razu widok przysłoniła mu gęsta czupryna dziewczyny, która przytuliła się do niego mocno.

— Harry, jak ja się o ciebie martwiłam! — krzyknęła. — Nie wróciłeś na noc, a później nie było cię na śniadaniu. Myślałam, że coś ci się stało.

— Spokojnie, Miona. Udusisz mnie. — Poklepał ją po ramieniu, by się odsunęła.

— Przepraszam! — Odskoczyła do tyłu rumieniąc się. — Ale masz nam powiedzieć, co się z tobą dzieje — powiedziała stanowczo, gdy się uspokoiła.

— Nie wiem, co masz na myśli. — Udawał nieświadomego.

Wiedział, że niby obiecał Severusowi, że powie przyjaciołom o swoim sekrecie, ale przecież nie ustalili, kiedy ma dokładnie to zrobić. A teraz nie była to najlepsza chwila.

— Kumplu, nie udawaj głupiego — wtrącił się Ron. — Siedziałem z Hermioną całą noc, czekając aż wyjdziesz, a kiedy poszliśmy za tobą odjęto nam punkty a później dostaliśmy szlaban. Nie chcę słyszeć wymówek, gdy muszę sprzątać łazienki i sowiarnię.

— Nie musiałbyś tego robić, gdybyś nie zaczął obrażać profesora Snape'a, gdy ten był jeszcze w pobliżu — powiedziała Hermiona.

— Ale i tak to jest twoja i Harry'ego winna. Spałbym sobie smacznie w łóżku, gdyby nie wy — oburzył się chłopak.

— Nie troszczysz się o swojego przyjaciela? — Hermiona położyła dłonie na biodrach tupiąc nogą.

— Martwię się o niego! — Ron wskazał palcem na Harry'ego, który słuchał tego z lekkim zdziwieniem. — Ale wszystko byłoby inaczej, gdybyśmy od razu spytali, co się dzieje. I co jest? Czemu się wymykasz? — Ostanie pytania były skierowane do Harry'ego.

— Ja... Um... — Zaczął intensywnie myśleć, co powiedzieć.

— Nie kłam. Chcemy usłyszeć prawdę. — Hermiona spojrzała na niego przenikliwie.

— No dobra — podał się. — Po prostu dostałem pewną wiadomość w wakacje, która wywróciła moje życie do góry nogami.

— Jaka to była wiadomość? — spytała.

— Hermiona, właśnie o to chodzi. Nie chcę o tym na razie mówić. To bardzo prywatna sprawa i odrobinę zawstydzająca.

Nie chciał wspominać ile razy wylądował na podłodze z ogonem, gdy dotknął czegoś mokrego w komnatach Severusa. Były to pułapki zostawione przez mężczyznę, by udowodnić Gryfonowi, jak słabo opanował przemianę.

— Czy to ma jakiś związek z twoją zmienioną dietą? — dopytywała się, niezbyt zadowolona z wcześniejszej odpowiedzi.

— Tak.

— A Ślizgon? — Teraz głos zabrał Ron.

— Na początku tak, ale potem przekonałem się, że Malfoy mimo swoich wad jest... dość specyficzny, ale można go lubić, a Se... Snape jest inny niż myśleliśmy.

— Hmmm... — Ron nie potwierdził, ale nie wszczął również awantury, więc było całkiem nieźle.

— Mogę uszanować, że nie chcesz jeszcze teraz nam powiedzieć, co się dzieje, ale nie podobają mi się twoje nocne wędrówki. To jest niebezpieczne.

— Wiem, Miona — westchnął Harry. — Snape dał mi już wykład o tym. Mogę zapewnić, że nie będę wychodził już na zewnątrz.

— Na zewnątrz. Czyli nie oznacza, że nie będziesz wymykał się w nocy.

— Tak, to jest również związane z tym, co się dowiedziałem w wakacje. Mogę zapewnić, że będę bezpieczny. Snape zapewnił mi odpowiednie pomieszczenie i obiecał, że będzie mnie pilnował — przyznał się, chociaż nie chciał wyjawiać aż tyle. Wiedział jednak, że Hermiona nie da mu spokoju, gdyby nie upewni się, że jest bezpieczny.

— Powiedziałeś mu o swoim sekrecie? — Twarz Rona zrobiła się czerwona.

— To nie tak, że chciałem mu powiedzieć. To wyniknęło przypadkiem i obiecał mi pomóc. I naprawdę mi pomaga. Nie wyjawił także do tego czasu mojego sekretu. Wręcz chce żebym sam wam o tym powiedział.

— Co z Malfoyem? — spytał Ron.

— Jeśli pytasz czy wie, to nie. Zawiązaliśmy między sobą pewną umowę, ale nie wie, dlaczego chciałem to zrobić.

— Może być. Jeśli jesteś bezpieczny i powiesz nam to w stosownym czasie to nie będziemy cię męczyć. — Ron klepnął go po plecach. — Co nie? — Odwrócił się do dziewczyny.

Hermiona spoglądała na nich z zamyśleniem.

— Możesz poszukać jakiś informacji w bibliotece — powiedział z pobłażaniem Harry. — Jeśli dowiesz się, czemu się tak zachowuję to wyjaśnię wam wszystko wcześniej niż później.

— Czyli mogę zbierać każde szczegóły o tobie, by się dowiedzieć co ukrywasz? — Oczy dziewczyny zabłysły.

— Tak, ale bez przesady. — Harry uniósł ręce w poddańczym geście. — Nie chcę mieć prześladowcy w postaci swojej najlepszej przyjaciółki.

— Będę tak dyskretna tak jak wtedy, gdy badałam, kim jest profesor Lupin — zgodziła się.

— Dobrze. Chodźmy na zajęcia. — Zatrzymał się na chwilę. — Żebym nie zapomniał. Dziś wieczorem również się na chwilę wymknę i żadnego śledzenia.

— Kumplu, nie musisz mi tego mówić. Nie mam ochoty na kolejne szlabany. — Ron objął go ramieniem. — Przypilnuję również Hermionę, by ci nie przeszkadzała — szepnął mu do ucha. — Jeśli jesteś w porządku to my również — dodał głośniej.

Śmiejąc się ruszyli na zajęcia.

OoO

Późnym wieczorem Harry zakradł się do łazienki prefektów. Wyszeptał hasło, które podał mu Severus i wszedł do środka. Pomieszczenie wyglądało tak jak zapamiętał. Zerkając na mapę Huncwotów i upewniając się, że nie ma nikogo w pobliżu wpuścił do ogromnej wanny wodę. Nie próbował bawić się kranami czy mydłami. Chciał czystą wodę, by móc w niej popływać, sprawdzić czy odpowiada mu to.

Kiedy wanna się wypełniła zdjął z siebie ubrania i wsunął się do wody. Po chwili poczuł pierwsze mrowienia w nogach. Nie, w ogonie. Opierając się o krawędź wanny uniósł go do góry i opuścił go z pluskiem. Zaśmiał się, gdy woda przelała się przez krawędź. Było mu ciepło i wygodnie. Było wystarczająco miejsca, by popływać, ale w sumie nie było to, co nurkowanie w jeziorze.

Było miło, ale czuł się ograniczony. Również nie było w tym nic ciekawego. Gdy nurkował widział jedynie murowane dno wanny, a w jeziorze zawsze mógł znaleźć jakieś ciekawe żyjątko. Mógł ogonem rozwiać piasek i znaleźć rzeczy, które zgubili pierwszoroczniacy, podczas płynięcia łódką w ich pierwszym dniu szkoły. Takie moczenie się w wannie mogło być dobre od czasu do czasu, gdy chciał się zrelaksować, ale na dłuższy czas, by zwariował.

— Będę musiał coś wymyślić — powiedział chowając głowę pod wodę.

— Wiedziałam, że jesteś ciekawą osobą jak tylko cię zobaczyłam.

Harry przestraszony wynurzył się szybko, rozpryskując wodę na wszystkie strony.

— Spokojnie krewniaku, nie chciałam cię wystraszyć. — Spojrzał w stronę, z której dobiegał głos. Ujrzał syrenę wylegującą się na kamieniu. Jak mógł zapomnieć o tym obrazie? — Wyglądasz o wiele lepiej niż dwa lata temu. — Syrena uśmiechnęła się szeroko. — Twój ogon jest prześliczny. Ten kolor pasuje ci o wiele bardziej niż matce. — Zatrzepotała zalotnie rzęsami.

— Dziękuję. — Speszył się. — Chwila, co powiedziałaś? Moja mama? Ona również tutaj była?

— Co, nie wiedziałeś? — Usiadła wygodnie, rozczesując palcami splątane włosy. — Przychodziła tutaj w pierwszym roku, aż się nad nią nie zlitowałam i powiedziałam jej o lepszym miejscu. — Nagle przyjrzała mu się uważniej. — Ty nie zmieniłeś się wtedy, kiedy cię ostatnio widziałam. — Zmarszczyła brwi. — Twoja mama nie przeprowadziła twego przejścia?

— Umarła jak byłem bardzo mały.

— A rodzina? My mermaid trzymamy się razem. Zawsze razem. Ktoś musiał się tobą zaopiekować. Przeprowadzić przemianę.

— Nie. Mieszkałem z siostrą mamy, ale ona jest mugolem i nie lubi niczego co nie jest dla niej normalne. Nie wiedziałem, kim naprawdę jestem aż do szesnastych urodzin.

— Biedaku. — Zacmokała ze współczuciem. — To musiało być bardzo bolesne. Sam bez rodziny i w tak późnym wieku. Ale nikomu o nas nie powiedziałeś? — Zmrużyła oczy, a jej ogon zaczął niebezpiecznie uderzać w wodę.

— Wie o mnie jedna osoba — powiedział, zaniepokojony reakcją syreny.

— Kto?

— Z pewnością go nie znasz — odpowiedział, odsuwając się od obrazu.

— Kto? — syknęła.

— Severus Snape.

— Czemu on?

Wciąż jej nie uspokoił.

—Byłem chory, dał mi eliksiry. Mój organizm ich nie toleruje. Chciał wiedzieć, czemu. Użył zaklęcia i woda na mnie spadła... — plątał się w swoich wyjaśnieniach, nie chcąc irytować dalej syreny. — Później była pełnia i go szukałem i...

— Stój — rozkazała mu. — Powiedziałeś, że szukałeś go podczas pełni?

— Tak, czułem się pewniej i lepiej, gdy był koło mnie.

— Hmmmm... – Syrena uśmiechnęła się. — Lubi jak mu śpiewasz? — Niemal zanuciła to pytanie.

— Tak — odpowiedział, spuszczając wzrok.

— Świetnie! — Klasnęła zadowolona. — Mogę wybaczyć, że dowiedział się o twojej naturze. Ale następnym razem, jeśli będziesz chciał komuś powiedzieć, kim jesteś, musisz być pewny, że te osoby są zaufane. My syreny jesteśmy narażone na wiele niebezpieczeństw. Wiele czarodziei chciałoby dostać kawałek z nas. — Przeciągnęła z dumą dłońmi po swoim ciele.

— Z pewnością będę bardzo uważał.

— Jeśli jesteś taki ugodowy i znalazłeś już partnera to dam ci mały prezent. Tak jak twojej matce powiem ci, gdzie możesz się udać bezpiecznie podczas pełni. Ale nie teraz. Nauczę cię teraz kilka starych, syrenich pieśni.

Wręcz podskakiwała z radości zaśpiewania swoich pieśni komuś, kto nie straci swoich zmysłów przez jej głos.

— Z chęcią je poznam.

Harry ułożył się wygodnie, pozwalając otulić się melodyjnemu głosowi syreny.