Klasa owutemowa
W Hogwarcie rozpoczął się nowy rok szkolny, i młodzież która podjęła naukę w 1971 roku trafiła do klas owutemowych. Na najbardziej oblegane przedmioty dające w przyszłości rękojmię dobrego zatrudnienia ciężko się było dostać, więc na początku roku szkolnego wśród uczniów szóstej klasy największe emocje wzbudzał wybór przedmiotów na owutemy.
Severus Snape, który zdał sumy jako jeden z najlepszych, bo poza transmutacją i astronomią z których miał powyżej oczekiwań miał same wybitne, mógł przebierać w ofercie edukacyjnej i nie musiał się niczym martwić. Ślizgon zapisał się na eliksiry, zielarstwo, zaklęcia i obronę przed czarną magią. Przyszły śmierciożerca wolałby uczyć się czarnej magii, ale ten przedmiot nie był wykładany w Hogwarcie. Po dłuższym zastanowieniu, chcąc nabyć przydatne umiejętności, zdecydował się również na transmutację i na runy, bo bardzo lubił ten przedmiot.
Niewielu uczniów decydowało się na eliksiry, bo był to specyficzny rodzaj magii i mało czarodziejów miało predyspozycje w tym kierunku, aczkolwiek ci nieliczni, którzy perfekcyjnie opanowali sztukę warzenia, nie mogli narzekać na brak pracy. Dobrzy alchemicy byli potrzebni w szpitalu, w Ministerstwie, w aptekach, sklepach zielarskich, w handlu i w wielu innych bardziej lub mniej legalnych interesach. W klasie owutemowej profesora Slughorna, nauczyciela eliksirów i opiekuna Syltherinu, znalazło się kilku ślizgonów, oprócz Severusa był to Ian Avery i Bogina Wilkes, z Gryffindoru była Alicja Vanes i ulubienica pedagoga Lily Evans, do tego trzech kruków i jeden puchon, raptem dziesięciu uczniów. Nauczyciela eliksirów coraz bardziej zadziwiał talent Severusa do warzenia i chwilowy, jak mniemał, zanik talentu Lily Evans.
Lily ignorowała Severusa warząc z Alicją przy jednym stole, a ślizgon nie narzucał się, tylko obserwował dziewczynę i dyskretnie pomagał gdy takiej pomocy potrzebowała. Lily po kilku miesiącach zaczęła żałować, że wybrała eliksiry. Nigdy za bardzo nie przepadała za tym przedmiotem, a bez pomocy Severusa jęła mieć trudności. Dziewczyna nie zdawała sobie sprawy, jak bardzo ślizgon jej pomagał.
-Siadajcie, siadajcie,- Slughorn zaprosił młodzież do klasy. -Dzisiaj czeka nas bardzo dużo pracy. Trzecie prawo Glopalotta, kto wie jak brzmi?
Wiedział to jedynie Snape i Slughorn, gdy nikt więcej nie zgłosił się do odpowiedzi, wskazał na ucznia dając mu prawo głosu, a chłopak bezbłędnie i ze zrozumieniem odpowiedział na zadane pytanie.
Świetnie,- ucieszył się Slughorn. -Pięć punktów dla Syltherinu. Dzisiaj waszym zadaniem będzie uwarzyć odtrutkę na skomplikowaną, złożoną truciznę którą każdy z was dostanie,- tu nauczyciel machnął ręką w stronę biurka na którym stało dziesięć fiolek wypełnionych różnymi płynami. - Po rzuceniu zaklęcia ujawniającego Skarpina i zidentyfikowaniu wszystkich trucizn znajdujących się we fiolce, będziecie musieli zaleźć ten dodatkowy składnik o którym mówi trzecie prawo Glopalotta i który w procesie alchemicznym przemieni wszystkie pozostałe odtrutki w jedną, skuteczną odtrutkę. Proszę, podejdźcie do biurka i niech każdy z was wybierze fiolkę.
Lily była przerażona bo nie zrozumiała nic z tego co mówił nauczyciel, i Severus to wyczuł. Ich oczy spotkały się, i Severus postawił przed Lily najprostszą truciznę, którą bezbłędnie zidentyfikował wśród fiolek. Jednak Lily nadal miała kłopot z ujawnieniem tych kilku prostych trucizn które były w buteleczce i Severus w połowie lekcji już wiedział, że sobie nie poradzi. Snape warzył pewnie, intuicyjnie, bez zastanowienia. Eliksiry przerabiane w szkole, nawet w klasie owutemowej, były dla niego zbyt proste, i podręcznik już kolejny rok z rzędu służył mu do zapisywania regułek zaklęć i klątw, które sam wymyślił. Lily siedziała zbyt daleko, i Severus nie mógł jej pomóc bez zwrócenia uwagi nauczyciela. Alchemik wpadł na pomysł i w poprzek długiej listy antidotów widniejących w podręczniku napisał: "Po prostu wepchnij im bezoar do gardła", po czym idąc do szafki po ingrediencje, niby przypadkiem położył książkę obok Lily. Dziewczyna ze zdziwieniem spojrzała na podręcznik i uśmiechnęła się. Gdy chłopak wracał, posunęła książkę w jego kierunku.
-Dziękuję, Sev.
Chłopak drgnął słysząc "Sev" i spojrzał na Lily z bólem w oczach. Gryfonka już coś miała powiedzieć, ale oczy ślizgona na powrót stały się zimne i puste.
Slughorn pod koniec lekcji był bardzo zawiedziony marnym rezultatem jaki osiągnęła panna Evans. Jednak dziewczyna zadziwiła go, pokazując bezoar.
-Ach, Lily, Lily,- zaśmiał się nauczyciel. -Co za talent, masz do tego żyłkę, właśnie tak poznaje się uzdolnionych warzycieli! Masz rację, bezoar działa na wszystkie trucizny zawarte w tej fiolce.
A Severus spuścił głowę i włosy przesłoniły jego pociągłą, bladą twarz ukrywając uśmiech. Slughorn nie zwrócił uwagi na jego poprawnie wykonaną odtrutkę na bardzo złożony zestaw trucizn na który bezoar by nie pomógł, ale chłopakowi nie było przykro z tego powodu. Uwielbiał warzyć, wiedział że jest w tym bardzo dobry i eliksiry były dla niego sposobem na zarabianie pieniędzy więc pochwała nauczyciela nie miała żadnego znaczenia.
W przeciwieństwie do eliksirów, transmutację wybrało bardzo wielu szóstoklasistów i na zajęciach był tłok, bo w klasie było około trzydziestu uczniów. Gryfoni, Potter z Blackiem, byli ulubieńcami wykładającej ten przedmiot profesor McGonagall ale nie dlatego, że byli gryfonami tyko dlatego, że byli wybitnie uzdolnieni w tym kierunku. Na lekcjach Snape trzymał się z tyłu, starając nie rzucać się w oczy i obserwując Imperiusa który pomagał mu z transmutacji. Profesor McGonagall usiłowała nie zauważać tego prawie pełnoletniego ślizgona, już mężczyznę, bo gdy patrzyła na niego, gdy Severus patrzył na nią swoimi czarnymi oczyma, to przypominało się jej to wydarzenie nad jeziorem i imponujące wyposażenie chłopaka. W takich momentach kobieta rumieniła się, gubiąc wątek lekcji...
W szóstej klasie Snape przestał interesować się gryfonami i nie zapuszczał się już pod wieżę. Z huncwotami ślizgon miał transmutację, zaklęcia i obronę przed czarną magią. Chłopak na tych zajęciach nadal był zaczepiany i obrażany, ale już nie był sam bo trzymali z nim sztamę koledzy którzy w poprzednich latach uważali, że sam jest sobie winny chodząc pod wieżę i szpiegując gryfonów.
-Brudną szatę? Popraw sobie okularki, bo chyba niedowidzisz mikrusie,- powiedział pewnego razu do Pottera słusznej postawy Mulciber, budząc tym śmiech ślizgonów oraz ofiar "żartów" huncwotów. Była to odzywka na słowną zaczepkę Pottera, skierowaną do Snape.
-Ty brudny czarnoksiężniku!- Wrzasnął dotknięty tymi słowami Potter.
-Brudny to ty jesteś, od szlamu z którym się zadajesz, - cicho skomentował charyzmatyczny Avery, który w szóstej klasie został prefektem Syltherinu.
Snape nie zwracając uwagi na słowną przepychankę, zajął swoje miejsce w klasie. Po chwili usiadł obok niego Mike, a Ian i Tony dołączyli jako ostatni.
xxx
Severus od "zawsze" doznawał przemocy i przemoc której tak często doświadczał i którą sam zadawał stała się dla niego naturalna... Tak niewiele było szczęśliwych chwil w jego życiu, kiedy był akceptowany. Pierwsze lata życia z których niewiele pamiętał, jakieś wakacje u dziadków na wsi i łódeczki które strugał z ojcem, czas spędzony z ciocią Alicją, z Lily, na Nokturnie. A przemoc? Snape "od zawsze" był obrażany słownie przez rodzinę i znajomych matki, cierpiał z powodu braku opieki i zainteresowania rodziców gdy jako kilkulatek błąkał się samotnie po miasteczku dziwacznie ubrany i odrzucony przez rówieśników, w szkole był poddany systemowi kar fizycznych odbieranych w Syltherinie jako coś "naturalnego" i kary fizyczne w brutalniejszej formie stosowali słudzy Czarnego Pana... No i przemoc szkolna której doświadczał przez pięć lat, obrażanie, przeklinanie i publiczne upokarzanie przez huncwotów. Oczywiście, Snape też stosował przemoc i nie dostrzegał w tym nic złego... Jako dziecko przeklinał mugoli, w szkole kolegów... Był zarazem ofiarą i sprawcą nie zdając sobie sprawy, że jego problemy są konsekwencją tych doświadczeń, a następstwem była zaniżona samoocena, małe poczucie własnej wartości, trudności w nawiązywaniu kontaktów z innymi ludźmi, skłonność do izolacji i brak umiejętności panowania nad emocjami manifestująca się napadami wściekłości i agresji. Chłopak odczuwał ogromna złość i nienawiść do huncwotów, ale również do świadków swego poniżenia którzy nie reagowali i nie pomagali. Severus myślał o sobie, że jest nic nie warty i był przekonany, że nikogo nie obchodzi jego los. Po ukończeniu szkoły ten sposób zachowania i myślenia utrwalał Czarny Pan który celowo, brutalnie karał swoich śmierciożerców wiedząc, że dręczonymi ludźmi łatwiej jest kierować i manipulować.
A Dumbledore? Prawy, dzielny i waleczny gryfon, dyrektor szkoły który powinien mieć znaczący wpływ na to, co się działo za jej murami? Cóż, sprawa nie była taka prosta. Dumbledore wychował się w niezbyt zamożnej, ale kochającej się rodzinie w której rodzice troskliwie zajmowali się dziećmi, nie karali ich fizycznie, nie prześladowali ani nie poniżali. Małżeństwo jego rodziców było mieszane, matka była mugolaczką a ojciec czarodziejem czystej krwi ze starego rodu. Ojciec, gryfon tak jak i syn, był postępowym czarodziejem. Albus wychowany w tolerancyjnej rodzinie i mający mugolskich krewnych, w przeciwieństwie do większości czarodziejów, był bardzo otwarty na świat mugoli, czytał mugolskie gazety, książki i literaturę fachową którą był w stanie pojąć. A właśnie w latach siedemdziesiątych mugole zaczęli odkrywać zjawisko przemocy oraz jej dalekosiężny wpływ na ofiary i sprawców. Dumbledore w miarę zapoznawania się z mugolskimi raportami i opracowaniami był coraz bardziej przerażony, niestety nie uzyskał żadnego poparcia wśród czarodziejów. Magowie postrzegali świat mugoli jako swego rodzaju "świat na opak" i nie interesowali się nim przekonani, że zasady i ustalenia tam panujące są bzdurne.
-Dumbledore, wiesz że cię cenię, ale jesteś trochę dziwaczny w swoich poglądach,- mówił Barthemiusz Crouch, Przewodniczący Departamentu ds Przestrzegania Prawa, absolwent Syltherinu, pochodzący ze starego, czystej krwi rodu. -Trochę bólu jeszcze nikomu nie zaszkodziło, a kary fizyczne uważam za nieodzowne w procesie wychowawczym,- powiedział pewnie. -Sam nie raz byłem karany przez rodziców krótkim Dolores, a gdy w wieku kilkunastu lat jakieś głupstwa zaczęły mi przychodzić do głowy, to ojciec sprał mnie magicznie, trzydzieści razów na goły grzbiet. Po wymierzeniu kary ojciec mi pogratulował, że byłem dzielny i nie ryczałem w trakcie,- powiedział z dumą czarodziej zapominając o zepchniętym w podświadomość potwornym bólu, poniżeniu, wrażeniu odrzucenia i nienawiści do świata które żywił w tamtym momencie. -Wyrosłem na porządnego czarodzieja więc proszę cię, nie wyskakuj już z takimi bzdurami, Dumbledore.- Zakończył rozmowę Przewodniczący.
xxx
W połowie szóstej klasy Severus Snape skończył siedemnaście lat uzyskując pełnoletność w świecie czarodziejów. Wiosną zdał bez problemu egzamin z teleportacji i po zakończeniu roku szkolnego po raz pierwszy deportował się samodzielnie z dworca King Cross do domu, przedtem zmniejszając kufer do wielkości pudełka od zapałek, tak jak to niejednokrotnie robiła mama czy ciocia Alicja. Chłopak pobył w domu kilka dni, po czym Kadok Avery zabrał go na szkolenie. Snape wieczorami wykładał eliksiry ucząc kolegów praktycznego warzycielstwa na przystępnym poziomie, a rano wraz ze wszystkimi ćwiczył klątwy i walkę z umiejętnością tak charakterystycznej dla śmierciożerców grupowej teleportacji.
Lily Evans wiosną 1977 roku także ukończyła siedemnaście lat i zdała egzamin z teleportacji, ale nie deportowała się z dworca, bo nie chciała straszyć rodziny nagłym pojawieniem się w domu. Lily o szkole i swoich umiejętnościach opowiadała niewiele i tylko wtedy, jeżeli rodzice ją o to pytali, bo zdawała sobie sprawę jak silny lęk wzbudzają takie informacje u bliskich jej osób. Dziewczyna bardzo przeżyła rozstanie z Seveusem i tego cierpienia nie łagodziły koleżanki i liczni magiczni znajomi dziewczyny. Szczególnie Alicja Vanes dążyła do tego, aby Lily zbagatelizowała ten problem.
-Popatrz, tyle fajnych, miłych i sympatycznych chłopców jest wokoło,- zagadnęła któregoś dnia przyjaciółkę, gdy razem w pokoju wspólnym uczyły się zaklęć. -Na przykład James Potter...- Niestety, nie było dane jej dokończyć co takiego fajnego jest w Potterze, bo Lily popatrzyła na nią z wściekłością i nic nie mówiąc zabrała swoje książki i odeszła. Alicja już więcej nie poruszała tematu Pottera, bo Lily się na nią obraziła i przez trzy dni nie odzywała się.
Dla Lily najbardziej bolesne były wspomnienia... Tyle miejsc, tyle rzeczy kojarzyło się jej z Severusem...Biblioteka, skraj Zakazanego Lasu, ich miejsce nad jeziorem gdzie tak często przesiadywali, rośliny o których jej opowiadał... Ból pojawiał się w najmniej spodziewanych momentach, w sytuacjach które Lily podświadomie kojarzyła ze Snape. Gryfonka po tym pamiętnym wydarzeniu po sumach, była w szoku. Przez ostanie dni w piątej klasie starała się zachowywać tak, jakby się nic nie stało i dopiero na wakacjach które tradycyjnie spędziła z rodzicami i siostrą na francuskiej plaży, zaczęła rozumieć sytuację i pojawił się żal.
W szóstej klasie Severus nie narzucał się Lily, ale był obok i pomagał jej na lekcjach starając się być przydatnym... Na obronie, zaklęciach i transmutacji Lily mogła ignorować chłopaka bo na zajęciach z tych przedmiotów było około trzydziestu uczniów, ale na eliksirach nie mogła udawać, że nie istnieje, bo w klasie było kilka osób. I ten ból w jego spojrzeniu który wiele razy widziała, gdy ich oczy spotykały się. Lily nabrała pewności, że Sev nie mówił jej o wielu sprawach już wtedy gdy byli dziećmi, więc postanowiła kilka rzeczy wyjaśnić na miejscu, w Cokeworth. Po wyjściu z pociągu Lily rozejrzała się po magicznym peronie.
-Mama! Och mamo, tato, tak się cieszę, że przyjechaliście po mnie,- Wyraźnie ucieszona Lily przywitała się z rodzicami i ze skwaszoną siostrą, kątem oka wychwytując znikającego Severusa.
-Lily, w tym roku już w czerwcu wyjeżdżamy, dostaliśmy z mamą dodatkowe dni wolne, - szczęśliwy Andrew Evans przytulił córkę.
-Chciałabym przez dwa tygodnie zostać w domu i odrobić wakacyjne prace domowe, wiesz tato to jest klasa owutemowa, za kilka miesięcy będę pisać egzaminy, od tego jak mi pójdą będzie zależeć moja kariera więc chciałabym się dobrze przygotować, ale nie martw się, dojadę do was,- paplała Lily do zdziwionych rodziców.
- Oczywiście córeczko, jeżeli tak chcesz...- powiedział trochę zasmucony pan Evans bo był pewny, że Lily ucieszy się z wcześniejszego wyjazdu na francuską plażę.
Przez pierwsze dni wakacji dziewczyna odrabiała zadania szkolne, budząc współczucie rodziny.
-Córeczko, czy ty aby za bardzo się nie przepracowujesz? Na pewno nie chcesz z nami jechać?
-Nie tato,- powtarzała po raz kolejny Lily, -nie martw się o mnie, za kilka, kilkanaście dni dołączę do was.
W tym samym dniu, w którym rodzice wraz z siostrą spakowali się do dużego Rovera i odjechali w stronę Dover, Lily poszła na Spinner, s End. Dziewczyna dawno tam nie była i widok zaniedbanych, w większości niezamieszkałych ruder wzbudził w niej lęk. Lily skierowała się do dzielnicowego marketu, gdzie przed chyba ośmioma laty, och jak ten czas szybko leci, jakby to była inna epoka, robili z Severusem zakupy dla starej schorowanej, samotnej sąsiadki Snape,ów. Osiedlowy sklep był podupadły i wydał się dziewczynie jakby mniejszy. Za ladą siedział chłopak niewiele od Lily starszy. Dziewczyna spojrzała na niewielki asortyment.
-Poproszę chleb tostowy i ser. Mają państwo bardzo mały wybór, - zagadnęła do wyraźnie nudzącego się chłopaka za ladą.
-Wyprzedajemy towar i likwidujemy sklep bo mało kto już tu mieszka i nie mamy klientów.- Chłopak bystro przyjrzał się rudowłosej i zielonookiej dziewczynie. -Co tutaj robisz, nigdy cię tu nie widziałem?- Zapytał zdziwiony.
-Mieszkam za rzeką,- Lily wzruszyła ramionami. -Przyjechałam na wakacje.- Dziewczyna bystro popatrzyła w oczy chłopaka wszczepiając mu lekką sugestię, że warto jej pomóc.- Szukam informacji o chłopaku który tu mieszka, o Severusie Snape.
-Poszukujesz informacji o chłopaku od Snape,ów?
Lily wychwyciła panikę w głosie rozmówcy, więc nadal patrząc mu w oczy starała się zaszczepić w jego umyśle spokój.
-Czemu się nim interesujesz? Zresztą, to nie mój interes,- dodał po chwili.
Sprzedawca położył na ladzie chleb i ser, zainkasował pieniądze, a że byli sami w sklepie i nudziło się mu, więc zaczął opowiadać.
-Lata sześćdziesiąte były tu bardzo ciężkie. Młyn plajtował, ludzi wywalali na bruk i nie było socjalu, jak teraz. Mój ojciec robił ze starym Snape, wywalili ich z roboty jako jednych z pierwszych, potem zaczęli pić. W domach nie było co jeść... Jakąś radziliśmy sobie.- Chłopak spuścił głowę i Lily wyczuła, że kradł, że wstydzi się tego i nie chce o tym mówić. Po chwili milczenia, chłopak kontynuował opowieść. -Jedzenie było na śmietnikach, tutaj, za marketem i za rzeką w Cokeworth, ale chętnych do tego żarcia było bardzo wielu. Staczaliśmy walki o te puszki, chleb, mleko... Mały Snape był dziwny, baliśmy się go, wszyscy go unikali.- Sprzedawca zamyślił się. -Umiał jakieś takie dziwne rzeczy wyczyniać wzrokiem ja wiem, że to zabrzmi niesamowicie ale wierz mi, nie jestem wariatem.
-Nie, oczywiście że nie jesteś, wiem że Snape potrafi robić różne dziwne rzeczy, potrafi przenosić przedmioty wzrokiem,- powiedziała spokojnie Lily.
Słysząc te słowa, sprzedawca ledwo zauważalnie odetchnął. -Tak, tak było. Wszyscy się go bali. Potrafił sprawić, że kamienie, konary drzew latały w powietrzu raniąc i pozbawiając przytomności jego przeciwników. Pamiętam takie wydarzenie, mieliśmy wtedy po sześć czy siedem lat, to była głośna sprawa w Cokeworth, policja nie znalazła sprawców ale na Spinner,s End byliśmy pewni, że to zrobił mały Snape...- Chłopak zamyślił się a Lily nie przerywała wyczuwając, że ma jej do powiedzenia coś ważnego. -Był taki jeden bezdomny pijaczyna, nazywaliśmy go Długi Ed. Ed zawłaszczył dla siebie kilka śmietników nieopodal centrum i bodajże w sześćdziesiątym szóstym czy siódmym został znaleziony martwy, z głową przywalona kontenerem pełnym śmieci, a obok znajdowały się wyjedzone puszki z mięsem. W tym czasie widziano tam Snape, ktoś nawet widział go jak tam jadł. Sprawę umorzono, no bo jak dzieciak który ważył dwadzieścia kilogramów mógł unieść kontener ważący tonę? Policja przyjęła, że był to nieszczęśliwy wypadek ale my znaliśmy prawdę. Snape miał coś nie tak z głową, był nauczany w domu i nigdy nie chodził do szkoły. Rodzice ostrzegali nas, aby go nie zaczepiać.
-I długo tak zbieraliście jedzenie po śmietnikach?- Zapytała bezbarwnym głosem Lily, kładąc dodatkowo dziesięć funtów na ladzie.
Chłopak popatrzył na pieniądze zachłannym wzrokiem, po czym zacisnął palce na banknocie i schował go do kieszeni.
-Długo. W latach sześćdziesiątych większość ludzi była tu bez pracy. Snape obrabiał śmietniki w Cokeworth, z tego co wiem to też trochę kradł.- Chłopak wzruszył ramionami, spuszczając wzrok. -To się zmieniło w latach siedemdziesiątych, przyznano nam zapomogi, ruszyły kursy aktywizujące zawodowo na koszt państwa.
-Dziękuję.- Powiedziała Lily nieobecnym głosem, kierując się do wyjścia.
-Nie ma za co. Jakbym kiedyś mógł się jeszcze do czegoś przydać, to zapraszam.
Zadowolony sprzedawca wyszedł zza lady i kulejąc, odprowadził Lily do drzwi. Panna Evans była rozzłoszczona. A więc to tak, myślała, więc to wszystko Sev ukrywał przede mną, że jadł ze śmietników i kradł. A rodzice się w ogóle nim nie interesowali! Do dziewczyny dopiero teraz dotarło, jakie to było dziwne, że kilkuletnie dziecko samotnie włóczyło się po miasteczku. Lily była wściekła na siebie i na Severusa. Jak mogłam tego nie zauważyć? Pytała samą siebie. Czemu mi o tym nigdy nawet nie wspomniał? Czy tak niewiele mi ufał? Zamyślona gryfonka przemierzała Spinner,s End i nawet nie zauważyła, kiedy znalazła się pod domem Severusa. Muszę z nim o tym porozmawiać, pomyślała na widok jakże znajomej fasady. Zapukała, i drzwi otworzyły się.
-A, to ty, proszę wejdź,- powiedziała pani Snape, zdziwiona widokiem Lily na Spinner,s End.
-Właściwie to chciałam porozmawiać z Severusem...- Zaczęła niepewnie dziewczyna.
Wiedźma łypnęła na nią okiem.
-Proszę, wejdź do w kuchni to porozmawiamy, zrobić ci kawy? Herbaty? Severus wyjechał ale może będę mogła ci w czymś pomóc?
-Wyjechał?
Pani Snape pokiwała głową i Lily niepewnie rozejrzała się, po czym powzięła decyzję.
-Poproszę kawę,- powiedziała wchodząc.
Kuchnia, podobnie jak u ciotki Severusa, nie była wyposażona w żadne sprzęty gospodarstwa domowego, nie mała nawet lodówki ale Lily wiedziała, że nie jest to oznaką biedy... Gospodyni sprawnie posługując się różdżką rozlała aromatyczną kawę do dwóch filiżanek.
-Więc jaką masz sprawę do mojego syna?
-Chciałabym z nim wyjaśnić kilka kwestii, pokłóciliśmy się... Znowu pojechał na wakacje do Averego?
Pani Snape z nad filiżanki spojrzała bystro na rozmówczynię.
-Pojechał na szkolenie,- powiedziała sucho.- Nie interesuj się tym, jeżeli nie chcesz mieć przykrości.- A widząc zaszokowane spojrzenie dziewczyny, powiedziała już łagodniej, patrząc w przestrzeń. -Przed laty byłam w jednej klasie w Syltherinie z Tym, Którego Imienia Nie Można Wymawiać... Nazywał się wtedy Tom Riddle, to jest jego prawdziwe nazwisko ale o tym nie można mówić, zapomnij o tym jeżeli chcesz żyć. Wielu moich kolegów, Avery, Lestrange, związało się z tym czarnoksiężnikiem.
-Avery, ojciec Iana Averego?
-Stryjek.- Czarownica wzruszyła ramionami. -Obecnie starszy rodu. Nie interesuj się tym, zapomnij o tej rozmowie, jesteś mugolaczką. I daj spokój Severusowi, on już się nie może wycofać,- powiedziała wiedźma. -Nie wiem co się wydarzyło między wami, ale mój syn bardzo to przeżywa. Jeżeli się teraz rozstaniecie, to oboje będziecie mniej cierpieć.
Lily była zdziwiona słysząc to, co powiedziała jej pani Snape, choć w głębi duszy spodziewała się czegoś takiego bo czuła, że Sev nigdy nie powiedział jej prawdy o tym jak spędził wakacje przed piątą klasą.
-A jak pani się czuje?- Zmieniła temat.
-Dziękuję, już dobrze, doszłam do siebie po śmierci Tobiasza, - wiedźma uśmiechnęła się.
Kobiety jeszcze trochę rozmawiały, jednak Lily nie miała śmiałości wypytywać panią Snape o dzieciństwo Severusa. Gryfonka wypiła kawę, pożegnała się i wyszła.
xxx
W siódmej klasie Lily Evans zrezygnowała z eliksirów, budząc tym wielkie zdziwienie profesora Slughorna który nie mógł przeboleć utraty swojej ulubionej uczennicy. Alicja Vanes również była zaskoczona decyzją przyjaciółki.
-Też nie przepadam za tym przedmiotem ale eliksiry są mi niezbędne, bo chcę zostać aurorem.
Na wakacjach po szóstej klasie Alicja zaręczyła się z Frankiem Longbottomem. Zaręczyny były formalnością, bo młodzi ludzie zostali sobie przypisani już jako dzieci tym niemniej ich rodzicie cieszyli się, że młodzi mają się ku sobie. Data zaślubin została wyznaczona na wrzesień 1978 roku, gdy Alicja ukończy szkołę. Rok starszy Frank skończył Hogwart i rozpoczął dwuletnie szkolenie aurorskie.
Lily i Sev starali się nie zauważać nawzajem, ale pod koniec szkoły spotkali się przypadkowo na skraju Zakazanego Lasu i wyjaśnili sobie kilka spraw. Severus po raz kolejny przeprosił Lily, i mimo że dziewczyna przyjęła przeprosiny, to ich przyjaźń nie mogła powrócić.
- Pamiętasz, jak w czerwcowe noce wymykaliśmy się z domu, aby zbierać zioła? Pamiętasz, jak uczyłeś mnie zbierać? Mieliśmy wtedy po 10 lat, pamiętasz? - Łkała Lily, wpatrzona w rosnący nieopodal Pokrzyk. - Sev, w wakacje rozmawiałam z twoimi sąsiadami ze Spinner,s End... I z twoją mamą. Sev, ja nigdy w życiu nie byłam głodna, nigdy nie przyszło by mi do głowy, że tak może być, rodzice troskliwie zajmowali się mną, skąd mogłam wiedzieć, że może być inaczej!?
- Lily, to nie jest twoja wina, nie możesz obwiniać się z tego powodu,- cicho wyszeptał Snape, a jego twarz zrobiła się łagodna i szczera i Lily dostrzega w nim dawnego Severusa.
- Czemu nigdy mi nie powiedziałeś? Gdybym wiedziała, mogłabym ci pomóc!
- Nie mogłabyś, byłaś dzieckiem i bałem się, że zaczniesz mną pogardzać i nie będziesz chciała się ze mną spotykać. Czego się dowiedziałaś?
Lily płacząc zasłoniła rękoma twarz i Sev bezwiednie ją przytulił.
- Nauczyłeś się kontrolować i wykorzystywać swoją dziecięcą magię do atakowania mugoli?
- Tak.
- Nie możesz się już wycofać. Od wakacji po czwartej klasie? Nie powiedziałeś mi prawdy.
Chłopak potrząsnął głową. - Nie mogłem, to byłoby dla ciebie zbyt niebezpieczne.- Severus na chwilę przerwał, szperając w zakamarkach swojej szaty. -Lily proszę, weź ten medalion, mam taki sam, jak ściśniesz go to mój się rozgrzeje i będę wiedział, że mnie potrzebujesz.
Zdziwiona Lily wzięła do ręki niewielki, gustowny medalion.
- Skąd go masz?
- Od Filcha, miał je po matce i nie są mu potrzebne, bo nie jest czarodziejem.
- Może będziesz chciał dać go komuś innemu?
- Nie,- Sev zacisnął dłoń Lily na medalionie. -Nie.
Młodzi ludzie, z żalem przepełniającym im serca za bezpowrotnie utraconą przyjaźnią, rozstali się w Sali Wejściowej. Snape nie miał wielkiego wyboru, śmierć lub służba Czarnemu Panu a Lily już od miesiąca spotykała się z Jamesem Potterem.
To, że Lily zaczęła chodzić z Jamesem Potterem, to że zakochała się w chłopaku, było dziwne także dla niej samej. James, podobnie jak Sev, nie był zbyt przystojny, niski i niezbyt urodziwy okularnik... Ale był miły, sympatyczny, dobrze wychowany, czysty, zadbany i poza Lily nie widział świata... Dla niej zaniedbał nawet swoich przyjaciół. James w siódmej klasie zmienił się, stał się poważny, przestał zaczepiać kolegów którzy krzywo na niego popatrzyli i nie rzucał klątwami... Przestał nawet zaczepiać i przezywać Snape. Lily widząc zmianę która zaszła w chłopaku, uległa namowom i zdecydowała się z nim chodzić. Dziewczyna wychowana wśród mugoli i nie mająca żadnego zaczepienia w magicznym świecie wiedziała, że będzie jej ciężko przebić się i znaleźć dobrą pracę. A James pochodził z czystej krwi, bogatej, ustosunkowanej rodziny czarodziejskiej, i ten fakt też miał znaczenie dla Lily.
xxx
Michael Mulciber, który przez kilka lat wypierał swoje uczucia do Mary Macdonald nazywając je pożądaniem, w siódmej klasie przegrał walkę z samym sobą i chcąc zdobyć przychylność dziewczyny, zaczął naśladować zachowanie Snape względem Lily... A to podał Mary nożyce na zielarstwie, a to przytrzymał hipogrfa na opiece... Gryfonka unikała ślizgona bo pamiętała jak ją dręczył, choć chłopak podobał się jej. Mulciber był przystojny, dość wysoki, barczysty, z burzą złotoblond loków na głowie i z jasnoniebieskimi oczyma budził westchnienia niejednej dziewczyny... Cóż, kiedy Mary przysłoniła mu cały świat.
Pod koniec siódmej klasy, przed samymi owutemami, zdesperowany ślizgon zdobył się wreszcie na odwagę i podszedł do Macdonald w jakimś pustym korytarzu. Mary przestraszyła się, bo przypomniała sobie sytuację z przed trzech lat, więc gwałtownie wyszarpnęła różdżkę rzucając tarczę. Siła zaklęcia odrzuciła nie spodziewającego się tego ślizgona na ścianę i jego złotoblond włosy zabarwiła strużka krwi. Mary widząc to, zdenerwowała się.
-Nic ci nie jest?- Zapytała podchodząc do chłopaka z wyciągniętą różdżką.
-Nie, wszystko w porządku, czuję się dobrze,- odpowiedział chłopiec, któremu właśnie krew zalewała oko. Mulciber skrzyżował ręce na piersiach. -Mary, przepraszam za tamto, no wiesz, w czwartej klasie, teraz chciałem tylko pogadać z tobą, proszę umów się ze mną, może być w sobotę na błoniach jak będzie dużo ludzi, proszę, umówisz się?- Mówił nieskładnie.
Zdezorientowana Mary pokiwała głową, klękając przy siedzącym pod ścianą chłopaku.
-Dziękuję, - wyszeptał szczęśliwy ślizgon.
Mary dotknęła jego czoła.
-Krwawisz.
-To nic, to nic. To po lunchu?
-Ale po owutemach. Wcześniej nie. W sobotę po owutemach, może być po lunchu.
-Dziękuję, Mary.
W tym momencie, korytarzem nadeszli Crabbe, Avery i Snape, i widząc rannego kolegę siedzącego pod ścianą a nad nim gryfonkę z różdżka, wyciągnęli swoje.
-Nic mi nie jest!- Krzyknął Mike, wściekły na przeszkadzających mu w tak ważnym momencie kolegów. -Potknąłem się. Spadajcie.
Ślizgoni uśmiechnęli się, bo dobrze znali słabość Imperiusa do gryfonki. Ciekawe czy Mulciber jej powiedział, że za dwa miesiące zostanie śmierciożercą, pomyślał ironicznie Snape ale nie wtrącił się, bo to nie był jego interes.
xxx
Albus Dumbledore miał ciężki okres w życiu i coraz mniej interesował się szkołą, cedując obowiązki na swoją zastępczynię, profesor McGonagall. Dyrektor większość czasu spędzał w Ministerstwie bo miał wrażenie, że Voldemort zyskuje coraz większe poparcie i powoli obsadza co ważniejsze stanowiska swoimi ludźmi, a Minister Magii Arkadiusz Weak jest bezradny wobec działań czarnoksiężnika. Voldemort dążył do przejęcia władzy w magicznej Anglii i Dumbledore był świadom, że jest już bardzo blisko celu. Przewodniczący Wizengamotu nie mogąc mu się przeciwstawić legalnymi środkami, wiosną 1978 roku założył nieformalną organizację którą nazwał Zakonem Feniksa. Do organizacji zaczęli wstępować czarodzieje myślący podobnie jak Dumbledore, przekonani że zbiurokratyzowane Ministerstwo jest bezsilne wobec działań Voldemorta i najwyższy już czas zmienić metody walki z tym czarnoksiężnikiem, biorąc sprawy we własne ręce.
