Rozdział 21: Witamy w Ojczyźnie syropu klonowego
Autor: Skulker
Helicarrier
Grupka Madroxów stała przed drzwiami do kajuty Spider-mana.
- Ok, wszyscy wiedzą po co tu jesteśmy- spytał oryginalny Madrox
- Oczywiście. Mamy przekonać go że zabijanie ludzi jest dobrym rozwiązaniem problemów.
- Na odwrót!
- Naprawdę?- spytał nieco skonfuzjowany klon – To czemu każdy twój plan uwzględnia nas robiących coś samobójczego?
- Ponieważ i tak wracacie? Poza tym to zupełnie inny temat!
- A co czeka nas teraz? Znowu zmiana w kamień, a może dla odmiany wysadzisz?
- Hej, plan z skamienieniem był Moon Knighta. A zresztą- Madrox wchłonął swoje kopie, po czym wszedł do pokoju pająka.
Spider-man leżał na łóżku i uzupełniał swoje filtry z siecią.
- Kłótnia z klonami?
- Kłótnia z klonami.
- Po co w ogóle chciałeś ich użyć?
- Wiesz jak to jest, gdy twoim jedynym narzędziem jest młotek, każdy problem wygląda jak gwoźdź. Miałem nadzieję że jakoś przydadzą się do naszej sesji.
- A tak, nasza sesja- westchnął Spider- Myślę że już jej nie potrzebuję. Podjąłem decyzję.
- Naprawdę? Czyli wyzbyłeś się tych bzdur o...- Madrox zamilkł widząc że Spidey unika jego wzroku- Aha.
- Nie jesteś zadowolony?
- Dopiero co pozbyliśmy się jednego wątpliwej moralności członka drużyny, pojawia się drugi. Jakiej oczekujesz ode mnie reakcji?
- Uwierz, to nie była łatwa do podjęcia decyzja. Długo nad nią myślałem.
- Och, całe szczęście. Tak twoje akcje będą całkiem usprawiedliwione.- westchnął Madrox z sarkazmem- Mogę chociaż spróbować cię przekonać do moich racji.
- Obawiam się że tracisz czas, ale trzymam za ciebie kciuki. Powiedz więc czemu gdy byliśmy w Anglii nie powinienem zastrzelić Hobgoblina? Czemu to dobrze że Włócznia jest wciąż w jego rękach, a on będzie miał szansę by zabić wielu ludzi którzy staną mu na drodze. Czemu nie pociągnąłem za spust?
- Ponieważ zabijanie jest złe.
Spider-man patrzył w niego przez chwilę milcząco.
- Naprawdę nie mogłeś wyjść z niczym oryginalniejszym?
- W tym wypadku celność argumentu jest ważniejsza niż jego walory nowatorskości. Od narodzin cywilizacji zabijanie było uznawane za coś złego. Praktycznie każda obecna religia jest przeciwna zabijaniu. Moi przyjaciele mają różny pogląd na takie sprawy jak aborcja czy eutanazja, ale żaden z nich nie ma takich wątpliwości wobec zabijania. Owszem, znam ludzi którzy je aprobują. Część z nich to ludzie jak Moon Knight czy Punisher. Jednak w większości to przestępcy.
Spider-man zastanawiał się przez parę minut nad jego słowami.
- Więc uważasz że każde zabicie jest złe.
- Oczywiście.
- Dobrze więc. Postaw się w teoretycznej sytuacji: Magicznie trafiłeś w przeszłość, do czasów tuż przed Drugą Wojną Światową. Spotykasz Hitlera. Masz możliwość go zabić, bez paradoxu czasowego. Co robisz?
- Po pierwsze gram w totolotka i staję się bardzo bogaty. - odpowiedział Jamie bez zastanowienia- A potem... wymyśliłbym jak go powstrzymać.
- Jak? Aresztujesz za zbrodnie które nie popełnił, w jego własnym państwie? Ostrzegł Aliantów w nadziei że ci uwierzą? A może spróbował przekonać że zabijanie jest złe i że powinien wrócić do bycia malarzem?
- W każdym razie na pewno bym go nie zastrzelił! Zresztą, znając mnie i tak bym chybił
- Rozumiem. A jeśli nic nie wykombinujesz pozwolisz by wywołał wojnę i rozpoczął największą fale prześladowań wobec jakiegoś narodu. Największe prześladowanie w historii... do czasu odkrycia istnienia mutantów.
Madrox milczał.
- Posłuchaj Jamie. Nie lubię tego tak samo jak ty. Niemniej jednak musimy być racjonalni: to walka o przetrwanie. Nie świrować jak Moon Knight i zabijać każdego kto wpadnie w moje ręce. Ale następnym razem nie wolno mi się zawahać. Jeśli sytuacja będzie tego wymagać, będę musiał...
Spider-man nie dokończył.
- Sam nie wiesz czy jesteś w stanie to uczynić, prawda?- spytał mutant
- Muszę być.
Zanim Jamie odpowiedział, z głośników poleciał głos Fury'ego.
- Kapitan Ameryka i jego drużyna zgłosić się w hangarze. Natychmiast.
Bohaterowie wymienili spojrzenia i ruszyli na miejsce zbiórki.
Na miejscu czekała już reszta drużyny z Fury'm i Wolverine'm.
- Sytuacja skomplikowała się. - zaczął Nick- Zgodnie z sygnałem Włóczni, Hobgoblin skręcił w stronę Kanady.
- I co z tego?- spytał Madrox- Po prostu lećmy za nim.
- To nie takie proste Jamie.- odezwał się Logan- Niedawno zmienił się tam rząd. Nowy prezydent ma wysokie ambicję i nie życzy się sobie żadnych „amerykańskich" ingerencji
- Przygotowałem już dla was samolot.- Fury wskazał za siebie- Ma w sobie wykrywacz sygnałów włóczni, broń, różne zabawki i co najważniejsze jest dość szybki by dogonić Hobgoblina w niecałą godzinę. Ale nie mogę wywołać międzynarodowego incydentu. Dlatego odwołuję misję.
Fury odwrócił się i zaczął liczyć mijające sekundy. Od razu usłyszał jak Clint i Steve biegną do samolotu. W przeciągu siedmiu sekund usłyszał jak nokautują strażników których postawił i jak Spider związuję ich siecią. Po dwunastu usłyszał jak startują silniki. Z lekkim uśmiechem odwrócił się i został oplątany przez specjalną strzałę związują Hawkeye.
- Dla realizmu. - mruknął Barton z podobnym uśmieszkiem jak tamten Fury'ego – Hej Logan, lecisz z nami?
- Nie mogę bub. - mutant uśmiechnął się krzywo- Podczas ostatniej wizyty w Kanadzie mocno wkurzyłem parę ważnych osób. Moja obecność mogłaby utrudnić waszą misję.
Łucznik skinął głową i zamknął zamknął za sobą właz. Rycerze Marvela odlecieli.
Tymczasem Hobgoblin leciał samolotem przez Atlantyk, jednocześnie mając video konferencje z Kingpinem.
- Wiesz Fisk, kiedy mnie zatrudniałeś, oczekiwałem że moi przeciwnicy będą mieli przewagę liczebną. Spodziewałem się że zrobię sobie paru nowych wrogów i że będą jakieś komplikacje, zawsze są. Czego nie oczekiwałem że będę miał całe SHIELD na karku!
- Nie obchodzą mnie twoje jęczenia Kingsley, masz wykonać zadanie.
- Zdobyłem włócznie jak chciałeś- warknął przestępca- Ale przez twoją zabawkę łatwiej mnie śledzić niż Rhino. Daj mi coś by ukryć to gówno!
- Już nad tym pracuję. Przesłałem ci koordynaty do komputera pokładowe. Tam spotkasz kogoś kto wisi mi przysługę. On pomoże ci zablokować promieniowanie Włóczni Odyna. Potem lecisz do mnie.
- W porządku, ale jak wrócę pogadamy o jakiejś podwyżce.
- Jeśli wrócisz.
Kingpin rozłączył się, po czym zadzwonił na inny numer.
- Cześć Jacob, to ja...Świetnie, a co u ciebie? Twojej córce podobał się szczeniak którego jej kupiłem?... Aha...Nie nie mogę, może w piątek...Dobra jesteśmy umówieni.
Kingpin zapalił cygaro
- Jacob, mam do ciebie prośbę. Za parę minut przeleci nad Kanada samolot. Upewnij się że nikt go nie zatrzyma. Trochę później nadleci kolejny, lecący tuż za tamtym. Z nim jest odwrotna sprawa...
Trochę później bohaterowie zbliżali się do lądu.
- Jamie, mamy dostęp do bazy danych SHIELD- zauważył Spider-man – Zerknij czego powinniśmy oczekiwać w Kanadzie.
- Zobaczmy... Wolverine... Wolverine z Ziemi 1610... i z Ziemi 295... 10005.
- Mógłbyś sprawdzić inne hasła niż Wolverine?- warknął Hawkeye
- Sorry. Już mam: Sabretooth, Weapon X, Alpha Fight, Deadpool...
- Jamie!
- Nie moja wina że w Kanadzie nic nie ma. Żadnych inwazji kosmitów, miejsc koncentracji mutantów, siedzib wysoce rozwiniętych laboratoriów.
-A co z dawnymi religiami? - wtrącił Peter- Zdaję mi się że Wendigo był powiązany z jakąś dawną kulturą.
- Tiaaa, są jakieś informacje o dawnych plemionach Algonikinów, ale są skąpe i ma tu nic ciekawego. Chyba już wyginęli.
- Nieważne – mruknął Hawkeye- Od dawna wiemy że jest tylko jedna prawdziwa religia: Zwariowane wierzenia Skandynawów o gościu co lata młotem i jego bracie w idiotycznej rogatej czapce.
- Ja widziałem kolesi od innych religii- powiedział pająk
- Może, ale to nie ich przeklętym artefaktem uganiamy się po całym świecie.
- Koniec rozmów.- przerwał im Steve- Mamy towarzystwo.
Radar pokazywał że leci za nimi parę samolotów.
- Madrox, nawiąż z nimi kontakt.
- Się robi. - detektyw wklepał coś w komputer- Witam Kanadyjczyków, przybywamy w pokoju by...
- Mówi generał Johnston.- przerwał mu wojskowy- Właśnie naruszyłeś strefy powietrzne Kanady. Macie natychmiast wylądować, albo zostaniecie zestrzeleni.
Madrox wyłączył transmisję.
- Matko, jestem fatalnym dyplomatą.
- Co robimy Steve?
Kapitan zacisnął ręce na sterach.
- Madrox, klonuj się i zajmij pozycje bojowe. Clint, masz zrobić mu ekspresowy kurs używania broni. Minuta, nie więcej. Spider-man, siedzenie drugiego pilota. Masz mnie ostrzegać Pajęczym Zmysłem przed atakami. Nie damy się zatrzymać!
Gdzieś w Kanadzie, niedaleko stolicy w Ottawie, żyję plemię Indian. Od wieków są zasymilowani i z pozoru mieszkańcy ich miasta wyglądają na zwykłych Kanadyjczyków. Ale pamięć o starych tradycjach przetrwała i została przekazywana z pokolenia na pokolenie.
- Miałem sen.- mówił stary Indianin- Właściwie nie sen, a wizję. Widziałem człowieka z twarzą zakrytą pomarańczowym kapturem. Niósł relikwię stworzoną przez Duchy innych krain.
Zakapturzony jest sługą złych duchów, za nim idą inni co chcą go powstrzymać. Widziałem Wojownika z Przeszłości, Wielu o Jednej Twarzy, Łucznika z bólem w sercu i Białego Myśliwego. Ale moja wizja skupiła się na Człowieku w Pajęczej Skórze. Wiem że będzie nas potrzebował. Dlatego musisz opuścić nasze plemię. Musisz go znaleźć nim będzie za późno.
Przed starcem klęczał młody Indianin, nie starszy niż dwadzieścia lat. Nosił schludną białą koszulę i kwadratowe okulary. Koło niego leżał włączony laptop.
- Nie martw się dziadku. Nie zawiodę cię.
